Jump to content
Dogomania

gallegro

Members
  • Posts

    6014
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by gallegro

  1. Dzięki Elmira za to, że jesteś z nami, a przede wszystkim z Kamą :Rose: Jeszcze dziś, specjalnie dla Ciebie, postaram się o zrobienie krótkiego filmiku z Kamą i pozostałą bandą. Planowana wcześniej konfrontacja Kamy z Dorką wypadła nader obiecująco. Kama tylko raz warknęła na koleżankę, po czym obie położyły się w odległości ok. 1m (słownie: JEDEN METR) i nie zwracały zbytnio na siebie uwagi. Dorka próbowała obwąchiwać Kamę, a ta zdawała się ignorować jej zachowanie. Zarejestrowany filmik wypadł słabo technicznie, dlatego postanowiliśmy powtórzyć próbę przed wieczorem. Suniom wyjdzie to na dobre, ponieważ utrwali im się przekonanie, że ta druga nie koniecznie musi chcieć ją zjeść.
  2. Dziś Kama po raz pierwszy od wielu tygodni wyszła z domu o własnych siłach, wysikała się w naturalnej pozycji, po czym wróciła i ułożyła się w swoim ulubionym miejscu. Była bardzo dumna z siebie. Jej oczy śmieją się na powrót, choć jeszcze nie tak dawno płynęły z nich łzy cierpienia i bezsilności... Tak, tak, Kama płakała, a my razem z nią... Teraz też płaczemy, ale ze szczęścia. Przed chwilą Kama stanęła przy stoliku i typowym dla siebie sposobem zaczęła żebrać. No cóż, nasza reakcja nie była zbyt wychowawcza, ale nie potrafiliśmy jej się oprzeć ;-) Nieco później spróbujemy zsocjalizować ją z Dorką. Chcemy wykorzystać fakt, że Kama jest zbyt słaba aby wszcząć awanturę, a Dorka nie jest zainteresowana konfrontacją. Oczywiście ta druga będzie na smyczy. Bylibyśmy usatysfakcjonowani, gdyby udało nam się doprowadzić do wzajemnego tolerowania się obu suń. Jak do tej pory, była to wojna totalna.
  3. Kamusia robi postępy :p. Przez kilka dni nie było szczególnych zmian, a dziś Kama stawia pierwsze całkowicie samodzielne kroki. Sama wyszła dziś z kojca i przeszła kawał drogi w stronę domu. Upada coraz rzadziej, jest coraz silniejsza. Dziarsko maszeruje. Chwieje się jeszcze trochę, ale widzimy wyraźne postępy. Słysząc szelest w kuchni, natychmiast przychodzi po smakołyki ;). Dla nas to wspaniały, wzruszający widok :multi:. Jeszcze 2 tygodnie temu dosłownie leciała przez ręce jak worek z piaskiem, płakała całe dnie i noce... a dziś-radosny, uśmiechnięty pies. Mamy nadzieję, że będzie coraz lepiej. Kamula zdaje się być zdziwiona i zarazem uszczęśliwiona tym, że odzyskuje władzę nad własnym ciałem. Zmiany na lepsze postępują dokładnie w odwrotnej kolejności niż postępował paraliż.
  4. Opowiem po kolei, nie owijając już w bawełnę. Pod koniec maja pani Ewa napisała do nas smsa, że mamy natychmiast zabierać Nikę, ponieważ babcia idzie do szpitala... (młodzi państwo mieszkają z babcią), że nie będzie miał kto się Niką opiekować, że będą mieć teraz inne zajęcia, bo p. Ewa idzie do pracy itp. itd. Klasyczny pic na wodę, w domyśle-zabierajcie psa bo nam się znudził... nastepnego dnia rano zadzwonił pan Niki i oświadczył, ze żona sama podjęła taką decyzję, bo... Nika zrobiła kupkę na dywan :roll:, nie konsultując jej ani z mężem ani z babcią i powiedział nam, że on się nie zgadza na oddanie psa i że odtąd mamy się kontaktować wyłącznie z nim... Dziś zadzwoniła teściowa p. Ewy i zrobiła nam awanturę, że Nika jest "niereformowalna" i "nie do ułożenia", że pogryzła babci okulary a dziś pogryzła pieniądze na OC, które p. Ewa zostawiła na stoliku... Paniusia owa krzycząc dała nam czas 3 dni i orzekła, że po tym czasie Nikę uśpi:angryy::angryy::angryy: lub odda do schroniska. Po wymianie kilku bardzo nieprzyjemnych maili p. Ewa, która podobno "strasznie kocha Niczkę" zażądała natychmiastowego jej zabrania. Pan postawił veto, ale wieczorem zadzwonił, że skapitulował pod naciskiem bab i że chce mieć spokój w domu... Więc Nika w środę zostanie odebrana, a w czwartek wraca do nas... Myślałam, że choć dadzą nam z tydzień czasu, aby zmiejszyć jej stres i przekazać z domu do nowego domu, ale p. Ewa zażądała natychmiast zabrać psa bo niszczy... Dziecinada kompletna, ludziom nie można ufać, zawiedliśmy się po raz kolejny i to bardzo, bardzo, bardzo.... Nie chcę nic więcej pisać bo musiałabym wyrazić się bardzo niecenzuralnie... same epitety cisną mi się na usta. Najpierw dawać pieska i to natychmiast, z dostawą do domu i full servisem. A teraz-piesek się popsuł-więc oddają jako towar wadliwy... Szkoda słów... Po prostu nie mam pojęcia jak sobie poradzimy, chora Kama, stary Jurand, 4 psiaki, które Niki raczej nie zaakceptują, a wolnego pomieszczenia już brak... Jeszcze dziś dajemy ogłoszenia i Nika szuka nowego domu po zmarnowanym dzieciństwie u tych ludzi... A wydawali się takim cudownym domkiem... Ludzie to najgorsza hołota z żyjących na Ziemi stworzeń....
  5. Kama wraca do zdrowia. Dziś po raz pierwszy udało się jej samodzielnie stanąć na czterech łapach. Widać jeszcze pewną nieporadność, związaną z upośledzoną koordynacją ruchową i utrzymywaniem równowagi. Kiedy po długiej nieobecności wieczorem wróciła TZ-ka i zawołała Kamę, ta nie mniej ni więcej, tylko zerwała się na równe nogi i zrobiła kilka kroków w jej kierunku. Po chwili jednak przednie łapy odmówiły posłuszeństwa i upadła na pierś. Największa przemiana dotyczy jej psychiki. Widać, ze jest szczęśliwa. Oczy nabrały blasku, potrafi upomnieć się o smakołyk i ogólnie jest zainteresowana światem zewnętrznym. Kama cały dzień przebywa w kojcu (takim dużym - 70 m2 z trawą, drzewami itd.), w którym czuje się bardzo dobrze. Obserwuje pozostałe psiaki, odszczekując się co i raz małej Ince. Potrzeby załatwia w pewnym oddaleniu od posłania. Przemieszcza się po całym kojcu, a raz nawet weszła do budy. Na noc wraca (targam na rękach to 40kg maleństwo) do domu. Po mieszkaniu również potrafi wędrować. Raz do miski z wodą, innym zaś razem pod drzwi pokoju, gdzie śpią pozostałe czworonogi, ze znienawidzoną Dorką na czele ;-). Oby ta tendencja utrzymała się...
  6. Dziś odnotowaliśmy kolejny postęp. Kama przemieściła się o ok. 5-6 metrów. Przed chwilą podejrzałem jak to robi. Ponieważ przednie łapki są jeszcze lekko przykurczone, podpiera się ugiętymi (jakby szła na łokciach), odpychając się przy tym tylnymi. Minął stres. Kama wydaje się być podbudowana faktem, że wracają jej siły. Ona to wyraźnie czuje. Sprawia wrażenie, jakby czekała na ten moment, w którym na powrót ganiać się będzie ze swoim ukochanym Bonuskiem. Już nie uskarża się i nie jest jej przykro, że musi załatwić się na posłanie, ponieważ bez problemu może przemieścić się na ten czas w dogodne miejsce. W nocy również jest spokojna. Zdajemy sobie sprawę, że powrót z "dalekiej podróży" musi potrwać, ale uskrzydla nas sam widok psa, któremu z dnia na dzień, choćby w minimalnym stopniu, wracają siły.
  7. Pierwsza próba pionizacji Kamusi zakończona sukcesem. Postawiliśmy ją na łapy i =podtrzymywana z przodu-przez chwilę ustała samodzielnie. Tylne łapy są zdecydowanie silniejsze. Pozostawiona w kojcu, przepełzła dziś samodzielnie ok. 1 metr. Samodzielnie podnosi górną część tułowia. Zdaje się duuużo weselsza, dziś obwarczała dziewczyny :-) Dorka zachowuje się wobec niej wzorowo. Łypie w jej stronę z takim wyrazem oczu, jakby mówiła "ej, sorry, zapomnij co było złe i wracaj do zdrowia". Inka traktuje Kamę jak swoją własność, gdy weszliśmy do kojca, żeby ją przełożyć, wlazła za nami, objęła Kamę łapkami i warczała na nas ;-) Mamy nadzieję, że już będzie dobrze. Powolutku stan Kamy się poprawia :-)
  8. Gdy zeszłam dziś rano na dół, Kamusia po raz pierwszy od wielu dni MACHAŁA do mnie ogonkiem. Popłakałam się :-) Teraz leży w kojcu, pupę ma na trawie, sama unosi górną część tułowia do pionu... sama pije z miski. Filmik: http://www.youtube.com/watch?v=BPcARzL0nV0 TZ-ka Tomka :-)
  9. Wczoraj byliśmy z Kamą na konsultacji u dr Janickiego w Warszawie. Po badaniach i prześwietleniach lekarz postawił diagnozę-Kama przeszła prawdopodobnie wylew. Stąd paraliż. Ma szansę wrócić do sprawności, może nie będzie tak sprawna jak dawniej, ale jest szansa... Najgorszy był piątek, sobota i niedziela, całkowity paraliż. Kama lała się przez ręce jak szmaciana lala... Wczoraj nastąpił delikatny przełom. Delikatnie zaczęła poruszać końcem ogonka, a wieczorem ogon już był sprężysty. W drodze do Warszawy w samochodzie wysiusiała się, leżąc na boku i unosząc lekko tylną łapę (ok. 2-3 cm). Dziś unosi tułów do pionu, leżąc i pomaga sobie tylnymi łapkami. Jest lepiej, 2 dni temu musieliśmy ją podpierać w tej pozycji poduszkami, bo leciała na bok. Na razie odstawiliśmy Nivalin i Trocoxil i wdrożyliśmy leczenie Depedinem, Combivitem i Intravitem-iniekcje domięśniowe co 4 dni.
  10. Odnośnie siusiania, jest kilka sposobów, o których dowiedzieliśmy się od zaprzyjaźnionej cioci wet. Jednym z nich jest podanie No-spa. W przypadku Kamy to poskutkowało i dziś po raz pierwszy od 3 dni zrobiła siusiu. Jeśli to nie zadziała, stosuje się Relanium w bardzo precyzyjnie określonych dawkach, a w ostateczności specjalistyczne leki neurologiczne.
  11. Dzięki KWL, w razie czego skontaktujemy się. Po zastanowieniu zdecydowaliśmy o konsultacji u dr. Janickiego (prawdopodobnie dziś uda nam się wcisnąć pomiędzy zapisanych wcześniej pacjentów). Kama miała robione RTG tylko odcinka szyjnego kręgosłupa, które i tak mogło się zdezaktualizować. Zdecydowaliśmy się też podjąć potencjalne ryzyko wykonania badan w narkozie, gdyby takowe były niezbędne w celu postawienia precyzyjnej diagnozy. W obecnym stanie jej życie to koszmar... Coraz częściej i dobitniej sygnalizuje swoją udrękę... Kiedy w nocy "płacze", jedno z nas schodzi do niej, aby z nią porozmawiać i wymiziać. Kamula uspokaja się już wtedy, kiedy usłyszy kroki na schodach. Kiedy TZ-ka usnęła przy niej na materacu, przerywając tym samym głaski, Kama natychmiast zaczęła się użalać. Kiedy otrzymała ich kolejną porcję, uspokoiła się na powrót. Pociesza nas to, że Kama nie cierpi bólu. Jej zachowanie dobitnie na to wskazuje. Niestety, jest to jedynie zasługa Trocoxil'u, którego przecież w nieskończoność podawać nie można...
  12. Wstępna diagnoza po RTG odcinka szyjnego wskazuje na zmiany zwyrodnieniowe, które powodują nasilanie się objawów w stosunkowo długim czasie. Gdyby był to np. zawał rdzenia, paraliż postępowałby o wiele szybciej. Tak jak napisałaś, nie można też wykluczyć tej drugiej opcji. Problem polega na tym, że każde dokładne badanie (m.in. rezonans) wykonywane jest w całkowitej narkozie. Kama jest staruszką, dlatego jest to ryzykowne. Przed chwilą założyliśmy Kamusi kołnierz ortopedyczny, który mam nadzieje skuteczniej unieruchomi/odciąży jej odcinek szyjny kręgosłupa. Problem leży prawdopodobnie w ok. 3-go kręgu. W międzyczasie zasięgnąłem info od "weteranki" Ulv, która, jeśli chodzi o opiekę nad psami z niedowładem, ma ogromne doświadczenie. Na jej prośbę przesłałem zdjęcia, które mają być przedmiotem konsultacji. Przesłałem również filmik, który obrazuje problem, który od tamtej pory jeszcze się pogłębił. Zastanawiałem się nad zamieszczeniem go tutaj, ale uznałem, że zrobię to dopiero na czyjąś wyraźną prośbę. Nic przyjemnego patrzeć na psa, któremu ciało odmawia posłuszeństwa... Kama co chwilę żali się na swój los. Wydaje się być "zdziwiona" tym co się z nią dzieje. Jeszcze 2 miesiące temu była radosną, pełną energii sunią...
  13. Zajrzyjcie proszę na wątek Kamy (patrz podpis) - może ktoś zetknął się z podobnym przypadkiem i mógłby podzielić się doświadczeniem. Sytuacja jest b. trudna, ale musimy mieć pewność, że robimy wszystko co można zrobić...
  14. Worki p. powodziowe. Niestety nie jest ok. Kama jest bardzo chora. Nastąpił prawie całkowity paraliż... leczymy, ale jak na razie, jest coraz gorzej i to z dnia na dzień :-(
  15. Dorka z Inką czyli panienki z okienka [IMG]http://i50.tinypic.com/2ic5wk3.jpg[/IMG] ja-czyli Benia w naszym pokoiku [IMG]http://i46.tinypic.com/2iudcg0.jpg[/IMG]
  16. Bonus [IMG]http://i45.tinypic.com/14l233k.jpg[/IMG] Inka [IMG]http://i47.tinypic.com/20i9vdk.jpg[/IMG]
  17. Jurand [IMG]http://i45.tinypic.com/n3x17p.jpg[/IMG]
  18. Z Kamą jest bardzo źle... Zaczęło się od powłóczenia prawą przednią łapą, a skończyło niedowładem wszystkich czterech. W międzyczasie w miejsce sterydu wprowadziliśmy Trocoxil (przeciwbólowy i przeciwzapalny), który można podawać nawet przez okres sześciu miesięcy, bez poważniejszych skutków ubocznych. Ból został opanowany, ale problemy neurologiczne pozostały bez zmian, a nawet powoli postępowały. Wtedy wprowadziliśmy Nivalin, który niestety póki co nie pomaga (Kama jest w trakcie serii 10 iniekcji). Potrzeby fizjologiczne (a ściślej koo) załatwia w domu, a z sikaniem jest problem, ponieważ prawdopodobnie ma zahamowania natury psychicznej (nigdy nie zdarzyło jej się nabrudzić w domu). Z tego też powodu cierpi i co i rusz "płacze". My również cierpimy i płaczemy razem z nią... Zanim zrobi koo, zachowuje się tak, jakby chciała powiedzieć... "przepraszam, ale naprawdę nie mogę inaczej...". Kama jest wspaniałą, mądrą sunią. Aby nie zabrudzić posłania, zsuwa się z niego, dając przy tym sygnał, że "nabroiła". Jest pod stałą opieką zaprzyjaźnione cioci wet, która cierpliwie znosi nasze telefony, a i sama często dzwoni, żeby wspomóc nas radą. Niestety, nie ma się co oszukiwać - rokowania są b. złe... Prawdopodobnie proces zwyrodnieniowy kręgosłupa skutkuje wadliwym działaniem rdzenia. Kama póki co jest na leku przeciwbólowych (wspomniany Trocoxil), który "maskuje" objawy. Gdyby nie lek, Kama cierpiałaby niewyobrażalnie. A teraz bardzo ważne pytanie do śledzących wątek. Czy jest jakiś sposób (poza cewnikowaniem), aby "przekonać" sunię do oddania moczu. Wspomnę jedynie, że przytrzymywałem Kamę w pozycji zbliżonej do naturalnej, w jakiej zwykle się załatwia, ale bez skutku. Próbowaliśmy wynosić ją na trawę, pozostawiając ją na dłuższy czas, ale i w tym przypadku, na leżąc nie chce zrobić sioo... Kama leży włąśnie teraz pod drzewem i co i rusz głośno sygnalizuje, że ma "problem". Kiedy cierpiała ból, zachowywała się inaczej, dlatego mam podstawy sądzić, że chodzi o problem z oddanie moczu. Problem trwa już drugą dobę, a w międzyczasie Kama piła umiarkowane ilości wody. Apetyt jej dopisuje, ale kiedy cierpiała ból, nie było mowy o jedzeniu. Z całą pewnością zrobimy wszystko co w ludzkiej mocy, aby jej pomóc...
  19. Hej to znowu ja, Benia :bye: Od wczoraj mamy nowego kolegę. Ciocia go wyczaiła rano na stacji PKP i kazała wujkowi go zaraz przyprowadzić. Rufus jest owczarkiem niemieckim, chyba nie ma jeszcze roku, tak nam powiedzieli ciocia z wujkiem. No to my sobie go obwąchaliśmy, ale mi on się nie podoba, bo wujek go głaskał a ja nie lubię jak głaszcze inne psy :obrazic: I Bonus też się trochę wkurzył, chociaż on się wkurza rzadko, ale teraz powiedział, że ciocia i wujek to już naprawdę przeginają :cool3: Dorka na Rufusa też nawarczała, no bo powiedzcie sami, on od razu chciał się yyy tego... no... całować :oops: A Inka to się już całkiem na niego wydarłaaaa, a gadkę to ona ma, oj ma. No więc wujek zrobił Rufusowi prowizoryczny kojec na werandzie w letnim domku, tam jest nawet buda i Rufus sobie tam teraz na razie mieszka. A dziś wieczorem wlazł, pierdoła na schody zewnętrzne na piętro i nie umiał zejść:roll: Ciocia go szukała, wołała, a ten siedział na tych schodach na samej górze i bał się zleźć (tak w ogóle to jak umiał wleźć, to powinien umieć i zleźć, no nie?). Ciocia go w końcu jakoś zsadziła. No a poza tym to u nas gorąco, nawet nie bardzo chce nam się wychodzić z naszego pokoju, chyba, że kąpać się do stawu. Kama jeszcze chora, przewraca się, chodzi obandażowana, chociaż się nie kłóci teraz z Dorką. Ma chore łapy. Bierze jakies lekarstwa. Wujek obiecał, że wstawi nasze zdjęcia, bo ja nie umiem. Ale to chyba jutro. No to pa, buziaczki :buzi: Benia
  20. Ależ elmirko, co to jest 5 psów? My mamy 6. To Tobie jeszcze akurat jednego brakuje ;-)
  21. Kama była coraz bardziej obolała i cierpiała bardzo. W związku z tym zdecydowaliśmy się podać jej steryd o przedłużonym działaniu. Obecnie jest dużo lepiej. Dziewczyna odzyskała radość życia. Jeszcze nie hasa i nie skacze, ale jest wesoła, ożywiona, ma apetyt, chodzi bez problemu. Nadal usztywniamy jej szyjny odcinek.
  22. Hau hau to znowu ja :-) Benia, znaczy się. U nas wiosna w pełni, korzystam i codziennie rano i wieczorem razem z Bonusem bierzemy kąpiel w stawie. Uuuuwielbiam się taplać w wodzie, chociaż wujek kręci później nosem, że śmierdzę mułem (mułeeem? to takie zwierzątko przecież, a ja pachnę psem, wujek się nie bardzo na zapachach zna, ale nic mu nie mówię, żeby mu nie zrobić przykrości). A najważniejsze-dostaliśmy swój własny nowy pokój-ja, Dorka, Bonus i Inka :-). Jest pięęęęękny, ma zielone ściany (ciocia mówi, że w kolorze groszku, niech jej będzie ;-)), sufit z desek i widok na ogród :-). No i stoją w nim nasza kanapa i fotel, a nawet mamy dywan z tygrrrrysem :-). Wujek marudzi trochę, co to za porządki, żeby psiaki spały na kanapie i na fotelu, mówi, że powinniśmy mieć legowiska, ale ciocia się nie zgodziła, żeby nam zabrać kanapy, bo my lubimy kanapy i fotele :-) Więc jest tak: ja rozwalam się na kanapie, Inka ma swoje legowisko, ale często zajmuje caaaały fotel :-), a Dorka i Bonus na dywanie z tygrrrrysem ;-). A potem, w nocy się zmieniamy. No więc fajnie jest mieć własny, całkiem własny pokój, który na dodatek jest najładniejszy w całym domu. Wujek nam go specjalnie dobudował. Kochamy Cię, wujeczku!!!!!!!!!!!!!! Inki córeczka, mała Nika, która mieszka w Radomiu, zgubiła już 3 mleczne ząbki, Inka chodzi dumna, że jej mała już tak urosła. Jest już wielkości swojej mamy. A z gorszych wieści to Kama jest znowu chora na uszy i łapy i bierze lekarstwa i dużo śpi i nawet na nas teraz nie wrzeszczy, bo ją boli. I chociaż to zołza jest, to nam jej szkoda i mamy nadzieję, że niedługo będzie znowu biegać z Bonusem. Bonus nadwyrężył łapę i kulał, ale już go coraz mniej boli. Inka znalazła małą dziurę w ogrodzeniu i przelazła przez nią, a potem nie umiała wejść i przebierała łapami stojąc na pniu, aż ciocia odgięła siatkę i wpuściła ją. Ciocia już zabezpieczyła wszystkie podejrzane miejsca, jak mówi. Jurand odkrył, że na starej werandzie stoi buda i teraz sam do niej włazi, jak mu na dworze za gorąco. A jak ciocia z wujkiem chcieli jechać z Kamą do lekarza, to Kama wlazła do tej budy i tylko ogon jej wystawał i nie mogła się obrócić, bo ona wieeeelka jest. Aż ciocia musiała ją stamtąd wydłubać za pomocą parówki. No to chyba na razie tyle. Pa, biegnę się kąpać :-) Benia
  23. [quote name='malagos']Gallagro, a co z tą akcją typowania schronisk, przytulisk do przyjęcia dużej partii karmy? Juz minęło ze 2 mies. jak Ci wysłałam maila, i nic.........[/QUOTE] Przepraszam, że dopiero teraz... Wszystkie zgromadzone namiary przekazałem do źródła i z tego co wiem, przynajmniej w niektórych przypadkach doszło już do przekazania wspomnianej karmy. Osobiście nie mam wpływu na ostateczny wybór obdarowywanych podmiotów i terminarz dostaw. Może też zdarzyć się tak, że w kolejnych transzach karma dotrze do pozostałych.
  24. Dziś przejazdem odwiedziliśmy Romka i muszę się przyznać, że... pomyliłem się. Romuś merdający ogonem jak wiatrakiem, uśmiechnięty od ucha do ucha, witający radośnie swojego Pana, taki obraz ukazał się nam gdy podjechaliśmy pod posesję. Rozmawialiśmy z Panią i z Panem. Są bardzo zadowoleni z psiaka, Pan jest bardzo otwarty, mówił, że bardzo się z Romkiem polubili i że to świetny psiak. Codziennie Pan przywozi Romusiowi przysmaki, a to szyneczkę, a to polędwiczkę, a to goloneczkę... Romek biega luzem po ogrodzonej posesji, zamykany do kojca jest tylko na moment, gdy ktoś wjeżdża samochodem. Śpi w kotłowni, a gdy jest ciepło-pod schodami na dywaniku. Nie wykazuje zapędów uciekinierskich. Hmmm, jakby mnie codziennie karmili szyneczką i golonkami, też bym nie uciekał ;-). Jeździ z Państwem samochodem na działkę (ogrodzoną, zalesioną), gdzie szaleje do woli. Jednym słowem, chłopak ma jak w raju. Dostaliśmy zaproszenie na kawę, na pewno wkrótce skorzystamy.
  25. [quote name='luka1'](...)gorsza że pozostał po nim dług. Za leczenie po kastracji zapłaciliśmy 724,39. [B]Właściwie powinno się tym obciążyć tego kto tak dobrze wykonał zabieg kastracji[/B].[/QUOTE] Uważam, ze tak właśnie należy postąpić. Odzyskanie powyższej kwoty to jedno, ale utwierdzanie w bezkarności takich delikwentów, to coś, co niestety jest na porządku dziennym...
×
×
  • Create New...