-
Posts
1201 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by Ryss
-
Są (rzeczy), i nie wróci (wszystko), bo po drugim wpisie autorki wątku zorientowałem się, że to tak naprawdę gdybanie niedorosłej panienki przed monitorem - nie mającej nic ciekawszego do roboty, a nie realny problem przed którym stoi. Stąd się wzięło "durne tłumaczenie" i reszta zdania. Obym się mylił - wtedy chętnie przeproszę, bo łacno mi to przychodzi, gdy na horyzoncie pies w schronie. Boże... Uczył Marcin Marcina... Ale szlak dla takich współczesnych uczitielek przetarła na Dogo niejaka Pani Profesor.
-
3 miesięczna suczka Pitbull i jej niechęć do spacerów ! pomocy .
Ryss replied to Marrrtynkaa's topic in Wychowanie
Szczeniak w tym wieku powinien jeszcze siedzieć w gnieździe z matką i rodzeństwem. Pewnie z jakiejś "hodowli" garażowej pochodzi, gdzie najważniejszy jest ruch w interesie. To na dzień dobry podstawowy powód kłopotów z takim psim dzieckiem - braki w socjalizacji. Ale mleko się już rozlało i należałoby teraz dokończyć tę socjalizację na miejscu przez najbliższy miesiąc: jak najwięcej bawić się z suczką i bawiąc uczyć cierpliwie psiego elementarza - ale tylko w mieszkaniu. Na dwór biegać z nią tylko na siku i kupkę - profilaktycznie te trzy-cztery razy dziennie, ale przede wszystkim pilnować, jak to szczeniaka: jak się zbiera do kucania, to pod pachę go i biegiem na dwór - bez durnego przyzwyczajania malucha do szczania i srania na gazety. W nocy to samo - sorry, taki mamy klimat ze szczeniakiem. I nie przejmować się, że nie lubi wychodzić na dwór, byle tylko na razie zrobił na dworze to, co należy. Podrośnie, oswoi się z wrogim światem bez mamy, to zacznie brykać i na dworze. Cierpliwości! I miłości. -
A nie mówiłem? Do sporu "kto jest większym chamem" - jak to ujęła Chounapa - nie wtrącam się, bo lubię obie panie (czyli ich pisanie - gdyż na forum jesteś tym, co i jak piszesz), a znając kobiety wiem, że przyznając rację jednej - nawet co do faktu, a nie jego interpretacji - miałbym przechlapane u drugiej, a tego nie chcę. Przepraszam obie panie za takie niezaangażowanie w dyskusję. A dyskusja, nie powiem, ciekawa - z użyciem wszelkich chwytów erystycznych. To lubię. Btw, czy nie btw, zajefajne, czy niefajne, ale gimbazie muszę kolejny raz wytłuścić, choć to na Dogo jest jak wołanie na puszczy: także - również tak że - w taki sposób, że
-
Jak w tym dowcipie (ale to dla muzykalnych, wiedzących jak wygląda puzon): Do puzonisty, po koncercie podchodzi słuchacz: - Panie, ja jestem ślusarz i strasznie się denerwowałem patrząc, jak pan sobie próbuje poradzić. Panie - to się musi dać wyciągnąć! No, ale jak doktórka implant wstrzyknęła psu do brzucha, zamiast umieścić go pod skórą między łopatkami, to rzeczywiście z wyjęciem implantu może mieć kłopot.
-
Usuń psu implant kastracyjny! Aplikowanie psu Suprelorinu - "by zobaczyć, czy to da efekty" - to czysta głupota, albowiem kastracja farmakologiczna oddziałuje nie tylko na funkcje rozrodcze , ale na cały organizm psa. Jak to chemia. Nawet producent specyfiku wspomina w ulotce firmowej o możliwości wystąpienia "nieprzewidywalnych zmian w zachowaniu zwierzęcia" po wszczepieniu implantu. Chcesz psa wykastrować - a są ku temu powody medyczne - utnij mu jajka. Po prostu. I trzymaj się z daleka od wetów leczących psa metodą - "podamy psu to i zobaczymy, czy mu pomoże, a jak nie pomoże, to podamy co innego". I tak aż do skutku. Śmiertelnego.
-
Stare, dobre małżeństwo - niby wszystko fajnie, ale nic się nie dzieje i nuda, po prostu nuda... A kiedyś, panie, to były numery! Ech, a teraz bez rewelacji... Pańci nie dogodzisz : psy ongiś chciały się pozabijać - źle, teraz kwitnie miłość wielka między nimi - też źle. A można przecież napisać pięknie (gdy się umie pisać tak) o właśnie takim psim życiu powszednim, a gdy się dwa psy ma, to nie ma siły - zawsze się jakaś ciekawostka znajdzie, by te parę zdań w wątku im poświęconym napisać. Parę zdjęć zrobić, choćby komórką... Można tak? Można. Tylko pańcia musi chcieć.
-
Wilczocha - popraw temat, bo tu nie gimbaza.
-
Axxk - dobra, jakoś nie wierzę w te durne tłumaczenia. Zajmij się czymś, idź ze swoim psem na spacer i nie zawracaj ludziom de na forum.
-
Jaką resztą? Dla wszystkich gimbusów na Dogo wytłuszczę: zresztą - poza tym, w końcu z resztą - z pozostałą częścią
-
Bardzo dobry. Normalnie - pojechać do schroniska, wziąć psiaka, przywieźć do domu. I to wszystko. Psy połączą się same szybko. Z dwiema sukami czasem są problemy, ale z parką - nigdy. Jedź szybko do schronu, żebyś się nie rozmyśliła. A piesek piękny. O tym pogadamy, jak już będziesz miała psa w domu.
-
W Tajemnym życiu psów Elizabeth Marshall-Thomas, autorka tak pisze o odczuciach swoich i jej psów związanych ze śmiercią, a w tym przejmującym opisie istotną rolę odgrywa najważniejszy z psich zmysłów - zapach. Czy zapach śmierci na obroży jednego psa, ma znaczenie dla drugiego psa, noszącego później tę obrożę? Nie wiem. Polecam tę książkę wszystkim - nie tylko tym mającym "problemy natury moralnej": Któregoś dnia stwierdziłam, że trzeci w hierarchii pies husky Zooey siedzi osowiały w środku zagrody, nie reagując na otoczenie. Widać było, że jest chory, zabrałam go więc do mego gabinetu, gdzie wczołgał się pod biurko. Przez kilka tygodni weterynarze bezskutecznie próbowali dociec, co mu dolega. Padł w lecznicy, dokąd go zawiozłam w nadziei, że go tam uratują. Sekcja wykazała, że przyczyną śmierci było schorzenie nerek. Mój stosunek do śmierci jest pragmatyczny: kiedy dusza opuściła ciało, to nie ma potrzeby dalej się nim zajmować. Zostawiłam więc ciało Zooeya w lecznicy, aby tam go pochowali, i wróciłam do domu. Był ciepły i mglisty jesienny wieczór. Idąc, rozmyślałam o lepszym psim tamtym świecie, któremu przybył dziś nowy mieszkaniec - gdy zauważyłam, że moje psy siedzą zbite w gromadkę po obu stronach płotu i w ciszy wpatrują się we mnie. Podeszłam do nich i pozwoliłam się obwąchać. Znowu nie byłam w stanie w pełni pojąć doniosłości tej chwili. Nie mam pojęcia, co mogły wyczuć w trakcie intensywnego i skrupulatnego obwąchiwania moich rąk i odzieży. Nieraz zawiadamiałam je o ważnych wydarzeniach, przynosząc im na sobie jakiś zapach - na przykład po odebraniu porodu dawałam psom do wąchania swoje dłonie i stwierdzałam, że to, czego się dowiedziały, wprawiało je w radosny nastrój. Przypuszczam, że mogły wyczuć na moich rękach zapach czegoś charakterystycznego dla porodu, na przykład płynu owodniowego, i wiedziały, co to oznacza. Może więc śmierć, tak jak narodziny, ma swą charakterystyczną woń. Psy mogły też domyślić się z wyrazu mojej twarzy, że coś jest nie w porządku. Wprawdzie nie płakałam, lecz było mi smutno, a psy potrafią wyczuć najlżejszą zmianę nastroju człowieka. W każdym razie czy to po zapachu, czy po wyrazie twarzy musiały domyślić się, że Zooey już nie wróci. Gdy tylko zostały same, zaczęły wyć i z przerwami wyły prawie całą noc... Suessi zakończył życie w zimie. Zdecydowałam się skrócić jego cierpienia spowodowane artretyzmem tak dokuczliwym, że nie mógł już wstawać. Zawiozłam go do weterynarza w naszym miasteczku i po usypiającym zastrzyku odszedł z tego świata cicho i niepostrzeżenie - jak drzewo, które umiera stojąc. Po powrocie do domu pokazałam sukom jego obrożę. Działo się to w moim gabinecie - skromnym nie opalanym pokoiku dobudowanym do garażu. Po obwąchaniu obroży Fatima i Inookshook dotknęły nosami mnie, szczegółowo analizując wszystkie zapach, które były na moich rękach i ubraniu. Kiedy skończyły mnie obwąchiwać, cofnęły się i w milczeniu patrzyły na mnie, jakby przemyslały sobie całą rzecz. Stałyśmy tak we trzy w tym jasnym i chłodnym pomieszczeniu, spoglądając po sobie, gdy nagle obie suki zaczęły wydzielać intensywny zapach. Była to przenikliwa woń przypominająca zarazem piżmo i zmokłego psa; unosiła się nad nimi jak obłok pary i wypełniła całe pomieszczenie. Nigdy przedtem nie widziałam ani nie czułam czegoś podobnego i do dziś nie mam pojęcia, co to mogło oznaczać. Kiedy stałam tak z moimi sukami w tym lodowatym pokoju wypełnionym dziwnym zapachem, pomyślałam, że ma on coś wspólnego ze śmiercią, że jest jakby wspomnieniem - przynajmniej w psim znaczeniu tego słowa. Tak jak głos może dotrzeć tam, gdzie nie dotrze ten, kto go wydał - tak zapach może przetrwać kogoś, kto go wydzielił. Nie próbowałam nawet udawać, że to rozumiem, w końcu zapachy to domena psów. Ale moje ciało zareagowało na ten bodziec - włosy stanęły mi dęba...
-
Izo - OK, Twój profil, Twoja sprawa. Bo to w ustawieniach Twojego profilu na Dogo znajduje się to, o co pytasz (poszukałem i znalazłem): tzw. plonkowanie. W menu profilu "Moje ustawienia" masz m.in. "Ustawienia "Ignorowania" - a tam: "Dodaj nowego użytkownika do listy". Możesz przy tym użytkowniku zaptaszkować - "Ignoruj: Posty, Sygnaturę, Wiadomości". I już użyszkodnik siedzi w Twojej plonkownicy, czy jak się na news-grupach mówi - w Twoim KF-ie (Kill File). Dodam przy tym, że na grupach dyskusyjnych często spotykane jest publiczne obwieszczanie, że kogoś się właśnie splonkowało, umieściło w KF-ie. Służy to przede wszystkim podniesieniu własnego ego przez plonkującego, bo splonkowany zwykle i tak dalej ryje i komentuje nasze wpisy, a my ani mru-mru, no bo daliśmy plonka.
-
Ryssa się odmienia, bo to chłop (analogicznie jak Ryś - Rysia). Z pozostałym, co napisałaś, się zgadzam, więc nie dyskutuję z Tobą o tym, jako że dyskusja jest tam, gdzie są różnice poglądów, różne punkty widzenia. Choć na Dogo rozumienie pojęcia "dyskusja" powszechne nie jest. Wręcz przeciwnie - pojawienie się takich użyszkodników forum jak Spike (z jakąś liczbą), z odmiennymi poglądami niż reszta rozmówców (pomijając warstwę językową), wywołuje znaną kiedyś tylko z Usenetu reakcję zasiedziałego na news-grupach TWA: "huzia na Józia". A w tym "huzianiu" sprawy merytoryczne oczywiście liczyły się najmniej. Zastępowały je wycieczki ad personam pod ogólnym hasłem - "Jesteś głupi i masz wszy", poparte groźbą niekaralną w postaci tzw. plonkowania. I choć Usenet umiera, to jego wynaturzenia odradzają się na forach webowych jak hydra. Co widać i na Dogomanii. Hmm... Tak jakbyś nie rozumiała tego, co Iza napisała, prostym językiem zresztą: Nie wiem, ale... Izo - nie idź tą drogą! Milczący nie mają racji. Ktoś po Tobie będzie jeździł jak po łysej kobyle, a Ty nawet nie będziesz mogła się zamachnąć smyczą, bo nie będziesz widziała jego wpisów. Przecież to proste: nie chcę czytać - nie czytam, nie chcę odpowiadać - nie odpowiadam. Musu nie ma.
-
Oglądały oczy moje tu już wiele rzeczy, które się nawet nie śniły paniom od od polskiego, ale wciąż na nowo zdumiewa mnie pomysłowość gimbusów w oddzielaniu przedrostków od rdzenia, i to często w sytuacji, kiedy naprawdę (taka Nanusia oczywiście napisze "na prawdę") trzeba się natrudzić (u gimbusa - "na trudzić"), by rozpołowić wyraz występujący tylko w stanie złożonym. Skąd to się bierze? To cielę samo nie wie, dlaczego tak pisze, więc mi nie odpowie, ale może ktoś wie? Ktoś, kto ma do czynienia z gimbazą na co dzień i od środka, a nie tak jak ja (jednak) od święta i z zewnątrz.
-
Pani Zofia ma metr pięć w kapeluszu, a z pana Cesara to kawał chłopa...
-
W jednym z moich ulubionych filmów pt. Moje wielkie greckie wesele, ojciec Panny Młodej, Gus Portokalos twierdzi, że popularny w USA środek do czyszczenia okien Windex to najlepszy sposób na wszystko, z pryszczami włącznie i stara się aplikować (spryskiwaczem) ów środek wszystkim w dermatologicznej potrzebie. No, taka mania. Windexowa. U Boya zaś (http://wolnelektury.pl/katalog/lektura/slowka-zbior-stefania.html) pewien malarz (który często pijał alasz) takiej dostał dziwnej manii, że chciał tylko od Stefanii. Tutaj mamy do czynienia z czymś podobnym, czyli z manią: lata taki Evel po Dogo i na wszystkie psie przypadłości ma jedną radę: "kennel klatka!" No, taka mania. Klatkowa. Z literatury znamy "Człowieka w żelaznej masce" Dumasa, tu daje się poznać swoisty "Człowiek z żelazną klatką". Może to by było śmieszne, gdyby nie było takie smutne. Dla psów... Bo to zawsze jest najgłupsze, Kiedy się kto przy czym uprze.
-
Nam się zdaje, że po pierwsze primo, nie powinieneś stawiać spacji przed znakiem zapytania, bo to od razu ustawia Cię na pozycji gimbusa, z wszystkimi tego konsekwencjami na forum. A po drugie primo, powinieneś wziąć coś na wstrzymanie i nie zawracać du... no, głowy takim "doświadczonym znawcom" (od żelaznej klatki szczególnie) jak niejaki Evel, swoimi szczeniackimi problemami, albowiem: 1. masz kilkumiesięczne psie dziecko; 2. to dziecko jest po traumatycznych przejściach w schronie; 3. jest z Tobą dopiero od trzech tygodni. To psie dziecko, ten szczeniak dopiero się uczy życia bez kraty. Uczy się norm i zachowań w nowym stadzie i reaguje na razie tak, jak mu instynkt podpowiada i pamięć schronu. Trzeba go tylko spokojnie i konsekwentnie nowych zachowań uczyć - bez krzyków, klatek i kolczatek. I nie przejmować się, że nauka idzie mu nie tak szybko, jak byśmy chcieli - że nie pamięta wszystkiego, że nie poznaje w try miga. Uzbroić się w cierpliwość, a będzie dobrze. No i czytać psie książki, a nie tylko wpisy na forum, pod psem.
-
Jak drugi koniec łańcucha masz przybity na amen do budy, to trudno wyprowadzać psa na łańcu. No, chyba że razem z budą. Ale ta kobitka od wyprowadzania psa na łańcuchu, ma pewnie taki łańc mobilny - odpinany od budy. I tym sposobem oszczędza na smyczy, w odróżnieniu od Ciebie, rozrzutnico.
-
Jako że wstydu nie masz w pisaniu głupot, to powiedz i tu bez ogródek o tych bardziej zdecydowanych metodach: "Takim psom potrzebna jest klatka żelazna, kurcze pieczone ich mać. I knut". Niemazaco. I przy okazji, dla gimbazy: jakby = gdyby, jak gdyby - spójnik, np. Jakby mógł, toby wyjechał. Mizerny, jakby z krzyża zdjęty. jak by - zaimek, np. Jak by to napisać? Tak, jak by chciał.
-
Tak, wejdź do klatki, drzwiczki zamknij na kłódkę, a klucz wyrzuć. Wtedy się przekonasz, jak to miło siedzieć w klatce bez możliwości wyjścia z niej kiedy się chce i wówczas może Ci przejdą durne pomysły z zamykaniem tam psa. Ktoś, kto rozwiązuje problemy z psem takimi metodami (pozostaje jeszcze obroża elektryczna, elektryczny pastuch, pałka i bicz) zasługuje co najmniej na bicz werbalny. Co myślę o zbzikowanych apalogetkach klatki (dziwnym trafem nie dla siebie, tylko dla psa), wyłażących z forumowych dziur na dźwięk słowa "klatka", już wiele ciepłych słów napisałem i chwatit.
- 24 replies
-
- seter gordon
- samemu w domu
-
(and 2 more)
Tagged with:
-
Pies typu Wilczaka Czechosłowackiego i jego zachowanie?
Ryss replied to karlik13's topic in Wychowanie
Nie śmiej się tak, bo wyjdziesz na głupka, którego śmieszy wszystko, co nowe dla niego. Anorektyczna.nerka ma tu rację: choć obecnie forma zaimka "owy" uznawana jest za niepoprawną, to ongiś używano tej formy zamiennie z "ów", a jakiś nostalgiczny polonista może to czyni nadal - za Wieszczem: Kto tedy widział owy kocioł z kaszą Lub ową izbę – ten łatwo zrozumie, Jaki gwar powstał w tylu pułków tłumie Owa Nerka ma też rację w ocenie niewydarzonego autora tego wątku: mocne słowa, ale ów użyszkodnik forum jak najbardziej na nie zasłużył. I dalej się stara usilnie zasłużyć: -
NADMIERNA RADOŚĆ I INTERAKCJA Z KOTAMI I GOŁĘBIAMI U PSA
Ryss replied to netmen5's topic in Wychowanie
Nie bądź taka skromna, bo ustawiłaś pieska jak się patrzy, że lepszego eksperta nie trzeba. Wolę tu z ukontentowaniem czytać o praktycznym rad sposobie takich intuicyjno-instynktownych behawiorystek domowej proweniencji , niż zżymać się na dyrdymały tzw. zoopsycholożek po kursie w Studium Praktycznego Zielarstwa i Wiedzy Przyrodniczej. -
Natenczas Wojski... Natenczas pan X chwyta na taśmie przypiętą. Swoją siekierkę... I urządza psu na serio siekierezadę (vide Edward Stachura). Jak serio, to serio. Znaczy - nie bierz na Dogo wszystkiego do końca na serio.
-
No, nie może być, naprawdę? Nie na Perfekcyjnej Pani Domu, nie na Fochu, nie na Pudelku nawet, ale właśnie tu - na nomen omen Dogomanii (cokolwiek to dla Ciebie znaczy) podejmujesz się tej syzyfowej pracy? Przekonywania użyszkodników forum, że posiadanie psa jest fajne, a spacery z nim to już całkiem zajefajne są? Doprawdy, jesteś wielki! I taki inteligentny...
-
Rozumiem, że trudne dzieciństwo miałaś - dostawałaś od taty po ryju przy szarpaniu i teraz kontynuujesz tatowe wzorce wychowawcze, ale... Po co mieszasz do tego psa, dzieci nie masz?