MonikaP
Members-
Posts
3601 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by MonikaP
-
Przyznam,że i mnie jest nieco łzawo.... Pamiętam Zuzię zza krat, gdy patrzyła na mnie takimi przerażonymi oczkami....i pamiętam jej dziką radość, gdy parę razy weszłam do jej boksu na kwarantannie i po kryjomu dawałam jej chrupki dla szczeniąt....i pamiętam jej płacz, gdy musiałam odejść... I wreszcie - pamiętam uśmiechnięty jamniczy pyszczek, gdy tuliła się do Goni albo gdy ganiała z moją Tośką...
-
Oj, ja bym nie powiedziała, że olewa :evil_lol: - u mnie najpierw próbowała gonić Pysię w ogrodzie, a potem wsadziła nosek w futro Groszka - biedak nie wiedział, co o tym myśleć, ale z godnością się wycofał - bez paniki, bez zbędnych ruchów, ale z wyjątkową czujnością na pyszczku :roll: :evil_lol: .
-
Oj, to się zmartwiłam tym bólem brzuszka u Zuzi, bo wprawdzie u mnie nie chciała zrobić kupki, ale też nie było po niej widać jakiegoś dyskomfortu. Nie wiem, czy zdjęcia, które robiłam, nadają się do czegokolwiek, bo uchwycić taką małą "torpedę" jest niemal niemożliwe :evil_lol: . Zuzia przez pierwszą godzinę była bardzo przestraszona, nie chciała schodzić z rąk. Potem, gdy dostała piłkę,nagle wstąpił w nią mały diabełek i zaczęła gonić się z Tosią (której jeszcze chwilę wcześniej tak się bała, że nie śmiała zrobić kroku), skakać jej do fafli, szczekać na nią, wyrywać sobie jakieś szmatki itp. :evil_lol: Potem do pokoju wszedł mój synek z paczką chipsów i....musielibyście to widzieć - dwa psy - jeden duży, drugi mały, chodzące za nim krok w krok i patrzące z minami wytrawnych "żebraków" na jego ręce! A Zuzia w końcu rozbrykała się na całego, biegała za jednym psem, za drugim, potem za Jędrkiem, a nawet próbowała gonić koty! :lol: Poza tym kradła kapcie, próbowała je nawet zdejmować z naszych nóg, biegała jak mały dziki dzik, a potem padała na legowisko Tośki, odpoczywała chwilę i pędziła dalej. Postaram się później wstawić tu jakieś zdjęcia ;-).
-
Pierwszego dnia zobaczyłam tylko wielką, niezbyt kształtną głowę i rozgoryczone spojrzenie... A potem ostrzeżenie - "nie zbliżaj się do mnie, nie chcę mieć z Tobą nic wspólnego!". Tak długo, jak stałam przy jego boksie, tak długo szczekał, nie wychodząc nawet z budy. Pracownicy się go boją, wsuwają tylko do boksu miskę z karmą i uciekają... Następnego dnia....magiczne słowo "CHRUPKI" zadziałało - ociągał się, ale jednak podszedł, zjadł garść suchej karmy, a potem przyglądaliśmy się sobie nawzajem... Opis jest tu zbędny, wystarczą zdjęcia... Wczoraj gdy usłyszał, że go wołam, wyszedł z budy już całkiem chętnie, machał ogonem i szczekał, gdy tylko próbowałam odejść. Obwąchał mi dłoń, już, już prawie brał chrupki z ręki, ale przyznaję, że stchórzyłam, mając na wysokości twarzy tę olbrzymią głowę :oops: ... Na razie jest na kwarantannie, ale gdy tylko z niej wyjdzie, PILNIE potrzebny jest mu dom, choćby tymczasowy, najlepiej u miłośnika rasy, który go będzie umiał wypielęgnować i odchuchać. I, podobnie, jak w przypadku Parysa, proszę o zachowanie wyjątkowej ostrożności przy pisaniu postów.
-
Przypominam,że jest to wątek adopcyjny jamniczki Zuzi z poznańskiego schroniska. Poza Zuzią na dom - tymczasowy lub stały, na opiekę, leczenie i odkarmienie czeka tam ponad 400 psów. Hala ma więc pole do popisu. Założyła wątek psom z tego schroniska, życzę jej, by choć dla jednego z nich znalazła nowego opiekuna i sądzę, że w tym kierunku powinna zadziałać. I bardzo proszę o pisanie tu tylko na temat adopcji Zuzi.
-
Witaj, Rymow. Niewiele wiesz, jak widzę, a jeszcze mniej rozumiesz. Kto według Ciebie, jak nie przedstawiciel fundacji formalnie zaadoptował tę sunię? Kim niby według Ciebie jest wspomniany tu Michał? Pod czyją opieką jest teraz Zuzia? Jak to się stało, że wyszła z kwarantanny po 1,5 miesiąca gnicia w mokrej, zimnej budzie? Otóż jest pod opieką Fundacji Canis et Felis, której ja jestem prezesem, a GoniaP - przewodniczącą Rady Fundacji. I tę opiekę finansuje nasza fundacja, a nie Hala.