Jump to content
Dogomania

*Monia*

Members
  • Posts

    6689
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by *Monia*

  1. [B]Puzzle [/B]narobiłaś mi ochoty na łańcuszek rogza :roll:. Do fioletowych odblaskowych szelek RD by pasował? Jak myślicie?
  2. Mnie wkurzają ludzie drażniący moją suńkę przez ogrodzenie :mad:. O dziwo ludzie z psami najczęściej przechodzą w miarę szybko trzymając psiaki z dala od siatki. Za to ludzie z dziećmi pozwalają im na drażnienie Hexoliny :angryy:. Wnerwia mnie to niesamowicie i nie raz już zwracałam uwagę, przez co usłyszałam wiele niemiłych rzeczy. Pracuję nad tym, żeby Hexa nie darła paszczy na każdego, ale nikt mi tego nie ułatwia. Ze szczekaniem na koty sobie ostatnio poradziłam i Hexi tylko siedzi i je obserwuje :razz:, ale nie mam takiego zasięgu, żeby to samo zrobić ze szczekaniem na drażniące ją osoby :roll:. Pies ma pamięć dobrą.. W domu jest spokój, tylko od czasu do czasu jak ktoś przy bramie przechodzi to się rozedrze.
  3. Podoba mi się ta nowa Acana :razz:. Właśnie wróciłyśmy do Acany po Bricie i jak narazie jakiś łupież się pojawił :shake:. Ale nie wiem czy to po karmie czy od stresów. Poczekamy, zobaczymy. Wcześniej po Acanie problemów nie było.
  4. Jak ja (jakieś 48 kg, wygląd nastolatki) idę z dwoma psami (41 kg + 24 kg) to jakoś nie mam problemów z podbiegającymi psami :evil_lol:. Nawet psy na smyczy są skracane, żeby między nas się nie dostały ;). Raz tylko zza śmietnika jakiś psiak nagle wyleciał, ale właściciela nie było nigdzie, Ares po moim ryknięciu wybrał inną drogę i nie wpadł mu piesek pod łapki. Za to jak jestem z każdym oddzielnie to zawsze jakiś podbiegacz się znajdzie, a Ares nie znosi jak mu ktoś w spacerku przeszkadza, szczególnie przy zabawie. Ja nawet nie mogę się wydrzeć na właściciela, żeby Resiaka nie podburzać :shake:. Nawet tupnięcie na obcego psa jest zarówno dla Hexy jak i dla Aresa sygnałem do obrony :roll:.
  5. Hexę z nożem nie raz nakryłam i to czasem trzymała za ostrze a nie za rączkę, więc strachu się najadłam :shake:. Dzisiaj mnie Ares rozśmieszył. Leżeliśmy we trójkę (ja, Ares i Hexa) na łóżku, Hexi zasnęła i coś jej się śniło więc poszczekiwała i piszczała przez sen. Resiak zaczął się delikatnie czołgać w jej stronę i przekrzywiał tak śmiesznie łepek :loveu:. Później próbował ją łapą dosięgnąć, a jak mu to nie wyszło (był za daleko) to podczołgał się bliżej i nosem ją szturchnął. Uśmiałam się z tych podchodów, bo psiaki się od piątku ignorują, a teraz Ares wyciągnął łapę na zgodę :lol:. Łapa nie została niestety przyjęta i Hexa mu w odpowiedzi zębiska pokazała :roll:. W sumie jak by mnie ktoś tak obudził to bym pogryzła :diabloti:
  6. A ja kasę zaoszczędziłam :eviltong:. Jutro planuję zakup dwóch piłek na sznurku dla Hexi, bo Aresowi sprezentowałam Hexi piłkę i ta już jej do pyśka nie weźmie :roll:. I jeszcze się pochwalę, że moja Hexi odkryła w sobie talent do agiliy :cool3:. Po wystawie poszłyśmy na pola mokotowskie i tam sprawdzałam Hexolinę. Podobało jej się i chyba w następnym roku się zapiszemy :razz:. I to dzięki Ariulowej właścicielce :loveu:. Tylko musimy popracować nad uspokojeniem zbytniego nakręcenia na piłeczkę, bo skok na Pauliny plecy z kładki (czy jak to się tam zwie) nie był najbezpieczniejszy :shake:. Skakanie całkiem całkiem nam szło. Jak na pierwszy raz jestem z suńki dumna :multi:. Ariulka pokazywała Hexi jak to się powinno robić ;).
  7. W tym roku jakoś mniej psiaków było. Wszystko odbywało się w środku, najpiękniejszego kundliszcza nie wybrali tym razem bo wszystkie piękne były :cool3:. Z nagród to Aria (wł. Puchu) dostała chyba dwie- żeby nie skłamać to jedną napewno za sztuczki (1 miejsce) i drugą skleroza nie pamięta, ale chyba za urodę (Paulina jak przyjdzie to mnie poprawi) :oops:. Moja Hexolina tym razem odmówiła współpracy i siedziała zestresowana :roll:. Za to wygłaskana została przez wiele osób i cwana bestia od jakiejś dziewczynki dostała dwie kiełbaski :evil_lol:. Na targach nie byłyśmy. Zdjęć Ariuli mam kilka, ale dopiero za tydzień wstawię, bo tu gdzie aktualnie przebywam czytnika kart ani kabelka usb nie mam. Pewnie w Ariulowej galerii się jakiś filmik pojawi :razz: (jak kilka osób pomarudzi ;)).
  8. [quote]Zastanawiam się jakby krowa Rogza wyglądała na krótkowłosym czarnym psie :hmmmm: [/quote] Jak białe krowie łatki :evil_lol:. Czarny by się zlał z psem. Kiedyś u nas na osiedlu był psiak, który dookoła szyi miał taką łatkę szaro białą. Słodziaczek jak w szaliku wyglądał ;).
  9. [QUOTE]Co do fioletu... mam fioletowy komplet RD... a ten nr 4 to zawsze szalenie mi się podobał, ale chyba bardziej pasuje do rudego lub czekoladowego psa nie? a nie do czarnuli.[/QUOTE] To bierz żółwiki :razz:. Chyba że masz takiego brudasa jak ja, to w takim przypadku musi być coś ciemniejszego :roll:.
  10. Mi się podobają żółwiki i fiolet. Teraz mam dla czarnuchy swojej fioletowe szele i jej pasują :loveu:.
  11. Wejście właściciele kundelków mieli w tamtym roku gratis (za okazaniem takiego świstka potwierdzającego udział w wystawie). 20 zł za wstęp to lekka przesada :roll:. [QUOTE]Niestety były też psy bez kagańców i rzuciły się z zębami na moją małą.[/QUOTE] Mi podczas wystawy moje kundliszcze jakaś sunia chciała zjeść :shake:.
  12. [quote name='gops']wlasnie tez nie lubie podbiegajacych psow..nigdy niewiem jak moj zareaguje czasami nawet na suczki warczy..ale mu wybaczam z racji na jego wiek[/QUOTE] Ares ostatnio obszczekał suczkę, mimo że mu tłumaczyłam że sunia i napewno to czuł :roll:. Jakiś nietowarzyski się zrobił. 4 lata ma więc na podeszły wiek zrzucić tego nie mogę ;).
  13. Znowu zła ze spaceru z Aresem wróciłam :angryy:. I znowu ten sam facet którego spotakłam jakiś czas temu z psami bez smyczy, a jeden podbiegający :shake:. Dzisiaj wariatkę z siebie zrobiłam bo biegać z Aresem zaczęłam, żeby dać kolesiowi czas na zawołanie psa i przy okazji sobie na zapięcie Aresa i na odwrócenie jego uwagi. Jaieś panie dziwnie się patrzyły, bo musiało to głupio wyglądać :roll:. Pies oczywiście nie został zawołany i ja musiałam stać i czekać czy pies podejdzie i Ares mu wleje czy może nie podejdzie. Pan jakby nigdy nic sobie szedł, a ja nie mogłam okazać złości, żeby Aresa nie prowokować :angryy:. Jak na innego psa, którego nie widział akurat tupnęłam to ten odrazu zbystrzał i chciał gonić. Unikam takich sytuacji, ale czasem się poprostu nie da :shake:.
  14. [QUOTE]aha kocham takie teksty przecież te labradorki z reklamy velvetu są takie słodkie i usłuchane A ONki mają wgraną cała tresurę...od PT do obrony [/QUOTE] I tak kundelki są najmądrzejsze i najwierniejsze :eviltong:.
  15. *Monia*

    I co wtedy?

    [QUOTE]ale chyba niezbyt dobry pomysłem było bbranie szczeniaka po agresywnej matce no i do tego bojaźliwy. Ale cóż było minęło.[/QUOTE] Z agresją z Hexą problemów wielkich nie mam (do psów przy zabawkach i jedzeniu i do jednej siostry ciotecznej tylko ją okazuje), bojaźliwa jest ale zębów nie użyła, bo od początku miała powiedziane że ich się nie używa na ludziach (oprucz zabaw ale delikatnie). Hexę znajomi (moi, nie jej) mogą za uszy, ogon i futro ciągać a ona się będzie cieszyła. Jak ja bym mojej żarłocznej paskudzie zabierała michę od początku, to podejrzewam że też bym po jakimś czasie rączki ponadgryzane miała :shake:. Są psy które jedzą aby zaspokoić głód (Ares np.), a są takie dla które poza jedzeniem świata nie widzą i potrafią ukraść ze stołu wszystko (Hexa). Od początku była żarłok i w szczenięctwie nawet do nadwagi lekkiej ją doprowadziłam :oops:. [QUOTE]Tak poniekąd masz rację, ale uważam że trzeba mieć trochę doświadczenia, wiedzy i mnóstwo cierpliwości żeby pomóc psu ze schroniska czy ułożyć psa po agresywnych rodzicach, w takim momentach na pewno nie pomoże sprowadzanei do parteru co wielu robi.[/QUOTE] Ja jestem niecierpliwa, doświadczenia nabierałam przy Hexolinie, bo wcześniej nie miałam możliwości pracy z psiakiem od podstaw (pierwszy szczeniak, z dorosłymi czyimiś trochę doświadczenia miałam), wiedzę z książek czerpałam. Bicia gazetą nie było ;) (w jednej książce polecali). Hexa ma charakter taki jaki ma, niestety przeskoczyć pewnych rzeczy się nie da, ale jakaś bardzo problemowa to ona nie jest.
  16. *Monia*

    I co wtedy?

    TD wtedy przerabiałam :roll:. Temu maleństwiu tak naprawdę na wszystko było pozwalane i miałam tego rezultaty. Teraz jestem mądrzejsza o swoje błędy, no i mam dogo ;). To długa historia, ale jeśli chcesz wiedzieć to w skrócie poweim. Na 18-stkę dostałam zgodę na psa o którym marzyłam całe życie (od kiedy pamiętam) no i zaczęło się szukanie szczeniaka tak, żeby przed wakacjami akurat wziąć (czas na naukę czystości i podstawowych rzeczy). Były przerabiane dalmatyńczyki i inne pseudorasowce, ale już tam co nieco o rodowodach słyszałam i nie chciałam. Koleżanka mi powiedziała że jej taty znajomy ma szczeniaki, po suczce ON no i zamówiłam sobie sunię. Nie znałam ludzi ani tym bardziej matki. Matkę zobaczyłam przy odbiorze i wtedy też mogłam ocenić jej zachowanie. to że była agresywna dowiedziałam się jak już byłam i tak zdecydowana na Hexę. Szczeniaków urodziło się 9, ja widziałam 3. Hexa była jedyną suczką z tej trójki, była dzika, zwiewała przede mną. Socjalizacja była od drugiego dnia pobytu u mnie, i z psami i z ludźmi. Chodziła ze mną wszędzie- na imprezy wszelkie też żeby do ludzi przywykła. Nie wyobrażałam sobie żeby ją tam zostawić- mój wyczekany psiulek w sumie :roll:. Szczeniaki mieszkały z matką w kojcu w budzie. Ojciec NN - jakiś średniej wielkości, bo Hexi mniejsza od matki jest. Skomplikowana ta historia, ale prawdziwa. Rodzice do mojego szukania psa się nie wtrącali za bardzo, a teraz to ich wnuczka, jak to któregoś razu określili. Ale offa zrobiłyśmy :mad:.
  17. *Monia*

    I co wtedy?

    To mój pierwszy pies, więc nie do końca wiedziałam co robić akurat w takiej sytuacji :roll:. Sprowadzenie do parteru to było za kark i fe, dla szczeniaka nagana. Nigdy więcej nie warknęła. Mogłam wychodzić z kuchni jak szczeniak jadł, a później mogłam mieć problemy typu rzuca się przy misce. Może i źle zrobiłam, może dobrze, mogę tylko gdybać czy moje zachowanie wtedy było potrzebne czy nie. Cóż, każdy robi jak uważa i każdy pies jest inny.. Hexa miała matkę agresywną, a ja agresji nie toleruję. Dodam jeszcze że to nie był pierwszy posiłek w nowym domu. Przy pierwszym akurat nie byłam tak blisko michy.
  18. *Monia*

    I co wtedy?

    Moja sunia raz warknęła przy misce i moja reakcja była chyba trochę za ostra :oops: ale poskutkowało. Miała ona 6 tygodni i bronic chciała żarcia, więc ją do parteru sprowadziłam i później był już spokój. Nawet (przez moje gapiostwo :oops:) mała dziewczynka jej rączki wepchnęła do miski, a ta tylko stała i się gapiła :cool3:. Każdy z rodziny i znajomych zawsze mógł być przy niej jak jadła, a ta znosiła to spokojnie. Czasem nawet ktoś jej coś dorzucał, niekoniecznie za moim pozwoleniem. Gnaty po domu się walały i jej nie przeszkadzło jak ktoś oglądał, przenosił, wąchał tzw. kości dinozaura :evil_lol:. Teraz przez mieszkanie na wiosce trochę mi psiulica zdziwaczała, ale poza domem zachowuje się grzecznie :), w domu niestety nie zawsze :roll: (oczywiście nie do domowników i tych co uważa za swoich).
  19. Ważne że wpatrzona :evil_lol:. Jakoś z godzine wcześniej możemy wyjechać tak mniej więcej. Ja akurat psiory nakarmię, Aresa wybiegam i będę gotowa. Pobudka o 7 to będzie dla mnie koszmar, ale może przeżyję :roll:.
  20. Ariula umie latać :-o:-o:-o. I to naprawdę wysoko :cool3:. Niezła z niej akrobatka :) A wpatrzenie w pańcie jest prawie cały czas, więc czasem oczki odpocząc muszą ;)
  21. Hexa ma przezroczystą miskę u mnie w pokoju (po co dwa piętra ma zlatywać na piciu :p) i lubię czasem popatrzeć jak pije. Powiem szczerze, że też się dziwiłam, że jakoś tak inaczej jęzor układa w drugą stronę. W zwolnionym tempie odrazu lepiej to wygląda :lol:. [quote name='mch']haaa, to ja czekam na filmik który mi wytłumaczy czemu jak moj pies pije to cala kuchnia pływa[/QUOTE] Bo to ON :evil_lol::evil_lol:. Aresowi teraz kładziemy ręcznik pod michę i po pospacerowym piciu ręcznik wędruje obcieknąć ;).
  22. Przyszłam się tu wyżalić, może mi ulży i pójdę spać, bo jutro ciężki dzień.. Otóż jak mnie nie było tydzień temu w domu zaginęła Saba, suczka mojej cioci która mieszka obok. Szukaliśmu jej wszędzie w okolicy i ślad po niej zaginął. Wszyscy znajomi (i wielu niezanjomych) ludzie z okolicy byli powiadomieni, słyszałam jak dzieci jakieś nawet pytały cioci swojej czy takiego "psa co tu był" nie widziały. Kamień w wodę. I dzisiaj jak co wieczór przeglądam stronę palucha i jest :multi::multi:. Biedulka leży sobie i pozuje do zdjęcia. Odrazu telefon do cioci i jutro mamy po co jechać do schronu :multi:. I tak miałyśmy wypić melisę i jechać (nasza pierwsza wizyta w schronie, odwlekana i tak przez różne inne sprawy i niepewność). Ja jestem w 99.9% pewna że to Saba. Nie wiadomo co ona robiła, co przeżyła, ale najważniejsze że jest cała i zdrowa. Jutro już buzi od niej dostanę z wyskoku i będzie pewność że to ta wariatka ;). Ona zawsze była szalona i z wiekiem tylko odrobinę się uspokoiła. Zawsze zwiewała przy nadarzającej się okazji, ale góra na kilka godzin i przed świtem była spowrotem. Teraz tydzień jej nie było i znalazła się na Puławskiej :-o:crazyeye:, z Michałowic to kawał drogi i nie mam pojęcia jak ona tam dotarła. Ciekawe jak trafiła na Paluch... I jak ja mam zasnąć jak ta bidulka w schronie siedzi :shake:...
  23. [quote name='Juliusz(ka)']Bo młode, jeszcze nie ułożone zwierzaki mogą tak się zachowywać - a nasza rola w tym, żeby obcym ludziom egzystencji nie zatruwać. Raz nawet wysmarował błotem kurtkę chłopca, który chciał się z nim przywitać(Jago miał wtedy ok.7miesięcy) - ojciec ów chłopca zapytał czy może, widział, że pies jest po ćwiczeniach brudny jak święta ziemia, a mimo to kiedy Jago na chłopca skoczył - przepraszałam i pytałam czy mam pokryć koszty czyszczenia kurtki. Facet popatrzył na mnie jak na wariatkę - no jak to? przecież to my chcieliśmy się z psem pobawić! Ale takich ludzi jest niewielu, więc 'w-razie-gdyby-co' - przepraszam.[/QUOTE] Ja miałam kiedyś sytuację, że Hexa podrapała dzieciaka po twarzy (miała z 5 miesięcy). Dzieciak z sąsiedniej klatki od początku z Hexą się bawił i tłumaczyłam mu, żeby nie szalał z patykiem bo Hexa będzie skakała, a już urosła i wysoko skacze. Dzieciak nic. I w końcu pechowo skoczyła i zahaczyła pazurem o twarz. Nic się nie stało, ale ja wprowadziłam zakaz ich bawienia się razem. Matka chłopca następnego dnia się pytała czy to Hexa. Powiedziałam, że tak i chciałam wyjaśnić, ale pani nie dopuszczając mnie do słowa stwierdziła, że on z ich sunią (ze cztery razy mniejszą) też się tak bawi i że cały porysowany chodzi. Mówiła, że dzieciak się nauczy, itd. I tak na koniec wywodu przeprosiłam i powiedziałam, że nie będę pozwalać na ich wspólne zabawy. Ale u nas w bloku było zawsze tak że dzieciaki z psami się znały i raczej o zabawy wspólne pretensji nie było. A Hexę wiele okolicznych dzieci na smyczy ciągało i nikt nie narzekał ;). Nawet zupełnie obce dziecko (ok. 3 lat) dostało Hexę do potrzymania za zgodą rodziców. Jak się przewróciło to już smyczy nie chciało trzymać :). Rodzice pretensj nie mieli, bo wyjaśniłam wcześniej że może pociągnąć. Było to na trawie więc nic się nie stało. Ale to wszystko wydarzenia z pierwszych miesięcy życia Hexoliny. Teraz tylko czasem półtoraroczny dzieciaczek czasem ją prowadza (pod kontrolą moją oczywiście).
  24. [QUOTE]A to nie była przypadkiem rudo biała bokserka, a właściciele na drugim końcu pola z wózkiem? Też miałam z nią kilka "przygód", w tym atak na Arie...[/QUOTE] Bokserka do Aresa nie podchodzi, bo wie czym to grozi :evil_lol:. Pani zawsze idzie daleeko od suni i nie zwraca na nią uwagi :mad:. To był jakiś szary mieszaniec wielkości Hexy. Labradory w większości już nauczone nie podbiegania do nas (nawet suczki). Resiak suczek przy kijku też nie toleruje i powtarzam to każdemu, ale wielu musiało się na własnym psie przekonać :shake:. Pierwszą którą przy mnie pogonił (3 lata temu) była biała bokserka i też byłam w szoku, właściciel stwierdził że suczka z pieskiem się pobawią (kija miałam w plecaku) a tu niespodzianka bo pies suki nie chciał. Od tamtej pory uważam.
  25. Ja miałam przygodę z podbiegaczem :shake:. Byłam na łączce i rzucałam Aresowi patyk. Oczu dookoła głowy mi nie dano, więc pędzącego prosto na nas psa zauważyłam za późno. Właściciele daleko, ja w jednej ręce kij, w drugiej smycz a trzeciej na przypięcie Aresa nie miałam więc zaczęłam się szybko oddalać zajmując psiora patrzeniem na mnie (i kija). Pies nie został zawołany i dalej się przybliżał, więc zdecydowałam się na chwycenie Aresa za futro i zastawienie drogi. Na szczęście po jego warknięciu pies się wycofał. Oczywiście na smycz nie został złapany i musiałam ja cały czas uważać, żeby pieska nie sprowokować czymś do podbiegnięcia (a miał ochotę). Chyba muszę się nauczyć szybkiego przypinania smyczy, bo nie każdy pies po warknięciu się wycofa :roll:. A tak wogóle ostatnio trochę mi się popiło :oops: i rozmawiałam (sprzeczałam się momentami :roll:) ze strażnikiem miejskim o psach w mieście. Stwierdził, że halti to kaganiec i wystarczy jako zabezpieczenie. Powiedział też że jak mój pies na smyczy pogryzie tego bez smyczy to moja wina bo ja mam agresora :shake:. Wogóle jakieś dziwne rzeczy opowiadał których nie warto powtarzać, bo uznał mnie chyba za nie do końca normalną ;) ([SIZE=1]a ja z nim długo gadałam i znajomi mnie aż odciągali. Psa ze sobą nie miałam żadnego, żeby nie było, że po pijaku prowadziłam :evil_lol:[SIZE=3])[/SIZE][/SIZE]
×
×
  • Create New...