-
Posts
6014 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by gallegro
-
Myślę, że pora skupić się na suni i poszukiwaniach doświadczonego DT. Z DS, który poradziłby sobie z jej problemami, może być kłopot... A może jednak... Odwiedziłem dziś Dajtusię, która najpierw solidnie na mnie nawarczała, chowając się w czeluściach wnękowej szafy, potem zaś, kiedy siedziałem przy stole, położyła się stosunkowo niedaleko moich nóg. Wystarczył jeden gwałtowny ruch, a wyskoczyła jak oparzona ujadając, przez co niemal przyprawiła swoją Panią o palpitację serca :razz:.
-
[quote name='Agmarek'](...) Niektóre psy zarówno łajdactwo jak i spryt mają we krwi(...)[/quote] Kiedy obserwuję swoich dwóch idoli, czyli "ulubionych" sąsiadów, odnoszę wrażenie, że wspomniane cechy nie są zarezerwowane li tylko dla czworonogów... Edit: Błąd w rozumowaniu... Dopiero sobie uzmysłowiłem, że w/w panowie, mają sporo wspólnego z przedstawicielami tego gatunku... Bardzo często poruszają się "na czterech", a i IQ mają gdzieś w okolicy mojej średniej psiowej :razz:. Podobnie jak one, znają tylko podstawowe komendy... :roll:. Poza tym, najeść się, napić i spać... Czasem jeszcze wkurzyć sąsiada :cool3:.
-
Mysza, wszystko co napisała pixie, potwierdzam w całej rozciągłości ;). Jeśli tych państwa nie zrazi fakt, że na początku Aga może być nieco nieufna, to wydaje się, że to dla niej wymarzony dom. Z tego co wiem i o czym pisała sama Wandzia, Agusia nie niszczy sprzętów i zachowuje czystość. Jakiś czas temu Aga miała szansę na cudowny dom, ale dosłownie dzień przed uzgodnieniem szczegółów, nowa potencjalna pani Agi, dowiedziała się o swojej poważnej chorobie... :shake: Obecnie również i ona włączyła się czynnie w poszukiwania domku. Mam nadzieję, że wspólnymi siłami uda się w końcu znaleźć go dla Agusi...
-
W tym miejscu z całą pewnością więcej maluchów nie było. Może od razu urodziły się martwe, a wtedy wiadomo co potrafi zrobić sunia... Ten który odszedł był maleńki i wyglądał na chorego. Jeśli chodzi o pozostałe wyrzucone psy, informacje mam z drugiej ręki i nie znam szczegółów. Podobno tylko Benia osiedliła się na tym terenie, a pozostałe mogły paść ofiarą myśliwych, którzy w tych okolicach uwielbiają strzelać "szkodniki" :shake:. Benie uratowała jej wyjątkowa nieufność. Przy pierwszym spotkaniu, nie pozwoliła mi podejść bliżej jak na 30-40 m. Sprawdzę jeszcze pochodzenie psiaka podobnego do Beni, którego widziałem kilka dni temu w okolicy. Nie wydaje mi się jednak aby był jednym z porzuconych, ponieważ nie widziałem go nigdy wcześniej...
-
[quote name='Agata69']A Benia to juz wasza?.....[/quote] Jeśli się upierasz, to Ci ją odstąpimy ;). A tak poważnie, to będzie u nas przynajmniej do chwili usamodzielnienia Lucka. Potem obojgu poszukamy dobrych domów. Gdyby udało się nauczyć ją czystości i odpowiedniego zachowania w domu, mogłaby zamieszkać w mieszkaniu. Na posesji trudno będzie ją utrzymać, ze względu na jej umiejętność forsowania ogrodzenia. Kiedy zorientujemy się jakiej techniki używa (przeskakiwanie lub wdrapywanie), postaramy się dopasować stosowne warunki.
-
Benia nawarczała na Dorkę, która usiłowała zbliżyć się do Lucka. Od tego momentu nie wychodzi z budy ;). [URL="http://www.fotosik.pl"][IMG]http://images45.fotosik.pl/83/21f948e5ab0af7f1.jpg[/IMG][/URL] Sąsiad powiedział mi ciekawą rzecz... Wczoraj, kiedy byłem w pracy, Benia opuściła posesję i udała się na obiad :razz:. Około południa widziana była na okolicznej łące, z kurą w pysku :roll:. Na szczęście, nie była to kura TEGO sąsiada ;). Niestety, ten sąsiad również ma kury i to tuż za płotem, więc boję się, żeby Benia nie zmieniła lokalu :cool3:. Potem znów przelazła przez ogrodzenie i kiedy wróciłem z pracy, udawała niewiniątko :mad:. Koniecznie muszę ją wyśledzić, jak ona to robi :razz:.
-
[quote name='Ania-tygrysiczka'](...) Tomku, brawo za odwagę.[/quote] ... i kto to mówi... :oops: ;). Oczko już O.K. Maluszek nawet nie protestował. Wyjąłem go z budki, ponieważ w słońcu było cieplej. Lucek pospał, połazikował, a nawet poszczekał :crazyeye:, co będzie widać i słychać na filmie, który jeszcze dziś wrzucę. Benia cały czas miała go w zasięgu wzroku, ale była zupełnie spokojna. Przed chwilą na powrót włożyłem go do budy, a w ślad za nim wpakowała się mamusia-wędrowniczka. Prawdopodobnie nadeszła pora karmienia... Przy okazji... Aniu, zajrzyj na wątek Kamy i zobacz do jakiej perfekcji doszła ta wstrętna killer'ka :cool3:.
-
[quote name='Agata69']Gallegro, ale ci zazdroszczę mieszkania na wsi...(...)[/quote] Szczerze mówiąc to sam sobie zazdroszczę :lol:. NIGDY nie wróciłbym do miasta, choć tam się urodziłem i mieszkałem przez kilkadziesiąt lat... Wracając do mniejszego meritum, czyli Lucka, zauważyłem, że powieki oczka którego jeszcze nie otworzył, są sklejone zaschniętą ropką. Czy można je czymś przemyć? Chwilowo sam jestem na gospodarstwie, a nie chciałbym czegoś spartolić :razz:.
-
Jest problem... W nocy Benia sforsowała ogrodzenie i do tej pory nie wróciła. Teraz furtka jest otwarta, więc mam nadzieję, że niedługo sama wróci. Maluch jest już niespokojny, ale jeszcze nie awanturuje się. Najgorzej, że w podobnej sytuacji w ciągu tygodnia, furtka pozostanie zamknięta. Mam nadzieję, że instynkt każe jej sforsować ogrodzenie w drugą stronę. Do dziś nie wiem, jaką techniką przełazi przez siatkę, ale i tak nie jestem w stanie zabezpieczyć jej na długości ponad 300m :shake:. Muszę pomyśleć o uszczelnieniu kojca i pozostawianiu jej w nim, przynajmniej pod moją nieobecność. Czekam na mamę... [URL=http://www.fotosik.pl][IMG]http://images44.fotosik.pl/83/7ebc55610aca0b68.jpg[/IMG][/URL]
-
"Problem" z Wandzią polega na tym, że nie potrafi odmówić nawet wtedy, kiedy powinna... Patrząc na to z boku można by odnieść wrażenie, że to ja podejmuję za nią decyzję :oops:. Uwierzcie mi, nie przychodzi mi to z łatwością... Co prawda, o swoich potencjalnych planach odnośnie suni, Wandzia wspomniała mi tuż po wizycie. Jednak od tamtej pory wiele się zmieniło. Dajtusia miała cień szansy na DS, a o powrocie Agusi z nieudanej adopcji, nie było jeszcze mowy...
-
>Anciaahk, nie wiem czy zdajesz sobie sprawę, ale zadając podobne pytania, poniekąd stawiasz Wandzię pod ścianą... Czyżbym nie dość jasno nakreślił jej "moce przerobowe" w charakterze DT :roll:. I nie kasa jest tutaj jedynym wyznacznikiem, choć z pewnością ma niebagatelne znaczenie. Dlatego też proponuję skupić się na szukaniu innego DT, a najlepiej odpowiedniego DS. Znam Wandę i Jej aktualne możliwości nieco lepiej niż inni dogomaniacy, dlatego pozwalam sobie na podobne uwagi. Wiem również, że jeśli nie będzie wyjścia i tak zdecyduje się na ten krok... Cała Wandzia :shake:.
-
Gołym okiem widać, że nie chodzi o miejsce, a o osobę. Tak, tak... ja również jestem zdania, że wolontariat przerósł Tosie2, lub jak kto woli, Tosia za nim nie nadąża... Trzeba mierzyć siły na zamiary, a nie potem chować głowę w piasek... Z prawdziwym wolontariuszem jest podobnie jak z prawdziwym mężczyzną... ważne jest jak kończy :razz:. Nie sztuką jest "rozgrzebać" wiele akcji pomocowych... sztuką jest doprowadzić ich jak najwięcej do szczęśliwego finału. Z lektury przytoczonych wątków wynika, że Tosia ma z tym niejaki problem...
-
[quote name='beka'](...) Ciekawe co stło się z pozostałymi psami :( (...)[/quote] Pewności nie mamy, ale przed kilkoma dniami zauważałem psiaka bardzo podobnego do Beni. Niestety, okoliczni gospodarze puszczają psiaki luzem "na popas", dlatego nie sposób określić czy akurat ten ma gdzieś przynajmniej swoją budę. Spróbujemy to ustalić. Tak na marginesie... Sztandarowy zarzut sąsiada wobec mnie brzmiał:"zostawiacie jedzenie, dlatego schodzą się wszystkie psy z okolicy, na które moje psy w nocy szczekają, nie dając mi spać" :crazyeye:. Dla wyjaśnienia... Sąsiada psy faktycznie potrafią skowyczeć i szczekać przez sporą część nocy i to bez jakiejkolwiek przyczyny "zewnętrznej" :razz:. Zapytałem też, jakim cudem te wszystkie okoliczne psy forsują ogrodzenia (przynajmniej w teorii powinny być zamknięte :cool3:) i dlaczego są ciągle głodne :crazyeye: :mad:. Te, jak również kilka innych kłopotliwych pytań, sąsiad skwitował wzruszeniem ramion... Chciałbym jednak oddać prawdę, że w okolicy miejsca gdzie koczowała Benia, znajdowała sie plastikowa miseczka, wypełniona czyściutką wodą. Przy okazji porozmawiam z właścicielami ościennej posesji, czy to aby również nie oni, opiekowali się sunią. Benia zaufała nam już bezgranicznie. Przełom nastąpił w chwili, kiedy odważyła się wejść do Lucka, pozostając z nim ok. 40 min. Nie niepokojona wyszła i wtedy zrozumiała, że tutaj nie spotka ich nic złego... Jest niesamowicie wdzięczna. Trudno mi opisać słowami, jakie tego daje dowody, ale bywa, że nie potrafię powstrzymać łez wzruszenia. Rano z przyjemnością obserwowałem, jak wychodzi z cieplutkiej budy i dłuuugo się przeciąga. Potem obowiązkowa porcja zabawy, gdzie poszczypuje moje dłonie i nastawia grzbiet do miziania. Minął stres... już nie boi się uniesionej ręki. Jest ostrożna, ale z całą pewnością ufna... Ma wilczy apetyt. Dwa razy dziennie pałaszuje naprawdę słuszne porcje ciepłego jedzonka. Suchego nie uznaje. A mały smyk Lucek jest na tyle silny, że sam wypełzł z budy :crazyeye:. Musieliśmy na prędce zamontować zastawkę, żeby nie mógł jej sforsować. Zagrzebuje się w miękki kocyk i tylko pomrukuje ;). Postaram się pstryknąć mu jakąś fajną fotkę, co by już teraz skruszył czyjeś serducho ;).
-
Czas: Boże Narodzenie 2008... Miejsce: Mało uczęszczana leśna droga Kiedy większość z nas zasiadała do świątecznego stołu i wraz z rodziną śpiewała kolędy, na opustoszałej drodze zatrzymał się samochód... Mimowolny świadek, z okna swojego domu widzi 3 duże psy, wypychane na siłę z samochodu. Pozbywszy się "problemu", kierowca zapewne również udał się na świąteczny obiad, w rodzinnym gronie... Parafrazując Krzyżaków Sienkiewicza, rzec by można - "chrześcijański kraj, pogańskie/barbarzyńskie obyczaje..." Benia (od "Bożego Narodzenia"), jest właśnie jednym ze wspomnianych psiaków. Przez kilka tygodni koczowała w pobliskim lesie, a kiedy głód zajrzał jej w oczy, zakradała się do okolicznych domostw, aby zdobyć pożywienie. Zdarzało się, że ukradła sąsiadowi kurę. Była przerażona i bardzo nieufna. Kiedy zobaczyłem ją po raz pierwszy, nie pozwoliła zbliżyć się do siebie. Przez kilka tygodni zostawialiśmy suni jedzenie, ale zaczęło to przeszkadzać nowo przybyłym sąsiadom. Postanowiliśmy zwabić sunię na posesję, tym bardziej, że wyglądała na szczenną. Po kilku dniach intensywnego oswajania, sztuka ta nam się udała. Niestety, szczęście nasze nie trwało długo, ponieważ po zapadnięciu zmierzchu, sunia "wyparowała". Manewr ten powtarzała kilkakrotnie, ale co dzień wracała na "papu". Do dziś nie wiemy, w jaki sposób forsowała wysokie ogrodzenie z siatki :roll:. Postanowiliśmy zmienić taktykę i nie zamykaliśmy za nią furtki. Kiedy zaspokoiła głód i pobawiła się z naszym psiakiem, swobodnie opuszczała posesję. Z każdym dniem ufała nam coraz bardziej. Jej zachowanie i raptowne schudnięcie nasuwało podejrzenia, że w międzyczasie sunia się oszczeniła. Dziś moja TZ-ka, nie bacząc na ubłocone do kolan nogi, wyśledziła legowisko suni, które wymościła w opuszczonych ruinach. Pod stertą starych okien i desek, leżały dwa szczeniaczki, z których jeden był martwy. Obydwa zabrała do domu, a Benia podążyła za nią. Dziewczynkę pochowaliśmy na posesji, a dorodny chłopak, umieszczony został w ocieplanej budzie w kojcu. Po pewnym czasie Benia weszła do niej nakarmić synka. Od tej pory nie usiłuje już uciekać, a nas obdarzyła zufaniem. Liże nas po rękach i twarzy, a nawet dała mi brzuszka do pogłaskania ;). Benia jest młodą, niespełna roczną sunią, bardzo łagodną i zrównoważoną. Jej synek Lucek vel Szczęściarz, otworzył już oczka. Dla obojga szukamy dobrych domów. Adopcja będzie możliwa po odchowaniu Lucka, tj. w drugiej połowie kwietnia. EDIT: 26.06.2009 - Benia zostaje z nami na zawsze... We wpisach 400 do 402 mowa jest o genezie niezwykle rzadkiej, lokalnej rasy, o wdzięcznej nazwie - fokador "marszczynos" koszewnicki.