Jump to content
Dogomania

Juliusz(ka)

Members
  • Posts

    896
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Juliusz(ka)

  1. 'Igły' można ewentualnie szukać, jak 'stóg siana' JEST. A tu, póki co ;), nie ma...
  2. Chyba się nie doczekamy ;). Czy przypadkiem wyznacznikiem jakości danej hodowli nie są mioty/psy/suki pochodzące z kryć w ramach danej? Ich rozwój, osiągnięcia i dalsze potomstwo? Ja laik jestem:diabloti:, ale ustawicznie kształcący się:evil_lol:, więc zadawanie pytań jest chyba na miejscu? ;)
  3. O! :D Do nas paczka z [B]terra canis[/B] przyszła 2dni temu. Jago też jest na domowym żarciu, a puszki testujemy na wyjazdy:diabloti:. Mamy teraz wołowinę i jagnięcinę. Na pierwszy rzut poszła wołowina - jestem bardzo mile zaskoczona 'wyglądem':loveu:, pachnie ładnie, młodemu smakuje. Ale jak to konserwa - będzie dodatkiem/zamiennikiem okresowo. Duży plus - dokładnie opisany skład = to lubię:evil_lol:.
  4. [B]Axusia[/B] jest świętym radykałem:diabloti:. W dziale 'hodowle' padł post, z którego pozwolę sobie przytoczyć: cyt.: [B]'Psy nie posiadajace badania DNA są niczym - bada kundli, ktorych pochodzenia nie mozna potwierdzic poza swistkiem papieru(...)'.[/B] W związku z powyższym mam pytanie: Dorotko, czy Twoja suka ma badania DNA? Czy matka Twojej suki ma takowe? Na stronie hodowli nie znalazłam informacji o badanich DNA. Więc jak to jest? Masz kundla po kundlach?
  5. Mi brakuje jednej informacji - czy suka była 'swoja', tzn. czy psy rezydują na stałe razem/dzielą kojec/terytorium, czy była 'gościem'/obcym psem? Jeśli to drugie, to bardzo jestem ciekawa na co liczyli właściciele obu psów, pozwalając suce wejść do kojca psa... Konkretne ostrzeżenie + pozwolenie na ucieczkę 'pokonanemu' intruzowi nie świadczy źle o psie... edit: za długo pisałam post ;) Co to znaczy: 'przebywały ze sobą od czasu do czasu w boksie'? Albo psy się chowają razem - a i tu bywają spięcia przecież, albo pies ma swój kojec/budę i wcześniej czy później okaże niezadowolenie z takich pomysłów Pańciostwa...
  6. Dobrze [B]Rinusiowa[/B] pisze - linka + korekta + nagroda + luz. Ostrożnie z tym - odwróć się na pięcie, w końcu się zorientuje i poleci za Tobą...:shake: ZANIM się zorientuje może dojść do tragedii...
  7. ...aż się we mnie gotuje:angryy:. Dlaczego nie można robić, niechby już nawet ten raz w roku(!), badania krwi na obecność/ilość przeciwciał?! Jest o.k., nie doszczepiasz, jest za mało - wtedy kłucie. Tak trochę 'z innej beczki', ale to mi dało do myślenia. Szczepiłam się przeciwko żółtaczce w ramach 'żółtego tygodnia'. Zrobiłam 2szczepienia, o 3 zapomniałam. I zgryz... powtarzać wszystko? Doszczepiać prawie rok po terminie? Zasięgnęłam porady specjalisty - poradził zrobić badanie krwi na przeciwciała. I co? Okazało się, że po 2szczepieniach mam duuużo więcej przeciwciał niż 'potrzebuję' ;). Oczywiście odpuściłam 3kłucie:diabloti:. Fajnie, nie? Trują nas dla zasady - bo jak inaczej można to nazwać?! Skoro takie jest podejście do ludzi, to strach się bać jak NAPRAWDĘ sprawy się mają w kwestii zwierząt :shake::mad:
  8. [quote name='pinczerka_i_Gizmo'] (...) I nie zgadzam się z uśpieniem agresywnego psa, nigdy się nie zgadzałam. Bo niejednokrotnie myli się prawdziwą agresję ze strachem, zachwianą pozycją w stadzie etc. Za granica są np.specjalni behawioryści, którzy pracują m.in.w schroniskach nad psami z przejawami silnej agresji. Nieraz problem leży głęboko w psychice psa i można odnaleźć wyjście z takiej sytuacji. Niestety u nas każdy taki przypadek jest z góry określany jako "beznadziejny" i pies trafia do uśpienia. pinczerka_i_Gizmo - odniosłam się do powyższego postu. Osobistych wycieczek nie uskuteczniam ;), ale z ogólną postawą pt.'każdego pieska da się wyprowadzic' się nie zgadzam. O jakiej 'zagranicy' piszesz? O tej, gdzie na psa ze schroniska się czeka, bo bezdomnych psów jest tak niewiele, że każdemu można poświęci ogrom czasu na pracę z nim i ludzie bardzą chcą przygarną takie zwierzę? Wydawało mi się, że u nas w schroniskach czekają na adopcję tysiące nieagresywnych psów... Może się mylę? Dopóki się mentalnośc nie zmieni - nie ma miejsca na adopcje baaardzo problematycznych przypadków :( Zapewne zostnę 'zjedzona' za poniższe, ale naczytałam się/nasłuchałam jak potrafi wyglądac wyadoptowanie psa - jest chętny? Niech bierze! Szkoda takich psów... ale za dużo w Polsce głupoty i nieodpowiedzialności na każdym kroku, żeby odbierac szansę na dom kochanej bidzie kosztem psa, który w oczach wolontariuszy 'nie jest taki zły'...
  9. Jenny - bo żeby nie wiem jak wielki był garnek miodu, to Polacy ZAWSZE muszą dodać łyżkę dzięgciu:mad: i wszystko spier*****... Jestem przekonana, że te 'obrazki w tle' zostały wyłapane przez widzów... Pofatygował się chociaż redaktor skomentować, że 'to w tle' to praca z psami?? edit: an1a - bo 'miłośnicy' psów nie chcą widzieć różnicy między psem, który UGRYZŁ, ponieważ został sprowokowany, a takim, który bez wyraźnego powodu rzucił się żeby gryźć,gryźć,gryźć... Według niektórych każdy piesek zasługuje na 2,3,...99 szansę :(
  10. Mam dorastającego 'łowczarka' ;), któremu się wydaj, że będzie terenu bronił:diabloti:. Ogród rodziców, pogoda sprzyja/ła tośmy rezydowali, czemu nie? Pies, który korzysta z wolności;) w ogrodzie jest trudny do 'kontrolowania' - nie sposób stać przy nim non stop, prawda? Przez płot kameralne osiedle - 2psy lokatorów +jeden 'dochodzący'. Opcja nr: mała sznaucerka - pięknie karny pies:loveu:. Parę razy się czterołapy oszczekały przez płot - moja interwencja + odwołanie sznaucerki = teraz młody podleci, 2xszczeknie, sunia ma go w nosie = Jago głęboko rozczarowany:evil_lol:. Opcja nr 2: york - dużo hałasu, mała zadziora;) ale też już obie strony wiedzą, że odławiamy i po kłopocie. Opcja nr 3: mały kundelek... i tu jest problem... na niego Jago reaguje alergicznie :( O ile w 2poprzednich przypadkach jest to 'pyskówka przez płot', to tutaj jest 'psia złość'... Dlaczego? Ano dlatego, że właściciel ów pieska wielokrotnie puszczał swojego psa pod płotem i miał w 4literach 'szał' obu czterołapych:shake:. Z kolei widząc mnie zmierzającą w stronę podpłotowej kotłowaniny teatralnie łapał swojego psa na ręcę, osłaniał go swoim ciałem (ustawiając się plecami do płotu) i gadał coś pod nosem. Efekt? Mój pies nawet śpiąc na tarasie 'wyczuwa' zbliżającego się kundelka i startuuuje... Tu zwykła komenda nie pomaga :( Muszę psa 'za fraki' odciagać od płotu... O włascicielu kundelka można by pisać/gadać długo i niekoniecznie dobrze(pomijając kwestie psie), więc dyskutować nawet nie próbuję... I mamy 2 do 1. 2 właścieli, którzy bez rozmów,próśb, gróźb;) po prostu 'po ludzku' doszli do wniosku, że życia utrudniać sobie nawzajem nie warto i jednego, który się chyba świetnie bawi:mad:. Naprawdę bywa różnie... Niekoniecznie psy, które hauczą pod płotem są 'zostawione samopas'... czasami ich zachowanie jest wynikiem 'robienia sobie dobrze' przez osoby po drugiej stronie płotu...:-( A! I jeszcze jedno - ćwiczenie z psem pod płotem w obecności innego psa, nawet obcego, też nie zawsze się sprawdza. Mój np. szybko łapie, że w danych okolicznościach/w obecności danego człowieka/psa ma się zachowywać tak i tak, ale już inny zestaw - bywa baaardzo różnie.
  11. [B]Asti[/B] - nie dusza 'dusza' do czegoś zobowiązuje, a 'kodeksy': moralny, etyczny, przetrwalnikowy:diabloti:. Jeśli chodzi Ci o 'człowiek tak a tak by się nie zachował, bo ma duszę' - to właśnie wynika z pewnych założeń, ustalania zasad - czyli analizowania, co się opłaca, a co nie. I do tego również zwierzęta są zdolne.
  12. [B]Asti[/B] - bardzo podoba mi się osatni Twój akapit - wszystkie stworzenia :) Pokuszę się o stwierdzenie, że zwierzęta również mają swoje 'przykazania' ;) Pamętajmy, że człowiek jest 'zwierzęciem' stadnym, więc tylko do innych zwierząt żyjących w stadach możemy go, ewentualnie, porównywać! Takie zwierzęta chronią słabszych członków stada, ustalają hierarchię, pozbywają się 'uciążliwych' osobników, żyją na konkretnych terytoriach, itd.,itp. Coś jak u nas, nie?:diabloti: Matka-człowiek również nie poznałaby swojego dziecka, odebranego jej w 'kołysce', po 'x'latach separacji;) Zwierzęta poznają się po zapachu chociażby. Więc tu plus dla psów, np. ;) Co do 'odejmowania sobie od ust'... cóż, prawdopodobnie mój pogląd w tej kwestii zostanie skrytykowany:diabloti:, ale ja osobiście uważam za dużo bardziej logiczne utrzymywanie w świetnej kondycji mniejszej ilości osobników, niż w ledwo średniej - większej ;) Na to może sobie pozwolić człowiek - mamy broń, lekarstwa, itd., ale ja bym tego pod posiadanie duszy nie podciągała ;)
  13. Jedynym argumentem na 'nie' dla piszczących zabawek jest dla mnie późniejsza trudność w nauczeniu psa regulaminowego noszenia aportu - nawyk ciamkania, a koziołka nie powinien podgryzać, tylko pewnie trzymać. To samo z gryzakiem/rękawem - poprawianie chwytu, bo może:loveu: zapiszczy:evil_lol:. Z kolei dla psa, który jest wrażliwy na dźwięki - pozytywnie(!) - piszcząca zabawka może być fajną opcją zachęcającą do zabawy! Nie porównujmy sztucznego pisku zabawki, do ludzkiego 'auć!'/'boli!'... Jedyną rozsądną radą dla założycielki wątku jest zasugerownanie zwrócenia się o pomoc do specjalisty. Żyją w domu z małym terrorystą i tylko doświadczony szkoleniowiec - obserwując psa - może ułożyć prawidłowy plan działania!
  14. [quote name='bonsai_88']Albo zwierzęta nie mają duszy, tak jak ludzie, albo mają duszę, tak jak ludzie... zawsze uważałam, że człowiek jest tylko zwierzęciem, mimo iż większość z nas nie chce o tym pamiętać[/QUOTE] :multi::loveu: [B]bonsai[/B] - bardzo się cieszę, że to napisałaś! Mnie zawsze ciekawiło, na którym etapie ewolucji człowiek został 'obdarowany' duszą:diabloti: Jeszcze jak po drzewach śmigał:evil_lol:, czy jak z dzidą zaczął na inne stworzenia polować ;). Choc nie ukrywam, że mam problem z przyznaniem 'prawa do posiadania duszy' pewnym żyjątkom... 'Dajemy' psom duszę (przynajmniej część z nas), a jak z resztą zwierząt? Kot? Koń? Kura? Mrówka?
  15. [B]gops[/B] - bo to są niezaprzeczalne uroki małych, lokalnych sklepików, nie?:D Pod jednym sklepem zostawiałam Jaga - właśnie takim 'zaprzyjaźnionym'. Ja wybierałam towar, a właścicielka pilnowała młodego:diabloti:. To był 'lux', któego już nie uprawiam - przeprowadziliśmy się. [B]AngelsDream[/B] - zostawiania psa bez smyczy to już nie głupota, tylko galopujący debilizm:angryy:. Niech sobie ten wilczak będzie wcielonym aniołem, ale jeśli mój pies - prowadzony na smyczy(!) - warknie w jego stronę/spróbuje wyrwać/rozszczeka się, to nie można wykluczyć, że ten pies 'odpowie', prawda?
  16. Właśnie o takie pojedyńcze, niespodziewane akcje mi chodzi! Pies zupełnie inaczej się zachowuje, kiedy podchodzi się z nim do tętniącego życiem/krzykami/piskami placu zabaw/boiska szkolnego - widzi/słyszy już z daleka do czego się zbliżamy, ma czas na oswojenie się z tym 'dziwowiskiem':evil_lol:, a my ewentualnie mamy czas na nagradzanie/korygowanie. Nie ukrywam, że nie mam pojęcia jak mój pies zareagowałby na dziki wyskok dziecka. Nie wiem, bo niby skąd? Dzieci, które poznał są spokojne na 'dzień dobry', a że po przywitaniu, pogłaskaniu zaczną sobie latać, piszczeć, jeździć na rowerach - świetnie! dla nas to fajna okazja do nauki, że dzieci nie tylko stoją nieruchomo i karmią parówką:evil_lol:. I trzeba dzielnie znosić ich aktywność, chociaż nie zawsze Pańcia pozwoli psu na dołączenie do zabawy. Jednak różnica jest zasadnicza - dzieci 'znajome', czy dzieci nawet pierwszy raz spotkane, ale SPOKOJNE, a 'dzicz' - nie ma porównania :(
  17. :diabloti: pośmiać się można ;) ale jestem przekonana, że zostałabym poturbowana przez krewkie mamuśki... Bo dzieciarni wolno wszystko:mad: Chole*ne, bezstresowe wychowanie...
  18. Z tym tupaniem, wrzeszczeniem i wymachiwaniem rękami to jest ciekawa sprawa... Powiedzmy sobie szczerze(napiszmy;)), jest to widok jednak niecodzienny. A skoro tak, to może - u psa ciekawego świata - wywoałać reakcję pt. 'o jesooo! a co to? jeszcze czegoś takiego nie widziałem/nie słyszałem! muszę natychamiast sprawdzić:multi:!' W wersji optymistycznej - pies prowadzony na smyczy wyrywa do przodu, napręża linkę i zostaje przywołany do nogi np. W wersji 'mniej' optymistycznej - pies na takie dziwowisko (widzi/słyszy pierwszy raz w życiu, do tego wrzaski rozległy się nagle, bez czytelnego dla psa powodu) zaczyna, powiedzmy szczekać. Wersja 'mniej', ale ciągle optymistyczna;) - więc jest to szczekanie 'zaznaczające', bez agresji. I tu zapewne podniósłby się krzyk - bo dzieciakowi drzeć twarz wolno, kończynami wymachiwać również, ale psu zareagować - już nie:mad:. W wersji pesymistycznej - pies reaguje agresją (wyrywa, szczeka, warczy). Źle, jasne, że źle - ale, jak wyżej, sytuacja jest baaardzo nietypowa i właściciel psa nie mógł wiedzieć jak jego pies się zachowa (oczywiście piszę cały czas o opcji: pies na smyczy). Pies zostaje 'sprowadzony' na właściwe tory. Tu już się pół dzielnicy/parku zleci z krzykiem 'pies morderca!'... Mnie ciekawi jedno - nie damy rady 'pokazać' psu w okresie szczenięctwa wszystkich sytuacji, jakich w życiu może/my doświadczyć, prawda? Na pewne rzeczy mamy wpływ - np. prowadzenie psa na smyczy, odbycie szkolenia itp., na inne nie - np. mamusia pozwala dzieciakowi na terroryzowanie całego świata ( z nami i naszym psem/psami włącznie)... i co? Skąd ja mam u licha wiedzieć jak mój pies, który lubi dzieci - ba! krzyczące, biegające po placu zabaw/boisku albo wzbudzają w nim radosne zainteresowanie, albo są, brzydko mówiąc - olewane, zareaguje na małego potworka, który nagle zacznie odstawiać głośny cyrk metr przed nim? No nie wiem! A skoro ja nie wiem, to skąd u licha wie matka tego dzieciaka?! Bo skoro pozwala swojej latorośli lecieć w kierunku dużego, obcego psa - to chyba wie, nie?:angryy: Ja się kiedyś przejdę na plac zabaw, sama - bez psa, i będę podlatywać do dzieci, wyrywać im zabawki, tarmosić za uszy, wtykać patyki do oczu, krzyczeć z zaskoczenia/zza pleców do ucha i podnosić raban, jeśli coś się jakiejś mamusi nie spodoba:mad:.
  19. [B]kajira[/B] - nie bać się:lol: jeśli uszy smakują, to płucka będą suuuper! fajne są też suszone żołądki, penisy wołowe. Ważne żeby były SUSZONE. Wędzone, a raczej 'wędzone' - bo psie przysmaki są 'wędzone' chemicznie:shake:, zostawić w sklepie;). I jak ze wszystkim co nowe - po trochu. BTW - zasadnicza różnica, to zapach:diabloti: Uszka delikatnie śmierdzą, płucka, żołądki - oj, tutaj to jest konkret. Ale po prawdzie - im bardziej śmierdzi, tym chętniej pies wcina:evil_lol:.
  20. [quote name='jbk']Jak się nie zna człowieka jakiegoś, to się nie idzie zaraz go pogłaskać, prawda? To dlaczego przy psach mają być inne zasady? Tak samo człowiek gada, jak pies szczeka, my biegamy i psy biegają, my się przytulamy tylko do swoich bliskich, więc czemu psy by się miały przytulać do obcych? Pewnie, że psom niektórym nie robi różnicy, moje są na przykład bardzo przyjazne, ale obcy ludzie tego nie wiedzą, dlaczego z góry zakładają, że można?[/QUOTE] O to to to!:loveu::multi: Gdyby na człowieka drugi człowiek 'napadł' - zaczął go po głowie klepać, za uszy targać, ciało obmacywać - to by po twarzy dostał (w najlepszym wypadku:diabloti:). Ale pies ma robić za 2w1: być groźny, bronić, pilnować i jednocześnie tylko czekać aż komuś się zachce go wytarmosić + oczywiście w takim wypadku reagować przeogromną radością... Bo psy są mądre:diabloti: i ich obowiązkiem jest czytać w myślach człowieka - złodzieja się gryzie, a 'miłemu' człowiekowi pozwala robić ze sobą czego dusza zapragnie:evil_lol:. Co do dzieci - generalnie jestem na nie. Zdecydowana większość uważa, że o nic pytać nie trzeba, z łapami pchać się można zawsze, wszędzie, w każdej sytuacji. Ale wyjątki się zdarzają:lol: Wczoraj Jago był karmiony parówką przez małą sąsiadkę(jedzonko dostała ode mnie i podawała Jagowi) + młody latał za piłką rzucaną przez nią i drugiego małego sąsiada (dzieci w wieku 8-9lat). Nie przeszkadzała im zupełnie ośliniona potwornie piłka:evil_lol:, ale nie podobało się, że wyrzucona przez nich piłka była oczywiście przynoszona - ale - do rąk Pańci ;). No cóż... nad tym sobie popracujemy - nie za dużo szczęścia na raz. Dla Jaga dzieci są suuuper - buzie mają na wysokości jego pyska - zawsze można buziaka mokrego sprzedać:diabloti:. A jak się ma dzieci dość, to się odchodzi. Strasznie mnie jedno ujęło - podczas zabawy rozmawiałam z dziećmi o psach tak ogólnie, opowiadałam o Jagu, mówiłam, że psów nie lubi, mowiłam dlaczego. W pewnym momencie (młody akurat z piłką wracał) zza rogu bloku wyszła mama dziewczynki z ich psem (york) na smyczy i kierowała się w naszą stronę(my niestety nie mogliśmy zrobić w tył zwrot, bo ganianie piłki uskuteczniamy w trawiastym zaułku z jedną drogą wejścia/wyjścia, którą szła ów Pani) . Jaga odłowiłam, a dziewczynka pobiegła do mamy i powiedziała żeby nie podchodziła bo - i tu to, co jej opowiadałam przed chwilą. Babka się wycofała. Wróciliśmy do zabawy. Może być jednak miło czasami :multi:.
  21. [quote name='Saite'] Każdy kij ma dwa końca i tak jak uważam, że ktoś ma prawo obawiać się psa i nie powinien być zmuszany do kontaktów z nim, tak samo uważam, że posiadacze zrównoważonych psów nie powinni być terroryzowani, dominowani i nerwowo wykańczani, a także wpędzani w poczucie winy histeriami i problemami emocjonalno-psychicznymi takich osób, kultura z obu stron. [/QUOTE] :crazyeye::shake: Polska to jednak dziwny kraj... a raczej kraj dziwnych ludzi... Piszesz, że człowiek ma prawo bać się psów, że nie powinien być zmuszany do kontaktu z nimi, a jednak zarzucasz mi przesadę? W czym? W tym, że nie życzę sobie podbiegania/podchodzenia do mnie i mojego psa obcych psów? Zdecyduje się. Albo pieskom wolno, albo nie. Warto patrzeć dalej niż na czubek własnego nosa. Żyjemy z naszymi psami wśród milionów ludzi, którzy psów nie mają. I musimy szanować ich nietykalność cielesną. A jeśli ktoś ma to w du...szy, to musi się liczyć z konsekwencjami.
  22. Gdybym nie miała, to nie byłoby problemu. Prosta sprawa: jeśli otrzymałabym zapewnienie, że psa/kota na pokładzie nie będzie - decyduję się na lot. W związku z powyższym oczekuję, że zwierzaków nie będzie. Jeśli zostaję poinformowana, że na pokładzie mogą/będą zwierzęta - nie lecę. W pierwszym przypadku - gdyby ktoś się 'zapierał', że zwierzaka na pokład wniesie - protestowałabym bardzo wyraźnie W drugim - nie decyduję się na ten lot. Przewoźnik ma pełne prawo decydowania kto może lecieć, prawda? A ja mam prawo egzekwować swoje prawa, wynikające z ustaleń z przewoźnikiem. Proszę mi wierzyć, alergia jest czymś paskudnym. Nie znam nikogo, kto by się cieszył z cierpienia na taką przypadłość ;) Dla miłośnika zwierząt alergia na sierść/wydzieliny zwierząt jest wyjątkowo przykra. Ale żyć trzeba:diabloti: i rozsądek nakazuje postępowanie, które zminimalizuje wystawianie tego życia na działanie czynników, które mogą mu zagrozić. Per analogiam: jesteś uczulony/a na dany składnik pokarmowy - powiedzmy na cebulę. Zamawiasz w restauracji jakąś potrawę, wcześniej upewniając się, że nie zawiera ona tego składnika. Kelner stawia przed Tobą talerz, a Ty gołym okiem widzisz, że w sosie aż roi się od cebuli. Zjesz? Bo Ci podano? Czy zwrócisz uwagę kelnerowi na jego błąd, zarządasz zabrania potrawy i przygotowania nowej - bez cebuli?
  23. Ehem... Patiszon - w opisanym przypadku dot. transportu kotów, było ich (podobno) 8 na pokładzie! I koty nie powinny lecieć, ale pani się 'postawiła' i poleciały. Na kolanach u pasażerów. W tym przypadku ja też bym się 'postawiła' - bo jeśli nie powinno ich być na pokładzie, a były ze względu na 'widzi-mi-się' jednej z pasażerek, to w czym ta pasażerka lepsza od innych? Moja alergia dot. kontaktu z sierścią/wydzielinami zwierząt. Wiec jeśli przewoźnik zapewnia, że do takiego kontaktu dojść nie może - bo zwierzęta na pokładzie nie lecą, to co mam zgłaszać? ;)
  24. [quote name='Saite']Zluzuj odrobinę, błagam. Ciągle się powtarzasz, a kwestie które poruszasz, były tu wałkowane miliony razy na miliony sposobów, jak choćby to, że psy powinny być odwoływalne, że właściciel musi mieć psa pod kontrolą i nie narażać innych na jakieś nieprzyjemności z jego strony itd. bo zapewne to sugerowałaś i mało kto a już na pewno ja tego nigdy nie kwestionowałam. Jeśli rozmawiamy o konkretnej historii, która przydarzyła się założycielce wątku, to nie ma co tworzyć i przytaczać innych aspektów, bazujmy na konkrecie. Właściciel psa postąpił prawidłowo, gdy jego pies wszedł w interakcję z obcą osobą ( z opisu to wynika, że tak jak być powinno), a MA prawo zadbać w ustronnym miejscu wczesnym rankiem o kondycję i rozwój swego podopiecznego. A tak na marginesie bardzo chciałabym zobaczyć jak Ty bez "krzywdy" fizycznej i psychicznej dla otoczenia kształtowałaś swojego psa/psy w szczenięctwie i wczesnej młodości. A może Ty hodujesz chomiki Roborowskiego i nie masz takich problemów?;)[/QUOTE] Ależ oczywiście - powtarzam się do znudzenia... rownież własnego:mad:. Dlaczego? A dlatego, że znów czytamy o przypadku - piesek podbiegł +komentarze pt. wredna baba była niezadowolona? To ma problem. Okropna, paskudna! Nie kocha zwierząt, a fe! I o ile autorka postu dot. danej sytuacji zareagowała fajnie:evil_lol: - seter będzie biegał z linką, o tyle niektóre posty świadczą li tylko o postawie: 'piesek musi się wybiegać' - nawet kosztem nerwów osób trzecich... Nic nie hoduję. To nie na moje nerwy:diabloti:. Mam DONa, który NIGDY nie wystartował do obcej osoby! Swoich ludzi obskakiwał, lizał, brudził - jak każdy szczeniak/młody pies. Bo młode, jeszcze nie ułożone zwierzaki mogą tak się zachowywać - a nasza rola w tym, żeby obcym ludziom egzystencji nie zatruwać. Raz nawet wysmarował błotem kurtkę chłopca, który chciał się z nim przywitać(Jago miał wtedy ok.7miesięcy) - ojciec ów chłopca zapytał czy może, widział, że pies jest po ćwiczeniach brudny jak święta ziemia, a mimo to kiedy Jago na chłopca skoczył - przepraszałam i pytałam czy mam pokryć koszty czyszczenia kurtki. Facet popatrzył na mnie jak na wariatkę - no jak to? przecież to my chcieliśmy się z psem pobawić! Ale takich ludzi jest niewielu, więc 'w-razie-gdyby-co' - przepraszam. Raz jeden zdarzyło się, że mój pies podbiegł do obcej suki - moja gafa, mój wstyd - przekuty w gięcie się w przeprosinach i niemalże szuranie kolanami po ziemi w akcie kajania się. Za to tak ja, jak i mój pies wielokrotnie byliśmy atakowani, mniej lub bardziej brutalnie, przez obce psy, co 'zaoowocowało' agresją mojego psa w stosunku do obcych psów:mad: Więc ja sobie nie dam wmówić, że 'nie ma problemu'. Jest. I ja jego plony zbieram codziennie:angryy:.
  25. Oczywiście, nie przeczę powyższemu. Ale powietrze krąży w kabinie - również dzięki klimatyzacji;), więc alergen się rozprzestrzenia. I podkreślam - cały czas piszę o sytuacji: danej osobie zagwarantowano, że na pokładzie nie będzie zwierząt, a ktoś 'musi' kota/psa mieć przy sobie i wymusza realizację swoich pomysłów. W takiej sytuacji uważałabym protest oraz żądanie usunięcia zwierzaka z pokładu za w pełni uzasadnione. A gdyby ktoś dostał ataku w trakcie lotu - ponieważ pomimo zapewnień przewoźnika, że zwierząt na pokładzie nie będzie te jednak były - linia musiałaby się liczyć z procesem.
×
×
  • Create New...