Jump to content
Dogomania

gallegro

Members
  • Posts

    6014
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by gallegro

  1. Jestem po rozmowie z córką państwa, która akurat ich odwiedziła. Chętnie udzieliła mi odpowiedzi na kilka pytań, więc poniżej opiszę to czego się dowiedziałem. Państwo mieszkają na wsi, z dala od sąsiadów, Nero miałby do dyspozycji kojec, a zaraz po adopcji byłaby wykonana buda, dopasowana do wielkości psa. Z kojca byłby wypuszczany po południu, ale nie można wykluczyć, czy nie wieczorem. Kojec wykonany jest z metalowych przęseł, a ogrodzenie posesji o pow. 800m2 ze sztachet. Jest to typowe odludzie, a do najbliższego sąsiada jest 300m. W przypadku gdyby Nero czmychnął, nie ma bezpośredniego zagrożenia życia jak w przypadku ruchliwej ulicy. Jeśli uznacie, że takie warunki są dla niego odpowiednie, jutro po południu podjadę obejrzeć to na miejscu i porozmawiać.
  2. Napiszcie proszę jakiej wysokości ogrodzenie potrafi sforsować "z marszu". Czy tylko przeskakuje, czy też potrafi się wspinać? Jeśli tak, to każde ogrodzenie z siatki nie zda egzaminu, a jeśli kojec, to zadaszony (woliera). Jeśli pierwszą noc spędzi luzem, będzie próbował nawiać - nie ma przebacz. Moim skromnym zdaniem, wstępną, acz możliwie szczegółową rozmowę z zainteresowanym, powinna przeprowadzić osoba zaznajomiona m. in. z "twórczością" Nero w tym względzie. Podczas takiej rozmowy na bieżąco można dostosowywać kolejne pytania, w zależności od otrzymywanych odpowiedzi. Po swoistym przetarciu szlaku, pozostałoby mi stwierdzić na gruncie jak słowo mówione ma się do rzeczywistości i czy są tam wystarczające pokłady empatii, tudzież warunki do sprawowania opieki nad takim psiakiem jak Nero. Nie, żebym się odżegnywał, ale moja niedostateczna wiedza na temat Nero, może skutkować przerywaniem rozmowy, w celu skonsultowania się, a to może być "męczące" dla trzech stron, w tym mnie, jako swoistego pośrednika. Reasumując - ustalcie proszę co się da telefonicznie, żeby nie okazało się, że już na starcie jest coś nie halo. No i jak pisałem wcześniej, jeśli chodzi o mnie, gotów jestem pojechać tam choćby w niedzielę.
  3. [quote name='Poker'](...)[URL="http://www.dogomania.pl/forum/threads/231478-SOKOŁÓW-PODLASKI-!!-Potrzebna-wizyta-PA-dla-NERO-!!?p=19601638#post19601638"][U][COLOR=#000000]Z Siedlec jest gallegro, ma 29 km do Sokołowa.Lecę go błagać.(...)[/COLOR][/U][/URL][/QUOTE] Bez przesady - sam korzystałem z pomocy innych w tym względzie, więc co najmniej nietaktem byłoby odmówić, zwłaszcza, ze psiak już tak długo czeka. Jeśli dostanę namiary na zainteresowanych adopcją, być może uda mi się wybrać do nich w niedzielę (o ile nie będą mieć innych planów). Ponieważ nie za bardzo mam czas wertować wątek, prosiłbym o przesłanie charakterystyki Nero w pigułce. Oprócz tego przydałoby się info na co należałoby zwrócić szczególną uwagę podczas wizyty. O nietolerowaniu innych psów i forsowaniu niezbyt wysokiego ogrodzenia już wiem. Jeśli zainteresowany opisywał już warunki w jakich miałby przebywać psiak, proszę o takie info, abym mógł to zweryfikować.
  4. Wszystkim dziękujemy za wsparcie i dobre myśli, kierowane pod adresem naszego staruszka. Z całą pewnością nie pozwolimy mu cierpieć... Póki co zrobimy wszystko co w naszej mocy, aby zapewnić mu jako taki komfort życia.
  5. Niestety, mam złą wiadomość... Tuptuś ma zmiany nowotworowe w przełyku i górnych drogach oddechowych. Od pewnego czasu nasiliły się niedomagania, objawiające się jakby zatkanym nosem. Co prawda nie było przy tym żadnego wycieku (to nas zastanawiało), ale i tak zaordynowano mu antybiotyk (właściwie dwa różne, prawie bezpośrednio po sobie). Podejrzewano bowiem infekcję górnych dróg oddechowych. Kiedy to nie poskutkowało, a objawy jeszcze się nasiliły, przeprowadzono kolejne badanie, które ujawniło wyraźną zmianę w opisywanej okolicy (m.in. nieznaczna zmiana na miękkiej części podniebienia). Nie muszę chyba wyjaśniać, że ze względu na umiejscowienie, jak i wiek oraz ogólny stan zdrowia Tuptusia, nie można mu pomóc w radykalny sposób. Na obecną chwilę otrzymuje steryd, który powinien spowodować obkurczenie się newralgicznych miejsc, a co za tym idzie, poprawić jego komfort życia. Póki co apetyt ma umiarkowany (je tylko z ręki) i czuje się w miarę dobrze. Na bieżąco będziemy informować o jego stanie.
  6. Kiko ma ogłoszenia na mazowieckie. Nasza znajoma redaktorka robi też duże ogłoszenie z fotkami w lokalnej gazecie, w środę wyjdzie.
  7. Hau hau Ciocie i Wujkowie Piszę szybciutko, bo Dorka złości się, że jeszcze nie śpimy. Sinus już w nowym domu, a Kleks jest nadal z nami. Hamlet go wychowuje odpowiednio tzn. uczy podgryzać, skakać na ciocię. Przewracają się całymi dniami, ja już za nimi nie nadążam. Ja, Kleks, Saba i Gucio kąpiemy się codziennie w stawie i pływamy, a Guciek i Saba pływają z ciocią na rowerze wodnym. Hamlet bał się wody, ale Kleks go przekonał, że jest fajnie i Hamlet już wchodzi cały. Nie pływa, bo się boi, ale siedzi sobie i chłodzi się :-) Nawet Dorka moczy łapy ;-) A wujek z ciocią przywlekli 2 malutkie koty i karmili butelką. I zołza czyli Inka się nimi opiekuje, a one tylko miauuuuu i miauuuuu. E tam, wolę się kąpać, niech się Inka nimi zajmuje, jak lubi. Idę spać, bo Dorka ryczy. Dobranoc. Benia
  8. Tuptusiński złapał katar, bierze antybiotyk. W czasie upałów uparcie wyłaził z łózka i kładł się na zimnych płytkach w przedpokoju. Zapomina, że jest starszym panem i musi na siebie uważać. Jest uparciuchem i nie znosi, gdy próbujemy go przekonać, że w łóżku jednak jest wygodniej. Zmusił nas do kapitulacji i zrobiliśmy mu posłanie w przedpokoju, na 4 krotnie złożonym grubym kocu. Poza tym wszystko u niego ok :-) Bardzo głośno wyraża swoją dezaprobatę z powodu przygarnięcia przez nas dwóch kocich niemowlaków ;-) no cóż, wolno mu przecież powiedzieć co o tym myśli... Ostatni hit obiadowy to kurczaczek, suche powoli robi się be ;-)
  9. Tu pani Gallegrowa ;-) U Sinuska wszystko super. Pani mówi, że to pieszczoch, jakiego świat nie widział. Ma apetyt, podobno nieźle się zaokrąglił, całe dnie spędza ze swoimi Ludźmi w ogrodzie. Jesienią Państwo planują kastrację naszego misiula. A my pewnie odwiedzimy go jesienią :-) A u nas przybyły 2 nowe malutkie stworzenia potrzebujące pomocy. Zresztą sami zobaczcie: [URL]http://forum.miau.pl/viewtopic.php?f=13&t=144776[/URL]
  10. Co słychać u Was i jak się miewa Kiko? Mamy nadzieję, że nic nie zmalowała? Ktoś dzwoni z nowych ogłoszeń? Nam przybyły 2 maleńkie kocięta, które karmimy butelką... fotki u Kleksa.
  11. Skrzynka odetkana. Zaproszenie podtrzymuję z wszystkimi tego konsekwencjami ;-).
  12. Kleks podrósł, waży 20 kg. Z kotami ok. W nim w ogole nie ma agresji, jest tylko chęć zabawy i przytulania. Jest słodki. On jest średniej wielkości, nie jest mały, ale też nie jest z wielkich ;-) Średniego wzrostu facecik. uwielbia biegać i pływać. W ogóle nie boi się wody, pływa jak ryba. Nie ma w ogóle żadnych telefonów, co nas dziwi, bo Kleks naprawdę jest super pod każdym względem. Paulina, zapraszamy do nas :-)
  13. Niestety nie ma domku, ani nikt w jego sprawie nie dzwoni. Dziwi nas to, bo jest prześliczny i mądry. A wczoraj "wzbogaciliśmy się" o maleńkiego kotka. Sąsiada kociczka urodziła w naszej szopie, sąsiad-burak nie chce kociątka (powiedział, że i tak się go pozbędzie) a mamusia kociątko olała. Karmimy więc oseska butelką co 4 godziny, Tomek pojechał po mleko dla kociąt. A oto Milka, ma pewnie ok. 3 tygodnie, jest maciupeńka i słodziutka. Oddamy w dobre ręce. [URL="http://imageshack.us/photo/my-images/546/milka031.jpg/"][IMG]http://img546.imageshack.us/img546/6783/milka031.jpg[/IMG][/URL] [URL=http://imageshack.us/photo/my-images/513/milka018.jpg/][IMG]http://img513.imageshack.us/img513/1096/milka018.jpg[/IMG][/URL] Uploaded with [URL=http://imageshack.us]ImageShack.us[/URL]
  14. Tuptuś ma się świetnie. Je jak opętany i zrobił się naprawdę grubiutki. Musimy zacząć ograniczać mu suche, bo wchłania każde podane ilości. Wodę najchętniej pije z wielkiej miednicy, która stoi na posesji do dyspozycji wszystkich ogonów. Najchętniej jednak śpi i to ciągle w wiatrołapie, z mordką na kapciach lub butach. Z tego też powodu utarło się już powiedzenie "tylko uważaj na Tuptusia" ;-). Wszyscy goście są regularnie przestrzegani, żeby byli ostrożni i przypadkiem nie rozdeptali zwiniętego w kłębuszek Tuptka ;-). Potem piszą do nas sms'y, abyśmy i my byli ostrożni :-). Tak więc Tuptek wciąż pozostaje w centrum uwagi. Naprawdę, stał się całkowicie bezproblemowy. Daje się wciąć na ręce i zamiera w bezruchu. Można go bezkarnie całować po pysiu. Uwielbia wyczesywanie. Nie lubi jedynie łapania za ogon, choćby w zabawie. Potrafi się wtedy serio zezłościć ;-). Myślę, że jest mu u nas dobrze...
  15. Ale psy przecież nie wyparowały... Zakładam, że "linią obrony" będzie ucieczka psów. A może pójść po bandzie i zasugerować, że jeden z nich zadrapał kogoś zębem (choćby w zabawie), dlatego muszą okazać zaświadczenie o szczepieniu przeciw wściekliźnie. Można powiedzieć, że w przypadku braku zaświadczenia, pies/psy muszą być poddane kwarantannie, aby wykluczyć tę chorobę, bo w przeciwnym wypadku sprawa zostanie zgłoszona na Policję. Zakładam, że nie były szczepione, więc może pękną. Tylko co dalej, jeśli nawet w cudowny sposób się odnajdą...
  16. Kurcze, może faktycznie jakaś organizacja? A może jakiegoś inspektora ściągnąć, żeby buraków "pouczył", że na łańcuchu psów nie wolno zgodnie z nową ustawą trzymać całą dobę. Plus wymuszenie przestawienia bud w cień i ocieplenia. I kontrola za 2 tygodnie. A oddadzą dobrowolnie te psiaki? Bo może trzeba w takim razie zrobić foty i ogłaszać? Może domy by się znalazły... Nawiasem mówiąc tuż za płotem u naszego "sąsiada":angryy: jest w tragicznych warunkach sunia. Kudłata, malutka, w typie PON-a. Koczuje w rozwalającej się komórce, na gołej ziemi, kojec ma ściany z desek, psina świata nie widzi, wyje całymi dniami, nie puszczają jej w ogóle. Zimą nawet słomy nie ma na tej gołej ziemi... nam serca pękają, gdy na to patrzymy, ale jesteśmy bezradni,bo ten burak już wielokrotnie groził, ze mamy za dużo psów i on "coś z tym zrobi". Psów pilnujemy jak oka w głowie, teren jest monitorowany. Zamierzamy kupic malutkiej choć porządne posłanie na zimę. Komórka ma ściany z desek, a między nimi po 3-5 cm prześwity...:-( Nie wiemy jak zagadać, żeby on to posłanko jej włożył do komórki. Może uda się zagadać z jego żoną, bo burak na nas cięty i wszystko robi na przekór.:angryy:
  17. A my pięknie dziękujemy za przygarnięcie tej wspaniałej, choć doświadczonej przez los, suni. Oby dostarczyła Państwu wiele radości...
  18. Adopcja Sinusa to zbieg dwóch wymienionych przez Ciebie elementów. Państwo szukali dużego, łagodnego psa, tolerującego koty. Kiedy wertowali ogłoszenia, pominęli leonbergera, ponieważ nazwa ta kompletnie nic im nie mówiła. Na szczęście pani ogłoszenia czytała na głos, dlatego usłyszała to córka, która stwierdziła, że to może być taki pies, o jakiego im chodzi. Nawiasem mówiąc, przez pewien czas córka była wolontariuszką w olsztyńskim schronisku, dlatego miała rozeznanie. Kiedy zadzwonili, nie byli jeszcze wcale przekonani, tym bardziej, że w dalszym ciągu nie kojarzyli o jaką rasę chodzi. Wtedy właśnie poleciłem im przeczytać artykuł, który ukazał się akurat w tym wydaniu gazety. Dopiero po jego lekturze podjęli decyzję o ubieganiu się o adopcję Sinusa. Dokładnie tak - [B]ubieganie się[/B], a nie adopcję. Bardzo się to nam spodobało, a po kilku kolejnych rozmowach i wizycie oraz rewizycie, nie mieliśmy już wątpliwości, że to TEN dom.
  19. [quote name='Mazowszanka']Ale mnie nastraszyłeś, gallegro. Mignął mi na moment tytuł wątku a w nim Tęczowy Most ![/QUOTE] Fakt, muszę go przeredagować :roll:.
  20. [quote name='Aimez_moi']Zapytam niesmialo czy mozna juz zmienic tytul?[/QUOTE] Słuszna uwaga, nie ma to tamto ;-). Za chwilę się stanie... Z domkiem Sinusa pozostajemy w stałem kontakcie. Nie dalej jak wczoraj, już po cytowanym wcześniej sms'ie, jego pani zadzwoniła do nas ze szczegółową relacją. Okazuje się, że Sinus najbardziej upodobał sobie... pana ;-). Dlaczego mnie to nie dziwi...? ;-). Widać, że czeka na niego, a kiedy wraca do domu, cieszy się na jego widok jak głupi. Dom uznaje za swój azyl i szuka w nim schronienia podczas każdej burzy, czy w czasie odpalanie petard przez dzieci z sąsiedztwa. Tak normalnie to nie jest fanem domowych pieleszy. Myślę jednak, że z czasem i to się zmieni. Apetyt wciąż mu dopisuje i robi się (jak określiła jego pani) coraz "większy" ;-). Nawiasem mówiąc za kilka dni spodziewamy się wizyty państwa, ponieważ już kolejny raz zaopatrzą nas w mięsko dla naszych pupili. Wtedy też będzie okazja do dłuższej pogawędki o postępach Sinusa ;-).
  21. Oto treść dzisiejszej wiadomości z nowego domku Sinusa: "U Sinusa wszystko w porządku, jest zdrowy i wesoły". [LEFT]Wizytę poadopcyjną planujemy na przełomie października i listopada, czyli po ok. 4 miesiącach jego pobytu. Mimo wszystko, zbyt wczesną wizytą moglibyśmy wyrządzić mu krzywdę, narażając go na niepotrzebny stres. Nie bez znaczenia jest również fakt, że jego opiekunowie to bardzo odpowiedzialni ludzie, dlatego nie widzimy potrzeby wcześniejszej "kontroli". W przeciwnym wypadku już teraz wysłalibyśmy tam kogoś zaufanego[COLOR=#333333][FONT=lucida grande].[/FONT][/COLOR][/LEFT]
  22. Oprócz ogłoszeń, jakie robiła/zrobi Ziutka, damy anons w lokalnej prasie. Postaramy się też o anons w wydaniu internetowym ze zdjęciem i stosownym apelem redakcji. W ten sposób m. in. Sinus znalazł dom. Bylibyśmy wdzięczni o jej w miarę zwięzłą charakterystykę i ew. sugestie odnośnie preferowanego typu domu.
  23. [quote name='veterinarius'](...)podtrzymywanie przy życiu cierpiącego zwierzęcia nie jest wyrazem miłości do niego ale skrajnego egoizmu.[/QUOTE] Z tym akurat się zgadzam, natomiast mam wątpliwości odnośnie fragmentu wypowiedzi, traktującego o nieuchronności tegoż. Nie ma bowiem pewności, czy dotychczasowe metody leczenia były trafione. Każdy, nawet najlepszy specjalista może się mylić, począwszy od zakresu wykonanych badań, poprzez ich interpretację (postawienia diagnozy), na wdrożonym leczeniu skończywszy. Wystarczy aby jeden z tych elementów zawiódł, a choroba staje się "nieuleczalną". O tym, że nie ma lekarzy nieomylnych, przekonałem się na własnej skórze, przez co już do końca życia będę mieć problemy z sercem. Nie ma nic gorszego jak usłyszeć od kolejnego lekarza cyt. "szkoda, że nie trafił Pan do mnie wcześniej"... Nie od dziś też wiadomo, że to co nieuleczalne np. w Polsce (o krajach 3-go świata nie wspomnę), z powodzeniem leczone jest np. za oceanem. Moim zdaniem, dopóki psiak nie wykazuje oznak cierpienia, jest jeszcze czas na kolejne konsultacje i podejmowanie prób wyleczenia, czy choćby spowolnienia zachodzących procesów chorobowych. W razie niepowodzenia w odwodzie pozostaje opieka paliatywna. Można oczywiście uznać, że ze względu na znikomą szansę wyleczenia, w ogólnym rozrachunku jest to "nieopłacalne", ale to już kwestia sumienia każdego z nas. Żeby była jasność - nie jestem zwolennikiem "cudownych" specyfików z zakresu medycyny niekonwencjonalnej, ale za rzetelnym przeanalizowaniem dotychczasowego toku leczenia i w razie konieczności zmodyfikowania go. Wszystkim zaś lekarzom zalecam mniej rutyny, a więcej pokory... Na koniec mała dygresja odnośnie zdarzających się cudów uzdrowieniowych... Chyba coś w tym musi być, skoro nawet prezes ZUS wierzy w nie głęboko, tłumacząc w ten sposób przyznanie świadczenia rentowego zaledwie na 1 rok, osobie ewidentnie niepełnosprawnej i nieuleczalnie chorej... :roll:.
  24. [quote name='gallegro'](...)To przesympatyczna i mądra sunia, a kiedy powróci do równowagi fizycznej, będzie też przepięknym i dorodnym przedstawicielem swojej rasy.(...)[/QUOTE] Powyższe znalazłem podczas retrospektywnej lektury wątku. No i okazuje się, że miałem nosa, choć wtedy jeszcze nie przypuszczałem, że aż tak bardzo ;-). Zastanawiam się, jaki odsetek ludzi byłby w stanie wyobrazić sobie obecną Verę, po obejrzeniu poniższego zdjęcia... [URL="http://imageshack.us/photo/my-images/843/veracx.jpg/"][IMG]http://img843.imageshack.us/img843/5083/veracx.jpg[/IMG][/URL] Nieprawdopodobna metamorfoza... Dzięki sylwija za to co zrobiłaś dla tej biednej suni...
  25. Żałuję, że jej poprzedni "opiekunowie" nie są internetowi, bo wysłałbym im to zdjęcie, opatrzone stosowną "dedykacją" :mad:. Sądzę, że na widok Księżniczki Very z ostatniej fotki, niejednemu popłynie łezka szczęścia...
×
×
  • Create New...