Jump to content
Dogomania

BeataG

Members
  • Posts

    2330
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by BeataG

  1. Taysha, nie denerwuj się. Po prostu widzę, że na pewne rzeczy nie zwracasz uwagi, ale Twój pies, Twoje prawo. Skoro to wszystko jest od początku do końca przemyślane i nie wynika z niewiedzy, tylko takiej, a nie innej Twojej decyzji, to jak najbardziej masz do tego prawo. Całe nieporozumienie wynika chyba z tego, że Ty i ja boimy się w przypadku zabiegu kastracji zupełnie różnych rzeczy. Ty boisz się samego zabiegu i chcesz, żeby wykonywał go zaufany wet. Ja z kolei uważam, że najgorsza w tym wszystkim jest narkoza i boję się ewentualnych związanych z nią komplikacji. Więc prędzej oddałabym psa do operacji zupełnie obcemu lekarzowi, gdybym miała świadomość, że tylko w takiej lecznicy pies jest pod kontrolą lekarza do całkowitego wybudzenia bez sztucznych wybudzaczy. Na szczęście nie musiałam tak robić - pies był operowany w malutkiej lecznicy, przez zaufaną wetkę (chirurga) i został w pod opieką lekarza do całkowitego wybudzenia. Ale jak poczytasz jeszcze raz wątek "Po kastracji - ULGA", przekonasz się, że większość osób, które kastrowały psy w Warszawie w Elwecie, wcale tam na co dzień z psem nie chodzi. Wybór był ze względu na warunki w tej klinice i opiekę po zabiegu do wybudzenia. Trzymam kciuki i czekamy na Capo w klubie seksownych inaczej. :)
  2. Taysha, nic takiego Twojemu wetowi nie zarzucam. Czytaj do cholery ze zrozumieniem! :evilbat: Być może sytuacja jest przymusowa, ale zwracam Ci uwagę, że zabieg można przenieść na inny dzień i wcześniejszą godzinę. Chcesz zrobić coś dla dobra Twojego psa i to Ci się chwali. Ale bądź konsekwentna i zrób to z głową i dobrze od początku do końca. Wystarczającym obciążeniem dla organizmu psa jest (w Twoim przypadku kolejna) narkoza, więc po co dodawać dodatkowe obciążenie w postaci sztucznych wybudzaczy? A tak przy okazji, dobrze byłoby znaleźć jeszcze zaufanego weta, do którego można mieć dostęp 24 godziny na dobę (chyba, że ten Twój taki jest). Bo te nasze zwierzaki niestety na zegarku się nie znają i zwykle coś im się przytrafia o głupich porach (np. w niedzielę na ostatnim spacerze). ;)
  3. To umów się na 17.00. Wtedy do 20.00 pies Ci się wybudzi bez sztucznych wybudzaczy. A myślę, że jakby nawet potrwało to dłużej, to lekarz jeszcze pół godziny zostanie i inne psy wcale na tym nie ucierpią.
  4. Taysha, i jeszcze jedno - te sztuczne wybudzacze nie są obojętne dla organizmu. Weterynarze stosują je tylko w sytuacjach przymusowych (albo dla własnej wygody, żeby krócej przy psie siedzieć, ale ja mówię o wetach z prawdziwego zdarzenia, a nie konowałach).
  5. Z powodów wymienionych wyżej przez PIKĘ. Przy sztucznym wybudzaniu organizm nie funkcjonuje normalnie i jest możliwość komplikacji, choćby oddechowych. Ja wtedy nie miałam innego wyjścia, bo sytuacja była podbramkowa. Mogłam najwyżej szukać innej - całodobowej lecznicy i gdyby sytuacja nie była taka nagła, pewnie bym tak zrobiła. Ja też kastrowałam psa w małej lecznicy - tylko chirurg i stażystka do pomocy. Po operacji pies został położony w kącie na kocu i przykryty drugim kocem (narkoza wiąże się ze znaczym oziębieniem organizmu). Koce sama przyniosłam z domu (byłam uprzedzona wcześniej, że mam je przynieść). Ale ponieważ operacja była planowana (choć przekroczyła ustalony wstępnie zakres - ale z ewentualnymi komplikacjami każdy dobry lekarz się liczy) godzina jej rozpoczęcia była ustalona tak, że pies był całkowicie wybudzony (bez sztucznych wybudzaczy), a do zamknięcia lecznicy pozostało jeszcze 1,5 godziny.
  6. To ja tu też wrzucę swoje 3 grosze - sztucznych wybudzaczy absolutnie nie polecam. Owszem stosuje się to w sytuacjach przymusowych - Emil miał tak przy szyciu ucha. To było ostatniego dnia przed Wielkanocą, w lecznicy "niecałodobowej" i możliwe było tylko sztuczne wybudzenie psa lub odbieranie go niewybudzonego - a ja 33 kg psa nie udźwignę, a już na pewno nie wniosę na 2. piętro. Pies po tym sztucznym wybudzeniu, był strasznie otumaniony, łapy mu się rozjeżdżały, zataczał się i przejście tych 200 m zajęło nam pół godziny. Więc na zabieg z góry zaplanowany lepiej umawiać się tak, żeby nie trzeba było psa sztucznie wybudzać.
  7. Flaire, zgadzam się z Tobą w 100%. Dlatego właśnie zabrałam Emila do ZK i wybieram się z nim na zlot belgomaniaków. Tylko Ty masz Misię od szczeniaka, a ja w ciągu 7 miesięcy musiałam nadrabiać póttoraroczne zaniedbania wychowawcze. A w ciągu tych 7 miesięcy ja miałam 3 miesiące praktycznie wykreślone z życiorysu przez egzamin, czyli zostają 4 miesiące, w czasie których mój pies 3 razy po 10 dni był chory lub kontuzjowany (teraz już 4, ale w ZK byliśmy przed kastracją), co oznaczało zero kontaktów z psami. Więc jak na pozostałe 3 miesiące pełnej formy psa i przewodnika udało nam się osiągnąć bardzo dużo jeśli chodzi o socjalizację i wychowanie. Przypominam, że na początku oprócz "siad" i chodzenia na smyczy z ciągnięciem, ale bez wyrywania ręki, pies nie umiał nic. Broń Boże nie przypisuję tu sobie żadnych zasług - pies ma fajny charakter, łatwo się uczy, a tego, co w tym wszystkim było moją robotą, nauczyła mnie trenerka. I oczywiście uczymy się nadal i nadal będziemy się oswajać z nowymi sytuacjami. Ale mimo wszystko mam nadzieję, że ta żywiołowość mu pozostanie. :D
  8. U mnie było tak, że 2,5 godziny po operacji (która była większa niż normalna kastracja, bo pies był wnętrem i jądra trzeba było szukać) pani doktor zadzwoniła, że pies się zaczyna budzić i za godzinę mogę po niego przyjść (lecznicę mam 200 m od domu). Gdy przyszłam, Emil na dżwięk mojego głosu przybiegł do mnie (zahaczając po drodze pyskiem o miskę z wodą oraz o własny brzuch). Chwilę trwało zakładanie mu kołnierza i regulowanie przeze mnie rachunku. Potem pies na własnych łapach przeszedł te 200 m do domu i wszedł na 2. pietro. Powoli, ale o własnych siłach. W domu od razu położył się spać. Całkowicie zgadzam się z przedmówcami - pies ma być "na łapach".
  9. Flaire, wszystko pięknie, jeśli na szkolenie grupowe chodzi się od początku do końca. Jak przeczytasz mój pierwszy post w tym topicu, to zobaczysz, że odpowiedziałam wprost na pytanie Agnes - znalazłam jej szkolenie grupowe, które odbywa się tylko w tygodniu. Ale dla niej było to za daleko i to mogę zrozumieć. Potem cała reszta była już na temat, czy lepsza 1/3 szkolenia grupowego, czy kilka lekcji indywidualnych. Dalej będę się upierać, że to drugie. Każdy kurs grupowy ma jakiś program i nikt nie będzie go raczej dostosowywać do potrzeb klienta, który z założenia będzie uczesniczyć tylko w 1/3 kursu. Co do Emila - pewnych doświadczeń mój pies nie ma. To była pierwsza sytuacja, kiedy pies znalazł się w zamkniętym pomieszczeniu (do tego nie na swoim terytorium), w którym było dużo osób (ja mieszkam sama, a gości mam rzadko i raczej pojedynczo) i inne psy. Gdyby miał możliwość spokojnego obwąchania się z obecnymi psami, to w końcu położyłby się i byłby spokój. Ja mu tej możliwości nie dałam - mea culpa. Ale dla mnie była to również sytuacja nowa, więc wolałam trzymać go cały czas na smyczy. Poza tym widziałam, że jeden z tych psów wyraźnie się go boi. W normalnych warunkach (w parku) Emil leci do każdego psa, jeśli tylko mu na to pozwolę. I albo jest wspólna zabawa, albo po obwąchaniu się (zwykle również po warknięciu drugiego psa na Emila, jeśli jest to pies mniejszy od niego), Emil traci zainteresowanie i zajmuje się "swoimi sprawami". Jeśli nie pozwolę pobiec do drugiego psa, Emil się temu poddaje, ale to nie znaczy, że nie miałby ochoty pobiec (długo jeszcze potrafi się oglądać to na psa, to na mnie, w nadziei, że jednak zmienię zdanie). Nigdy nie kryłam, że mój pies jest wyjątkowo żywiołowy i towarzyski. :D Pewnie można byłoby go "przygasić", ale mnie taki temperament odpowiada. Ja potrafię go opanować (w ostateczności trzymając na smyczy, jak to było w ZK), nikt inny nie musi. ;)
  10. Zdecydowanie tak. Ja wprawdzie karmiłam Emila tylko Adult Large Breed, więc nie mam porównania z innymi gartunkami, ale Kyane dawała Atreyowi również zwykłą Premium i szybko wróciła do tej dla dużych ras. Podobno jest również smaczniejsza, w każdym razie dla Atreya. :) Ja jestem z tej karmy bardzo zadowolona, Emil ma po niej lśniącą sierść i sprężyste ruchy, poprawiło mu się umięśnienie, a przy tym nie tyje (mimo kastracji). Dostaje ją również w charakterze nagród na spacerach, choć przy następnej dostawie zamierzam zamówić dodatkowo jakiś mniejszy worek Lamb & Rice, właśnie na nagrody, żeby pies miał jakąś odmianę. Już kilku psiarzom na moim osiedlu podałam namiary na dystrybutorkę i wszyscy są bardzo zadowoleni (m.in. również właścicielka goldena).
  11. Water, widzę, że jesteś z Warszawy. To ja zapraszam na skwer nad tunelem na Wisłostradzie. Zobaczysz mojego "nienaturalnie uspokojonego psa" jak galopuje w szalonym pędzie, a ja tylko modlę się, żeby sobie łepetyny o któreś drzewo nie rozwalił. :lol: BTW, mój Emil jest najlepszym przykładem, że czasem profilaktyka okazuje się nie tylko profilaktyką. Gdybym nie podjęła decyzji o wykastrowaniu pozornie zdrowego psa bez jakichkolwiek wskazań do kastracji, to pewnie nigdy nie dowiedziałabym się, że jest jednostronnym wnętrem lub dowiedziałabym się za późno. A takich właścicieli, którzy dowiadują się po kastracji, że już rozpoczął się jakiś proces chorobowy, który ta kastracja zlikwidowała, znam więcej (mam na myśli zarówno psy jak i suki).
  12. Owszem, cena wzrosła o 80 groszy. Ten numer faktycznie jest lepszy. Po bzdurach w kilku ostatnich numerach powiedziałam sobie, że daję im ostatnią szansę i jestem mile zaskoczona.
  13. Spróbuję jeszcze dokładniej to wyjaśnić. Bezpłodność wnętra jest czysto mechaniczna, tzn. istnieje dotąd, dopóki choć jedno jądro nie zstąpi do moszny. Po prostu takie jądro "w brzuchu" ma zbyt wysoką temperaturę i plemniki giną. Gdy różnymi zabiegami uzyskamy zstąpienie jąder do moszny, jądra zaczynają pracować normalnie. Ale problem wnętrostwa pozostaje i potomstwo takiego "byłego wnętra" może już nie mieć tyle szczęścia i u niektórych szczeniaków po nim albo po jego córkach jąder nie da się sprowadzić do moszny.
  14. "Wyczułam" zadane przez Ciebie pytania już po napisaniu poprzedniego posta, więc zaraz dopisałam odpowiednie wyjaśnienia. Odpowiedzi masz wyżej. 8)
  15. Ja tu w kwestii ostatnich pytań. Wnętroswo jest wadą dziedziczoną, ale uwaga - nie tylko po ojcu. Wadę tę szczeniaki mogą odziedziczyć również po matce, która jest córką wnętra. I jeszcze jedno wyjaśnienie. Obustronny wnętr jest zawsze bezpłodny, ale jednostronny wnętr może mieć potomstwo. Również bardzo późne zstąpienie jąder do moszny może oznaczać, że potomstwo takiego psa będzie dziedziczyć wnętrostwo. I w przypadku psów rasowych dopuszczonych do hodowli zwykle tak właśnie jest. Pies reproduktor - doskonałe oceny na wystawach, nikomu nie przyjdzie do głowy sprawdzić, kiedy mu jądra do moszny zstąpiły. Ja ostatnio ten temat dość dogłębnie przerobiłam, bo przy kastracji Emila okazało się, że był on jednostronnym wnętrem. Wnętra trzeba koniecznie wykastrować, bo w przeciwnym razie istnieje bardzo duże ryzyko nowotworu i to złośliwego.
  16. Po ostatnich pytaniach właśnie doskonale widać, jak dużo osób ten pierszy post czyta. :D
  17. Dla mnie również! :roll:
  18. Długość linki zależy od szybkości psa i szybkości przewodnika (im szybszy pies i wolniejszy przewodnik tym dłuższa linka) oraz od ukształtowania terenu (jeśli teren otwarty - np. łąka lub duży skwer z niewielką ilością "przeszkód" typu drzewa, ławki itp. - wtedy linka dłuższa, w parku trochę krótsza, bo inaczej będzie się ciągle o coś zaczepić i zaplątywać). Ja używałam linki 20-metrowej - ze względu właśnie na szybkość psa, bo on ruszał jak błyskawica, choć ze względu na ukształtowanie terenu (park) linka mogłaby być krótsza. Po 3 tygodniach uznałam, że już na tyle wyrobiłam sobie refleks w przydeptywaniu linki, a pies coraz rzadziej olewa moje komendy, że można skrócić linkę do 15 m. Ale nie zrealizowałam tego pomysłu, bo po kolejnym tygodniu (czyli w sumie po miesiącu) linka była już w ogóle niepotrzebna. BTW - mogę Ci tę linkę pożyczyć, mnie nie będzie potrzebna do czasu, gdy kupię Emilowi do towarzystwa szczeniaka - a to planuję dopiero za rok. Po co masz niepotrzebnie wydawać kasę, której nie masz (a taka linka to już prawie godzina szkolenia indywidualnego :wink: ). Zanim spuścisz psa ze smyczy, przypinasz mu linkę do obroży (to musi być zwykła obroża, broń Boże kolczatka czy łańcuszek zaciskowy), linka ma na jednym końcu karabinczyk, drugi puszczasz wolno na ziemię. Nie wolno łapać linki ręką, bo można stracić palce. Sytuacja 1 - Gdy widzisz, że pies chce np. pobiec do innego psa i nie reaguje na Twoją komendę (typu: stój, nie wolno, do mnie itp.) i zaczyna lecieć, przydeptujesz linkę, zanim koniec śmignie z daleka od Ciebie. Przydeptywać trzeba prostopadle do przebiegu linki, bo inaczej pies może Cię przewrócić. To łatwiej pokazać niż opisać i do tego bardzo przydaje się dobry trener. Poza tym na początku, jak Ty nie zdążysz przydepnąć, to trener to zrobi i pies nie ucieknie. Pies biegnie dopóki mu linki starczy, a w końcu linka go stopuje. Jak już stoisz na lince, to możesz ją sobie dla pewności z drugiej strony przytrzymać ręką (ale nie odcinku między Tobą a psem, tylko na tym drugim, bo wprawdzie jak na niej stoisz, to palców Ci już raczej nie urwie, ale poparzyć nadal może). Po kilkakrotnym zastopowaniu w ten sposób pies się uczy, że jak nie reaguje na wołanie pani, to coś nie pozwala mu biec dalej. Sytuacja 2 - Pies sobie coś wącha w odległości kilkunastu metrów od Ciebie. Luźny koniec linki leży w okolicach Twoich nóg (za psem na lince trzeba stale chodzić, tak by luźny koniec linki był zawsze w Twoim zasięgu). Przywołujesz go do siebie. Jak pies nie reaguje, to krótko pociągasz linką, "przypominając" mu, że padła komenda. Jeśli przybiegnie, nagradzasz i zwalniasz. Jeśli nadal nie reaguje, po prostu go za tę linkę przyciągasz i od razu bierzesz na smycz. Efekt - pies kojarzy, że jak nie posłucha, to "kara" w postaci braku nagrody - czyli w tym przypadku możliwości dalszego swobodnego biegania.
  19. Jeżeli ustawa będzie stanowić, że ma być smycz lub kaganiec, to gmina nie może sobie tego uchwałą zaostrzyć i nakazać smycz i kaganiec. Może tylko określić miejsca, gdzie ze smyczy spuszczać nie wolno, bo to na pewno nie zostanie zawarte w ustawie. Ale ta nowelizacja ma bardzo małe szanse na uchwalenie w obecnej kadencji sejmu, a jeśli nie zostanie uchwalona do końca kadancji, to projekt trafi do kosza. Na początku tego topicu pisałam, jak wygląda proces legislacyjny i naprawdę nie chce mi się tego powtarzać. Zainteresowanych odsyłam do moich początkowych postów w tym topicu. BTW - Dobrze byłoby zmienić temat tego topicu, bo obecny wprowadza ludzi w błąd. Tej nowelizacji jeszcze nie ma i nie wiadomo, czy w ogóle będzie, to jest tylko projekt!
  20. No, jeżeli wołasz psa tylko po to, żeby wziąć go na smycz, to... ja bym też sobie poszła. :lol: Tymczasem ja nie wymagam siadania, wołam psa często ot tak sobie, żeby go pochwalić i puścić z powrotem do zabawy. I dzięki temu nie mam problemów nawet z odwołaniem od zabawy z innymi psami. I nie ma obawy, jak mój pies przyjdzie na komendę "do mnie" (albo na gwizdek, bo używam zamiennie komendy i gwizdka), to nigdzie sobie zaraz nie pójdzie, dopóki ja go z tej komendy nie zwolnię (mówiąc np. "biegaj"). A dzięki temu, że nie wymagam siadania po komendzie "do mnie", to nie musiałam z tej komendy rezygnować, gdy pies miał zabandażowaną łapę i kłopoty z siadaniem. A dodam jeszcze, że na początku miałam ogromny problem z przywołaniem. Gdy Emil zobaczył innego psa, to leciał do niego jak torpeda i był głuchy na wszelkie wołania. Wystarczyły 2 lekcje indywidualne z dobrą trenerką i ścisłe zastosowanie się do jej wskazówek na każdym spacerze przez następny miesiąc (przede wszystkim linka :P ) i problem się rozwiązał. 8)
  21. To ja bardzo chętnie zobaczę takiego psa, który idzie 3 km idealnie przyklejony do nogi, z głową podniesioną do góry i wpatrzony w przewodnika. Taki pies będzie się nadawał do księgi rekordów Guinessa, a właściciel, który tego od niego wymaga, do szpitala dla umysłowo chorych. :D
  22. Cortina, ustawa na razie nie została znowelizowana. I póki co nie ma w niej mowy ani o smyczy, ani o kagańcu. Te sprawy regulują uchwały poszczególnych rad miejskich. Więc musisz dotrzeć do uchwały Rady Miasta Poznania o utrzymaniu porządku i czystości na terenie miasta (albo jakoś podobnie, zwykle ten porządek i czystość są w tytule uchwały). To, co pisałam wyżej dotyczy wyłącznie Warszawy, w której od 1 września 2004 r. obowiązuje nowa uchwała.
  23. Ustawa absolutnie nic takiego nie przewiduje!
  24. Owszem, nauka chodzenia na smyczy, ale nie idealnie przy nodze. Uwierz mi, żaden pies nie jest w stanie robić tego dłużej niż przez kilkadziesiąt metrów. A po tych kilkudziesięciu metrach ciągnie, jak diabli, jeśli się go nie nauczy, że ma własnie iść na luźnej smyczy kilkadziesiąt centymetrów czy metr od Ciebie. A tego raczej na szkoleniu grupowym nie uczą, w każdym razie nie w pierwszym miesiącu. Na szkoleniu grupowym pies nauczy się (albo i nie :wink: ) skupiać się na Tobie w tym konkretnym otoczeniu i w obecności tych konkretnych psów, zwłaszcza, że te psy też będą zajęte skupianiem się na swoich przewodnikach. Ale pies nie przeniesie tego do codziennych warunkow i na psy spotykane w parku, które np. lecą do niego, żeby się bawić. Ćwiczenia bez smyczy owszem się wykonuje, jak sama powiedziałaś potem, czyli nie w pierwszym miesiącu zajęć. A wyglądają one tak, jak opisałam (przynajmniej w znakomitej większości psich szkół w Warszawie, bo niewiele dysponuje zamkniętym i na tyle dużym terenem, żeby bezpiecznie można było spuścić ze smyczy wszystkie psy jednocześnie). Aportowanie takie, jak jest wymagane na egzaminach PT (a w związku z tym uczone na kursach) nie ma nic wspólnego z wybieganiem psa. Wręcz przeciwnie - psy przyzwyczajone do latania za piłeczką czy patykiem, muszą się tego "oduczać", żeby nauczyć się prawidłowego aportu. Własnie na szkoleniu indywidualnym jest możliwość ćwiczenia różnych komend w czasie jednego spotkania, na grupowym ćwiczy się każdą komendę do perfekcji... czyli do znudzenia. Jeśli ja wołam psa używając komendy "do mnie", to jest mi obojętne, czy pies zatrzyma się przede mną, czy obok mnie, czy będzie stał czy usiądzie. Dla mnie jest tylko ważne, żeby na tę komendę oderwał się od tego, co aktualnie robi i przyleciał do mnie najszybciej, jak umie. Emil często po takim "do mnie" leci tak szybko, że nie zdąży wyhamować i zatrzymuje się np. metr za mną. Mnie to satysfakcjonuje, na egzaminie nie wystarczy. Nie KAŻDY Ci mowił, że tylko szkolenie grupowe. Kyane i ja jesteśmy za indywidualnym, więc to już o 2 osoby mniej wśród tych "każdych". :lol: Ja tylko sugerowałam, że jeśli już upierasz się przy grupowym, to lepiej to połączyć z indywidualnym. Pogadaj sobie z Kyane na pw, ona chodziła przez pewnien czas na szkolenie grupowe i zrezygnowała z kontynuowania go, a ma psa podobnego temperamentem do Twojego (ja zresztą też, ale ja nie chodziłam na szkolenie grupowe, więc nie jestem miarodajna). A propos temperamentu - linka, przed którą tak się bronisz, będzie raczej niezbędna. :D
  25. W takiej kwestii należy wnioskować o przeprowadzenie dowodu z opinii biegłego - lekarza weterynarii, czy wyprowadzanie psa wyłącznie na smyczy daje mu możliwość niezbędnego ruchu. Nie znam takiego weta, który powiedziałby, że tak. Moja wetka, która wie, że wzięłam psa ze schroniska i na początku nie spuszczałam go ze smyczy, żeby się nie zgubił, po jakichś 2 miesiącach zapytała mnie: "Mam nadzieję, że już go pani spuszcza ze smyczy i daje mu pobiegać?" :D Nie regulują i linka jest jak najbardziej zgodna z prawem jako smycz, choćby miała i 100 m długości. :lol:
×
×
  • Create New...