-
Posts
2279 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by zurdo
-
Dziękuję Tośka. Dwa razy w roku jeździmy na cmentarz do Wrocławia, może za którymś razem będzie okazja, żeby się spotkać... Rastuś, boję się. Już całkiem mi odbiło. Nie mogę spać, mam koszmary. Kładę się na podłodze. Jak czuję Tosię obok siebie, przysypiam na chwilę. Mam złe sny. Aniołku nasz, opiekuj się Tosią, proszę, bo ja już nic więcej nie udźwignę...
-
Oj, co by zurdo bez Tośki zrobiła... :niewiem: [B]Krooffcia[/B], właśnie tak mi się zaczyna kojarzyć ta kanapka. Ona naprawdę działa jak jednofunkcyjny kliker. [B]domi_nique[/B], taki jest ten kocyk, starszy od Tośki, z poodrywanymi tasiemkami, w które ciągle się zaplątujemy i stukamy upadającymi ciałami sąsiadm w sufit. Dobrze, że jeszcze nie wpadła na to, żeby go targać po całym mieszkaniu [B]Lucyja[/B], czasy nastoletniej grafomanii szufladowej mam już szczęśliwie za sobą :evil_lol: [B]Lany Poniedziałek[/B] Tradycji miało stać się zadość. Ale się nie stało. Zanim spryskiwacz zdążył zrobić swoje, jego wstrętny czerwony łeb znalazł się między górną a dolną klawiaturą tośkowej szczęki. Deszczowa pogoda sprzyjała dalszym rozmyślaniom. A rozmyślając, czasem się wymyśla. No i Tosia wymyśliła. Skoro ma stado złożone z dwóch owiec, to trzeba ich pilnować, bo każdy ubytek będzie znaczący. Po południu wpadła moja przyjaciółka. Świetna okazja do sprawdzenia swojej sprawności obronnej. Tosia staje w poprzek przedpokoju, oddzielając Maję od reszty mieszkania. Sztywna, gotowa do ataku, z uzębieniem w całej swej szczerbatej okazałości. Niestety głupia owca odwołuje Tosię i wpuszcza Obcego do mieszkania. Nie wie najwidoczniej, co czyni. Nie z Tośką takie numery. Tośka Obronna wpada za gościem do pokoju i owija mu się wokół nóg, uniemożliwiając jakikolwiek ruch. Zęby w gotowości. Głupia owca znowu odwołuje Tośkę i pozwala gościowi usiąść. Ooo, niegłupie. Tak łatwiej kontrolować. Tośka staje przy Obcym z wyszczerzonym łbem na jego kolanach. Głupia owca wyprasza Tośkę z pokoju. Ale Tosia nie odpuszcza tak łatwo, wrzeszczy pod drzwiami, przypominając, że jest i czuwa. Po karnym pobycie za drzwiami Tosia uzyskuje bilet powrotny z zastrzeżeniem, że ma się zachowywać. Więc się zachowuje. Kładzie się swojej głupiej owcy na nogach i wpatruje bacznie w gościa, jakby mówiąc „jeden fałszywy ruch, maleńka, i po tobie”. Maja sięga po szklankę, Tosia w pół sekundy stoi przy jej ręce z wyszczerzoną paszczęką. I znów ta głupia owca. Dobra, już dobra, nie ruszam nikogo, ale nie myśl, że nie czuwam. Tosia do końca wizyty leży wpatrzona w Maję. Maja siedzi sztywno jak pensjonarka, rączki na kolankach. Tosia wystawia sobie certyfikat Defender Collie. Owce są w szoku. Zastanawiają sie, co się stało, czy tak już będzie i jak ododbronnić swojego Psa Obronnego. I w czym problem? Przecież daję się odwołać? A Obcy niech znają swoje miejsce... Eeee, jeszcze zmądrzeją moje głupie owce... [B]Dzień później[/B] Po klatce grasują dwie złodziejki, wpraszają się do mieszkań pod głupim pretekstem i opróżniają torebki naiwnych z pieniędzy i dokumentów. Tosia robi taki raban i tak znacząco się do panienki uśmiecha, że ta, nawet zapraszana, nie wyraża chęci wejścia do mieszkania. Przeprasza, kłaniając się w pas, i zmywa się jak niepyszna. Owce zastanawiają się już nie jak zmienić, ale czy w ogóle zmieniać niespodziewaną obronność Tośki. Proszę, nawet owce czasem jednak mądrzeją.
-
Atosku <*> Czy wiosna już u Was w pełni? Pora długich, spokojnych spacerów, zgarniania dżdżownic nosem, podjadania świeżutkiej, młodej trawy? Czy łebki już przyprószone białymi płatkami sypiącymi się z kwitnących drzew owocowych? Bądź szczęśliwy, Atosku.
-
Nie chcę zapomnieć o Raście, chcę pamiętać o Niej, a nie o datach Jej odchodzenia. A nie potrafię. Właśnie w tych świątecznych dniach zeszłego roku zaczęło się to, co nigdy miało nas nie spotkać. Teraz przede mną miesiące przeżywanej na nowo, już bez Rasty, rozpaczy, nadziei, potwornego strachu. Być może tak trzeba, może trzeba to przeżyć jeszcze raz, żeby się z tym pogodzić, być może za rok nie będę już wspominać tych walk, umierań i powrotów. Tusiołku, właśnie w poświąteczny wtorek zapadł wyrok. Potem były trzy dni pożegnania. Rzuciłam wszystko, pogoda była piękna, więc zabierałam Twój kocyk, rozkładałam w parku przy ławce i tak spędzałyśmy dni. Ty się dusiłaś i mnie też dopadła astma po raz pierwszy od lat. Nie płakałam, dziwne. Była we mnie wielka pustka. Skupiałam myśli na sprawach konkretnych. Co zrobię z garnkiem, z mięsem, jak zawieźć Cię na działkę. I tak do piątku, gdy mama bez mojej wiedzy pojechała z Twoimi wynikami do dr. Jagielskiego i dzwoniła do mnie z ulicy, a to co mówiła odbiło się w mojej głowie potrójnym echem, zanim dotarło. I pojawiła się pierwsza nadzieja. I wreszcie popłynęły łzy. W tych dniach zeszłego roku zrobiłam Ci ostatnie zdjęcie. Leżysz na balkonie, tam się łatwiej oddycha. Sierść w strasznym stanie, wychudzone ciałko, rozdęta pierś wypełniona wodą, pyszczydełko otwarte. Potem już nigdy nie zrobiłam Ci zdjęcia, bałam się. Że będzie ostatnie, że nie dość dobre. Żałuję. Kocham Cię Tusiu.
-
To prawda, nie lubimy starości, tak samo traktowani są ludzie. Usunąć sprzed oczu, udawać, że nie ma... Myślę, że my także kiedyś, kiedy nasi Przyjaciele szaleli po parkach, nie dostrzegaliśmy starych, pociągających łapami, oddychających z trudem, wyleniałych psów. Przechodziły gdzieś bokiem, ukradkiem, jakby wstydliwie. Nas to przecież nie dotyczyło, nas to nigdy nie spotka. A jeśli widzieliśmy, to więcej było w tym naszym patrzeniu fałszywej litości niż zachwytu dla dzielności, siły i piękna. To doświadczenia zmieniają naszą perspektywę. Ja dopiero teraz potrafię patrzeć z podziwem i zachwytem. Dopiero teraz potrafię dostrzec w nich prawdę i autentyczność, istnienie oczyszczone z cyrkowych sztuczek na zawołanie, uśmiechów i zabaw, za którymi skrywa się chęć akceptacji i nagrody, świadomość pełnej zależności. Jest w nich autentyczne piękno, bo one wiedzą już, że nie należą do człowieka, w pół drogi między jednym światem a drugim, wreszcie niezależne. Dopiero teraz wiem, z jaką dzielnością i spokojem, pogodzone, znoszą wszystko, co przytrafia się ich ciału. Jest w nich piękno i godność, których możemy zazdrościć. Atosku <*> bądź szczęśliwy
-
[B]Przedświąteczne dni. [/B] Tośka w ramach przedświątecznych porządków odkurzyła dawną szlachecką maksymę. Nic o nas bez nas. Tośka rozszerzyła ją nieco, a raczej skróciła, i obecnie brzmi ona – „Nic bez nas”. Po tym intelektualnym wysiłku twardo zabrała się za egzekucję autorytarnie wprowadzonej zasady, asystując aktywnie przy wszystkich czynnościach domowych. Aktywność Tośki polega głównie na zwracaniu uwagi na to, co robię źle. Wyszczekuje twardo swoje niezadowolenie z częstotliwością, która już do końca wpędza mnie w kompleksy i nieuleczalne przekonanie o dwóch lewych rękach. Źle myję okna, źle pastuję, źle zmieniam piasek żółwiowi, źle piorę, źle kroję ogórka... Brak poprawy z mojej strony skutkuje włączeniem kanapki, ewentualne zadowolenie – gwałtem na wszystkim, co staje na tośkowej drodze (ja w tym czasie ratuję się ucieczką na drabinę). W Wielki Piątek styrane robotą robimy sobie wycieczkę krajoznawczą na Ochotę. Sama nie wiem, jak to się stało, ale faktem jest, że na naszej drodze wyrosła lecznica. Tosia z wrażenia dostaje zupełnego paraliżu, przyjacielskie odwiedziny u tośkowej wetki są możliwe dopiero po wniesieniu bezwładnego tośkowego ciała do środka. Efekt znany. Ostatni mocny akcent porządków. Tośkowy koc wędruje do wora na śmieci. Tośka ogłasza bunt. Nie wchodzi do mojego pokoju, a jeśli już wejdzie – zalega ostentacyjnie na moim łóżku. Z kanapką, rzecz jasna. [URL="http://imageshack.us"][IMG]http://img266.imageshack.us/img266/1968/f007lf5.jpg[/IMG][/URL] Na koniec cichcem podchodzi do worka i rozgrzebuje, próbując wyciągnąć swój skarb podarty. Koc zamiast do śmieci wędruje do pralki. [B]Święta[/B] Zasada „nic bez nas” nadal obowiązuje. [URL="http://imageshack.us"][IMG]http://img266.imageshack.us/img266/2331/f009ff3.jpg[/IMG][/URL] Szacunek dla czasu świętego przejawia się w zawieszeniu zachowań seksualnych. A może Tośka już czuje, co ją wkrótce czeka... A tak poza tym – mamy dziś kwartalnicę, okrąglutkie trzy miesiące.
-
Nadszedł dzień rozstania ;( Do końca Dianko w moim sercu [']
zurdo replied to romenka's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Dianka sobie pilota do łóżka przyniosła, pod kołdrą pewnie jeszcze chipsy schowała... A zła romenka zepsuła zabawę ;) Romenko, do życzeń shirrapeiry trudno coś dodać. Niech się Wam wszystko zacznie układać jak należy. Bo w końcu - Wam się to należy. -
Dziękuję za piękne życzenia. Rastuniu, siedzę od rana i liczę. Liczę do przodu i do tyłu, w myślach, na kartce i w kalendarzu. Za każdym razem wychodzi 5. Pięć długich miesięcy. Jak to możliwe? Ty wiesz, Słoneczko, że 5 czy 50 - kocham Cię tak samo i tak samo dziękuję losowi, że postawił nas na swojej drodze. Tusiu, cieżko mi. Rok temu w te święta umierałaś po raz pierwszy. Tyle wiosennego powietrza było wokół, a w Twoich płucach nie było już dla niego miejsca. Wybacz, nie jestem dość silna, żeby zapomnieć. Wybacz, nie jestem dość silna, żeby nie płakać...
-
Madame Tosca w czwartek wędruje pod nóż A tak w ogóle - wszystkim Tośkowym Cioteczkom i ich pociechom składamy przeserdeczne życzenia. Wesołych, pogodnych i cieplutkich, umiarkowanie mokrych Świąt z mnóstwem pyszności i niespodzianek. A życzenia specjalne dla obiektu platonicznej miłości Tośki - Pola
-
Nadszedł dzień rozstania ;( Do końca Dianko w moim sercu [']
zurdo replied to romenka's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Cudne dziewczynki. A to zdjęcie - - rewelacja. Może bym poszła w lewo, może w prawo, a najlepiej i tu i tu :loveu: -
Takie historie jak Sarusi nie podnoszą mnie na duchu. Dobrze, że szybko zareagowaliście i jedynym problemem jest teraz jej apetyt. Tośce to nie grozi, bo bardziej łakomym nie można chyba być :cool3: Ja już tak mam, martwię się, jestem przewrażliwiona i boję się. Siedzę i wymyślam. Nie wiem na przykład, czy ten stan zapalny nie jest już nawrotem, zaleczonym tylko przez poprzednich opiekunów... W czwartek wieczorem wybierzemy się na kolejne usg i będzie wiadomo, co dalej. A jeśli chodzi o lekarkę – jest zdania, że im większą przerwę się zrobi między poprzednimi operacjami a tą, tym lepiej. Najważniejsze teraz, to żeby udało się wyleczyć ten stan zapalny, bo wtedy czeka Tosię „tylko” zwykła sterylka. A Tośka? W niedzielę wracając z ponad 2-godzinnego spacerku (spędzonego częściowo z rodzinką Ybotów w komplecie :hand: ) znalazła sobie jeszcze pudla, którego zachęcała do zabawy (pierwszy raz próbowała pobawić się z psem). Wczoraj 3 godziny szczekała i piszczała kanapką, bo myłam okna i się nią nie zajmowałam. Potem wyła, bo szalałam z wiertarką. Potem znowu szczekała, bo waliłam młotkiem. A w międzyczasie zabierała z podłogi różne śmieci i zmuszała mnie do korupcji. Dziś pokazała jak wysadzić kolejkę do moich rąk. Jak na spacerku podbiegała do mnie goldenka, z którą zawsze trochę się bawię, bo jest Rasty i miom dzieckiem – Tośka zaczynała mnie szarpać za rękawiczkę, ściągąła mi ją i zachęcąła do ciągnięcia – ona chce się bawić, więc mam się bawić z nią, nie z goldzią. Goldzia nie odpuszczała, więc Tośka szarpała się ze mną przez prawie cały spacer. Taka cwaniura. Tak się chory pies nie zachowuje, więc naprawdę staram się być dobrej myśli :roll:
-
O Morusku trudno zapomnieć. A Morus ma łapy pełne roboty i pracuje nad swoją rodziną. My wiemy, jak to się skończy ;)
-
Atosku <*> Pamiętamy...
-
Tusiołku, jeśli zobaczysz gdzieś tam czarny ogonek wystający z wysokich traw... Pozdrów Floksa i pozwól Mu powoli powędrować przed siebie, On tak to zawsze lubił... Kocham Cię i tęsknię, i nie przestaję czekać na Twoje odwiedziny.
-
Nadszedł dzień rozstania ;( Do końca Dianko w moim sercu [']
zurdo replied to romenka's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
dobrze, że Maluszek się radośnie przypomina. To co napisałam mogło tak zabrzmieć, ale ja naprawdę wiem, ile robisz dla Dianki i wiem, że ją boli. I wątroba też może boleć. Byłoby ideałem, żeby Dianka była leczona w jednym miejscu, ale to niemożliwe w waszym przypadku, bo przecież nie będziesz jej ciągnąć obolałej i ze sr***ką przez pół miasta autobusem. Warto by przyspieszyć wizytę u Jagielskiego, niech sam zobaczy w jakim stanie jest Dianka i decyduje co dalej. Im szybciej tym lepiej,bo obie się zamęczycie, a to Ty jesteś najważniejsza. Choć jednego jestem pewna - nie zaleciłby odstawienia encortonu. Ale skoro na razie leczą Diankę na Bemowie, to masz zupełną rację, że stosujesz się do ich zaleceń. Buziaczki dla wszystkich -
Nadszedł dzień rozstania ;( Do końca Dianko w moim sercu [']
zurdo replied to romenka's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Biedna Dianulka :-( Romenko, nigdy nie napisałam, ani nie pomyślałam, że zaniedbujesz leczenie Dianki. Wspaniale się nie opiekujesz. Ja naprawdę uważam, że mało kogo byłoby stać na takie 'szaleństwo':Rose: Trzeba tylko pamiętać, że my nie jesteśmy wetami, a weci z kolei się różnią. Jeden ma jedną koncepcję, inny drugą, a trzeci żadnej. Jeśli będzie się Diance zmieniało sposób leczenia w zależności od tego, u którego weta było się ostatnio - nic dobrego z tego nie wyniknie. I tyle. Jeśli tak to odebrałaś, to strasznie Cię przepraszam. Bardzo polubiłam Diankę i martwię się o nią, i o Ciebie też :glaszcze: -
Lucyja, mi jest potwornie trudno zachować zdrowy rozsądek. Ja wiem, że sterylka to nie jest straszny zabieg, ale weź pod uwagę, że Tosia w styczniu, czyli niedawno była 2 razy znieczulana do rentgena i 2 razy pod narkozą. Boję się, że jej organizm tego nie wytrzyma. Z kolei odwlekanie i czekanie na kolejny nawrót, na zatrucie, niewydolność nerek i wątroby - to życie w strachu i piekło, którego nie jestem w stanie znowu przechodzić. 7 miesięcy zeszłego roku spędziłam nie robiąc prawie nic innego poza ratowaniem życia Rasty i jeszcze się po tym nie otrząsnęłam, dlatego łatwo panikuję i wszystko widzę znacznie czarniej niż powinnam. Szczęście, że Tośka nie wie, żyje zadowlona w błogiej nieświadomości i dobrze się czuje...
-
Nadszedł dzień rozstania ;( Do końca Dianko w moim sercu [']
zurdo replied to romenka's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Niestety, romenko, tak wygląda leczenie psa u kilku wetów. Jeden zaleca jedno, drugi tego zabrania i zaleca coś innego. Dziwię się, że na rozwalony żołądek lepsze są tabletki? Jeśli Dianka ma obolałą wątrobę to raczej nie od encortonu - ten lek owszem, czasem wywołuje sensacje ze strony układu pokarmowego, ale żeby uszkadzał wątrobę? Czy dawałaś encorton z samego rana - to bardzo ważne. Wydaje mi się, że trzeba się na coś zdecydować - gdzie się leczy Diankę i co jest najważniejsze. Leczenie żołądka i zaniedbywanie podejrzenia nowotworu nie doprowadzi wg mnie do super efektów. Wiem, że Dianka cierpi i ty cierpisz i męczycie się obie, ale tego nowotworzenia nie można zaniedbywać, bo to nie pikuś. Myślę, że można leczyć żołądek nie przestając podawać encortonu. -
To jeszcze nie katastrofa, wierzę, że będzie dobrze, bo co mi innego pozostało? Ropomacicze zostało wykryte wcześnie, więc nic złego nie powinno się dziać. Tylko jest mi cholernie przykro. Obiecałam sobie wczoraj po rozmowie z pasją, że do kolejnego usg nie będę się tym przejmować, ale jakoś nie mogę... Co patrzę na Tośkę, to wyć mi się chce. Łot, taka ze mnie histeryczka...
-
Tosia zaczęła chodzić. Ba, Tosia zaczęła nawet podbiegać. Tosia ma świetny humor. Tosia nie leży już w jednym miejscu popatrując smutno przed siebie. Tosia krąży po domu ze swoim serowym przyjacielem, Tosia się bawi. Tosia się uśmiecha. Tosia zaczęła sie zachowywać jak zdrowy, szczęśliwy pies. Piękne? Za piękne, żeby było prawdziwe, albo żeby za długo trwało. Tosia ma ropomacicze...
-
Nadszedł dzień rozstania ;( Do końca Dianko w moim sercu [']
zurdo replied to romenka's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Iwonko kochana, pamiętasz jak nie brałaś no-spy i co ci lekarz potem powiiedział? Iwonko, nie lecz Dianki według własnego uznania, jeśli zamierzasz ją leczyć na serio. Dianka musi dostawać encorton, w coraz mniejszych dawkach, ale będzie go brała już do końca życia. Nie robisz jej krzywdy podając encorton, robisz jej krzywdę nie podając go. To tyle ochrzanu ;) A Dianka mądra dziewczyna, co ma się kisić na małej kanapce, jak ma łoże małżeńskie. -
khmmm, dawno mnie tu nie było... Nie będę oryginalna (ale co tam), jak stwierdzę, że Zagraj wielgaśny się jednak zrobił, wbrew temu co twierdzi jego pańcia. To w sumie rozumiem, dzieci rosną, normalka... Ale dlaczego wymutował w gremlina? [URL="http://www.fotosik.pl/"][IMG]http://images20.fotosik.pl/176/1aaca4ae4591eefc.jpg[/IMG][/URL]