-
Posts
2501 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by Sybel
-
Roczny malamut ciągnie do psów i innych zwierząt, jak go okiełznać?!?
Sybel replied to eti's topic in Wychowanie
Może część ludzi się obrazi, ale poczytaj o halterach. Może praca przez jakiś czas na halterze opanuje Twojego psa. Inna opcja to ćwiczenie z psami znajomych, jeśli takie macie - praca w kontrolowanych warunkach, ciągłe powtarzanie komend w sytuacji, gdy pies będący obiektem zianetersowania jest w różnej odległości od Twojego psa. -
Iga, IDŹ DO WETERYNARZA, masz tu podane wszystkie informacje, jakie można podać online. Nie ma tu weterynarza, nikt nie widział atakó Twojego psa i nie wie, jak przebiegały, w efekcie czego. Na razie Twój pies się męczy od roku (!), a Ty siedzisz w necie i sie zastanawiasz, czy działać? Przecież to niepoważne, kompletny brak szacunku dla zwierzęcia, dla jego potrzeb. Mozesz w ten sposób psa po prostu wykończyć.
-
Nie wiem, jak można nie rozumieć powagi sytuacji. Autorka NIE JEST właścicielką psa, jest mamą, do tego nie ma siły ani możliwości fizycznie zająć się psem. Po prostu. Zbrodnia? Wyprowadzić się nie ma gdzie, ani jak - to akurat żadna nowość w naszym pięknym kraju, nie każdego stać na dom z ogrodem i stado psów. Autorko, jeśli zdołasz namówić rodzinę na oddanie psa, postarajcie się poprosić jakąś fundację, np. niechciane i zapomniane, czy jakąs inną lokalną, o patronat i opiekę nad adopcją. Można tak zrobić, zeby pies trafił do właściwego domu. Powiedz, że nie chcesz, zeby twoje dziecko zostało przerobione na tatara przez psa zaniedbanego przez obu panów, nie ono jest tu winne tego, że komuś się nie chciało ruszyć odwłoka. Nie jest też ono królikiem doświadczalnym, na którym można badać kwestię "czy psa da się z dzieckiem oswoić". Przykre, ale sama jako mama siedemnastomiesiecznego chłopca, oczekująca na wiosnę dziewczynki regularnie stawiam szlaban miedzy suką teściów i swoim dzieckiem, bo suka nie została przez teściów wychowana i nie potrafi do dziecka podejść bez histerii i ataku. Pozostałe psy, z mojej strony rodziny, dziecko akceptują, bo od początku tego były uczone, ale suka niestety sobie nie radzi, więc ma zakaz zbliżania, gdyż nie życzę sobie, zeby moje dziecko było gryzakiem dla niestabilnego psa. Przy czym największy pies waży może 25 kg, a ta suka jakieś 14-15 (inna sprawa, ze rodzina przyprowadza ją do domu z dzieckiem np. wytarzaną w różnych świństwach...). Także bądź asertywna i nie daj się po prostu. Psa żal, ale można się postarać, by wyszło mu to na dobre, by znalazł dom, w którym go wymęczą, wybiegają, wychowają.
-
Majkowska, nas uczono, że dziecko takie malutkie ubiera się tak, jak siebie plus jedna warstwa. Ja np. Młodego ubieram w bodziak/bluzeczkę (zależy, co wpadnie), sweterek/bluzę z kapturem, kurtę, a na dół rajty/skarpetki i spodnie. I tak ubieram go lżej, jak jest np. powyżej pięciu stopni. Lepiej ubrać nieco lżej i np. przykryć, niż całkiem zagotować.
-
Jejku, jak to dobrze, że u nas sprawdziło się żywienie mieszane, kolkę mieliśmy raz, zatwardzenie też raz - kolkę po śliweczkach, a zatwardzenie po marchewce ze słoiczka. Karmiłam piersią, ale miałam na tyle szczęście, że jadłam, co chciałam, a młody nie miał problemów. Na zatwardzenie pomógł zwykły czopek glicerynowy, w sumie chyba trzy razy tego użyliśmy, jak coś za długo kupy nie było. Nie rozleniwiło go to w żaden sposób, dziś mamy po 2-3 kupy dziennie, takie solidne. Zobaczymy, jak będzie przy numerze dwa, ale na razie podczytuję i chyba powinnam na wszelki wypadek robić notatki.
-
Gdybyśmy mieli psa, zanim zaszłam, też by mi to pasowało - niestety wtedy pracowaliśmy bardzo dużo, nie było nas po 12h plus 2h na dojazdy, na dodatek w centrum małego miasteczka, w kawalerce, bez parku w okolicy. Teraz mamy 3 pokoje, obok lasek, parki, dalej półdzikie pola. Jak Młody się urodził, mieszkaliśmy u mojej mamy z dwoma psami, oba starsze, ułożone, mieszkaliśmy tak prawie pół roku, a psy brały udział absolutnie we wszystkim wokół dziecka. Dziecko się fajnie przy nich rozwijało, a ja nie byłam sama w domu, bo moja mama miała po narodzinach Wita wakacje (pracownik akademicki). Mąż do 18 w pracy, w pewnym momencie 2 tygodnie w Niemczech - gdybym była sama z dzieckiem i psami, dla mnie to by był problem. Teraz, jak Wit jest większy, regularnie wpadamy w odwiedziny, Młody kocha psy, a psy kochają jego. Tylko niestety u niego wyczucia brak.
-
Panna Cotta, no właśnie - masz psa, którego znasz, którego wychowałaś, to jest troszkę inaczej. Jak dla mnie jeśli chce się mieć psa, a planuje się dziecko, to psa albo przed ciążą, albo po tym najcięższym okresie po porodzie. Inaczej po prostu szkoda psa. Pamiętam, jak znalazłam szczeniaka haszczaka w sklepie, jak byłam w ciąży. Został w tym sklepie, zaopiekowały się nim sprzedawczynie, znalazł dom. Ja bardzo chciałam go wziąć, ale wiedziałam, ze to skrajna głupota z mojej strony i mój egoizm, spełnienie zachcianki. Teraz też mam takie dni, siedzę w domu sama, nudze się jak mops, bardzo bym chciała mieć powody do spacerów, ale że to już 23 tydzień, zaczyna mnie boleć przy chodzeniu (córka naciska na nerwy i bolą między innymi pachwiny), więc mam za dużo nie lazić. Pies by się nudził po prostu. Po 15 Młody wraca ze żłoba, zaczyna demolkę, ja latam i pilnuję, zeby się nie zabił realizujac swoje super pomysły, a pies by chyba oszalał od tego harmidru. Młody podrośnie, Młoda też, to będą psy, a dzieci będą miały swoje obowiązki wobec nich. Teraz dziecko jest zbyt niedelikatne i żal mi np. psów mojej mamy, jak on je napastuje - oczywiście my cały czas pilnujemy, żeby nie przegiął, ale i tak wiadomo, złapie za sierść, nadepnie niechcący na ogon, zacznie grzebać w misce itd.
-
Rinuś, jeśli para ma np. rodzinę w bliskiej okolicy, która zajmie się szczylem, czy młodym psem, nie ma problemu. Po prostu patrzę z perspektywy kogoś, kto siedział w szpitalu, a mąż najpierw szedł do pracy, potem do mnie, przynosił mi jedzenie, bo w szpitalu było absolutnie niejadalne, a dopiero wieczorem dobijał do domu. Wróciłam ze szpitala i musiałam leżeć - gdyby w domu był pies, który musiałby wyjść, miałabym poważny problem. Co innego, kiedy pies jest z nami już powiedzmy rok, znamy go, on zna nas, jest wychowany, nauczony, a co innego, jak mamy go 3-4 miesiace i nagle zdarza się w pewnym stopniu możliwa do przewidzenia sytuacja ekstremalna. Nie wiem, my nie mamy teraz psa, bo widzę, że przy dwójce pies by miał po prostu zbyt ciężkie życie. Dziecko ma kontakt z psami rodzinnymi, ale nie wyobrażam sobie dodatkowego obowiązku w postaci tych trzech spacerów przy noworodku, kiedy podpieram się nosem po nieprzespanej nocy. A jeśli jeszcze pies np. nie toleruje innych psów i muszę kluczyć (mamy takiego w rodzinie), to już serio jest niefajnie. Narasta frustracja, idealne warunki do np. depresji poporodowej (o której co nieco wiem, bo sama ją przechodziłam, a córka znajomej w jej efekcie popełniła samobójstwo kilka miesięcy po urodzeniu dziecka). Naprawdę w takiej sytuacji to musi być pies dobrze znany, ułożony, łagodny, bezproblemowy - skąd gwarancja, ze np. młodziak ze schronu taki będzie? Przecież to jednak jest loteria.
-
Niestety trzeba wziąć poprawkę na to, ze np. ciąża może nie przebiegać książkowo, ze można wylądować w połowie w szpitalu - poznałam na OCP dziewczynę, która w efekcie powikłań urodziła w 27. tygodniu, 3 miesiące potem w szpitalu z dzieckiem, maluch przeżył na szczęście. Kto może to przewidzieć? Według mnie po ciąży, jak dziecko ma rok - dwa, a nie planuje się kolejnego, to ok, ale absolutnie nie w trakcie ciąży, to jest zbyt nieprzewidywalny okres niestety. Piszę sama z perspektywy osoby, która poprzednio w 35. tygodniu wylądowała w szpitalu z puchnacymi nogami, a teraz też nie wiem, co i kiedy mnie czeka.
-
Dla szczeniąt są przecież pasty robakobójcze. Koniecznie odrobaczenie po 2 tygodniach, jeśli nadal będą wychodziły robaki, to jeszcze raz. Ważniejsze jest odrobaczenie, bo niestety robale, szczególnie martwe, wydzielają toksyny, które mogą szczenię zabić po prostu. Szczepienie ma sens, jeśli pies jest ogólnie zdrowy - tak samo robi się z niemowlakami, są obowiązkowe szczepienia np. w 8 tygodniu życia, ale jeśli dziecko przeziębione, należy koniecznie szczepienie przełożyć. Osłabiony organizm inaczej przyjmuje szczepionkę, może osłabić jej działanie lub wywołać nadmierną reakcję poszczepienną.
-
Anja, w jakim wieku masz malucha? Może możesz się jakoś zapisać do neurologa do ICZMP lub na Sporną? Wiem, ze to daleko, ale lekarze dobrzy, na Spornej podobno sensowni neurolodzy są. Tak samo warto moze tam do gastrologa. Zapraszam na [url]http://forum[/url]. lodzkiemamy . pl / index. php , tam masz też dziewczyny z Twojego rejonu, może coś poradzą. Dużo wartościowych informacji o lekarzach, poza tym jest kilka mam, które mają problemy ze zdrowiem dzieci (neurologiczne, jedno genetyczne itd.) i doradzą, co i jak.
-
Akurat na FB Niechcianych i Zapomnianych było kilka dni temu ogłoszenie grzecznościowe - pani szuka DT/DS dal 11 szczeniąt w róznym wieku znalezionych na Mazurach w lesie, w pudle. 2 od ręki uśpione, bo miały około 2 dni, a tak to chyba od 3 tygodni do 2-3 miesięcy. Zapewne rózne mamy, a jedno gospodarstwo. Ręce opadają. Tak mi się przypomniało. Głównie suczki były.
-
Znajome dziecko też miało zaparcia - tydzień bez kupy, płacz na nocniku itd. Tam akurat problemem była min. dieta - mama oburzona, ze jak można dzieci w przedszkolu zmuszać do tej ohydnej zieleniny. Poszli do gastrologa, który ustawił im dietę i jest ok. Także spokojnie, to, ze lekarz snuje taaaakie wizje, nie znaczy, ze to prawda.
-
Mieszaniec NIGDY nie jest jakiejś rasy, bo jest mieszańcem. To wygląda na razie na po prostu malutkiego szczeniaka, a co ma w genach, wyjdzie, jak dorośnie, na razie niezbyt wygląda na coś spokrewnionego z yorkiem.
-
Troszkę o wilczaku jest tutaj: http://baaj.pinger.pl/
-
Mnie martwi kwestia edukacji w Polsce - na każdym polu jest ona coraz słabsza i śmiem wątpić, czy jakimś cudem akurat w kwestii szacunku dla zwierząt w ciągu najbliższego półwiecza nastąpi jakiekolwiek "oświecenie szarej masy". Choćby zwykłe rozmowy w pracy typu "gdzie kupować, a gdzie nie", są bombardowane prostym "ale ja chcę spaniela, który WYGLĄDA jak spaniel, a nie kosztuje 1000 zł".
-
Majkowska, mnie szefowa mojego zespołu zapytała podczas rozmowy o tym, ze jestem w ciąży i mam iść na l4 "ale to wpadka była, prawda?" Na co usłyszała "W XXI wieku? No proszę cię..." A ślub brałam w 7, miesiącu ;) Po wieloletnim związku i mieszkaniu razem, bo uznaliśmy podobnie, jak Wy. Mamy tylko cywilny i nie planujemy innego. W szpitalu też był "no co tak piszczy? nic się nie dzieje? że skurcze często? no nie sądzę... O, 7 centymetrów!" O mały włos a bym urodziła na łózku między dwiema dziewczynami pod oksytocyną.
-
U mnie komentarze wynikały z zasłuchania w Radyjko, gdzie panie wierzyły, że absolutnie każda kobieta w moim wieku poddaje się aborcji - nie mogły zrozumieć idei prawa do aborcji, że to jest możliwość, a nie jakiś... sama nie wiem, obowiązek?
-
Ja miałam 27 lat, jak zaszłam w ciążę z Witkiem, pamiętam te teksty nadobnych starszych pań "jak to dobrze, że nie usunęłaś" albo "oj, to się twój ojciec wścieknie, jak się dowie". WTF?! Mój ojciec nie ma NIC do gadania w tych kwestiach, a poza tym dlaczego miałabym usunąć planowane dziecko? Niestety w kwestii ciąży i małego dziecka jest masa "mądrych", którzy wiedzą lepiej, jak żyć, jak karmić, jak wychowywać, ile urodzić itd. Strasznie irytujące.
-
Majkowska, ja wielokrotnie usłyszałam, że dziecko to TAKIE obciążenie, TAKIE obwoiązki i uniemożliwia rozwój... A jak już powiedziałam, ze jestem w drugiej ciąży - planowanej, chcianej i wyczekiwanej, to dostałam nawet gratulacje, ze w dzisiejszych czasach większość ludzi po pierwszym się na drugie nie decyduje. Jakby mały człowiek był jakimś potworem, jakimś hiper balastem, nie wiem w sumie, czym. Jasne, finansowo nie mamy różowo, jeszcze 19 lat spłacania kredytu hipotecznego bez wkłądu własnego, 2/3 pensji idą na opłaty, ale jesteśmy szczęśliwi. Radzimy sobie, kiedy - jak wczoraj i dziś - młody ma jelitówkę, rzyga , ma rozwolnienie i wyje pół dnia lecąc z osłabienia przez ręce, ale nasi rodzice też to robili. I wyrośliśmy na normalnych ludzi, z którymi da się rozmawiać. Do szału doprowadzają mnie komentarze, ze w takim młodym wieku i już dziecko, ze dwójka to w ogóle szaleństwo, ryzyko, lepiej cieszyć się życiem, wakacjami, zakupami, kinem, knajpą, koncertami - a co? Dziecko powoduje paraliż? Jakieś nieodwracalne uszkodzenia mózgu? Strasznie to smutne, dla mnie dzieciaki są naprawdę skarbem, nawet, jeśli czasem mam ochotę skoczyć z okna :P
-
Widziałam ich szkolenia na Brzezińskiej, wygląda całkiem ok :)
-
Prawdę mówiąc przez net to cieżko pomóc w takim przypadku. Może ktoś tu z Łodzi zna dobrego behawiorystę, który pomoze rozwiązać problem, podpowie, jak pracować z psem w tym przypadku. Ja akurat nie korzystałam i nie znam nikogo.
-
Mam kolegę, kupił na Słowacji psa - peta, rasowego, jechał kawał po niego własnie dlatego, że to musiał być TEN właśnie pies. Zanim go wziął, wchłonął wszystko, co mu podrzuciłam, miedzy innymi Mrzewińską, więc dom był przygotowany na przybycie szczeniaka, a domownicy pouczeni, co i jak mają robić. Kolega po prostu bardzo dużo ze mną wcześniej gadał, do decyzji dojrzewał dwa lata, miał mase pytań (i nadal ma). Pies co prawda zasypany gadżetami po uszy, ale kochany, zadbany, układany, choć po miesiącu kolega skapitulował i pies śpi z nim w łóżku :)
-
Martens, było zainwestować w basen dmuchany, walnąć na srodku pokoju i suce poród w wodzie zafundować - w sumie masz jeszcze czas, tylko wodę trza napompować tak, zeby nie było pocałym porodzie, zanim lać skończysz:D [SIZE=2](za dużo się ostatnio o porodach domowych naoglądałam...)[/SIZE] Tak czytam i czytam i wziąwszy pod uwagę, że sama raz rodziłam, a na wiosnę będzie drugi, to ja się bardzo cieszę, ze nie musiałam być po tej drugiej stronie - osoby obsługującej technicznie, a moje psy w zdecydowanej większości były jajcarzami, jedyna suka - puszczalska za młodu, aż podziw brał, po pierwszej cieczce mogła już podrywać bezpiecznie i bez ryzyka. Ja jednak nie chcę nigdy mieć suki rodzącej... Może sudoku sobie kup na długie upojne oczekiwanie :)