-
Posts
6014 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by gallegro
-
Dziękujemy za ogłoszenia. W środę powinno ukazać się również ogłoszenie w lokalnej prasie. W ogłoszeniach proponuję zamieszczać również mój nr. telefonu: 600 870 225. Zastanawiam się też jaką lokalizację podawać. Może ogólnie - mazowieckie (aktualnie przebywają 70km. od Wawy). Zwykle też zamieszczamy info, że po uzgodnieniu możliwa jest pomoc w transporcie (bierzemy to na siebie - oczywiście po wcześniejszym sprawdzeniu domku). Jeśli przez jakiś czas nie będzie odzewu, zrobimy im Allegro wyróżnione. Wybiegając nieco wprzód zastanawiamy się nad tym, jak pokierować potencjalnymi adopcjami, tak aby nie dopuścić do sytuacji kiedy pozostaje jeden maluch. Cudownie byłoby, gdyby dwa ostatnie wyadoptować jednocześnie (można nieco opóźnić jedną z adopcji), ew. gdyby dwa szczeniorki trafiły do jednego domu...
-
Pierwszą noc przespały w domu tylko dlatego, że nie zdążyłem uszczelnić kojca. Dziś za to przyszło mi robić to dwukrotnie. Kiedy skończyłem mocować pierwszą wersję, jeden z psiaków wspiął się na łapkach, a potem podskoczył tak wysoko, że przechylił się przez folię. Jak nietrudno się domyśleć, po chwili był na zewnątrz. Po kilku minutach cała trójka urzędowała na posesji. Oczywiście działo się to w naszej obecności. Nie było innego wyjścia, tylko trzeba było wymienić przepierzenie na wyższe. W sumie pół dnia zajęła mi ta czynność, ale teraz jesteśmy już pewni, że psiaki są bezpieczne. Maluszki otrzymały od nas imiona. I tak piesek od dziś nazywa się Fafik, tak jak pewien bezdomny psiak, którego przygarnęliśmy na kilka godzin przed odejściem za TM. Mniejsza sunia ma na imię Kama, a to po swojej "cioci", która była naszym Słonkiem, a od dwóch tygodni biega po wiecznie zielonych łąkach. Charakterek ma identyczny. Złośnica niesamowita - kiedy do budy w której siedziały maluchy zbliżyła się Dorka, nawarczała na nią, prezentując przy tym swoje symboliczne uzębienie ;). Ostatnia sunia imię przywiozła ze sobą (metka przy obróżce) i od dziś wołamy na nią Wika. Psiaki są już wyluzowane i z upodobaniem oddają się zabawom. Tak jak przypuszczaliśmy, nasza Benia matkuje im z ogromnym zaangażowaniem. Kama nawet zaczepiała Benię podgryzając ją delikatnie, a ta odwzajemniała się delikatnymi zaczepkami. Jest przy tym bardzo ostrożna i nienachalna. Jeśli psiaki nie mają akurat ochoty na zabawę, odpuszcza. Kładzie się przed budą i zamiatając ogonem (dosłownie), wpatruje się w trójkę malców rozglądających się z zainteresowaniem po okolicy. Teraz TZ-ka poszła je nakarmić. Apetyt im dopisuje. Wygląda na to, że najgorsze za nimi. Właśnie przed chwilą skończyły jeść. Podobno wciągnęły przygotowane porcje jak odkurzacze :lol:. Wieczorem postaram się wrzucić kilka fotek.
-
[quote name='Paulina78']Gallegro, a tej jeszcze nie dopchniesz do tej trójeczki :)? [URL="http://www.dogomania.pl/threads/195284-3-miesieczna-sunia-w-niedziele-trafi-na-%C5%82a%C5%84cuch%21Pilne-DT"]http://www.dogomania.pl/threads/195284-3-miesieczna-sunia-w-niedziele-trafi-na-łańcuch!Pilne-DT[/URL]!!!!!! (...)[/QUOTE] Póki co nie ma takiej opcji. Sama wiesz, że cały czas czekamy na rozwój wypadków odnośnie Lipska. Kiedy okaże się, że trzeba je zabrać, będziemy mieć "na stanie" 5 maluchów i mamę (że o swoich pięciu ogonach nie wspomnę). Taka perspektywa nawet w naszych warunkach przekracza granice ogólnie pojmowanego rozsądku :shake:. A nasza trójka bohaterów ma się bardzo dobrze. Osobiście nie spotkałem jeszcze tak grzecznych maluchów (mam nadzieję, że się nie rozkręcą ;-)). Przespały grzecznie całą noc. Na siku wychodziły z pudełka i robiły obok na wykładzinę. Dostały nieco suchej karmy, którą chętnie chrupały. Teraz ponownie ucięły sobie drzemkę. Nieco później, kiedy zrobi się cieplej, zrobimy zapoznanie z okolicą i nowym, tymczasowym lokum. Mam nadzieję, że zaakceptują nowe warunki i będą czuć się w nich swobodnie.
-
Maluszki są już u nas. Podróż zniosły dzielnie, choć w samochodzie było im zbyt ciepło. Kiedy wyłączyliśmy ogrzewanie, było już lepiej. Po przyjeździe postanowiliśmy zapoznać ich z terenem, a przy okazji odsikać i takie tam ;). Kiedy maluchy były jeszcze w kartonie, na posesję wypuściliśmy cały swój zwierzyniec. Po chwili jedna z suń (ratlerkowaty zakapiorek) zaczęła zaglądać do kartonu i węszyć z wyraźnym podekscytowaniem. Kiedy któryś z pozostałych psiaków próbował się do niej zbliżyć, jeżyła się okropnie, a w pewnej chwili zaczęła się awantura z inną suką. Byliśmy tym baaardzo zaskoczeni, ponieważ nigdy przedtem nie obserwowaliśmy podobnych zachowań w stosunku do innych psiaków, a tym bardziej szczeniaków. Po chwili odkryliśmy przyczynę tego zamieszania. Otóż w kartonie pod kocykiem leżało wędzone świńskie ucho :crazyeye:. No cóż, malce wystraszyły się nieco tym nietypowym zachowaniem naszych czworonogów, dlatego bezzwłocznie umieściliśmy je w bezpiecznym miejscu. Dzisiejszą noc prześpią w domu (ogrodzenie kojca wymaga uszczelnienia), ale ponieważ i tutaj jest im zbyt ciepło, karton postawiliśmy w wiatrołapie. Po pewnym czasie poczuły się bezpiecznie, dlatego postanowiliśmy je nakarmić. Chętnie zjadły spore porcje ryżu z kurczakiem i marchewką. Pić nie chciały, ale woda stoi w miseczce obok kartonu. Teraz maluchy smacznie śpią. Jutro postaramy się o jakieś fotki, a być może i krótki filmik z zapoznania z terenem i zwierzyńcem.
-
[quote name='recuanzs'] Prawda, że takie psinki zasługują na własny dom !!![/QUOTE] Z całą pewnością. Podobnie zresztą jak inne psiaki niczyje. Zdjęcia są bardzo dobrej jakości, a maluszki fotogeniczne. Mam nadzieję, że szybko znajdą własne miejsca na ziemi...
-
Z tego co wiem, maluchów nie było, ale wygląda na to, ze były zamknięte w domu w jednym z pomieszczeń. Wnioskuję to z tego, że sunia leżała przed otwartymi drzwiami wejściowymi i wyglądała na spokojną (wygrzewała się w słońcu). Nie ma raczej opcji, żeby gość pozbył się maluchów w ciągu jednego dnia. Oprócz tego matka szukałaby swoich dzieci. Na posesji nie widać było żadnego pomieszczenia w których mogły być zamknięte, ani też budy. Teraz przedstawię swój scenariusz niedawnych wydarzeń (opis Komety): - szczeniaki i sunia mają dostęp do domu.Ponieważ maluchy wychodzą przez nieszczelną bramę, zamykane są w domu i wypuszczane 2-3 razy dziennie na sioo. Tłumaczyłoby to stałą porę ich wypadów na ulicę. - w sumie facetowi nie jest zupełnie obojętny ich los, jeśli zareagował na "wścibstwo" Komety. - prawdopodobnie została urażona jego ambicja i w niewyszukanych słowach dał upust swojej "fantazji". - niewykluczone, ze on nie przepada za psiakami, ale ma psiolubną tZ-kę (to by tłumaczyło stały dostęp psiaków do mieszkania. Zastanawia mnie też, jak dokładnie wyglądało wrzucenie szczeniąt przez płot (przełożenie nad płotem i swobodne upuszczenie, czy rzucenie nimi z impetem na dużą odległość?). Tutaj musimy poczekać na dodatkowe wyjaśnienia Komety. Reasumując... W dniu dzisiejszym nie było wyraźnych przesłanek do przeprowadzenia interwencji w trybie oficjalnym, a "kradzież" była bezprzedmiotowa ;-). Ostatnie ustalenia mówią o tym, że w ciągu najbliższych dni przynajmniej jedna osoba odwiedzi Lipsko i postara się ustalić więcej konkretów, ponieważ póki co mamy tylko przypuszczenia. Bez względu na to, czy w międzyczasie przygarnę inne szczeniaki, propozycja awaryjnego DT jest aktualna.
-
Potwierdzam gotowość tymczasowego przygarnięcia maluchów. Najlepiej, gdyby to nastąpiło jutro. Właśnie w dniu jutrzejszym planuję jechac trasą Mińsk Maz. - Wawa i mógłbym zajechać osobiście do Kołbieli (czy to Kołbiel na trasie Mińsk Maz. - Góra Kalwaria?). Jedynym problemem może być pora dnia, ponieważ szacuję to na godz. 19:30. Czy byłaby szansa, aby ktoś "przechwycił" szczeniorki przed zapadnięciem zmroku i przetrzymał do naszego przyjazdu? Chyba, że osoba, która nimi się opiekuje, pojechała z nami na miejsce i pomogła je zgarnąć. Czekamy na info.
-
W moim przekonaniu należy dokładnie zbadać sytuacją psiaków. Nie mnie oceniać trafność spostrzeżeń Komety i Strażnika, które są diametralnie różne. Jeśli jednak tym razem wszyscy uczestnicy wycieczki potwierdzą słowa Komety, psiaki należy odebrać/wykraść razem z mamą. W przeciwnym wypadku za kilka miesięcy sytuacja się powtórzy. Apeluję jednak o rozsądek w ocenie sytuacji. W razie najmniejszych wątpliwości proszę do nas dzwonić 600 870 225. Z Radomia psów nikt nie odbierze, ponieważ będzie tam dopiero 1-go listopada. Możemy ew. odebrać je z Warszawy, ale musielibyśmy o tym wiedzieć odpowiednio wcześniej (kwestia dojazdu). Szczerze mówiąc, najlepszy dla nas byłby czwartek, ponieważ akurat wtedy jedziemy samochodem po odbiór karmy. Potrzebny byłby awaryjny tymczas na jedną noc.
-
[quote name='Viris']Oj nie nie - o tej policji to było odnośnie całkiem innych psów - wspomniałam o takim przypadku. O tym człowieku nic nie wiemy. Czy mogę prosić informację która to dokładnie wioska jest, gallegro u Ciebie jest DT dla całej trójki? Gdzie mieszkasz (jak coś napisz na PW).[/QUOTE] W takim razie przepraszam za zamieszanie z tym powinowactwem :oops:. Nawet zastanawiałem się, kto tak szybko ustalił takie szczegóły... Mieszkamy 70km na wschód od Wawy (ok. 20km przed Siedlcami). Dokładne namiary na PW. W razie czego jednak nie będzie też problemu z odebraniem psiaków z Warszawy.
-
[quote name='majqa']Może inni sypną lepszymi pomysłami. Okoliczność kota ma jeszcze jeden plus. Można, po wejściu, zależnie od tego jak się sytuacja rozwinie, zagadać, ponarzekać, bo koty to..., a psy tamto, szkoda, że zdecydowałem się na kota itp... temat do bajdurzenia i przeciągnięcia wizyty w czasie/ poszukiwań spory.[/QUOTE] Wersja z kotem jest THE BEST :lol:. Ze swej strony "zmodernizowałbym" z lekka zagajenie... W zależności od poziomu inteligencji (w tym przypadku raczej niedoboru) rozmówcy (narastająco ;)): 1. Panie!!! mój pieprzony sierściuch zwiał mi przez płot. Żeby go tak czyściło, bydle jedno:mad:. Mam nadzieję, że ma Pan jakieś kundle, to w końcu zrobią z nim porządek. 2. ma Pan psy? Kurde, bo jakby na ten przykład były, to cholera wie co by mu zrobiły (rym nie był planowany ;)). 3, mam nadzieję, że nie ma Pan psów. 4. jak to dobrze, że nie widać aby miał Pan psy na posesji. 5. jest mi niezmiernie przykro, że naruszyłem Pański mir domowy. Postaram się niezwłocznie odnaleźć mojego problematycznego kota, aby już dłużej nie stanowił dla Pana problemu. Jednocześnie żywię nadzieję, że nie jest Pan w posiadaniu zwierząt, które ze swej natury skłonne byłyby mojego kota napastować, albo a co gorsza, skonsumować. Wracając do psiaków... Trzymam kciuki, aby akcja przyniosła pożądany skutek. Nie pamiętam kto o tym mówił/pisał, ale ponoć jeden z malców ma jakiś problem z poruszaniem (uraz?). Czy wiadomo coś więcej na ten temat? Kurcze, gdyby nie ta odległość, sam pofatygowałbym się do Liska... Jeśli chodzi o sposób przejęcia psiaków, najpierw należałoby spróbować je zgarnąć z ulicy (jeśli taka okazja nadarzy się). Z tym gburem może być sporo problemów, tym bardziej, że podobno ktoś z jego rodziny piastuje wysokie stanowisko w tamtejszej Policji.
-
Chodzi o to, że Ania musiałaby wieźć je z Radomia do Warszawy, a potem jeszcze kawałek, a to jest problem, bo sama w pociągu nie poradzi sobie z trójką psiaków (nie wspominając już o niektórych współpasażerach). Ja i tak musiałbym jechać po nią przez Warszawę, więc o ile Kometa wracałaby właśnie tędy, zaoszczędziłbym kawał drogi, a Ona z kolei nie musiałaby jechać dodatkowe 70-80 km do nas (no chyba, że ma ochotę zlustrować DT, to serdecznie zapraszamy ;)). Jeśli jednak nie będzie wracać do Warszawy, umówimy się jeszcze inaczej, a szczegóły omówimy via telefon.
-
Chętnie damy DT całej trójce. A wygląda to na zrządzenie losu... Tak się składa, że prawie 3 lata temu to właśnie Kometa uratowała naszą Kamę, która kilka dni temu odeszła za TM :-(. Do dyspozycji mamy duży wybieg (ok. 80m2) i dużą ocieploną budę pod zadaszeniem. W ciągu dnia będą miały dostęp do całej posesji. Nasze pozostałe ogony w liczbie 5, powinny bez problemu zaakceptować gości. Oby akcja odebrania psiaków powiodła się... Trzymamy kciuki. P.S. Odnośnie propozycji Ani - wydaje mi się, ze rozsądniej będzie przekazać sobie psiaki w warszawie, gdzie mogę podjechać po wcześniejszym umówieniu. Z tego co wiem, po akcji i tak będziecie wracać do Wa-wy, a Ania z trójką nie poradzi sobie w pociągu. No ale póki co nie dzielmy skóry na niedźwiedziu.
-
Wstępnie jesteśmy umówieni, że weźmiemy psiaki z Lipska (2 maluchy i mamę) o ile uda się je odebrać...
-
Tu TZ-ka Tomka Kamusia była niewiarygodnie cudownym stworzeniem. Dla nas była członkiem rodziny i najlepszym Przyjacielem. Można powiedzieć, że była to miłość od pierwszego wejrzenia, bo gdy trafiłam przypadkiem na wątek Xeni (Kamy), serce rozpadło mi się na kawałki i już wiedziałam, że ona musi trafić do nas. Gdy ją do nas przywiozłam, taką wychudzoną, zabiedzoną, pokochaliśmy ją od razu. Psiaki zaakceptowały ją bez problemu. Dopiero potem, gdy Kamunia odżyła, zaczęły się walki z Dorotką o to, kto tu rządzi... Po kilku miesiącach pobytu Kamy w naszym domu, wiedziałam już, że nikomu jej nie oddam... Choć "szukaliśmy" dla niej domku, wiedziałam, że żaden nie spełni moich wymagań i Kama pozostanie u nas... wieczorami tuliłyśmy się i szeptałam jej, że nigdy jej nikomu nie oddam, bo bardzo ją kocham... TZ zrozumiał co się święci i... w Wigilię zaprowadził mnie do kuchni, gdzie rezydowała Kama i powiedział "tu masz jeszcze jeden prezent". To był najpiękniejszy i najcudowniejszy prezent gwiazdkowy, jaki kiedykolwiek dostałam. Dziękuję Kochanie... Gdy odchodzi najlepszy Przyjaciel, to tak, jakby ktoś wyrywał człowiekowi kawał serca bez znieczulenia... Czuliśmy do końca ciepło jej łapki w dłoniach, do końca głaskaliśmy kochaną głowę, aż zasnęła... Nie spodziewaliśmy się, że to nastąpi JUŻ. Kama w sobotę po południu czuła się jak zwykle ostatnio, była trochę marudna, ale przez ostatni tydzień takie zachowanie było normą więc nie zauważyliśmy, że umiera... Godzinę przed śmiercią Tomek wyniósł ją na trawkę, leżała na kocyku, pod kołderką, zrobiłam jej zdjęcie, bo tak słodko wyglądała otulona różową falbanką kołderki... Potem wróciła do domu, na posłanie, zaczęliśmy właśnie rozmawiać z Tomkiem o tym, że nie widać poprawy, że psiak prawdopodobnie cierpi, zastanawialiśmy się czy ją nie boli... po raz pierwszy rozmawialiśmy o tym, że być może będziemy zmuszeni skrócić jej cierpienia i że oboje nie wyobrażamy sobie tej chwili... A Kama w tym czasie odchodziła. Tomek ułożył ją na łapkach, tak jak lubiła, na ogół uspokajała się wtedy. Ale tym razem tak nie było. Zauważyłam, że główka wpada jej między poduszki i podeszłam... Kama oddychała szybko i miała jakby "czkawkę", zawołałam Tomka... W ciągu 10 minut nasza Najukochańsza, Najwierniejsza Przyjaciółka odeszła... Do dziś nie możemy w to uwierzyć... Chcemy wierzyć, że jest nadal z nami, chociaż już w innym wymiarze... Kamuś, zawsze będziemy Cię kochać.
-
W imieniu Kamy oraz własnym, chcielibyśmy podziękować wszystkim, którzy ją uratowali od śmierci, kiedy ta po raz pierwszy upominała się o Nią, leżąca na zimnym betonie schroniskowego boksu. Dziękujemy również tym, którzy nie bacząc na wszelkie przeciwności, zabrali ją z tego "piekła", leczyli i szukali dla niej domu. Dziękujemy też tym wszystkim, którzy kibicowali Kamie na wątku, zarówno w chwilach radosnych, jak i tych pełnych cierpienia czy smutku. My zaś z TZ-ką, ze swej strony pragniemy podziękować za zaufanie i powierzenie naszej opiece tej wyjątkowej, kochanej psiny. Przez niemal 3 lata Kama dostarczyła nam wielu szczęśliwych chwil pełnych wzruszeń. Brakować nam będzie jej mądrego spojrzenia. Serce rosło, kiedy patrzyło się na tę dorodną, szczęśliwą sunię. TZ-ka żartowała nieraz, że to jej pies (w końcu był to prezent pod choinkę), a Kama zdawała się potwierdzać to swoim zachowaniem. Była w nią wpatrzona jak w obrazek, a kiedy TZ-ka wracała z pracy, wyrazom radości nie było końca. Kama zapadła nam głęboko w serca i pozostanie w nich do końca naszych dni...
-
Bardzo nam brakuje naszego Słonka... Dziś nastąpiło wyraźne pogorszenie jej stanu. Jeszcze wczoraj obserwowaliśmy lekką poprawę (przynajmniej tak nam się wydawało) pod postacią delikatnego poruszania ogonem. Łudziliśmy się nadzieją, że to efekt nowych leków i akupunktury, na którą zdecydowaliśmy się kilka dni temu. Już wtedy wiedzieliśmy, że sytuacja jest raczej beznadziejna, ale musieliśmy mieć absolutną pewność. Ostatnie dwie noce Kama przespała spokojnie, a marudzeniem sygnalizowała jedynie potrzeby i niewygody. Jeśli się załatwiła, napiła wody i miała sucho pod pysiem (doskwierał jej ślinotok), była spokojna i potrafiła czasem uciąć sobie drzemkę w ciągu dnia. Niestety, dziś było inaczej... Popiskiwała tak, jakby cierpiała ból. Kłapała przy tym pyszczkiem, w wyniku czego pokaleczyła sobie język. Od tej pory nie chciała jeść i pić. Był to dla nas sygnał, że musimy przerwać jej cierpienie, tym bardziej, że na długotrwałą poprawę jej stanu i tak praktycznie nie było szansy. Właśnie z TZ-ką podjęliśmy ten trudny dla nas temat, kiedy Kama zaczęła się dziwnie zachowywać. Okazało się, że to agonia... Wyglądało to tak, jakby chciała "wyręczyć" nas w podjęciu tej "trudnej" decyzji. Możliwe też, że chciała dać szansę TZ-ce na pożegnanie się, ponieważ ta za niecałą godzinę miała wyjechać na weekend. W ostatnich minutach patrzyła na nas swoimi mądrymi oczyma... Pozostała dojmująca pustka :-(. Jej posłanie jeszcze długo zostanie na swoim miejscu... Oboje z TZ-ką bardzo ją kochaliśmy... i kochać będziemy, ponieważ Kama na zawsze zamieszkała w naszych sercach...
-
Nasza Kamunia odeszła kilkanaście minut temu... Nie sądziliśmy, że to się dziś stanie... zaczęła płakać, bardzo szybko oddychać... byliśmy przy niej do samego końca. Odeszła tulona i głaskana przez nas oboje, z łapką w naszych dłoniach... Ona na zawsze pozostanie NASZĄ KAMĄ. Nigdy nie przestaniemy jej kochać. Na razie nie jestem w stanie napisać więcej... (*)
-
Kamusia bez większych zmian. Leży bez ruchu, popłakuje z bezsilności, a my razem z nią... jednak noce w większości przesypia. Apetyt ma normalny. Spróbowaliśmy akupunktury. W środę byliśmy z Kamą w Warszawie u doktor Bałucińskiej, która właśnie tą terapią się zajmuje. Bardzo miła i kontaktowa osoba, nie obiecuje nam cudów, ale bardzo chce Kamie pomóc. Nasza niunia była bardzo grzeczna. Za tydzień umówieni jesteśmy na kolejny seans. Oprócz sterydu Kama zaczęła przyjmować leki izopatyczne, zalecone przez panią doktor. Mamy wrażenie, że od kilku dni troszkę mocniej trzyma głowę i dziś zaczęła bardzo delikatnie poruszać ogonem. Zdajemy sobie sprawę, że jej stan jest bardzo poważny, ale chcemy spróbować wszystkiego. Chcemy dać Kamie szansę, bo to bardzo dzielna, kochająca życie sunia. A my kochamy ją. Zasługuje na to.
-
Masz rację KWL. Mamy świadomość, że ta chwila zbliża się nieuchronnie... Kama w dalszym ciągu jest sparaliżowana, choć wrócił jej umiarkowany apetyt i pije normalne ilości wody. Smakołyki powodują, że stawia uchole i pałaszuje je z wielkim animuszem. Wczoraj wieczorem "gościliśmy" kotkę sąsiada, która przelazła przez ogrodzenie. Kiedy Kama zobaczyła ją jedzącą z miski, starała się za wszelką cenę zbliżyć do niej. Wydaje mi się, że wyprostowała nieco tylne łapy i przesunęła kilkanaście cm. Gdyby była zdrowa, kotek byłby zjedzony razem ze swoją kolacją (takie 2w1) ;). Noc Kama przespała spokojnie, ale kiedy mnie zobaczyła, jak nad ranem wstałem do łazienki, zaczęła popiskiwać. Kiedy byłem przy niej, było znów O.K. Nie lubi być sama. Obecnie nie pracuję, więc nie ma z tym większego problemu.
-
Kama nie chce jeść, a do picia trzeba ją namawiać. Miałem problem żeby wcisnąć jej trzy małe kawałki parówki z lekarstwem. Cały tułów jest bezwładny, a poruszać może jedynie głową. Obawiam się, że wyczerpaliśmy wszystkie możliwości pomocy i pozostaje czekać... Podczas ostatniej konsultacji (miesiąc temu) usłyszałem od lekarza, że jego zdaniem to kwestia 2 m-cy. Nie pisałem o tym wcześniej, ponieważ wciąż wierzyłem, że proces ulegnie zahamowaniu. Jak widać choroba postępuje i raczej nie ma nadziei na poprawę jej stanu. Jedno jest pewne - nie dopuścimy do tego, aby Kama cierpiała fizycznie. Jeśli zauważymy pierwsze oznaki bólu, będziemy zmuszeni podjąć tę trudną decyzję...
-
Niestety, z dnia na dzień pogarsza się stan Kamy. Co gorsze, nie widać reakcji na steryd i to zarówno na Encorton, jak i Dexafort (domięśniowy - wróciliśmy do niego z nadzieją na skuteczniejsze działanie). Kama jest prawie całkowicie bezwładna. Porusza jedynie głową i przednią częścią tułowia. Wszystkie łapy odmówiły posłuszeństwa. Podniesienie jej z pozycji leżącej wymaga ogromnego wysiłku, a mój kręgosłup również jest w kiepskim stanie. Jednak póki co musimy sobie z tym radzić. Potrzeby fizjologiczne załatwia pod siebie, ale je kontroluje. Jeśli nie przegapimy jej "prośby o spacer", robi to na trawce, ale zdarzyło się jej też zamoczyć posłanie. Sunia coraz częściej "płacze", choć zwykle ma to charakter sygnalizacji. Czasem chodzi o picie, innym zaś razem o "spacer". Często użala się z powodu bezsilności. Kiedy pochylamy się nad nią i okazujemy zainteresowanie, staje się spokojniejsza. Świadczy to o tym, ze nie cierpi z powodu bólu i póki co musi nam to wystarczyć za całe pocieszenie... Od pewnego czasu spotęgowały się objawy neurologiczne w postaci przewlekłych drgawek. O ile kiedyś miały charakter krótkotrwały, teraz są częste i trwają długo. Mimo to wciąż mamy nadzieję, że podobnie jak w przeszłości, w pewnym momencie nastąpi odbicie od dna i Kama wróci do jako takiej kondycji. Zdajemy sobie jednak sprawę, ze jej stan jest bardzo poważny, aby nie powiedzieć - beznadziejny... Wciąż jednak wierzymy...
-
To znowu ja... Co prawda Wujek nagrał jakieś filmiki ze mną i resztą naszej ferajny, ale nie ma teraz głowy żeby je pokazać. Ja go nawet rozumiem... Kama jest bardzo chora i ona jest teraz najważniejsza. My jak tylko umiemy, staramy się nie dokładać dodatkowych kłopotów. Jak to zwykle bywa, nie zawsze nam to wychodzi, ale staramy się :roll:. Obiecuję, że już niedługo na własne oczy zobaczycie jak mi tutaj dobrze. No to do... zobaczenia (mnie) :lol:. Benia. P.S. Zajrzyjcie na wątek Kamusi... ona jest taka biedna :shake:.
-
Red, niezbadane są wyroki Najwyższego... Jurand ma teraz całkiem fajnie - zupełnie jak człowiek na emeryturze. Dodatkowo noszony jest na rękach, żarełko i picie pod nos, ciepłe i wygodne posłanie, a co najważniejsze - kompletnie żadnych obowiązków. Ja też tak kcę :placz:. No dobra, noszenie na rękach mogę odpuścić ;).
-
Hau dobry wszystkim :p No już dobrze Ciociu Elmiro, nie bulwersuj się tak, obiecuję, że będę częściej pisała, chociaż przecież nie mam czasu :lol:. U nas powoli przyszła jesień, opadają liście. Wolimy teraz leżeć na naszych kanapach i fotelach niż biegać po mokrym... ale wczoraj wieczorem się kąpałam, bo było ciepło. Chociaż ciocia nosem kręciła, że zostawiam czarne ślady na świeżo wymytej podłodze. Ja, Bonus, Dorka i Inka jesteśmy całkiem zdrowi. Kama trochę gorzej się czuła, ale wujek zrobił jej legowisko na pół pokoju, żeby miała wygodnie. I Kama wcale nie narzeka. A Jurand większość czasu śpi, a jak wyjdzie, to nas obszczekuje. Już nie siedzi sobie w dzień w kojcu, bo jest za zimno i za mokro a on dziadzio jest. No co by tu jeszcze napisać... bawiłam się dziś z Inką, nawet ją lubię, tą małą zołzę. A tydzień temu to się obraziliśmy na wujka i ciocię, bo nas czymś takim śmierdzącym perfumowali, mówili, że na kleszcze. Ja tam nie wiem, ale nie cierrrpię tego smrodu, wolę muł ze stawu ;-) a ciocia z wujkiem w ogóle się nie znają na zapachach. No to cześć, teraz idę pospać, bo deszcz pada.