-
Posts
2030 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by Eruane
-
Iza, sądzę, że Atos nie nadaje się na tak poważną operację (nawet operacja łapy pozostała pod znakiem zapytania) ze względu na wiek i choroby. Trzeba go ratować, albo raczej grać na zwłokę, bo nie wiem ,czy taka operacja nie przyspożyłaby mu tylko cierpienia. Zobaczmy, jak Atos reaguje na te wziewne leki i tlen (jak się udałoby tlen załatwić). Mój Kazik fajnie zareagował na wziewne, byłam zaskoczona i zadowolona bardzo, bo w każdej chwili mogę zastosować lek, jak się coś złego dzieje. Zwykle tak jest, że przy poważnych schorzeniach nawet mocne leki nie chcą w pewnym momencie działać, trzeca leki często zmieniać. :-( Nie zakładajmy od razu, że Atos ma jednak zapaść tchawicy. Iza, mówisz o bronchoskopii, a wyszło cokolwiek z tchawicą na zdjeciu rtg? Bo jak nie, to może szkoda psa męczyć bronchoskopią, jeśli to kwestia płuc. Myślę, co tu jeszcze można na tą chwilę zrobić... Oleńko, w każdą noc musisz zajmować się Atoskiem? Ma Cię kto zastąpić, żebyś sie mogła trochę wyspać? Co do wymiotow w samochodzie, obawiam się, że żaden środek nie pomoże, oprócz reklamówki. ;) Moje psy, które często bywają u wetów i niespecjalnie im się to podoba, często wymiotują w samochdozie z nerwów i żąden lek tego nie powstrzyma. :shake: Ale świetnie już potrafią trafić w reklamówkę. ;)
-
Noc ok. MImo kołnierza Kazik wylizał rany - jak? - nie wiem. W nocy usłyszałam stukanie. wszedł w kąt za szafę i próbował skęcić raz w parwo, raz w lewo i uderzał kołnierzem. Już miałam go ratowć, kiedy pomyślałam - zaraz, przecież on bardzoi często porusza się tyłem i nagle zapomniał, jak sieto robi? Krzyknęłam na niego, żeby dał mi spokój, bo śpię, a on zrezygnowany bardzo ładnie się wycofał i poszedł spać. :cool3:
-
Porzucona na wigilię ma już wspaniały dom i nowe imię - Kropka. :)
Eruane replied to Eruane's topic in Już w nowym domu
Oglądałam te podengo... faktycznie podobna do złudzeia. Różnice do wychwycenia przez kynologa tylko. Sierść ma krótszą jeszcze i bardziej wałeczkowata jest. -
Porzucona na wigilię ma już wspaniały dom i nowe imię - Kropka. :)
Eruane replied to Eruane's topic in Już w nowym domu
Nie ma tatuażu, to kundelek. :p Ale miło, że jakąś rasę przypomina. A faktycznie przypomin bardzo - różnice do wychwycenia tylko przez kynologa. Edzia, nie martw się, nie robiłaś nadziei, więc nie przepraszaj. Z góry powiedziałaś, że wsyztko zależy od decyzji mamy, czyli podeszłaś do sprawy uczciwie. Dziękuję Ci za pomoc w szukaniu małej domku. -
A to z wczorajszej sesji zdjeciowej. W sypialni mam normalnie przygotowany szpital polowy. Obok łóżka łóżko Kazia, leki, latarka do szybkiego reagowania itd, itd. Ale wczoraj Kaziu stwierdził, że może już wejść na moje łóżko ,a po wejściu do pokoju, miałam zajętą poduszkę. :cool3: [IMG]http://img88.imageshack.us/img88/3603/pic03922pi8.jpg[/IMG] Jeszcze widać było po im ból. Dzisiaj już ma weselszą i mniej napiętą mordkę. [IMG]http://img120.imageshack.us/img120/4894/pic03927xe6.jpg[/IMG] A to wczorajsze ślady po tych najgorszych ranach. To ta najgorsza w skutkach... Ślad po kle wciaż do końca nie zasklepił się, bo jeszcze pzredwcozraj z niego ciekło coś. Poza tym Kaziu nad tym pracuje. Od dziś ma kołnierz. [IMG]http://img171.imageshack.us/img171/7530/ranazdalekarg6.jpg[/IMG] A tu z bliska... [IMG]http://img171.imageshack.us/img171/1777/rana1dg7.jpg[/IMG] I już zagojona rana na plecach na kręgosłupie. Dość długie przeciecie skóry kłem i na końcu kieł wbił się cały. To jest przykład tego, że na Kaziku goi się wszysko jak na psie. ;) [IMG]http://img171.imageshack.us/img171/8076/rananaplecachbr0.jpg[/IMG] I zasiniały brzuch... [IMG]http://img171.imageshack.us/img171/9692/siniakts4.jpg[/IMG] Siniaki schodzą, na zdjęciu nie widać dokładnie ,ale siniak obejmuje znaczną część brzucha. Z dnia na dzień coraz lepiej. Choć psiak jest nadal obolały i załatwianie się sprawia mu ciągle ból.
-
Porzucona na wigilię ma już wspaniały dom i nowe imię - Kropka. :)
Eruane replied to Eruane's topic in Już w nowym domu
Dziękuję, Majqa. Tato tej pani, to mocno starszy człowiek. Dodatkowy problem jest taki, że ta pani musi jeździć do niego do szpitala do Krakowa. A w domu 9 zwierząt. Sytuacja nie do opanowania. -
Szczenięta z Kielc - proszą o domy. NOWE - PILNIE DT! - str. 1
Eruane replied to mag.da's topic in Już w nowym domu
Przypominam Amberkę [IMG]http://img168.imageshack.us/img168/4975/pic03891wl6.jpg[/IMG] Ma już prawie 7 miesięcy i nadal nikt jej nie chce. Jej opiekunka ma, oprócz małej, 8 zwierząt, w tym chore i nie daje rady. Ktos musi się zając wychowaniem Amberki, w DT nie ma takiej możłiwości. Rozbrykana, wszędzie jej pełno. -
Porzucona na wigilię ma już wspaniały dom i nowe imię - Kropka. :)
Eruane replied to Eruane's topic in Już w nowym domu
Zmieniłam tytuł. Opiekunka Amberki po prostu nie ma cierpliwości ,żęby uczyc jaczegokolwiek, jak ma jeszcze 8 innych zwierząt, w tym chorych i starcyhc, wymagających opieki i niestety tragedię w postaci umierającego w ojca. dla amber byłoby najlepiej, gdyby szybko zmieniła dom i ktoś zaczął nad nią pracować. Ona na pewno zapewni maksimum rozrywki. Jest bardzo pojętna. Psy wyprowadza w pole cały czas. Żeby zabrać im zabawki, udaje, że coś widzi za bramą lub biegnie do domu, psy za nią, a w ostatniej chwili robi szybki zwrot między ich nogami i wraca po ich zabawki. To żywe srebro. Musi iść do kogoś, kto chciałby, żeby nowe stworznoko w domu wniosło dużo życia. -
Wcale nie jest jeszcze silny. Ale ma ambicje. ;) Senne wizje oczywiście mogą być projekcją starchu, ale często bywało inaczej.
-
Iza i Beatko, jak Kazik miał bardzo ciężką noc, zasnęłam na chwilę. Przyśnił mi się dziwny sen. W jakieś dziwne miejsce, pośród ludzi, przyszła po mnie moja rottka w swoim łańcuszku, który nadal leży przy moim łóżku. dziwne uczucie, bo w jednym psie odnajdywałam cechy jej i jej córki. Zaczepiłam palcem po łańcuszek i zaczełam za nią iść. Ludzie jej jakby nie widzieli. Natomiast ja widziałam po drodze znajomych, a patrząc na nich, odnosiłam wrażenie , że widzę ich problemy, ich uczucia. Sunia wprowadziła mnie nagle w korytarz kamienny i sprowadzała delikatnie po stromych kamiennnych schodach . Było am bardzo ciemno. W korytarzy byli ludzie, którzy przyglądali się nam, jakby to była sensacja. Siedzieli na kamieniach, jakby nie mieli ochoty iść ani w górę, ani w dół. W kóncu weszłyśmy do tunelu i sunia wyprowadziła mnie na bardzo jasną łąkę pełną stawów i strumyków, dalej był las i góry. Ludzie odpoczywali nad stawami, wszędzie było tłoczno, szczególnie przy wejściu do tunelu. Wszyscy się na mnie gapili. Puściłam łańcuszek, rottka nagle zaczęła szaleć, biegać. Pomyślałam, że to nieodpowiedzialne z mojej strony tak ją puszczać, że ktoś się przestraszy, a ludzie śmiali się jakby widząc moją dezorientację lub ...moje myśli. Wszyscy Ci ludzie byli młodzi. Nagle sunia zaczęła gonić kaczki. Zdenerwowałam się nie na żarty. Nie reagowała na wołanie ,a biegła tak szybko ... za szybko, nagle zrównała siez kaczkami, w wodzie już przemieniła się w kaczkę, uleciała z nimi w górę i wróciła do mnie jako mój pies. Stałam jak wryta i pomyślałam...gdzie ja jestem... A potem pomyślałam, że przecież moja suka nie źyje. Zobaczyłam drugiego naszego psa. Jka zwykle odpoczywał sobie. Jak się obudziłam, pomyśłałam ,że to koniec Kazia, ale rano, kiedy zaczęło się polepszać, miałam odczucie, jakbyśmy oszukali przeznaczenie. Opowiedziałam sen mojemu TZ, a on powiedział tylko - to pięknie tam jest, tylko jak tam trafimy, to zabieramy psy i idziemy gdzieś dalej, gdzie nie ma ludzi, bo tam jest zbyt tłoczno. Może to tylko sen... A może ktoś mi chciał pokazać ,że tam dalej jest fajnie. Że tylko przejście jest mało fajne. Bądźcie dobrej myśli, dziewczyny. Za tęczowym mostem nie jest źle. ;) Dziwny sen, nie?
-
Porzucona na wigilię ma już wspaniały dom i nowe imię - Kropka. :)
Eruane replied to Eruane's topic in Już w nowym domu
Dziękuję za pomoc. Dzwonił do mnie opienkuna Amberki. Narzeka starsznie ,zę nei daje rady z taka ilością zwierząt - z kotami 9. Że nie daje rady na czas wyprowadzać Amberki i sunia w nocy szczególnie wciąż potrafi załatwić się w domu. Że nie słucha jej, chce biegać, a starsza pai nie jest w stanie za nią biegać. Widzę, żę ta pani nie ma czasu i siły, żeby trenować z Amber posłuszeństwo. J mam za daleko, żeby dojeżdzać do niej co chwilka. A niestety mam też kłopoty z jednym ze swoich psiaków po pogryzieniu przez ONka. Koenicznie potrzebny jest dom, może nawet lepiej byłoby, gdyby to był domem, bo sunia potrzebuje biegania. Sunia przypomina corgi na zdjeciu, ale w rzeczywistość jest duuużo mniejsz, lżejsza, delikatniejsza. -
Wychodzimy na prostą. Kazikowi wczoraj wyszedł olbrzymi siniak na brzuchu i siusiaku, ale już schodzi. dzisiaj biorę od wetów kołnierz, bo Kazik rany wygryza, a ja nad tym nie panuję. Nie spałam już zbyt wiele nocy. czuję się trochę, jakbyśmy oszukali los. W noc, kiedy byo bardzo ciężko, miała msen, po którym sądziłam, że to koniec, a jednak rano udało się. dlatego mam to uczucie oszukaia losu. Nie ma już zagrożenia życia, co nie oznacza, że jest i będzie dobrze. Kazik ma koszmary, jak śpi. Ma ciągle opory przed robieniem kupy. Ale czuje siecoraz mocniejszy i ...szuka tego ONka. Na każdym spacerze patrzy w stronę, skąd przybiegł ONek, nie ze starchem w oczach, ale skrajną złością. w kolicy ostro podsikuje wszystkie krzczaki. Boję sie, żeby nie wpadł na pomysł z jakaś ucieczka (wrazie potrzeby potrafiuł juz wyjść nawet z szelek), żeby dopaść ONka. Zapomina, że czasy, gdy dysponował uzębieniem, minęły bezpowrotnie. Choco, jak będę miała kiedyś chwilkę, to może założę jakiś wątek moich psów, bo już kilka osób o nie pyta. Wciaż jednak nie mam czasu ,by pisać o swoich zwierzakach...
-
Tak, już myślałam nad siemieniem lnianym i innych specyfikach, ale z drugiej strony Kazik nie przejawiał po prostu chęci robieia kupy w ogóle. Na szczęście już po. Kał nie jakiś zupełnie czysty, ale już prawie. schodzą resztki. Jednak potwierdza się diagnoza wetów, na szczęście... Kazik już chyba wyszedł na prostą. Jest obolały, ale czuje się ok. Porusza się wolno, ostrożnie, ale nie ma kłopotów ze wstawaniem, przytula siedość mocno, co chyba świadczy ,że boczki nie są za bardzo obite. Wolę nie zapeszać, ale powinno się udać. Jeśli teraz pod wpływem osłabienia organizmu inne rzeczy nie siądą, to bedzie dobrze i troszkę czasu razem jeszcze spędzimy.
-
Tutaj opisuję na bieżąco, co siedzieje z Kaziem, żeby nie zaśmiecać wątku Małego: [URL="http://www.dogomania.pl/forum/showthread.php?t=104173&goto=newpost"][COLOR=#810081]http://www.dogomania.pl/forum/showthread.php?t=104173&goto=newpost[/COLOR][/URL] Jest dużo lepiej. Może to zabrzmi beznadziejnie, ale aż mi głupio, że akurat mnie i mojemu psu pewnie się uda w tym wątku psich nieszcześć. Coś ze mną chyba nie tak... Kazik bardzo kasłał w nocy, ale to chyba efekt wylizywania ran, jak pańcia przysypia i zjadania sierści.
-
Nie ma uszkodzenia otrzewnej. Brzuszek już miękki. W miejscach, gdzie są odczyny zapalne są gule, ale najgorszy z nich Kazik sobie w nocy wygryzł :cool3: ...i już po kłopocie. :razz: Ciężko mi zapanować nad jego chęcia samoleczenia. Kiedy go znalazłam był bardzop poturbowany i w zasadzie sam siedoprowadzał do normy. Ciągnął wtedy tylne łapy za sobą, a w jednej miał dziurę na wylot. Już wiem, od czego są odruchy wymiotne. Z tego samego powodu kaszlał mi okrutnie całą noc. Wylizuje sobie rany i zjada sierść, podrażnia krtań i żołądek. W nocy go pilnowłam, ale potrafił odwrócić się do mnie tyłem i wylizywał sobie łapkę, która jest cała i zdrowa, pewnie z nerwów. Efet był ten sam. Odruchy wymiotne (zresztą bardzo delikatne, tylko upierdliwe) zniknęły w nocy. Kiedy jadł leciutko zaczeły wracać, ale bez tragedii, teraz znowu jest pokój. Ale trzeba go ciągle pilnować. Zajodynowałam mu jedną ranę, po sekundzie małpiszon zjadł jodynę. Robi to bardzo podstępnie. :razz: Fizycznie wraca do normy. Próbuje już biegać truchcikiem - raz się przewrócił. Plączą mu się jeszcze łapki. Jeszcze chodzi troszkę pogiety, ale jeśli na dworze zobaczy coś interesującego, ładnie się prostuje. Ciągle czekam na to aż zrobi łaskawie kupę. Ogólnie czuje się coraz lepiej. Najpierw wracał do normy skokowo, a teraz już powoli stopniowo. Obserwuję go, ale chyba już mogę się powoli uspokajać. Narazie jestem wciąż na etapie ciągłej gotowości, że jak wyjdę z pokoju, ktoś nagle zacznie krzyczeć, że coś się dzieje z psem. To mnie wpędza w nerwicę. Weci, jak go oglądali wczoraj powiedzieli, ze faktycznie jakby czołgpo nim przejechał, ale że gdyby był młodszy, prawdopodobnie nie byłoby aż takich problemów. Czekam teraz na tą kupę. :roll: Wczoraj dopiero zaczął jeść, więc może dzisiaj coś zrobi łaskawie. Temperatura wczoraj spadła do 39, a dzisiaj już jej nie ma. Wreszcie ma chłodne uszka, bo cały czas miał bardz gorące. Sądzę, że USG teraz nie ma sensu. Brzuch miękki, widać już, gdzie poszło to najgorsze uderzenie. Jest tam dziura średnicy 7-8mm. Tam właśnie był największy odczyn. W tym miejscu musiało też pójść uderzenie na jelita. Gdyby otrzewna była przebita, brzuch nie byłby miękki. Rozmawiałam też z wetami na temat prześwietlenia. co najwyżej mogą być uszkodzone żebra. A w tym wypadku i tak nie zkłada sie gipsu i pies musi sam wydobrzeć. A z mojego puntu widzenia - Kazik pomęczyłby siena prześwietleniu, bo póki co obity jeszcze jest. Choć już zaczyna mi się łasić dość mocno do nóg, co chyba przemawia za ustępowaniem dolegliwości bólowych.
-
Beatko, bardzo współczuję. :-( :-( :-(
-
Mam problem z tym, że Kazik chce zwymiotować i wcina trawę na dworze. Przypuszczam, ze najadł się kłaków przy wylizywaniu. Oby... Już się boję nocy.
-
[quote name='Toller']A jakie weci podali argumenty za NIE robieniem USG? Czy takie USG nie może stwierdzić zmian/urazów w obrębie jamy brzusznej? Czy psiak miał robione badanie krwi już po wypadku?[/quote] Kazik po wypadku dostał od razu leki, bo było kiepsko bardzo. Dlatego odpadło badanie krwi. Objwy wskazywały na brak rzeczy, które mogłyby być zdiagnozowane na USG. Ogólnie zakładali, że USG nie wykaże za wiele. Nie wiadomo też było, gdzie szukać, bo pies poobijany jest cały. Na szczęście trafili chyba z diagnozą, bo to, co mówili, jak będzie wyglądać dalszy przebieg wypadków, sprawdziło się. Teraz należy liczyć na to, że już nie będzie więcej dołów. Kazika to pogryzienie bardzo wyniszczyło. To, że brzuch wraca do normy, że psiak je, to dopiero połowa sukcesu... Dziękuje wszystkim za wsparcie, dobre rady, a także wsparcie nie do końca konwencjonalne osób spoza dogo. Kto wie, czy to nie zaważyło w jakimśstopniu na tym, że nastąpił przełom. Trzymajcie kciuki, żebyśmy z Kazikiem mieli spokojną noc, bo obydwoje śpimy na siedząco. Nie umiem już normalnie spać, tylko budzę sie przy każdym westchnięciu czy ruchu psa. Jestem wykończona, w tym nerwowo. Chciałabym, żeby choć ta historia chorego psiaka na tym forum skończyła się dobrze. Dobrych zakończeń tu zdecydowanie brakuje. :-( Trzymam kciuki, Asher, za Twoją psicę.
-
[quote name='iza_szumielewicz']Kazik jest rozpieszcozny, a rozpieszcozny pies zawsze robi wielkie halo z każdej dolegliwosci. meijmy nadizeję, że tak też jest z Kaziem. Mały, kiedy robiło śię zimno, podnosił łapki i tak skowycvzał, ze ludzie z okien wyglądali, czy go aby nie aktuję. W koncyu kupiłam mu buty (zresztą w USA:cool3:). No i skończyły się skowyty.[/quote] Akurat Kazik to inny typ. To mały pies, ale nie rozpieszczony. Dużą część życia spędził chyba fatalnie, bo ma powybijane i starte do dziąseł zęby, blizny na całym ciele, guzy po uderzeniach na grzbiecie itd, itd. Potem z racji tego, że nikt go nie chciał, wylądował u mnie, w budzie. W domu bywał, jak chorował, jak była burza i dla rozrywki. Lubił podlewać fotele, gdy zobaczył suczki itd. i oduczenie go tego zajęło go nieco. Atakował ludzi i psy. Przerabianie jego zachowań zajęło ponad pół roku. Robił to ze strachu. W końcu chciano go zabić za to, że raził ludzi swoim brakiem urody, tułając sie po ulicach. Kazika znalazła moja mała suczka, wariatka totalna, też z odzysku. Kazik kochał ją bardzo. NIestety miał brzydki nawyk atakowania samochodów. Razu pewnego przecisnął się pod bramą i wybiegł przed jadący samochód. Jego kumpela Majka, w sumie nie wiem, co ona chciała zrobić, z jazgotem zaczęła go przeganiać z ulicy. Nie zdążyłam dobiec. On zdążył uciec przed Majką, Majka wpadła pod koła. Samochód nawet nie zatrzymał się, umarła mi na rękach. Nie myśląc wiele, kiedy jeszcze żyła, wsiadłam z nią w samochód i popędziłam do weta. Kazik biegł za samochodem dość długo. Czekał na nas przed domem. Nie rozumiał, gdzie jest Majka. Koparką wykopaliśmy jej grób na działce. Złożyliśmy ją tam, a gdy koparka zaczęła zakopywać, Kazik wyszedł z kojca po siatce i wskoczył do grobu. Potem wybiegał co noc na ulicę, nie wiedzieliśmy, jak daje radę się przedostać przez ogrodzenie kojca (zabezpieczone) i bramę (też zabezpieczoną) i kładł się w miejscu, gdzie Majkę potrącił samochód. O mały włos sam przez to nie zginął. Samochód przejechał mu po łapach. Kiedyś dostał się do garażu i wszedł na samochód, którym wieźliśmy Majkę. Poniszczył karoserię, urwał wycieraczki. Taki dół trwał dość długo, a Kazik uczył się mieszkać w domu. Zawsze był na końcu w hierarchii domowej. I dobrze, bo jeśli zaczynał się rządzić, to agresywnie. Na spacerach zawsze zasłaniał moje dwie rottki przed innymi psami. Kiedy jedna z nich umarła, próbował wykorzystać nieco sytuację, że druga była w depresjii i zostać szefem. Nie wyszło. Pamiętam, jak siedziałam raz Kaziem po śmierci mojej rottki, która mi towarzyszyła często (po prostyu potrzebowałam wsparcia/0 na dyrzuże w związku kynologiczny i na Kazia przychodzący ludzie patrzyli, jak na brudnego, bezpańskiego psa, do którego ich psy nie powinny się zbliżać, bo siecyzmś zarażą. Wtedy też pojawiły siemoje nowe przemyślenia na temat związku... Wkrótce pojawiła się u nas dzika Verka ze szczeniętami. Początkowo Kazik nie przyznawał się do szczeniąt. Ale potem bycie tatusiem bardzo mu się spodobało. Verkę trzymał na dystans bardzo długo. Żaden pies nigdy nie zastąpił mu Majki. Zaprzyjaźnił się z Verką, ale to ona lgnie do niego, nie odwrotnie. A dwie jego przybrane córcie, ustawiły go sobie. I teraz nadzorują jego powrót do zdrowia. Verka jest odseparowana, bo przeżywałaby. Kazik nie jest typem pieszczocha, ale nie jest rozpieszczony. To jeden z wielu moich psów. Każdemu daję wiele miłości ,ale inaczej wygląda podejście do psów stadzie. Muszą znać swoje miejsce, muszą umieć pogodzic sieprzy miskach ,zabawkach. Nie ma tu miejsc na nadmierne rozpieszczanie. Kazik to pies, który jak miał założone majtki dla suki, gdy w domu namiętnie siusiał, to stał w rozkroku z miną - ale obciach... :lol: To mądry pies, potrafi mi pokazać, gdzie go boli, ale jednocześnie ,choć mały, to czasem mam wrażenie ,że to on się mną próbuje opiekować. To facet z prawdziwego zdarzenia, mimo, że malutki. ;) Odporny na ból do granic możliwości, w stresie może nieco go sparaliżować, ale nerwy stara się zawsze trzymać na wodzy, ludzie podziwiają go za zrównoważenie (dobrze, że nie znali go 7 lat temu :cool3:). Nawet teraz, mimo widocznego lęku, stara się nad nim panować. Przed wyjściem za bramę, zatrzyma się, ale tylko chwilę i rusza sam do przodu. Reaguje na każdy ruch, dźwięk, ale nie ucieczką, tylko obserwacją i strachem w oczach. Ale jeśli mu powiem - spokojnie, pomerda ogonem i idzie dalej. Rozpieszczony to on nie jest. To zupełnie inny typ. :p Wiem, że w nocy nieco mnie nabierał, żebym go drapała, ale wiem też, że mruczał i piszczał z bólu. A po tym, jak kiedyś samochód przejechał mu po łapach, zszedł z drogi przewrócił się obok. Podbiegłam, podniosłam go i już chciał iść sam dalej. Miał pęknięte wszystkie poduszki. Nigdy nawet nie pisnął przy opatrywniu ran itd. Po wybudzieniu po zabiegu, merdał ogonem, wychodził zadowolony, szedł slalomem i próbował podsikać pierwszy napotkany krzaczek. Kazik teraz ma frajdę, że ma zabawki (na wybiegu wszystkie pozakopywał), to znaczy miał, bo obecnie mało go obchodzą. Kaziu ma tylko jeden słaby punkt...kobiety;) i płytki na podłodze - po płytkach nie da rady chodzić, bo są śliskie. :roll: U wetów, nie wiem, dlaczego, ma ksywę Atrakcyjny Kazimierz. Pytałam, czy oby z niego nie żartują, ale zarzekali sie, że nie. ;)
-
[quote name='asher']Powrót apetytu u chorego psa to cudna chwila :multi: Kaziu, smacznego! :cool3: ;)[/QUOTE] Tak, to prawda, ale nie wiemy jeszcze, czy zagrożenie za nami. Pies wygląda na starszego o kilka lat, jest wykończony, pogięty z bólu, niewyspany, boi się własnego cienia po zmroku, boi się zrobić kupę, jest wciaż jeszcze słaby. Ale je normalnie, tyle, że rarytasy. :cool3: Zeszł opuchlizna brzucha i widać teraz odczyny zapalne. Jeden pękł i wyszło na zewnątrz, co miało wyjść, dzięki temu pies też odczuł ulgę. Na żebrach ma takie małe leciutko szeleszczące kulki uciekające spod palców. Takie coś pierwszy raz widzę. To ponoć są pęcherzyki powietrza po uderzeniach zębów. To tłumacyz, dlaczego odstawiał lewą przednią łapę. takie pęcherzyki są pod pachą, pod tą łapą, między innymi. Ogólnie teraz widać dopiero zakres zniszczeń na ciałku. :-( [QUOTE] Eruane, tak mi jeszcze przyszło do głowy, podaj mu może coś na wzmocnienie odporności? Żeby faktycznie znów nie zaczęła się polka z tchawicą, bo jak organizm jest osłabiony, to wirusy mają używanie :mad: Scanomune jest bardzo ok, dostaniesz to u weterynarza (albo w aptece ludzkiej, pod nazwą beta glukan, ludzkie wychodzi taniej, tyle, że jest sprzedawane w dośc dużych opakowaniach, więc jednorazowo to wydatek rzędu ok. 30-35 zł). [/QUOTE] Tak, też o tym myślałam, dzięki za nazwę leku. Boję się, żeby teraz po wszystkim nie zaczął się sypać, choć jest to bardzo prawdopodobne niestety. Osłabienie organizmu jest potworne. dostał zastrzyk bodźcowy, przeciwbólowy, antybiotyk, przeciwwymiotnego juznie. Odruchów wymiotnych już nie ma, ale próbuje sam sprowokować wymioty, bo chyab sie kłaczków najadł pędzlujac języczkiem rany. Niestety jest nie do upilnowania.
-
Tak, kochana, wszystko dostaje. Meloksam dostawał na stawy, ale terz nie daję rady mu pdać. Dostaje u weta zastrzyki. Co najważniejsze dzisiaj - Kazik chce jeść. Pędzę więc go nakarmić.
-
Krew jest jak taka zleżała, stara, zbrązowiała, przemieszana z kałem., najpierw syszy takie tylko smugi, jakby błona krwawa na kale, potem maź brązowo-czerwonawa. Dzisiaj jeszcze nic nie zrobił. Ale ból mu sprawia kucnięcie i napięcie się, wiec odpuszcza. Poza tym mało zjadł. Zobaczymy, Asher. Oby wszystko było dobrze. Ale boję sie, że jak z tego wyjdzie, to reszta rzeczy zacznie siadać. Jak z tym kaszlem... Ci weci są raczej ok, wyciagali mi psy z opresji, z których inni nie dawali rady. Czasem gubi ich ieco rutyna, ale ja jeste mbardz odociekliwa i upierdliwa, więc nie mają ze mną łatwo.
-
Beatko, trzymam kciuki, myślę cały czas o Sabrze i o Tobie, dobre myśli zawsze się przydają. Sądzę, że to dobra decyzja. Co by dalej nie było... Ma_ruda, mieliśmy psa po padaczce, mieszańca rottka. Mój TZ go przygarnął lata temu. Pies miał ataki, bardzo mocne, przez kilka lat. Cały czs był na lekach i w końcu minęły jakimś cudem. Padaczka mogła być pourazowa. Pies, kiedy był znaleziony, miał wielka ranę ciętą, jak od siekiery na nodze i inne ślady. W każdym razie - udało sie. Potem żył długo w zdrowiu. Kazik miał ciężką noc. Tu opisuję na bieżąco: [URL="http://www.dogomania.pl/forum/showthread.php?t=104173&goto=newpost"][COLOR=#0000ff]http://www.dogomania.pl/forum/showthread.php?t=104173&goto=newpost[/COLOR][/URL] Jest narazie lepiej ,ale w nocy już się poddawałam. Jestem cholernie zmęczona...
-
Mozę i chory, obolały, ale szczekać mu to nie przeszkadza. :cool3:
-
Ból w nocy był duży, nawet sobie Kazik popiskiwał. Zmuszał mnie też do drapanka i pokazywł dokładnie, gdzie go boli - podstawiał mi to miejsce pod nos, podnosił też łapę i kierował ją w tył na bok jakby wskazując normalnie i patrzył przy tym na mnie. Już się zaczęłam poddawać. Normalnie, gdybym wiedziała, że nie ma szans, nie pozwoliłabym mu cierpieć. dostał też gorączki. Ptem zaczęło siadać to, co najsłąbsze, jak przewidziałam. Wrócił kaszel. MIał takie dusznosci ,że z braku laku walnęłam mu inhalatorem na astwę w pysk. Duszności się pogorszyły na kilka minut i potem wszystko minęło. w nocy trzymałam go na rękach, b oz bólu nie mógł położyć się. Tak spał. Teraz mnie wszystko boli. Koło godz. 6 zasnął i ja też. Jeszcze nie zrobil kupy, więc nie wiem, co jest w środku. Ale na spacerze pochodził sobie więcej niż wczoraj, znacznie więcej i nawet chciał szczeknąć na samochód. W nocy dużo pił, a wcześniej nei pił w ogóle. Zobaczymy. Walczymy dalej.