Jump to content
Dogomania

lena13

Members
  • Posts

    557
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by lena13

  1. Przytachaliśmy Dżinę na piętro do pokoiku bez demonów(bez psiej młodzieży potrafiących w zabawie wybić mi okno, a potem udawać, że to nie one), który graniczy z moja sypialnia będę miała bliżej aby w nocy podać jej wody i ja doglądać. http://img207.imageshack.us/img207/4537/sl740316.jpg
  2. Mysia to jest zajebisty wet, jeżeli ktoś nam może pomóc to tylko on, on mi psy na nogi nie raz już stawiał. To ja jako tonąca uczepiłam się wylewu bo ja widzę Arona i jego porównuje do wszystkich psów, on dla mnie jest bohaterem, zawsze przy mnie i przy wecie jest ktoś przytomny bo ja działam jak w amoku, jestem przerażona sytuacją. Prośba do Ciebie weterynaria to moje niespełnione marzenie, jakbyś mogła podsyłać mi materiały właśnie o wylewach lub o czymś co może mi się tutaj przydać to bardzo proszę. Co do weta to on może mieć mnie już dość choć jesteśmy dość zaprzyjaźnieni, jest u nas bardzo często bo choruje nie tylko Dżina, to on ma już mnie i mojego mądrowania dość „doktorze tylko nie sterydy doktorze a może to jest to, bo ja czytałam bo pies fundacji miał takie objawy „etc.
  3. Zapomniałam Wam podziękować, że jesteście z nami, że pomagacie Dżinie zarówno duchowo jak i finansowo. Kochani bardzo Wam dziękujemy bez Was nie miałabym sił walczyć. Asiu oczywiście zapraszam. Nie jestem w stanie napisać ile potrzebujemy pieniędzy na leczenie bo to nie jest określone, nie wiem ile będziemy potrzebować pojęcia nie mam skóra mi cierpnie przy każdej wizycie doktora ale nie poddamy się mowy nie ma. Najważniejsze, żeby jej się polepszyło wtedy te koszty spadną teraz są dawki uderzeniowe, potem pewnie jakaś drobnica ale najpierw musimy doprowadzić do normalnego stanu Dżinę, znowu mądruje ja jednak bazuje na obserwacji Aronka. Tak dla rozładowania myśli ale mi dziś skurczybyk uciekał na spacerze, on jest niesamowity, szalał jak szczeniak a przecież jego stan niedawno tez był poważny.
  4. Asiu ja bardzo bym chciała, żebyś była z nami jak będziemy odchodzić, przekraczać tm to czarny scenariusz ale wciąż aktualny. Ja muszę być silna nie mogę inaczej, wciąż mam przed oczami ten obraz jak Dzina chodziła jak pięknie chodziła, jak daleko chodziła, gdybym mogła cofnąć czas, zmienić pogodę. Jednak niczego nie zaniedbałam, miała ciepło, miała mieć podany tylko ten lek do kolana aby mogla biegać, życie jest nie sprawiedliwe a ja jestem durna powinnam mieć trójkę dzieci, prawdziwy dom a nie psy. Jak już się wygadałam, wyżaliłam to przechodzę do sedna sprawy. Dziś rano wyszła się załatwić napiła się wody, potem dzwoniłam do doktora miał do nas przyjechać i podać leki, potem zadzwonił, że my mamy przyjechać do niego. Pojechaliśmy zanieśliśmy Dżinę do samochodu zawieźliśmy do lecznicy na miejscu już czekała nasza pielęgniarka, doktor podał Dżinie leki, dał zastrzyki do domu podał kroplówkę na którą się uparłam, dał tabletki. Na moje stwierdzenie doktorze może to wylew tak mnie opierdzielił że poezja nie napisze wszystkiego ale z grubsza to wygląda tak iż lekarz, który bez eeg lub innego tam badania diagnozuje wylew jest .... całej społeczności weterynaryjnej, a my mamy zająć się zbieraniem kasy na leczenie Dzinki a nie na diagnozowanie jej, podejrzewa też że Aronek miał to co Dżina a nie żaden wylew, powiedział, też że jak nie ściemniam z tym, że Dzina dziś wyszła ze mną o własnych chwiejnych siłach na siku to jest światełko w tunelu, że z tego wyjdzie. Kazał karmić Dżinę na siłę, zmiksować na papkę podawać choćby strzykawką bo ona jeść musi. Tak więc zrobiłam siadłam przy niej jedna strzykawka druga trzecia po piątej Dżina stwierdziła, że z taką wariatką i desperatką jak ja nie wytrzyma i zaczęła jeść, mało ale jednak to ja znów jedzenie z ręki z miski ze strzykawki, mówiąc do niej, że ja się nie poddam a ona nie ma wyjścia i walczymy obie. Koszt wizyty 105 zł, mam tez receptę te leki są od jutra to jutro podam ile zapłaciłam jak wykupie.
  5. Prędzej piekło zamarznie niż się poddam, gdy miał przyjechać Aron strasznie się bałam, nie wiedziałam co mnie czeka, Aron był po wylewie, przyjechał do mnie po długich konsultacjach z Mysia, dziś tak jakoś wróciłam do tych chwil myślami, zadzwoniłam do Mysi w celu aby powiedziała mi jak wylew objawił się u Arona, dodam tylko, iż zaraz po przyjeździe Aronek bardzo szybko się podniósł, przybrał na wadze, na spacerach był tak energiczny, że nie mogliśmy go dogonić, gdy puszczony był ze smyczy, przewracał się lekko tylko wtedy gdy był bardzo podekscytowany, potem już wcale, jest z nami już prawie dwa lata rozłożyły mu się stawy jakiś chyba miesiąc temu, on jest jak predator nie do złamania przez żadne choróbsko. Chwyciłam się opcji, że to może wylew, że doktor tak bardzo skoncentrował się na tych stawach, może to nasza szansa, może nam się uda, musi. Mysia pocieszyła mnie, ze pies jej koleżanki, miał dwa wylewy i żyje, Aron w warunkach schroniskowych też dal radę a ona ma wersal to dlaczego nam ma się nie udać. Dziś rano wstała wyszła ze mną na spacer potrafiła utrzymać pion potrafiła usiąść chwiała się ale ją podtrzymałam, zaprowadziłam ją z powrotem do domu położyłam, przykryłam zmieniłam termofory, podałam jej wodę, napiła się z trudem ale się napiła głowa jest przekrzywiona. Nie ma takiej opcji, żebyśmy miały czas tylko do niedzieli to jest za mało, martwi mnie tylko, że ona nie chce jeść, dziś specjalnie dla niej ugotuje jej coś fajnego, jak nie zje poproszę o kroplówkę, a jak to się uda jadę do Częstochowy. Proszę trzymajcie za nas kciuki, jeszcze tyle przed nami jest jeszcze tyle do pokazania Dzinie, Tm niech sobie zobaczy za lat kilka, nie teraz.
  6. Moja kuchnia to najbardziej cieple miejsce w domu, jest tam kaloryfer na długości całej ściany, jest jasno sucho i czysto, jest duża także spokojnie wiem co robie. W dodatku centrum domu, nie nudzi jej się, leży jak królowa Nero podszedł do niej popatrzył i wyszedł, Megi tez poszła odwiedzić chorą. Wiem że sterydy to ostateczność ale właśnie dla nas ta ostateczność nastała.
  7. Tak zamówię na allegro ze względu na stan Dziny nie mam co kozaczyć i kupować u weta skoro te 30 zł mogę potrzebować na Dzinę.
  8. Dzinka za nic w świecie nie chciała załatwiać się na naszej posesji chodziłyśmy, do sadu lub jeszcze dalej, chodziłyśmy co dzień to dalej tak bardzo się cieszyła, że te spacery są w końcu urozmaicone, dlatego chciałam podać ten lek do stawu, bo im dalej szłyśmy a dodatkowo jeszcze z jej koleżankami była taka szczęśliwa i dumna uszy postawione głowa wyprostowana, choć nie wiedziała gdzie są te cholerne stawy, które jej obiecałam tam właśnie ciągła najbardziej. Byłyśmy wniebowzięte wychwalając zell pod niebiosa bo w nim szukałyśmy poparcia w jej polepszającym się stanie zdrowia, potrafiła wypiąć się gdy się załatwiała i teraz to jak grom z jasnego nieba wczoraj chciałam wziąć ją na wieczorny spacer a ona jak tylko wyszła ze swojego pokoiku na trawkę od razu się załatwiła, mocno mnie to zdziwiło potem mi się zachwiała, a dziś rano nie wyszła wcale na spacer i od rana podniosłam alarm wet pielęgniarka, wszyscy zjechali się dopiero po 19 zostały podane leki, przenieśliśmy ja do kuchni. Dostało mi się, że przyjmuję psy chore a potem ryczę jak durna, doktor stwierdził, też iż coraz to dostaje trudniejsze przypadki spadł na mnie domowy lincz.
  9. Tak od wczorajszego wieczora, choć wczoraj była jeszcze w stanie chodzić, dziś już nie Dzina ma porażenie, zapalenie, które powoduje, że Dzina nie jest w stanie koordynować ruchów, tz nie jest w stanie głową koordynować i kontrolować całego ciała, podniesie się i zaraz upada, więc się nie podnosi, potrafi się załatwić to ważne. To zapalenie dotyczy także rdzenia kręgowego właściwej definicji nie jestem w stanie napisać bo nie zapamiętałam, ale się dowiem albo poproszę o zaświadczenie na piśmie. Było już naprawdę dobrze, nasza pielęgniarka to widziała, Dzina pięknie chodziła na spacery, kulała ale szła. Od czasu jak pogoda zmieniła się na deszczowa i wietrzną, psy chodzą tylko na siku i z powrotem, dlatego nie miała prawa zmarznąć, może to być spowodowane zmianą pogody, może po prostu siedziało to w Dzinie i nagle wybuchło. Dzina teraz nie może chodzić na spacery na nic jeżeli załatwi się w domu trudno damy radę to nie jest problem, liczę na to, że jutro jej stan się ustabilizuje, że dzisiejsze sterydy poradzą sobie z tym.
  10. U naszego weta kosztuje 175, ale już mam pewność, że to ten sam lek co na allegro
  11. Już dziękujemy za kasę na lek na staw kolanowy, już nie jest potrzebny, teraz nam przyszło powalczyć o życie. Ja ją dziś błagałam, żeby zechciała powalczyć ze mną, a ona patrzyła tak, że musiałam wyjść od niej aby się wyryczeć bo nie były to już zwykle łzy, parę minut przed 19 do domu wrócił Adam, chwile później był wet a za nim nasza pielęgniarka. Badanie było krótkie diagnoza straszna, zaraz zostały podane leki w tym sterydy, Dzina została przeniesiona do kuchni, teraz zajmuje centralne miejsce w niej, leży na 2 kołdrach pod 3 kocami obok niej pookładane są termofory. Mamy czas do niedzieli, na polepszenie, jeżeli nie uda się doktor zasugerował eutanazję, nic więcej dziś nie jestem w stanie napisać, nie mam sił. Ja się chyba nie nadaje do tej pracy za miękka jestem, jest też optymistyczna wersja stan Dziny się poprawi, będzie leczona wyjdzie z tego pójdziemy w lato popływać z Aronem na stawach. Muszę w to wierzyć, koszt dzisiejszej wizyty i podanych zastrzyków 140 zł, ponadto ma dostawać caniviton i zell nic więcej. Jednak trzeba liczyć się z tym, że zastrzyki, które dostała dziś będą musiały być powtórzone. Jestem dobrej myśli bo moja boksia jakieś 6 miesięcy temu rano wstała i nie mogla chodzić, od razu do weta od razu zastrzyki Telka wieczorkiem mogła już chodzić a za parę dni biegać. Telka ma co prawda 4 lata ale ma strasznie wyniszczony organizm, cudem została uratowana po traumie schroniska, to tak optymistycznie na koniec.
  12. A mnie martwi coś zupełnie innego o ile z kasa za hotelowanie są sytuacje że mogę poczekać to nie rozumiem dlaczego nie mam kasy na jej leczenie, przecież nic wam nie ukradnę, mam faktury mogę się rozliczyć w każdej chwili. Znowu mnie poniosło ale ja już nie mam sił, przygotowałam jej miejsce w domu, ugotowałam dla niej coś ciepłego a ona mi się nie chce podnieść ja już sił nie mam nie wiem dlaczego, nie wiem czy to stawy nie wiem nic, siedzę przy niej bo co mam robić żeby zechciała się podnieść, żeby doszła mi do domu, ja znów jestem tu zupełnie sama nie dam rady zawieść jej do weta muszę go wezwać, nie mogę dodzwonić się do naszej pielęgniarki do nikogo kto jest mi wstanie pomóc na cito, w dodatku praz kolejny nie mam pieniędzy na jej leczenie, ale to tez nie problem wet mi poczeka nie rozumiem dlaczego mam związane ręce, może jakby ten lek był podany wcześniej nie doszło by do tego stanu, może to być coś zupełnie innego, trzymajcie za nas kciuki żeby Dzina została ze mną, żeby mnie nie opuściła.
  13. Każdy pies ma indywidualne potrzeby, dla tego miejsce dla niego musi być dostosowane do jego potrzeb. Mamy osobny budynek dla psów, znajduje się tam pokój Dziny, oraz obok za ścianą są jeszcze trzy boksy, w każdym jest dywanik, łóżeczko, są to pokoje na noc. W dzień psy są głownie na wybiegach, czyli chodzą sobie po całym obiekcie lub gdy się nie lubią, mają wydzielone 5 ogrodzonych podwóreczek w zależności od sympatii jaką się darzą to ze sobą przebywają. Dodatkowo w drugim budynku, są jeszcze trzy miejsca, pokoiki dla psów, ich urządzenie czyli te dywaniki i meble mają na celu przystosować je do adopcji, aby zdawały sobie sprawę, np. ze nie wolno niszczyć lub się załatwiać w domu. Puko jest moją prawą ręką nie zgadza się tylko z 3 psami, reszte uwielbia dla tego chłopak jest moim asystentem, wszędzie go pełno, mieszka w domu bo...Pukuś marznie na dworze jak mu za długo to siada trzęsie się jak osika podnosi łapkę w geście proszącym czyli w wolnym tłumaczeniu oznacza ja chcę do domu bo tu zimno a ja mam taką krotką sierść, a jak nie reaguje dostatecznie szybko to szczeknie na znak ej co jest rusz się inwalidę do domu nie wpuścisz. O ile latem nie szło Puka do domu zagonić to teraz przy tej pogodzie nie można go na dwór wyciągnąć. Dodatkowo w domu na parterze przebywają psiaki, które korzystają z pokoi (po remoncie się to zmieni nie będą mogły już tam być), Puko ta sprawa jednak nie dotyczy bo on z domu się wyrzucić nie da. Ale mam jeszcze kuchnie gdzie spokojnie zmieści się Puka legowisko i trzy inne pomieszczenia w tym jedno przy łazience, jest dostatecznie duże aby tam urządzić dla Puka kwaterę główną. Nie wyobrażajcie sobie mnie jak nawiedzonej co w domu ma tylko psy, można wszystko pogodzić jednocześnie dbając o czystość i estetykę. ps. Puko głupawkę dostaje tylko jak przyjeżdża Asia, wtedy daje popis, że wstyd, na co dzień to super fajny koleś.
  14. Ja jutro idę do weta zobaczę ile ten lek kosztuje u niego jak różnica będzie niewielka w cenie kupuje(najwyżej, sama dodam różnice o ile mi za hotelowanie Dziny kasa dojdzie) ja potrzebuje to na cito, nie ma już na co czekać zaraz policzę ile mam zastrzyków zeela i na ile daliście mi kasy, skończyło się cackanie z wami teraz już nie będzie grzecznie zacznę wrzeszczeć, idą zmiany pogody dla stawowców to koszmar mój Aronek i moja Dzina zasługują na życie latem umówiłam się z nimi ze pójdą na stawy popływają razem, musi nam się udać. I jeszcze jedno teraz przestane bawić się w dyplomację i zacznę żądać wsparcia dla moich podopiecznych. Ja tak strasznie się o nie boję, każda poprawa ich stanu to wielka radość niestety każde pogorszenie to moja rozpacz, ja mam je na co dzień musicie mnie zrozumieć, wy znacie je ze schroniska lub tutaj z wątku, ja wiążę się z nimi emocjonalnie codziennie naprawdę wiele godzin spędzam z nimi, one są dla mnie najważniejsze.
  15. Od samego początku pisałam konkretne kwoty jak tylko doszedł tył do ładu należało podać ten lek do łapy przedniej i byłoby już po sprawie, teraz to ja już nic nie wiem bo przeraził mnie dziś stan Dziny.
  16. Napisze teraz kilka ostrych słów, jak mi przejdzie to może będzie mi wstyd ale przepraszać nie będę, dłużej gdybajcie czy ten lek Dzinie kupić czy nie i czy ją leczyć czy nie a po prostu Dzine zakopiemy ale za to zaoszczędzimy, szlak mnie już trafia fajnie jest czytać jak jej tu fajnie i w ogóle, byłoby o wiele fajniej jakby była szansa aby była zdrowsza bo zdrowa to pewnie nigdy już nie będzie a jest ku temu szansa. Może nabluzgałam na Was ale przed chwilą byłam z nią na spacerze, zarzucało nią na boki, tak, ze się przewraca, odmówiła kolacji, zaraz mnie szlak trafi i ryczę jak durna a muszę iść jeszcze do niej, zachować się normalnie, nie pokazać jej jak strasznie się o nią boję. Jeżeli jutro sytuacja się nie zmieni wzywam weta. Co do tego leku i wogóle leczenia ten za 250 zł miał być jednorazowo, zawsze już będzie brała Caniviton musiałabym policzyć dawkę i ilość leku ale według mnie dla Dziny i Arona starczy na miesiąc opakowanie. Zell jak się wszystko unormuje miała przyjmować jak Aron raz w tygodniu. A teraz idę do niej klepania w klawiaturę mam już dość.
  17. Proszę o przelew za hotelowanie Dziny, karmy mamy tylko jeszcze na dziś, na koncie pusto i 14 psów, które jutro będą żyły miłością do mnie tylko, bo ja już nie mam z czego kupić im karmy. Jest mi szalenie przykro upominać się o pieniądze, jednak jestem zmuszona tak jak pisałam 5 kg karmy plus dodatki potrzebuje dziennie, niektórzy potrafią zapomnieć, że ich psy mają potrzebę jeść strasznie ociągają się z płaceniem, co niestety stawia mnie w sytuacji takiej jak dziś. Jednak co mam zrobić przecież nie wystawie, psów, które mi nie płacą za bramę, zawsze z pomocą Adama jakoś dawałam radę bo na karmę brałam z domowych jednak teraz nawet w domowej kasie powiało pustką.
  18. liczac na szybko i na oko z przesyłką wyjdzie jakieś 70 zł od głowy
  19. Racja, jednak jak dla mnie najważniejszy jest teraz lek na przedni staw czyli ok 250 zł z kolei jak nie będzie podawany caniviton to tył siądzie i koło się zamyka więc trzeba coś ustalić, Mysia znalazła na allegro caniviton (jakby Dzina miała dać połowę a Aron polowe wyszło by ok 70 zł) jeden zastrzyk zella kosztuje ok 13 zl więc 250+70=320zł (bez zella)ja nie wiem ile Dzina ma pieniędzy więc nie będę gdybać, liczyć, trzeba po prostu wiedzieć ile ma na leki i czy można sobie na nie pozwolić. Kurcze dziś była bardzo markotna, poruszanie się sprawiło jej dziś o wiele więcej problemów, leki przeciwbólowe jeszcze mam także o tyle dobrze. Wiecie co szpital tu mam normalnie z tymi moimi staruszkami, a mój Pukuś jest najfajniejszy, choć to nie jego wątek, muszę o nim wspomnieć bo on często siada przy Dzinie i na nią „patrzy”, tak jakby chciał powiedzieć nie łam się mała razem damy radę. Kiedy Dzina odpoczywa na tapczaniku, on siada na fotel i tak sobie siedzą, Pukuś normalnie rozwala. Swoim zachowaniem taka słodka psia istotka. Dzisiejsze złe samopoczucie Dziny mogło być spowodowane tym, że zmieniła się pogoda, dziś było u nas jak w zimie, grad, zimno wietrznie.
  20. Ten lek do stawowy będzie kosztował ok 250 zł potrzebny jest jeszcze lek caniviton (można go kupić na allegro, na spółkę dla Arona i Dziny, byłoby taniej niż u weta chyba), ponadto zastrzyki zeel, co jeszcze mam podać.
  21. A jak stoimy finansowo, bo ja osobiście leżę jakby nie to, że cierpię na notoryczny brak kasy(karma dla psów mnie zabija 5 kg, suchej karmy plus dodatki potrzebuje dziennie a poza Aronem nikt inny nie płaci mi w terminie) to już dawno kupiłabym ten lek za swoje, podałabym go a na kasę mogłabym poczekać, a tak to rozpacz jak u Dziny.
  22. Lek ten dostawałam od weta rozważany w woreczkach nie widziałam opakowania jak to ta sama nazwa to może to ten(a na pewno tańszy, będzie jak kupimy na allegro niż u weta tak mi się bynajmniej wydaje, Dzina też musi go przyjmować może na spółkę ten lek dla nich się kupi)
  23. Cisza mówicie i że tęsknicie też mówicie, cierpliwości moje drogie, odwieczny problem z netem i mój brak cierpliwości do niego. Co u nas, w sobotę choć pogoda była kiepska miałam tu do pomocy moje pielęgniarki psie, bo był to dzień zastrzyków. Były długie spacery z psami, oraz rozpacz Dziny, jak widziała, że psiaki idą daleko na spacer, wyła przeraźliwie, jakby płakała dlaczego ona nie poszła. Po wyspacerowaniu młodzieży z ogromnym temperamentem takie psie ADHD, przyszedł czas na Dzinkę, nie chciała iść swoją standardową trasą, tylko zażądała spaceru tam gdzie owa młodzież szła, strasznie się cieszyła tym spacerem zważywszy na fakt, że szły z nią nowe koleżanki. Dziś natomiast pogoda była fatalna zimno i deszczowo, Dzina szybko wyszła na spacer, a potem sama wróciła na swój tapczanik i wcale z niego nie chciała zejść na wieczorny spacer musiałam ją wyciągnąć prawie siłą. Niestety przednia łapka nadal dramat, dlatego pytam co robimy z tym.
  24. Kończy się lek, kto kupi Aronkowi Caniviton, Aron bardzo prosi.
×
×
  • Create New...