Jump to content
Dogomania

ulvhedinn

Members
  • Posts

    13288
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    1

Everything posted by ulvhedinn

  1. Się nie znacie...... U nas (a własciwie u mojej cioci, ona też kociopsia) choinka jest mocowana u dołu i u góry....
  2. Tego bardzo na fotkach nie widać, ale mały ma oczka przekomicznie ustawione po bokach łebka- jak ropuszek..... ;) .....przy tym jest WYJĄTKOWO UROCZY!!!!! :)
  3. Dzięki, kochana- kołderki na szczęście mamy :)
  4. Niestety jest na 4 pozycji....
  5. Trzymajcie kciuki z całych sił.... ;)
  6. Po starej znajomości ;) - proszę o głosy dla Kraksicy: [URL]http://www.deitar.pl/Konkursy/Nadeslane_prace?p=548&k=2[/URL]
  7. W zeszłym roku miała zaklejone, ale w tym musze mieć dostęp do balkonu. Okleiłam drzwi uszczelkami i podetkałam w dolnej szparze otulinę do rur. Jest lepiej ;) Rano siku było jakby jaśniejsze? (mniej krwi) - oby tak dalej!!!!!!
  8. Kra siusia z krwią, na razie mam nadzieję, że to tylko zapalenie pęcherza, jest leczona, w czwartek idziemy do weta na kontrole.... ....przy czym oczywiście choroba nie przeszkodziła jej w rozwaleniu worka ze smieciami, ropirzeniu pieluszki w drobny mak i rowaleniu worka z kocim żwirkiem....
  9. Bardzo prosze o pomoc!!!!!! Moja własna Kra jest chora, koty też, poza Kajem w okolicy świąt na samego weta wydałam ok. 300 zł....
  10. Dzięki Poker :) Kra ma chyba jakieś okropne zapalenie pęcherza (i OBY TYLKO), w kazdym razei analiza moczu wypadła fatalnie- krew, białko itd Mam ją trzymać w cieple, ma nosić majtki i niestety ma szlaban na spacery (o Jezu......) Na razie jest zadowolona jak prose w pokrzywach z tego , że jest w centrum zainteresowania i że pańcia skacze wokół niej jak głupia. Śpi sobie błogo na świeżym posłaniu (zasikała poprzednie) pod ciepłą kołderką. A ja spędziłam godzinę kombinując, jak u licha uszczelnić drzwi balkonowe, żeby jej nie wiało....
  11. Spytałam dziś weta i o ile Kaj będzie chciał jeść tą karme to byłaby dla niego bardzo odpowiednia, można zaklepać?
  12. Kaj ma sie juz lepiej, dostał tabletki do domu i juz ma zdjety wenflon :) Poza tym był u kardiologa, ma niestety niedomykalność zastawek. Też mu przepisano leki i w czwartek idziemy na kontrolę.... WYDATKI: 50 zł pierwsza wizyta 102 zł badania 33 zł leki plus 70 zł dyżur (Wigilia) 32 zł dziś ----------------- 287 zł Poza tym jest na razie na diecie, co oznacza, że trzeba mu kupować kurczaka i gotować z ryżem....
  13. Róznie w zyciu bywa, nie zawsze jest tak prosto- mieszkasz z rodzicami, ich kasa itd. Swojego pierwszego psa- kundelka ze schronu dostałąm w wieku 7 lat. Jedyne przypadki, kiedy z psem wychodziła babcia, to kiedy byłam chora i moze ze dwa wyjazdy bez psa- obowiązek, to obowiązek i kropka. Mój pies = mój obowiązek, tak byłam wychowana. Na początku oczywiście pieniądze na utrymanie psa wykładała babcia, kiedy tylko mogłam zacząć zaczęłam dorabiać. Samodzielna de facto jestem od 15 roku życia, od kiedy to ja się musiałam zająć babcią, a nie na odwrót. Co do kasy- póki się uczyłam, miałam rentę po mamie. Więc raczej swoje pieniądze. Naprawdę uważacie, że każdy kto ma 15 lat, ma pstro w głowie i jest "dziecinnym dzieckiem"? No cóż, chodziłam do szkoły, potem zajmowałam się odchodzącą powoli staruszką (w czasie, kiedy byłam w szkole, przychodziła opiekunka), zajmowałam sie domem, sprawami urzędowymi, rachunkami etc. Mało to dziecinne.....
  14. [QUOTE]A czy psy w typie, mają rodziców rodowodowych, albo jednego z rodziców? Jeżeli zmieszam Amstaffa z Pudlem, to będzie pies w typie, chociaż nie przypomina rasy? [/QUOTE] Psy majace jedego lub oboje rodziców rodowodowych (ale innych ras) to mieszańce.
  15. Jakoś nie wydaje mi się, żeby ilość tracnych zwierzat miała tu coś do rzeczy (mam DT dla najcięższych przypadków, wiec.... ) To raczej kwestia własnej wrazliwości i stosunku do swoich (i nie tylko) zwierząt- dla mnie to istoty rozumne, mające uczucia i poniekąd "osóbki", dla Ciebie- "tylko" zwierzęta, mam nadzieję, że nie jedynie "materiał hodowlany". P.S. A SKĄD wiesz, ze uczucia, emocje zwierzęcia o mocno rozbudowanym systemie społecznym i skomplikowanym mózgu (to dotyczy nie tylko psów, słoni np też) są inne niż nasze? Bo akurat nowsze badania nad zachowaniami zwierzat wskazują coś zupełnie przeciwnego...... Instynkt nakazujacy bardzo cierpieć po utracie bliskiej istoty, niekiedy aż do autodestrukcji? Wykluczone.
  16. A ja tu z małą prywatą: http://www.deitar.pl/Konkursy/Nadeslane_prace?p=548&k=2 Mozna wygrać superposłanko i chciałam dla mojej inwalidki- Da się głosować codziennie- bardzo prosze o głosy, niestety wciąż przegrywamy....
  17. Pa-tti, no, jeśli masz takie przedpotopowe poglądy, to mogę Ci jedynie bardzo współczuć. Zdychają to dla mnie tylko ŹLI LUDZIE. Ciekawostką językoą jest to, ze chyba tylko w polskim języku istnieje taka róznica między potocznym nazewnictwem śmierci zwierzęcia i człowieka- gdzie indziej jest tak samo dla wszystkich (w Biblii zreszta co ciekawe- też ;) ). BTW, określenie oszczenić, okocić, ocielić itd jest potoczne, ogólne to owszem, urodzić (tak jak wet specjalista w tym zakresie to tak samo jak dla ludzi- położnik).
  18. Ryzyko nietrzymania moczu po sterylce po pierwsze wynosi maleńki procent, po drugie dotyka głównie suk dużych, po trzecie da się leczyć, po czwarte- dla zdrowia suni nie jest niebezpieczne, aczkolwiek mało przyjemne dla własciciela. Natomiast [B]główne choroby, których wystąpienie ogranicza sterylizacja to ropomacicze i guz listwy mlecznej[/B]. W pierwszym przypadku całkowicie znika ryzyko choroby, która jest śmiertelnie niebezpieczna, nieleczona- zabija, a i tak kończy się najczęściej interwencją chirurgiczną, tylko że występuje częściej u suk w podeszłym wieku, kiedy narkoza niesie ze sobą nieporównywalnie wysokie ryzyko, a sama operacja jest trudniejsza i rozleglejsza niż zwykła sterylka.... W drugim przypadku, im wcześniej sie wysterylizuje sunię, tym mniejsze ryzyko zachorowania. Przed pierwszą cieczką w zasadzie o 100 %, po pierwszej, ale przed drugą- jszcze znacznie zmniejszamy "szanse" na wystąpienie nowotworu. Guzy listwy mlecznej występują u zdecydowanej wiekszości suk niesterylizowanych, są to NAJCZĘSTSZE NOWOTWORY u suk, zazwyczaj kończą sie usunięciem guza, często i tak połączonym ze sterylką- jest to zabieg inwazyjny, rozległy, ryzykowny (znów najczęściej suczka jest niemłoda). Guzy nie usuniete maja tndencję do złośliwienia i dawania przerzutów, co w konsekwencji prowdzi do śmierci zwierzęcia. Mniej niebezpieczną, ale uciążliwą sprawą są ciąże urojone (inna sprawa, że sprzyjają ropomaciczu). Straciłam kilka uroczych tymczasowiczek, z powodu tych chorób- w momencie kiedy trafiały do mnie było za późno. Ostatnio miałam na tymczasie bernardynkę, u której objawami zaawansowanego ropomacicza była lekka osowiałość i zablokowanie siusiania (macica uciskała na cewkę moczową). Suka na stole wylądowała na trzeci dzień po przyjeździe, w ostatniej chwili- w ciagu kilku dni pękłaby macica pełna ropy, lub pęcherz. Rozciągnięty do granic pęcherz cudem nie uegł uszkodzeniu- ale co się najadłam strachu, kiedy na poczatku nie siusiała przez trzy dni, to moje. Równoczesnie druga tymczasowiczka- pinczerka Lala miała operację guza, z usunięciem CAŁEJ LISTWY i sterylka. I zamiast mieć, jak normalnie przy sterylce, kilka maleńkich szwów, starsza suczka miała pocięte pół brzucha. Ropomacicz u tymczasów "przrobiłam" sporo, guzy sutka tez są "normą". Ani jedna z moich ciachniętych tymczasek nie choruje na nietrzymanie moczu, a było ich kilkadziesiąt. I bardzo żałuję, że pokasowało mi zdjęcia wyjątkowej suczki, która zmarła od przerzutów z guza sutka- za późno został usuniety (guz był wielkosci ludzkiej głowy, pies- labradora). Mira była fantastyczna, mądra, łagodna i proludzka.... To tyle w kwestii osobistego doświadczenia ze sterylkami.
  19. A moim zadaniem porównywanie wogóle kota/psa do dziecka w kwestii rozwojowej jest lekkim nieporozumieniem, chyba, że w bardzo konkretnym szczególe. Kot mówił nie będzie (zdaniami) bo zwyczajnie brak mu aparatu mowy i nie posługuje się mową artykułowaną. Jednocześnie od dziecka jest znacznie sprawniejszy motorycznie. Jednakże mylisz sie i to bardzo - pies/kot POTRAFI tęsknic, kochać, wyraza jak najbardziej swoje potrzeby (a jak nazwać inaczej wściekły wrzask pod lodówka?), i owszem, całkiem nieźle potrafi przewidzieć konsekwencje wykonywanych czynności. Pa-tti, widzisz ktos kto zwierzeta SZANUJE nie bedzie używał słowa "zdechł" ze wzgledu na jego pejoratywny wydźwięk. W przeciwieństwie do słowa "umarł" czy "odszedł", "ZDECHŁ" jest słowem pogardliwym, umniejszajacym znaczenie śmierci danej istoty. I tak niestety odbieram Twój stosunek do zwierzaków, jako dość pogardliwy (coś w stylu "miły, ale to tylko pies") -i nie chodzi mi o wypuszczanie kotów bynajmniej.
  20. Chyba nie (no chyba że wyłażąc z wanny). Nie boli jej, ale ona nie ma normalnego czucia... Tej krwi jest sporo, ni niteczki, tylko cały mocz zabarwiony. Najgorsze, że dziś jescze nie ma naszych wetów i własnie nie wiem, czy wytrzymac Krę do jutra, czy jechać na ostry dyżur wet?
  21. Ja mam w tym roku ciętą choinkę, i zamierzam ją ubrać!!!!
  22. [quote name='HelloKally']A ja cholera jasna nie chcę nosić różnych tego typu rzeczy w kieszeniach, tym bardziej, że wtedy, kiedy jest ciepło nie zawsze mam takie kieszenie, aby pomieścić, telefon, woreczek na wszelki wypadek, "miotacz gazu" + broń rodem z Terminatora. W zeszłym tygodniu podprowadzała mnie do domu po szkole przyjaciółka ze swoim beaglem. Jak zawsze sprawdziłam, czy brama pewnego "pana" jest zamknięta no i była., więc poszłyśmy.. jakieś 50m za posesją zobaczyłyśmy wielkie bydl. Kazałam Klaudii przyspieszyć, a sama starałam się zasłonić Batona(imię psa mojej kol). Na niewiele się to zdało, bo po ok 3 minutach ten powalony pchlarz się rzucił na beagla. Na początku myślałam, że on będzie chciał powąchać, albo przydusić do ziemi Batona, ale ten kundel od razu wystartował do karku robiąc tam dwie rany szarpane na 3 szwy, a następnie złapał za bok i trząsł psem Klaudii jak jakąś szmacianą lalką. W tym czasie kopałyśmy tą agresywną kupę mięsa, dołączyła się jakaś pani, która go okładała torebką.. po 5 minutach zjawił się jaśnie pan szanowny właściciel. Wezwałyśmy policję, kretyn dostał mandat, a ten jego nieszczepiony pchlarz nadal chodzi po tym świecie bez nadzoru, a Baton oprócz ran szarpanych ledwo przeżył, ma połamane żebra i przebite płuco. Stwierdziłam, że dam facetowi ostatnią szansę i jak po nowym roku pies dalej będzie latał samopas, to przez"przypadek" mu się umrze.[/QUOTE] Nie, no rewelacja, chcesz ZABIĆ psa, bo ma własciciela idiote? Pomijam że to przestępstwo, ale ty wogóle używasz serca? Przyjaciółka niech wystapi na drogę sądową (cywilny pozew) przeciwko właścicielowi psa o odszkodowanie i pokrycie wszelkich kosztów zwiazanych z pogryzieniem. Skoro była policja, to macie dowody, że to tamten pogryzł.
×
×
  • Create New...