Jump to content
Dogomania

BeataG

Members
  • Posts

    2330
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by BeataG

  1. Dzięki, kyane! Flaire, przy okazji mam pytanko - Emil dostał taki pomarańczowy syropek (furazolidon), myślałam, że się skusi, ale pies to nie dziecko. :D Mogłabym mu oczywiście wlać to na siłę, ale wpadłam na pomysł, żeby zmieszać z łyżeczką jogurtu - wylizał natychmiast. 8) Tylko czy aby tak można?
  2. Zewnątrzwydzielniczej niewydolności trzustki nie stwierdzono! Flaire jesteś wielka - jednak mamy lamblię (czyli inaczej gardię). A infekcja bakteryjna chyba też przy okazji była, skoro po tych zastrzykach jest zdecydowana poprawa. Dalej musimy być na diecie (jeszcze przez 3 tygodnie), ale potem można będzie dawać normalną karmę, a nie leczniczą. 8)
  3. Nigdzie. Dopóki nie będzie nowej uchwały, nigdzie tego nie znajdziesz. Interpretacja pochodzi od Rady m.st. Warszawy, uzyskałam ją po pewnej "dyskusji" ze Strażą Miejską. Ale rozporządzenie ma wyższą rangę niż uchwała rady miejskiej. Więc skoro rozporządzenie wylicza rasy uznane za agresywne i jest to katalog zamknięty, to uchwała rady nie może do tego nic dodawać bo nie ma takich uprawnień (upoważnienie do określenia ras uznanych za agresywne wynika z ustawy o ochronie zwierząt i tylko organ wskazany w ustawie może te rasy określić).
  4. Mogę polecić Wandę Ratajczyk z Klubu Szkolenia Psów Graf. Tel. 795 36 73, kom. 0 502 478 913. Prowadzi szkolenia grupowe i indywidualne. W przypadku indywidualnych to ona przyjeżdża do Ciebie i Twojego psa i uczycie się na "Twoim" terenie (czyli tam, gdzie zwykle chodzisz z psem na spacery). Szkolenia grupowe mają koło mostu Grota po praskiej stronie Wisły. Graf szkoli klikerem, ale jak Ci to nie odpowiada, to pani Wanda przy klikerze się nie będzie upierać. W każdym razie szkolenie metodą bodźców pozytywnych. Efekty bardzo szybkie (w każdym razie u nas tak było) - to oczywiście zależy przede wszystkim od Ciebie - bo to Ty psa szkolisz, trenerka tylko może Ci pokazać, jak to robić.
  5. Wind, drobiażdżek. Życzę Tobie i wszystkim innym, żeby te namiary nigdy nie były potrzebne. 8) Pozdrawiam
  6. Ursynowska Klinika Weterynaryjna ul. Strzeleckiego 10 E tel. 644 95 31
  7. To ja jeszcze dodam do opisu "mojej" lecznicy, bo chyba nie napisałam tego dość jasno w pierwszym poście, że te wszystkie porady - obojętne, czy przez telefon, czy osobiście, z pieskiem czy bez - też są za darmo. Płacę tylko wtedy, gdy coś przy piesku jest "robione" (np. szycie) albo gdy dostaję dla niego jakieś leki. Lecznica mieści się w Warszawie przy ul. Dobrej 20, jest czynna od poniedziałku do piątku od 10.00 do 19.00, w soboty i niedziele od 10.00 do 12.00. A gdyby wydarzyło się coś poza godzinami pracy lecznicy, to mam telefon do całodobowej kliniki na Ursynowie, której moja lecznica jest jakby "filią".
  8. Sorry, ale nie czuję się kompetentna do oceny tego, czy wet dobrze trafił z diagnozą. Zresztą mnie bardziej interesuje co innego - żeby psa wyleczył i powiedział mi, jak mam postępować, zanim do tego wyleczenia dojdzie (żeby przypadkiem stanu nie pogorszyć przez własną niewiedzę). A czy mi powie, że jest to zapalenie trzustki czy zapalenie wątroby, to mnie już naprawdę nie obchodzi. Bo to nie jest tak, że wet wystawia diagnozę i ta diagnoza jest "wiążąca" - np. gdy z jakiegoś powodu musisz iść do innego weta. A jeśli chodzi o leczenie - te same leki leczą czasem kilka różnych chorób, więc często nie ma pewności czy diagnoza była trafna. Jeśli chodzi o diagnozy "w ciemno" - ja w jasnowidzów nie wierzę. A objawy u psa są często takie same przy różnych chorobach. Bardziej uwierzę lekarzowi, który mi powie, że to może być to, to lub to, niż takiemu, który bez żadnych badań się uprze, że to jest na pewno określona choroba. Poza tym - jak napisałam wyżej - wet ma wyleczyć PSA, a nie chorobę.
  9. Wiesz, agamblu, z tymi wetami to jest tak, że jeden pochwali, a za chwilę ktoś inny tego samego weta obrzuci inwektywami. Parę takich wątków już zresztą na forum było. Jeszcze się taki nie urodził, co by każdemu dogodził. Ja na przykład w pobliżu domu mam 2 lecznice i opinie wśród okolicznych psiarzy są podzielone. Jedna jest całodobowa i lekarze tam się zmieniają jak w kalejdoskopie, ja na przykład czegoś takiego nie lubię. Ale dużo osób tę właśnie lecznicę sobie chwali. W drugiej - tej, do której ja chodzę z Emilem, są na stałe 2 lekarki plus trzecia na dyżury sobotnio-niedzielne. Wszystkie 3 już mojego psa znają, pamiętają jego imię i moje nazwisko, wiedzą, jakie pies ma dolegliwości, jak się na co dzień zachowuje, czym jest karmiony (a raczej był, bo teraz trzeba będzie to zmienić). W drobniejszych sprawach nie mam problemu z uzyskaniem porady przez telefon albo jak wpadnę przy okazji bez psa, a w każdym razie zawsze mogę się dowiedzieć, czy z danym problemem mogę sobie radzić domowymi środkami, czy mam przyjść z psem do lecznicy. Poza tym widzę, że te 3 dziewczyny (wszystkie są z całą pewnością młodsze ode mnie, więc chyba mogę je tak określić) naprawdę lubią swoją pracę i kochają zwierzaki. Od paru psiarzy w moim parku usłyszałam, żeby lepiej chodzić do tej pierwszej lecznicy, bo w tej drugiej "wyciągają pieniądze", ale jak zaczęłam wypytywać bardziej szczegółowo o ceny, to okazało się, że w "mojej" lecznicy i wizyta tańsza, i większość zabiegów, i nawet karmy, jakby ktoś chciał kupować u weta. :lol: Być może one częściej zlecają jakieś dodatkowe badania, ale ja wolę, żeby lekarz zlecił nawet jakieś niepotrzebne badania, niż stawiał diagnozę "w ciemno". Mnie się zresztą jak dotąd żadne niepotrzebne badania nie trafiły. Więc ogólnie jestem bardzo zadowolona z tej lecznicy i tych lekarek. Jedyna wada - nie można płacić kartą. Ale mnie się już 2 razy zdarzyło, że przyleciałam z psem "z marszu", bez pieniędzy i nie było żadnego problemu. Pani doktor zrobiła, co miała zrobić, a ja potem doniosłam pieniądze.
  10. Nie, nie, coztego, spokojnie - biegunkę to on miał ostatni raz w czwartek przed południem. I wtedy pił normalnie, potem, jak miał głodówkę, też. Przestał pić, jak mu zaczęłam kleik dawać. Gdyby nadal miał biegunkę i nie pił, to wlewałabym mu tę wodę choćby strzykawką.
  11. Na razie zrobiłam mu rzadszy kleik (tzn. ryżu było tyle samo, ale wody więcej) i wtrząchnął wszystko. Więc może faktycznie tej wody mu wystarczy. Mnie w sumie najbardziej zdziwiło to, że przestał pić wodę po powrocie ze spaceru. Ale inna sprawa, że przedtem tę wodę pił niejako "na komendę", tzn. zdejmowałam mu obrożę i mówiłam "idź się napić wody" i piesek posłusznie pił. Poza tym on ma chyba jakieś złe skojarzenia i obawy o przepełniony pęcherz - bo zauważyłam, że nigdy nie pije wody, jak mnie nie ma w domu i w nocy. Za to pije, jak ja przyjdę (i się z nim przywitam) i jak wstaję rano. Może w poprzednim domu był wyprowadzany rzadko i karany za kałużę? Albo może nawet kałuży nie było, tylko pies się męczył, a w domu nie nasiusiał? Nie wiem... W każdym razie widzę, że ma nawyk ustawiania swoich potrzeb fizjologicznych "pod właściciela". Ryby mu na razie nie wolno - tylko chudego kurczaka i chudą cielęcinę. Ze wszystkim innym wetka kazała się wstrzymać do wyników badań.
  12. BeataG

    Kliker

    Dobra, to zacznę chować w kuchni. Pies do kuchni nie ma wstępu, więc wszystko, co tam się znajduje, automatycznie staje się godne zainteresowania. Może wtedy się przekona. 8)
  13. Kurczak to po pierwsze jest pierś, czyli najchudszy kawałek, a po drugie wygotowany na wiór, aż się dziwię, że dla niego to ma jeszcze jakiś smak. Ten wywar na którym gotuję kurczaka z marchewką stoi w lodówce (mam zamiar zrobić na nim zupę dla siebie). Tluszczu nie ma na tyle, żeby utworzył "skorupę" na powierzchni, ale jednak chyba za dużo, żeby to dać psu. W każdym razie nie będę tego ryzykować przed uzyskaniem wyników badań.
  14. BeataG

    Kliker

    Flaire, ja dokładnie tak robię - pomijając to, że o żadnej "ulubionej" nie może być mowy, bo Emil wszystkie olewa równo. I jak ją zabieram i kładę na parapecie, to mam wrażenie, jakby Emil mówił "no wreszcie dasz mi święty spokój". :D
  15. To załatw, bardzo Cię proszę. 8) Jeśli chodzi o rosół, to niestety nie wchodzi w rachubę - za dużo tłuszczu. Chyba żebym ugotowała wywar na samych jarzynach, ale nie wiem, czy to mu "podejdzie". Ale w takim razie zrobię rzadszy kleik.
  16. BeataG

    Kliker

    Flaire, ja nie daję za wygraną i cały czas szukam takiej zabawki, która byłaby dla Emila atrakcyjna. Jak mi "koleżanka" z parku powiedziała o piłeczce o zapachu waniliowym, to od razu poleciałam i kupiłam. Szkoda, że nie ma takich sklepów zoologicznych, w których byłyby tylko zabawki, a nie byłoby żarcia. Bo już próbowałam chodzić po sklepach z Emilem (koło mnie takich sklepów w odległości "piechotnej" jest chyba z 5), ale on tam zwraca uwagę tylko na żarcie. A do sklepów z zabawkami dla dzieci psa nie wpuszczą. :(
  17. Przerwę hehe :lol: - ja jeszcze dzisiaj nie zaczęłam się uczyć, najpierw był spacer, potem kolejna wizyta u weta, potem kolejny spacer, żeby pies nie nabrał złych skojarzeń. Emil czuje się coraz lepiej, już zaczęłam mu dawać kurczaczka i marchewkę w kawałeczkach, a nie tylko starte na miazgę. Wczoraj była pierwsza kupka po głodówce - pierwszy raz, odkąd mam Emila, normalna i "modelowa". 8) Jutro albo pojutrze będę mogła powiedzieć coś więcej - jutro będą wyniki badań, ale nie wiem, czy przed naszą wizytą u weta, czy dopiero po południu. Po tej głodówce Emil je jeszcze bardziej łapczywie niż przedtem, więc muszę mu jedzenie po łyżeczce wydzielać. Natomiast trochę zaniepokoiło mnie to, że w ogóle nie pije wody - ja rozumiem, przedtem była sucha karma, a teraz gotowane i w postaci papki, czyli z większą ilością wody, ale żeby tak nic poza tym nie pił? Tak przy okazji - czy ktoś z Was nie reflektuje na niebieską Eukanubę i czarną Nutrę Nuggets? Już wiem, że Emil tego nie będzie mógł jeść, a zostało mi sporo, bo niedawno kupowałam. Nie mam jak zawieźć do schroniska, psiaki w okolicy albo małe, albo na karmach typu light, jak się nie znajdzie chętny, to po prostu będę musiała wyrzucić. A chociaż specjalnie religijna nie jestem, uważam wyrzucanie jedzenia - obojętne, ludzkiego czy psiego - za grzech. Pisałam już o tym na żywieniu, ale mi mod wykasował. :(
  18. BeataG

    Kliker

    Wendka i Flaire, trochę źle mnie zrozumiałyście, już wyjaśniam: 1. Zabawa i zabawki - ja bardzo nad tym ubolewam, że Emil nie umie się bawić i ciągle próbuję (mój poprzedni pies nawet w wieku 10 lat bawił się zabawkami jak szczeniak) - dlatego piłeczka o zapachu waniliowym, patyczki, kólka itp. Jakieś przebłyski już widzę, ale obawiam się, że nigdy zabawki nie staną się nagrodą. Raczej odwrotnie - wyjątkowo atrakcyjne żarcie może być motywacją do zabawy piłeczką czy patyczkiem. Nawet przykład innych psów w parku nic nie daje, bo jak pies leci za piłeczką, to Emil owszem za nim i jest ciężko rozżalony, że tamten woli piłeczkę niż zabawę z nim. 2. Szkolenie i smakołyki w związku z chorobą - niestety Emil był w tak ciężkim stanie, że przez 2 dni była totalna głodówka, a potem kleik, który raczej ciężko zabierać na spacery (owszem - z kurczaczkiem i marchewką, ale przetartymi na miazgę). Teraz już mogę mu dawać kawałeczki kurczaka i marchewki i właśnie jesteśmy po pierwszym spacerze, na którym to robiłam. Ale też nie mogę z tym przesadzać - o ile przedtem spokojnie 1/3 lub nawet połowę dziennej dawki skarmiałam na szkoleniu na spacerach, to teraz muszę uważać. Emil ma jeść co najmniej 5 razy dziennie (co 1,5 do 2 godzin) małymi porcyjkami, więc na spacerze nie mogę przesadzać z ilością, a więc również z częstotliwością ćwiczeń. Prawdopodobnie przejdziemy na dietę low fat Royala i wtedy będzie trochę łatwiej, ale też nie będziemy mogli przesadzać, bo skoro są problemy z trawieniem, to nie można za bardzo żołądka obciążać.
  19. BeataG

    Kliker

    Flaire, mój Emil ma niestety zabawki w głębokim poważaniu. Za piłeczką poleci tylko wtedy, gdy wie, że za to będzie żarcie. Kupiłam mu nawet piłeczkę o zapachu waniliowym i też nic. Chociaż może jakby się udało gdzieś dostać zabawkę o zapachu jogurtowym to by się skusił? :lol: Ale pewnie też tylko na chwilę - do momentu, w którym przekonałby się, że to jednak niejadalne.
  20. BeataG

    Kliker

    No i bardzo dobrze, że psiaki mają taką troskliwą mamusię. Nie bój się, szkolić też je zacznie. Ale jak widać obrała metodę pozytywną - najpierw pokazać dziecku, że się je kocha, a dopiero potem wymagać. :D
  21. BeataG

    Kliker

    No tak, masz rację - cofnęłam się do mojej pierwszej wypowiedzi w tym wątku i rzeczywiście tak to zabrzmiało. Zrobiłam spory skrót myślowy przez to, że dla mnie (a raczej dla mojego psa) nagroda to wyłącznie żarcie. :lol:
  22. BeataG

    Kliker

    Jaki słodki! To chłopczyk czy dziewczynka? Myślę, że na razie wystarczy szkolenie przez mamusię, jak jej się znudzi, to możesz ją zastąpić. ;)
  23. BeataG

    Kliker

    Że efekt uboczny, to się zgadzam. Ale jednak jest, więc Pawłow się tu pojawia. Wydaje mi się, że nigdy nie twierdziłam nic innego. A już na pewno nie utożsamiałam Pawłowa z żarówką. :lol: I właśnie dlatego napisałam wyżej, że Skinner poszedł dalej niż Pawłow. A tak przy okazji - Emil jest żywym obrazem teorii Pawłowa i Skinnera nie tylko przy klikerze i gwizdku. Jest jeszcze trochę innych dźwięków, na które się ślini i zawsze wtedy leci do mnie. Cóż piesek wie, czyja ręka go karmi... :lol:
  24. BeataG

    Kliker

    Dobrze wiesz, że MNIE o to nie chodzi. :D Ale co ja poradzę na to, że rano jak pies widzi, że zakładam kliker na szyję, to leci do mnie w nadziei na żarcie. A ślina mu leci z pyska, że hej :lol: A to nic innego jak Pawłow. Dlatego uważam, że przy nagradzaniu żarciem Pawłow tu jednak "włazi".
  25. BeataG

    Kliker

    Sorry Flaire, ale ktoś, kto szkoli klikerem, ma go przy sobie zawsze. Ja go noszę na szyi i zdejmuję tylko wtedy, jak wychodzę z domu bez psa. Teraz owszem, klikera nie używam, bo pies na diecie - ale też i niczego nowego go teraz nie uczę, a do zachowań, które pies już ma opanowane, kliker już nie jest potrzebny. On służy tylko do uczenia.
×
×
  • Create New...