-
Posts
2330 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by BeataG
-
Sorry TM, że się wtrącam w Twój wątek, ale od razu skojarzyło mi się to z moim psem i tym, co wczoraj na jego temat usłyszałam od dystrybutorki Acany. Otóż twierdzi ona, że Emil wygląda jak owczarek belgijski "maliniak". I faktycznie, jak pooglądałam zdjęcia maliniaków w galerii, to Emil jest do nich wprost niesamowicie podobny - wkrótce będziecie mogli ocenić to sami, bo lada dzień powinnam mieć zdjęcia Emila. 8) Mnie w schronisku powiedziano, że to najprawdopodobniej mieszaniec ONka z żółtym dogiem niemieckim. Niektórzy dopatrują się w nim też czegoś z charta (może dlatego, że Emil jest ciągle bardzo szczupły), ostatnio jeden pan na ulicy zapytał mnie nawet czy to jest saluki. :lol: O maliniaku wcześniej nie słyszałam - tzn. wiedziałam, że jest taka rasa, ale nie miałam pojęcia, jak wyglądają te psy. No i po obejrzeniu tych zdjęć w galerii aż mnie zatkało. :o
-
No i właśnie czegoś takiego brakuje u nas. Już pewnie zauważyliście moją niechęć do tradycyjnych szkoleń i egzaminów. Ale tu nie tylko o egzamin chodzi - w końcu mogłabym pójść z psem na szkolenie klikerowe, a do egzaminu w ogóle nie przystępować. Ale jest to logiczne, że każde szkolenie PT - obojętne przez kogo i jakimi metodami prowadzone - jest nastawione na uczenie umiejętności wymaganych na egzaminie. A mnie się niektóre z tych umiejętności zupełnie nie podobają. Bo niby dlaczego pies ma zawsze iść przy lewej nodze i być prowadzony lewą ręką (albo tylko przy prawej i prowadzony prawą dla leworęcznych i tych, którym tak bardziej pasuje). Ja jestem w dużej mierze oburęczna (tzw. przestawiony mańkut). Są czynności, które wykonuję wyłącznie prawą ręką (np. pisanie), są takie, które tylko lewą (np. odkręcanie słoików i butelek), a sporo jest takich, które wykonuję albo prawą, albo lewą ręką, w zależności od tego, jak mi w danym momencie wygodnie. I tak jest właśnie z prowadzeniem psa - czasem jest mi wygodniej prowadzić go prawą ręką i przy prawej nodze, a czasem (np. gdy pada deszcz - bo parasolkę umiem trzymać tylko w prawej ręce) - lewą ręką i przy lewej nodze. Albo jeszcze jedna rzecz - o ile się nie mylę (jeśli tak, to proszę mnie poprawić) - każde ćwiczenie na egzaminie kończy się w pozycji siad przed przewodnikiem lub przy jego lewej nodze. Gdybym tak uczyła psa, to teraz, gdy Emil ma rozwaloną łapę i każde (nawet niedbałe) siadanie oraz kładzenie się sprawia mu ból (a o prawidłowym siad i waruj w ogóle nie może być mowy), musiałabym przestać używać np. komendy do mnie. A przy moim systemie uczenia musiałam zrezygnować na pewien czas jedynie z siad i waruj, bo na do mnie mój pies przylatuje i staje przede mną albo obok mnie mniej więcej w odległości wyciągniętej ręki. A co do regulaminu egzaminu, to z Waszych postów wynika mi, że jest on zredagowany bardzo niechlujnie. Czy to naprawdę tak trudno napisać odnośnie aportu "dowolny przedmiot własny" (jeśli ma to być przedmiot dowolny) albo "własny koziołek drewniany" (jeśli ma to być koniecznie koziołek)?
-
Tak Mokka, przeczytałam dokładnie i zauważyłam to Twoje "oprócz". I zgadzam się z Tobą, że wszystko zależy od przewodnika i żadne szkolenie - nawet najlepsze - niczego nie załatwi, jeśli przewodnik jest leniwy. Sama też wielokrotnie pisałam na forum, że na zajęciach na szkoleniu uczy się przede wszystkim przewodnik, a nauka psa trwa przez całą dobę (z wyłączeniem tych godzin, gdy pies śpi). Ale ja po prostu nie wiedziałam, że PT jest sportem - w takiej sytuacji istnieje "niebezpieczeństwo", że będzie się szlifować tylko to, co potrzebne na egzaminie i zawodach, a z posłuszeństwem na co dzień może być różnie. Lewka, z Tobą też się zgadzam - sama zresztą też myślę o agility (niestety teraz jestem zmuszona do przerwy w tym myśleniu, bo Emil rozwalił sobie łapę). Jeszcze raz powtarzam - mój błąd wziął się stąd, że nie traktowałam PT jako sportu i dlatego nie rozumiałam, że pies po takim szkoleniu niekoniecznie jest posłuszny "w cywilu". Dopiero Flaire i Mokka wyprowadziły mnie z błędu. Ale nadal uważam, że przydałoby się takie wstępne szkolenie, niebędące sportem, które uczyłoby posłuszeństwa na co dzień. Owszem - jest przedszkole, ale co z psami, które na przedszkole są już za stare? Ja np. przygarnęłam Emila, gdy miał ok. 1,5 roku i nie umiał prawie nic. Wzięłam nam 2 prywatne lekcje i poza tym uczę go sama. Ale ja jestem świadoma tego, czego chcę psa nauczyć, a nie ze wszystkimi właścicielami tak jest. Wiele osób myśli, że jak pies skończył PT i zdał egzamin, to już problem z głowy. A potem jest zaskoczenie i płacz, gdy np. pies poleci za innym psem czy kotem na drugą stronę ulicy i wpadnie pod samochód albo na smyczy szarpnie tak, że zrobi właścicielowi krzywdę.
-
Aha, to dzięki za wyjaśnienie. Swoją drogą wydawało mi się, że PT tym się właśnie różni od IPO, agility, obedience itp., że nie jest sportem, tylko wstępnym szkoleniem, po którym dopiero się wybiera, czy dalej szkolimy psa użytkowo, czy sportowo. Ale w związku z tym, co napisałyście, widzę, że się myliłam. To teraz już rozumiem, jak to możliwe, że zdarzają się psy ze zdanym PT, które w codziennym życiu bywają nieposłuszne i sprawiają właścicielowi problemy. Przedtem było to dla mnie niepojęte. Tylko w takim razie nie bardzo rozumiem projekt nowelizacji ustawy o ochronie zwierząt, który przewiduje wymóg szkolenia PT dla ras uznanych za agresywne. Przecież jeśli tak to wygląda, to taki papier wcale nie gwarantuje, że pies będzie posłuszny właścicielowi na co dzień i nikogo nie zaatakuje. No i po raz kolejny potwierdza się mój wybór - wolę uczyć psa tego, co jest mi potrzebne w codziennym życiu z nim, niż robić "programowe" kursy i egzaminy.
-
Zastrzegam od razu, że to, co teraz napiszę, to moja prywatna opinia. Regulaminu nie znam, ale z tego, co piszecie, jest on sformułowany bardzo nieprecyzyjnie, skoro pojawiają się tego typu wątpliwości. A teraz co do aportu. Jeśli faktycznie zapisy regulaminu należy interpretować tak, że ma to być koniecznie koziołek drewniany (własny lub obcy), to wybaczcie, ale dla mnie jest to bez sensu. W końcu idea aportu polega na tym, że pies ma nam przynieść coś, co chcemy, żeby nam w danym momencie przyniósł (patyk, piłeczka, gazeta, smycz, kapcie etc.). Dlaczego więc uczyć (i wymagać na egzaminie) tylko przynoszenia koziołka? Dla mnie to sztuka dla sztuki. Wg mnie na egzaminach powinno się wymagać przynoszenia różnych przedmiotów - wybranych np. losowo - i pod tym kątem uczyć psa.
-
Nie przejmuj się Moniko. Na szczęście nam i naszym psom (jako, że to kundelki) egzaminy nie są do niczego potrzebne. Ważne, że pies się czegoś nauczył i na pewno będziesz go szkolić dalej i uczyć tego, co Tobie i Twojemu psu jest potrzebne, albo tego, co Wam po prostu sprawia frajdę. Dorocie serdecznie gratuluję. 8) My z Emilem niestety wszelkie szkolenia i zabawy mamy na dłuższy czas z głowy. :( Wczoraj Emil w czasie zabawy z psami na coś się nadział i zerwał sobie płat skóry na śródstopiu. Nie wiem, czy to było szkło, puszka, czy coś innego, zorientowałam się dopiero, jak miał całą łapę we krwi i od razu poleciałam do domu, żeby zrobić opatrunek, ale skończyło się na wizycie na pogotowiu, bo bardzo krwawił. Zanim się ten ścięty kawałek skóry zregeneruje, to trochę potrwa i póki co możemy tylko ćwiczyć chodzenie na smyczy. A już nam tak ładnie szło skakanie przez ławeczkę w parku. :(
-
6 miesięcy to jeszcze szczeniak, a szczeniaki mają to do siebie, że rosną różnie - niektóre najpierw wzwyż i wzdłuż, a dopiero potem wszerz. :) Od wołowiny bardziej pożywna jest cielęcina, a przy tym dobra na stawy i kości, co w przypadku dużego psa ma swoje znaczenie. Poza tym skoro karmisz gotowanym, to musisz uzupełniać dietę witaminami - zapytaj weta, jakie witaminy i w jakiej ilości są Twojemu psu potrzebne. Ja niestety nie potrafię Ci wskazać żadnych konkretnych preparatów, bo po pierwsze karmię suchym, więc nie muszę dodawać witamin, a po drugie szczeniaka miałam ostatnio wiele lat temu i wtedy owszem - karmiłam gotowanym i podawałam witaminy, ale nie pamiętam, jakie. Zresztą teraz i tak na pewno są zupełnie inne niż wtedy.
-
Owszem, opinie są różne i to, czy w danym przypadku mamy do czynienia z maltretowaniem dziecka lub psa, rozstrzyga sąd. Ja niczego nie oceniam, po prostu mówię, że jeśli jakikolwiek pracownik ZK traktuje psy brutalnie przy wykonywaniu swoich obowiązków pracowniczych (czyli w trakcie szkolenia na kursie ZK), to ZK jest za to odpowiedzialny jako jego pracodawca. I to nie jest moja opinia, tylko bezwzględnie obowiązujący przepis prawa.
-
Rozumiem punkt widzenia Flaire i jej niechęć do generalizowania, ale nie mogę się zgodzić z próbami usprawiedliwiania ZK. Rację mają pańcia Figi i wendka. Z prawnego punktu widzenia sytuacja wygląda następująco: opisany przez pańcię Figi trener jest pracownikiem, a ZK jego pracodawcą. Pracodawca ponosi odpowiedzialność za szkody wyrządzone przez pracownika przy wykonywaniu przez niego obowiązków pracowniczych. Prawo określa to jako winę w wyborze. I choćby był to jeden jedyny taki trener w całym ZK, to ZK jest za niego odpowiedzialne. Dlatego nie dziwię się urazowi pańci Figi do szkoleń ZK. Może przedstawię ten problem na innym przykładzie - w szkole jest jeden nauczyciel, który wyzywa uczniów od tumanów. Szkoła - jako pracodawca - odpowiada za to. Jeżeli jakiś rodzic poskarży się dyrektorowi, a ten nie zrobi nic, żeby nauczyciel zmienił swoje postępowanie ani nie zwolni go z pracy, to taki rodzic może pozwać szkołę do sądu z tytułu wyrządzenia szkody (w tym przypadku moralnej - czyli krzywdy) i domagać się zadośćuczynienia. Gdyby to trafiło na moje dziecko i interwencja by nie pomogła, to przeniosłabym dziecko do innej szkoły. Poza tym w opisanej sytuacji prawdziwe byłoby zdanie "w tej szkole nauczyciele wyzywają uczniów od tumanów" - bo wystarczy jeden taki nauczyciel, żeby to twierdzenie było prawdziwe. Nieprawdziwe byłoby natomiast twierdzenie "w tej szkole WSZYSCY nauczyciele wyzywają uczniów od tumanów". Ale pańcia Figi nigdzie nie twierdzi, że WSZYSCY trenerzy w ZK traktują psy brutalnie. Twierdzi, że w ZK trenerzy traktują psy brutalnie, tzn. że jest to dozwolone lub przynajmniej nie jest zakazane i jest co najmniej jeden taki trener, który traktuje psy brutalnie. A z argumentacją, że niektórym takie metody odpowiadają, też nie mogę się zgodzić. Są również rodzice, którzy maltretują swoje dzieci i chcieliby, żeby również nauczyciel wychowywał i uczył uczniów za pomocą kija. Ale to, że są tacy rodzice, nie znaczy, że nauczycielowi wolno to robić.
-
Faktycznie - tu masz rację. Tylko pewnie nie dowiemy się, jak to było z punktami karnymi w obu grupach, skoro grupa eksternistyczna była ogólnie lepiej przygotowana. To ja mam bardzo konkretne pytanie do ksary i pana Piotra (może tu zajrzy) - czy była taka sytuacja, że pies z grupy związkowej nie oberwał punktów karnych za ten sam błąd, za który pies z grupy eksternistycznej miał odjęte punkty?
-
Wystarczy, że nie odjęto punktów za błędy i np. pies który szedł przy nodze bez smyczy bez "pomocy" dostał tyle samo punktów, co pies "wspomagany" ciągnięciem za łańcuszek. Jeśli tak było, to było to różne sędziowanie.
-
Nigdzie nie jest napisane, że ta dowolność dotyczyła tylko aportu. Wręcz przeciwnie, ksara w pewnym momencie pisze, że nie o aport jej chodzi, tylko o cały egzamin. I szczegółowo wyjaśnia, na czym ta dowolność polega. Pan Piotr pisze dokładnie to samo, tylko innym językiem - pełnym sugestii, niuansów i aluzji - ale o tym już pisałam wyżej. Pisałaś wielokrotnie, że łatwiej Ci czytać angielski niż polski i widocznie dlatego nie widzisz w tych postach tego, co ja. Jeszcze raz przepraszam, jeżeli poczułaś się urażona - nie mam zamiaru Cię obrażać. Tu zresztą wchodzi w grę nie tylko kwestia języka, ale również "przesiąknięcia" polskimi realiami epoki gierkowskiej. Na swoje usprawiedliwienie dodam jeszcze, że wyrwałam mojego TŻ ze snu, żeby te posty przeczytał i on rozumie je tak samo, jak ja.
-
A pan Piotr napisał mniej więcej to samo, tylko w sposób bardziej zawoalowany. Sorry, Flaire, to nie jest przytyk tylko stwierdzenie faktu - komuś, kto mieszkał w Polsce w latach 70. i 80., bardzo łatwo jest aluzje pana Piotra zrozumieć. Przecież tam cały czas jest mowa o grupie A i grupie B i o różnym traktowaniu tych grup.
-
Proszę bardzo, wszystkie poniższe cytaty z postów ksary: Rozumiem, że eksterniści takiego prawa nie mieli. Wcześniej była mowa, że ta dowolność dotyczyła tylko psów po kursie, a eksternistów nie. Chyba wystarczy?
-
Flaire, przecież ksara napisała wyraźnie (i to kilkakrotnie), że inaczej były sędziowane psy po kursie ZK, a inaczej psy zdające eksternistycznie. Psy po kursie miały fory, przymykano oczy na błędy, które powinny skutkować dyskwalifikacją. A jeśli faktycznie tak było, to jest moim zdaniem ni mniej ni więcej tylko skandal! Więc zupełnie Cię nie rozumiem, że się tak upierasz. Może ja napiszę to, co zrozumiałam z postu ksary, bardziej wyraźnie - przestrzegania regulaminu wymagano tylko od eksternów, psom po kursach nie obniżano punktów za ewidentne łamanie regulaminu, a eksternom tak. Ja w każdym razie tak rozumiem to, co napisała ksara.
-
Hohufka, OC rolników też jest obowiązkowe! I co z tego? Podobnie OC posiadaczy pojazdów mechanicznych. Też nie wszyscy je płacą. Rejestracja psa i płacenie podatku też jest obowiązkowe. To, że coś jest obowiązkowe, nie znaczy - w każdym razie w tym kraju - że jest przestrzegane.
-
Zawsze może być gorzej, ale może też być lepiej. Tylko na to drugie raczej bym w naszym kraju nie liczyła. Ja bym raczej obstawiała, że obecny stan rzeczy jeszcze długo potrwa. Poza tym nawet najlepsza ustawa nie zmieni sytuacji, bo Polacy są przyzwyczajeni do tego, że przepisy są po to, żeby je omijać. Np. teraz jest obowiązek rejestracji psów i płacenia podatku. W Warszawie zresztą ten podatek jest obecnie śmiesznie mały - 1 zł rocznie. A mnie ostatnio w parku właściciel innego psa zapytał, co to za numerek się Emilowi przy obroży pęta i gdzie można taki numerek dostać. Gdyby to ode mnie zależało, to właściciel każdego psa powinien mieć zezwolenie, którego uzyskanie byłoby poprzedzone odpowiednim egzaminem i badaniem predyspozycji. I to nie dlatego, że każdy pies jest potencjalnym "narzędziem mordu", tylko dlatego, że serce mi się kraje, gdy widzę, jak niektórzy traktują te biedne stworzenia. Nota bene podobnych egzaminów i predyspozycji wymagałabym od kandydatów na rodziców. :lol:
-
Zwracam Wam uwagę, że na razie to jeszcze w ogóle nie jest przepis. I nie wiadomo czy nim będzie. Nawet gdyby nie było przedterminowych wyborów, to mało prawdopodobne, żeby sejm się tym zajął jeszcze w tej kadencji, bo ma pilniejsze sprawy, którymi musi się zająć. A w nowym sejmie cała procedura zacznie się od nowa, bo wszystkie nieuchwalone projekty lądują w koszu. Gdyby to był projekt prezydencki, to byłaby większa szansa, że zaraz po ukonstytuowaniu się nowego sejmu prezydent ponownie wniesie projekt w tym samym kształcie. Ale rząd będzie też zupełnie nowy, o innym składzie niż obecny, więc ponowne uchwalenie projektu przez rząd też potrwa. I wcale nie wiadomo, czy ten nowy projekt rządowy w ogóle będzie, a jeśli tak, to czy będzie podobny do obecnego.
-
Przyłączam się do pytania - bo obóz obozem, ale my jeszcze nie zaczęliśmy trenować, a dopóki nie zaczniemy, raczej się na obóz nie będziemy kwalifikować. Ja już egzamin zdałam i energia mnie rozpiera, żeby coś z psem robić. 8)
-
Ja tu jeszcze coś dodam w kwestii formalnej - jeżeli nowelizacja nie zostanie uchwalona w tej kadencji, to projekt (podobnie jak wszystkie inne projekty, których sejm nie zdąży uchwalić w danej kadencji) ląduje w koszu. I w nowym parlamencie cała procedura rozpoczyna się od początku - tzn. któryś z podmiotów, które mają inicjatywę ustawodawczą, musi zgłosić nowy projekt, projekt musi przejść przez komisję, zanim trafi do pierwszego czytania etc. O ile się orientuję, ten projekt jest autorstwa rządu, nie wiadomo, jaki w następnej kadencji będzie skład sejmu - a tym samym rządu, bo rząd tworzą partie, które mają większość w sejmie. Sejm będzie się musiał przede wszystkim zająć implementacją dyrektyw unijnych do prawa krajowego (niektóre już są implementowane, ale trochę ich jeszcze zostało), więc jest bardzo prawdopodobne, że jeszcze długo wszystko zostanie "po staremu", czyli w gestii rad miejskich. W Warszawie szykuje się nowa uchwała Rady m.st. Warszawy, która w ogólnych zarysach powiela poprzednią - zostaną tylko sprecyzowane rasy, które muszą mieć kaganiec (rasy uznane w rozporządzeniu za agresywne), ma się tam również znaleźć zapis, że psy można spuszczać ze smyczy w miejscach "mało uczęszczanych", a jeśli chodzi o kary, to największy nacisk będzie położony na karanie za niesprzątanie psich kupek.
-
Z tego, co wyczytałam na ich stronie, do higieny jamy ustnej są te z kurczakiem. :)
-
Dzięki! Tytuł radcy prawnego będę miała dopiero po ślubowaniu, czyli we wrześniu. Ale jestem bardzo happy, że mam już ten koszmar za sobą. Emilowi po powrocie z egzaminu zafundowałam 2-godzinny spacer z furą nagródek - bo dieta się już skończyła. :D Oblewanie na pewno będzie, ale na razie o tym nie myślę - najpierw muszę odespać, a potem posprzątać, bo kudły psa fruwają po całym mieszkaniu (nie odkurzałam 2 tygodnie). :lol:
-
Hurrra! Zdałam! :multi: :multi: :multi:
-
Faktycznie, Iwona - z pytania "co to jest kliker" zrobiła się dyskusja zwolenników i przeciwników. Trochę mnie śmieszy fakt, że ja najwidoczniej zaczynam być postrzegana jako fanatyczna zwolenniczka klikera, podczas gdy stale powtarzam, że ja klikerem nie szkolę, tylko używam go czasami - tam, gdzie jest to dla mnie wygodne. I ciągle mam za małe podstawy teoretyczne, żeby uchodzić za znawczynię metody klikerowej. Ale inna sprawa, że po doświadczeniach z klikerem i gwizdkiem, zaczynam kombinować, jak niektóre komendy słowne zastąpić dźwiękami pozasłownymi - np. zamiast fe wymyśliłam klaśnięcie dłońmi (bo wydaje mi się, że pies to szybciej rejestruje) i zaczyna mi to działać. 8)
-
Ojej, Flaire! Strasznie mi przykro! Jak będziesz miała chwilkę, to napisz, co dolega maluszkom. Mam nadzieję, że szybko wyzdrowieją.