Jump to content
Dogomania

Eruane

Members
  • Posts

    2030
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Eruane

  1. Urhan (to wstępne imię robocze - pies nie ma nic, więc otrzymał czasowo choć dostojne imię :-() uciekł od ludzi, którzy go głodzili. :angryy: Widać nie mógł już wytrzymać dłużej.:shake: :-( Błagał o pomoc, wyjąc pod oknami ludzi. W końcu ktoś się nad nim zlitował. Był zmarzniety i wygłodzony do granic możliwości. Jego poprzedni właściciele nie intresowali się jego losem, ale przynajmnie znamy jego historię. Urhan w lutym będzie miał rok, teraz to jeszcze bardzo młody psiak. Ludzie ,którzy czasowo zdecydowali siezapewnić mu opiekę, po prostu przywiązali go do budy (bardzo kiepska to buda, biorąc pod uwagę, że mamy już w zasadzie zimę, w dodatku za mała) na krótkim łańcuchu. Sąsiad z okolicy dokarmia psa. Puszcza go też, żeby sobie pobiegał, ale jest to kiepskie rozwiazanie, bo w okolicy jest droga szybkiego ruchu. Urhan jest pięknym, wilczakopodobnym psem o przecudnych oczach. Kocha ludzi, choć jest nieśmiały nieco po ostatnich przejściach. Jest wesoły, jak to jeszcze psiak o szczenięcej psychice, cce się bawić, mimo że warunki ,w jakich żyje są bardzo kiepskie. Potrzebuje w tempie ekspresowym ciepłego lokum i odpowiedniej opieki. Mam nadzieję, że ktoś szybko doceni jego cudny wygląd, bo psiak inaczej tam zamarznie. :-( W sprawie Urhana można pisać na: phm@ interia.pl lub [EMAIL="eruane@interia.pl"]eruane@interia.pl[/EMAIL] oraz gg 3217797 tel. 0 502 517 527 :help1: [IMG]http://img138.imageshack.us/img138/2326/p1010131gh8.jpg[/IMG] [IMG]http://img337.imageshack.us/img337/3329/p1010132nb1.jpg[/IMG] [IMG]http://img138.imageshack.us/img138/5671/p1010133uc7.jpg[/IMG] [IMG]http://img337.imageshack.us/img337/3338/p1010134fu7.jpg[/IMG] [IMG]http://img337.imageshack.us/img337/604/p1010136se8.jpg[/IMG] [IMG]http://img337.imageshack.us/img337/5666/p1010137lp2.jpg[/IMG]
  2. Jakiej szansy??? :confused:
  3. Bo ten program jest poniekąd ukierunkowany na Ciebie. :eviltong: Amuś robi tak... i muszę... - zobacz sama- tańczysz, jak Ci Amuś zagra. ;) Rottki takie są jak Amorek. Moje też uskuteczniały gwizdy, prychanie i łażenie za mną. Moja bardzo chora rottka nie chciała wyleżeć sama , jeśli wychodziałam z pokoju. Ale ustępowanie Amkowi doprowadzi, że ustali sobie pewien schemat zachowań, których w domu powinnaś się trzymać, a każde odstępstwo od normy będzie dla niego stresujące. Pamiętaj, że gdy znajdzie nowy dom, będzie bardzo przeżywał, jeśli pozwolisz mu na takie związanie z Twoją osobą. :-( Moja rottka miała taki dziwny system, tzw. wieczorny. :cool3: Kiedy uznawała, że pora iść spać, stawała przed drzwiami tarasu i zaczynał się czajnik.;) W razie braku rekacji "pukanie" łapką w szybę aż całe drzwi chodziły. To oznaczało - rozpoczynamy procedurę wieczorną. Musiałam wtedy z nią wyjść na dwór - sama na podwórko nie wyszłaby :shake: - przecież było ciemno! :lol: Potem wracała do domu i sprawdzała, czy coś pozostało w misce, lubiła przed snem jeszcze coś przekąsić. Następnie szła pod drzwi do sypialni i znów czajnik. Jak nie pomagał, pukanie, szczekanie. Jeśli nie zadziałało, to był to dla niej problem. Siadała, czoło jej sie marszczyło i ...reset - pod drzwi tarasu, na dwór (oczywiście często myśleliśmy, że może ma zapalenie pęcherza i musi znowu wyjść), do miski i znów pod drzwi sypialni. Jak nie zadziałało, znów od nowa wszystko. Procedura musiała być zachowana, a rottweilerka wierzyła chyba w siłę sprawczą każdej wykonanej w procedurze czynności. :lol: Oczywiście chodziłą spać o stałej porze i uwarzała, że ja też muszę iść z nią. :cool1: Napisz mi na maila, z jakimi konkretnie rzeczami z programu "separacji psychicznej" z Amkiem masz problem, to poszukamy rozwiazania. Dodam tylko, że córka mojej rottki nie mogłą swojego czasu przeżyć, że jej pani systematycznie wyjeżdża na uczelnię. Dlatego też pewnego dnia, kiedy pani zaczęła się pakować... zachorowała. Najpierw była tylko osowiała, nie chciała jeść i wymiotowała. Wet nic nie stwierdził. Ale kiedy zaczęła wymiotować przy każdym pakowaniu, a przy opuszczaniu domu przez właścicielkę zaczęła się normalnie przewracać, jej pani wpadłą w panikę. Suka przeszła badania i nic. Super zdrowa. Postanowiłyśmy więc sprawdzić ją. Jej pani po spakowniu rzeczy poszła w kirunku drzwi, oczywiście znów wymioty i przewracanie się. Ale tym razem pańcia nie wróciła ratować pieska, tylko nie zwracając uwagi, podeszła do drzwi i wyszła. Jak tylko wyszła, pies wstał, odczekał chwilę i załamany poszedł zająć się własnymi sprawami. Tak rottka doznała cudownego wyleczenia. :evil_lol: A my wpadłyśmy w kompleksy, że pies nas przerobił. :roll: Tak więc nie daj się czajnikom, prychaniom, pofukiwaniom, bo potem Amek może wytoczyć cięższe działo. ;) :evil_lol: Przypominam, że Amorek nadal czeka na kochających ludzi.
  4. Pewnie masz taką szansę. :p Ale wszystko, co opisujesz, to normalne zwyczaje psów, z którymi właściciele pięknych ogrodów wciąż walczą. ;) Spróbowałabym z tą kastracją. Moje psy również zjadały wszystkie roślinki , które dopiero co posadziłam, z prostego względu - ja tam kopałam, był mój zapach, no to trzeba też pokopać, spróbować. Pies nie rozumie, że coś niszczy. Teraz przy psach staram się niczego nie sadzić, ale i tak muszę je mieć na oku. Raz zdarzyło mi sie, że psy wyciągnęły z korzeniami roczne drzewko owocowe i bawiły się w przeciąganie go. Myślałam, że mi serce pęknie. :crazyeye: A co ciekwe, były to stare byki, a nie jakieś szczenięta. :evil_lol: Kopanie może być powodowane chęcia złapania kreta czy innego stworzonka. Pies ma świetny węch i słuch. Ktoś kiedyś doradził mi, żeby w razie kopania przez psa dołka dla frajdy w jednym, stałym miejscu, zakopać tam jego kupę. :crazyeye: Oczywiście tak zrobiłam i zadziałało! :evil_lol: Sęk w tym,że jak kupa zamieniła się w ziemię, znów zaczęło się kopanie, bywało też tak, że pies przenosił kopanie w inne miejsce i musiałam szybko powtórzyć zakopywanie śmierdzącej niespodzianki. Nie działa to przy mojej suce, która kupy z checią zjada, co jest niemałym problemem. Straszne doły psy pokopały mi w kojcu. Pozwoliłam im na kopanie w kilku miejscach, wylegują się tam w gorące dni. W inych miejscach też zakopuję co jakiś czas niespodzianki. Trzeba się napracować, żeby ogródek był zadbany przy zwierzaku, może to też być, jak widać śmierdząca robota. ;) Stosowałam też specjalne płyny zapachowe do spryskiwania miejsc, w których psy i koty mają się nie załatwiać. Na koty działało super, na psy miernie. :shake: Ale może zły płyn.
  5. [quote name='Elka1900'] Moje niektóre drzewka już od dawna otoczone są metalowymi płotkami o wysokości 60 cm ... i te jakoś się trzymają. Ale gdy takim samym płotkiem chciałam ogrodzić kawałek ogrodu, aby uniemożliwić Bariemu wstęp - niestety moja praca poszła na marne, bo 60-cm płotek on przeskakuje bez najmniejszych problemów.[/QUOTE] A to normalne. ;) [QUOTE] Z kupkami nie mam problemów. Znalazł sobie toaletę w jednym miejscu i systematycznie tam się załatwia, ale siusianie ..... postanowił realizować na wszystkich możliwych drzewkach. [/QUOTE] To po prostu znaczenie terenu. Jak powiedziałam, 100% szansy na to, że kastracja to wyeliminuje nie ma, ale powiedzmy, że jest bardzo duża szansa, bliska pewności ,jeśli zabieg zostanie prawidłowo przeprowadzony. Chodzi o to, żeby psiak po prostu załatwiał potrzeby, a przestał znaczyć. [QUOTE] Poczekam do wiosny i .... niestety (jeśli będzie dużo strat ogrodowych) chyba będę musiała zamknąć go w zagrodzie dla niego przeznaczonej. Będzie mi przykro z tego powodu, bo planowałam, że mój pies bedzie chodził wolno po całej posesji..... [/QUOTE] W ostateczności, jeśli będzie miał stały kontakt z ludźmi, to separacja psa od częsci posesji nie jest dużym problemem. Ja musiałam to zrobić z częścią psów, ale powiem szczerze, że to utrudniło mi stały kontakt z nimi. Separowane są nie prze drzewka, bo to akurat nie problem dla mnie, tylko dlatego, że pies pokonywał bramę oraz dużą część ogrodzenia i atakował samochody na ulicy. Dlatego znalazł siez towarzyszką w wydzielonej części z ogrodzeniem dostosowanym do jego umiejętności pokonywania go. :cool3: [QUOTE] I jeszcze proszę o jedną radę. Jestem generalnie zwolenniczką kastracji i sterylizacji jeśli chodzi o domowe zwierzaki. Wszystkie moje 8 kotów - to zwierzaki wykastrowane i wysterylizowane, ale nie mam doświadczenia jeśli chodzi o kastrację piesków. Czy to bedzie miało jakiś wpływ na jego zdrowie ? Czy tak jak w przypadku kocurków - grozi mu kamica nerkowa ? Jest to dla mnie ważne, bo chciałabym mieć zdrowego psa. Bari nie wychodzi sam poza ogród, a więc nie ma niebezpieczeństwa, że będzie zapładniał okoliczne suki. Mogę go oczywiście wykastrować, ale nie chciałabym narażać jego zdrowia, jeśli nie ma żadnej pewności czy to rozwiąże problem tego sikania. [/QUOTE] Porozmawiaj z weterynarzami. Ale powiem Ci szczerze, że pewnie jak zawsze mogą się przytrafić jakieś drobne problemy po kastracji psa, choć o kamicy nerkowej u psów nie słyszałam. Psy mogą mieć czasem tendencję do tycia, ale nie wszystkie. Miałam już do czynienia z wieloma psami, które są po kastracji i wszystko jest, jak należy. Osobiście nie spotkałam żadnego z problemami zdrowotnymi spowodowanymi kastracją. Natomiast kastracja polecana jest ze względu na zapobieganie rakowi prostaty, co się u psów na starość często zdarza i akurat taką sytuację przeżywałam u siebie w domu z psem na tymczasie. Nikomu nie życzę. Pies po kastracji staje się spokojniejszy, mniej pobudliwy (już nie drażni psa to, że suka z sąsiedztwa ma cieczkę), ale nie zmienia się jego charakter, czym często straszą. Ważne, żeby zabieg przeprowadzał doświadczony lekarz. A sam zabieg jest dużo lżejszy niż u suczki i pies dochodzi po nim do normy w zasadzie natychmiast, natomiast na samo działanie zabiegu należy troszkę poczekać. Żałuję, że mojego psa nie poddałam kastracji, kiedy jeszcze był w odpowiednim wieku, bo teraz z racji tego, co przeżywałam z tym psiakiem z rakiem prostaty, ciągle się boję i o tego.
  6. Podnoszę w górę Amorka! On wciaż czekana dom bez lub z małą ilością schodków i kochającymi właścicielami.
  7. NIe odpisuję ;), ale swoje wiem. :cool3: :lol:
  8. Tylko dwa ;) Już odpisałam na drugim wątku. Popieram to ,co napisała Andzia69. Kastracja powinna pomóc. Każdy psiak musi troszkę zniszczeń w ogródku porobić, sunia też. ;) Możesz wychodzić z psem, uczyć go załatwiania się w określonym miejscu, jak załatwi się - może biegać luzem. Ale żeby nie znaczył drzewek po docelowym siusianiu, musi być wykastrowany. Kastarcja moze nie zmienić do końca jego zachowań, ale powinna je zmienićw dużej mierze.
  9. Po pierwsze - piękny pies! Gratulacje! :p Po drugie, to normalne, że psiak znaczy teren. NIestety to jest często powód, dlaczego ludzie z ślicznym ogrodem preferują suczki. ;) Kastracja nieco pomaga, bo wykastrowany pies już nie ma tendencji do zaznaczania każdego drzewka. Raczej ciężko jest nauczyć psiaka załatwiania się w jednym miejscu, musiałabyś go ciągle pilnować, stale prowadzać w określone miejsce. Ale rezultat nie jest idealny. U mnie psy załatwiają się w określonych miejscach, ale kiedy ja im powiem, gdzie mają iść. Jeśli nie pilnuję, pies robi siusiu, gdzie mu wygodnie. :eviltong: Suczki też niszczą podwórko, głównie trawę. Dlatego za suczkami biegałam z konewką i podlewałam to, co wcześniej podlewały one, żeby nieco rozcieńczyc mocz. :cool3: To pomagało. Przy psach budowałam dość długo małe ogrodzonka wokół moich ulubionych drzewek. To też nieco pomagało. Planuję posadzić tuje na terenie wybiegu dla psów, wzdłuż ogrodzenia i planuję jednocześnie ozdobny, malutki płotek, utrzymujący strumień moczu w odległości od drzewek. :razz: Ogólnie rzecz biorąc, moim zdaniem, ciężko jest uchować zupełnie podwórko od zniszczeń i przy psach, i przy suniach. Codziennie patrzę, jak sunia sąsiadów wyrywa im małe drzewka i kwiatki, a potem rzuca je i gania za nimi. Cieszę się ,że moje psy ograniczały się do siusiania na roślinki. :lol: ;) Moje rottweilerki bardzo zniszczyły mi siusianiem trawę, więc wychodziłam z nimi na podwórko i najpierw kazałam im iść siusiać w określone miejsce. Potem już był spokój i mogły biegać same. Pies rozkłada siusianie na raty, ale kastracja nieco pomaga. Polecam. Tyle mogę chyba doradzić. :roll:
  10. Czyli jest nas więcej. ;) A nie mówiłam? ;) Majqa, przesłałam Ci info, co robić z tym nadmiernym przywiązaniem Amka mailem.
  11. Szczerze mówiąć, pierwsze słyszę. :shake: Suka jest zwykle płodna tylko w określonym czasie w ciągu cieczki, nawet nie przez całą cieczkę. Chyba, że się źle obliczy, kiedy się ruja zaczęła. Tak więc nie ma obaw raczej. Natomiast psy reagują dość długo na sukę, nawet 3 tygodne po cieczce i przed nią. Erko, nie wiem, czy pomogę tym ludziom od huszczaka. To wymaga dużo pracy i ciepliwości z ich strony oraz poniesienia pewnych kosztów, bo trzeba zabezpieczyc mieszkanie i psa. Większosć ludzi, kiedy zgłąsza się do mnie z takimi problemami, odpowiada na zalecane ćwiczenia, że nie mają czasu i że to nic nie da. Niestety bez czasu i cierpliwości z psem niczego się nie da zrobić. Jeżeli nie zapewnią psu odpowiedniego ruchu , to też niewiele można zdziałać. Nie znamy przeszłości psa, to też utrudnia wiele. Może kiedyś udało mu się uciec właśnie w ten sposób i wie, że można. Wtedy cieżko to odkręcić. Może wciąż pamięta swój dom. A może więcej nie zrobi takiej akcji, bo rozbił tą szybkę, ale chyba nie zdołał wtedy uciec? Póki co ci ludzie nie dzwonili jeszcze. Powiem tylko, że ostatnio strasznie dużo ludzi ma problemy z lękami u psów. :shake:
  12. [quote name='majqa']Zdaniem męża, poza oczywistymi przeszkodami w adopcji psa, wynikającymi z natury ludzkiej, upodobań (strach przed rasą, wiek Amka etc...to, o czym pisałyśmy) Z jednej strony tak ,z drugiej - latwiej wyadoptować takiego starszego psa niż starszego mieszańca. Powód jest właśnie taki, że ludzie mający słabość do rasy, chcą pomóc. I na to liczę. Ci, którzy mieli rottki , wiedzą, że ich zła sława to bzdura i oni się tym nie przejmą. Tak sobie przypomniałam, jak kiedyś pewien myśliwy "uświadamiał" mnie ,że rottweilery są złe, bo miał jednego i go gryzł, a teraz jest mądrzejszy i ma już gończego. Pytam, czy go nie gryzie - a on mówi - owszem, gryzie i to jak, ale jest miejszy. ;) Ludzie znający rottki nie mają co do nich obaw, a raczej na takich w tym wypadku należałoby liczyć. Choc ktoś inny z wielkim sercem też jest mile widziany. Rottki takie są. One sie przywiązują dość silnie. Moje chorowały, kiedy wyjeżdżałam. Chorowały też bardzo, gdy rozstawały się ze sobą. Te psy na przykład źle znoszą izolację od rodziny. Ja też poświęcam mnóstwo czasu zwierzakom i nie ma znaczenia, czy wystawowe. :p Wycałowuje i ściskam, jak tylko jest okazja. Też warczę jak karcę i piszczę, gdy się bawimy. Na rottweilerki mówiłam "maleństwa" i "dziewczynki", a jak je wołalam z podwórka, to sąsiad, chłop ze wsi, patrzył jak na wariatkę (nadmienię może, żę lubił moje rottki, ale do końca ich życia głaskał je linijką przez ogrodzenie, bo w telewizji mówili, że to straszne psy;)). Psom też śpiewałam, szczególnie po przejsciach, bo to uspokaja. Znam gościa, który lękliwej rottce, która ukrywała się, po przywiezieniu jej do domu, w piwnicy, przeczytał nocami całą książkę siedząc z rottką w tej piwnicy, a po tym lęki zaczęły znikać. A w lodówce trzymałam kiedyś papugę i też miałą pogrzeb. Ślimaki i żaby też przenoszę. :cool3: Też tak uważam. Poza tym, skoro nie tylko ja robię takie rzeczy, to już jesteśmy dwie, a skoro tak, to może jest nas więcej. A jak jest więcej takich ludzi to już nie odmienność. Można tak do tego podejść. ;) Z autem to normalne. Ale nad taką jakby psychiczną jego separacją, to popracowałabym dla jego dobra. Znam ten odgłos czajika. ;) Chyba troszke inaczej popracowałabym z nim. Napiszę Ci na priva jak. Może tak być. Ale jeśli trafi na odpowiednią osobę, niekoniecznie tak będzie. Kiedy miałam rottkę na przechowaniu, najpierw była frajda - miała wakacje. Długie spacery z moimi psami, wyżerka, pomieszczenia do obwąchania. Przez pierwsze godziny nie stresowała sie, ale pod wieczór się zaczynał czajnik :roll:, potem łaziła jak chora po pokojach, w nocy to samo, spała tylko jeśli spała ze mną w łóżku, rano było lepiej, ale jeszcze niezbyt dobrze. Czasem po jednym, dwóch dniach było juz ok. Rottek , którego miałam czasowo 5 miesiecy, wpadł w nowym domu w coś na kształt depresji, ale bardziej z tęsknoty za stadem niż za mną. A właściciele mieli mało czasu dla niego. Wieczorne długie spacery nie wystarczyły, zeby ukoić jego ból. W końcu przywykł, ale sądzę, ze go to zmieniło. Sądzę jednak, że to kwestia ludzi. W każdym razie w tym wypadku żałowałam,że się z nim rozstałam. Ho ho... :roll: Ciężko będzie. Ale ja się tak stresowałam z 7 psami na raz, w dodatku nei wszystkie się tolerowały. Przeżyłam. Najgorszy jest początek, potem wypracowuje się jakiś system. Ale łatwo to nie jest. :shake: :stormy-sad:Co tu zrobić, co tu zrobić... :drink1:
  13. W górę Ingrid. Faktycznie wiele rzeczy pilniejszych się pojawia, ale Ingrid czas i życie ucieka. Trzeba jej szukać domku. :-(
  14. Świetny ten Amorek na filmach. :loveu: Widać , że uwielbai sie bawić, ale z racji problemów ze nóżkami preferuje zabawy stacjonarne. :p Patrzyłam tak na niego...ech, moje rottki bawiły się baaardzo podobnie, naprawde ten pies wzbudza we mnie wspomnienia. :-( Ale jego szczęście, bo tym bardziej pokazuję jego zdjęcia komu się da. ;) Choć tak naprawdę, to chciałabym, żeby Ci, Majqa, schodów ubyło, bo to by było najlepsze dla Amorka. :roll: :-(
  15. [quote name='erka'] [URL="http://imageshack.us"][IMG]http://img233.imageshack.us/img233/6641/071030suniazaszczeniakadh1.jpg[/IMG][/URL] [URL="http://imageshack.us"][IMG]http://img233.imageshack.us/img233/7791/071030szczeniaczkamalikpc6.jpg[/IMG][/URL] [URL="http://imageshack.us"][IMG]http://img233.imageshack.us/img233/4449/071030szczeniakzmalikowvl1.jpg[/IMG][/URL][/quote] Śliczności. Oczywiście najbardziej przypadła mi do gustu szara sunia z czarna mordką. Mam słabość do takich psiaków. :loveu: Szczenięta będą miały prawdopodobnie stojące uszka.
  16. No to dobrze byłoby mu znaleźć dom z innym psem, kojcem z dachem i podmurówką na czas nieobecności właścicieli. Ale prawda jest taka, że pies , jeśłi ma lęki, to tylko po pozbyciu się go, wzrosną. Ludzie udowodnią mu, że było się czego bać. :-( Z huszczakami jest ten problem, że ludzie biorą je sądząc, że bieganie po podwórku czy spacer przy nodze wystarczy jako wybieganie się. A tu niestety. Ostatnio widuję pewnastarszą, okrągłą dość panią, która chodzi z huskim na krótkie spacery na krótkiej smyczy. Huski ciagnie, ile może, a ona porusza sie tak wolno, że ja idąc z nią dostałabym szału. I po jej był taki pies? Bo ładny, taki pluszowy miś... ech...:shake: Co do Bianki, to naprawdę jej postępy mnie zadziwiają. Sądzę, że to zasługa jej rozsądnej i kochającej właścicielki. Oby tak dalej. I nie ma co siezałamywać drobnymi schodkami po drodze. Musi być dobrze. :p
  17. O tak, fotki Ingrid bardzo przydałyby się. :cool3: Sunia piękna jest i bardzo się martwię, że tak długo nikt jej nie chce.
  18. Ojej, będą potrzebne Potter pieniążki na taką ilość psów... Utrzymanie ,szczepienia szczeniąt, kosztują... :-( Przypominam o Oliwce. Ona nadal czeka i jakoś już nikt się nią nie interesuje. :shake: A to bardzo ładna, wesolutka i docelowo maleńka sunia.
  19. Zawsze trzeba szukać przyczyny takiego zachowania. W tym wieku pies musi robic to z jakiegoś powodu. Trzeba w miarę możliwości wyeliminować przyczynę i starać się wprowadzic pewną procedurę przy wychodzeniu z domu i powrotach (chodzi głównie o pokazanie psu, że nic złego sienie dzieje, nie ma wylewnych pożegnań i powitań, zostawia się psu włączone radio). Powinno sieteż próbować w miarę możliwości trenować pozostawianie psa na minutkę i coraz dłużej. Psu trzeba zapewnić maksimum ruchu. Zostawić mu przy wychodzeniu zabawkę typu kong wypchaną jedzonkiem plus inne rarytasy (tylko gdy zostaje sam). Dobrze jest też wyeliminowaćmożliwość niszczenia czegokolwiek - tu niestety wchodzi w grę klatka kennelowa, szczególnie, jeśli właściciel myśli o pozbyciu się psa lub pies może sobie zrobić krzywdę. Do klatki przyzwyczaja się psa stopniowo, co bardzo ważne. Traktuję ją potem jak norkę, w której też czuje sie bezpieczniej. Co do skoków huszczaka przez okno - naprawdę dziwne. NIe wiem, ile pies ma ruchu. Dla zdrowia psychicznego huski musi się wybiegać i nie chodzi tu o bieganie po podwórku. Domyślam sie ,żę huski wybił szybę, kiedy pozostał sam w domu? Bo to, że trzyma się aż do przesady blisko przy właścicielu, sugeruje takie zachowanie. Możę chodzi o jakiś lęk separacyjny, może należałoby go odwrażliwiać, postępować jak w przypadku psa ,który niszczy dom pozostawiony sam. Pod nieobecność właścicieli zostawiałabym go z drugim psem, może warto zrobic mu mocny kojec z dachem. Potem można go zabierać do mieszkania. W mieszkaniu przywyczajać do pozostawania w osobnym pokoju na coraz dłużej. To takie tylko ogólne wskazówki odnośnie korekty jego zachownaia, bo tak naprawdę nie wiem, co je powoduje. Z jakiegoś powodu pewnie włączył mu się lęk. Ale jak pies skacze przez onko w obecności właścicieli, to już mocno nietypowe. :shake:
  20. [quote name='Rudzia-Bianca'] No to podobno Bianca dała taki popis jak Erka zostawiła ją w domu , chyba u pani Ani po tym jak ktoś podrzucił truciznę na działkę na której Biana była . Jak to usłyszałam że Biana rzuciła się do okna to przeraziłam się ze nie poradzę sobie z takim psem , na szczęście u mnie okna zupełnie jej nie interesują . Nie wyobrażam sobie jaki stres musi przeżywac własciciel tego psiaka , nie mówiąc już o samym psie :shake: Trochę obawiam się powrotu taty , ale jak piszesz Eruane to niestety w dużym stopniu jest problem mojego taty i to nad nim musze bardziej popracowac a nie nad Biancą . [/quote] Może się zdziwisz i będzie dobrze. Nie martw się na zapas i nie daj powodu do stresu Biance. :p A co do tego psa skaczącego przez okno - jak powiedziałam, to się zdarza psom, ale w obcych miejscach (choć nie spotkałam wcześniej takiego, co umie otwierać okno :roll: ). Moja suczka też próbowała takiego skoku u weta Mój psiak i to dobrze socjalizowany, pozostawiony czasowo u moich kuzynów, otworzył drzwi do łazienki i wdrapał siena okno, po czym urwał klamkę od tego okna. Tak więc to czasem siezdarza, ale nie we własnym domu i nie tak systematycznie, i z paniką. :shake:
  21. Pokazałam właśnie stare zdjecia Amorka i aktualne moje jsiostrze, która też kocha rottweilery i od razu ...łzy w oczach. :-( Taka jest właśnie reakcja ludzi, którzy choć raz mieli rottka pod swoim dachem. Dlateg owciąż mam nadzieję, że uda się mu znaleźć dom u kogoś takiego, kto w dodatku będzie miał dla psiaka odpowiednie warunki.
  22. Słów brak... Majqa, jesteś niesamowita. Najlepsza opiekunka, jaka się Amorkowi mogła przytrafić i nie może u Ciebie zostać... :-( Mam nadzieję, że jednak znajdziemy kogoś tak kochającego go jak Ty.
  23. Od-Nowa ma rację. Takie zachowanie wobec kota może być powodowane cieczką suni. Można nieco delikatnie wpływać na ustawianie relacji między zwierzakami, ale tak, żeby żaden nie poczuł się urażony lub zazdrosny. W sumie to i tak się zakłada, że przy kilku zwierzakach w domu dochodzi do nieporozumień, jak między rodzeństwem. :p A to chyba większość osób zna. Bianca może różnie zareagować na powrót taty, ale jak już wspomniałam, wiele zależy od niego i to jest probem. Co do szczęścia Bianci - ona wygląda na szczęśliwą na tych zdjeciach. Wszystkie dzikawe psiaki wyglądają na ineco przerażone życiem każdego dnia, ale nie ma się co tym przejmować. Co do sterylki, Od-Nowa, takie problemy dotyczą tylko suczek z zachowaniami agresywnymi, bardzo dzikich, lęlkiwych. Reszty nie. Moje sunie też, jak sunia Erki, przez jakis czasn ie dawały przeprowadząc sobie żadnych zabiegów pielęgnacyjnych. Ale udało nam się z tego wybrnąć. NIestety u weta strach nadal bierze górę. Ale to się też przytrafia psom zupełnie zrównoważonym i spokojnym, które przeszły jakieś operacje. Co prawda rzadko wtedy jest problem z zabiegami pielęgnacyjnymi, ale u weta strach wraca. Jak wyglądają zabiegi pielęgnacyjne u jedne jz moiich suń, która wcześniej nie pozwalała na nic, Erka widziała na pobieraniu skórki do badania. :p No problem. Ale niestety dwie pozostałe sunie sprawiają nieco więcej problemów, choć wiadomo, że to nie to samo, co Gabi. Ale one mają w sobie mniej agreesji na tle lękowym, więc to nieco ułatwia wiele spraw. Tylko, że nawet jak zachowają się spokojnie, wracają do domu i wygladają jak chore prze 2 dni. Stres... Na pocieszenie i jednoczesne pokazanie, jak może być źle z psem, o czym już napisałam Choco (bo przerabiamy stopniowo probem suni poza dogo) - pewien pan z Kielc ma spory problem. Jego pies reaguje na wszelkie hałasy dochodzące z mieszkania pętro wyżej paniką, otwiera sobie okno i skacze. Przypuszczam ,że to parter, skoro pies jeszcze żyje. Pan boi się nawet zabezpieczyć okno przed otwarciem (jeszcze nie widziałam tego okna i nie mam pojęcia, jak pies tego dokonuje) z obawy, że pies w panice skoczy w szybę i ją wybije. Pierwszy raz spotkałam się z tym, że pies tak reaguje we własnym domu. Owszem bywało, że pies robił coś takiego pozostawiany w obcym mieszkaniu lub próbował skakać przez okno u weta, ale w życiu nie spotkałam się z taką, jak tu sytuacją. W sumie jedynym sensownym rozwiązaniem takiej sytuacji może być odseparowanie psa od tych bodźców, czyli zmiana domu, ale jak sądzę, jest to pies przygarnięty, a sami wiecie, jak wygląda szukanie domu takim psom. I w takiej sytuacji to już ręce opadają.:shake:
×
×
  • Create New...