-
Posts
2279 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by zurdo
-
Tusiołku, baw się dobrze i nie bądź nadopiekuńcza. Niech się wyszaleją psiaki, a może i Ty, kochana, troszkę poszalejesz... Błagam, niech mi ktoś wyjaśni, ajk w ciągu kilku miesięcy, może odejść w sąsiedztwie 14 psów? I czym ja mam jeszcze płakać? Już chce mi się tylko kląć. Czy my na jakiejś żyle wodnej mieszkamy? DLACZEGO?! Rastuniu, dołączyła do Was Korcia. Nasza ukochana, wspaniała Kora. Już nie wrośnie w ziemię Jej rude ciało w oczekiwaniu na obowiązkową porcję głasków. Opiekuj się delikatną cudowną Korcią. Rastuniu, Gapcia kończy swą walkę. Nasza mała, kudłata Gapcia. Kochana pieszczoszka. Pamiętasz, jak nie chciałaś jeść po chemii i karmiłam Cię wieczorami w parku - bo przecież, jakbyś się źle nie czuła, inni mieli widzieć, że czujesz się świetnie. Jedną ręką dla Ciebie, drugą dla Gapci. Rastuniu, Floks kończy walkę. Nasz kochany Floksik, kot w ciele psa, zawsze wędrujący własnymi ścieżkami. Już nie ma siły wędrować żadnymi ścieżkami. Rastuniu, nie mam siły, przepraszam Cię, mam nadzieję, że bawisz się i tego nie widzisz... Kocham Cię, Niuchaczku.
-
oj, Sabuniu, aż strach pomyśleć, co się Tam dzisiaj dzieje. My wiemy, jak się bawią bokserki... Czy też lubisz piszczące zabawki? Bądź szczęśliwa i szalej, ile sił. Dominolo, wszystkiego najlepszego, może Sabcia za kilka godzin wybierze się na Wasze ciche, nocne wspólne świętowanie...
-
Nadszedł dzień rozstania ;( Do końca Dianko w moim sercu [']
zurdo replied to romenka's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
*** ja chyba śnię, w jakim my kraju żyjemy? Iwonko, napisz, czy chcesz jutro jechać na Białobrzeską i czy z Dianką czy bez. Jeśli chcesz, ja mogę dojechać po 17. Może potrzebujesz jakiejś innej pomocy? -
Nadszedł dzień rozstania ;( Do końca Dianko w moim sercu [']
zurdo replied to romenka's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Iwonko, nie mogę czytać, jak się obwiniasz. Kto? TY???? Te tygodnie spędzone z Tobą to najpewniej najpiękniejsze dni w życiu Dianki. Mimo bólu. Jestem dumna, że mogłam poznać taką wspaniałą osobę jak Ty. I taką wspaniała Diankę. Uważam, że to zdjęcie, bez Dianki, trzeba pokazać dr. Jagielskiemu. Rok temu też lekarze mówili, że Rastę trzeba uśpić natychmiast, bo nic się nie da zrobić. A przeżyła jeszcze 7 miesięcy, dobrych miesięcy bez cierpienia. I zapewniam Cię, że nie takie cuda widziałam na Białobrzeskiej przez te miesiące. Dla spokoju sumienia warto te zdjęcia pokazać Jagielskiemu. Trzymajcie się cieplutko, jesteśmy z wami. I gdyby coś trzeba było - dzwoń, bardzo Cię proszę. -
Nadszedł dzień rozstania ;( Do końca Dianko w moim sercu [']
zurdo replied to romenka's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
bosch, nie :-( romenko, to wszystko na razie jest "na oko", wiem, że fachowe, ale jednak na oko, a takich decyzji nie powinno się nawet rozważać "na oko". Poczekaj, nie zamartwiaj się na zapas, choć wiem, jakie to trudne. Ja jutro nie dam rady przyjechać, mogę być w czwartek... CZy ktoś może iśc jutro z Romenką i Dianką do weta? Błagam... Romenka nie może iść sama. Niech znajdzie się jakaś dobra dusza, proszę... -
Nadszedł dzień rozstania ;( Do końca Dianko w moim sercu [']
zurdo replied to romenka's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
:shake: :shake: :shake: ja już od dawna nie wiem, co Ci, romenko pisać... Zdecydowanie - zrobienie badań i znalezienie jednego lekarza prowadzącego to teraz priorytet, bo tyle czasu waszych męk i wciąż nic nie wiadomo... Obiecuję, w przyszłym tygodniu powinnam być troszkę wolniejsza, to coś powystawiam na bazarku :oops: -
Atos <*> Pamiętam Atosku i choć nie miałam przyjemności poznać Cię osobiście, noszę Cię w sercu, i mam nadzieję, że gdzieś tam, kiedyś tam... Zasłużę, aby Cię poznać...
-
Tusiołku, świat robi się pogodny, wiosna zmierza do nas wielkimi krokami. Pamiętasz, co rok robiłyśmy wyprawy w poszukiwaniu oznak wiosny. Rok temu co innego nas zajmowało. Minął luty, marzec, kwiecień, tyle dni ciemnych, cichych, zimnych na granicy dwóch światów, w strasznej poczekalni, z której miałaś powędrować w swoją własną drogę... Gdzieś w połowie maja, gdy nadzieja zaczęła powracać, usiadłam na ławce w parku, spojrzałam i ze zdumieniem zobaczyłam, że jest całkiem zielono, że już w pełni dojrzała wiosna. Nie zdawałam sobie sprawy, że człowiek może przez trzy miesiące chodzić po świecie i nie zauważyć, że zmieniła się pora roku... Tusiołku... Znowu wtorek, jutro minie czwarty miesiąc... Dziękuję, że byłaś, dziękuję za wszystkie lata i każdą minutę z osobna. Dziękuję za filtr, w który uzbroiłaś mnie i który przez lata pozwalał cieszyć się cudownym pięknem wyciągniętym z masy szarej rzeczywistości. Każda myśl o Tobie przepełnia mnie wielką wdzięcznością. I wciąż bardzo Cię kocham.
-
Arystokratka :megagrin: :megagrin: :megagrin: No, miałam mieć szlaban na dogo do czwartku, ale jak...? EUREKA!!!!! Tośka zaczyna mieć psie odruchy. I dziecko powoli z niej wychodzi. Dziś Tosieńka stoczyła zażartą walkę ze szczotką. Było warczenie, łapanie za kij, przewracanie się, trącanie łapą i oczywiście rozwalanie nochalem tego, co zamiecione. No i znalazła sobie wreszcie własną małą rzecz, która ją cieszy, której pilnuje, która z nią śpi. Trochę ją dziamga, ale bez prucia i sekcji zwłok. To moja pamiątkowa żyrafa, dawny prezent od Bardzo Ważnej Osoby, ma w środku dzwoneczki i jest baaardzo fajna. Fajniejsza niż piłki, patyki, piszczałki, szmatki, kasztany. Najfajniejsza. [URL="http://imageshack.us"][IMG]http://img264.imageshack.us/img264/4255/f114wy2.jpg[/IMG][/URL] * [URL="http://imageshack.us"][IMG]http://img73.imageshack.us/img73/8572/f115cj6.jpg[/IMG][/URL] Gorzej, że Tocha uznała, że także żółw jest zabawką, fajną bo ruchomą. Ucieka więc trzeba go łapać i jak żółw żółwim przedwiosennym krokiem wędruje po kuchni to Tośka łapie go za tylną nogę :lmaa: A co do psów – powoli robię się wielkim wrogiem tego gatunku :cool1: Wczoraj rzuciło się na Tośkę jakieś wielkie bydlę płci męskiej, dziś labek, też facet. Jeszcze trochę i zacznę chodzić na spacery uzbrojona po zęby. Już teraz zachowuję się z lekka świrowato, pani od tej małej suczki przyszła do mnie następnego dnia dowiedzieć się, czy nic się nie stało, wciskała mi wizytówkę i przepraszała tak bardzo, że zrobiło mi się wstyd i sama zaczęłam ją przepraszać. Zaczynam się czuć jak wariatka, ale co mi tam... Troska specjalnej tośki... :evil_lol:
-
ehh, Lucyja, pocieszycielko moja... A ja już zaczęłam Tosieńkę od neurotyków wyzywać :evil_lol: A te strachliwe maluchy to ona jakoś przyciąga, ta wczorajsza miała 5 suń do wyboru i żadnej się nie czepiała, a jak Tośkę zobaczyła, to natychmiast potwór z niej wyszedł. Rasty nigdy żaden maluch nie zaczepił, mimo że też była łagodna. No cóż, w tej sytuacji sama będę musiała się zapisać na kurs obrony psów obronnych :evil_lol: Przed ratlerkami i spryskiwaczami
-
Jaki tu ruch, jak na marszałkowskiej.... :evil_lol: Czy ktoś wie coś o kursach samoobrony dla psów? Potrzebne na cito. Wczoraj Tosieńka została podstępnie zaatakowana przez suczkę wielkości połowy jamnika. Suczka doskoczyła do szlachetnego poopska mojej księżniczki i złapała ją za portki. Tośka się przestraszyła, zaczęła zwiewać, przewróciła się, potem się zerwała i w długą. Jak ją zawołałam, złapałam i przytuliłam, to trzęsła się jak galareta. A mnie krew i wściekłość wielka zalała na myśl, że mogła sobie nadwrężyć łapsko i tyle czasu i sił na marne. Więc ochrzaniłam babę, pogroziłam jej, że jak mi jeszcze raz wejdzie w drogę ze swoim brytanem :cool1: , to lepiej niech już sobie OC kupuje, bo będzie płacić za rehabilitację itd. Pani patrzyła na mnie cokolwiek dziwnie. A to nie było pierwszy raz. Tośka jest taką ofermą, że wszystkie małe, tchórzliwe bestie się na niej wyżywają, żeby się dowartościować. Łojku-jejku, przecież nie mogę robić karczemnych awantur opiekunom wszystkich pięciokilowych złośnic w okolicy? :niewiem: I troszkę zdjęć. Tosieńka zaznajamia się powoli i nie bez oporów ze swoją starszą siostrą. [URL="http://imageshack.us"][IMG]http://img219.imageshack.us/img219/3029/f103ov1.jpg[/IMG][/URL] Łysy placek nadal łysy, a ta ruda plama na środku to włosy, które odrosły tylko wzdłuż pierwszej blizny. [URL="http://imageshack.us"][IMG]http://img128.imageshack.us/img128/1903/f107ea5.jpg[/IMG][/URL] No i musimy się pochwalić. Łapka na ziemi w czasie chodzenia. Tak nie jest cały czas, ale coraz częściej. Nie damy tego zmarnować, stąd moja złość na te wredne kurduple :lmaa: [URL="http://imageshack.us"][IMG]http://img218.imageshack.us/img218/9272/f111strzalkaqu6.jpg[/IMG][/URL]
-
Tusiołku, nie wiem , czy maczałaś w tym ogonek, ale te słowa, które o Tobie usłyszałam od opiekunki psa, którego przecież przeganiałaś po krzakach, opłotkami, to były słowa tak krótkie i najpiękniejsze, nawet płakać mi się nie zachciało. Powiedziała, że miałaś charyzmę. Tylko tyle. Trochę śmieszne zestwienie słów - charyzma i pies. A przecież miałaś w sobie taką wewnętrzną siłę, której wszystkie psy się podporządkowywały, mimo że nigdy żadnego nie dotknęłaś, zawsze wiedziałaś, co zrobić, żeby było dobrze i spokojnie to robiłaś. Teraz widzę tę Twoją siłę bardzo wyraźnie, bo Tosieńce brak jej zupełnie. Trzeba ją chronić przed całym światem, wszystko jest dla niej zagrożeniem. Nawet nie śmiem Cię prosić, ale... może... daj jej troszkę własnej mocy, niech jej życia nie wypełniają strachy i straszki. Rachulku... Kocham Cię, mój darze niebios. Opiekuj się Korcią <*>, powiedz że wszyscy tu pamiętamy Jej uśmiechnięty pysiorek.
-
Tośka, bardzo się cieszę. Atos też z pewnością odetchnął z ulgą. Rasta śniła mi się po raz ostatni na początku stycznia, zaraz po tym, jak pojawiła się w naszym domu Fuksia. Leżała obok niej w miejscu, które zawsze było zastrzeżone tylko na dla nas dwóch. Tuśka nie lubiła gdy ktoś, nawet bardzo bliski, zbliżał sie do mojego łóżka (co było czasem źródłem całkiem komicznych sytuacji), to dotyczyło też zwierząt, odganiała stamtąd nawet żółwia, mimo że na codzień się go bała. Tej nocy leżała przy łóżku razem z Fuksią, obie spokojne, czujne, przytulone do siebie, jak siostry. Być może chciała mi pokazać, że przekazuje swoje obowiązki i prawa, że teraz jest już wolna, nie trzyma jej już moja rozpacz, bezsilność i samotność, że może spokojnie wejść w swój nowy świat i tam, zajęta swoimi sprawami, czekać na ten dzień, gdy nasze drogi znów się zejdą. Myślę, że i Atos poczuje się teraz wolniejszy.
-
masowałam od dołu w górę, brałam łapkę w dłoń i uciskałam samym kciukiem - nie za mocno, ale tak, żeby czuć żyłę pod palcem. Opuchlizna początkowo sięgała za kolano, a potem w miarę poprawy schodziła w dół. Sprawdziłam jeszcze ten aescin - to lek na obrzęki pooperacyjne, żylaki itp, nie ma w nim nic groźnego, substancja czynna to wyciąg z kasztanowca, moja lady waży 20 kg i brała 2x dziennie po 1 tabletce. pzdr
-
nie, nie, wyraziłaś się dobrze, tylko zabrzmiało z lekka szamańsko, coś w stylu medycyny bardzo niekonwencjonalnej ;) . Czym innym są chyba płyny zbierające się w okolicy blizny i całej masy uszkodzonych tkanek, czym innym wysięk limfatyczny powodujący obrzęk łapek (ale ja nie jestem wetem, a to co tłumaczą mi weci często przeinaczam :oops: ) - tu trzeba tylko przywrócić właściwe krążenie, dlatego masaże wzdłuż naczyń krwionośnych, a nie rowerek. Po dwóch dniach masowania i aescinu wszystko wróciło do normy. Masowałam tak z doskoku, kilka razy dziennie (nie pamiętam - może 3, 4 razy) po 10-15 minut. A sunia ma ok. 7 lat. Trzymam kciuki za sunię rodziców, oby nie było już więcej przygód i szybciutko wydobrzała Pozdrawiam
-
[quote name='Urwis']dziurawienie nóg[/quote] :crazyeye: :crazyeye: :crazyeye: Przechodziłam przez opuchliznę pooperacyjną łap i nikt mi psa nie dziurawił. Pomogły masaże i aescin (dawkowanie musi ustalić wet)
-
nuu, Tosieńka zabezpieczona na wszystkie okazje. Pasja, dziękuję:Rose: Antonina p.v. Fuksia zaskakuje mnie nowymi talentami. Dziś wprawiła mnie w zdumienie swoim uwielbieniem dla instrumentów dętych, ahhh, jak je pięknie wspierała melorecytacją... Poza tym do furii doprowadza ją odgłos spryskiwania (furia to chyba nie najlepsze słowo, bo furia w tośkowym wykonaniu jest baaaardzo komiczna). Aż strach pomyśleć, jakie jeszcze tajemnice krye w sobie umysł Księżniczki...
-
Nadszedł dzień rozstania ;( Do końca Dianko w moim sercu [']
zurdo replied to romenka's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
a ja się cieszę przeogromnie, że romenka oderwie się choć na troszkę od tego wszystkiego. I mam nadzieję, że rodzina jej odetnie dostęp do netu i telefonu ;) -
Nadszedł dzień rozstania ;( Do końca Dianko w moim sercu [']
zurdo replied to romenka's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
romenko, mam nadzieję, że jedziesz gdzieś, gdzie odpoczniesz od tego wszystkiego i troszkę sił nabierzesz... A kto zostanie z Dianką? -
Najchętniej w ogóle bym nie jechała, bo spotkania towarzyskie to ja sobie mogę na miejscu urządzić :cool3: Tylko na dwóch ostatnich nie byłam, bo z Rastą siedziałam, a nie wiem, gdzie przebiega granica cierpliwości u zwierzchnictwa i wolę nie sprawdzać na razie. Ale nie wpadajmy w jakieś depresyjne nastroje, bo i gdzie nam tam do R., to jak porównywnywać upadek z roweru z katastrofą Titanica. Po pierwsze to będą tylko 2 dni (dla mnie co prawda aż), po drugie nie sposób teraz przewidzieć, w jakim stanie Tosiul będzie za trzy tygodnie, a od tego zależy, co będę mogła z nią począć, tylko wolę sobie przygotować zawczasu różne scenariusze. Problem byłby naprawdę duży, gdyby w ogóle nie była w stanie chodzić po schodach, ale skoro potrafi już podtrzymywana – to raczej znajdę jej gdzieś lokum. Choć mam cichą nadzieję, że będzie w takim stanie, że będzie mogła zostać na swoich śmieciach z mamą, najwyżej z kimś pod telefonem, kto w razie czego pomoże. Ale to na razie gdybanie, na pewno nie zostanie na dwa dni zamknięta w pampersie. Ostatecznie zawsze jest majafaja, do Łodzi rzut beretem, nawet metrem podjechać... :evil_lol: :Rose: Antonina dziś w nastroju cokolwiek melancholijnym i zadowolenia z życia w niej tyle co witamin w coli (nomen omen): [URL="http://imageshack.us"][IMG]http://img402.imageshack.us/img402/1712/owce4jj8.jpg[/IMG][/URL] :ices_bla: Trzeba jej to wybaczyć, pogoda nas nie rozpieszcza. A z nowych form aktywności – zurdo pełzająca na czworaka i goniąca z cichym powarkiwaniem Tosława, próbująca chwycić zurdo za gatki. Hmmm, naprawdę – na co dzień poważny ze mnie człowiek :cool1:
-
Muszko <*>, biegaj szczęśliwa po Tęczowych Łąkach, na pewno znalazłaś już wspaniałych przyjaciół wśród naszych Aniołków. Cichociemna, bardzo mi przykro i bardzo współczuję. Pisz o Muszce, pisz do Muszki, przelewaj żal, ból, czasem złość i niedowierzanie - to pomaga, i nikt tu nie powie, że zwariowałaś. A z czasem ból będzie trochę mniejszy, wspomnienia radośniejsze, a i jakieś cztery łapki... Trzymaj się
-
Nic nie umiera. Może się zmienia, ale nie ginie. Może odchodzi, ale nie znika. Może ucieka, ale nie przepada. Może się chowa, ale nie ściera z tablic pamięci... Atosku <*>, pamiętam...
-
Niusiu, spaceruję z Tosią w różne miejsca, żeby poznała okolice i przypomina mi się, jaką niesamowitą mapę miejsc miałaś w głowie. Wystarczyło, że raz pojawiłaś się gdzieś w gości i pamiętałaś to miejsce latami. Maja już dawno się wyprowadziła, a ty po latach jeszcze skręcałaś do jej bloku, choć byłaś tam tylko raz. Wystarczyło powiedzieć Maja, Gosia, Paweł, Piotrek, Nutka, Nieporęt... – mam wrażenie, że trafiłabyś tam i beze mnie, nawet jeśli trzeba było jechać daleko autobusami. Pamiętałaś, gdzie mieszkają znajomi ludzie i znajome psy, zawsze, przechodząc obok domu, w którym mieszkał ktoś znany nam, skręcałaś tam w nadziei, że wstąpimy. Lubiłaś się wszędzie wprosić, a jak już weszłaś, to dom był Twój, wszędzie czułaś się u siebie, czasem nawet za bardzo. No i oczywiście mapa wszystkich sklepów, w których byłaś mile widziana. A teraz widzę w tych miejscach Twój roześmiany cień już gotowy na powitanie, ogon roztańczony, przednie łapki już gotowe do oderwania się od ziemi, nos próbujący otworzyć drzwi. Tusiołku...
-
Norciu, pokaż naszym leniuszkom, jak ucieszyłaś pana, i pogoń je troszkę. Wszyscy czekamy na odwiedziny i nigdy, nigdy ich dość.