-
Posts
1911 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by M@d
-
To znaczy, że dba o nasze mienie! No bo zgodnie z instynktem to powinien spać w spiżarni :diabloti: Albo się ukrywa ... :eviltong: Skończyła się zima - przyszły burze. Przyszły burze - Lump się ukrywa jak są pioruny ;) [IMG]http://i39.tinypic.com/2ezshn7.jpg[/IMG] [IMG]http://i43.tinypic.com/2hcib8k.jpg[/IMG]
-
Świetne te próby Holly wyciągnięcia patyczka z koszyczka :evil_lol:
-
Super wiadomość! Kolejny czworonożny przyjaciel znalazł swoich ludzi i kochający dom! Wiele radości z Mukiego!
-
[I]Signum Temporis![/I] Piłka z recyclingu jest droższa od większości innych ... :cool3: Tym "na zachodzie", to już się we łbach z tego dobrobytu poprzewracało! Ostatni taki numer to za komuny pamiętam, jak zatonęła barka z Polskimi Fiatami 125p i ta topielce sprzedano "na wolnym rynku" za wielokrotnie wiecej niż fabrycznie nowe "na zapisy" z fabrycznego placu :diabloti: Anyway.. gratuluję sklepiku [I]:kciuki:[/I]. Dodałem do "ulubionych", będę zaglądał jakby co...
-
"Szybko po szmatę" ... jest The Best :megagrin: A le po TOZ to i tak trzeba zadzwonić, bo znęcacie się psychicznie nad szczeniakiem, frustrujecie i wypaczacie charakter! Już wiadomo skąd się potem biorą miniatury-szczekuny! :diabloti: Zachęcane do szczekliwości od szczeniaka!!! :mad: :lol:
- 21590 replies
-
Sznaucer jest mini, a tulipany maxi !! :diabloti:
-
Porady OK. Kwestia czy starczy ludziom cierpliwości... Moja schroniskowa suczka z interwencji przez KILKA MIESIĘCY musiała się oswoić z myślą, że człowiek nie bije (trzymała się poza zasięgiem rąk i nóg), że jak coś podnosi z ziemi i rzuca, to nie jest to kamień wycelowany w nią i nie trzeba się kulić i uciekać, że piłeczka/zabawka rzucona w jej stronę to nie atak, jak się idzie w jej stronę i spojrzy na nią, to nie trzeba poddańczo za każdym razem wywalać się brzuchem do góry... itd itp. Teraz to pieszczochowaty ufny pies pchający się na kolana i z fanatyzmem i radością aportujący piłeczkę! Czas, cierpliwość i nie zmuszanie do niczego. Chce siedzieć w przedpokoju, niech siedzi. zorganizować sobie jakieś pachnące jedzenie w pokoju, powygłupiać się, zainteresować psa, przyjdzie - OK, nie to nie, może następnym razem...
-
Wyrósł ci po prostu duży zdrowy pies. Jeden mój kolega ma 178, ja 185, drugi kolega 195, który z nas jest "wadliwy" ;) ?
-
Dzisiaj historyjka: [b]Historyjka pt."Sznaucery - rasa stróżująca!"[/b] Wczoraj po raz N-ty w projekcie w którym uczestniczę doszło do "zawirowań", co skończyło się jak zwykle robotą do wykonania "na wczoraj", a dokładniej na dzisiaj na 10 rano. Siedziałem do późna w nocy i na koniec wysłałem zgodnie z umową wynik prac. Wysłałem też SMS, że "poszło". Jako, że przeszło bez komentarza, to poszedłem spać. Rano okazało się, że nic nie doszło, jest 8.30 a na 10 jest narada, kicha! (jak się okazało net padł, mail nie poszedł, a ja byłem już zmęczony i nie sprawdziłem...) Dostałem jakiś samochód, gnam na chatę, wpadam do domu, Mafia wybiega mnie witać, idę do kompa, przesyłam co trzeba, potwierdzam gadając przez komórkę... UFF... Ale, ale ... Gdzie jest LUMP? Może w ogrodzie? Nie??? Dziwne, szukam, chodzę, w końcu biorę namiar na jakieś chrapanie! Otwieram drzwi garderoby i ... BINGO! Znalazłem Sznaucera stróżującego!!! (BTW - nie obudził się aż do mojego wyjścia :D) Pytam Mafię - a co to? Lump chory czy co? A ona: [i]- Nie, wszystko normalnie. Jak poszliście do pracy to powiedział że idzie spać i żeby go budzić tylko gdyby ktoś się włamywał :D[/i] [IMG]http://i43.tinypic.com/14lk4cp.jpg[/IMG]
-
Bawić specjalnie nie miało, ale że się szczęśliwie skończyło, to i płakać nie ma po co... ;) szczególnie, że 4 to nominalnie, bo tam jeszcze podjazd pod podziemny garaż jest, więc tak pewnie coś między 5 a 6 de facto było... :roll: Farciara!!! Martwiliśmy się o Sisi, ale że już po strachu, to możemy się wyluzować i pożartować :razz: Niedługo Sisi znowu do nas zawita, więc się cieszymy że wraca do zdrowia! Szczególnie cieszy się Mafia :diabloti: A jak chcecie coś śmiesznego, to będzie zagadka... Wchodzicie wieczorem do łazienki wziąć prysznic... Idziecie dalej, czy sprawdzacie co jest nie tak na tym obrazku? [IMG]http://www.dogomania.pl/[IMG]http://i44.tinypic.com/r0dxg0.jpg[/IMG][IMG]http://i44.tinypic.com/r0dxg0.jpg[/IMG] Okazuje się, ze to zasadzka! Kamyk przeszedł na islam i zorganizował zamach samobójczy! [IMG]http://i39.tinypic.com/350pb2c.jpg[/IMG] :diabloti:
-
Jedyna w miare skuteczna ochrona to "znak wodny" na sylwetce pieska np. z adresenm własnej strony. Przykład tej metody: [IMG]http://comps.fotosearch.com/comp/UNA/UNA161/sumo-zapasnik_%7Eu17718318.jpg[/IMG][IMG]http://comps.fotosearch.com/comp/UNA/UNA161/sumo-zapasnik_%7Eu17718318.jpg[/IMG] [IMG]http://static2.bigstockphoto.com/thumbs/2/3/2/large2/232946.jpg[/IMG] [IMG]http://images37.fotosik.pl/288/75f3b0979c2504fc.jpg[/IMG] Innej skutecznej metody nie ma, zawsze można zrobić screenshota strony jak nawet zablokujesz możliwość ściągania (co daje się i tak złamać)
-
Każdy musi ocenić sam bo zna sytuacje najlepiej, dlatego też to co dalej napiszę NIE jest poradą, a tylko opisem naszych rozwiązań. Wzięliśmy 6 msc. suczkę ze schroniska (mix Sznaucerka miniaturowa). Mała pierwsze pół roku spędziła w jakiejś stodole. Zachowuje się jakby miała ADHD. W domu był Sznaucer olbrzym ze schroniska i kot wychowany od małego z olbrzymem. Kot przyzwyczaił się do statecznego psa i panikował na widok torpedy biegającej ze szczekaniem po domu. Mała zachowywała się na widok kota jak wasz pies. Dostawała amoku. Kot za to biegał po ścianach (dosłownie!) uciekając przed nią. Ponieważ jednak nie stwierdziliśmy u niej morderczych zamiarów, więc ich nie separowaliśmy (kiedyś musiały się do siebie przyzwyczaić, a separacja przedłużałaby tylko ten okres). Przez prawie 2 miesiące kot mieszkał na 1 pietrze, schodząc tylko z góry jak nie było w pobliżu małej (nasze schody są zbyt strome dla psa). W końcu stwierdziliśmy, że teraz to już tylko histeryzuje, a nie boi się naprawdę, więc ... zamknęliśmy mu dostęp do piętra :) Zostały mu tylko schody i wyższe meble. Po 2 dniach mieszkania na schodach i półkach zszedł i w końcu się zaprzyjaźniły... BTW - przez pierwsze 2-3 miesiące suczka była tak zafascynowana otoczeniem, że w ogóle prawie nie kontaktowała co do niej mówimy... Mieliśmy możliwość puszczać ją luzem na spacerach i w sumie to po drodze którą szliśmy nigdy nie szła wzdłuż tylko zawsze widzielismy jak ja przecina z prawej na lewą i z powrotem ciągle w biegu wąchając otoczenie :D Luzem nie wykazywała agresji,ani do psów, ani do ludzi (choć czasem kogoś obszczekała). Natomiast na smyczy nie czuła się pewnie (brak możliwości ucieczki) i dawała popisy "agresji", co było nieco komiczne w wykonaniu (wtedy) 6 kilowego pieska :) po kilku miesiącach, chodziła już po drodze, można ją było odwołać i koncentrowała się na nas... Wracając jednak do tematu... W waszej historii widzę wiele podobieństw do naszej: - młodego psa potwornie ciekawego świata - zafascynowanego tymi "futrzakami" zza drzwi (BTW- izolacja nie oszczędza stresu kotom, ale go wydłuża, bo zakładając, że nie pozbędziecie się wkrótce psa, to KIEDYŚ MUSZĄ się zapoznać. A gdybyście chcieli przez 10 lat je izolować, to będą miały 10 lat stresu mieszkając "z tą bestia za drzwiami co chce je zjeść" :D. trzeba jakoś w kontrolowany sposób to rozwiązać... - nasz suczka jak się na nią krzyknęło to od razu wywalała się poddańczo brzuchem do góry ... - "widzę" psa, który powoli uznaje teren za swój, wiec staje się bardziej "agresywny", aby pokazać że on tutaj też mieszka. Przy tym trochę się boi, wiec jak jest na smyczy i nie ma możliwości ucieczki to odstrasza wszystkich od siebie , ktokolwiek się zbliży. Wg. mnie ON STRASZY, żeby do niego nie podchodzić! Nie macie w okolicy jakichś "psich łączek na których psy biegają luzem, żeby mógł nadrobić socjalizację z innymi psami?? BTW - W jakim on jest wieku?? Przypuszczam, że po jakimś czasie mu przejdzie. Jeżeli pies był bity, to chwycenie go za obroże, może mu sie kojarzyć z karą, biciem, etc i próbuje się bronic, a do obrony ma tylko zęby... To nie jest agresja, ale obrona. Gdyby to była agresja, to jest dostatecznie duży, aby wasze ręce nadawały się do szycia u chirurga ... Psy uszczypnięciem zębami dają sobie sygnał nieakceptacji danej sytuacji. Najlepiej PRZED podejściem do drzwi zapiąć psu smycz, wtedy jeszcze nie jest "najarany" i się kontroluje... Na ulicy przy tysiącu nowych nieznanych mu bodźców, nie liczcie na razie na koncentracje na komendach, małe szanse! Trzeba próbować, ale jeszcze przez chwilę bez karcenia i nacisku... To młody pies dajcie mu czas się oswoić z nowym miejscem. Niech spacer będzie czymś przyjemnym, a nie pasmem karcenia... Wyłapujcie choćby sekunndowe momenty koncentracji na was i te momenty nagradzajcie! Odpuściłbym też na razie komendę "waruj". Nasz duży spokojny pies (wtedy już 5 letni) po wzięciu ze schroniska przez 2 tygodnie łaził za nami krok w krok i dostawał napadów histerii, jak się gdzieś oddalaliśmy - wreszcie miał "swoich ludzi" i panicznie bał się ich stracić. A tak na marginesie, to w ciągu ostatniego pół roku 3 krotnie, mniej więcej po 5-7 dni gościmy młodziutką kotkę znajomych. Mała ma na jej widok drgawki, waruje całe dnie przy schodach na których siedzi kotka. Nie reaguje na nic, nawet na wołanie na miski! Jak jest kotka, to ona prawie nie je z tych emocji. Ostatnio kotka w końcu zeszła ze schodów i powąchała się z mała! BTW - Przypadkiem właśnie dzisiaj wkleiłem "reportaż" z tego wiekopomnego zdarzenia: Masz popatrz : [URL="http://www.dogomania.108265-Lumpowe-historyjki-%28i-Mafijne%29/page94"][/URL][URL]http://www.dogomania.pl/threads/108265-Lumpowe-historyjki-%28i-Mafijne%29/page94[/URL] (na końcu strony) Myślę, ze następnym razem już się będą bawiły... :D Powoli, spokojnie i "uszy do góry", będzie dobrze!
-
Nie tylko koty... Mafia też :D [IMG]http://i39.tinypic.com/245yp7l.jpg[/IMG] BTW - Sisi aktualnie jest w gipsie... Pozazdrościła ptakom latania, chciał się nauczyć i pofrunęła za jednym z balkonu z 4 piętra... No ale szybka reakcja właścicieli i interwencja chirurga przywróciły ją już prawie do stanu używalności ... Teraz właściciele projektują obudowę z siatki na balkon, żeby nie kontynuowała nauki ... :D
-
c.d.... No i muszę umyć łapy przed obiadem... [IMG]http://i39.tinypic.com/2803kl.jpg[/IMG] Ej no znowu mi uciekła! No chodź, no chodź, pobawimy się! [IMG]http://i39.tinypic.com/245yp7l.jpg[/IMG] - No nie wiem Mafia... Ty jakaś taka gwałtowna jesteś! - Ja, ja,ja nie jestem gwałtowna. ja jestem pis z turrrrrrrbodoładowaniem, takie psie GTI Turbo! [IMG]http://i43.tinypic.com/9rn0xf.jpg[/IMG] No dobra, znudziło mi się siedzieć ciągle na górze. Możesz mnie powąchać... ALE BEZ POUFAŁOŚCI! [IMG]http://i42.tinypic.com/vhs1w1.jpg[/IMG] :lol:
-
Witamy wszystkich, dziękujemy za odwiedziny. Lumpowe historyjki [I]Strikes Back [/I] ;-) Po dłuższej przerwie wracamy ponownie. Zaległa historyjka o psie który kochał koty, a one myślały, że chce je zjeść ... i co z tego wynikło. Kolejna tygodniowa wizyta Sisi w naszym domu... No czemu ona ciągle ucieka? Trzeba się dobrze zaczaić! [IMG]http://i40.tinypic.com/ff0hna.jpg[/IMG] No kiedy ona zejdzie? 3 dzień już tak stoję i łapy mi ścierpły! [IMG]http://i40.tinypic.com/dli2op.jpg[/IMG] - HA! Teraz już nie tak łatwo uciekniesz na schody! Kamyk, pilnuj drzwi! - OK! - LUMP chodź, osaczamy! - Nie zawracaj d***... [IMG]http://i41.tinypic.com/2cpu6g9.jpg[/IMG] Mam cie! Już mi nie uciekniesz!!! [IMG]http://i39.tinypic.com/qpiam8.jpg[/IMG] - UUUUUU... Złaź, gdzie tam wlazłaś znowu!! Lump wypłosz ją! - Chyba kpisz... Ganiaj ją sama, ja idę na obiad! [IMG]http://i43.tinypic.com/2l9tpww.jpg[/IMG] c.d.n.
-
U mnie kota od maleńkości wychowywał Sznaucer olbrzym - siła spokoju. Potem przyszła półroczna suczka - miniatura, wielkości kota. Kot 2 miesiące w panice przed nią uciekał, a ona ganiała ze szczekaniem 9ale nie wrogim, tylko chciała się bawić i wkurzały ją ucieczki kota. Teraz są wielkimi przyjaciółmi, co nie zmienia faktu, że niektóre ich zabawy wyglądają przerażająco! Suczka froteruje kotem podłogę ciągnąc go za ucho, kot zaczepia suczkę waląc ją łapami po pysku. Na początku próbowalismy interweniować, ale to walka z wiatrakami (nie zwolnimy się przecież z pracy aby je rozdzielać ;D) , zresztą okazało się, że "biedny kotek", sobie świetnie radzi. Jak suczka przegnie, to dostaje w japę, rozlega się przeraźliwy skowyt i suczka zmyka. Po 5 minutach znowu się ganiają, tarzają i froterują... :D Ich zabawy irytują "dużego" i próbuje je uspokoić szczekaniem na małą, ale to zupełnie nic nie daje...
-
Zanim zaczniecie ją leczyć na padaczkę wykluczcie chorobę Meniera... Z tego co piszesz podczas ataków pies jest przytomny, a to [B]może[/B] wskazywać, że przyczyną ataków jest układ przedsionkowy (popularnie mówiąc błędnik). Czy pies nie miał/ma problemów z przewlekłym zapaleniem ucha/uszu? Czy są czyste, ma usunięty martwy włos - drożne kanały? Czy nie śmierdzi z uszu? Czy pies przed pierwszymi atakami nie miał jakiegoś urazu łba? Szukaj weta który spotkał się już chorobą Meniera. Nagraj film z ataku z uwzględnieniem zbliżenia oczu. (najlepiej czymś lepszym niż komórka, choćby dobrym aparatem cyfrowym) Pokaż film wetowi! Przeczytaj ten temat: [URL]http://www.dogomania.pl/threads/138248-Padaczka-czy-choroba-Meniera-podobne-objawy[/URL] Obejrzyj film z tego linku (post nr 2) i porównaj, czy nie ma podobieństw. (u każdego psa atak może wyglądać trochę inaczej, więc idealnych podobieństw nie oczekuj) Z jakiego miasta jesteś? W Warszawie dobry specjalista od Meniera przyjmuje w lecznicy Anima- dr Lenarcik.
-
To delikatne sprawy, bo: 1) aby ktoś coś zrobił trzeba udowodnić znęcanie się. 2) trzeba uważać, aby "nie wylać dziecka z kąpielą", bo co będzie , jak TOZ zareaguje, zabierze psa i wsadzi go na dożywocie do zimnej klatki bez kontaktu z człowiekiem w schronisku z kilkuset psami? Pies pewnie by nie był zbyt szczęśliwy z powodu takiego rozwiązania sprawy... 3) a jak traficie na s***** to psa utopi i powie, że dowodu sprzedaży nie ma bo pies "uciekł"... W takich sprawach zwykle jest pat, bo i tak źle i tak nie dobrze... Tragiczną ilustracją dobrych chęci kończących się źle dla psów jest historia początków "TOZ" w Anglii. "W 1824 roku w Wielkiej Brytanii powstało Towarzystwo Zapobiegania Okrucieństwu Wobec Zwierząt (znane dziś pod nazwą RSPCA, jako że królowa Victoria nobolitowała towarzystwo w 1840 roku nadając mu przymiotnik "royal"). Kilka lat później na skutek działań Towarzystwa wprowadzono zakaz używania psów jako zwierząt pociągowych, dlatego właśnie, że uznano to za formę okrucieństwa wobec zwierząt. W tym czasie większe psy były powszechnie używane do transportu niewielkich ładunków ryb z wybrzeża do miast położonych wgłębi lądu. W kilka dni po wprowadzeniu nowego prawa ulice Londynu i innych większych miast pełne były zwłok psów, których mało zamożni ludzie pozbywali się, kiedy nie mogły spełniać swoich zadań i zarabiać na swój kawałek ryby." źródło: [URL]http://www.forum.**********/showthread.php?p=462166[/URL] (forum molosów)
-
Czas + cierpliwość + ciepłe uczucia. Jak wzięliśmy ze schroniska naszą (wtedy) 6 miesięczną suczkę, to była jedną wielką paniką. Ktoś ją musiał bić. Trzymał się od nas z daleka. poza zasięgiem rak i nóg... Jak zobaczyła, że ktoś idzie w jej stronę i na nią patrzy (np. idąc sobie do kuchni w sprawach zupełnie z nią nie związanych), to albo uciekała, albo jak nie miała dokąd, to wywalała się poddańczo łapami do góry... Nie znała zabawek, a rzucenie jej piłeczki traktowała jako atak i panicznie uciekała. Wystarczyło się schylić po zabawkę, żeby rzucała się do ucieczki (może ktoś w nią rzucał kamieniami??). Nie zmuszaliśmy jej do niczego, daliśmy jej czas. Przestaliśmy rzucać,a zaczęliśmy powolutku turlać w jej stronę.Proces uzyskiwania zaufania trwał chyba ok. 4 miesięcy. Zamiast ją głaskać "na siłę", spuszczaliśmy swobodnie ręce w trakcie siedzenia, aby mogła ostrożnie się podkraść od tyłu i powąchać, a czasem w przypływie odwagi polizać... Aktualnie to mega przylepa, sama pchająca się do nas i do ludzi (także obcych!). Jej ulubioną teraz zabawa jest aportowanie - nikt jej nie uczył! Tak nakręca się na patyki lub piłeczkę, że sama odnosi i oddaje, żeby tylko jej znowu rzucić. Dajcie jej czas i pokażcie, że człowiek jest dostarczycielem przyjemności, a nie zagrożeniem... Ale nic na siłę, ona to musi SAMA zrozumieć! Przykładowo: Gość niech usiądzie i "bawi się" od niechcenia trzymanym w rękach przysmakiem, ale niech nie woła i nie patrzy na psa. Jak podejdzie, to można jej dać i dalej nie zwracać uwagi. Generalnie lękliwe lub nieśmiałe psy najbardziej lubią gości, którzy w ogóle nie zwracają na nie uwagi!
-
@ filodendron - podobnie historia milczy o tysiącach właścicieli, którzy zaklikali się bezskutecznie na śmierć, bo uwierzyli, że metoda awersyjna, to "zło wcielone" :eviltong: Osobiście sam zaklikałem się na śmierć próbując pozytywnie wpływać na agresję lękową mojego pierwszego psa do innych psów. Klikanie i nagradzanie idealnie działało przy wszystkich komendach, dopóki na horyzoncie nie pojawił się inny pies i nie rozpoczęła się samobójcza szarża 8 kilogramowego Sznaucera miniatury na Dobermana/Rottweilera/Bullteriera/etc... Ja mu klik, klik, klik, klik. klik, a on ma to w (_!_) i już 200 m dalej ujada przy 5 razy większym przeciwniku ... (mimo ciągłego rozglądania się i uważania, czasem zachodziło nieprzewidywalne i zaczynała się niepohamowana szarża...) Szczęściem nie trafił na popaprańca, bo bym mu tą metodą szkolenia mógł tylko marsz pogrzebowy Mendelssohna wyklikać ... Ponadto w opisywanej wcześniej sytuacji, to JA się "odwijałem" po JEGO kolejnym ataku zębami na moją rękę! To JA zaczynałem mieć lęki (tak, tak, lęki...) wyciągając do niego rękę [B]z przysmakiem[/B] i drżąc czy nie ugryzie. Sytuacja gdy właściciel zaczyna się bać swego psa, szczególnie takiego sięgającego mu poniżej kolana jest nie do przyjęcia! Zresztą jego szansa na "rzucenie mi się do gardła" była o tyle nikła, że musiał by podstawić sobie ze dwa taborety i pewnie bym to zauważył :evil_lol: Nigdzie nie napisałem, żeby próbować tego z Ca de Bou czy Mastifem ... ;) (szczególnie bez konsultacji ze specjalistą ...) Generalnie podobno zasada jest taka, że kary fizycznej nie należy dokonywać ręką, żeby nie kojarzyć jej z karą i nie spowodować nieporozumienia i ataku na rękę właściciela przy neutrealnym geście potraktowanym jako chęć uderzenia... Sprawcą bólu powinien być przedmiot (np. smycz), a nie część anatomiczna człowieka. Ale jak każda zasada i ta ma wyjątki. W opisywanej sytuacji chodziło o efekt psychologiczny. Natychmiastowy i niespodziewany. Efekt szoku psa, który nigdy w życiu (był u nas od szczeniaka) nie zaznał od właścicieli bólu ani przemocy. Chodziło o to, żeby załapał, że te dwunogi uważane za nieszkodliwe ciapciaki, które można "tresować" zębami w przypływie złego humoru, mogą też się "odwinąć" gdy przekroczy się pewną granicę... Nie chodziło o sam ból, ale bardziej o szok psychiczny i utratę pewności bezkarności. Psa trafiłem końcami palców w bok pyska. Dostał po faflach. Cios był kontrolowany i mierzony. Gdybym go trafił silniej i całą dłonią, to jego marne 8 kilo wyjechało by poślizgiem doopą po kafelkach z kuchni do przedpokoju :eviltong: A nie o to chodziło! Ja nie mściłem się za mój ból, ale chciałem go czegoś nauczyć... Nauczyć tego, czego widać wcześniej nie zrozumiał szkolony pozytywnie. Tego, kto tu kogo może tresować i że tym kimś nie jest bynajmniej on, a my nie jesteśmy tylko przystawką do otwierania lodówki w porach posiłków... :diabloti: To był nasz pierwszy pies i był rozpieszczany. W ocenie behawiorystki (bo by i na tresurze i u behawiorystki i u najlepszych lekarzy - wykładowców weterynarii) pies otrzymywał ZBYT WIELE uwagi i "odniósł mylne wrażenie co do swej pozycji w stadzie"... TAK! Sami na własne życzenie wychowaliśmy sobie tyrana(mającego 8 kilo :eviltong:) Nasz błąd! I nie rozpatruję tego w świetle TD, tylko zwyczajnego robię - bo mogę! Ale czegoś się nauczyliśmy i staramy się błędów nie powtarzać. Kolejne 2 psy dostają swoją porcję miłości, ale kiedy nie mamy dla nich czasu, to nie mamy i tyle. Koniec zabawy, kanapa i spać... Z pierwszym stosowaliśmy TD (bezskutecznie - pewnie nie czytał odpowiednich książek i nie wiedział o co chodzi z tymi drzwiami itd...:diabloti:), z pozostałymi nie i mimo to nas nie zdominowały :evil_lol: Ja nie biegam jak idiota cały wieczór i nie zganiam psów z pustej kanapy, a psy jak widzą, że ja się chcę położyć, to idą na swoje miejsce i tak jest nam dobrze! Był u Ruskich taki pedagog Makarenko i sformułował pewną mądrą myśl: autorytet polega m.in. na tym, aby starać się nie formułować zakazów, o których Z GÓRY wiadomo, że zostaną złamane... Jeżeli TY chcesz się położyć na kanapie, a ON musi zejść, to TY budujesz swój autorytet i pokazujesz kto ma kogo poważać i się słuchać. Jeżeli zakazujesz psu leżeć na kanapie i zganiasz go z pustej, samemu nie korzystając, a na dodatek pies wie, że mimo zakazu cały dzień się na niej wylegiwał, jak byliście w pracy i włos mu z grzbietu za to nie spadł, to patrząc na zganiane go po swoim powrocie z pracy z PUSTEJ kanapy, może mieć Cię co najwyżej za dziwaka, bo kto niby ma mieć ten autorytet? Pusta kanapa? Ja podchodzę do wychowania psa w ten sposób - Budując relację z psem, budujesz relacje z istotą myślącą (inaczej niż my, ale myślącą). Psu przekazujesz obowiazujące zasady, zakazy itd. Jedne są dla niego zrozumiałe inne nie. Jeżeli w dziedzinie zrozumiałych (np. ja chcę się położyć na kanapie, pies musi ustąpić) pokażesz mu, ze mają one sens, to nawet jak czegoś nie zrozumie (np. wołania STÓJ gdy biegnie na zerwany przewód wysokiego napięcia, to pies będzie bardziej skłonny wykonać komendę (bo inne miały sens, to i ten pewnie ma sens). Jezeli psu pokażesz, że Twoje zakazy nie maja żadnego sensu (kanapa jest pusta, ale on nie może na niej się położyć) to i w innych przypadkach może uznać, że znowu coś bredzisz i wlezie na ten przewód elektryczny... OCZYWIŚCIE znajdzie się wiele psów skłonnych wykonać najbardziej debilną (w ich mniemaniu) komendę,aby zadowolić właściciela i te wychowają się dobrze tak czy siak (czy im dasz wejść na kanapę, czy nie), ale części psów takimi metodami nie wychowasz... Generalizując, przerysowując i okrutnie upraszczając na potrzeby przykładu porównam 2 sytuacje: - każesz ON-kowi przeskoczyć 4 metrowy rów melioracyjny, to skoczy, wpadnie w wodę i błoto, wygrzebie się i powie - "no wiedziałem że się nie uda, ale sam kazałeś! Zadowolony?" - każesz Sznaucerowi przeskoczyć ten rów, to stanie, pomedytuje - "A czy to aby nie za daleko? A czy ta woda jest ciepła? A jak wpadnę w błoto, to czy nie będziesz mnie kapał w tym śmierdzącym szamponie? A tak w ogóle, to tu niedaleko widziałem mostek, może przejdziemy tamtędy?" :evil_lol: BTW - WIEM ON-ki nie wychowują się same i nie każdy jest skrzyżowaniem Cywila i Szarika :eviltong: To był tylko taki "akademicki" przykład. ;) @ kario2 - jak pewnie zauważyłaś swój tekst opatrzyłem wieloma zastrzeżeniami i ostrzeżeniami dla czytających. Nie chodzi o to, aby każdemu kto ma jakiś problem i sobie nie radzi polecać "wtłucz Pan mu kilka razy kijem, to zrozumie" ;) Nie znając całej sytuacji i radząc przez net... Chodzi o to, aby nie znając całej sytuacji i radząc przez net, nie egzaltować się jak niektórzy tutaj i nie wyć w niebo głosy, ze metoda awersyjna to barbarzyństwo, że W ŻADNYM WYPADKU, a szkoleniowcy "awersyjni" to maniacy sadyści i nawet "dzień dobry" normalny człowiek, kochający zwierzęta nie powinien im mówić ;) Powiedz szczerze, czy mając do wyboru nieskutkujące szkolenie pozytywne (nieistotne z jakiego powodu - czy pies był "za twardy", czy właściciel "za miękki") i spędzenie przez psa życia cały czas "wiszącego na smyczy" i w kagańcu "bo się na wszystko rzuca",a jako alternatywę szkolenie awersyjne, które poskutkowało i pies (choćby z prymitywnej obawy przed karą) daje się odwołać i nie biegnie rzucać się na inne psy/ludzi/itp. Jest sterowalny i może biegać (tam gdzie można) bez smyczy, odradziła byś komuś szkolenie awersyjne tylko z powodów "ideologicznych"? Bo np. "nie uznajesz tego typu szkolenia i nigdy nie potrzebowałaś się uciekać do takich metod"? Nie każdy jest eksertem-treserem. Większość właścicieli z trudem uczy psa zrobić "siad" ... :eviltong: Mają oddać psa do schroniska, bo klikaniem nie umieją go wychować? Jestem tu już kilka lat, obserwuję co się dzieje tu i na ulicach... Przynajmniej połowa ludzi nie radzi sobie z psami. Przychodza tu po radę z 5 letnim psem o ustalonych nawykach, skarmili już 2 wagony przysmaków i połamali 5 klikerów i NIC, pies wisi wyszczerzony na smyczy,a oni są wleczeni na smyczy... I słyszą - karmcie i klikajcie dalej... Może czas zastanowić się co stanowi wartość nadrzędną. Czy usilne choć nieskuteczne próby bycia "oświeconym właścicielem", "przespanie" momentu gdy widać, że nie umieją pozytywnie wyszkolić psa i w efekcie przeżywają (oni i pies) kilkanaście lat "piekła'", CZY...(PRZYKŁADOWO) "bycie barbarzyńca", 5 minut bolącego tyłka psa po smagnięciu smyczą (lub inna awersyjną metodą skonsultowana z treserem) kiedy pies był młody, rwał się do bitki, a właściciel zorientował się, że nie potrafi smakami i klikaniem psa wychować na nie zagrażającego sobie i innym? (a może czasem wystarczy tylko mocne szarpnięcie smyczą ale w odpowiednim momencie życia psa, zanim nabrał złych nawyków i je utrwalił?) Odpowiedzmy sobie na to pytanie... Czy dobrze pojęte "dobro psa" to to, żeby przeżył swoje kilkanaście lat jako normalnie funkcjonujący członek ludzko-psiej społeczności, czy niech je spędzi choćby i "wisząc" na smyczy, byle tylko tyłek go nigdy nie zabolał, ani nikt go nie szarpnął...? Jako człowiek, który kilka lat spędził z psem prawie ciągle na smyczy, te momenty gdy go spuszczał spędzał na trwożnym skanowaniu otoczenia w poszukiwaniu choćby cienia potencjalnego innego psa, który kilka lat weekendy planował pod kątem dalekich wypraw w poszukiwaniu nie zapsionego terenu, który jeździł po treserach, behawiorystach etc, a który obecnie spuszcza 2 psy i może pogadać spokojnie z żoną, bo nawet jak wypadnie z krzaków wyszczerzony agresor, to nie dojdzie do bójki, uważam posiadanie sterowalnego i zsocjalizowanego psa za BEZCENNE!!! Chociaż aktualne moje psy nie wymagały użycia siły w procesie wychowawczym,to gdyby trafił mi się ponowie pies totalnie nie reagujący na pozytywne szkolenie, to już nikt by mi nie obrzydził tresera "awersyjnego", bo dla mnie "dobro psa" to danie mu możliwości bycia "good citizen dog" i jeżeli ceną za to ma być nawet przykładowy "bolący tyłek" to choć mnie w sensie duchowym będzie bolało to bardziej, to uważam, że cena jest warta zapłacenia... BTW - Jakby ktoś się zastanawiał czy katuję swoje zwierzęta, to powiem tylko tyle, że psy są ze schronisk, a kot był bezdomny. Krzywdy u mnie nie zaznają, a wychowane były bez użycia przemocy fizycznej, choć czasem za karę czegoś nie dostały, a czasem przy recydywie zaliczyły wielogodzinnego "ignora". ;) Jak widać jakoś się dogadujemy, mimo nie tylko pozytywnych metod szkolenia. (Niestety zdjęcie nie jest najlepsze, ale nie o to w tym przecież chodzi...) [IMG]http://images48.fotosik.pl/289/7077b6ffccf62e39med.jpg[/IMG] BTW - Zwierzaki jedzą po nas, jednakże nie ze względu na TD, a z pragmatycznego powodu - po zeżarciu swojego czasem zaczynają wykazywać niepożądane zainteresowanie tym co my jemy i trudniej utrzymać porządek ... [IMG]http://www.dogomania.images/smilies/eviltongue.gif[/IMG] A tak zgodnie ze starą zasada - kto ma miskę, ten ma władzę i jest spokój :D
-
U nas pomógł żwacz.
-
Jako laik mający zaledwie 3 psy w życiu, ale za to o niezwykle różnych osobowościach pozwolę sobie wyrazić zdziwienie, że różnoracy poważani autorzy poradników, a czasem własnych teorii, nieustannie z uporem maniaka usiłują wmówić swoim czytelnikom stosowanie "jedynie słusznej" idei, nie zważając na rasę czy osobnicze cechy psa... Już sam pomysł, że jednakową metodą da się wychować każdego psa/dziecko/chomika/etc budzi poważne zastrzeżenia u cokolwiek myślącej istoty. Stosowanie metod awersyjnych, czy przemocy wobec psa sikającego ze strachu na sam podniesiony głos, jest równie skuteczne, jak nakłanianie kabanosem lub klikaniem wysoce niezależnego psa do tego, żeby nas już nie gryzł za każdym razem jak mu się coś nie spodoba :evil_lol: Nie przekonują mnie też argumenty "u mnie zadziałało", bo przez kilkanaście tysięcy lat nikt nie stosował klikera, tylko kij lub bat i też "działało"... :roll: To że coś działa, nie oznacza, że tego samego nie można osiągnąć inną metodą i nie oznacza, że zadziała w każdym przypadku. Wszelkie uniwersalne narzędzia mają to do siebie, że choć działają w większości standardowych przypadków, to w tych niestandardowych okazują się bezradne. Pies/dziecko/chomik skłonny do współpracy, a potrzebujący tylko wskazania pożądanych zachowań "wychowa się" zarówno daniem przysmaku gdy leży grzecznie podczas obiadu, jak i klepnięciem gazetą gdy nie leży tylko żebrze przy stole. Z oczywistych względów mając te 2 metody do wyboru, należy wybrać tę pozytywną, ale nie zawsze obie poskutkują... Fanatyzm nie jest wskazany w żadnej dziedzinie życia, w wychowywaniu również. Wyobraźmy sobie fanatyka "kija", który tylko karze za niewłaściwe zachowania, a nie nagradza pozytywnych... Czy ma szanse dojść do czegoś, oprócz może nerwicy u swego psa? I w drugą stronę - czy wyłącznie nagradzając można ODUCZYĆ czegoś psa? Kiedy miałem problem z niszczeniem (głównie książek) u mojej suczki, tłumaczono mi tutaj namiętnie, że karanie psa po kilku godzinach od "zbrodni" jest nieskuteczne bo pies nie pamięta. Jednocześnie zalecano mi nagradzanie po powrocie z pracy jak nic nie zniszczy. Zaraz zaraz! To nagrodę po kilku godzina za NIE ROBIENIE zrozumie i pamięta (czego NIE zrobiła), a kary nie? :roll: Oczywiście abstrakcyjna kara, typu Państwo wrócili do domu i wtłukli psu smyczą, a on nie ma pojęcia za co, jest absurdalna! Ale równie absurdalne jest danie przysmaku w takiej abstrakcyjnej sytuacji. Najważniejsze jest znaleźć metodę aby pies WIEDZIAŁ za co jest nagroda/kara, a nie dokonywać bezmyślnej zemsty, albo karmić za "nie wiadomo co"... Otóż wbrew wszystkim "dobrym radom" postanowiłem jednak podejść do tej kwestii awersyjnie, gdyż uważam, że do UCZENIA najlepsze są metody pozytywne, ale ich skuteczność przy ODUCZANIU jest ograniczona,a czasem żadna. Wyobraźcie sobie, że "biedny, głupi, cierpiący na amnezję piesek" bardzo szybko zrozumiał i przypomniał sobie czego mu nie wolno, a co zrobił, jak po kilku miesiącach [B]bezskutecznego[/B] nagradzania "za nie wiadomo co" gdy było wszystko OK, zaczął po zniszczeniu książki, zamiast normalnej zawartości miski dostawać obślinione własną śliną skrawki zmielonych ząbkami kartek! I (posługując się argumentem którego nie lubię) - "u mnie zadziałało" ... Natomiast próba oduczania metodą pozytywną wyżerania starego chleba z okolic paśnika skończyła się nauczeniem psa, że trzeba za każdym razem pobiec w kierunku paśnika, zatrzymac się i czekać aż zawołają na chrupanie nagrody za "nie pójście do paśnika"....:angryy: Najlepiej też kilka razy powtórzyć manewr, to się więcej "zarobi" ... :diabloti: Próba zamiany materialnej nagrody, na niematerialną pochwałę skutkuje galopem do paśnika i zeżarciem chleba :angryy: I znowu poskutkował powrót do metody awersyjnej.(o dziwo zrozumianej mimo pewnej odległości w czasie!) Żwacz jest po spacerze, albo go nie ma w zależności od tego, czy na spacerze było żarcie czegoś czy nie... Teraz wystarczy zawołać za psem galopującym do paśnika "żwacz nie ma????", aby wrócił ze spuszczonymi uszami :eviltong: Skuteczność takiej, a nie innej metody zależy oczywiście od znalezienia "bodźca ekonomicznego", którego subiektywna wartość dla psa będzie większa niż "dobro" możliwe do uzyskania nieposłuszeństwem! W przypadku, gdy nieposłuszeństwo będzie bardziej "opłacalne" metodę można sobie "w buty wsadzić"... :eviltong: Reasumując - metodę wychowawczą należy dobrać indywidualnie do danego psa i danej sytuacji. Próba znalezienia "jedynej zawsze skutecznej metody" uniwersalnej dla KAŻDEGO psa, jest w moim mniemaniu skazana na niepowodzenie. Popularność i "potwierdzenie w praktyce" większości metod opiera się na tym, że powiedzmy 7 na 10 psów udało się nią wyszkolic i "większość" potwierdza jej skuteczność. Pomija się milczeniem te 30% porażek, zwykle zwalając na nieumiejętność zastosowania "metody" przez właściciela. Nikt jakoś nie zwraca uwagi, że te przykładowe 70 % sukcesów osiąga się stosując RÓŻNE "jedynie słuszne metody"!! Co oznacza tylko tyle, że taką czy inną metodą, te 70% i tak dało by się wyszkolić, bo miały chęć współpracy i potrzebowały tylko wskazania im zasad jakich maja się trzymać ... Tak więc to nie metoda była "rewelacyjna", tylko pies bardzo chciał się nauczyć........ Podobnie z wychowaniem dzieci... Kiedyś każdego ucznia nauczyciel walił za nieposłuszeństwo linijką po rękach. Czy było to dobre? NIE! Dla przeważającej większości uczniów było to tylko zbyteczne okrucieństwo! To samo można było uzyskać bez uciekania się wobec nich do fizycznej przemocy... Teraz żadnego ucznia się nie wali linijką, ani nie chłoszcze. Czy to idealne rozwiązanie? Nie wiem! Wiem natomiast, że w ogromnej populacji dla której brak kar cielesnych jest dobry, zdarzają się osobniki, które wkładają nauczycielowi na głowę kubeł od śmieci, albo ściągają koleżankom majtki i udają że je gwałcą (a one potem się wieszają...) - o czym za czasów zalegalizowanej chłosty nikt nie słyszał. Rodzi się pytanie, czy aby czegoś nie przeoczyliśmy i czy aby na pewno jedyna uniwersalna metoda stosowana do 100% populacji jest ZAWSZE skuteczna... Wydaje się, że w procesie wychowania zarówno bezmyślne powszechne okrucieństwo, jak i bezmyślne powszechne "bezstresowe wychowanie" stosowane bez wyjątków do 100% populacji jako "jedynie słuszna metoda" jest nieskuteczne wobec części populacji. Być może mnie pamięć zawodzi, albo 20-30 lat temu to psy były inne, a nie inaczej wychowywane, ale z dzieciństwa i młodości pamietam tylko psy które głaskałem (prawie wyłącznie obce...) , a one budziły zaufanie spokojnym zachowaniem,a nie strach wiszeniem na smyczy z wyszczerzonymi zębami... Były to czasy bestialskiego znęcania się nad zwierzętami, czasy gdy nikt nie słyszał o klikerze, a psy szkolono zbrodniczym walnięciem smyczą po zadzie, gdy zaczynały wyskakiwać z czymś do ludzi/zwierząt, a dawano kiełbasę gdy były grzeczne :D Z obserwacji wynikało, że większość nie wymagała skarcenia smyczą, a nielicznym wyjątkom chyba to dobrze robiło ... Ponieważ WIEM, że za chwilę niektórzy rzucą się mnie rozszarpać za to co napisałem to składam oświadczenie: NIE jestem za fizyczną przemocą w wychowywaniu zwierząt. Jednakże w NIELICZNYCH i UZASADNIONYCH przypadkach, jako WYJĄTKOWY instrument nacisku, po WYCZERPANIU wszystkich innych metod dopuszczam taką możliwość. Zwracam też uwagę,tym którzy chcieli by bezmyślnie z tego korzystać, że nadużywanie tego instrumentu może skutkować pogryzieniem. Bicie psa w taki sposób, że on nie wie za co, może w którymś momencie, gdy wyciągniemy do niego rękę w najbardziej niewinnej sytuacji uruchomić odruch obronny i choćby z tego powodu (jeśli już nie ze zwykłego humanitaryzmu) bicia jako podstawy metody wychowawczej stosować nie wolno! Osobiście raz, za poradą tresera uderzyłem psa. Mój pierwszy pies miał 5 krotnie przekroczoną normę amoniaku we krwi i zaczął mieć "odjazdy". Zaczął nas gryźć (na szczęście był niewielki i nie gryzł z całej siły, tylko na "wychowywał" jak m coś nie pasowało). Nic nie skutkowało. Po tym jak ugryzł mojego ojca, który nie dość szybko podawał mu żarcie z ręki postanowiłem coś z tym zrobić. Następnym razem gdy mnie dziabnął, dostał ułamek sekundy po tym z płaskiej dłoni w pysk (przygotowane, przemyślane, bez złości i tylko raz). Usiadł na doopie i był bardzo zdziwiony... Nie przyszło mi to łatwo, ale pies się "ogarnął" i przestał gryźć.... TO jest dla mnie "bicie". W ogóle nie dopuszczam takiej opcji, że psa się katuje tłukąc dłuższy czas, czy używając kija etc. O czymś takim nie ma mowy! Zgodnie z radą tresera jeżeli już [B]w ostatecznośc[/B]i uderzamy psa, to tylko RAZ! Pies musi mieć pewność, że kara na jednym razie się skończy. Jeżeli nie będzie miał tej pewności wcześniej czy później może zacząć się bronić! Podkreślam - to [B]ostateczność[/B] i ma to być krótki czytelny sygnał dezaprobaty mającej walor wychowawczy, a nie zemsta i wyładowanie złości na kimś słabszym, zależnym od nas!!!! Uderzenie psa to porażka innych metod, ale w pewnych sytuacjach może to być jedyny sposób, aby porażka innych metod nie przerodziła się jeszcze większą porażkę lub nawet w tragedię... (nie stosować wdług własnego "widzimisię". Najlepiej skonsultować z dobrym szkoleniowcem od technik awersyjnych i na pewno nie stosować w sytuacji gdy po raz 50 zjadł naszą kanapkę. To ewentualność na zapobieżenie pogryzieniom etc, a nie doraźna metoda szkoleniowa, gdy nam się nie chce nad czymś popracować pozytywnie i "idziemy na skróty"!) Napisałem to, bo temat jest tu "tabu". Krąży na PW, ale wszyscy się boją o tym napisać... Przyznają to nawet niektórzy szkoleniowcy od technik "pozytywnych", ale ciiii... w 4 oczy, i po cichu, "bo stracą klientów" albo "jakiś idiota źle zrozumie i skatuje psa, albo go pies pogryzie"... No więc ja nie boję się utraty klientów i mam odwagę ruszyć ten temet. Ale rzeczywiście nie bądźmy idiotami ! 90% albo i więcej psów nigdy nie powinno poznać tego, ale jak wszystko zawiedzie, to nie bójmy się odsądzanego od czci i wiary szkoleniowca od technik awersyjnych. Może dzięki temu oszczędzimy życie lub zdrowie naszego psa lub jakiegoś innego ... W wychowaniu przede wszystkim konieczny jest umiar i rozsądek, aby "wychowankowi" pomóc, z nie zaszkodzić. Jeżeli ceną za jego pomyślność jest chwilowy ból tyłka, to cena jest (w mojej opinii) warta zapłacenia ...
-
[quote name='koosiek']Ale... ale na agresję do psów jest jeden prosty sposób - kaganiec plus smycz. No i oczywiście odpowiedzialny właściciel. Gdyby w opisanych sytuacjach tych elementów nie zabrakło - pogryzienia nie miałyby miejsca... I mimo wszystko nigdy nie zgodzę się, żeby z tego powodu psy usypiać. Bo gdyby tak było, trzeba by uśpić większość terrierów, kaukazy, czernysze... I labka z mojego bloku :roll: Usypianie nie jest żadnym rozwiązaniem, to po prostu tchórzostwo...[/QUOTE] A ile razy pies może zabić/trwale okaleczyć innego psa, żeby to nie było "tchórzostwo"? Każdy jest zwolennikiem "dawania drugiej szansy", dopóki taki pies nie rozszarpie jego własnego psa, potem optyka problemu jakoś się zmienia ... Nieodpowiedzialny właściciel dopuszczający aby jego pies zabił innego psa rzadko nagle staje się odpowiedzialny, a cierpią przez to inne psy. Tego nie można rozpatrywać w kategoriach "kary", a w kategoriach "likwidacji zagrożenia". W przypadkach niejasnych można "dać drugą szansę", ale przy powtórnym takim samym incydencie, nie ma już na co dalej czekać! I rasa tu nie ma znaczenia! Jak takie mordercze skłonności przejawi Sznaucer czy Labrador, to je tak samo należy uśpić dla dobra innych psów.
-
[quote name='ziele77'] (...) Prawda jest taka, że im częściej się psa kąpie tym szybciej się on brudzi, bo zmywamy mu naturalną tłuszczową (lipidową?) ochronę włosa która właśnie chroni przed zabrudzeniem.[/QUOTE] To prawda. Zmywamy z włosa ochronną warstwę lanoliny. Dlatego potem coraz częściej musimy go kąpać. Warstwa by się zregenerowała gdybyśmy nie używali szamponów ... Jak komuś pies się brudzi, błoci itd, ale nie jest w padlinie, odchodach itp, to lepiej ograniczyć się do samej wody... Szamponu używać "od święta" przy [U]konkretnej konieczności[/U], a nie jak się zabłoci czy wytytła w piasku!