-
Posts
6014 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by gallegro
-
Nero już prawie dwa lata u Jamora, bardzo potrzebuje swojego domku ...
gallegro replied to Lucyna's topic in Już w nowym domu
Bez względu na zapewnienia, w przypływie wolnego czasu postaram się tam zajrzeć. Zastanawiam się tylko, czy nie lepiej byłoby pojechać bez uprzedzenia (niby po trasie), a wcześniej poobserwować posesję z zewnątrz. Zapowiedziana wizyta, zważywszy na całe to zamieszanie, może być niemiarodajna. Mam tylko nadzieję, że nikt z zainteresowanych nie wejdzie na wątek, a jeśli tak się zdarzy to zrozumie, że wszystkie nasze działania podyktowane są dobrem psa :roll:. -
Nero już prawie dwa lata u Jamora, bardzo potrzebuje swojego domku ...
gallegro replied to Lucyna's topic in Już w nowym domu
[quote name='DORA1020']Nie wiedzialam Lucynko,ze sie z DS skontaktowalas,wiec zadzwonilam dzisiaj,na ten drugi numer,do ziecia.(...)[/QUOTE] UPS !!! Sugeruję daleko idącą powściągliwość w kontaktach z DS. To właśnie przez brak koordynacji można zrazić do siebie nowych opiekunów. Może to nie moja sprawa, bo na wątku pojawiłem się niedawno, ale powinna być jedna konkretna osoba w charakterze "rzecznika prasowego" z ramienia dogo, upoważniona do kontaktu z domem Nero. Jeśli ona nie może, prosi wtedy kogoś w zastępstwie. -
Nero już prawie dwa lata u Jamora, bardzo potrzebuje swojego domku ...
gallegro replied to Lucyna's topic in Już w nowym domu
[quote name='Lucyna']Rozmawiałam jeszcze z Jamorem, był zaskoczony telefonem tej kobiety, tym bardziej, że [B]posługiwała się imieniem Nero, a tego w adresatce nie było[/B].(...)[/QUOTE] To każe domniemywać, że jest to osoba bywająca w domu Nero lub np. pracująca z jego panią, ew. ktoś, ktoś słyszał kiedy go nawoływali. Coraz bardziej więc skłaniam się ku mojej ostatniej hipotezie o kimś z bliskiego otoczenia. Jeśli zaś chodzi o całkowity brak ucieczek, to może jest to nieco wyidealizowane, ale widocznie zdarza się to już sporadycznie, a może od kilku dni nie miało już miejsca i są dobrej myśli. Nie ukrywam, że ten nagły zwrot sytuacji jest wszystkim wyjątkowo na rękę, od domowników począwszy, poprzez nas dogomaniaków i na samym Nero skończywszy ;-). -
Nero już prawie dwa lata u Jamora, bardzo potrzebuje swojego domku ...
gallegro replied to Lucyna's topic in Już w nowym domu
Jeśli nie email, to może SMS, w którym można zasygnalizować chęć kontaktu w sprawie np. partycypowania w kosztach przebudowy kojca. Tak na marginesie, to państwo raczej nie potrzebują pomocy finansowej, ale będzie to usprawiedliwiało chęć kontaktu. Możne wtedy zapytać, kiedy i o jakiej porze najlepiej zadzwonić lub poprosić o oddzwonienie w dogodnej chwili. Wszystko O.K., tylko nie tak powinien wyglądać kontakt z nowym domem psiaka... No, ale w tej sytuacji wydaje się to konieczne. Mam nadzieję, że za jakiś czas wszystko się ułoży. P.S. Znając realia, adresówka nie jest popularnym gadżetem w większości domów, gdzie pies mieszka w kojcu. Podobnie jak szczepienia profilaktyczne, zabezpieczenie od kleszczy itp, które są normą w przypadku psów domowych i świadomych tego opiekunów. Tak więc Nero może mieć wciąż adresówkę od Jamora. -
Nero już prawie dwa lata u Jamora, bardzo potrzebuje swojego domku ...
gallegro replied to Lucyna's topic in Już w nowym domu
[quote name='Lucyna']Mój numer podał Jamor i zadzwonił do mnie z informacją o tym, że będzie dzwoniła kobieta. Taki był sznurek, natomiast namiary Jamora były wzięte z plakietki.(...)[/QUOTE] To bardzo istotne info, a wynika z niego, że kobieta ta prawdopodobnie sama spotkała wałęsającego się psa (ew. została o tym powiadomiona jako np. członek/wolontariusz najbliższego TOZ'u) i postanowiła zadzwonić na nr z plakietki. Osoba ta może mieszkać we wsi Dąbrowa, o której pisałem wcześniej. Vis-a-vis posesji Nero jest gminny ośrodek zdrowia, gdzie co dzień przewija się sporo osób, może więc była pacjentem i przy tej okazji zainteresowała się psiakiem, który np. zawędrował tam za swoją panią (pracuje w tymże ośrodku). Niewykluczone też, że jako przedstawiciel organizacji prozwierzęcej dostała namiar od Policji, która otrzymała niepokojący sygnał. Postarajcie się odszukać najbliższy oddział TOZ, który obejmuje swoim działaniem tę okolicę, czyli powiat Sokołów Podlaski, Węgrów, Siedlce itp. Hmm... a może nie chodziło o TOZ, tylko gminny ZOZ w którym np. pracuje "informatorka" (odległość od jej domniemanego miejsca zamieszkania nawet pasuje). Ot, zwyczajnie, lubi psiaki i żal jej aktualnie uwiązanego do budy Nero. Z racji miejsca pracy mogła go widywać co dzień, ale jako współpracownica właścicielki psiaka, krępowała się powiedzieć jej o tym wprost. Tłumaczyłoby to również jej wiedzę n.t. systematycznych ucieczek Nero. W takim wypadku może się okazać, że nie było żadnej interwencji. Jeśli moje przypuszczenia są bliskie prawdy, należy zważyć co się napisze w emailu, bo można wszystko dokumentnie skopać. Nie można bowiem wykluczyć, że państwo faktycznie są na etapie przebudowy kojca, dlatego Nero jest czasowo na uwięzi. Jeśli wyskoczycie z informacją o domniemanej interwencji, możecie tylko sytuację pogorszyć. W moim przekonaniu należy jedynie zapytać, czy psiak w dalszym ciągu ucieka i spokojnie czekać na odpowiedź. W tej samej wiadomości można zamieścić info o ew. pomocy finansowej w celu pokrycia części kosztów związanych z przebudową kojca, co byłoby wyrazem dobrej woli z Waszej strony (ktoś pisał o tym wcześniej na wątku) i "usprawiedliwiałoby" kolejną próbę kontaktu. Jeśli sami zainteresowani przyznają, że czepianie psiaka ma charakter tymczasowy, odpuściłbym na pewien czas, anonsując jednocześnie kolejny kontakt za jakiś czas. Rozważcie proszę powyższe, aby nie "wylać dziecka z kąpielą"... -
Nero już prawie dwa lata u Jamora, bardzo potrzebuje swojego domku ...
gallegro replied to Lucyna's topic in Już w nowym domu
Może to tylko konfabulacja, ale pomyślałem sobie, że obecni opiekunowie chcą się już pozbyć Nero i sami (np. za pośrednictwem znajomej) "sprzedają" takie info. Nie chcą przyznać się do tego, że sytuacja ich przerosła, dlatego robią wszystko, żeby sprowokować działania osób dotychczas odpowiedzialnych za psiaka. TOZ z Dąbrowy mógł być rzucony ot tak sobie, dla uwiarygodnienia "informatora". W takim wypadku zastrzeżony numer byłby nieprzypadkowy. Myślę jednak, że to mało prawdopodobny wariant, choć wykluczyć tego nie można. Jeszcze jedno - okolica jest bardzo skąpo zaludniona, dlatego istnieje małe prawdopodobieństwo, aby spacerujący Nero komuś przeszkadzał. Jeśli nawet, to tubylec powiadomiłby nie TOZ (a już na pewno nie ze Śląska) tylko Policję. Krótko mówiąc, coś mi tutaj "śmierdzi". EDIT: 30-40 km na południowy-wschód od miejscowości, gdzie przebywa Nero, jest wieś Dąbrowa, ale próżno w niej szukać siedziby TOZ'u. Pomyślałem też, że jeśli faktycznie ktoś skarżył się na psa spacerującego samopas, może warto byłoby zadzwonić na gminny posterunek Policji z zapytaniem, czy nie mieli podobnego zgłoszenia, a co za tym idzie interwencji. -
Nero już prawie dwa lata u Jamora, bardzo potrzebuje swojego domku ...
gallegro replied to Lucyna's topic in Już w nowym domu
Nikt przy zdrowych zmysłach nie uwierzy, że interweniował TOZ z Dąbrowy Górniczej. Chyba, że np. jego członek mieszka lub okresowo bywa w tej okolicy lub bywa. A może to jest jakieś totalne nieporozumienie i chodzi o całkiem innego psa o tym samym imieniu :roll:. Tylko skąd osoba ta miałaby namiary akurat na Lucynę? Czy w rozmowie padła nazwa miejscowości gdzie przebywa Nero? -
Nero już prawie dwa lata u Jamora, bardzo potrzebuje swojego domku ...
gallegro replied to Lucyna's topic in Już w nowym domu
[quote name='DORA1020']Lucynko ,czy Ty masz ten numer,to zadzwonie(...)[/QUOTE] To był nr zastrzeżony, więc w rachubę wchodzi jedynie namierzenie numeru do TOZ. Problem w tym, że w okolicy nie znam takiej miejscowości, nie wliczając w to wsi, ale istnienie w niej TOZ jest mało prawdopodobne. Może chodziło o inną miejscowość o podobnej nazwie. -
Nero już prawie dwa lata u Jamora, bardzo potrzebuje swojego domku ...
gallegro replied to Lucyna's topic in Już w nowym domu
Przepraszam, ale jeśli chodzi o sprawdzenie stanu faktycznego na miejscu, w najbliższym czasie nie będzie to możliwe (nawał prac remontowych, które muszą być zakończone przed pierwszymi przymrozkami). Niestety, tak jak przypuszczałem, okoliczności sprzyjające ucieczkom Nero, to najsłabsze ogniwo DS, o jakim wyraźnie uprzedzałem po WPA. Nasuwają mi się jednak następujące wątpliwości: Jeśli ktoś dzwonił z TOZ'u Dąbrowa (czy ktoś wie o jaką miejscowość dokładnie chodzi?), to może należałoby zadzwonić to tegoż i zapytać jaki charakter miała "interwencja". Podobna organizacja powinna mieć przecież jakiś ogólnie dostępny tel. Zgadzam się z przedmówczynią, że mogło chodzić o groźnie wyglądającego psa systematycznie przebywającego luzem poza posesją. Zakładając, że za jakiś czas (bliżej nie określony póki co) udam się na miejsce, to co miałbym zrobić, gdyby okazało się, że Nero faktycznie jest uczepiony na łańcuchu? Przecież nie odbiorę psa, bo na dziś nie ma alternatywy. Zasygnalizowanie rozwiązania typu linka i długa smycz, równie dobrze może nastąpić via email, sms, czy telefon. Zakładając, że unikają/mają dość kontaktu, całkiem prawdopodobnym jest, że mnie również oleją, lub "zaproponują", abym sobie Nero zabrał, jeśli jest dla nas takim "priorytetem". Co wtedy? Przecież, jeśli nie chcą rozmawiać przez tel., nie zmienią raptem frontu, kiedy pojadę na miejsce. Powiem więcej - mogą wręcz poczuć się ekstremalnie "zaszczuci" i moja potencjalna wizyta odniesie odwrotny skutek do zamierzonego. Reasumując: Najpierw należałoby poznać okoliczności z powodu których doszło do interwencji TOZ'u, bo to może być kluczowy element tej "łamigłówki". -
Śpij spokojnie, nasz kudłaty Przyjacielu, niech Cię do snu ukołysze szum rzeki. Być kochanym jest dziś dane psom niewielu lecz Ty miejsce w naszych sercach masz na wieki. Byłeś czarną, przerażoną, biedną kulką, w ludzkich dłoniach znalazłeś schronienie. Los pozwolił, żebyś jesień miał szczęśliwą, by ogrzały ją słońca promienie. I choć pustkę po sobie zostawiłeś, swe posłanko, kocyk i miseczkę, to wiedz jedno, że na zawsze pozostaniesz NASZYM małym, kochanym pieseczkiem. Kochanemu Tuptulkowi - Rodzina (*)
-
Orpha, dzięki za to wspaniałe info. Domyślam się, że sunia nie sprawia większych problemów, skoro p. Asia zdecydowała się dać jej siebie na zawsze. Jeszcze raz gorąco dziękuję wszystkim, którzy nie przeszli obojętnie obok kolejnej psiny w potrzebie. A suni i jej nowemu domowi życzę wielu lat wspólnego, szczęśliwego życia.
-
Ok. godz. 21:30 Tuptuś przekroczył Tęczowy Most. Cały czas byliśmy przy nim, aby czuł, że odchodzi kochany... Teraz spoczął pod rozłożystymi świerkami, tuż obok Juranda i innych naszych czworonożnych Przyjaciół. Pozostał dojmujący smutek i niewyobrażalna pustka... Wet potwierdził diagnozę. Mocno rozlany nowotwór i bardzo powiększone węzły chłonne. Zaatakowane podniebienie i gardło. Nie wykluczone zmiany w narządach takich jak wątroba czy nerki. Nie miało najmniejszego sensu przedłużanie jego cierpienia...
-
Przed chwilą Tuptuś napił się wody i zjadł dosłownie 3 cieniusieńkie plasterki parówki. Widać jednak było jak się przy tym męczy. Potem, wyniesiony na posesję, podreptał powolutku w znane sobie miejsca, ale już nie było słychać jego charakterystycznego poszczekiwania... Przed kilku godzinami miał kryzys i nawet myślałem, że już odchodzi, ale jeszcze się odbił... Z każda mijającą minutą, przybliżającą termin dzisiejszej wizyty, czuję coraz większą bezsilność oraz niewyobrażalny żal i ból... Zrobiliśmy wszystko co można było, ale gdyby tylko był cień szansy, zrobilibyśmy po stokroć więcej...
-
W niedzielę nie znajdziemy raczej weta, który zechciałby przyjechać na miejsce. Jestem już umówiony z wetem wieczorem w Siedlcach (20 minut autem). Czekam tylko na powrót Ani. Tuptuś leży spokojnie na poduszce, bo prawdopodobnie nie ma już siły. Oddech jest coraz słabszy. Wygląda na to, że poddał się zupełnie i czeka na koniec. Nie widać oznak cierpienia, ale gdyby pojawiły się pierwsze symptomy, pojadę nie czekając na Anię.
-
Ania natknęła się w necie na włókniaka mięsistego, który wyglądam i objawami do złudzenia przypomina to z czym boryka się Tuptuś. Jest to guz, który na pewnym etapie krwawi, a u Tuptka właśnie w tej chwili krwawienie stało się bardziej intensywne. Psiak kompletnie nic nie je i zaczyna cierpieć, a my nie możemy na to pozwolić. Przed chwilą podjęliśmy z Anią decyzję, o konieczności bezzwłocznej eutanazji... Pojedziemy z Tuptusiem do innego weta, aby wcześniej również on potwierdził diagnozę. W razie najmniejszych wątpliwości, do skutku dojdzie zaplanowana na jutro wizyta u onkologa.
-
Strasznie przykro jest patrzeć na biednego, chorego Tuptusia. Gdyby nie zaplanowana dużo wcześniej wizyta, zastanawialibyśmy się, czy nie oszczędzić mu dodatkowego stresu, jakim bez wątpienia będzie podróż do Wawy. Nie ukrywam też, że chcemy mieć ABSOLUTNĄ pewność, że już nie można mu pomóc. Tak twierdzi wet u którego byliśmy z Tuptusiem dwukrotnie. Wątpliwości nasze budzi fakt, że diagnozę postawił organoleptycznie, choć sprawiał wrażenie całkowicie pewnego swojej opinii. Zastanawia nas też to, czy możliwe jest, aby nowotwór zmieniał swój charakter z nabrzmiałego guza, na masę bardziej spłaszczoną, na dodatek z ogniskami ropy. Tak czy inaczej, jeśli ten stan utrzyma się dłużej, Tuptusiowi grozi śmierć głodowa... Nie możemy do tego dopuścić, dlatego w przypadku potwierdzenia się jutro wcześniejszej diagnozy, będziemy zmuszeni podjąć tę niesłychanie trudną decyzję... Póki jednak jest cień nadziei, nie tracimy wiary...
-
Nero już prawie dwa lata u Jamora, bardzo potrzebuje swojego domku ...
gallegro replied to Lucyna's topic in Już w nowym domu
Pozwolę sobie wyrazić opinię na temat opisywanego zabezpieczenia. Po pierwsze, nie da się tak wyregulować natężenia pola, aby w jednakowy sposób działało na dużego psa i koty. Nie wspomnę już o małych i bardzo małych dzieciach. Dodatkowym problemem jest zmiana natężenia pola w zależności od aktualnej pogody, a zwłaszcza wilgotności. Położenie gołego drutu na ziemi jest niedopuszczalne. Nikt bowiem nie zagwarantuje, że system zawsze zostanie wyłączony na czas pobytu dzieci. Trudno sobie wyobrazić, że ktoś będzie to ustawicznie kontrolował w zależności od tego, czy aktualnie dzieci i koty są w domu, czy akurat na posesji. Pozwalam sobie na powyższą dygresje, ponieważ elektryka i elektronika to moja branża. W rachubę wchodziłby ew. system elektrycznej obroży z zestawem czujników, umieszczonych przed linią ogrodzenia. Ma on tę zaletę, że jest całkowicie bezpieczny, a bodźce odbiera jedynie pies. Niestety, jest to bardzo kosztowne rozwiązanie. -
[LEFT][SIZE=2]Oto fragment wiadomości z domu Sinuska:[/SIZE] [SIZE=2](...) Ostatnio staje się coraz częstrzym gościem w domu. Układa się w kuchni i towarzyszy w gotwaniu [/SIZE] [SIZE=2]Ma już za soba pierwszą wizytę u weterynarza. Obślinił cały gabinet. Dostał odrobaczenie i kilka środków przeciwbólowych na łapę. Zaczyna już obrastać futrem zimowym i nabrał pięknego rudego koloru. Wygląda już naprawdę pięknie (...)[/SIZE] [SIZE=2]Nie wiem o co chodzi z tą bolącą łapą (uraz?), ale dam znać kiedy dowiem się czegoś bliżej.[/SIZE] [SIZE=2]Mamy obiecany filmik, ale państwo mają niejaki problem z jego przesłaniem. Mam nadzieję, że w oparciu o moje wskazówki w końcu się to uda i wszyscy zobaczymy naszego pupila. Już nie możemy się doczekać.[/SIZE] [/LEFT]
-
Lepsze samopoczucie Tuptusia utrzymuje się :-) Ma apetyt, wcina rosołki ze zmiksowanym mięskiem i ryżem. Bardzo mu smakują. Drepcze dość raźnie na podwórku, najwięcej jednak śpi w domu. Nie słychać ciężkiego oddechu, co miało miejsce jeszcze kilka dni temu. Mamy świadomość, że choroba się raczej nie cofnie, ale cieszy nas fakt wyraźnego lepszego samopoczucia naszego Tuptulka. Pozdrawiamy wszystkich ciepło.
-
Tuptek czuje się całkiem nieźle. Nie ma już problemów z oddychaniem nawet wtedy, kiedy głowę kładzie na poduszce. Z naszej obserwacji wynika, jakby guz przemieścił się bardziej w kierunku twardego podniebienia, ustępując z samego przełyku i krtani. Nie zdarza się już, żeby pociągał charakterystycznie nosem. Z jedzeniem jest średnio. Widać, że sprawia mu ono pewien dyskomfort, dlatego wczoraj Ania ugotowała mu rosołu z ryżem. Leki bierze w cienko pokrojonej parówce, bo wtedy łatwo mu ją połknąć. Jeszcze niedawno był niespokojny i nie mógł sobie znaleźć miejsca, a teraz podsypia na swoim posłanku.
-
Wet potwierdził wyraźne powiększenie i rozprzestrzenienie się guza, a wyniki badanie moczu są takie sobie, ale nie ma tragedii. Odradził wykonywanie badania krwi, ze względu na mocno zaawansowaną i postępującą chorobę nowotworową. Pomimo wszystko dziś Tuptek czuje się całkiem nieźle. Ma jakby więcej siły, chętnie spaceruje i... poszczekuje, czego nie robi kiedy czuje się źle. Tak czy inaczej, tylko jakiś cud mógłby w tym przypadku pomóc...
-
W nocy Tuptuś był w miarę spokojny. Niedawno zjadł trochę ciepłej parówki (dyżurne menu, kiedy nie ma apetytu). Teraz właśnie pije z Inki miseczki. Wygląda na to, że wczoraj miało miejsce chwilowe załamanie. Jeśli jego obecny stan się utrzyma, nie widzę potrzeby podejmowania radykalnych kroków już teraz. Za chwilę wyjeżdżamy do weta.