Jump to content
Dogomania

Ryss

Members
  • Posts

    1201
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Ryss

  1. Nietoperku, ja wiem, że Ty delikatna kobitka jak Makowa Panenka i Tobie nie wypada powiedzieć onej Magdalenie prosto z mostu to, co tak naprawdę jej się należy - i co już niektórzy nawet powiedzieli, albo próbowali powiedzieć, choć bez przekonania i nie do końca. Ale mnie - prostemu chłopu, choć z cenzusem - wypada, i powiem onej bez ogródek, i w osobnym nawet akapicie: Magdaleno-jj, czy jak Cię tam zwał - nie dorosłaś do pieska, i nigdy nie dorośniesz! Po prostu. Wyadoptuj go w dobre ręce, co będzie z pożytkiem i dla Ciebie, i dla tej zagubionej w życiu sobaki. Naprawdę, i bez sarkazmu. Jeśli już masz taką chcicę, by mieć w mieszkaniu coś żywego i głupszego od siebie - i nie wymagającego spacerów skoro świt (jak to czyni ten niesamowity Nietoperzyk ze swoim świrem) - to spraw sobie (już po re-adopcji) jakąś rybkę, nawet złotą. I wonczas i Ty odetchniesz pełną piersią, i ten nieszczęsny buldożek. Amen.
  2. Szkoda, że dokonałaś edycji tych zdań i zniknęłaś rybki, bo właśnie tak jak w pierwszej wersji trzeba z gnomami rozmawiać. Albo wcale. Inaczej to jest tylko strata czasu. Jak dla mnie. Ale baby są jakieś inne, jak powiada Koterski. I za to je kochamy - my, chłopy... Podejrzewam, że Twój wielce aktywny piesek, wśród różnorakich rozrywek lepiej sobie radzi z językiem, niż jego pańcia: tak że - w taki sposób, że także - również
  3. Nietoperzyku - wzajemnie, ale to jest niekończąca się opowieść na Dogo, aktualna i na temat w każdym wątku. To - dbanie o nasz język na co dzień, a nie tylko od święta - 21 lutego, w Międzynarodowym Dniu Języka Ojczystego. I nie można udawać, że deszcz pada, gdy plują na nas publicznie niedouki i lenie. Bo to jest plucie, językowe - to nieszanowanie rozmówcy, poprzez narażanie go na dyskomfort w zetknięciu z językowymi plwocinami. Tak to widzę i dlatego reaguję w każdym wątku, gdy miarka się przebierze. Tylko mi nie mów, Nietoperku, że to nieważne jak kto pisze, ale co, bo sama jesteś najlepszym przykładem, że można dobrze i jedno, i drugie.
  4. Dziewczyny i chłopaki, jak już w ten sposób chcesz się zwracać do wszystkich tu obecnych - to ja, wójt, Ci to mówię, kfiatku, za przeproszeniem. Pozostałych Twoich wypocin nie chce mi się nawet czytać, gdyż mam uczulenie na niedouków, których w gimbazie pani od polskiego nie dała rady nauczyć, iż w języku polskim zdania zaczynamy od wielkiej litery, a budując zdania złożone, należy posługiwać się znakami przestankowymi. O używaniu na polskim forum polskich znaków diakrytycznych już nie wspominam, bo może piszesz z zagranicznej kawiarenki internetowej, po ciężkiej nocy na zmywaku i Windowsa masz angielskiego. Niezależnie od tego miej świadomość, że łamiesz regulamin forum, a to niekoniecznie musi się podobać adminowi. A w punkcie II.5e tego regulaminu jest napisane:
  5. I chwatit. Później jeszcze ten bat... Cóż, głupich nie sieją - sami się rodzą. Powiadasz, że masz dość swego psa? Pewnie ze wzajemnością. Wcale mi Cię nie żal. Tylko psa, tylko psa żal... Mleko się już rozlało, ale może Twój przypadek będzie przestrogą dla innych, by nie szli tą drogą - drogą "profilaktycznego" kastrowania psa, drogą donikąd. Zatem ku przestrodze innym kastratomaniaków powtórzę tylko za producentem suprelorinu - implantu do kastracji farmakologicznej:
  6. Prawda? Też tak myślę. A teraz poważnie. Trochę za bardzo wzięłaś do siebie wszystko co napisałem w poprzednim poście, bo Twój przypadek - a raczej przypadek Twego psa - posłużył mi tylko za punkt wyjścia do ogólniejszej reflekcji o bezrefleksyjnym podejściu do psa jako istoty żyjącej, zdolnej do odczuwania cierpienia - jak to gdzieś ładnie zapisano. Mam zdroworozsądkowe podejście do problemu kastracji zarówno suk, jak i psów-samców, ale drażni mnie traktowanie okaleczenia zwierzęcia nie jako ostateczności, nie jako konieczności wyboru mniejszego zła - ale jako elementu profilaktyki zdrowotnej, czy metody leczniczej "może pomoże". Bo kastracja, nie da się ukryć, jest okaleczeniem i z tego powodu powinna być stosowana tylko w szczególnych przypadkach, dla rzeczywistego, a nie hipotetycznego dobra psa. A do tego, że jajka i jajniki potrzebne są w organiźmie nie tylko do rozrodu, chyba nie muszę tu nikogo przekonywać. Gdybyś Ty od początku przyłożyła się do pisania i powiedziała tak jak Gezowa - jasno i wyraźnie (choć już niekoniecznie takim potoczystym językiem jak ona) - o co chodzi z Twoim psem, to uniknęlibyśmy tych zwrotów akcji w tej historii. Teraz mówisz, że to "nie z agresją psa masz problem, tylko z jego strachem", a przecież w pierwszych słowach swego listu napisałaś - jak za dawnych dobrych czasów epistolarnych - "Dzień dobry. Jestem tutaj nowa, ale mam sytuację podbramkową - a raczej poddrzwiową", bo pod tymi drzwiami jeden pies chce zamordować drugiego psa, a obydwa psy Twoje. To co to jest - agresja, czy strach u onego, mordującego? Ale może ja głupi jestem i nie nadążam za kobiecym strumieniem świadomości... No dobrze - jest strach, niech będzie. Piszesz jeszcze teraz, że pragnąc pomóc swemu strachliwemu psu wyjść z doła, "naczerpałaś się [wiedzy] od [realnych] ludzi z jakąś potwierdzoną wiedzą, internetem się wspomagając". Fajnie, to teraz przyznaj się bez bicia - kto z tych realnych, zajebistych, myślę, zaklinaczy psów doradził Ci, by strachliwemy psu zaaplikować chemiczną kastrację? I po co? Ja rozumiem, że dla wielce nadpobudliwego płciowo (żeby nie powiedzieć - seksualnie) psa Gezowej było to jedyne wyjście i rzeczywiście, jak ona pisze - operacja się udała, pacjent przeżył. Ale kastracyjny implant przeciw strachowi? Jeśli my tu o czymś nie wiemy, jeśli chodzi o działanie suprelorinu, to objaśnij, proszę, mnie i innych użyszkodników Dogo, w czym rzecz, że Twój pies chodzi z implantem - mimo iż nie lata jak wściekły za sukami, tudzież nie morduje pobratymców. Jakie było uzasadnienia weta, który zaserwował psu suprelorin?
  7. Lekarz weterynarii Dorota Sumińska, znana publicystka i autorka książek o psach, prowadząca m.in. audycję Wierzę w zwierzę na antenie Tok FM, odpowiadając na pytanie, czy pies może pić mleko, powiedziała: Tak, bo w mleku jest prawie wszystko, co psu do szczęścia, zdrowia i pomyślności jest potrzebne. Ma się rozumieć, że dorosły pies nie samym mlekiem żyje, ale mleko jako naturalny pokarm - zbilansowany przez naturę - powinien na stałe zagościć w menu naszych psów. Oczywiście - tylko tych psów, które nie mają problemów z enzymem laktazy. Bo tu jest, nomen omen, pies pogrzebany. Jednym ze składników mleka jest laktoza - złożony cukier mleczny, węglowodan, w swej postaci złożonej nieprzyswajalny przez psa. W kontakcie z enzymem laktaza, następuje jednak rozpad laktozy na składowe cukry proste – glukozę i galaktozę, które są już bez problemu przez psa trawione. Laktaza wydzielana jest w jelicie cienkim, z pełną mocą u szczeniąt. Później, po oddzieleniu od matki, wydzielanie tego enzymu u szczeniaka stopniowo ulega zmniejszeniu, aż do całkowitego zaniku produkcji tego enzymu w wieku dorosłym. Ale nie u wszystkich psów! Część psów zachowuje zdolności produkcyjne laktazy i właśnie te psy mogą przez całe swe psie życie delektować się białym nektarem. Obserwuje się, że szczenięta, którym zaczęto podawać mleko krowie tuż po zaprzestaniu karmienia ich przez sukę, zdecydowanie częściej tolerowały krowie mleko później. Tak jakby kontynuowanie mlecznej diety poza okres szczenięcy, stymulowało psi organizm do dalszej produkcji laktazy. A przyzwyczajenie jest drugą naturą... Sumując: po pierwsze, jeśli masz szczeniaka - zacznij mu podawać w małych ilościach mleko i obserwuj: gdy pojawią zdecydowane sensacje żołądkowe (kolokwialnie mówiąc - sraczka), to daj spokój - nie dla psa kiełbasa, znaczy mleko. Ale jeśli szczeniak chłepce mleko bez tych sensacji, to się ciesz - Twój pies będzie wielki, nawet jeśli to tylko york. Po drugie, jeśli masz już dorosłego psa, zacznij z mlekiem podobnie jak u szczeniaka - małe porcje i obserwacja: jest sraczka - adios mleko, nie ma sraczki - hura! Twój pies będzie jeszcze większy, nawet gdy to jest dog germański. Mam siedmioletniego psa. Od szczeniaka pije mleko i bardzo je sobie chwali. Nawet aż za bardzo, ze szkodą dla wody, która potrafi stać całymi dniami nie ruszona w misce, bo psu za wodę potrafi służyć mleko. Dostaje je po każdym posiłku, czyli dwa razy dziennie, ale często i między posiłkami mu kapnę, gdy zaczyna szurać "mleczną" miską. Zatem, jak w tytule: Pij mleko - będziesz wielki... psie!
  8. To ja Ci powiem jeszcze lepszą rzecz: zmysł zapachu u człowieka najszybciej z wszystkich sześciu zmysłów (a nawet dziewięciu, inaczej licząc) adaptuje się do otoczenia. Więc możesz spokojnie zapachowego psa zabierać do domu. Po godzinie już będziesz czuła tylko Chanel 5 na sobie.
  9. To się mówi kulturalnie - "Paszoł won, chamie!" Ale jak się ma psy, które pozwalają obcym ludziom zabierać zabawki z pyska, to lepiej ćwiczyć z kotami. Bo koty przynajmniej potrafią pacnąć chama łapą, zapominając przy tym schować pazury.
  10. Wygodnickie apologetki chemicznej kastracji psa zapomniały tu wspomnieć o aspekcie zdrowotnym tego zabiegu, co jest normą w wypowiedziach kastracyjnych hunwejbinek ("psy wydajemy tylko wykastrowane") z różnych psich TWA. A ten aspekt zdrowotny w przypadku samca - że "pies nie dostanie raka jąder" (u samicy - iż "nie będzie miała ropomacicza") - nie został tu podniesiony pewnie tylko dlatego, ponieważ jajka choć zanikają przy podawaniu psu suprelorinu, to jednak w jakiejś tam ziarnkomakowej formie pozostają i rak, choć zniesmaczony wielkością, i w ziarnku maku zagnieździć się może na upartego. Gdyby ta kastracja tyczyła aspektu rozrodczego, to ja rozumiem - są sytuacje, gdy nie ma innych możliwości zapobieżenia rozmnażaniu psiego nasienia. Ale faszerowanie psa chemią, bo ogląda się za dupami? To może wymyślić tylko kobieta. O powodzie antyagresywnym aplikowania psu suprelorinu już nie wspominam, bo sam producent ostrzega, że to moze skończyć się akurat wzmożeniem agresji u zaimplantowanego samca. Walka z agresją u psa poprzez chemioterapię, nie różni się wiele od podobnie efektywnych ("inny samiec musi mocno przeskrobać, aby dostał w skórę") metod wychowawczych inaczej, jak klatka, obroża elektryczna wspomagana elektrycznym pastuchem, pałka i bicz. Podobnie jak z tabletkami antykoncepcyjnymi dla samic - pole oddziaływania suprelorinu to nie tylko ukrócenie możliwości rozrodczych. To także oddziaływanie na szereg innych funkcji organizmu - o którym złym oddziaływaniu producent "leku" nie informuje albo ze względów merkantylnych, albo nawet nie wie o nim i które to negatywne skutki suprelorinu wyjdą dopiero w praniu, po wielu latach prania psa. Bo nie ma "czystej" chemioterapii - zawsze są skutki uboczne. Te skutki uboczne są mało ważne, gdy toczy się walka o życie w chorobie nowotwortowej, ale poddawanie psa chemioterapii, bo go suki kręcą? No, znaj proporcjum... pańciu.
  11. Tak, zmienić płeć. Może wtedy zaczniesz mniej kierować się emocjami, a więcej głową, jak to czynią zwykle mężczyźni. Będąc mężczyzną, przed podjęciem decyzji o kastracji farmakologicznej psa, najpierw zasięgnęłabyś języka (choćby w internecie) nie tylko o działaniu zasadniczym suprelorinu (a podejrzewam, że z tym specyfikiem Twój pies ma do czynienia) - lub innego środka zawierającego deslorelinę - ale także o możliwych skutkach ubocznych takiej kastracji. Wystarczy wziąć do ręki ulotkę producenta suprelorinu, by przeczytać tam:
  12. Nic nie trzeba. Samo z czasem przyjdzie chodzenie na czterech, należy tylko prowokować sucz do chodzenia, najlepiej w zabawie. Ona wtedy od czasu do czasu zapomni, że noga bolała i podeprze się nią ciut. I tak to podpieranie się będzie coraz częstsze. Oczywiście pod warunkiem, że noga rzeczywiście już nie boli.
  13. Jasne, jeszcze czytający Twoje poradki na Dogo, mogliby się zacząć śmiać publicznie... A już św. Mateusz pisał: po owocach ich poznacie. (Mt 7,20)
  14. To ostatnie u suk jest normalne: jeśli zaistnieje prawdziwy konflikt między sukami, silniejsza suka nie zadowoli się podporządkowaniem drugiej, ale bedzie dążyć do jej unicestwienia. Tak, będzie atakować, by zabić. Samce mają wbudowany w geny mechanizm wygaszania agresji w chwili, kiedy przeciwnik się podda - przewróci się na plecy, odsłaniając brzuch. U suk ten atawizm nie działa, niestety. Powiem Ci szczerze, że w opisanej przez Ciebie sytuacji kiepsko to widzę. Nim pokuszę się o jakąś poradkę, opowiem Ci taką historię, a nawet dwie. Pierwsza stąd, z Dogo. Była sobie piękna suka collie, po przejściach i podobnie jak Twoja Czika - bez jednej łapy. I jak to "Lassie" - można ją było do rany przyłożyć, zarówno jeśli chodzi o ludzi, jak i o jej pobratymców. Dobre anioły z Dogo szukały dla niej intensywnie nowego domu. I wreszcie się trafił dom idealny - z ogrodem i panią, która od razu zakochała się w kolaczce. W domu u pani była już starszawa suczka - jakiś mały mix. Na kolejną wizytę w DT, gdzie była "Lassie", pani przyszła ze swoją psinką. I tu nastąpił pierwszy zgrzyt. "Lassie", ni stąd, ni zowąd na spacerze rzuciła się na małą, i to tak na fest. Obie strony - i dobre anioły, i nowa pańcia in spe - pełne entuzjazmu, zlekceważyły incydent. No bo to pierwszy raz, a jak się lepiej suki poznają, to się pokochają. I kolaczka poszła do nowego domu. A w nowym domu zaczął się dramat na całego. Mimo, że suczka-rezydentka od razu podporządkowała się nowej, ta zaczęła ją bez pardonu prześladować na każdym kroku, z mordem w oczach. Nie pomagało nic - ani dobre poradki dogomańskie, ani wezwany na pomoc behawiorysta i jego cuda na kiju. Suka po miesiącu wróciła do DT... Opowieść druga. Pańcia, doświadczona psiara, żyje z licznym stadem psów rozmaitych, wśród nich jest bulmastifka i bernardynka - pierwsza w wieku 10 lat, druga 8. Całe stado zgodne - wszystko na czterech łapach uznające przewodnią rolę bulmastifki. Także od szczeniaka podporządkowana jej bernardynka, choć w wieku 8 lat była już od bulki i cięższa, i silniejsza. Ale o tym nie wiedziała. Do czasu. Kiedyś pańcia przygarnęła nową znajdę i bernardynka zaczęła nowemu matkować. No i fajnie było - wielka "mama" z przechodzącym jej pod brzuchem dorosłym "synkiem". Któregoś razu nowy nieopatrznie polazł do miski bulmastifki w porze karmienia. No, głupi. Ta go od razy przechściła - bez ostrzeżenia, jak to miała w zwyczaju. Nic wielkiego - chwyt za kark i odrzucenie pod ścianę, ale z wielkim piskiem małego głupka. Na ten widok (i głos - "ratunku, Niemcy mnie biją!") w potulną przez osiem lat bernardynkę strzelił piorun. Z rykiem, od którego zadrżał dom, rzuciła się na bulmastifkę. Walki dużych psów jeżą włos na głowie, ale gdy zaczynaja walczyć na śmierć i życie suki ważące w sumie 140 kg (60+80), to już jest horror. No nic, udało się w końcu je rozdzielić, ale od tej pory bernardynka, która w walce zdecydowanie górowała, zaczęła przeć do mordu, bo teraz już zdawała sobie sprawę z własnej siły i żelaznego uchwytu swoich szczęk na karku przeciwniczki. Oczywiście nie na oczach pańci, co to, to nie - bo samo jej spojrzenie przygważdżało na nowo urodzoną morderczynię - ale pańcia nie mogła mieć stale oczu dookoła głowy i tylko zajmować się psami. Skończyło się tym, że w domu suki zostały na stałe odseparowane od siebie, ogród został przedzielony na pół i każda z suk miała do dyspozycji tylko swoją połówkę. Pozostałe psy przemieszczały się między jedną częścią ogrodu a drugą, by żadnej z antagonistek nie było smutno. Na spacerach podobnie - najpierw z jedną, potem z drugą. I tak trwało aż do naturalnego końca (rak) bulmastifki... A wracając do Twojej morderczyni - jest dobrze, ale nie beznadziejnie. Trzeba suki trwale rozdzielić i liczyć na cud - że to tylko chwilowa anomalia psychiczna, związana z urazem powypadkowym, i że w miarę upływu czasu suka wróci do normy. W międzyczasie próbować korzystać z dogomańskich poradek, jakie tu na pewno się znajdą. Może nawet odezwie się Gayka, zoopsycholożka po kursach w Międzyborowie, która po zasięgnięciu opinii u swego mentora - także zoopsychologa, który ukończył również kurs w Europejskim Studium Psychologii Zwierząt i Wiedzy Praktycznej i prowadzi wykłady o agresji psów - udzieli Ci profesjonalnej rady na tę okoliczność, choć pewnie nie za darmo. Jak i to nie pomoże, to pozostaje jeszcze sięgnięcie po wykłady zajebistego zaklinacza psów Cesara Millana i jedną z jego "nowoczesnych" metod wychowawczych. Mnie wstyd o tym pisać, ale jak już będziesz miała nóż na gardle - bo na przykład nie masz warunków do separacji suk - to mówi się trudno i trzeba wybrać mniejsze zło.
  15. Mówi się tutaj o skutkach ubocznych stosowania alizinu, w postaci możliwości wystąpienia u suki ropomacicza, a tymczasem na stronie Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu znalazłem interesujący materiał o leczeniu ropomacicza... alizinem. Co szkodzi, to pomoże? Stosowanie alizinu (aglepriston) jest alternatywną metodą leczenia ropomacicza. Panuje przekonanie, że jedyną skuteczną i niezastąpioną terapią jest zabieg chirurgiczny. Faktycznie, zalety leczenia chirurgicznego - radykalne rozwiązanie problemu, eliminacja ryzyka ponownego zachorowania, a także ryzyka nowotworów układu rozrodczego - czynią z operacji metodę niezastąpioną. Istnieją jednak sytuacje, w których wykonanie zabiegu nie jest możliwe. Decyduje o tym m.in. wysokie ryzyko anestezjologiczne, ciężki stan suki, cena zabiegu, a także młody wiek suki i jej przeznaczenie do rozrodu. * Terapia polega na trzykrotnym podaniu alizinu w dawce zgodnej z ulotką, w 1-szym, 2-gim oraz 5-tym lub 7-mym dniu leczenia. * Kontrole przeprowadza się zależnie od potrzeb, w 3-4 dniu leczenia, po ostatniej iniekcji oraz po 3-4 tygodniach od ostatniej iniekcji. * Metoda nie daje 100% pewności uniknięcia zabiegu - jeśli mimo podania leku stan suki pogarsza się, w obrazie ultrasonograficznym w macicy utrzymuje się płyn lub jego ilość zwiększa się - powinno się rozpatrzyć chirurgiczne rozwiązanie problemu. * Decyzja o zabiegu podejmowana jest zawsze subiektywnie i indywidualnie, zależnie od wcześniejszych doświadczeń lekarza i stanu suki. * Alizin może być stosowany zarówno przy zamkniętej jak i otwartej szyjce macicy. * Leczenie można łączyć z antybiotykoterapią, lecz nie jest to konieczne * Nie ma przeciwwskazań do stosowania alizinu nawet gdy suka znajduje się w ciężkim stanie ogólnym * Wysokie prawdopodobieństwo nawrotu choroby notuje się po kolejnej cieczce. * Wszystkie wady i zalety obu metod muszą być przedstawione właścicielowi, przed wybraniem najlepszej metody leczenia dla jego psa.
  16. Mozilla - producent przegladarki Firefox, stworzył bazę stron uznanych przez siebie za potencjalnie niebezpieczne dla użytkownika internetu. W ustawieniach defaultowych (Opcje>Bezpieczeństwo) są zaptaszkowane opcje - "Blokuj witryny zgłoszone jako stwarzajace zagrożenie" i "Blokuj witryny zgłoszone jako próby oszustwa internetowego". Z jakiegoś powodu nowe Dogo zostało uznane przez Mozillę za niebezpieczne, stąd nie można z tej przegladarki wejść na Dogo, lub pojawia się komunikat o niebezpieczeństwie. Na razie jedynym lekarstwem na tę dolegliwość Firefoxa jest odptaszkowanie wspomnianych opcji w tej przeglądarce, i problem znika.
  17. Niemazaco... Zerknąwszy w te papiery - sapienti sat, mądremu wystarczy. A użyszkodnicy Dogo są mądrzejsi, niż myślisz.
  18. Już starożytni Germanie powiadali: Ordnung muss sein, a starożytni Rzymianie uzupełniali: Dura lex, sed lex.
  19. Nie, zoopsycholożko (bo Ty - jak sama mówisz - jesteś też, podobnie jak Pan Marcin, po kursach w Międzyborowie), tak łatwo nie ma. Już Ci Isabelle powiedziała co nieco na ten temat, a ja tylko dopowiem. Reklamujesz publicznie, na forum Dogomanii, za friko, komercyjne przedsięwzięcie, więc ja jako użyszkodnik forum i adresat Twej reklamy, oczekuję od Ciebie również publicznego wyjaśnienia mych wątpliwości, przed wydaniem kasy za udział w Twoim biznesie. I jak to zwykle bywa w takich przypadkach, poza ceną szkolenia ważne jest, kto to szkolenie prowadzi - jakie ma kwalifikacje ku temu. I o to pytałem Ciebie. Ponieważ nie uzyskałem odpowiedzi, udałem się do Pana Marcina - a konkretnie na jego stronę, gdzie moja ciekawość została zaspokojona. Może będzie to interesowało też innych użyszkodników Dogo, skuszonych Twoją ofertą, więc podaję uzyskane na stronie http://www.marcinwierzba.pl/ wszystkie informacje z działu Kwalifikacje tamże: I tak trzeba było, moja droga zoopsycholożko, od razu do sprawy podejść - proste pytanie, prosta odpowiedź - a nie "wychodzić na przeciw" (pisownia oryginalna] tak, by "każda próba wymiany zdań kończyła się dla Twojego interlokutora nie przyjemnie" (pisownia oryginalna).
  20. Tylko trzy razy? Kiedyś na weselach śpiewano: Cztery razy po dwa razy, osiem razy raz po raz O północy ze dwa razy i nad ranem jeszcze raz http://www.youtube.com/watch?v=8qfcyZ4W-XE
  21. Isabelle - pomijając wtręty osobiste, to co napisałaś, to jest czystej wody seksizm. Wyobraź sobie, co by się działo, gdybym to ja, kawał cha... chłopa, na zbabiałym forum napisał na ten przykład:
  22. Skaranie boskie z Tobą... Gojka, w tej Wittlinowej konwencji, Ty masz spuentować - błyskotliwie, dowcipnie, czy jakciemogie - wypowiedź interlokutora, nie poprzez przytoczenie jakiegoś mundrego cycatu, ale poprzez przytoczenie dowcipu - mądrego, głupiego, starego, nowego - nieważne, ale dowcipu/kawału/wica, będacego akurat a propos tego, co usłyszałaś. No, taka rozrywka towarzyska, ciut lepsza od gry w dupaka...
  23. Gojka, nie ma powodu do zmartwień, psy na ogół kiepsko widzą, poza nielicznymi rasami "wzrokowców". Na dodatek rozróżniają ludzi/zwierzęta po ruchach, a nie po wyglądzie. Wystarczy o zmroku na spacerze stanąć nieruchomo, gdy pies jest czymś zajęty dalej, by nas nie poznał - przybiegnie dopiero, jeśli zrobimy jakiś ruch. Psy oglądają świat przede wszystkim nosem.
  24. Gayka, a co Ty tak tu ni z gruchy, ni z pietruchy? My tu sobie, panie, z Uniwersytetem, a Ty się wtryniasz między wódkę a zakąskę. Nieładnie. Jeśli chcesz być traktowana przeze mnie poważnie, to odpowiadaj na pytania tam gdzie trzeba, a nie rżnij głupa gdzie popadnie. Bo tak to nie chce mi się z Tobą gadać.
  25. Gojka, co ja Ci będę tłumaczył na czym polega dowcip z przytoczeniem dowcipu i dlaczego nie świeżość tego drugiego jest najważniejsza. Jerzy Wittlin napisał całą książkę z 666. sucharami do opowiadania w 600. sytuacjach, pt. Jest taki dowcip! Sięgnij po nią w jakiejś bibliotece, a wtedy może pojmiesz istotę dowcipów sytuacyjnych. Chociaż nie sądzę, bo z poczuciem humoru człowiek się rodzi, lub nie. O tym, że poczucie humoru jest wyrazem inteligencji, nie będę wspominał, by nie być posądzonym o wycieczki ad personam. Podpowiem jedynie na użytek chwili: obacz, co napisała Czekunia tuż przede mną... Nie dziękuj.
×
×
  • Create New...