-
Posts
2330 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by BeataG
-
Być może puszka z monetami nieprzyjemnego dźwięku nie ma, ale dysk Fishera z założenia ma i o to mi głównie chodziło. A nawet gdy Twój pies się tego dźwięku nie boi, to inny może się przestraszyć i np. zareagować agresywnie. Więc lepiej nie ryzykować tego do odwołania od drugiego psa.
-
Taysha, mój pies ma prawie 2 lata, to pies po przejściach przygarnięty przeze mnie 4 miesiące temu ze schroniska. Zapewniam Cię, że poza jako takim chodzeniem na smyczy (tzn. na granicy ciągnięcia, ale bez wyrywania mi ręki) i komendą siad nie umiał nic. Puszka czy dysk ma mieć z założenia dźwięk nieprzyjemny dla psa, więc jest to straszenie. W życiu nie zaryzykowałbym z tym przy obcym psie, bo nie wiadomo, jak może zareagować. A odwracać uwagę lepiej w sposób pozytywny. A co do niereagowania na komendę do mnie - nie należy puszczać psa luzem, dopóki nie masz 100% przywołania. Od tego jest linka. Ja niestety też popełniłam ten błąd, że za szybko zaczęłam psa puszczać luzem i potem musiałam to "odpracować". Komendy zostaw nie mam - mam komendę fe (na żarcie i inne świństwa na ziemi) oraz komendę nie wolno na niedozwolone formy kontaktów z innymi psami. Obu uczyłam w ten sposób, że niewykonanie było "karane" natychmiastowym wzięciem na smycz i oddaleniem się od atrakcyjnego obiektu, a wykonanie nagradzane ulubionym smakołykiem psa. Na co oba psy się nie godzą, bo nie rozumiem? Jeśli Twój pies chce "gwałcić" innego, a tamten się nie godzi, to albo odstraszy go od razu z odległości metra i wtedy wołasz psa. Jak nie przyjdzie dobrowolnie, stopujesz go linką (do tego m.in. ona służy). Jak już Twój pies tamtego "dosiądzie" i dopiero jest protest, to "przyciągasz" go linką. Chociaż jeśli w ogóle nie akceptujesz takich zapędów Twojego psa, to w ogóle nie powinnaś do tego dopuścić - czyli stopujesz go zawsze, zanim doleci do obcego psa. Ot i cała filozofia. Żadne żelastwo niepotrzebne. Bo niby dlaczego reagować dopiero po tym, jak pies zrobi coś, czego nie akceptujesz? Przecież lepiej po prostu nie dopuścić do niepożądanego zachowania.
-
Chip, bardzo się cieszę! 8) Mam nadzieję, że wszystkie trzy spotkamy się w Cavano. A co do posłuszeństwa, to przecież agility też je ćwiczy. W ogóle nie ma przecież żadnego szkolenia ani sportu dla psów, w którym nie byłoby ćwiczone posłuszeństwo. Ja może mam trochę bzika na tym punkcie, ale jestem zdecydowaną przeciwniczką uczenia obrony, chyba że jest to z jakichś względów konieczne (np. do uprawnień hodowlanych czy u psów pracujących w obronie). Właśnie ze względu na to uczenie ataku. Poza tym jeszcze dochodzą kwalifikacje przewodnika - tak jak nie każdy pies, tak i nie każdy właściciel się do tego nadaje. Obrona sportowa jest dla mnie trochę bez sensu - bo to nic innego, jak popisywanie się tym, że pies umie gryźć rękaw. Obrona użytkowa mnie akurat nie jest do niczego potrzebna. Jeśli już miałabym kształcić psa (niekoniecznie Emila) w kierunku użytkowym, to skłaniałabym się raczej w stronę takich dziedzin jak ratownictwo czy dogoterapia.
-
A co, uważasz, że w takiej sytuacji tylko Twój pies to żelastwo słyszy? Szarpać się z dwoma psami? Przecież to największe kretyństwo! Nie byłoby tylu pogryzień między psami, gdyby właściciele nie pchali się między nie z łapami. E tam, od razu walczą. :D Nie wiesz o tym, że psy w ten sposób ustalają między sobą hierarchię? Jak ten "dosiadany" pies się na to godzi, to znaczy, że się podporządkował, jak się nie godzi, to potrafi dać intruzowi do zrozumienia, gdzie jego miejsce - bez żadnej walki. Wiem, to z doświadczeń z własnym psem - bo on tak próbuje zdominować każdego nowopoznanego psa. Godzą się na to szczeniaki, reszta go przegania. I z tymi psami, które już raz go przegoniły, Emil więcej takich numerów nie próbuje, co nie znaczy, że się z nimi nie bawi. Ale te zabawy polegają już tylko na gonitwach. A poza tym zawsze jeszcze pozostaje nauczenie psa wykonywania 2 komend - nie wolno i do mnie. A do tego nie trzeba psa straszyć.
-
Może chodziło o szczeniaka, który dopiero ma być Twoim psem? Tzn. przy wyborze. Bo faktycznie takiego głaskania szczeniak się może wystraszyć. Również "wielkoluda", który nad nim stoi. Podobnie jest z obcym psem - np. mój Emil chociaż bardzo przyjazny, po kłębie się nie da obcemu pogłaskać. Nie gryzie, co to to nie, ale zawsze się tak wykręci, żeby go tam nie głaskać. No ale ja już dawno zauważyłam, że on musiał być w poprzednim domu bity, więc takie zachowanie, to nic dziwnego. A własnego psa możesz głaskać, gdzie Ci się spodoba. A od takich rzeczy, jak to gdzie głaskać itp., ważniejsza jest po prostu konsekwencja. Czyli jak czegoś nie wolno, to nie wolno zawsze. Mój pies np. wie, że nie wolno mu wziąć z ziemi niczego, co nie pochodzi z mojej ręki. Niektórzy uczą, żeby w ogóle niczego pies z ziemi nie zbierał, ale ja na to branie tego, co pochodzi z mojej ręki, musiałam zrobić wyjątek, bo czasem nagroda się omsknie i zamiast w psim pysku wyląduje na ziemi. Ale pies bardzo dobrze rozróżnia, co pachnie panią, a co nie. Ja w dalszym ciągu używam komendy "fe", żeby Emil przypadkiem nie zapomniał. I takie fe wystarcza, żeby on nawet nie wracał w "zakazane" miejsce. Tym sposobem np. nie wyżera jedzenia ptaszkom, bo jak powiem fe, to już w to miejsce nie wraca. Na początku nie wystarczy sama komenda - przecież pies jej nie rozumie. Trzeba odwracać mu uwagę od zakazanych rzeczy - smakołykiem lub zabawką (zależnie od tego, co jest dla niego większą atrakcją). I za każdą wykonaną komendę nagradzać. Ale może się zdarzyć również tak, że po prostu trzeba będzie psu ten zakazany przedmiot "na chama" z pyska wyjąć - ale do tego pies musi być nauczony, że nigdy (nawet w zabawie) nie wolno ugryźć właściciela.
-
No to nie dość, że straszysz własnego psa, to jeszcze Bogu ducha winnego obcego psa. Bez sensu!
-
Do tego, żeby psa przestraszyć, naprawdę nie jest potrzebny dysk Fishera. Tylko po co psa straszyć? :o Wierzcie mi, są lepsze metody wychowawcze!
-
Kyane, trochę źle mnie zrozumiałaś, jeśli chodzi o rady Twojej trenerki. Mnie nie chodziło o to, że ona robi reklamę firmie i na siłę wciska Ci to, co ta firma oferuje. Tylko - pracując w takim a nie innym miejscu - ma jakby "zakodowane" te formy szkolenia, w których sama działa i w związku z tym agility nawet jej może nie przyjść do głowy, chociaż pewnie, gdybyś ją o to zapytała, powiedziałaby Ci po namyśle, że to dobry pomysł. Pod warunkiem, że wie, co to w ogóle jest agility, bo przekonałam się ostatnio, że niektórzy szkoleniowcy nawet o czymś takim nie słyszeli. Ale broń Boże nie twierdzę, że tak jest w przypadku Twojej trenerki. A tak przy okazji - szkolenie PT nie musi być "nudne". Niestety w naszym wypadku mści się to, że mieszkamy w dużym mieście i większość szkół nie ma warunków, żeby zrobić bardziej "dynamiczne" szkolenie. Szkoły, które takie warunki mają, potrafią zrobić z PT atrakcyjną zabawę, w czasie której pies przez większość czasu jest bez smyczy. No ale te szkoły mieszczą się z reguły na obrzeżach Warszawy albo pod Warszawą i znowu pojawia się nieśmiertelna kwestia dojazdu.
-
Jasne, że to zupełnie różne rzeczy. Ale jedno mają wspólne - zarówno na obronie użytkowej, jak i sportowej pies się uczy, że są sytuacje, w których atak jest dozwolony. I to właśnie miałam na myśli, mówiąc o bombie zegarowej. Bo nigdy nie mamy pewności, że pies nie skojarzy rękawa pozoranta z jakąś traumatyczną sytuacją z przeszłości (przeszłości, której nie znamy), a potem podobna sytuacja nie pojawi się ponownie - już nie na treningu, tylko np. w parku. Poza tym nie bez powodu pewnych ras nie wolno szkolić na IPO, a w przypadku ras, w których np. IPO jest wymogiem do dopuszczenia do hodowli, jeśli pies nie nadaje się do hodowli, to nie nadaje się zwykle również do szkolenia IPO. Jasne, że nie podejmiesz pochopnej decyzji - już na tyle Cię zdążyłam poznać, że jestem tego pewna. A co do przegadania - jestem jak najbardziej za. I jeszcze jedno - to, że trenerka Cię namawia na IPO, jeszcze moim zdaniem o niczym nie świadczy. W ZK jest tylko szkolenie PT, PTT i IPO, więc nic dziwnego, że trener proponuje to, co jego firma ma do zaproponowania. Gdyby w ZK było szkolenie agility (może w którymś oddziale jest, ale nie w Warszawie), to pewnie by Cię namawiała na agility.
-
Kyane, ja nie twierdzę, że się nie da. Dla mnie po prostu pies niewiadomego pochodzenia i do tego po przejściach, wyszkolony do obrony, to po prostu bomba zegarowa, przy czym nie wiadomo, gdzie ten zegar i na co nastawiony. Poza tym jest jeszcze kwestia umiejętności przewodnika - z tego, co czytałam na forum, nam do Mokki lat świetlnych brakuje. :D
-
Może się zaraz na mnie gromy posypią, ale jestem absolutną przeciwniczką szkolenia IPO takich psów jak Chip, Atrey czy Emil, czyli raz kundelków, które nie wiadomo co mają w genach, a dwa - psów po przejściach. Agresja kontrolowana jest nadal agresją, żeby się zdecydować na IPO trzeba znać psa od podszewki i wiedzieć na pewno, że ta kontrolowana nigdy nie przerodzi się w niekontrolowaną. A my swoje psy znamy tylko od pewnego momentu, nie wiemy, jakie urazy psychiczne mogą w nich wypłynąć w najmniej spodziewanym momencie. A jak już taki pies raz się nauczy, że w niektórych sytuacjach agresja jest dozwolona, to może być różnie. Owszem znam psy po przejściach szkolone na IPO, u których wszystko jest OK, ale znam też takie, które właśnie po szkoleniu stały się tak agresywne, że przy każdej wizycie kogoś obcego w domu trzeba je zamykać w łazience, bo jak się zapomni albo za szybko psa wypuści, to gryzą i to na serio. Poza tym takie szkolenie wymaga predyspozycji nie tylko u psa, ale i u właściciela. Jeśli to ma być szkolenie związane z faktycznym nabyciem umiejętności, a nie tylko otrzymaniem papierka, to trzeba mieć do perfekcji opanowane PT - nie w sensie wyniku egzaminu, tylko w sensie absolutnego posłuszeństwa psa na co dzień. A z tego, co wiem o tradycyjnych kursach PT, one takiego poziomu nie dają. Ja na pewno Emila pod kątem obrony szkolić nie będę i Wam - chip i kyane - radzę to samo.
-
Bardzo się cieszę i gratuluję! 8) Ale ja bym jeszcze chciała wiedzieć, jak się czuje Flaire. :D
-
Mnie się właśnie udało zmierzyć po próbach zjadania centymetra. :D 30 cm przy zamkniętej japie w najszerszym miejscu, przy otwartej zmierzyć się nie da. Nasz obecny kaganiec (skórzany) ma 37 cm w obwodzie, więc na pewno za mały nie jest, jak kupię taki plastikowy to będzie OK.
-
Wendka, gdzie dokładnie ten sklep, przy której ulicy?
-
Ja również gratuluję Pati i życzę maleńkiej wszystkiego co najlepsze. Flaire, a co u Ciebie i Misi?
-
Brawo Flaire! 8) Nikaa, fajnie, że czytałaś Fishera (tak przy okazji - przez samo 'h", bo to Anglik, a nie Niemiec) i wiesz, co trzeba robić. Tylko pytanie, czy faktycznie to robisz. Bo mnie się wydaje, że jednak nie. Ewidentnie w opisanej sytuacji pozwoliłaś psu sądzić, że to on jest górą. Niby drobiazg, ale przy okazji oddaliłaś się o milę od nauczenia psa niezżerania różnych świństw z ziemi. A tego radziłabym zacząć uczyć natychmiast (z użyciem komendy fe, fuj, nie rusz, zostaw, nie wolno, czy jakiej tam sobie chcesz). Dla mnie istnieją 3 umiejętności konieczne dla każdego psa (reszta to tylko dodatek) - przychodzenie na wołanie, zatrzymywanie się w miejscu, gdzie pies się aktualnie znajduje i właśnie niewyżeranie świństw z ziemi, śmietników itp. Brak pierwszych 2 umiejętności może się skończyć np. tym, że pies wpadnie pod samochód, a brak trzeciej tym, że pies się otruje albo poważnie rozchoruje. Oczywiście ustalenie właściwej hierarchii jest warunkiem koniecznym tego, żebyś była w stanie psa czegokolwiek nauczyć.
-
Cieszę się, że jest lepiej. Flaire musisz się nauczyć inaczej schylać i podnosić rzeczy - na ugiętych nogach, a nie na prostych. A w ogóle jak najmniej dźwigać. I uważać, żeby Cię nie zawiało. Z dyskopatią nie ma żartów. Mnie lekarka ostatnio powiedziała, że skoro każdy atak bólu jest silniejszy od poprzedniego, to któryś kolejny może się na stole operacyjnym skończyć. Nie chodzi oczywiście o to, żeby się nie ruszać, wręcz przeciwnie - gimnastyka jak najbardziej wskazana, ale trzeba dbać o odpowiednią pozycję - zwłaszcza przy schylaniu się i podnoszeniu czegokolwiek. Przy diclo duo przydałaby się jakaś osłona żołądka (polprazol, ranigast, smecta lub podobne), bo te wszystkie leki tzw. przeciwgośćcowe strasznie zżerają śluzówkę żołądka.
-
Skoro ciągnie, to nie upieraj się, żeby szedł przy nodze, bo w ten sposób usiłujesz nauczyć 2 rzeczy na raz, więc nic Ci z tego nie wyjdzie. W nauce psa obowiązuje zasada jednej trudności na raz. Czyli nie zwracasz uwagi, że pies idzie metr przed Tobą czy metr z boku, ważne, żeby nie ciągnął. A uczy się tego tak: Najlepsza jest długa (tzw. regulowana) smycz - tam, gdzie to możliwe wydłużona na maxa, na ulicy do 2/3 długości. Pies ciągnie, Ty stajesz i "wrastasz w ziemię". Pies się w końcu zainteresuje, co nie pozwala mu iść dalej, odwróci się do Ciebie, a tym samym poluzuje smycz. Wtedy ruszasz, pies znowu ciągnie, Ty znowu stajesz itd. Najpierw będziesz tak stawać co krok, potem co kilka kroków, a wreszcie co kilkadziesiąt metrów. Uprzedzam, że trzeba dużo cierpliwości i konsekwencji, ale się opłaca. Ta metoda jest znacznie szybsza i efektywniejsza, niż szarpanie, prowadzenie psa na maksymalnie skróconej smyczy, kolczatka, łańcuszek itp.
-
Skoro sytuacja pod kontrolą to OK. Na wszelki wypadek wysłałam Ci na priva mój nr telefonu. Jakbyś coś potrzebowała, to dzwoń.
-
Flaire, dawaj mi adres na priva. Mam diclo duo w domu, maść rozgrzewającą też, więc mogę Ci przywieźć i masaż zrobić. Dysku Ci nie wstawię, bo kręgarzem nie jestem, ale w masażach mam doświadczenie, bo moja mama miała dyskopatię. Ja zresztą też mam, ale sama sobie masażu nie zrobię i Ty też nie.
-
O kurcze, kiepska sprawa! Flaire, ibuprom przy takim stanie za słaby. Lepszy byłby diclo duo, ale to na receptę. Masz kogoś, żeby Ci przepisał? I może przydałby się kręgarz albo przynajmniej masaż z maścią rozgrzewającą. I koniecznie leż na twardym. A kiedy Misia będzie rodzić? Może jakieś ochotnicze pogotowie ratunkowe zorganizujemy?
-
Wendka, gdzie dokładnie przy Parku Skaryszewskim (przy której ulicy)? Bo ja tam mam zdecydowanie bliżej - tylko przez most przejść. Ta 10 powinna być dobra, bo Emilek pychol ma dość "subtelny" (oczywiście jak na mieszankę ras, od których pochodzi). Też bym wolała plastikowy, jak się nie da, to faktycznie zrobię skórzany na miarę (rymarza mam u siebie w kamienicy).
-
Flaire, dzięki za info o sklepie. Na pewno się tam wybiorę. Kaganiec Brutusa, choćby był idealnie dobry na Emila, to jednak w rachubę nie wchodzi, z racji tego, że metalowy. Ale myślę, że największy plastikowy byłby OK.
-
Nie ma sprawy - pierwsza się zgłaszam. Mnie dzieci też lubią - nie tylko psy. Własnych wprawdzie nie mam, ale cudzych wyniańczyłam tyle, że na żlobek by wystarczyło. :D
-
Bomba! Aż mi się cieplutko na sercu zrobiło. 8) I cudownie, że mała od początku będzie miała kontakt z piechami. :)