Jump to content
Dogomania

tamb

Members
  • Posts

    7318
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by tamb

  1. Ufff, pani zadzwoniła przed chwilą. Przedłużył się wyjazd, odbierze Deizi w środę. Niepotrzebnie panikowałam.
  2. Mam nadzieję, że tak będzie. Zrobiłam to, żeby pomóc. Nawet nie chciałam, żeby swoją karmę przyniosła bo nie potrafiłabym suni karmić oddzielnie gorszą (biedronkową). Nic nie chciałam tylko, żeby sunię odebrała po powrocie. Idę spać, jest 3. Skończyłam pracować teraz.
  3. Lipca, poprawię. Nic nie spisałam. Uznałam, że jeśli ona mi ufa i zostawia swojego psa to i ja jej zaufam.
  4. Te zdjęcia są z przed 11 lat. Wspomnienie. Teraz się trochę denerwuję bo: 18 lipca przyszła do mnie kobieta z 16 letnią suczką i prosiła o przysługę. Mianowicie 19 lipca wypadł jej wyjazd z córką i wnukami, na który czekała prawie od roku. Sąsiadka, która zawsze zostawała z suczką Deizi dzień przed wyjazdem zmieniła zdanie i wycofała się. Kobieta ze łzami w oczach prosiła o opiekę nad Deizi do 30 lipca czyli dzisiaj. Obiecała, że suczkę odbierze. Ma ją od szczeniaka 16 lat i nigdy by jej nie oddała. Zaufałam i Deizi 19 lipca została mi powierzona. Od razu weszła w stado, jest miła, grzeczna, nie umie tylko zostawać sama bo piszczy i wyje. Nie odstępuje człowieka na krok. Trochę posikuje, zasugeruję pani przebadanie psinki. Tęskni ale ma apetyt i nawet bawi się z Reksem. Bardzo fajna, czarna, krótkowłosa, mała suczka o pospolitej ale dla nas na dogo wspaniałej urodzie. Martwi mnie to, że pani od 19 lipca ani raz nie zadzwoniła i już 30 lipca i cisza. Ja nie dzwonię bo jej ruch. I pomyślałam, że jeśli to porzucenie to i tak nic nie wskóram a odbiór psa na siłę mógłby być fatalny w skutkach dla psa. Bo jak ktoś nie chce to i tak się pozbędzie. Ale z drugiej strony jestem panikarą, pani dobrze patrzyło z oczu i 30 lipca jeszcze trwa. Nie każdy też lubi dzwonić. Oby to była ta wersja optymistyczna to jutro będę się ze swojej paniki śmiała.
  5. Z łatwością wyczyściłam przetokę Yody (mniej śmierdzi) i ucho Mieszka. Wszystko zrobione, leki podane (Miki, Yoda, Titka, Kajtek). Jestem mniej zdenerwowana, bo wiem, że to uleczalne i nie mają raka. Wczoraj po tych przejściach miałam atak paniki. Dobrze, że nie byłam sama tylko z Leszkiem. Dzisiaj jestem w normalnym nastroju i zaraz zabieram się do mojej pracy. Może żaden zwierzak przez dłuższy czas nie umrze. Mam dużo terminów, nie nadążam a przez ostatnie 2 tygodnie prawie nic nie zrobiłam. Z kasą też źle (mam duży limit na karcie ale już stres) bo prace nieodebrane z powodu wyjazdów wakacyjnych zainteresowanych. Może zainteresowani wkrótce wrócą i wszystko się wyrówna. Może znowu będzie spokój i w marę normalnie.
  6. Wróciłam od weterynarza - Yoda ma przetokę. Dostał leki i mam przemywać. Operować się nie da bo nie przetrzyma narkozy. Miki ma obluzowane rzepki. Wzdęcie ostatnio było niezależnie. USG nic nie wykazało. Przez 8 dni mam podawać lek a potem się umówić. Z Mieszkiem idę dzisiaj na 14. 45 bo chyba boli go ucho. Jest smutny i jedno od kilku dni ma niżej. Obłęd i koszty.
  7. Też mam taką nadzieję. Za dużo tych chorób i śmierci.
  8. Tusia, jej córeczka bardzo tęskni. Szuka Dusi, piszczy. Po tym wszystkim zareagowałam nagłą sennością. To mi się nie zdarza, przespałam cały dzień. Godzinę temu się obudziłam. Leszek zajmował się wszystkim. W piątek jestem umówiona u weterynarza z Yodą. Coś ma cieknącego i śmierdzącego na pyszczku od wczoraj. Podejrzewam, że przetoka. Wczoraj myślałam, że się pobrudził ale nie miałam głowy, żeby się tym zająć z powodu Dusi. Dzisiaj jak go myłam po zdjęciu pieluchy, zauważyłam, że to jakiś problem a nie pobrudzenie. Termin dopiero w piątek bo chcę do głównego doktora w lecznicy.
  9. Dusi nie dało się wbić narkozy w żyłę bo żyły pękały. Narkozę dostała domięśniowo i spokojnie zasnęła głęboko jak przy operacji. Dopiero wtedy dostała zastrzyk w serce. Nic nie czuła, to dobry weterynarz.
  10. Dusia lizała w nocy to miejsce i bardzo śmierdziało. Doktor powiedział, że gnije (mimo opieki, przemywania, leczenia). Potwierdził, że to ten moment. Nie ma już Dusi.
  11. Ona teraz bardzo dużo piła i leży. Je, ale tylko dlatego, że z mięsa robię kuleczki, rozpłaszczam w palcach, otaczam pasztetem i podstawiam pod pyszczek. Sama by nie ruszyła. Bardzo nie chcę jej usypiać. Ale jak weterynarz uzna, że bardzo cierpi zdam się na niego. Gorzej jak nie zasugeruje decyzji. Zajrzę na wątek jeszcze przed pójściem spać. Bardzo Waszych rad i wsparcia potrzebuję.
  12. Dziękuję za bazarek. Nic dzisiaj ze spraw zawodowych nie zrobiłam. Jestem zupełnie rozbita. Jutro wizyta z Dusią u weterynarza i wiem, że jest źle. Nie wiem na ile. Wiem, że rak z przerzutami ale nie wiem czy cierpi tak, żeby ją uśpić. Nie chcę usypiać, nie chcę też, żeby cierpiała. Liczę, że weterynarz pomoże z decyzją. Ufam mu, nie jest chętny do usypiania ale widząc zmiany będzie wiedział jak bardzo ją boli. Z Maksem, Ozzim, Agatką było łatwiej. Sytuacja jednoznaczna, skrócenie agonii. Tu nie ma agonii. Jest smutek, obojętność, unikanie ruchu (siku na 3 nogach i do domu), brak apetytu (karmienie z ręki otaczając pełnowartościowe jedzenie pasztetem - inaczej nie ruszy), jedzenie w pozycji leżącej bo tak obojętna, że głowy nie podnosi. Pod pachą jest sącząca skóra zajęta nowotworem, która mimo przemywania ma nieprzyjemny zapach. Co jest, że mam wątpliwości? Karmiąc ją jestem w stanie małymi kuleczkami zjadanymi z ręki nakarmić ją dużą ilością. Jak już wstanie to idzie na własnych nogach, do wody też podchodzi, leżąc macha ogonkiem na mój widok. poddaje się wszystkim zabiegom, nie piszczy, nie dyszy, dla takiego laika jak ja nie widać na oko dużego cierpienia, jest na mocnych środkach przeciwbólowych. Nie wiem czy tak bardzo słaba czy obolała. Pomóżcie z decyzją. Wysiadam.
  13. Bardzo dziękuję, doszło. Kajtek ma wszystko chore, nerki, wątroba, tarczyca. O sercu wiemy od kilku lat. Kupiłam leki. Za tydzień mam dzwonić do weterynarza .
  14. Kajtek ma fatalne wyniki. Jutro idę po nie do lecznicy i dowiem się dokładnie. Z Dusią idę w środę, przesunęłam termin. Podświadomie liczę, że może znowu sterydy pomogą jak ostatnio. Zdam się na wiedzę doktora bo ja nie myślę teraz tak do końca racjonalnie bo chcę, żeby żyła. Ale bez bólu. Doktor oceni sytuację.
  15. Jeśli można zgłaszać psy stowarzyszeniowe to tak. Ma kilkanaście lat.
  16. Kajtek zdiagnozowany został w czwartek. Chore serce jest pod kontrolą i leki miał dobrze dobrane. Okazało się, że przyczyną charczenia jest problem z płucami (zmiany, zwłóknienia, ślad nieleczonych infekcji zanim do mnie trafił) a ciągłego sikania po domu wieczne parcie bo ma piasek w pęcherzu. Wyniki krwi i moczu są od piątku wieczorem ale ich nie znam bo się nie mogłam dodzwonić. Poznam jutro. Ma dobrane leki. Togaa zawiozła nas na badania i zapłaciła (Kajtek stowarzyszeniowy) z lekami chyba 600 zł. Bardzo dziękuję Togaa.
  17. To idzie u mnie teraz jak lawina. Stare, chore zwierzęta. W domu ciężkie klimaty, przemijanie, śmierć. Dobrze, że Reks młody. Sama radość i rozśmiesza. Bo inaczej chyba nie dałabym rady psychicznie.
  18. To nie nagle. Ona powoli umierała od dawna. Ale spokojnie, miałam nadzieję, że zaśnie. Dzisiaj zaczęła się męczyć. Z Dusią jest źle. We wtorek wizyta o 11. Doktor zadecyduje jak i czy da się jej pomóc. Je z ręki w pozycji leżącej tylko mięso otoczone pasztetem (małe kulki) . Jak wychodzi na siku ledwo idzie. Wysika się i stoi. W domu leży, nic ją nie cieszy. Dostaje 2 x dziennie środek przeciwbólowy ale obawiam się , że to już nie wystarcza. Pod paszką się sączy.
  19. Dzisiaj na niedzielnym dyżurze w lecznicy pożegnałam Agatkę.
×
×
  • Create New...