-
Posts
7318 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by tamb
-
Bardzo dziękuję. Potwierdzę. Z Agatką wczoraj było bardzo źle ale dzisiaj lepiej. Kajtek bardzo słaby, charczący. Dzisiaj o 17 echo serca i zobaczymy co doktor zleci. Dusi znudziło się surowe i filety i dzisiaj miałam cyrk. Awaryjnie kupiłam puszki Canagan, 400 g kosztuje 12 zł. Myślałam, że jej posmakują. Żeby zjadła z zawartości puszki musiałam robić kulki i otaczać zwykłym pasztetem z indyka (ludzki, okrągły z super samu) i dopiero wtedy było pyszne. W pasztecie przemycam leki i jest niezawodny w tym celu. Tutaj przemycałam super dobrą karmę. Ale zjadła z ręki i jest ożywiona, steryd dalej działa. Z Mikim dobrze ale przez 3 dni jeszcze ma leki. Z Titką też dobrze. Reszta bez zmian czyli w porządku.
-
Mikiemu nie przeszło wzdęcie, dostał w lecznicy zastrzyk. Wcześniej zrobili RTG. Dusia dostała w zastrzyku lek, który albo na jakiś czas pomoże albo zaszkodzi. Nie ma nic do stracenia bo jest gorzej. Po powrocie do domu chętnie zjadła surowe mięso i wszystkie są teraz na podwórku. Doktor powiedział, że jak je i nie jest obojętna na otoczenie to leki przeciwbólowe działają. Jak przestanie reagować na cokolwiek, odmówi jedzenia to znaczy, że trzeba jej pomóc odejść. To samo z Agatką. Chęć życia w nich jest.
-
Boję się kłaść spać z powodu Agatki. Że się przewróci i będzie się męczyć nie mogąc wstać. Jest jakaś pobudzona, cały czas pije. Co jakiś czas traci równowagę i przewraca się. Przed chwilą wpadła pupą do miski z wodą. Dusia je ale tylko z ręki. Podchodzi do picia ale do jedzenia już nie. Pod łapką się sączy. Pokażę ją weterynarzowi. Agatka też je tylko podstawione pod pyszczek, często przy misce zasypia. Kajtek charczy, w czwartek badanie serca. Wcześniejszego terminu u kardiologa nie było. Co chwilę sika. Podnosi nogę i leje gdzie popadnie. Titka nie dyszy a po odstawieniu Karsivanu nie kiwa już głową. Theovent i Metacam pomogły. U niej raczej sytuacja opanowana. Muszę ją odchudzić. Mikiego bolał brzuch, dałam ćwiartkę No-spy. Miał wzdęcie. Jest za 20 trzecia. Jak się nie położę to jutro nic nie zrobię. Będę padnięta. A jak się położę to co z Agatką? Do środy jestem sama. TŻ mnie nie zmieni przy zwierzakach.
-
Titka kiwała znowu głową. Na własną rękę odstawię jej Karsivan i zobaczę. Wykupiłam ten trzeci lek - Theovent. Nie dyszy. Dusia ma apetyt dopiero od popołudnia ale zjada tylko filet z indyka albo kurczaka gotowany i surowe wołowe mielone. Na inne rzeczy nie reaguje. Pod łapką przemywam Clivisinem. Jest straszne, rozsiewa się. Co robić? Jak żyć w tym wszystkim?
-
Titka dostała leki ale jest coś nie tak. Dyszy, momentami ma nieobecny wzrok. Przez dłuższą chwilę rytmicznie kiwała głową z góry na dół. Jest w trakcie diagnozowania. Może to jakaś forma padaczki, problem neurologiczny. Powiem jutro doktorowi o tym kiwaniu. Wcześniej tego nie było. Przeczytałam w ulotkach podanych leków (Metacam, Karsivan) działania niepożądane. Nie ma takich opisanych więc to nie leki. W dzień zachowywała się normalnie. Jestem przerażona.
-
Ale na prawie wszystkie już brałam. Tusia jest staruszką ale jest zdrowa. Jedyny wydatek to karma. Diagnostyka Titki dużo kosztuje ale Titka jest od 10 lat u mnie. A drugi raz na Dusię czy innego, który brał to nie wiem czy można. Problem kardiologiczny u Titki wykluczony. Teraz czekam na wynik w kierunku tarczycy. Kilka objawów może świadczyć o niedoczynności. Titka dyszy bo ma zwyrodnienia w kręgosłupie (na RTG) i ją boli. Mam wprowadzić Metacam. Płuca są mało napowietrzone. Mam wykupić lek (nie zdążyłam dzisiaj) i podawać Karsivan.
-
Titka miała część badań robionych dzisiaj, echo serca jutro. Zobaczymy dlaczego tak dyszy. Dusia do wczesnego popołudnia nie ma apetytu i leży jakby miała już umrzeć. Po południu się ożywia, zjada (tylko to co lubi najbardziej czyli wołowe surowe i gotowany filet z indyka) a ja oddycham z ulgą. Agatka, Kajtek, Yoda bez zmian na gorsze. W poniedziałek termin strzyżenia Mikiego i Fizi.
-
Nie odczułam tej kąpieli jakoś szczególnie. Chyba jestem zaprawiona w bojach. Wszystkie posłania cały dzień się piorą (na raz nie wejdą do pralki). Agatka i Yoda zostaną przed nocą zapieluchowane. Może przez jakiś czas uda się utrzymać porządek. Znając siebie za kilka dni odpuszczę bo do pedantek nie należę. Wręcz przeciwnie. Ale psy pachnące. Nic z pieluch w przypadku Agatki. Na tym etapie starości w pieluszce nie zrobi kroku tylko się przewraca. Odpuszczam, zdjęłam.
-
Ostatni z czasów krakowskich pies - Titka mi został. Pozostałe 9 przybyło w Bielsku. Bardzo boję się o Titkę, profilaktycznie zrobię jej wszystkie badania we wtorek o 9.30. Jestem już umówiona. Niepokoi mnie to, że w nocy ciężko oddycha i dyszy. Mam nadzieję, że panikuję. Dzisiaj wszystkie 10 wykąpałam. Wyschły szybko na słońcu. Dlaczego psy mają najbardziej brudne ogony? Najwięcej brudu spływało.
-
Fiziunia przy czyszczeniu ząbków straciła 7 - ruszały się. Poczuje ulgę. Dzisiaj była wizyta kontrolna. Wszystko super. Jest ulubienicą lecznicy. Dusia bez zmian na gorsze. Agatka, Yoda, Kajtek też. Oby jak najdłużej. Ja też bez zmian na gorsze czyli pełna stabilizacja. Smutek po stracie zmarłych psów ukryty pod makijażem i spotkania zawodowe z profesjonalną pewnością siebie. Wyuczoną. W środku smutek, tęsknota i lęk o kolejne zwierzaki. A i tak umrą. Tylko nie teraz, targuję się z losem o każdy dzień, tydzień, miesiąc.
-
Piesek po odrobaczeniu na moją prośbę trafił pod opiekę Braci Mniejszych. Ma na imię Kacperek. Czując się w obowiązku znalezienia mu domu ogłosiłam w Dzienniku Polskim w Krakowie a kolejna kobietka zrobiła ogłoszenia internetowe. Z ogłoszeń znalazł się dom w Krakowie, ludzie na leczenie swojego zmarłego staruszka wydali ponad 4500 zł, po śmierci go skremowali i chcą Kacperka. Mieszkają w starym budownictwie w dwupokojowym mieszkaniu (duże pokoje), kochają zwierzęta. Oczywiście była wizyta przedadopcyjna. Informacje o sprawdzonym domu przekazałam stowarzyszeniu i decyzja należy do nich. Jeśli byłby u mnie na tymczasie (ale nie mógł być i poprosiłam o pomoc) ten dom w pełni by mnie satysfakcjonował i cieszył.
-
Boję się teraz najbardziej o Dusię. Jest źle. Chudziutka, słaba, urosło pod paszką i jest wilgotne. Nie wiem czy z lizania, czy się sączy. Przytula się ,ma apetyt, załatwia się normalnie. Chce żyć. Dostaje carprodyl. Pokażę ją weterynarzowi ale wiem, że czwartej operacji nie będzie. Oby rosło jaj najdłużej, powoli i nie dawało przerzutów w środku. Mam ważne sprawy zawodowe, spotykam się, uśmiecham a w środku boli. Gram, że wszystko super. To pęknie. Od grudnia umarły 4 psy (Senta, Timon, Ozzy, Maks), Dusia jest z wyrokiem, Agatka, Yoda, Kajtek cudem żyją. Nie daję rady psychicznie. Dusi guz jest większy niż wczoraj.