-
Posts
1201 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by Ryss
-
Ten szkielet to TIFFANI - Udało się! Tiffani znalazła swój domek!
Ryss replied to kinga_kinga7's topic in Już w nowym domu
Najlepiej byłoby w takim przypadku posłużyć się niezawodnym Andrzejem Mleczko, aby było wysoce kulturalnie, jak to między nami krakusami: -
Ten szkielet to TIFFANI - Udało się! Tiffani znalazła swój domek!
Ryss replied to kinga_kinga7's topic in Już w nowym domu
Wśród "cioteczek" szukających nowego domu dla psa po przejściach, panuje swoisty fetysz domu z ogrodem (mały biały domek co noc mi się śni...), który jest synonimem siódmego nieba dlań. A dla psa to nie ma znaczenia: pies może mieszkać nawet w budce telefonicznej, byle z kochającym go człowiekiem. Ba, pies może mieszkać i w budzie, byle ze swoim panem tam. Tę prostą prawdę jakoś trudno zrozumieć szczególnie klatkomaniaczkom, tak chętnie polecającym "trening klatkowy", przy wszelkich kłopotach wychowawczych z psem. -
I na Dogo potwierdza się stara prawda: dobry chłop nie jest zły. Nawet gdy jest to tylko niezaobrączkowany TŻ.
-
Takoż chyba nie musimy pisać po kreolsku. Ale gimbusy już chyba nie potrafią pisać po polsku.
-
Jak nie ma zwierzyny w lesie, to i nie ma co gonić. Już niedługo - dzięki facetom w moro i w kapelusiku z piórkiem - taka sytuacja będzie we wszystkich polskich lasach. I problem psów ganiających dziką zwierzynę po lesie rozwiąże się samoistnie. Bez smyczy i obroży elektrycznej.
-
Ten szkielet to TIFFANI - Udało się! Tiffani znalazła swój domek!
Ryss replied to kinga_kinga7's topic in Już w nowym domu
Nie, buca trzeba nazwać bucem, bo może wtedy dotrze do niego, że białemu człowiekowi nie uchodzi trzymać psa w budzie, na łańcuchu, czy zamykać go w klatce - bo "piesek tak lubi". Ale żeby było kuituralnie i z szacunkiem, zamiast określenia buc można użyć eufemizmu "wiejskie chamstwo", bo rzecz zwykle tam się dzieje - na chłopskim gumnie. -
Bo głupia. Selekcja naturalna. Koty, koty są wstrętne - urodzeni mordercy, zabijający dla przyjemności. A niedobite wiewiórki, wróble, pisklęta, krety i wszystko inne małe co się rusza i na drzewo nie ucieka... nie, wiewiórce i drzewo nie pomoże - wszystkie te zajadle mordowane przez takiego sierściucha stworzenia boże mogły w tym przypadku powiedzieć z satysfakcją: nosił wilk razy kilka, ponieśli i wilka.
-
Po co komu jakieś przeciwwściekliczne lyssetky, jeśli w opisanych przypadkach porządna adresówka z numerem telefonu właściciela załatwiłaby sprawę:
-
Pies a nieprzyjemne sytuacje w transporcie publicznym
Ryss replied to a topic in Podróże i wypoczynek
To chyba dosyć oczywiste, gdyż inaczej w składzie pociągu musiałby być w skrajnym przypadku cały wagon bez pasażerów - "Nur fur Hunde". -
Na drugi raz zacytuj nie kilkadziesią wierszy przedpiśćki, ale całe Dogo - by dodać do tego swe jedno kalekie zdanie. Będzie jeszcze głupiej. I to jest jedyna rzecz, o której można teraz rozmawiać - nawet w kabaretowym stylu "pan nie wie kto ja jestem" - bo mleko się już rozlało. I nieważne, czy właścicielka psów mogła tej tragedii zapobiec, czy nie. Czy była lekkomyślna i głupia, czy nie. Czy psy były głupie i niewychowane, czy nie. Czy ganiały co chciały - gdzie i kiedy chciały, czy nie. To wszystko nieważne, bo jeśli nie wystąpił stan wyższej konieczności, to nikt nie ma prawa niszczyć naszej własności (nawet się rymuje). Gdyż pies poza tym, że nie jest rzeczą (w sensie moralnym) wg Ustawy o ochronie zwierząt, to jest jak najbardziej rzeczą w sensie cywilno-prawnym. I to często rzeczą bardzo wartościową materialnie. A niszczenie mienia jest rutynowo ścigane przez policję, natomiast ze ściganiem z Ustawy o ochronie zwierząt, czy Prawa łowieckiego, różnie bywa. Zatem, myślę, należałoby się skupić na tym aspekcie sprawy, co może być skuteczniejsze w zrobieniu koło dupy sprawcy mordu psów, niż tylko podnoszenie, że bandyta strzelał do nich bezprawnie. A więc wycenić odpowiednio wysoko zniszczone rzeczy i złozyć wniosek o ściganie sprawcy zniszczenia. Potem przyjdzie kolej na sprawę cywilną, gdzie do odszkodowania dojdą jeszcze straty moralne. A dla winnego uderzenie po kieszeni może być dotkliwszą karą, niż trzy miesiące odsiadki w zawieszeniu. Jeśli w ogóle, ze względu "na małą szkodliwość społeczną czynu". W końcu, to tylko psy... Ale własność w kapitaliźmie jest rzeczą świętą.
-
No tak, Gojka - zasugerowałem się zdaniem "jakiś czas temu pytałam Was jak zmienił się charakter Waszych suczek po sterylce", nie zwracając uwagi na temat wątku - w użyciu był skalpel. Ja na Twoim miejscu nie ryzykowałbym ze sterylizacją farmakologiczną - to jest jednak bomba hormonalna, chyba że teraz są w użyciu jakieś środki niehormonalne. Kiedyś na którymś wątku regionalnym brałem udział w dyskusji na temat problemów z agresywnym psem w domu. Pamiętam, że tam wet zaaplikował psu "moduł" sterylizacyjny, w efekcie czego agresja u psa uległa natężęniu, wbrew oczekiwaniom (no bo niby samiec bez jajek łagodnieje). Doczytałem się wówczas, że w opisie specyfiku jest nawet o tym mowa - iż może taki efekt posterylizacyjny wystąpić, ale widocznie wet zbagatelizował to. Tak więc wyciąganie wniosków ze sterylizacji farmakologicznej, nie musi być miarodajne dla kastracji. A nie słyszałem, by po ucięciu jajek psu, wystąpiły u niego niespodziewanie zachowania agresywne. Pod tym względem u samca po kastracji chirurgicznej nic się nie zmienia, albo zmienia się na plus. U suk z zaszytą bombą hormonalną może byc podobnie, ale ryzyk-fizyk. Przeczytaj przynajmniej ulotkę fabryczną o skutkach ubocznych podania suce tego specyfiku.
-
No to Ci, Gojka, powiem tu, iż miałem dwie wykastrowane suki - obie różnych ras i z różnych powodów wykastrowane - i u obu nie zauważyłem żadnych zmian w charakterze: jak były nieagresywnymi przylepami, tak i takimi pozostały po operacji. Syndrom pokastracyjnego nie trzymania moczu nie wystąpił u żadnej suki, ale zmiana metabolizmu już tak: obu trzeba było z bółem serca ograniczyć dotychczasową ilość papu, bo zaczęły mieć tendencję to tycia, choć ich tryb życia się nie zmienił. Z tego powodu cały czas chodziły głodne i to uważam za największy minus kastracji w ich przypadku. Ale coś za coś.
-
Gojka, po co zakładasz na ogółnym forum Wszystko o psach temat o sterylizacji, jeśli na forum Weterynarii istnieje podforum Kastracja/sterylizacja, gdzie jest od groma i ciut ciut tematów poświęconych temu zagadnieniu? Nie należy mnożyć bytów ponad potrzebę - Entia non sunt multiplicanda praeter necessitatem, jak mawiali starożytni Rzymianie.
-
To nie jest sterylizacja a kastracja - ubywa suce macicy i jajników, czego przy sterylizacji nie ma. Ale nie widziałem jeszcze wysterylizowanej skalpelem suki - same kastratki. Jeśli nie brać pod uwagę wyniszczenia w postaci pozbawienia suki dosyć istotnych dla funkcjonowania całego organizmu organów (szczególnie pozbawienia jej jajników), to kastracja jest OK. Prawie. Ale to już było po wielokroć w innych wątkach.
-
Lekcję na temat Alizinu przerabiałem dosyć dokładnie rok temu (szczegóły tu: http://www.dogomania.com/forum/topic/140112-zastrzyk-wczesnoporonny/).Konkluzja medyczna była wóczas mniej więcej taka: dokonywanie aborcji farmakologicznej ma sens jedynie u suk hodowlanych, które się puściły nie z tym co trzeba i w następnym roku zajdą już w planową ciążę. Inaczej użycie Alizinu niesie wysokie prawdopodobieństwo wystąpienia u suki ropomacicza, co w najlepszym razie kończy się kastracją. Jeśli więc nie bierzemy pod uwagę możliwości, że za rok/pół roku podmiotowa latawica znowu się puści i urodzi tym razem, to teraz najlepszym rozwiązaniem jest kastracja aborcyjna, a nie podanie suce Alizinu. Rok temu koszt "kuracji" Alizinem wynosił 300 zł (2 x 150).
-
A ja czekam. Czekam spokojnie, poczytując w międzyczasie te wyszukane teksty na temat trzymania berneńczyka w ogrodzie - czyli na polu, jak mówią krakusy. Szczególnie wyszukane teksty Beatrxicy sprawiają, że nie nudzi mi się w tym czekaniu. Już co prawda pojawiła się pierwsza jaskółka-samiec, z pewną taką nieśmiałością piszący przy Beatrxicy o kojcu i gryzakach na polu, ale to jeszcze nie to. Ja bowiem czekam na jakąś prawdziwą klatkomaniaczkę, która udzieli prawdziwie dobrej rady autorce wątku, pisząc na ten przykład tak: "Kup klatkę kennelową - najlepiej od razu dużą klatkę, bo to spory piesek będzie za rok-dwa - i rozpocznij trening klatkowy (szczegóły treningu na www.klatkauberalles.pl, czy jakoś tak). Zobaczysz, że pieskowi się spodoba siedzenie na polu nie tylko przez pierwszą noc, ale także przez następne tysiąc i jedną noc. Bo psy lubią siedzieć w klatce - a berneńczyk siedząc w klatce, która stoi na polu, polubi i siedzenie na polu". No, ale chciałbym to jeszcze raz przeczytać, sygnowane przez nastojaszczoją klatkomaniaczkę (wspomniany jaskółek wiosny nie czyni). Więc czekam.
-
Kolejny przykład bzdurnego dopisku pana, który używa słów nie mając pojęcia o ich znaczenia (tu: "pozytywistyczny") a na forum higher than ass shit is, jak mawiają Anglicy po powrocie z Polski. Czy autorka artykułu ma rację pisząc, iż zwalczanie strachu u psa poprzez ignorowanie lęków psa (jak to się tradycyjnie poleca) jest błędem, możemy sami się przekonać na własnym, lękliwym psie. Czyli - nie ignorować go, ale dać mu wsparcie, gdy przychodzi na niego straszny strach. W sumie przecież tak się odruchowo zachowujemy z własnymi dziećmi, gdy się czegoś boją, więc dlaczego w przypadku psa mielibyśmy postępować inaczej? Dodam jeszcze, że autorka artykułu wcale nie opowiada się za tzw. szkoleniem pozytywnym (nie - pozytywistycznym), retorycznie pytając: czy negatywny stan emocjonalny (jakim niewątpliwie jest strach) można zmienić przy pomocy pozytywnego wzmocnienia w postaci smakołyka? Również w przypadku zachowań agresywnych podkreśla rolę stanu emocjonalnego psa, jego komfortu psychicznego, a nie odwracania uwagi psa smakołykami, od bodźca wywołującego negatywną reakcję. I jak tu grać w berka z takim Berkiem, który ma problemy z czytaniem ze zrozumieniem?
-
Mały appendix do tematu: Jak rozpoznać działanie złego ducha? Oto - Objawy działania złego ducha Objawy ingerencji demonicznych mogą uwidaczniać się na różnych płaszczyznach i cechować się różną skalą nasilenia, dotyczyć ludzi, zwierząt, miejsc i przedmiotów. Działanie demoniczne na człowieka może uwidaczniać się na płaszczyźnie duchowej i fizycznej. Wymieniamy zaczynając od tych stosunkowo łagodnych aż po zjawiska w skrajnej postaci. 1. Na płaszczyźnie duchowej: Pokusy – szczególnie silne, zachęcające do zła. Myśli – sprośne, wulgarne, przeciw temu, co nadprzyrodzone. Koszmary senne, czasem połączone z widzeniami i silnym poczuciem obecności złego ducha (duszenie, dotyk, chwilowy paraliż). 2. Na płaszczyźnie psychicznej i dotyczącej zdrowia: Nagłe zmiany zachowań, trwałe zaniedbywanie się w obowiązkach, zmiana osobowości. Depresja, utrzymujące się złe samopoczucie, próby samobójcze, samookaleczenia. Zboczenie płciowe i perwersje seksualne. Zdolności paranormalne, jasnowidztwo, znajomość spraw ukrytych, mówienie nieznanymi językami (których zniewolona osoba nigdy się nie uczyła). Zakłócenia zdrowia szczególnie bóle głowy, żołądka, pleców, ścisk gardła, które nie daje się zdiagnozować ani wyleczyć. Nadzwyczajna siła, szatańskie, okultystyczne symbole na ciele występujące podczas modlitwy, wypluwanie z ust (materializacja) przedmiotów związanych np. z magią 3. Zjawiska w otoczeniu: Opresje – niewyjaśnione zjawiska, odgłosy pukania, słyszalne kroki, przemieszczanie się, pojawianie i znikanie przedmiotów, samoczynne otwieranie drzwi i okien, zjawiska typu poltergeist (tzw. duch-psotnik). Zachowanie zwierząt domowych jakby wyczuwały czyjąś obecność (np. wpatrywanie się w jedno miejsce, ucieczka w przerażeniu). Znajdowanie przedmiotów – niekiedy w poduszkach, materacach osób opętanych odnajduje się dziwne przedmioty, np. laleczki, figurki zwierząt lub ludzi, bryłki zakrzepniętej krwi, kosmyki włosów, odłamki metalu lub drewna które mogą świadczyć o odprawieniu guseł czy innych form czarów. Jeśli utwierdzasz się w przekonaniu co do tego, że w tym przypadku masz do czynienia z działaniem diabła, to postaraj się określić stopień wpływu zła. Pomoże ci w tym zestawienie: Stopnie dręczeń diabelskich Działanie zwyczajne to: 1. Kuszenie do złego – zły duch usiłuje oddalić człowieka od Boga poprzez sprowadzenie człowieka na drogę grzechu. Dzieje się to poprzez kuszenie. Działanie nadzwyczajne to: 2. Dręczenie (nękanie) diabelskie (vessazione) to działanie demona na daną osobę poprzez cierpienia na poziomie zdrowia fizycznego, życia osobistego i zawodowego, komplikacje spraw materialnych. 3. Obsesje, posiadanie diabelskie (ossessione) – zaburzenia w zachowaniu człowieka wyrażające się w braku równowagi duchowej, psychicznej i emocjonalnej wskutek ataków szatana. Zły duch powoduje takie udręki wewnętrzne by sparaliżować duchowo człowieka. Mogą objawiać się poprzez natarczywe myśli, koszmary senne, tendencje samobójcze, samookaleczenia itd. 4. Nawiedzenie diabelskie, opresje (infestazione) – działanie przejawiające się w miejscach lub rzeczach; np. nękanie wskutek praktyk okultystycznych dotykających miejsc, w których się one odbywały oraz wykorzystanych przedmiotów (narzędzi magicznych, amuletów itd.). Dotyczy to także zainfekowania urokiem lub przekleństwem rzeczy, mieszkań i zwierząt. To różne formy zewnętrznego nękania przez szatana, jak np. niewytłumaczalne zjawiska, hałasy, przemieszczanie się przedmiotów, odgłosy niewiadomego pochodzenia. 5. Opętanie diabelskie (possesione) – wejście złego ducha w człowieka i zawładnięcie jego ciałem. W pewnych okolicznościach (np. wobec świętości) diabeł manifestuje swoją obecność poprzez agresywne gesty, wulgarność, obrazoburstwo. Może wystąpić m.in. wskutek paktu szatańskiego (dobrowolne oddanie się diabłu), poprzez trwanie w grzechu, wskutek rzucania przekleństw i uroków itd. Co zatem robić, co robić? Poszukać egzorcysty, ale: Uwaga na fałszywych egzorcystów! W ostatnich czasach za posługę uwalniania zabierają się coraz częściej osoby niepowołane do tego: zwykli oszuści i ludzie, którzy dokonują egzorcyzmów za pieniądze. Ich działania przynoszą opłakane skutki. Są to najczęściej bioenergoterapeuci, wróżki, zaklinacze, znachorzy. Bardzo często reklamują się w internecie i czasopismach. Ich działania sprowadzają się do ukrytego okultyzmu i spirytyzmu. Jak znaleźć prawdziwego egzorcystę? Każdy biskup jest egzorcystą i może podjąć się egzorcyzmowania. Może również wyznaczyć dowolnego kapłana do pełnienia tej posługi. Każda diecezja w Polsce ma przynajmniej jednego mianowanego księdza egzorcystę. Jak się z nim skontaktować? Poradzić się swego proboszcza, lub zapytać w Kurii. Źródło: www.egzorcyzmy.katolik,pl
-
Gdzie pies może biegać bez smyczy i kagańca? Proste pytanie, prosta odpowiedź: wszędzie tam, gdzie nie jest to zakazane - czy to prawem państwowym (ustawą), czy samorządowym (uchwałą). Jest to podstawowa funkcja gwarancyjna prawa. Tyle teoria, w praktyce różnie bywa, szczególnie w wydaniu gminnym. Pisał o tym kiedyś Kozakiewicz tak: W Austrii to, co nie jest zakazane, jest dozwolone; w Niemczech to, co nie jest dozwolone, jest zakazane; we Francji wszystko jest dozwolone, również to, co jest zakazane; w Polsce wszystko jest zakazane, również to, co jest dozwolone.
-
A cóż takiego się stało? Dwa owczarki ubite? A te tysiące zajęcy, saren, jeleni to pies? Nad nimi nikt się nie lituje, nie wylewa łez? A poza tym uważam, że ten haniebny - niegodny białego człowieka obrzydliwy proceder odbywający się dla zabawy, dla zaspokojenia żądzy zabijania i nazywany myślistwem - winien być zakazany * * za Katonem: Ceterum censeo Carthaginem esse delendam
-
No dobra, Gryfie80. Z tym językiem, ze względu na Twoją stopkę. A propos behawiorystów tak zwanych: czy ktoś widział matkę dzieciom, której jakiś szpecyalista od dzieciów musiał tłumaczyć, jak wychowywać własne dziecko, bo ona za głupia na to? Podobnie jest z psami i tzw. behawiorystami, często po dwutygodniowych kursach w Leśnej Polanie pod Warszawą (czy jakoś tak - jest na Dogo wątek o pani z Wrocławia reklamującego takiego "psychologa zwierzęcego" po kursach tam). Chociaż jak czytam wypowiedzi niektórych "matek psom", to rzeczywiście można odnieść wrażenie, że są za głupie na posiadanie psa. Bo czymże inaczej, jak nie głupotą, tłumaczyć zamykanie własnego psa w klatce i dziwienie się potem, że pies świruje? Już kiedyś proponowałem takim apologetkom "klatek kennelowych", by same spróbowały takiego psiego życia w klatce, a dopiero potem pisały, że "piesek tak lubi". Jeśli dadzą im pisać. W wariatkowie.
-
Masz problemy z czytaniem ze zrozumieniem, słonko: Poza tym byłoby miło, gryfie80, gdybyś na polskim forum starała się pisać po polsku. Choć rozumiem, że każdy orze jak może, a polszczyzna to ciężki kawałek pola.
-
Pies a nieprzyjemne sytuacje w transporcie publicznym
Ryss replied to a topic in Podróże i wypoczynek
Niektórych jak ironia nie kopnie w dupę, to jej nie dostrzegą w tekście nie opatrzonym mendlem emotek. A ja z zasady nie używam emotek, choć wiem, że na Dogo gimbaza rulez. Dla niej zdradzę, iż pisze to pańcio już trzeciego w życiu kolaka (dwa ostatnie po przejściach). Jasne, nie wszyscy muszą kochać, czy choćby lubić psy, nawet gdy są to "Lassie". Mam nawet w najbliższym otoczeniu kobitkę, u której przy bliskim spotkaniu III stopnia z psem, na obliczu pojawia się grymas, jak by ten pies puścił bąka. A collie bąków nie puszczają, nie to co boksery, które są mistrzem w puszczaniu cichaczy. Ale wspomnianej kobitce-estetce każdy pies po prostu śmierdzi, choćby ledwo co wyszedł z wanny (no, mokry pies to dopiero "pachnie psem" - vide Zapach psiej sierści Wojciecha Żukrowskiego). My, psiarze, tego nie czujemy, dla ludzi lubiących psy jest to "swoisty zapach psa", ale pozostałym zwyrodnialcom-estetom pies śmierdzi, niestety. Albo się psów boją, a wtedy nieważna jest rasa psa. Z tym trzeba się pogodzić i mieć co najwyżej przygotowane riposty (najlepiej z kategorii Mistrza Ciętej Riposty), gdy jesteśmy z psem w porządku, a ktoś się przypier... przypieprza, bo go piesek mierzi. Ale właśnie - trzeba być w porządku. Czyli, jeśli jest wymóg, że psy w pociągu/tramwaju/autobusie/trolejbusie (są jeszcze gdzieś w Polsce trolejbusy?) muszą być w kagańcu, to muszą, a nie - "on nie gryzie". Jeśli nie wolno psu rozwalać się po siedzeniach w pociągu, to nie wolno, a nie - "on na kocyku". To samo na spacerze w tzw. miejscu publicznym - jak obowiązuje smycz, to pies na smyczy, a nie - "on nic nie zrobi". Jeśli więc w takich miejscach jesteśmy w porzo, a mimo tego pies komuś nie pasuje, to tego kogoś spokojnie możemy wysłać na drzewo, albo do lekarza, posiłkując się Mistrzem Ciętej Riposty. W szczególnych okolicznościach przydaje się kwiecista wiązanka. -
Może jak dorośniesz, zmądrzejesz. Ale teraz tylko psa, tylko psa żal... PS. O znęcaniu się nad psem przy pomocy klatki, napisałem byłem (czas zaprzeszły) już wiele w innym wątku i chwatit. Pa.
-
Pies a nieprzyjemne sytuacje w transporcie publicznym
Ryss replied to a topic in Podróże i wypoczynek
Jeśli chcesz uniknąć "nieprzyjemnych sytuacji w transporcie publicznym" związanych z psem, to pomyśl o tym wcześniej. A nawet jeszcze wcześniej - nim sprawisz sobie psa. Trzeba po prostu zaopatrzyć się w psa określonej rasy, która nigdy, przenigdy nie będzie powodem "nieprzyjemnej sytuacji w transporcie publicznym". Taką rasą jest collie, czyli "Lassie" bez względu na płeć. Jedynym kłopotem w autobusie/pociągu może być nadmiar sympatii okazywanej "Lassie" przez małoletnich pasażerów. Kłopotem dla psa, ale zwykle nie da się go zagłaskać na śmierć w czasie podróży.