-
Posts
2330 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by BeataG
-
Kyane, to przy okazji wyjaśniłaś i moje wątpliwości. Bo jak już niektórzy tu wiedzą, mój Emil też z Azylu pod Psim Aniołem i tak sobie pomyślałam, że może psiaki się znają, a może nawet były w jednym boksie. Ale jednak nie, bo Emil trafił do Azylu w październiku, a ja go przygarnęłam 17 stycznia. Ale charakterki mają jak najbardziej podobne. :D Emil też jest przyjazny do ludzi, jest zresztą ulubieńcem wszystkich sąsiadów. Do psów leci, żeby się bawić, tyle że nie szczeka (szczeka tylko, żeby mnie "zawiadomić", że ktoś dzwoni do drzwi, jakbym przypadkiem nie słyszała). Zero agresji, chyba że ktoś próbuje atakować panią. Taki przypadek mieliśmy raz i tego niesympatycznego ASTa z jeszcze bardziej niesympatycznym panem musimy teraz omijać szerokim łukiem, bo boję się, że Emil mógłby za bardzo wziąć sobie do serca konieczność obrony pani. Na szczęście facet nas też omija, bo po tamtym incydencie (jak mnie poszczuł swoim pieskiem) nasłałam na niego Straż Miejską.
-
U mnie kości nie wchodzą w rachubę. Mniejsze Emil połyka w całości (tzn. raz połknął i więcej nie próbowałam), większe owszem gryzie (co zajmuje mu raptem kilka minut), ale po jednych i drugich biegunka murowana. A ponieważ on i tak reaguje rozwolnieniem np. na każdy stres, to dokładać mu nie zamierzam. A dlaczego nie gotuję? Cóż, Emil jest "żerny" zjadłby wszystko i jeszcze trochę, więc za diabła nie wiedziałabym, ile tego gotowanego mam dawać, żeby nie było za mało ani za dużo. A na karmie jest napisane, jaka jest dzienna dawka dla psa o określonej wadze. I tak mu daję trochę więcej, bo ta norma to leci do miski, ale sporo karmy wychodzi w charakterze "pomocy naukowych". :D
-
Oczywiście - dla szczeniaka 3 razy to za mało. Ja miałam na myśli dorosłego psa i to, że jak się przyzwyczai psa do stałych pór wychodzenia, to szybciej się nauczy kontrolować potrzeby fizjologiczne. To, co pisałam o czasie trawienia, dotyczy dużych ras, bo takiego psa mam i tym się interesowałam. Mój pies nakarmiony o 20.00 i wyprowadzony na wieczorny spacer o 23.00 do 24.00 wytrzyma bez problemu do 11.00 (inna sprawa, że Emil lubi sobie długo pospać). Być może małe trawią szybciej, najlepiej sprawdzić w literaturze, jak to wygląda dla konkretnej rasy, ale tak czy owak chodziło mi o to, że trzeba pory karmienia skorelować z porami wychodzenia. A czas nauki jest faktycznie różny u różnych psów, ale w dużej mierze zależy też od postępowania właściciela i trwa tym krócej, im mniej się psu miesza w głowie i wprowadza zmian. Mój Emil, jak czasem muszę z nim wyjść wcześniej niż zwykle, to się po prostu nie załatwi, a o stałej porze załatwia się, jak tylko dopadnie trawki z krzaczkiem, pod którym się może schować, a potem ma resztę spaceru "dla siebie".
-
Fajnie, tylko ciekawa jestem, kogo zawołają, jak nikogo w domu nie będzie. :D Bo jak nie będą wiedziały, ile muszą czekać, to czekać nie będą. A jak będą miały stałe pory wychodzenia, to ich fizjologia się szybko do tego przystosuje. Chyba nic nie stoi na przeszkodzie, żeby ustalić psu 3 stałe pory wychodzenia? A jak się nadprogramowo trafi możliwość dodatkowego wyjścia, to OK.
-
Sorry, ale stałe pory wychodzenia na spacer i jedzenia to podstawa. Jeżeli np. wychodzisz do szkoły raz na 8.00, a innym razem np. na 10.00, to trzeba się poświęcić i wstać wcześniej, żeby wyjść o stałej porze. Wtedy pies bardzo szybko się uczy kontrolować swoje potrzeby fizjologiczne. Wychodzenie nie o stałych porach może się zdarzyć, gdy np. pies ma rozwolnienie i chce wyść wcześniej, albo jako spacer nadprogramowy, gdy masz więcej czasu (np. w weekend), ale wtedy wyjście o stałej porze też musi być. Pamiętaj, że każdy pies kocha "rytuały". Musi wiedzieć kiedy i czego może się spodziewać, inaczej jest rozkojarzony i wytrącony z równowagi. Pies nie ma wprawdzie wyczucia czasu w naszym rozumieniu, tzn. nie wie, co to godzina czy kwadrans, ale ma coś w rodzaju zegara biologicznego, który mu mówi, że np. za pół godziny będzie pora wyjścia. I jeśli nie jest chory, to nawet jak mu się chce siusiu czy kupkę, to te pół godziny bez problemu wytrzyma. Poza tym przy stałych porach karmienia i spaceru sam organizm psa ustawia się w ten sposób, że "chce mu się" wtedy, gdy przychodzi stała pora spaceru. Oczywiście trzeba też z porami wyjść skorelować pory karmienia. Trawienie u psa trwa ok. 12-15 godzin i tak sobie trzeba obliczyć pory spacerów. Czyli jeśli np. pies dostaje jeść o 18.00, to następnego dnia trzeba z nim wyjść nie później niż o 9.00 Dlatego najlepiej karmić psa (dorosłego) 2 razy dziennie - rano i wieczorem, bo jeśli będzie dostawał jeść raz, np. o 16.00, to może nas zerwać z łóżka już o 4.00 rano.
-
Prawie dobrze - najistotniejsze jest to, że MOŻNA SPUSZCZAĆ ZE SMYCZY. Wyżej wkleiłam odpowiednie fragmenty uchwały, radzę się ich nauczyć na pamięć. Jest już planowana nowa uchwała, która w zakresie smyczy i kagańca powtarza właściwie to, co mówi stara - też będzie można spuszczać ze smyczy w miejscach mało uczęszczanych (w domyśle - przez ludzi bez psów :D).
-
Oj, skoro tak, to zapewne sygnalizuje, tylko Wy tych sygnałów nie dostrzegacie. :) Nie każdy pies sygnalizuje chęć wyjścia piszczeniem czy drapaniem w drzwi. Mój np. jest już dorosły i generalnie załatwia się o stałych porach, więc rzadko sygnalizuje chęć wyjścia, ale jak chce wyjść nie o stałej porze, to podchodzi do okna i trąca nosem firankę. :D Szczeniak często jak chce wyjść, to zaczyna się nagle kręcić albo wręcz przeciwnie - robi się bardzo powolny i chodzi na "sztywnych nogach". Musisz uważnie patrzeć, jakie sygnały daje Twoja suczka.
-
Trzeba bardzo chwalić i nagradzać za każdą kupkę i siusiu na polu, a ignorować ją, jak zrobi w domu. Wtedy szybko załapie, że opłaca się załatwiać na polu. I właśnie nagradzanie jest tu najważniejsze, bo skoro ona w domu robi to gdzieś w kącie, to prawdopodobnie boi się załatwiać w obecności właściciela. Być może kiedyś spotkała ją za to kara, jak została przyłapana na gorącym uczynku i teraz to obróciło się przeciw Wam. Ale tu może być jeszcze jeden problem, niektóre psy tak mają, że nie załatwią się będąc na smyczy, tylko muszą być spuszczone i wtedy załatwiają się gdzieś pod krzaczkiem, gdzie nikt nie chodzi. Albo przynajmniej muszą mieć na tyle długą smycz, żeby pod ten krzaczek wejść. Najważniejsze - to nie karać złego zachowania, tylko nagradzać dobre. Karaniem osiągnie się tylko tyle, że pies będzie załatwiał się w domu gdzieś po kątach albo pod nieobecność właściciela. I nauczenie go załatwiania się na dworze i sygnalizowania, że chce wyjść, będzie trwało znacznie dłużej niż w przypadku nagradzania. Bo pies wie, że nie wolno mu zrobić kupki w domu w obecności właściciela, ale nie wie, gdzie wolno, a swoich potrzeb fizjologicznych powstrzymać przecież nie może. Więc trzeba mu wyraźnie dać do zrozumienia, że załatwianie się na polu = nagroda.
-
Ja dodam jeszcze coś od siebie. Jak już będziesz miała przywołanie, to nie używaj go w sytuacjach, kiedy będziesz chciała zakończyć zabawę. Gdy pies szaleje z jakimś swoim ulubionym kolegą czy koleżanką, to nie ma takiej nagrody, która by to przebiła. Więc jeśli chcesz zabawę definitywnie zakończyć i na przykład wracać do domu, to lepiej podejdź, złap psa za obrożę i weź go na smycz, mówiąc coś w rodzaju "wystarczy", a nie stosuj gwizdka, czy słownego przywołania, bo tylko je sobie spieprzysz. Co innego, gdy chcesz przerwać zabawę tylko na chwilę, np. żeby przypomnieć psu komendę. Wtedy go możesz odwołać (jeśli już masz opanowane przywołanie tak, że wiesz, że pies przyjdzie), dać mu smakołyk i puścić z powrotem do zabawy. Możesz się nawet w takiej sytuacji obejść bez smakołyka, tylko psa pochwalić, bo i tak puszczenie go z powrotem do zabawy będzie dla niego największą nagrodą. Natomiast bardzo umacnia przywołanie, jeśli przywołujesz psa PRZED zabawą. Gdy np. widzisz, że zbliża się kumpel Twojego psiaka, przywołaj psa, a potem w charakterze nagrody puść go do zabawy. Ale to wszystko dopiero, jak już przywołanie będzie opanowane. Gdy nie jesteś pewna, czy pies w danej sytuacji na komendę przyjdzie, to lepiej sama do niego podejdź. To, co napisała Iwona o uciekaniu, to święta prawda. Ja też na początku musiałam biegać (a swoje lata mam i bieganie nie jest moim ulubionym sportem :D), teraz nawet nie muszę się odwracać, bo Emilowi wystarczy, że ja za nim nie idę, tylko stoję w miejscu. Tak się boi, że pani mu zginie, że leci do mnie, jak torpeda.
-
Ufff, no to odetchnęłam z ulgą. Widać mam dobrą intuicję, bo nigdy imienia nie używam do nieprzyjemnych rzeczy, jak chcę wyczyścić uszy albo wytrzeć oczka, to owszem mówię chodź, ale nie używam tego do niczego innego. Więc jest: - chodź, wytrzemy oczka, - chodź, wyczyścimy uszka, - chodź, uczeszemy pieska i - chodź, wracamy do domku (ale jak już mam psa na smyczy). A na przywołanie (skojarzone z nagrodą) zawsze jest "do mnie", no a teraz gwizdek. Częściej używam gwizdka, ale do mnie też, żeby pies nie zapomniał i żebym miała przywołanie, jak zgubię gwizdek albo go zapomnę. Ale muszę też przyznać, że te wszystkie nieprzyjemności związane z "chodź" Emil znosi ze stoickim spokojem.
-
Iwona, a jak schrzaniłaś? Napisz, żebym wiedziała, czego unikać.
-
Kochana, tu nie ma znaczenia - rasowy czy nie. Każdy pies potrzebuje odpowiedniego żywienia, czyli przede wszystkim dobrej jakości białka i tłuszczu. Białko powinno być mięsne, bo pies jest zwierzęciem mięsożernym. Lepsze karmy są droższe, bo właśnie zawierają białko zwierzęce (przeważnie z kurczaka lub jagnięciny), a nie sojowe, które jest głownym składnikiem karm sprzedawanych w supermarketach. Poza tym lepsze karmy są lepiej zbilansowane, tzn. dostarczają wszystkich potrzebnych składników odżywczych, mineralnych i witamin w odpowiednich proporcjach - pod warunkiem oczywiście, że dobierzesz karmę odpowiednio do wieku, wielkości i trybu życia psa i nie będziesz np. karmić szczeniaka karmą dla seniorów i odwrotnie. Ta lepsza karma wbrew pozorom nie jest taka strasznie droga, bo jest wysokoenergetyczna i wychodzi jej dziennie mniej niż karmy gorszej jakości. Opłaca się kupować karmę w największych workach (15 kg), bo wtedy koszt kilograma wychodzi najtaniej. Lepiej też kupować karmę w hurtowniach, niż w sklepach zoologicznych czy u weterynarza, bo to wychodzi jeszcze taniej. Są też firmy sprzedające karmę z dowozem do domu, wychodzi ciut drożej niż w hurtowni, ale jednak taniej niż w sklepie czy u weterynarza. Napisz, gdzie mieszkasz, to na pewno forumowicze wskażą Ci miejsca, gdzie możesz najtaniej kupić dobrą karmę. I jeszcze jedno - na karmie nie warto oszczędzać. Bo potem pies może mieć różne dolegliwości żołądkowe, skórne itp. A wtedy na leczenie wydasz więcej, niż zaoszczędziłaś na karmie. Dla przykładu mogę Ci powiedzieć, że mnie żywienie psa (mieszaniec ONa z dogiem niemieckim, waży 40 kg) kosztuje miesięcznie ok. 120 zł (karmię Eukanubą), a będzie kosztować jeszcze mniej, bo przechodzimy właśnie na Nutrę Nuggets dla psów pracujących - czyli czarną, najdroższą, ale jednak tańszą od Eukanuby. Obie karmy jak najbardziej godne polecenia.
-
Przy tym drugim gwizdku załapał praktycznie od razu, bo to było tak, że wróciłam z tymi zakupami, miałam jeszcze 2 godziny do spaceru i na początku przez kilkanaście minut było gwizdek - nagroda. Potem pies poszedł "do siebie", za kilka minut zagwizdałam - przyleciał. Znowu trochę oddechu gwizd - przyleciał. I tak aż do spaceru. No i na spacerze jak go spuściłam ze smyczy, to pies został w tyle, wąchając ślady suczek na trawce. Ja przeszłam jakieś 20 metrów, zagwizdałam - przyleciał. I tak to potem powtarzałam przez jakieś 1,5 godziny. Tzn. jak był zajęty jakimś obwąchiwaniem, odchodziłam na 20-30 metrów, gwizdałam i przylatywał. I tak mu już zostało. Ale uczciwie mówię, że moim zdaniem zadziałała nie tyle zmiana gwizdka (chociaż na ten pierwszy reagował gorzej), ile zmiana metody (jak "po chińsku" postępowałam z pierwszym gwizdkiem, znajdziesz w postach wyżej) i przede wszystkim zmiana nagrody - bo za dropsy jogurtowe Emil się da pokroić.
-
Jeszcze raz dziękuję Flaire, wendce i Iwonie za dobre rady. Oto mój meldunek z placu boju: Ten ultradźwiękowy gwizdek z regulowaną częstotliwością zgubiłam (a raczej zgubiłam jego przykręcaną część), więc kupiłam zwykły metalowy gwizdek z kulką. Jego dźwięk zdecydowanie psa zainteresował - może dlatego, że razem z gwizdkiem kupiłam kolejną porcję dropsów jogurtowych, które ten pies uwielbia i nową karmę (czarną Nutrę Nuggets), która mu zdecydowanie przypadła do gustu. I początki warunkowania nowego gwizdka były takie, że pani miała gwizdek w ustach, a obok na stole stało pudełko z dropsami i kubek z Nutrą. :D No i teraz mam efekt taki, że na gwizdek - obojętne, w domu czy w parku - pies leci z szybkością błyskawicy. Dodam jeszcze, że zawsze stosuję podwójny gwizd - jakoś tak mi się skojarzyło, że skoro komenda "do mnie" ma 2 sylaby, to trzeba gwizdać 2 razy. I pies po pierwszym gwizdnięciu zatrzymuje się (jeśli akurat biega) lub wstaje (jeśli leży), a po drugim leeeci do mnie. :) Inne psy na mój gwizdek nie reagują (nikt inny w okolicy gwizdka nie używa), więc nie mam tego problemu, żeby mi na gwizdek leciało pół parku. :D
-
To ciekawa jestem, jak Ty sobie to samodzielne szkolenie wyobrażasz? Na pustyni? Przecież my szkolimy swoje psy w parkach, wśród innych psów, nawet w trudniejszych warunkach, bo na zorganizowanym szkoleniu każdy robi (albo stara się robić) to, co każe trener. I nikt Ci Twojego psa i Twojej roboty nie psuje. A ja mam takie sytuacje, że np. uczę psa chodzenia przy nodze, a ktoś go woła albo podchodzi, żeby go pogłaskać, "bo taki milutki". Albo ja chcę poćwiczyć spokojne podchodzenie do obcego psa, a jego właściciel mówi mu "biegaj do pieska". A tak w ogóle to, co Ty nazywasz "szkoleniem", to tylko baaardzo niewielka część szkolenia psa. Psa się szkoli cały czas - w domu, na spacerze. To tak jak z nauką języka obcego. Nikt nie nauczy się języka tylko na 2 godzinach lekcji 2 razy w tygodniu, musi uczyć się sam w domu, słuchać kaset, oglądać filmy, rozmawiać w obcym języku, gdy tylko ma taką możliwość itp. A profesjonalne szkolenie (obojętne - grupowe czy indywidulne) służy przede wszystkim temu, żeby właściciel nauczył się, jak ma szkolić swojego psa. I tak naprawdę szkolenie psa trwa całe psie życie.
-
Nie policja, tylko myśliwi, a oni raczej celnie strzelają. Widział kto policję w lesie hehe.
-
Zgadza się - bo w mieście mogą Ci najwyżej mandat wlepić, a w lesie mogą Ci psa zastrzelić.
-
Biedny pies, bardzo mu współczuje, że na takich nowych właścicieli trafił, poprzedni raczej już nie mogli być dużo gorsi. Mają psa od roku, jakieś (choćby drobne) problemy były od początku. Niczego psa nie nauczyli, a chcą od niego wymagać posłuszeństwa. Do tego biciem. Trudno gorzej. Bo to bicie smyczą na pewno nie było po raz pierwszy. Tylko kretyn może myśleć, że biciem można psa czegokolwiek nauczyć. Lepiej niech go oddadzą komuś, kto ma pojęcie o wychowaniu psów. Bo oni absolutnie żadnego pojęcia nie mają i jeśli ten pies ich kiedyś zagryzie, to sami sobie będą winni. A prędzej czy później to nastąpi. Lepsze już nawet schronisko, zresztą szczecińskie schronisko jest na niezłym poziomie i tam prędzej znajdą nowego pana, który będzie odpowiedni dla tego psa. Sorry, ale w tym przypadku wszystkie Wasze rady są do kitu. Gdyby Ci ludzie mieli tego psa od miesiąca, to tak, ale po roku z psem, który nie był u nich od szczeniaka i miał juz wcześniej przejścia, do których oni się solidnie dołożyli, nie widzę szans na odwrócenie hierarchii, bo ten pies się po prostu boi. I wcale mu się nie dziwię, też bym się bała i gryzła, gdyby ktoś mnie tak przez rok traktował. Nawet gdyby oni potrafili zmienić swoje metody (w co szczerze wątpię), to pies już im nie zaufa. Więc koniecznie trzeba mu znaleźć nowych właścicieli, zanim dojdzie do tragedii.
-
Raczej nie sądzę, żeby należało się tego obawiać. :D Pies bardzo dobrze wyczuwa nastroje pana i jak pan kogoś nie lubi, to pies też i odwrotnie. :D Możesz przed daną osobą ukrywać, że jej nie lubisz, ale psa nie oszukasz. Pies to zawsze wyczuje. :D
-
OK. Dzięki za wszystkie rady. Teraz idę z psem na spacer i póki co będziemy ćwiczyć chodzenie na smyczy, bo pies się wyszalał rano i po południu, a pani ma zdarte gardło i kiepsko widzi po ciemku. :D
-
No, nie wiem, może ja mam zbyt analityczny umysł. Bo jeśli pies potraktuje gwizdek jako kliker, to może być taka sytuacja - pies się bawi z innym psem, ja go chcę odwołać, gwiżdżę, a on uważa to za pochwałę, więc bawi się dalej. To ja jednak wolę, żeby on ten gwizdek traktował jako komendę. :D
-
Ale jak przestawię psa na gwizdek zamiast klikera, to wszystko inne też mu będę musiała gwizdać, a ja chcę gwizdek TYLKO NA PRZYWOŁANIE, WŁAŚNIE JAKO KOMENDĘ. Na całą resztę wystarczą mi komendy słowne, zresztą on już umie siad, waruj, biegaj. Tylko zamiast "do mnie" chcę mieć gwizdek.
-
Żeby uwarunkować na gwizdek, musiałabym wołać "do mnie" i gwizdać, jak do mnie leci. A mnie chodzi o to, żeby wyeliminować "do mnie" i nie zdzierać gardła. Uważam, że pies ma opanowane "do mnie", natomiast ewidentnie nie ma opanowanego "stój" i nad tym pracuję. Nie wiem, może jak widzę innego psa, to powinnam wołać "do mnie", ale to "stój" jest u mnie odruchowe. :(
-
No to teraz już nic nie rozumiem. :(
-
Iwona, czegoś tu nie rozumiem. Kliknięcie jest w momencie zachowania, które chcę nagrodzić. Więc jak mam uwarunkować gwizdek, skoro DOPIERO PO GWIZDKU on zaczyna lecieć do mnie?