Jump to content
Dogomania

Ryss

Members
  • Posts

    1201
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Ryss

  1. Kawo - chcesz mieć zdrowego, długowiecznego psa i na dzień dobry fundujesz szczeniakowi karmę przemysłową - psiego fast fooda? A wyglądałaś mi na całkiem rozsądną kobietę... Nie rób psu krzywdy i przejdź z nim na BARF-a, albo przynajmniej na jedzenie domowe.
  2. Izo - co ja Ci tu będę... Po prostu skup się i poszukaj między wierszami takiej buźki: ;-). Bo jak wiesz, ja nie używam emotek. A przy okazji uświadomię Mylukier o znaczeniu innych kolorów wstążeczek: Kolor FIOLETOWY – jest kolorem życia duchowego. Mistyczny kolor fioletowy pomaga ludziom, którzy na co dzień używają swoich intuicyjnych zdolności. Jest powiązana z czubkiem głowy, z najwyższą Czakrą, dodaje energii przysadce, stymuluje wierzchnią część mózgu i system nerwowy. Fiolet uspokaja duchowo, wspiera medytacje. Redukuje stany zapalne, łagodzi skurcze, łagodzi bóle głowy, astmę, ropne zapalenie oskrzeli, a także może pomóc w stwardnieniu rozsianym. Jego fizyczne efekty są hipnotyczne i relaksujące, dlatego pomaga przy problemach nerwowych i epilepsji. Pomaga leczyć sklerozę, rwę kulszową, schizofrenię i różne neurozy. Podobnie jak kolor pomarańczowy wspiera układ limfatyczny. Zalecamy unikać koloru fioletowego przy problemach z alkoholem i narkotykami. Kolor NIEBIESKI – jest to kolor pokoju i spokoju. Obniża puls, koi nerwy, zwiększa zdolność koncentracji, daje efekt dezynfekcji i schłodzenia. Redukuje stany zapalne, pomaga zwalczyć stres i bezsenność. Niebieski kolor ma właściwości ściągające, dlatego warto go stosować po operacjach i urazach stomatologicznych. Szczególnie wskazany dla dzieci. Kolor ZIELONY – uważany jest za kolor neutralny. Występuje w przyrodzie najczęściej. Energia koloru zielonego tworzy równowagę i harmonię. Wpływa na układ nerwowy i ogólny stan zdrowia. Wzmacnia nerwy i wspomaga osiągnięcie wewnętrznego spokoju. Zielony jest kolorem serca, płuc, grasicy i układu odpornościowego. Wspiera leczenie dny moczanowej, zapalenia oskrzeli, kaszlu, wrzodów i torbieli. Dobrze wpływa na tworzenie kości, wzmacnia skórę, pomaga przy problemach z oczami. Zwalcza bezsenność. Kolor ŻÓŁTY – uważany jest za ciepły kolor, który reprezentuje siłę słońca. Żółty daje nam siłę i wigor. Wzmacnia układ nerwowy i narządy układu pokarmowego, napełnia nas optymizmem. Ma pozytywny wpływ na splot słoneczny, nadnercza, układ krążenia i trawienny, dzięki czemu pomaga rozwiązywać tzw. problemy wegetatywne. Zwiększenie wokół siebie koloru żółtego, zmniejsza zmęczenie psychiczne, wspomaga trawienie, rozluźnia mięśnie i łagodzi niepokój. Żółty wzmacnia żołądek, ale jego nadużycie może spowodować nudności, a nawet wymioty. Pomaga przy niestrawnościach, wzdęciach, nudnościach, zapaleniu błony śluzowej żołądka, wrzodach, cukrzycy, menopauzie, przewlekłych chorobach reumatycznych, zapaleniu stawów, problemach nerwowych (fobiach) itd. Kolor POMARAŃCZOWY – to kolor przejściowy pomiędzy żółtym a czerwonym. Jest ciepłym, pobudzającym kolorem, ale nie tak agresywnym, jak czerwony. To kolor sukcesu i dynamiki. Dopełnia energię fizyczną energią mądrości i wiedzy. Wspiera koncentrację, wprowadza w dobry nastrój i działa antydepresyjnie. Eliminuje utratę apetytu i masy ciała w czasie choroby, łagodzi niektóre problemy trawienne, np. zaparcia. Wzmacnia system odpornościowy i zdolności samoleczenia organizmu. Warto stosować go przed i po operacjach. Jest to najlepszy kolor w przypadku depresji, pesymizmu i złego samopoczucia. Kolor CZERWONY – dodaje energii i siły. Ma największy wpływ biostymulacyjny. Jest związany z dolną częścią ciała, od dolnej części kręgosłupa po podbicie. Zwiększa siły fizyczne, zmniejsza bóle w krzyżu, pobudza krążenie. Kolor czerwony wywiera stymulacyjny wpływ przy niedostatku energii. Przyspiesza krążenie krwi i innych płynów ustrojowych, zaleca się jego stosowanie przy problemach z układem krążenia. Zawiera tzw. fale wzrostu i dlatego zaleca się jego stosowanie przy leczeniu ran. Rany septyczne radzimy zdezynfekować najpierw kolorem niebieskim.
  3. Sam Cię uświadomię: Kolor różowy - kolor bezpieczeństwa i czułości. Łagodzi stres i nadaje się doskonale w walce z wyczerpaniem. Kolor różowy może pomóc tym wszystkim, którzy tęsknią za czułością i ochroną, nie umieją cieszyć się życiem czy też cierpią na brak poczucia własnej wartości. Różowy jest kolorem radości i miłości. Zawiązanie różowej wstążeczki na... dolnej części ciała zwiększa popęd seksualny. Łagodzi napięcie wewnętrzne i hamuje agresję. Niemazaco. Mają. Vide wyżej.
  4. Sucz doszła do wniosku, że taką ciamajdę, której można w domu wejść na głowę, trzeba jednak poza domem bronić, jak na alfę przystało w psim świecie. Weź sukę do galopu w domu - wszystko na rozkaz i nic za darmo, także pieszczoty - a na dworze to ona będzie taka mala i potrzebująca pańcinej obrony.
  5. Wyścig Adventure Race 2014 to jeden z najcięższych wyścigów na świecie - ekstremalny wyścig w ekstremalnych warunkach. Zapewne nie tego spodziewała się szwedzka drużyna Peak Performance, kiedy wylatywała do Ameryki Południowej na mistrzostwa świata w zawodach Adventure Racing. Ich cel był prosty - pokonać potwornie ciężką trasę, która prowadziła prawie 700 kilometrów bezdrożami Ekwadoru. Mieli biec, iść, płynąć, jechać na rowerze, wspinać się przez około 10 dni. Zawodnicy drużyny Peak Performance byli gotowi na wszystko, a jednak w tym roku wyścig ich zaskoczył... Jeden z postojów przed kolejnym fragmentem trasy okazał się momentem przełomowym. Przed zawodnikami czekała tropikalna puszcza amazońska i ponad 30 kilometrów biegu w duchocie parującego lasu. Chcieli odpocząć i zjeść coś przed dalszą trasą. Wtedy jeden z nich zauważył zabiedzonego i wychudzonego psa, który obserwował, jak otwierają puszki z jedzeniem. Zwierzak został poczęstowany, sportowcy zebrali się i ruszyli dalej. Pies zjadł i... pobiegł za nimi. Początkowo chcieli go przestraszyć i zniechęcić - wyścig był bardzo ciężki dla ludzi, a co dopiero dla psa, który długo nie dostawał nic do jedzenia. On jednak nie dawał za wygraną i uparcie im towarzyszył. Przed drużyną zostały jeszcze 2 ostatnie etapy wyścigu - sześć dni ogromnego wysiłku fizycznego. Pies szedł za nimi a oni przyzwyczaili się do jego obecności. Kiedy przystawał ze zmęczenia, stawali razem z nim. Kiedy zakopał się po brzuch w błocie, pomogli mu się wydostać. Płynął obok ich kajaku, wspinał się razem z nimi. Czworo sportowców nawiązało ze zwierzęciem taką więź, że po przekroczeniu linii mety byli zdecydowani - trzeba zabrać Artura (bo takie imię dostał pies) do Szwecji. Tak też się stało - z pomocą internautów zebrali pieniądze konieczne na przetransportowanie psa na inny kontynent. Jeszcze w Ekwadorze zabrali go do weterynarza i zaczęli zbierać wszystkie papiery niezbędne do transportu. 9 listopada wylecieli z Quito do domu - razem Arturem. Po przylocie do Szwecji na czworo sportowców i psa czekały tłumy fanów i fotoreporterów. Już na miejscu okazało się, że Artur miał ogromne szczęście, że udało mu się razem ze Szwedami nie tylko przejść ponad połowę trasy wyścigu, ale również dolecieć do Szwecji. Pies wymaga bowiem opieki weterynaryjnej i leczenia - wraca jednak do zdrowia. Sportowcy, w odpowiedzi na ogromne zainteresowanie ich historią i samym Arturem, postanowili założyć fundusz dla potrzebujących, bezpańskich zwierząt Arthur Foundation - http://www.teampeakperformance.se/arthur/. Na Facebooku możecie śledzić dalsze losy Artura - https://www.facebook.com/peakperformanceadventureracingteam http://deser.pl/deser/56,111858,17030367,Biegli_przez_puszcze_amazonska_i_po_gorach_Ekwadoru_.html#BoxSlotIMT
  6. Zostawianie psa pod szkołą, bez kagańca, to czystej wody głupota. Nawet gdyby to był przysłowiowy labek, ba, nawet gdyby to była "Lassie", a nie jakieś zmiksowane bógwico, czyli polski wilczur. Że też o takich sytuacjach piszą zwykle kobiety...
  7. Myślę, że przyczyną tego jest nagła zmiana mleka - przejście na inny rodzaj mleka należy robić powoli. Ale teraz trzymaj się już tylko mleka Royal Canin, a pieskowi w brzuszku powinno się unormować. Szczeniaczek piękny. Aha, choć w polskiej tradycji kulturowej umierają tylko ludzie - a zwierzęta zdychają, to jednak pisanie w tytule "suczka zdechła", akurat na Dogomanii trochę nie uchodzi. No i włącz przynajmniej autokorektę w przeglądarce przy pisaniu.
  8. Ryss

    Barf

    Warto, bo inaczej byś tu nie zajrzała... A poważnie - myślę, że warto choćby dla takich, którzy mogą się znaleźć w podobnej sytuacji jak Iza - by napadnięty zawsze mógł liczyć na pomoc bliźniego swego w trakcie napadu, lub przynajmniej na gest solidarności później. Stąd moje "podnoszę" tu po dwóch miesiącach.
  9. Iza - nie bądź taka cwana, bo wątpliwości Rivena co do "przebiałkowania" mięsa wystarczy tylko edytować tak, by dotyczyły zawartości "mięsa w mięsie", a okażą się całkiem sensowne. Chyba Cię nie muszę przekonywać. że pytanie o zawartość "mięsa w mięsie" różnych części krowy i różnych tej krowy producentów, ma sens? A może muszę, cholera Cię wie... Jak jesteś padnięta i umarta.
  10. "Przesada" to delikatnie powiedziane - to głupota. Vide wątek (jeśli chodzi o psy) Pij mleko - będziesz wielki... psie! http://www.dogomania.com/forum/topic/143072-pij-mleko-będziesz-wielki-psie/ Co do BARF-u, to zgadzam się z Tobą - najlepsze jest tu zachowanie zdrowego rozsądku. Natomiast zdrowy rozsądek podpowiada nam, by karmę przemysłową stosować tylko awaryjnie - gdy nie mamy pod ręką BARF-a, albo jedzenia domowego. Karma przemysłowa nie powinna być podstawą diety naszego psa, a suche guano w szczególności - obojętnie jaką nosi nazwę.
  11. Ryss

    Barf

    Iza przynajmniej ma dobre chęci podzielić się z nowo-barfiarzami swoim doświadczeniem w katowaniu szczeniaka BARF-em, a Ty co masz do powiedzenia w temacie, prócz wycieczek ad personam? Prócz przenoszenia na Dogo osobistych urazów i kompleksów z innego forum? Prócz mowy nienawiści? Jak uczy doświadczenie, tacy "miastowi" - obdzielający chętnie innych słomą w butach, to często zstępni chłopskich synów w drugim-trzecim pokoleniu z tzw. awansu społecznego i z tą słomą mający do czynienia w rodzinie, bo ich dziad nadal ma na gumnie psa przykutego półtorametrowym łańcem do podszytej wiatrem budy. A co do tej "wieśniary bez szkoły"... Ja na Dogo, nie chwaląc się, już tylu przysłowiowych niby-ze-szkołą Marcinów sprowadzałem do parteru w gimbazie, bym sprowokowany Twym chamstwem i Tobie rzekł: nie nie masz pojęcia, co to są znaki przestankowe i piszesz ciurkiem, jak typowy gimbus, gdyż tego poprawić autokorekta w przeglądarce nie potrafi. Tego trzeba się nauczyć samemu. Najlepiej za młodu, w szkole.
  12. Żeby nie było, iż tylko wetka Dorota Sumińska dobrze mówi o mleku dla psów, przytoczę tu fragment książki dr Evy Marii Bartenschlager pt. Zdrowe żywienie psów:
  13. Ejre - rzecz idzie tylko o obrożę, którą pies miał na sobie w chwili śmierci, o nic więcej. Natomiast rozważania, czy ta obroża rzeczywiście przesiąka "zapachem śmierci", nie nam, ludziom, rozstrzygać. Przytoczone przeze mnie przykłady literackie wskazują, że coś takiego może istnieć i może być przez psa wyczuwalne, ale czy to ma jakieś znaczenie dla psa noszącego później taką obrożę, trudno powiedzieć - szczególnie, gdy to jest obcy pies, spoza stada. Stąd - ponieważ "trudno powiedzieć" - moje zdanie, by jednak brać pod uwagę także to, co nie odgadnione z własnymi psami i pośmiertną obrożę przekazać po wypraniu schronisku, lub schować do szuflady, a nie zapinać innemu psu w domu.
  14. No na przykład, że niedziela jest dniem wielkiego postu. Dla psów. Bez względu na wyznanie.
  15. Sosnowieckie Schronisko - zgadzam się z Tobą, że te nasze dylematy moralne związane ze śmiercią psa - nawet jeśli są cokolwiek wydumane - tracą na znaczeniu w zetknięciu z psami ze schronu, gdzie, jak piszesz, śmierć jest tylko statystyką. Stąd ja również podchodzę podobnie jak Ty do takich "dylematów moralnych: po śmierci psa oddać jego obrożę (wypraną) do schroniska, albo schować jako pamiątkę do szuflady.
  16. Cytuję za wyborcza.pl: Gdybym prowadziła firmę i zgłosiliby się do mnie ochotnicy, którzy chcieliby u mnie pracować za darmo, przyjęłabym ich z otwartymi ramionami. Trudno uwierzyć, że można myśleć inaczej. A jednak można. Jeśli dawno nie byliście w Miejskim Schronisku dla Bezdomnych Zwierząt w Bielsku-Białej, zdziwicie się zmianami na lepsze. To zasługa głównie wolontariuszy, którzy poświęcają zwierzętom niemal każdą wolną chwilę i wydają na nie mnóstwo swoich ciężko zarobionych pieniędzy. Pan Zbyszek, emeryt z zacięciem do majsterkowania, zrobił dziesiątki bud dla psów. Poświęcił na to wiele godzin pracy, ale nie żałuje. Cieszy się, że psy mają się gdzie schować przed wiatrem, mrozem i deszczem. Dzięki budom mają większe szanse przetrwać zimę. Joasia zorganizowała liczącą kilkadziesiąt osób grupę "wyprowadzaczy". Dzięki nim psy regularnie wychodzą na półgodzinne spacery. Wcześniej spędzały w kojcach niemal całe swoje życie. Są osoby, które kilka razy w tygodniu przyjeżdżają do kociarni, szorują podłogi, sprzątają kuwety, a najbardziej potrzebujące koty zabierają do domów tymczasowych, leczą na swój koszt. To dzięki nim na wybiegach kociarni stanęły kocie budki. Wolontariusze wydali też dwa kalendarze i zorganizowali duży koncert charytatywny, z którego dochód przeznaczony jest na zwierzęta. Gdyby nie oni, na pewno znacznie mniej zwierząt znajdowałoby nowe domy. Bo to oni drukują ogłoszenia. Mam jednak wrażenie, że schronisko, zamiast cieszyć się z obecności solidnych i pracowitych pomocników, robi wszystko, by się tych ludzi pozbyć. Czy to dlatego, że patrzą pracownikom na ręce, przyprowadzają chore zwierzęta do ambulatorium, domagając się ich leczenia, zwracają uwagę, że kości z kurczaka są dla psów zabójcze, a na wieść o tym, że zwierzęta w niedzielę nie dostają jedzenia, zaoferowali, że sami będą je karmić, nie oczekując oczywiście w zamian żadnej gratyfikacji? Wolę nie myśleć, że kierownictwu schroniska może chodzić właśnie o to: żeby po prostu mieć święty spokój, żeby było tak jak kiedyś, czyli spokojnie, ale wcale nie dobrze dla zwierząt. Ale jak tu nie myśleć inaczej, skoro wolontariusze potrafią być rozliczani z tego, co napisali np. na Facebooku? Najpierw ze schroniska zostały usunięte dwie niepełnoletnie wolontariuszki pod pretekstem, że zamiast pójść do szkoły, przyszły pomagać. Potem zmieniono zasady wolontariatu, próbując wprowadzić absurdalny warunek, że osoby uczące się muszą mieć średnią ocen powyżej 3,5. Zakazano też wolontariuszom sprawdzania warunków, w jakie trafi zwierzę ze schroniska. Ba, nawet nie wolno im rozmawiać z osobami chętnymi do zaadoptowania psa czy kota, nie wolno im udzielać informacji o zwierzętach. Kto nie podpisał się pod tymi zasadami, ma zakaz działania w schronisku. Wszelkie próby dyskusji ucinane są tekstem, że wolontariat w schronisku w ogóle może zostać zlikwidowany. Jeśli więc ktoś chce działać, musi zacisnąć zęby. Bywam w schronisku sporadycznie, ale formalnie mam podpisaną umowę wolontariacką. Pewno teraz też zostanę wyrzucona, bo zgodnie z jednym z zapisów - cokolwiek by to nie znaczyło - nikomu nie wolno wynosić tajemnic schroniska na zewnątrz. Po co to wszystko? Nie mam pojęcia. Wiem, że na pewno nie służy to zwierzętom. Dlatego mam nadzieję, że w schronisku jednak pójdą po rozum do głowy i zmienią nastawianie wobec tych, którzy chcą pomagać braciom mniejszym. Prawdziwym problem nie są wolontariusze, ale np. to, że w niedzielę psy nie dostają jedzenia. Ale o tym przecież mówić głośno nie wolno. Ewa Furtak http://bielskobiala.gazeta.pl/bielskobiala/1,88025,17003935,Wladze_schroniska_zachowuja_sie_tak__jakby_pomoc_byla.html
  17. Tak, bo Ty mając drewniany nos jak Pinokio - w porównaniu do psa - wiesz najlepiej, co odczuwa pies, gdy jego obroża przesiąknięta jest "zapachem śmierci". Antropomorfizacja psa oczywiście jest błędem w odczytywaniu jego zachowań, ale to nie znaczy, że pies nie może przeżywać czegoś na sposób ludzki, gdy natura wyposażyła go w przynajmniej jeden czulszy zmysł, pozwalający mu odczuwać rzeczy, o których człowiek nie ma nawet pojęcia. Zatem trochę pokory i ludzkiej empatii nie zaszkodzi, nawet jeśli to "tylko pies".
  18. Axxk - a rodzice wiedzą o Twoich planach? Zresztą schron i tak nie wyda psa nieletniemu.
  19. Za darmo? Bo jak za kasę, to darmowe reklamowanie się na forum Dogomanii jest wyjątkowym buractwem.
  20. Do obserwacji zachowania psa podczas nieobecności domowników w domu i stwierdzenia, czy on rzeczywiście jest taki uciążliwy dla sąsiadów, najlepsza byłaby kamera bezprzewodowa IP z wbudowanym mikrofonem, z którą można się łączyć nawet ze smarfona. Najtańsza kosztuje ok. 180 zł, np. taka: http://www.komputronik.pl/product/146363/Sprzet_komputerowy_/Sieci_i_komunikacja/D_Link_Wireless_N_IP_Network_Camera_DCS_930L.html?gclid=CKbswOP8iMICFSXKtAodaSwANA&gclsrc=aw.ds Do tego celu można wykorzystać także kamerkę internetową wbudowaną zwykle w laptopa, albo kupić taką za kilkadziesiąt złotych. Co prawda musi być wtedy włączony komputer w domu podczas naszej nieobecności, ale daje to dodatkową możliwość dwustronnej łączności z innego komputera i wydawania na odległość psu komendy np. "cicho bądź!", z wykorzystaniem choćby popularnego Skype'a. Brzmi to śmiesznie, ale kto wie, czy "głos niewidzialnego Pana" nie wpłynąłby skutecznie na zachowanie psa samego w domu. Nim przystąpisz do takiego eksperymentu, proponuję spróbować zostawiać włączony telewizor, z ustawionym jakimś gadającym kanałem - np. TVP Info. Znam domy, w których włączona TV Trwam szczególnie dobrze pomaga psu w znoszeniu samotności.
  21. Dobra, a z własnym rozumem sprawę konsultowałaś? Jeśli tak, to ja nie mam więcej pytań - Twój pies, Twoja sprawa. Tylko psa, tylko psa żal... Z mojej strony EOT.
  22. Tylko głupi może powtarzając takie frazesy na temat książki uznanego w świecie naukowca - prekursora behawioryzmu, będąc anonimowym, internetowym niczym. To, że teoria dominacji stworzona przez Fishera, nie sprawdza się w naszych relacjach z psami (i z której się Fisher później wycofał), bo oparta została w głównej mierze na obserwacjach zachowań wilków, a nie udomowionych od tysięcy lat ich psich pobratymców, nie znaczy, że podane przez Fishera sposoby wychowania psów szkodzą im, czy są całkowicie bezużyteczne w naszych kontaktach z psami. Taki przykład: Fisher umyślił sobie, że kładąc się na psim posłaniu i nie pozwalając jednocześnie kłaść się psu na naszym, budujemy w oczach psa naszą pozycję "alfy". Życie z psami pokazuje jednak, że akurat psom to lata i nawet śpiąc z psem można być dla niego nie tylko Alfą, ale wręcz Bogiem. Dalej, nie pozwalając psu przepychać się z nami w drzwiach, też nie podbudowujemy swej mitycznej pozycji "alfy" - jak chce Fisher - ale na pewno kultury zachowania psa uczymy. I tak dalej i tak dalej - jeśli odrzucimy tu fisherowskie przesłanie o potrzebie dominacji w kontaktach z psem, to okaże się, że wszystkie podane przez Fishera sztuczki służą wychowaniu i nauce psa. Bez używania kolczatki, żelaznej klatki, obroży elektrycznej, elektrycznego pastucha, kija i bata. Prawda, Fisher był też zwolennikiem niemodnej dziś metody wzmacniania negatywnego. Ale czy naprawdę w psim świecie ta metoda nie istnieje? Wystarczy tylko popatrzeć, czy pies stosuje "wzmacnianie pozytywne", gdy inny mu się pcha z mordą do miski. Ze wzmacnianiem pozytywnym jest jak z bezstresowym wychowaniem dzieci: dobre, ale bez przesady. Sumując - Fisher, to behawioralna klasyka. I choć niektóre jego poglądy się zdewaluowały, to fisherowska idea oglądania przez nas psiego świata okiem psa, nic nie straciła na aktualności. Dlatego warto czytać Fishera.
  23. Tak, znamy sposób. Powtórzę - usuń implanta. Postępuj dokładnie tak, jak niedouczeni weci ("podamy psu to i zobaczymy, czy mu pomoże, a jak nie pomoże, to podamy, co innego i zobaczymy"), tylko w drugą stronę: usunę implanta i zobaczę, czy to pomoże, a jak nie pomoże, to... wykastruję psa chirurgicznie. Choć w tej chwili, moim zdaniem, kastracja - a tym bardziej kastracja farmakologiczna - nie jest psu do niczego potrzebna. No, chyba że lata na dziwki. A jeśli nawet brak jąder u psa ma teraz czemuś medycznemu służyć, to zleć kastrację normalną - przy użyciu skalpela, a nie bomby chemicznej. Jeżeli przeciwwskazaniem tu jest tylko narkoza (bo tysiące psów chodzi bez jajek i ma się dobrze), to wiedz, że kastrację u samca można przeprowadzić w znieczuleniu ogólnym, bez narkozy. I jeszcze jedno. Kieruj się, walcząc o życie psa, nie tylko opinią specjalistów, ale też własnym rozumem. Bo z tymi specjalistami to może być tak, jak w tym starym dowcipie: Spotykają się przy wódce dwaj kumple ze studiów. - Wiesz co, Stasiek? Jak sobie pomyślę, jaki ze mnie inżynier, to aż się boję iść do lekarza!
  24. Brawo, Joy! To się nazywa fachowa porada, a nie jakieś berki-bajerki - z zajebistą zaklinaczką trzech zajebistych psów w tle.
  25. Nietoperku - nic nie zmieniaj w swoich relacjach z psami, gdyż teraz, gdy stałaś się prawdziwą zaklinaczką własnych psów, książkowe rady psich teoretyków tyle mogą znaczyć dla Ciebie, co wiatr w kominie. Jedyne co mogłabyś zmienić, to sposób zamieszczania zdjęć: gdybyś je przed umieszczeniem na TinyPic zmniejszyła do wymaganego przez Dogo formatu 640x480 (czy coś koło tego), to one by się później wyświetlały od razu w całości tutaj, a nie tylko w postaci miniaturek jak dotychczas, ładujących dopiero zdjęcie po kliknięciu. Tym sposobem zrobiłoby się kolorowo na wątku, bo zdjęcia dobre, a psy piękne. Tylko je fotografować i do każdego swego postu te regulaminowe pięć zdjęć załączać. A co. Dobrym programem do wyświetlania i edycji zdjęć (w tym zmiany rozmiaru zdjęcia) jest IrfanView, z polskim interfejsem - http://irfan-view.pl/pobierz
×
×
  • Create New...