Jump to content
Dogomania

gallegro

Members
  • Posts

    6014
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by gallegro

  1. ulv, dziękujemy za cenne rady, mamy jeszcze 2 starsze pieski, w razie czego będziemy korzystać z Twoich rad. U Leduni jednak nie dało się obniżyć kreatyniny, mocznik być może tak, ale kreatyniny nie. Poza tym ona od piątku bez przerwy wymiotowała, dziś w nocy było tragicznie, co 5-10 minut wymiotowała żółcią. Potem już płakała, tak była wymęczona. Jej żołądek nie przyjmował absolutnie niczego, zjadały go kwasy żołądkowe. Bardzo cierpiała, robiliśmy wszystko, żeby jej ulżyć w cierpieniu, ale niestety, nie udało się. Jej stan dziś pogarszał się z godziny na godzinę, dlatego podjęliśmy trudną decyzję o skróceniu jej cierpień.
  2. Leda odeszła... Po konsultacjach z 3 lekarzami, po poważnej rozmowie podjęliśmy decyzję o uśpieniu Leduni. Sunię cały czas męczyły wymioty, gdy zaczęła płakać na głos, coś w nas pękło... Stan był już praktycznie agonalny, Leda przelewała się przez ręce, nie reagowała na dotyk, na nas. Powoli odchodziła i pewnie potrwało by to jeszcze dzień lub dwa. Ale patrząc na jej cierpienie i słysząc jej płacz... nie mogliśmy inaczej. Leduniu, biegaj szczęsliwa tam, gdzie jesteś znowu młoda i zdrowa. Do zobaczenia Kochanie (') (')
  3. Skonsultowaliśmy wyniki Ledy z zaprzyjaźnioną ciotką - lekarzem. Nie pozostawia nam złudzeń. Leda już z tego nie wyjdzie. Wyniki jednoznacznie wskazują na ostrą niewydolność nerek spowodowaną dużym odwodnieniem.... Ciężko, bardzo ciężko.
  4. Całą noc Leda wymiotowała żółcią, bardzo się wymęczyła. Rano pojechaliśmy do weta, w drodze była prawie nieprzytomna, główka jej opadała, u lekarza nie reagowała na zastrzyki. Dostała kroplówkę z glukozą, zastrzyk przeciwwymiotny oraz zrobiliśmy jej badania-mocznik i kreatynina. Normy są 10 krotnie przekroczone, lekarz nie daje nam większych nadziei. Leda jest kompletnie wyczerpana, leje się przez ręce. Jeszcze będziemy konsultować wyniki z zaprzyjaźnioną ciocią - lekarzem. Walczymy o nią, robimy co w naszej mocy, lekarze też, ale pewnych spraw niestety się nie przeskoczy, tym bardziej w jej wieku. Jeszcze liczymy na to, że nastąpi przesilenie, że pomogą leki, kroplówki, że Leda wyzdrowieje. Jeśli jednak nadal będzie cierpieć... :shake:
  5. Dla odmiany, od rana Leda sporo wymiotowała. Opróżniła żołądek do cna, a mimo to, odruchy wymiotne nie ustają. Najgorsze jest to, że nie ma reakcji na podawane środki p/wymiotne :shake:. Dopóki nie zacznie przyswajać pokarmu, choćby w formie płynnej (glukoza z dodatkami), nie ma mowy o zdecydowanej poprawie... Kiedy to się skończy...:shake:.
  6. Leda wciąż bardzo słabiutka, jeszcze wymiotuje, ale dostaje zastrzyki, codziennie kroplówkę, a wieczorem dostała do pysia glukozę i nie zwymiotowała. Podajemy bardzo ostrożnie, bo do tej pory wszystko co wzięła do pyszczka, wymiotowała. Porcja glukozy została podana na 3 razy, minęła godzina od ostatniego podania i nie ma wymiotów, na szczęście. Wypiła też 2 razy po odrobinie wody. Teraz śpi na termoforku, okryta kocykiem. Warczy na Kamę, czyli jest nieźle ;)
  7. Przed chwilą podłączyłem suni kroplówkę. Jest bardzo grzeczna i nie protestowała, kiedy usiłowałem podłączyć to ustrojstwo do wenflonu. Nawet mi się udało. Słychać wyraźnie, jak Ledzie "gra" w brzuszku. Nie widać jednak, żeby cierpiała, jak to miało miejsce dziś rano. Były jeszcze wymioty, ale nie tak obfite jak przedtem. Bidulka jest osłabiona, ale mam nadzieję, że od teraz będzie już tylko lepiej. Poniżej opiszę naszą dzisiejszą wizytę w zaprzyjaźnionej lecznicy. Na wstępie pragnę kolejny raz podziękować Ewie (zwierzuś). która nie bacząc na dzień wolny od pracy, pofatygowała się ze mną do zwyczajowo nieczynnej dziś lecznicy. Już na wstępie, podczas rutynowych badań, doktor Ewa :lol: ustaliła, że Leda ma zapalenie żołądka i jelit. Sunia była makabrycznie odwodniona. W tym miejscu pragnę podkreślić z całą stanowczością, że doktor Krzyś (ten u którego byłem w piątek), nie popisał się. Nawet Ledy dobrze nie zbadał, a leki zaordynował "na oko". Najgorsze jest to, że już wtedy nie podał kroplówki twierdząc, że "nie jest tak źle". Dobrze raczej też nie było, ponieważ następnego dnia Leda była już baaardzo odwodniona. Nauczka i cenna wskazówka na przyszłość... Nie ma co polegać na opinii co po niektórych "lekarzy", tylko samemu sprawdzić, czy gałki oczne nie są cofnięte w głąb oczodołów. Byłem w szoku, kiedy po kilkunastu minutach od podania dożylnej kroplówki, oczy Ledy wróciły na swoje miejsce :crazyeye:. Szczerze przyznam, że nie miałem o tym bladego pojęcia. Jak się okazuje, test uniesionej skóry, czasem może wprowadzić w błąd. Prawdopodobnie tak było w przypadku Ledy. Sunia dostała kilka zastrzyków, z czego była średnio zadowolona. Do domu zabraliśmy pokaźnych rozmiarów torebkę z kolejnymi zastrzykami, kroplówką oraz glukozą (z czymś tam), którą w najbliższych dniach, ma spożywać zamiast normalnych posiłków. Po powrocie przygotowałem Ledzie podgrzewane posłanie. Ponieważ nie mogłem dostać termofora, użyłem plastikowej butelki ;). 100 ml kroplówki właśnie dobiegło końca, więc mogę uwolić sunię z uwięzi. Mam nadzieję, że już niebawem będę mógł przekazać kolejne dobre informacje.
  8. Zamiast opisywać ze szczegółami obecny stan zdrowia Ledy, przytoczę tylko jeden fakt... Kiedy po powrocie, położyłem Ledę na jej ulubionym fotelu, podeszła do niej zaciekawiona Dorcia. W tym momencie, Ledunia pokazała jej nieco przerzedzone ząbki i cichutko warknęła ;). Idzie ku lepszemu :multi:. Teraz ja udam się palulu, bo ledwie patrzę na oczy. Wcześniej jednak coś zjem, bo jak tak dalej pójdzie, to mnie trzeba będzie karmić sondą :razz:. Wieczorem opiszę naszą dzisiejszą "wycieczkę"...
  9. Około południa jestem umówiony w Warszawie z pewną dogociotką-wetką, która bez wahania zdecydowała się poświęcić swój cenny czas. Ewa - dzięki !!!
  10. Sytuacja bez zmian... Niedawno były kolejne wymioty, a teraz sunia leży jak "ściereczka" :-(. Tylko ruch jej powiek świadczy o tym, że w tym delikatnym ciałku, pali się iskierka życia...
  11. Od pewnego czasu Ledunia miewała problemy zdrowotne. Niestety, w ciągu kilku ostatnich dni, jej stan bardzo się pogorszył :shake:. W tej chwili jest skrajnie osłabiona przewlekłymi biegunkami i wymiotami. Leży obok mnie na fotelu i prawie nie daje oznak życia :shake:. Będę przy niej czuwać całą noc i modlić się o jej powrót do zdrowia. Ponieważ wcześniej nie było okazji napisać o jej problemach zdrowotnych, teraz nadrobię zaległości... Od momentu, kiedy Leda do nas przyjechała, miała problem z bardzo częstym oddawaniem moczu. Dużo przy tym piła. W związku z tym, wykonaliśmy szereg badań, których wyniki wykluczyły pewne podejrzenia. Ogólnie rzecz biorąc, wszystkie wyniki były w normie, ewentualnie na jej granicy. Wykluczono wątrobę, nerki oraz ropomacicze. Jeden z wetów sugerował, że nie można wykluczyć zmian na tle nowotworowym, jednak ze względu na wiek suni, odradził przeprowadzanie diagnostyki w tym kierunku. Wykonanie miarodajnego zdjęcia RTG, wymagałoby podania suni narkozy, co w jej wieku nie jest wskazane. W przeszłości Leda miewała biegunki, ale po krótkim czasie, wszystko wracało to do normy. Niestety od kilku dni, do biegunki dołączyły wymioty. W związku z tym w piątek udałem się do weta, który zaaplikował suni zastrzyki, a w domu kazał podawać antybiotyk w tabletkach. Szczerze mówiąc, nie sprecyzował swoich podejrzeń (być może sam nie był pewien), ale dał mi do zrozumienia, że ze względu na wiek suni, rokowania są ostrożne. Dziś wieczorem nastąpiło raptowne załamanie... Ze względu na to, że od kilku dni Leda praktycznie nie jadła, jest bardzo osłabiona. Nie jest jeszcze odwodniona, ponieważ do końca piła wodę. Niestety, po wypiciu większej porcji, po pewnym czasie również dostawała torsji. Będąc u weta, zakupiłem specjalną karmę, która miała odciążyć jej układ pokarmowy, ale Leda nie chciała nawet na nią spojrzeć. Mam nadzieję, że niebawem nastąpi przesilenie... Wszystko w rękach opatrzności...
  12. Już ostatni nasz tymczasowicz pojechał do domku. Trzy "tymczasy" to nasze stałe, zostają na zawsze :p. A teraz musimy trochę odpocząć, na razie przerwa z tymczasami, bo jesteśmy wykończeni :cool3:. Bisiek ma się świetnie, dziś rano dzwonił do mnie jego nowy pan. Bisio przespał spokojnie całą noc, rano szalał z sunią, pomaga panu w obejściu, jest przemiłym towarzyszem dla Pańtwa i dla suni Kory. Zachowuje się tak, jakby mieszkał tam całe życie i na szczęście nas nie szuka. Myślę, że to głównie zasługa suczki Kory. Po co ma chłopak szukać, skoro ma na miejscu? :eviltong: Nowy pan jest nim zachwycony, a my wreszcie odetchnęliśmy ;). Ważne, bo nie pisałem wcześniej, w zeszłym tygodniu Bisio został wykastrowany, a Kora jest wysterylizowana więc potomstwa nie będzie :lol:.
  13. Bisiek jest już w swoim własnym domku :p. Myślimy, że tym razem to jest TEN DOM. Rodzina kilku pokoleniowa - nestor rodu, przemiły i niesamowicie zwierzolubny, córka pana wraz z mężem, która przeprowadziła się tam 3 lata temu oraz 26-letnia wnuczka. Rodzinka iście dogomaniacka, wszystkie psiaki, które mieli w swoim życiu, były ze schroniska. Bisiek ma do towarzystwa koleżankę, 3-letnią Korę, wziętą ze schroniska w Białej Podlaskiej, a oprócz tego kozy, koziołki ;) oraz kury. Wszystkie zwierzaki są wypielęgnowane, wyczesane, bardzo zadbane. Ogromne wrażenie zrobił na nas biały koziołek z ufryzowaną brodą i podkręconą grzywką ;), którą starszy pan z upodobaniem czesze. Oprócz duuuużej dawki miłości, widać tam również ogromną odpowiedzialność. Oba psiaki mają ocieplane grubym styropianem, porządne budy, stojące w pomieszczeniu i wyścielone czyściutką słomą. Pani gotuje specjalnie dla psiaków. Pani i starszy pan są cały czas w domu. Posesja w całości ogrodzona. Cały areał to 3 hektary, z czego do ciągłego korzystania przez psiaki ok. 0,5 ha. Bisio zjadł właśnie ze smakiem obfitą kolację i po krótkim spacerze udał się na spoczynek. Mamy bardzo dobry kontakt z domkiem, a wizytę poadopcyjną planujemy na wiosnę. Ogólnie mówiąc, jesteśmy bardzo zadowoleni z tej adopcji.
  14. Co do "letnich nieobecności", miałem oczywiście na myśli wyjazdy po zakupy, czy inne, nie dłuższe jak jednodniowe. Wspomniana buda służy wtedy jedynie za schronienie w razie załamania pogody (deszcz, czy przenikliwy wiatr). Dokładnego wieku Pana nie znam, ale mogę się domyślać, że ok. 70 lat. Podobało mi się to, że wspomniał o tym sam zainteresowany. Tę kwestię proponuję wyjaśnić w przypadku wstępnej akceptacji propozycji Kruszyna. Może udałoby się ustalić opiekuna zastępczego, na wypadek zdarzeń losowych, takich jak ciężka choroba, czy nawet śmierć. Moim zdaniem, pan jest tego świadom, dlatego nie widzę problemu, aby z nim samym o tym pogadać. Dajcie znać, czy mam do niego zadzwonić...
  15. Czy aktualnie, w związku z przebytą operacją, psiak ma problemy z poruszaniem? Czy wymaga specjalnej opieki (ograniczanie ruchu itp.), Czy przyjmuje leki? Na ogłoszenie mojego Bisia, odpowiedział Pan z Siedlec, który szuka "prawdziwszego" ONka ;). Co prawda miał być nieco młodszy, ale spróbuję go przekonać. Oczywiście nic na siłę, ale z rozmowy wynika, że to bardzo odpowiedzialny człowiek. Jest emerytowanym lekarzem. Mieszka sam w domu. Zdaje sobie sprawę, że nie jest już młodzieńcem, ale nie wyobraża sobie domu bez psa. Kiedy opowiadał mi o swoim ONku, który niedawno odszedł (takiego określenia użył), głos mu się łamał... Psiak zamieszkałby w domu, ale w okresie letnim, pod nieobecność pana, przebywałby na zewnątrz (coś w rodzaju alarmu ;) ) i miałby do dyspozycji solidną budę. Działka nieduża, solidnie ogrodzona. Pan szuka przyjaciela, z którym będzie mógł "pogadać"... Na koniec naszej długiej rozmowy obiecałem, że pomogę mu znaleźć takiego psiaka. Zważywszy na usposobienie i powierzchowność Kruszyna, mógłbym zaproponować go zainteresowanemu. Trzeba jednak wziąć pod uwagę fakt, że to starszy, samotny człowiek... Co o tym sądzicie?
  16. W głowie mi się nie mieści... jakim trzeba być potworem, żeby bez najmniejszego powodu, podnieść rękę na bezbronne stworzenie... Ufa, że inna ręka, ręka sprawiedliwości, niechybnie dosięgnie zwyrodnialca...
  17. [quote name='tyciaNi']ehhh, to pop.......lone społeczeństwo :angryy:(...)[/quote] Ogólnie rzecz biorąc masz rację :razz:. Zdarzają się jednak wyjątki... Jestem pewien, że w przypadku Agusi tak właśnie będzie i to szybciej niż nam się wydaje ;).
  18. A myślisz, że Busia tym bardziej nie wróci? Myślisz, że znajdzie dom w jej wieku? I wreszcie czy nie bierzesz pod uwagę tego, że ona jest już u Ciebie ponad 2 lata i że to będzie dla niej ogromny szok? Mam 6 psów, w tym tymczasowicza na 35 metrach kwadratowych. W tym 4 duże. Trzeba ich izolować, bo suki nie zgadzają się ze sobą. Jeśli byś tylko chciała, to nie jest niemożliwością izolować psy, gdy mieszka się w domku z ogrodem... Chętnie pomogę w ogłoszeniach dla Lary. Czy ona w ogóle miała jakieś ogłoszenia? Jeśli tak, to proszę, podaj linki, zeby nie dublować.
  19. Miast odwoływać się do rozsądku i odpowiedzialności, zapytam wprost... Czym Busia sobie zasłużyła, na to swoiste "wyróżnienie"? :shake: Czyżby tym, że jest starym, pospolitym kundelkiem? :shake: Tak się składa, że moja Ledunia (17 mgnień wiosny), jest dość problematycznym przypadkiem. Siusia i koopka w domu, oraz stawia się wielkiej Kamie, która również jest non-stop izolowana. Mimo, że jest u nas zaledwie kilka miesięcy, niedawno podjęliśmy decyzję, że nasz dom, będzie jej domem ostatnim... Niedawno otrzymaliśmy zapytanie o starszą sunię... Nawet przez myśl nam nie przeszło, żeby pozbyć się członka rodziny. Kama również, pomimo, że jest awanturnicą i ma na pieńku z Ledą i Dorką, ma u nas zapewnione dożywocie. Kama jest izolowana od wielu miesięcy i w tym okresie nie doszło nawet do jednego incydentu. >Muffel, przemyśl swoją decyzję raz jeszcze... Spróbuj spojrzeć na to z perspektywy Busi... Pomyśl, czy drugi psiak przeżyje porównywalną traumę, w przypadku zmiany otoczenia. Kiedy rozważysz wszystkie za i przeciw, wtedy podejmij ostateczną decyzję...
  20. ANETTA otrzymała PW, w której wytłumaczyłem swoją absencję Proszę abyście nie zarzucali mi opieszałości...Mam swoje obowiązki i nie mogę non-stop siedzieć przy kompie :roll:. Do zainteresowanego mam nr. tel. Mogę go przekazać osobie, która podejmie się przeprowadzenia re-kontroli. Uważam jednak, że przedtem wskazana jest rozmowa z mamą Tosi (nr. w moim posiadaniu), żeby ustalić jakie są ostateczne decyzje. Nie powiedziano mi, że definitywnie skreślają domek, a jedynie to mi sugerowano. Nie mniej ważne jest to, aby pan nie uznał nas za "zakręconych", tak jak to jego niektórzy ocenili. W tym miejscu trzeba sobie jasno powiedzieć, że nie można wylkuczyć tego, że to właśnie my się mylimy w osądach. W końcu nikt z nas nie widział człowieka na oczy. Dopóki jednak się nie upewnimy, nie zaznamy spokoju...
  21. Informacje o tymczasowej opiekunce psa, są w pierwszym wpisie. Jakiś czas temu, Tosia potwierdziła ten stan rzeczy. Nie wiem, jak jest w chwili obecnej. Jeśli chodzi o prawa do psiaka, to szczerze mówiąc sam się pogubiłem. Ze słów Tosi wynika, że wspomniana staruszka, ma zaufanie tylko do mamy Tosi i tylko w przypadku jej przychylności, wyda psiaka. To wszystko co udało mi się ustalić...
  22. Wczoraj, późnym wieczorem, zadzwoniła do mnie pani, która jak wynikało z rozmowy, wracała akurat z mamą Tosi, z rzeczonej wizyty przedadopcyjnej. Obiecała mi, że po przekazaniu informacji, Tosia sama dokładnie opisze wynik kontroli. Ponieważ jednak zakładam, że może to nastąpić z małym poślizgiem, wspomnę tylko o kilku interesujących kwestiach, o których usłyszałem via tel. Już z pierwszych słów wynikało, że dom nie spełnia wszystkich warunków. Co prawda panie nie stwierdziły jakichś zasadniczych problemów, ale jest cała masa drobnych "niedociągnięć"... Nie ukrywam, że część z nich, na pierwszy rzut oka, wydała mi się kuriozalna... No bo jak skomentować to, że jednym z problemów jest fakt palenia papierosów przez domowników... Podobno psy w takich przypadkach kaszlą... Być może, ale chciałbym zobaczyć wyniki ankiety, ile to osób, uważających się za dogomaniaków, prześladuje ten sam nałóg... Następnym problemem była nieobecność TZ-ki pana, podczas rozmowy. Założono, że nie musi podzielać opinii zainteresowanego, odnośnie słuszności decyzji o adopcji. Podobno zdarzało się też, że z poprzednim psem pan spacerował bez kagańca i bez smyczy. Miał go tak też pozostawiać pod sklepem na czas robienia zakupów. Nie pochwalam tego, ale wszystko jest względne i czasem wymaga to jedynie uświadomienia i odpowiedniej argumentacji. Były jeszcze jakieś wątpliwości natury wychowawczej, ale wolałbym, żeby to właśnie Tosia opisała możliwie szczegółowo. Nie powyższe jest jednak najważniejsze... Odniosłem wrażenie, że ta wizyta miał na celu "udowodnienie" za wszelką cenę, wzburzonej "opinii publicznej", że dom jest "be". Spodziewałem się raczej usłyszeć coś w rodzaju "niestety... przykro nam, ale to nie jest dom dla Miłka..." W zamian padło wiele słów w rodzaju "no i widzicie... chyba nie chcecie takiego domu dla Miłka" W tonie wypowiedzi, brak było niespełnionej nadziei, a dominowało usprawiedliwianie takiej a nie innej decyzji... Na koniec zostałem zachęcony do osobistej re-kontroli domku, jeśli tylko sobie tego życzę... I tutaj przyszedł mi do głowy pewien pomysł... Przydałyby się dwie kontrole... Jedna wspomnianego domku, przez "niezawisłą komisję" w skład której weszłyby przynajmniej dwie doświadczone dogomaniaczki. Pomogłoby to rozwiać wątpliwości nagromadzone zarówno na tym, jak wielu innych wątkach psów, będących w jurysdykcji Tosi i jej mamy. Drugiej kontroli należałoby dokonać w aktualnym miejscu pobytu Miłka. O ile wiem, opiekuje się nim, jak i kilkoma innymi psami, osoba w podeszłym wielu, która jak mniemam, nie ma najlepszych warunków, ani dostatecznych środków, aby zapewnić wszystkim zwierzakom właściwą opiekę. Nie twierdzę, że wspomniany dom byłby idealny, a nawet bardzo dobry... Nie twierdzę również, ze nie znajdzie się taki, który zaakceptują wszyscy bez wyjątku... Sądzę jednak, że sposób postępowania zainteresowanych osób, nacechowany jest opieszałością, a co gorsza, "nieomylnością"... Na koniec pragnę oświadczyć, że nie życzę sobie, aby na jakiejkolwiek aukcji psiaka, który pozostaje pod opieką Tosi i jej mamy, widniał mój nr. tel. Nie chcę więcej pośredniczyć w podobnych, wątpliwej "urody", przepychankach...
  23. Bisio to bardzo sympatyczny psiak. Wydoroślał nieco i zachowuje się już bardziej powściągliwie. Wciąż cieszy się z każdego kontaktu z człowiekiem, lgnie do niego całym sobą, ale nie jest to już tak uciążliwe, jak jeszcze niedawno. Zaczynam się zastanawiać, czy nie sprawdziłby się jako psiak domowo-podwórkowy. Najlepiej jednak, gdyby nie zostawał na długo sam. Bisio nie bałagani zbytnio, ale kiedy się nudzi, roznosi różne gadżety po wszystkich kątach, nie niszcząc ich przy tym. Jest niesłychanie ufnym psem. Jest karny, ale musi wiedzieć, że jego pan nie jest zadowolony z tego, co akurat robi. Wystarczy podniesiony głos, a psiak odchodzi z miną "no już dobrze, tylko przestać buźkę piłować :razz:". Szkoda, że nie ma szczęścia... Jestem pewien, że kiedy trafi na odpowiednią osobę, oboje będą przeszczęśliwi...
  24. W dalszym ciągu zero informacji. Miałem zamiar skontaktować się z panem, ale co ja mu powiem...??? Co go obchodzą jakieś niesnaski, problemy i inne takie... Byłbym nawet skłonny zorganizować kontrolę, czy to osobiście, czy za pośrednictwem doświadczonych w adopcjach dogomaniaków, choćby nawet komisyjnie...:roll:. Niestety, w obecnej sytuacji nie widzę większego sensu takich działań... No bo co będzie, kiedy się okaże, że osoby decydujące o losie psa, nie zgodzą się z opinią wspomnianej "szanownej" komisji... Pozostaje czekać i mieć nadzieję, że zwycięży zdrowy rozsądek... Zakładając, że psiak przebywa w opisywanych warunkach, zważywszy na panujące warunki atmosferyczne, adopcja Miłka powinien być priorytetem... Dość już się naczekał w deszczu, na mrozie, uwiązany na łańcuchu...
×
×
  • Create New...