-
Posts
6014 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by gallegro
-
U Kamuni ciągła huśtawka, od kilku dni następowało stopniowe pogorszenie, zwiększyliśmy więc dawkę Encortonu, obecnie jest stabilnie, nie obserwujemy istotnych zmian na lepsze, ale jej stan nie pogarsza się. Ma apetyt, humorek w miarę też. Staje samodzielnie, z chodzeniem gorzej. Mamy jednak nadzieję, że i tym razem nasze Słoneczko okaże się silne i da radę.
-
Pocieszamy się tym, że od pewnego czasu nie obserwujemy pogarszania się jej stanu. Był nawet moment (pisałem o tym w jednym z poprzednich postów), że stan jej się polepszył i to bez udziału jakichkolwiek leków. Również nadspodziewanie mała dawka Encortonu działa w zadowalający sposób. Czasem korci mnie aby odstawić całkiem steryd i zobaczyć w jakim stopniu ulegnie pogorszenie jej stanu. Być może zdecydujemy się na podawanie 5mg Encortonu co 2 dzień. Powyższe kłóci się z konkluzją lekarza, który po obejrzeniu RTG i MR nie mógł wyjść z podziwu, że Kama chodzi. Jedno jest pewne - Kama ma ogromną wolę życia...
-
Wczoraj odbyła się kolejna, prawdopodobnie ostatnia już konsultacja na podstawie posiadanych wyników badań Kamy. Diagnoza brzmi: "nieoperacyjny guz złośliwy". Dr Arkadiusz Olkowski, mimo stosunkowo młodego wieku uważany jest za jednego z czołowych neurochirurgów. Niestety, w przypadku Kamy medycyna jest bezradna. Pozostaje podawanie jej sterydu, na który póki co bardzo ładnie reaguje. Zeszliśmy nawet do dziennej dawki 5mg Encortonu, a mimo to Kama pozostaje w bardzo dobrej formie. Trudno jest przewidzieć jak dalej rozwinie się sytuacja. Jesteśmy zdania, że należy cieszyć się każdym kolejnym dniem...
-
Hau hau Ciocie i Wujkowie:bye: To znowu ja-Benia. Dawno nie pisałam, ale wiecie lato spędziliśmy bardzo pracowicie i nie było czasu. Trzeba było codziennie się wykąpać w stawie :laugh2_2:, potem poganiać się z Dorką, Inką i Bonusem, pospać :sleep2:, pojeść :sabber:, pobiegać :Dog_run:i znów się wykąpać. Tak więc sami widzicie, że nie miałam czasu. Lato u nas w ogóle było gorące. Inka miała sterylkę, ciocia nam mówiła, potem nosiła taki śmieszny żółty kaftan :evil_lol: i wyglądała jak kanarek, a nie pies. Strasznie ważna wtedy była i nawet powąchać się nie dała, ani obejrzeć dokładnie takiego fajnego ciucha. No bo to mała zołza jest :diabloti:. Fotel to sobie kupiła chyba na własność i chociaż ma swoje własne posłanie na dole, to włazi na fotel i rozwala się w nim. I wrzeszczy na nas, jak któreś z nam wlezie sobie na tym fotelu poleżeć. Taka mała jest a caluśki fotel zajmuje. Kama jest bardzo chora, ciocia z wujkiem jeździli z nią całe lato po różnych doktorach i wyszło, że Kama ma raka na kręgu :shake:. Ja nie bardzo wiem, co to takiego jest, ale ciocia z wujkiem mają smutne miny i rozpieszczają Kamę niemożliwie. Teraz Kama chodzi, bo dają jej jakieś takie białe i różowe okrągłe cukierki. Ale było już tak, że nie chodziła w ogóle i tylko leżała i wyła a wujek ją wynosił na dwór na plecach. Ale teraz się dobrze czuje i warczy na Dorkę jak ją widzi przez szybę (oczywiście Kama, a nie wujek...wujek też czasami na nas warczy jak coś zbroimy :lol:). Jurand strasznie sikał i ciocia z wujkiem go wynosili bez przerwy w nocy na dwór i pojechali do doktora i się okazało, że Jurand ma chore nerki czy coś. I będzie brał lekarstwa. On prawie cały czas śpi, budzi się tylko na siku i na jedzenie. Wiadomo-staruszek. Ale jeszcze nieźle nas potrafi pogonić ;). Reszta, czyli Dorka, Bonus i ja, jesteśmy zdrowi i całymi dniami ganiamy się i bawimy. Teraz jest bardzo fajnie u nas, bo wszędzie leżą stosy worków z piachem i my sobie po tych workach urządzamy gonitwy i bawimy się w berka. A wujek nam te worki sprząta, po co on to robi, jak tak jest bardzo fajnie? No ale worki są bo 2 tygodnie temu mieliśmy ogromną powódź. Wylała u nas rzeka za płotem i wylał staw i woda była po kolana wujka i wujek nie spał w nocy tylko tę wodę wylewał, żeby do domu nie weszła. I telewizja u nas była i wójt i pełno strażaków. A nas wujek zamknął w pokoju bo się baliśmy w ogóle wychodzić, bo wokoło była tylko woda. Ja to lubię wodę, ale Bonus i Dorka trochę się bali a najgorzej mała zołza bo ona malutka jest i by się utopiła. Mamy już światło w naszym pokoju i na werandzie i ciocia mówi, że nam wstawi do pokoju jeszcze drugi fotel (mamy jeden fotel i kanapę a Inka ma swoją leżankę). Wujek się nie zgadza, bo mówi, że będzie ciasno, ale jak znam ciocię to i tak jakoś wujka urobi ;). Wujek zrobił trochę zdjęć, powiem mu, żeby jutro wstawił. A teraz idę już spać. Psiejsko pozdrawiamy-Benia i ferajna
-
Z ostatnich obserwacji wynika, że dawka Encortonu 10mg/dobę w przypadku Kamy jest w równie skuteczna. Następny etap to zejście do 5mg, ale już wspomniane 10mg jest w jej przypadku dawką bardzo małą. Gdyby taka tendencja utrzymała się, Kama nie byłaby tak bardzo narażona na skutki uboczne podawania sterydu. W międzyczasie skontaktowaliśmy się neurochirurgiem (mieliśmy nawet wyznaczony termin konsultacji), który ma postawić ostateczną diagnozę. Chodzi nam o ustalenie możliwości ingerencji chirurgicznej, ew. opracowanie optymalnego sposobu leczenia (raczej utrzymywania Kamy w jako-takiej formie). Z powodów opisanych we wcześniejszym poscie do wizyty nie doszło, ale dziś postaram się skontaktować ponownie. Na obecną chwilę Kama jest wesoła, wszędobylska i jak zwykle w takim przypadku, wścieka się na Dolores. Chętnie spaceruje nawet w odległe krańce posesji. Jest "uśmiechnięta" i skora do pieszczot. I niech już tak pozostanie...
-
Zalało budynek gospodarczy. Najważniejsze jednak, że świeżo rozbudowywany/remontowany dom udało się uratować. Cała posesja zryta kołami ciężkiego sprzętu, który co i rusz zakopywał się po osie w błocie. Przy ratowaniu naszej i ościennej posesji pracowało kilka zastępów Straży Pożarnej. Zainteresowały się też władze gminy, a z-ca wójta koordynował wszystko na miejscu. Zjawiła się nawet lokalna TV. Zawiadomili ich strażacy, którzy wiedzą z autopsji, że w ich obecnosci łatwiej o wyegzekwowanie pewnych działań ze strony szefostwa lokalnego samorządu. Gdyby nie pomoc władz gminy, nie byłbym w stanie zorganizować nawet piasku. Kiedy dzwoniłem jako zwykły "śmiertelnik", odmawiano mi ze względu na trudne warunki pogodowe. Dopiero wstawiennictwo wspomnianego władaża gminy poskutkowało. Tak na marginesie - zbliżają się wybory samorządowe, więc prawdopodobnie ten fakt miał spory wpływ na determinację z jaką działał z-ca wójta. Sam wójt olał sprawę (z tego co wiem była to jego ostatnia kadencja, więc nie ma się czemu dziwić ;-)) i stwierdził, że nie da się nic zrobić, tylko trzeba kilka dni poczekać :crazyeye:. Jak się okazało, warto było walczyć. Wracając do Kamy... Na początku dostawała 40mg Encortonu dziennie. Potem zmniejszyliśmy dawkę o połowę, a od dwóch dni kolejny raz, tym razem do 10mg. Przez najbliższe dni będziemy obserwować czy jest ona wystarczająca. Wczoraj pierwszy raz od bardzo dawna zobaczyliśmy Kamę... biegnącą :lol:. Oczywiście nie był to sprint, ale i tak jest to sukces, Swoją drogą, miała ważny powód - TZ-ka trzymała w ręcę jej ulubiomy przysmak. W ten sposób ściągamy ją do domu, kiedy sama nie ma na to ochoty. Dużo przebywa na posesji. Kiedy ta była zalana, dokonywałem cudów, żeby psiaki wyspacerować (raczej wyspławiać :shake:). Bywało, że któreś lgnęło po brzuch w błocie. Najwazniejsze, że póki co niebezpieczeństwo zostało zażegnane...
-
Kama od kilku dni dostaje "dopyszcznie" Encorton i ładnie chodzi. Niestety, naszą posesję dopadła powódź. Wylała niewielka rzeczka, która płynie tuż za ogrodzeniem. Przez kilka dni byłem zajęty ratowaniem domu i nie miałem czasu pisać. Sytuacja była bardzo groźna, posesja calutka pod wodą, na szczęście udało się ocalić dom. Teren wokół przypomina pobojowisko... Najważniejsze jednak, że jesteśmy wszyscy cali i zdrowi. Pozdrawiamy.
-
Już jestem i z niecierpliwością czekam na wspomniane sugestie. Dzwoniłen na numer, który mam w telefonie (*** *** 794), ale nikt nie odbierał. Jeśli możesz napisz na wątku, ew. na PW. W oczekiwaniu przedstawię punkt widzenia dr Janickiego, z którym skonsultowaliśmy wynik MRI. Jego zdaniem niewiele można wskórac... Gdyby nie to, że krąg C4 jest w fatalnym stanie, podjąłby się operacji usunięciua guza. W tym jednak przypadku jest prawie pewne, że szyjny odcinek kręgosłupa "rozleci się" w wyniku ingerencji chirurgicznej. Sugeruje, aby w dalszym ciągu podawać steryd (można próbować z tabletkami działającymi krócej, które są mniej szkodliwe). Niestety, leki przeciwzapalne niesterydowe w tym przypadku nie działają (przynajmniej Trocoxil). Wspomniał o jednej ewentualności, co mam nadzieję stanie się w przypadku Kamy. Zdarzają się przypadki (szczególnie przy guzach w odcinku szyjnym), że zmiana nowotworowa rośnie do pewnej wielkości, następnie dojrzewa, po czym zasycha. Nie jestem pewien, czy użył dokładnie tych sformułowań, ale to o czym mówił miało właśnie taki sens. Na dziś Kama jest w słabej formie, ale w lodówce czeka już kolejna porcja sterydu, który przwdopodobnie jutro podam domięśniowo (nie cierpię kłuć Kamy...) Przy okazji poutyskuję nieco na wetów. W zaleceniach było wyraźnie podane, że steryd stosować domięśniowo. I co? Pani wet podała go podskórnie, twiedząc, że to nie ma znaczenia. Jak się okazało ma i to bardzo duże. Sterydy długo działające (Depedin, Dexafort) są tak pomyślane, aby wchłaniały się przez dłuższy czas. Przy iniekcji podskórnej efekt jest taki, że organizm zdąży wchłonąć jedynie małą jego część, a pozostała ma tendencję do otorbienia się, a co za tym idzie, działanie sterydu jest osłabione (skrócone). Piszę to ku przestrodze, bo nie wiadomo kogo kiedy może spotkać taka "przyjemnośc". Oby nikt nigdy nie musiał się o tym przekonać...
-
Wczoraj Inka miała sterylkę. Wszystko jest O.K. Jutro damy jej atybiotyk, który dostaliśmy od weta. szwy są rozpuszczalne, więc nie będzie konieczności ich zdejmowania. Inka chodzi w twarzowym żółtym kaftaniku,który ostatniej nocy zdjeła sobie w jakiś sobie tylko znany sposób. Po zabiegu Inka przeżyła lekką traumę... Wet zamknął ją w klatce i... zapomniał do mnie zadzwonic, żebym ją odebrał. Kiedy zajechałem, była bardzo wystraszona. Uspokoiła się dopiero w samochodzie. Mam nadzieję, że wszystko będzie dobrze.
-
Via PW dowiedziałem się o biednej Soni. Niestety, w chwili obecnej mamy skrajne zapsienie, w tym ciężko chorą, sparaliżowaną Kamę. Obiecuję jednak, że info porozsyłam do wszystkich swoich znajomych i przyjaciół. Trzymam mocno zaciśnięte kciuki za domek dla suni.
-
Sochaczew - najdroższy pies Pani T. Ma Dom!! Za TM.
gallegro replied to łolkiee's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Jak widać, Siedlce mają szansę wzbogacic się o kolejnego niedouczonego i bezmyślnego weta... A gdzie zapodziała się wyjątkowa wrażliwość i rzekoma miłość do zwiarząt, o której wspominała matka naszej bohaterki, przy okazji wizyty przedadopcyjnej I jeszcze jedno... Jak to jest, że jeden człowiek potrafi zrobić dla takiej biduli wszystko co tylko możliwe, a drugi nie kiwnie palcem, żeby mu pomóc. Jeden podporządkuje wszystko temu celowi, wyda masę kasy (niejednokrotnie pożyczonej), poświęci wiele cennego czasu (którego ciągle mu brak), a drugi bez mrugnięcia okiem wyda wyrok... Tylko, że jeden ma... serce, a drugi pompkę do przetaczania krwi... -
Sochaczew - najdroższy pies Pani T. Ma Dom!! Za TM.
gallegro replied to łolkiee's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Osobiście wierzę tylko w to, że Romek odszedł... <'> Jeśli chodzi o próbę kontaktu, to nawet nie chcę tego komentowac. Państwo mieli również tel. do mnie, a mimo to nie pofatygowali się... Nasuwają mi się takie oto wątpliwości: Po pierwsze, osoba z przygotowaniem fachowym (o ile pamiętam przyszła wetka), powinna mieć nieco więcej wyobraźni i w tak trudnym przypadku udać się do "prawdziwego" fachowca (najlepiej od razu do Warszawy). Mógłbym długo na temat siedleckich wetów (w tym tego, który "leczył" i uśpił Romka), ale oszczędzę sobie nerwów... O ile wiem, rodzina jest dobrze sytuowana, więc tym bardziej tego nie rozumiem. Czyżby brak czasu, a może jednak szkoda kasy ??? Po drugie, jak można z góry założyć, że pies bez jednaj łapy nie poradzi sobie ??? !!! Moim zdaniem tak poważny przypadek należało skonsultować z ortopedą (o ile wiem, w takim przypadku zachodziła konieczność zespolenia kości z użyciem elementów stabilizujących) i dopiero na podstawie jego sugestii oraz po kontakcie z Fundacją, podjąć ostateczną decyzję. Jest mi niewymownie przykro. Gdybym wiedział, że jest taka potrzeba, sam zawiózłbym psiaka na konsultację. Niestety, nie wystarczyło wyobraźni i poszło się na łatwiznę. Kiedy czytam fragment o zmęczonych oczach Romcia, to płakać mi się chcę z bezkresnej głupoty osoby piszącej te słowa. A jak do ciężkiej cholery ma zachowywać się pies cierpiący z bólu... Sprawdzałem ten dom przed adopcja i miałem pewne zastrzeżenia. Wizyta poadopcyjna pokazała jednak, że zarówno psiak, jak i jego nowi opiekunowie są z siebie nawzajem zadowoleni. Jak się jednak okazuje, pierwsze wrazenie jest bardzo ważne i nie należy go bagatelizować. Zdaję sobie jednak sprawę, że nie da się przewidzieć wszystkiego, a tym bardziej nieszczęśliwego wypadku... Jedno jest pewne - ci ludzie nie potrafią kochać bezwarunkowo... Widać, trójłapek źle by się komponował z wyjątkowo zadbaną posesją... -
Dziękujemy wszystkim, którzy sercem są z nami. To dla nas bardzo wiele znaczy, chcemy, żebyście o tym wiedzieli... dobrze jest wiedzieć, że nie jesteśmy sami... Kama na razie ok. Chodzi, chociaż z trudem i słabiutko, ale samopoczucie na razie w porządku. Zrobiła się wybredna, miesiące rozpieszczania w czasie choroby zrobiły swoje ;). Kiełbaska jest be, hills jest be, royal jest be, puszki są be, wędzona słoninka jest be, wędlinki są be. Cacy jest tylko parówka, biszkopciki i chlebek z masełkiem oraz w każdej innej postaci. Humorek dopisuje, Kamcia interesuje się światem i warczy na Dorkę (co jest najlepszą miarą jej dobrego samopoczucia, gdy było źle-nie warczała). Poza tym czuje się dobrze. Jej stan po podaniu w zeszłą środę sterydu, ustabilizował się. Jednak to ciągła huśtawka, zdajemy sobie z tego sprawę. Będziemy jeszcze konsultować wyniki u dr Janickiego.
-
Ponieważ stan Kamy w dalszym ciągu ulegał wahaniom, zdecydowaliśmy się na wykonanie rezonansu magnetycznego. Dla uzyskania możliwie dokładnego obrazu zastosowany został kontrast. Przy okazji standardowego badania związanego z podaniem narkozy okazało się, że mimo zaawansowanego wieku, serducho Kamy jest w dobrej kondycji. Niestety, wynik badania MRI nie napawa optymizmem... Kama ma zmiany nowotworowe (prawdopodobnie), które umiejscowiły się w odcinku szyjnym kręgosłupa (krąg C4). Rozrost tkanki powoduje ucisk na rdzeń, który w okolicy wspomnianego kręgu ma ok. 1/5 normalnego przekroju. Wyjaśniła się kwestia reakcji organizmu na steryd. Otóż ma on działanie przeciwzapalne i obkurczające. Wtedy to rdzeń zaczyna działać w miarę sprawnie, aż do momentu, kiedy steryd przestaje działać. Na poniedziałek zostanie przygotowany szczegółowy opis, który skonsultuje ortopeda zlacający to badanie. Jak wyraził się specjalista radiolog, rokowania są kiepskie, a co najwyżej bardzo umiarkowane... Po konsultacji z ortopedą napiszę o jej wyniku.
-
W razie przeciągających się problemów z transportem, w piątek ok. południa mogę zapewnić transport na trasie Mińsk-Tłuszcz.
-
Niestety, stan Kamy uległ pogorszeniu... Stało się to na skutek odstawienia sterydu. W przypadku krwiaka nie powinno być takiej reakcji (zakłądaliśmy, ze toczy się proces jego wchłaniania). W związku z tym, od dziś wróciliśmy do wcześniej odstawionych leków. Trochę nas to martwi, ale nie tracimy nadziei... Być może czeka nas kolejna konsultacja i kilka specjalistycznych badań neurologicznych. O wszystkim będę informować na bieżąco.
-
Jest coraz lepiej. Jestesmy dobrej myśli, ponieważ wciąż postępuje porawa stanu zdrowia Kamy. Zmiany są powolne, ale za to systematyczne. Wygląda to tak, jakby nastąpił zwrot i film cofał się do początku. Kama dziarsko chodzi już po całej posesji. Wczoraj poraz pierwszy sama wgramoliła się na fotel, zaś nieco później starała się zrobić to samo z kanapą. Niestety, wujek nie wyraził na to zgody, z czego niezbyt zadowolona była jego TZ-ka :razz:. Udało nam się osiągnąć pewnien kompromis i od dziś Kama ma do dyzpozycji swój ulubiony fotel, który został specjalnie dla niej zniesiony z sypiani. Teraz ma do wyboru dwa fotele i ... (kiedy nie zauważę) również kanapę ;). Wczoraj też Kama dokonała innej, nie mniej łatwej sztuki. Kiedy raptownie rozpoczęła się nawałnica (deszcz, grzmoty itp.) Kama była akurat zamknięta w kojcu. Jakież było moje zdziwienie, kiedy zobaczyłem ją pod drzwiami, kiedy akurat biegłem, aby zabrać ją do domu. Okazało się, że poradziła sobie z niezbyt dobrze zamocowanym przęsłem (do tej pory nie miała na tyle siły). Najzwyczainiej w świecie odciągnęła je do siebie, a ponieważ było zamocowane tylko na górze, na dole utworzyła się odpowiedzniej wielkości szpara. No cóż, trzeba pamiętać, że teraz Kama jest już prawie zupełnie sprawna. Nie znosi zostawać sama w domu. Kładzie się pod drzwiami i czeka na nasz powrót. Kiedy wracamy z dworu, wchodzi do domu tylko pod warunkiem, że my wejdziemy pierwsi. Dziś ponownie spotkały się oko w oko z Dorką, ale w odróżnieniu do poprzednich "widzeń" tym razem widać było wyraźne "iskrzenie". Niestety, nie wróży to najlepiej jeśli chodzi o przyszłe ich relacje. Dziś też zadzwoniłem do dr. Janickiego i okazało się, że Kama nie musi przyjmować więcej leków. Gdyby poprawa jej stanu uległa zahamowaniu, mamy się kontaktować.
-
W zasadzie nie miałem już pisać, ale przypomniałem sobie o czymś bardzo istotnym. Po doświadczeniu ostatnich tygodni jesteśmy pewni, że psy analizują, wyciągają wnioski i zapamiętują. I nie jest to bynajmniej tylko zwykła pamięć "mechaniczna", czy "podręczna", która pozwala trafić psu do miski, czy na ulubione posłanie. Niektóre psy obdarzone są szczególnymi zdolnościami w tym względzie, czego niestety nie można powiedzieć o wszystkich ludziach. Kilka przykładów mam na codzień za płotem, ale nie chcę rozwijać tego wątku ;-). Kiedy Kama była zdrowa nie tolerowała miziania u nasady uszu, nie mówiąc już o ich tarmoszeniu. Kłapała zębami i to z prawdziwą złością. Nie wtulała się głową w człowieka i w ogóle była bardzo niezależna. Wzięcie jej na ręce było ryzykownym zabiegiem. Krótko mówiąc, Kama była prawdziwą indywidualistką i przywódczynią stada. Jeszcze na początku choroby, kiedy paraliż był umiarkowany, nie pozwoliła mi na głaskanie pod pyszczkiem, a kiedy zacząłem sprawdzać czy przypadkiem nie ma tam kleszcze, zesłościła się na dobre. Mijały kolejne dni, a ona traciła władzę nas swoim ciałem. Była zaskoczona i zdezorientowana tą sytuacją. W tym samym czasie następowała ogromna przemiana jej psychiki. Patrzyła na nas w taki sposób, jakby prosiła o pomoc. Kiedy mogła jedynie nieznacznie poruszać głową, płakała kiedy zastawała sama. TZ-ka spała przy jej posłaniu i non-stop ją głaskała, a kiedy zdarzało jej się usnąć, Kama natychmiast potrząsała głową i wyła/piszczała. Wiedziała, że nie jest już samodzielna, dlatego zdecydowała się na całkowitą zmianę frontu. Nie protestowała już kiedy brałem ją na ręce i zarzucałem na ramię. Z całą pewnością nie było to fajne, ale nie usłyszałem jednego "słowa" sprzeciwu. W tym czasie otrzymała ogromną dawkę czułości, w tym niekończące się mizianie, a ostatnio nawet tarmoszenie za uchole. Zero reakcji... tylko uśmiechnięte pysio i wesołe oczy. Kama musiała otrzeć się o TM, żeby zrozumieć pewne rzeczy. Już teraz widać, że jej przemiana nie ma charakteru tymczasowego, co potwierdza moje przypuszczenia odnośnie psiej "inteligencji". Tiaaa... tak sobie myślę - co powiedziałby po przeczytaniu powyższego mój idol - sąsiad zza płotu :razz: O czym ja piszę... najpierw trzeba przeczytać, a potem jeszcze zrozumieć :roll: I tym właśnie różnią się niektóre psiaki od niektórych ludzi...
-
Wątek Liska z zapartym tchem śledziła moja TZ-ka. Pamiętam jak opowiadała mi o psiaku, który niemal całe życie spędził w schronie. Jak to dobrze, że na koniec zasmakował odrobinę szczęścia. Niektórzy uważają, że psy nie mają poczucia upływającego czasu, dlatego całe swoje życie kojarzą z czasem rzeczywistym. Jeśli tak jest w istocie, wszystkie bidulki podobne Liskowi zaznają pełni szczęścia w swoich prawdziwych domach. My również mieliśmy podobny przypadek, ale jeszcze bardziej "spektakularny"... Oboje z TZ-ką doświadczyliśmy najkrótszego DT i jeszcze krótszego DS w naszej dogomaniackiej "przygodzie". Gabi trafiła do nas z parwo i mimo intensywnego leczenia, odeszła w swoim nowym domu, po kilkunastu godzinach od adopcji... :shake: Pani Ania adoptowała sunię w beznadziejnym stanie. Jeśli to co napisałem o pojmowaniu czasu przez psiaki jest prawdą, również i Gabi zapamiętała tylko to co dobre - czuło słowo i dotyk kochającego człowieka. Mocno w to wierzę... Wracając do meritum, czyli naszej Kamusi... Nie dalej jak wczoraj wieczorem przyszedł czas na serię zastrzyków. Kama bardzo ich nie lubi (szczególnie piekących witaminek). Kiedy usłyszała szczęk kagańca (zakładamy na wszelki wypadek), zerwała się na równe nogi i w te pędy do drzwi, które były przymknięte. Co to dla nie za problem - usiadła przed nimi na pupie i wpychając nochala otworzyła je sobie na oścież. Niestety, dalej były drzwi zewnętrzne, zamknięte na klamkę. Stanęła przed nimi i wpatrywała się w klamkę. No cóż, pomyśleliśmy, że może chce siku. Ale ona tylko położyła się na trawie i całkowicie "ogłuchła"... Ani było jej w głowie wracać do domu. Po jakimś czasie postanowiłem "pomóc" jej w podjęciu właściwej decyzji. Kiedy ponownie znalazła się w domu, historia z drzwiami powtórzyła się. Niestety, w tej sytuacji zmuszeni byliśmy użyć perswazji, a kiedy nie poskutkowała, siły. Kiedy położyłem ją na posłaniu, dygotała ze strachu. TZ-ka przytrzymywała ją za kaganiec, a ja musiałem robić za tego "niedobrego". Domięśniowy poszedł gładko, ale z podskórnymi witaminami było gorzej. Kama wyrywała się i popiskiwała. Na koniec, w ramach "przeprosin" otrzymała dubeltową dawkę... przysmaków (biszkopciki i jej ulubiony przysmak - świeży... chlebek ;-)). Rzucała się na nie z takim animuszem, że nijak nie widać było po niej choroby. Dziś Kama również jest wesoła i zainteresowana otaczającym ją światem. Łazi po całym mieszkaniu, ale nie za bardzo chce wyjść na powietrze (pewnie dlatego, że jest gorąco). Nasz kojec również jest spory (70 m2) i położony pod ogromnymi rozłożystymi dębami i świerkami, więc cienia jest w nim pod dostatkiem. O ile w chwilach słabości Kama chętnie z niego korzystała, o tyle po odzyskaniu sił nie za bardzo chce być w nim zamykana.. Leży teraz obok mnie i podsypia. Kama jest wspaniałą, mądrą, kochaną sunią i bardzo się cieszę, że było jej dane podnieść się z zupełnej niemocy...
-
Nie wątpiłem w to nawet przez chwilę. Domyślam się, że chodzi o Liska, którego wzięłaś na kilka miesięcy przed jego odejściem. Właśnie dowiedziałem się o tym od mojej TZ-ki. Niestety, brak gotówki to "sztandarowy" problem wielu dogomaniaków. Ja również tego doświadczyłem. Będę się jednak upierać, że w trudnych przypadkach lepiej poświęcić trochę kasy na zdiagnozowanie przez specjalistę, miast płacić "frycowe" jakiemuś niedouczonemu wetowi. Czasem konsultacja w oparciu o specjalistyczne badania może okazać się tańsza, niż kilka bezproduktywnych wizyt u kiepskiego weta. Doświadczyłem tego kilkakrotnie, dlatego niektórym podziękowałem za współpracę.
-
Bardzo Ci dziękuję za wyczerpujące info. Na początek chcę się odnieść do stwierdzenia o nie przykładaniu należytej wagi do leczenia psów starych. Niestety, w większości przypadków jest to regułą. Ba, nawet niektórzy weci dziwią się takim "wariatom" jak my, sugerując często "przerwanie cierpienia" psa. No pewnie, zrobienie śmiertelnego zastrzyku jest o wiele prostsze niż chociażby prawidłowa diagnoza, nie wspominając już o skutecznym leczeniu... O ile w przypadku ludzi młodych, jestem w stanie zrozumieć ich swoisty brak wyobraźni, o tyle ludzie starsi powinni patrzeć na ten problem ze swojej perspektywy. Nie znam człowieka, który bez względu na wiek nie chciałby żyć jak najdłużej. Domniemywam, że ze zwierzętami jest podobnie. Pomijam przypadki, które ewidentnie kwalifikują się do eutanazji. Niestety, osobiście tego doświadczyłem i wiem, że czasem trzeba podjąć tę trudną decyzję... Wrócę jednak do wetów, bo to mój "ulubiony" temat :razz: Z wetami jest podobnie jak z piwem... niby każde takie samo, ale Ż....c robi różnicę ;-) A było tak... Po konsultacji z ortopedą otrzymałem dokumentację, gdzie między innymi podane były leki i dawkowanie. Pomyślałem, że nie będę jeździł do odległej Wawy, tylko poproszę weta (jednego z lepszych w Siedlcach), aby co 4 dni robił Kamie zastrzyki. Tak na marginesie, to ten sam wet "badał" ją, kiedy pojawiły się pierwsze symptomy niedomagań i przytaknął naszej błędnej sugestii, że to problem z uszami. Zamierzał nawet je wyczyścić, ale kiedy Kama wpadła w furię, demolując fragment gabinetu, powiedział, że nie będzie teraz ryzykował (Kama była w kagańcu) :roll:. Na koniec swoim zwyczajem zapakował w torebkę "magiczne" tabletki, które okazały się beznadziejnym antybiotykiem, który podaje większość niedouczonych wetów. Kiedy właśnie zgłosiłem się ze wspomnianą na wstępie rozpiską, ówże wet popatrzył nań robiąc przy tym taką minę, jakbym pomylił kartki. Potem pokręcił głową i zadzwonił do hurtowni. Okazało się, ze leki te są niedostępne :crazyeye:. Wykazał się też swoistą inwencja twórczą, sugerując zamienniki, które nie miały niczego wspólnego z właściwymi lekami. Jak się póżniej okazało, leki te miała od ręki w gabinecie nasza znajoma wet w Warszawie. Stwierdził, że są to dość typowe specyfiki, dlatego nie mogła wyjść z "podziwu" dla fachowości siedleckiego weta. >Zosia, w tym miejscu zapytam Cie, czy byłaś z Bertą u ortopedy czy lekarza "rodzinnego" ;)? Absolutnie daleki jestem od podważania opisanej przez Ciebie diagnozy, ale nauczony doświadczeniem, poważne przypadłości konsultuję z kilkoma wetami. Tak jak wspomniałem wcześniej, Kama ma problem z kręgosłupem, ale nie on był powodem zupełnego paraliżu. A co by było, gdyby ktoś był "w gorącej wodzie kąpany" i uśpił psa, który po kilku tygodniach miał szansę wyzdrowieć. Tylko, że... przecież to stary pies... I oto w ten sposób powróciliśmy do początku mojej opowieści... Kiedy znajomy usłyszał, że jeździłem z chorym psem do Warszawy (nie wiedział ile razy :razz:), stwierdził, że to... głupota... Wracając do meritum... Jeśli Berta cierpi ból (zwykle w przypadku zmian zwyrodnieniowych tak właśnie jest), zdecydowanie polecam wspomniany wcześniej Trocoxil. Żaden steryd na dłuższą metę nie da się zastosować, a za granicą już prawie całkiem od nich się odchodzi. I najważniejsze... Trocoxil jest w formie smacznej tabletki, którą pies traktuje jak przysmak, więc nie będziesz musiała kłuć swojej Berty :lol:. Ja również robię zastrzyki (w tym od niedawna domięśniowe) i też to przeżywam :shake:
-
Dzięki za słowa otuchy. Pozwól jednak, że w dalszej części postu będę merytoryczny i wypytam Cię o kilka rzeczy, gdyż każde doświadczenie w tym względzie jest dla nas bezcenne: 1. jak brzmiała diagnoza w przypadku Berty? 2. na jakiej podstawie została postawiona? Czy były wykonane RTG, mielografia, rezonans mag. itp? 3. jaki steryd brała (typowy, czy o przedłużonym działaniu)? Z racji pewnego już doświadczenia, poniżej pozwolę sobie na komentarz do w/w pytań... ad 1. W przypadku starych psów weci często mylą się w swojej ocenie przyczyn niedomagania czworonoga, tym bardziej, że objawy mogą się nakładać. W przypadku Kamy również tak było, ponieważ badanie organoleptytczne wskazywało na problem z odcinkiem szyjnym kręgosłupa. Zdjęcie RTG również to potwierdziło. Wyglądało to na typowe zmiany zwyrodnieniowe, których objawy steryd może jedynie złagodzić i to na krótki czas. ad 2. Wiem z doświadczenia, że rzadko decydujemy się na wykonanie, bądź co bądź, kosztownych badań. Nauczony doświadczeniem jednak twierdzę, że czasem jest to nieodzowne, a w perspektywie okazuje się tańszym rozwiązaniem, niż dziesiątki wizyt u weta i ogromne ilości zbędnych leków, które tylko wyniszczają organizm psiaka. Trafna diagnoza to podstawa! Ponieważ w przypadku Kamy, mimo zastosowania kuracji mającej na celu złagodzenie skutków zwyrodnienia, następował systematyczny regres jej stanu zdrowia, postanowiliśmy skonsultować to z ortopedą. Podejrzenie na wylew śródczaszkowy padło już po wstępnym badaniu (czucie w kończynach) i krótkim wywiadzie środowiskowym. Lekarz zapytał, czy na samym początku Kama nie przechylała głowy na jedną stronę. Tak było w istocie, a my wtedy składaliśmy to na karb "odwiecznych" problemów z uszami. ad 3. kuracja sterydowa nie musi mieć tylko i wyłącznie charakteru paliatywnego, bo np. w przypadku Kamy ma za zadanie przyspieszyć wchłanianie się krwiaka. Zawsze jest ryzyko nawrotu tej choroby, ale w odróżnieniu od zmian zwyrodnieniowych kręgosłupa, jest szansa na całkowity powrót do sprawności psa. Jeśli jednak steryd podawany jest tylko dla poprawy komfortu życia psa, a nie w celu jego wyleczenia, moim zdaniem lepszym rozwiązaniem jest podanie niesterydowego leku przeciwbólowego jakim jest np. Trocoxil. W odróżnieniu od sterydu można go podawać przez okres ponad 6-ciu mies., właściwie bez skutków ubocznych. Fakt, jest to drogi lek (zwłaszcza w przypadku dużych psów), ale zważywszy, że tabletkę podaje się raz na miesiąc (tylko w pierwszym miesiącu podaje się 2 tabl.) w rezultacie wychodzi na to samo, co podawanie sterydu, który "na dłuższą metę" jest zabójczy dla organizmu psa. Reasumując... Najpierw trafna diagnoza - potem adekwatne leczenie. >Zosia, jeśli możesz, napisz coś więcej o problemach Berty. Może wymiana wspólnych doświadczeń przyda się w walce z tego typu chorobami. I jeszcze jedno... Jeśli w przypadku Twojej Berty jest to problem np. z kręgosłupem (wskazuje na to stwierdzenie weta o czasowej poprawie), polecam Nivalin. Kama przerwała kurację Nivalinem w trakcie, dlatego kilka ampułek nam zostało. Ponieważ i ten lek do najtańszych nie należy, chętnie oddam go potrzebującym. Ups!!! Trochę się rozpisałem ;-)
-
A tymczasem wróćmy do bohaterki wątku, czyli Inki. Zobaczcie jaki z niej mały uzurpator. Zarezerwowała sobie Bonusa dla własnych potrzeb/przyjemności (ostatnia cieczka przed sterylką, a Bonus odjajczony ;-)). Czasem jednak, kiedy Dorka nie zdzierży jej tupetu i porządnie ją ofuknie, Inka nawiewa z piskiem, jakby ją ktoś ze skóry obdzierał. Zaraz potem jednak na powrót próbuje rządzić, aż do kolejnej "wpadki". Oto i film: [URL]http://www.youtube.com/watch?v=3c2bICEXXlU[/URL]
-
W takim razie wszystkich zapraszam do obejrzenia filmiku: http://www.youtube.com/watch?v=CC-pjCB1gkc Zdajemy sobie sprawę, że sposób w jaki obecnie porusza się Kama pozostawia jeszcze wiele do życzenia, ale dla nas, którzy widzieli ją całkiem bezwładną, jest to i tak cud. Oczywiście ciągle mamy nadzieję, że Kama powróci do całkowitej sprawności, choćby miało to się wiązać z ponownymi awanturami między nią a Dorką ;-)