-
Posts
7318 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by tamb
-
Dwa guzy wewnętrzne od stycznia nie powiększyły się u Dusi. Miała dzisiaj RTG. Zmiana jeśli teraz nie zostanie usunięta rozprzestrzeni się i będzie się sączyć. W tej chwili wycięcie z marginesem nie wymaga przeszczepu skóry. Nowotwór jest złośliwy i muszę się liczyć, że znowu odrośnie. Ale może nie prędko, mam taką nadzieję. Jeśli nie poddam Dusi operacji umrze z ogromną zmianą bo dziadostwo zajmie całą skórę. Operacja w czwartek o 10.30. Znowu mój stres, jej ból, zaangażowanie czasowe i kasa.
-
Na zdjęciu nie widać bo zrobione komórką, kiepskie. Do przedwczoraj był jeden sączący się guz. Wczoraj pojawiły się małe, rozsiane wokół większego. Przemywam clivisinem, zasypuję bizmutugalusanem zasadowym, doustnie podaję carprodyl i to się nie goi. W poniedziałek zadzwonię do weterynarza, żeby się umówić. To złośliwe i podobno będzie gniło. Może się po raz trzeci da usunąć ale chyba przeszczep skóry trzeba robić. Jestem w panice i wymyślam. Zdam się na doktora. Nie chcę powtórki z Ozziego.
-
Dziękuję za słowa otuchy. Pomoc w mężu mam ogromną. Jak wyjadę wszystkim się zajmuje. Ale jak jest taki klimat żałoby jak teraz to on wszystko robi tak samo i jeszcze zwielokrotnione. Jak nie śpię to on też nie śpi, martwi się a potem rano nie może wstać a ja wstaję do zwierząt. Chyba, że mu powiem, że chcę spać do oporu to wtedy wstaje. Bardziej panikuje, leków kotom nie umiał podać.
-
Dzisiaj zaopatrzyłam Dusię w leki. Czuje się lepiej jeśli chodzi o samopoczucie. Widać, że jest znieczulona. Agatka w sobotę miała kiepski dzień. Od wczoraj też jest lepiej. Ze mną gorzej. Boję się spać, że po obudzeniu zastanę któregoś staruszka martwego. Cały czas pracuję ale psychicznie wysiadam. Prawie nie śpię. w sobotę Agatka była tak słaba, że pijąc wodę wpadła główką do miski. Byłam obok. Ale co byłoby gdybym na przykład spała. Od soboty nie wlewam wody do pełna. Ale nie mam już pomysłów co zabezpieczyć, co może być zagrożeniem dla starego, niedołężnego psa. Yoda też w sobotę wszedł między bok kanapy a ścianę. Stał z nosem do ściany i szczekał. Nie potrafiłby nawrócić. Byłam obok. Wolną przestrzeń między kanapą a ścianą zatkałam gąbkową poduszką. Kajtek charczy, złośliwy rak Dusi może bardziej zaatakować, Titka miała w nocy ciepły nos a ma co najmniej 12 lat. Coś pozytywnego? Dużo pracuję i może będą efekty, Miki w środę o 11 będzie strzyżony, koty zdrowe (ale Ula smutna - negatywne), Reks wybiegany.
-
Dzisiaj umarł Ozzy. Nie mam siły wszystkiego opisywać. Załamanie nastąpiło w nocy. Krwotok wewnętrzny, przerzuty, żadnych rokowań na lepsze, eutanazja. W czerwcu skończyłby 13 lat. Miał raka, który nie dawał nadziei. Od operacji przeżył tylko dwa miesiące w radości i bez bólu. Był słaby, nie wychodził już na spacery poza podwórko ale na podwórku bawił się jak szczeniak. Do wczoraj w nocy. Dzisiejszy dzień był koszmarem. Zły sen, z którego chciałabym się obudzić.
-
Wizyta Maksa w lecznicy okazała się niewykonalna. Wpadł we wściekłość przed lecznicą. Nie dał sobie założyć kagańca. W domu nie mogłam bo nie zrobiłby kroku tylko by szalał ze złości. Dostaje antybiotyk bez zakrapiania ucha. Żeby nie stracić terminu wskoczyła w jego miejsce Dusia. Jest źle, zmiana nowotworowa odrosła. Raczej nie będzie się goić. Ma leki przeciwzapalne i antybiotyk.