Jump to content
Dogomania

BeataG

Members
  • Posts

    2330
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by BeataG

  1. To trzeba było mandatu nie przyjmować. Chyba że szłaś ścieżką dla rowerów. Jeśli nie, to rowerzysta ma obowiązek uważać. Czy gdybyś zamiast psa była z 3-letnim rozbrykanym dzieckiem, to też miałabyś je trzymać na smyczy, bo może jechać rowerzysta?
  2. Aż tak dobrze nie ma! :lol: Art. 77 kodeksu wykroczeń mówi o "zwykłych i nakazanych" środkach ostrożności. Skoro nakazane są niezgodne z ustawą (najpierw trzeba uzyskać stwierdzenie tego przez sąd), to jeszcze zostają zwykłe. Czyli tak, jakby uchwały w ogóle nie było. Poza tym zawsze są miejsca, do których nie wolno w ogóle wchodzić z psem, nawet na smyczy.
  3. Jeżeli ta niezgodność wypłynie w konkretnej sprawie przed sądem powszechnym, to również ten sąd jest władny tę niezgodność stwierdzić, jako że sąd jest związany tylko ustawami. Wtedy takie stwierdzenie niezgodności wiąże tylko w tej konkretnej sprawie (tzn. kolejna osoba w kolejnym postępowaniu na podstawie takiego przepisu uchwały będzie musiała sobie na nowo to stwierdzenie niezgodności "wywalczyć"). Sąd może również zwrócić się do właściwego organu o stwierdzenie niezgodności i jeżeli ta niezgodność następnie zostanieprzez właściwy organ stwierdzona, to stwierdzenie to będzie już wiązać we wszystkich sprawach (tzn. dany przepis uchwały będzie musiał zostać uchylony lub zmieniony, a do czasu uchylenia lub zmiany będzie uważany za nieistniejący).
  4. Ależ jestem jak najbardziej za! Ale my tu nie mówimy o psach agresywnych, tylko o psach nieagresywnych. A właśnie SM omija szerokim łukiem te agresywne (a przede wszystkim ich właścicieli), a przyczepia się do Bogu ducha winnych przyjaznych psiaków. Mój sąsiad, jak kiedyś zobaczył mojego psa w kagańcu (wybieraliśmy się w podróż autobusem ZTM i założyłam psu kaganiec jeszcze w domu), to omal nie spadł ze schodów ze śmiechu. :lol: Czyżbyś Ty swojej goldence zakładała kaganiec? :o :lol:
  5. W Warszawie od dzisiaj obowiązuje nowa uchwała, która w dalszym ciągu jest dość nieprecyzyjnie sformułowana. Np. psy można spuszczać ze smyczy w miejscach "mało uczęszczanych". Poza tym jest mowa o wyprowadzaniu psów na smyczy, a psów agresywnych (co to znaczy agresywne? - w uchwale nie ma odesłania do rozporządzenia o rasach uznanych za agresywne) - dodatkowo "w kagańcu". Natomiast spuszczać psy ze smyczy w miejscach mało uczęszczanych można pod warunkiem, że "pies ma kaganiec". Jak już pisałam w innym topicu, mój pies kaganiec ma, mogę go nawet nosić w ręku i niech ktoś mi udowodni, że naruszam przepis. W języku prawa takie samo sformułowanie zawsze znaczy to samo, a różne sformułowania zawsze znaczą co innego. Czyli "pies jest w kagańcu" to nie to samo, co "pies ma kaganiec". Dlatego ja mandatu nie przyjmę i jeśli policja czy SM skieruje sprawę do sądu (a nie zawsze im się będzie chciało, jak zobaczą, że na potulne cielę nie trafili), to ja w sądzie bardzo chętnie wytknę Radzie M. St. Warszawy niechlujstwo przy redagowaniu uchwały. Dopóki uchwała ma taki kształt, jak ma, to nikt się nie może skutecznie (w sensie prawnym) przyczepić, że pies nie jest w kagańcu. Poza tym mandat oznacza, że wina sprawcy i okoliczności popełnienia czynu nie budzą wątpliwości. Jeśli takie wątpliwości są - choćby co do interpretacji przepisu - to mandatu nie należy przyjmować. Sąd może wprawdzie mandat utrzymać w mocy, ale może również uznać, że był on bezzasadny. Stąd moje pytanie do Cortiny, czy jest pewna, że mandat był słuszny. Bo poznańskiej uchwały nie znam, może jest ona bardziej precyzyjna i restrykcyjna. Ale mimo wszystko przypuszczam, że o 7 rano jest raczej pusto i była to czysta złośliwość funkcjonariuszy. A jeśli uchwała w ogóle zabrania spuszczania psów ze smyczy bez wyznaczenia miejsca, gdzie psy można spuszczać, to jest sprzeczna z ustawą o ochronie zwierząt i też jest to powód do nieprzyjęcia mandatu. Sporo jest takich mandatów, które ludzie przyjmują dla świętego spokoju albo dlatego, że nie wiedzą, że mandatu można nie przyjąć. A tymczasem w wielu przypadkach sprawa w sądzie jest do wygrania.
  6. Do 250 zł. Ale czy jesteś pewna, że w ogóle sam mandat był słuszny? Nie znam poznańskich przepisów. Gdyby to było w Warszawie, to ja bym mandatu nie przyjęła.
  7. Agnes, szkolenie indywidualne nie odbywa się na pustyni. Trener przyjeżdża do Ciebie i szkolicie się tam, gdzie zwykle chodzisz z psem na spacery, wśród psów, które spotyka na co dzień. To jest nawet trudniejsze, bo te psy z Twojej okolicy też nie zawsze są wyszkolone i dają Ci takie rozproszenia, że hej. Nie mówiąc już o właścicielach. :evil: Bo na szkoleniu, ktoś, kto ćwiczy z psem obok Ciebie jest skupiony na swoim psie i nie przeszkadza Ci, a w parku - jakże często właściciel puści psa do Twojego, żeby się pobawił, nie bacząc, że Ty akurat chcesz poćwiczyć komendy. Poza tym chcę Ci zwrócić uwagę na 2 rzeczy: 1) Szkolenie grupowe jest zawsze nastawione na potrzeby egzaminu PT, więc skupia się na prawidłowym wykonaniu ćwiczeń wymaganych na egzaminie. Czy Tobie jest potrzebne, żeby pies umiał aportować? Czy zależy Ci na tym, żeby pies przez kilkadziesiąt metrów (więcej i tak nie wytrzyma, ale na egzaminie więcej nie jest wymagane) szedł na smyczy idealnie przy nodze? Bo ja wolę, żeby pies przez całą drogę, nawet gdyby to było parę kilometrów, szedł na tej smyczy np. metr ode mnie, ale żeby nie ciągnął. 2) I tu dochodzimy do punktu 2 - szkolenie grupowe odbywa się praktycznie wyłącznie na smyczy. Mało która szkoła ma taki teren, żeby możliwe było spuszczenie ze smyczy kilkunastu niewyszkolonych psów i zapanowanie nad nimi. Żaden trener sobie na to nie pozwoli, żeby na jego zajęciach np. psy się pogryzły, a tak by mogło być, gdyby zostały spuszczone ze smyczy. A ćwiczenia, które z założenia odbywają się bez smyczy, są wykonywane w ten sposób, że jeden pies ćwiczy, a reszta psów siedzi/stoi na smyczy przytrzymywana (na ogół z wielkim trudem) przez właścicieli. No i argument czysto matematyczny: na godzinnej lekcji indywidualnej masz trenera przez 60 minut wyłącznie dla Ciebie i Twojego psa. Na szkoleniu grupowym, jeśli jest 6 psów (a bywa i kilkanaście), trener teoretycznie poświęci Twojemu psu 10 minut. Teoretycznie, bo w praktyce pewnie znajdzie się w grupie jakiś pies trudny czy agresywny, któremu trener siłą rzeczy poświęci więcej czasu i dla Twojego psa zostanie go mniej.
  8. Przychodzą mi do głowy następujące możliwości: - zanim pies trafił do schroniska, mógł być uczony jedzenia wyłącznie na komendę i karany za jedzenie bez komendy, - w schronisku mógł być w kojcu razem z silniejszym psem/psami i obrywał za każdą próbę dobrania się do miski. Chyba przez jakiś czas trzeba będzie go karmić i nie zostawiać samego przy misce. Jeżeli któreś z moich przypuszczeń jest trafne, to po pewnym czasie zrozumie, że wolno mu jeść i nic mu za to nie grozi. BTW, zostawianie miski z jedzeniem na cały dzień nie jest dobrym pomysłem. Niezależnie od przyczyn, jeśli pies nie chce jeść, to właśnie trzeba mu tę miskę zabierać po 5 minutach i dawać ponownie w porze następnego karmienia. Jeśli chodzi o wodę, to mój pies (też schroniskowiec) miał na początku to samo - do tej pory został mi nawyk, że po powrocie ze spaceru mówię "napij się wody" i pies posłusznie pije. Nauczył się już pić również między spacerami, choć zwykle przedtem patrzy na mnie, jakby chciał sprawdzić, co ja na to. Natomiast nigdy nie pije ani kropli, gdy zostaje sam w domu ani gdy ja śpię. Z jedzeniem u mnie jest akurat odwrotnie - pies jest ewidentnie przyzwyczajony, że niezjedzone od razu żarcie natychmiast znika i w związku z tym je bardzo łapczywie - zawartość miski znika w 15 sekund.
  9. Mnie chodziło o to, że skupiłyście się na tym miesiącu szkolenia grupowego i wyglądało to tak, że w rachubę wchodzi albo grupowe, albo indywidualne. A przecież można połączyć jedno z drugim. No sorry, niewyspana byłami niedokładnie czytałam. :) Choć ja jestem zdania, że 2 lekcje szkolenia indywidualnego dadzą więcej, niż miesiąc grupowego, ale to moja prywatna opinia. A jeśli można sobie pozwolić na jedno i drugie, to chyba jest to też niezłe rozwiązanie.
  10. Zaczynasz od przywoływania w domu, potem na spacerze na smyczy, potem na krótką odległość, dopiero potem większa odległość. Komendy nigdy nie wolno powtarzać. Jeśli pies nie przychodzi na pierwszą komendę, to trzeba mu "pomóc", tzn. albo pociągnąć za linkę (jeżeli na niej jest, co zdecydowanie polecam, dopóki się nie nauczy w 100% przychodzić), albo zacząć uciekać w przeciwną stronę. Wołając kilka razy uczysz psa, że pierwszą komendę może olać. To wszystko na pewno powie Ci również trener, ja tu żadnej Ameryki nie odkrywam i sama z siebie też nie byłam taka mądra, tylko pani Wanda mnie nauczyła.
  11. Widzę, że wyrażam się niejasno - to chyba dlatego, że poszłam spać o 5.00, a wstałam o 8.30. Ale teraz trochę odespałam, więc już się poprawiam. Pewne podstawy z pracy własnej + miesiąc (dobrego) kursu grupowego + 2 lekcje indywidualne = wystarczy do opanowania psa w zakresie podstawowego posłuszeństwa na spacerach i do uczenia go dalej samodzielnie. Wy tu wyraźnie obie nie doceniacie zalet lekcji indywidualnych, kiedy uwaga trenera skupia się wyłącznie na jednym przewodniku i jednym psie (dokładnie w tej kolejności) i kiedy nie traci się czasu na uczenie tego, co pies już umie. BTW, Agnes - to, że suka przychodzi Ci na wołanie raz na jakiś czas, to właśnie dlatego, że Też ten grzech popełniałam. To piersza rzecz, której Cię oduczy dobry trener. Nigdy nie wołasz psa, kiedy z góry wiesz, że nie przyjdzie, i jeśli przywołujesz psa - to robisz to raz. Gdy pies nie przychodzi, a jest na lince, to przyciągasz, gdy biega luzem, idziesz po niego i bierzesz na smycz. Wtedy pies się szybko nauczy, że komendy nie opłaca się olewać. W przeciwnym razie efekt będzie właśnie taki, jaki teraz masz, pies przyjdzie, jak mu się zechce.
  12. Miałam na myśli 2 lekcje indywidualne przy pewnych podstawach, a Wy takie po miesiącu szkolenia grupowego przecież będziecie mieć. 8)
  13. Agnes, skoro macie już jakieś podstawy i zrobicie ten miesiąc szkolenia grupowego, to potem może wystarczyć 1 - 2 indywidualne lekcje. 4 to świat i ludzie. :lol: My z Emilem mieliśmy tylko 2 lekcje indywidualne, a dalej szkolę go sama. Wszystko zależy od tego, co chcesz osiągnąć. Taki wymiar na pewno wystarczy do opanowania psa w zakresie podstawowego posłuszeństwa na spacerach i na pewno nie wystarczy do przyzwoitego zdania egzaminu PT czy udziału w zawodach PT. 8)
  14. To sprawdzanie dotyczy tylko szczepienia przeciwko wściekliźnie. Ono i tak jest obowiązkowe, niezależnie, czy wystawiasz psa, czy nie.
  15. Podaję Ci tel. 795-36-73 i komórka 0-502-478-913. Zajęcia kursów posłuszeństwa mają koło Mostu Grota po stronie praskiej. Ja na szkolenie grupowe nie chodziłam, ale mieliśmy z Emilem lekcje indywidualne z panią Wandą (właścicielką klubu), do której są te numery telefonów. Bardzo sobie chwalę. Szkolenie metodą klikerową.
  16. Agnes, w Grafie masz szkolenia w poniedziałki i czwartki. :) http://klub_graf.w.interia.pl/
  17. To może nie zmniejszaj jej ilości żarcia, a za to zwiększ ilość ruchu.
  18. Mój Emil też waży 33 kg, ale on z kolei przy swojej wielkości jest bardzo szczupły, wręcz chudy. Daję mu też adult large - 350 g do michy plus jakieś 30 g w charakterze nagródek i waga utrzymuje się na tym samym poziomie. Zawartość miski znika w 15 sekund (karmię go 3 razy dziennie - 2 x 100 g i 1 x 150 g, bo panicznie boję się skrętu żołądka), gdyby mógł, to pewnie by zjadł nawet 5 razy tyle. Ale ja uważam, że pies (i człowiek zresztą też) nie powinien najadać się do syta. Ilość karmy, którą powinno się dawać, zależy nie tylko od wagi psa, ale również od trybu życia, przemiany materii, długości i intensywności spacerów itp. Mój Emil ma rewelacyjne spalanie i bardzo dużo ruchu (od 3 do 6 godzin dziennie). Jeśli chcesz swoją psinkę odchudzić, to te 360 g na pewno nie jest za mało, a może być za dużo.
  19. Ja chyba miałam z Was najdłuższą przerwę. Po śmierci mojego poprzedniego psa, którą bardzo przeżyłam, powiedziałam sobie, że nigdy więcej żadnego psa. Wytrzymałam aż 14 lat. Ale wokół tyle psiego nieszczęścia, więc przygarnęłam Emila. Też mi się wydawało, że dorosły pies będzie "łatwiejszy" niż szczeniak (a poprzednie psy miałam od szczeniaka). Trafił mi się pies z bardzo dobrym charakterem, ale nie umiał prawie nic i do tego był po przejściach. Taka dziwna mieszanka - z jednej strony przyjaciel całego świata, a z drugiej niespodziewanie wychodzące urazy psychiczne z przeszłości. Niby dorosły, a trochę jakby był moim czwartym szczeniakiem. Ale szczeniaki wychowywałam od początku po swojemu, a tu musiałam jeszcze naprawiać cudze błędy. Teraz już wiem, że nie tylko nie będzie więcej przerw, ale nawet do Emila dołączy wkrótce szczeniak bardzo zwariowanej rasy - owczarek belgijski. Głowa do góry, Musia! Na pewno dasz radę. Teraz zresztą jest łatwiej niż kilkanaście lat temu - więcej literatury, zero problemów z zakupami (pod warunkiem, że się ma kasę oczywiście :lol: ), wyższy poziom techniki i szeroko pojętej cywilizacji, który objął nie tylko nas, ale i nasze zwierzaki, no i "kopalnia wiedzy na talerzu", czyli internet. ;)
  20. BeataG

    Oczy-zaćma

    Ze strony doktora Garncarza wynika wyraźnie, że operacje zaćmy robi. Arima, wal do niego jak w dym, to jest najlepszy weterynarz-okulista w Polsce.
  21. DeDe, widzę, że na Ciebie zawsze można liczyć. 8) Jak wysłałam tego posta, to uświadomiłam sobie, że zapomniałam dodać, że jeśli jest tatuaż i nie ma żadnego przekrętu, to nie może być pitbull. Ale nie poprawiałam, bo pomyślałam, że na pewno ktoś to napisze. :lol:
  22. Można, oczywiście. A który to oddział Związku, to wynika z tatuażu - a konkretnie z litery (liter) w tym tatuażu i z tego, czy te litery są na początku, czy na końcu w tym tatuażu. Jak podasz pełny tatuaż, to mogę Ci powiedzieć, jaki to oddział (o ile w wykazie w książce "Kynologia. Wiedza o psie" nie ma pomyłek). Jeśli to Lublin, to powinien mieć tatuaż zaczynający się od "K" i potem cyfry.
  23. Aha i jeszcze jedno - do tych 3 lat wlicza się okres posiadania przez poprzednich posiadaczy. Jeśli więc np. pies był w schronisku pół roku, to nowy posiadacz, który go z tego schroniska wziął, nabędzie własność po upływie 2,5 roku. BTW może jakaś dobra dusza (czytaj Mod) by ten topic na prawo przerzuciła? Bo z hodowlą to on nie ma absolutnie nic wspólnego. :D
  24. Nic za to nie grozi. Po prostu własność nabyli dopiero po 3 latach, chyba że odnaleźli właściciela i ten się zrzekł. A do tego czasu byli tylko posiadaczami samoistnymi w dobrej wierze. Gdy nabywa się rzecz w takich okolicznościach, że istnieje przypuszczenie, że rzecz mogła zostać skradziona lub zgubiona (a tak jest w przypadku psa z tatuażem) i gdy właściciela nie można ustalić, to własność nabywa się po 3 latach nieprzerwanego posiadania w dobrej wierze. Gdyby w tym czasie nowy posiadacz dowiedział się, kto jest właścicielem, to już przestaje być w dobrej wierze i własność nabędzie tylko wtedy, gdy stary właściciel się zrzeknie. Dotyczy to nota bene wszystkich psów, nie tylko rodowodowych. Gdyby np. przed upływem 3 lat znalazł się właściciel mojego Emila (odpukać) i udowodnił, że jest właścicielem, a pies się zgubił albo został mu ukradziony, to bez jego zrzeczenia się nigdy nie zostałabym właścicielką Emila.
  25. Po 3 latach nieprzerwanego posiadania w dobrej wierze. :)
×
×
  • Create New...