Jump to content
Dogomania

BeataG

Members
  • Posts

    2330
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by BeataG

  1. Dziewczyny! U mnie przywołanie jest jak najbardziej nieformalne. Żadnych egzaminów zdawać nie będziemy, mnie chodzi tylko i wyłącznie o bezpieczeństwo psa. A gwizdek po prostu dlatego, że mam bardzo słabe gardło i wystarczy, że na dworze kilka razy, nawet niezbyt głośno, krzyknę "do mnie", to potem chrypa murowana. A w czasie jednego spaceru przywołuję go do siebie kilkanaście razy. A kliker dlatego, że pies ma już zakodowane kliknięcie = żarcie. Więc klikam jak jest już ok. metra przede mną, a potem smakołyk.
  2. Wendka, nie wiem czy to nie jest 100% przywołania. Pies przychodzi do mnie ZAWSZE, ale czasem z szybkością błyskawicy, a czasem z pewnym ociąganiem. :D Mój problem, z powodu którego zafundowałam Emilowi lekcje z panią Wandą, jest trochę inny - jak zobaczy psa, to do niego leci. Jak już doleci, to z odwołaniem nie ma problemu, ale pracujemy nad tym, żeby nie leciał bez opamiętania. Jak Emil jest blisko mnie, a daleko od tego drugiego psa, to zwykle udaje mi się powstrzymać go komendą "stój", podejść i wziąć na smycz, ale jak odległość ode mnie jest większa, to już mowy nie ma.
  3. Zgadza się - pies w domu na "do mnie" leci tak, że mało się nie pozabija na zakrętach, a na dworze to już z szybkością torpedy. Nawet ktoś mnie kiedyś zapytał, czy się nie boję, że mnie przewróci, ale on albo wyhamowuje metr przede mną albo w ostatniej chwili skręca i zatrzymuje się obok mnie. :D Ale jak jest więcej ludzi (którzy też wołają psy) albo hałas na pobliskim wiadukcie, to muszę krzyczeć głośniej, bo on mnie po prostu nie słyszy (pomijam tu sytuacje, kiedy nie chce słyszeć, bo to się jeszcze czasem zdarza i tu nawet gwizdek niewiele pomoże). A ja mam słabe gardło, więc dlatego wpadłam na pomysł z gwizdkiem. Częstotliwości nie zmieniam - ustawiłam taką, jaka mi pasuje, gwizdek na sznurku na szyi i jest OK. I używam tego gwizdka wyłącznie do przywoływania, do niczego innego. Tylko właśnie nie wiedziałam, jak go nauczyć, że ja go tym gwizdkiem wołam, bo na początku czy gwizdałam z odległości metra, czy 5 metrów, efekt był taki sam - czyli żaden. Potem pies skojarzył, że chyba czegoś od niego chcę. Ale teraz zgodnie z sugestią Flaire, jest gwizdek i "do mnie", mam nadzieję, że to "do mnie" szybko będzie można wyeliminować. A kliker włączam z tej prostej przyczyny, że on bardzo szybko skapował, że kliknięcie znaczy żarcie, a dla żarcia ten pies zrobi wszystko. :D A łatwiej mi kliknąć w odpowiednim momencie niż zawsze mieć pod ręką nagrodę (kliker też mam na szyi). A pies już wie, że jak jest kliknięcie, to będzie i żarcie, choć czasem pani musi po to żarcie pójść do drugiego pokoju.
  4. OK, dzięki Flaire! :) Własnie brakowało mi fachowej rady, jak wyeliminować zdzieranie gardła (bo w domu nie ma problemu, ale na dworze w odległości np. 30 m pies lepiej słyszy ten gwizdek niz moje wołanie), a jednocześnie uzyskać ten sam efekt.
  5. Gwizdek (wraz z resztą zakupów) dotarł dzisiaj przed południem. Słyszeć go owszem słyszę, ale jest raczej cichy, może pies słyszy go inaczej. Emil na razie nie wie, czy na ten gwizdek ma przychodzić, czy raczej uciekać, gdzie pieprz rośnie. :D Ale może się nauczy. Robię tak - gwiżdżę, jak pies w końcu podejdzie kliknięcie i nagroda. Ale na razie zdecydowanie lepiej nam idzie przychodzenie na komendę "do mnie".
  6. Co? To jest bardzo proste, tylko trzeba chcieć! Każdy wagon powinien mieć zaczepy na zamocowanie pochylni. Wśrodku wagonu powinna być taka lekka pochylnia, żeby można ją było na stacji na tych zaczepać zamocować w razie potrzeby. Przecież ktoś tu już słusznie zauważył, ze nie chodzi tylko o psy, ale również o osoby na wózkach. Bo na razie taka osoba nie ma szans na podróże polską koleją. :(
  7. Jakby mi jakaś baba powiedziała, że bestii się nad morze nie zabiera, to bym ja zapytała: "To jakim cudem pani się tutaj znalazła?"
  8. A co do mam z tego forum, na którym pytałaś o radę, to bardzo współczuję ich dzieciom.
  9. Renato, wszystko jest kwestią odpowiedniego podejścia - do psa, ale również, a może przede wszystkim, do dziecka. Ja jestem takim przypadkiem dziecka, które zawsze pchało się do psów, oczywiście pod kontrolą rodziców. I psy zawsze pchały się i nadal pchają się do mnie. Czasem nawet słyszę takie uwagi "on taki agresywny, na wszystkich się rzuca, a do pani się łasi". Jeden jedyny raz w życiu ugryzł mnie pies - mój własny (a raczej mojej mamy, jej by pewnie nie ugryzł, ale już wtedy nie żyła), gdy wyciągałam go spod łóżka, jak przyszedł weterynarz, żeby dać mu zastrzyk. :D A i to ugryzł niezbyt mocno, ot lekki siniak i tyle. Uwierz mi, warto zainteresować się psią psychiką i trochę się postarać, żeby wychować psa lubiącego dzieci i dziecko lubiace psy. Bo życie w przyjaźni z psami jest piękne! Pamiętaj - na 1000 przypadków ugryzienia przez psa w 999 jest to wina człowieka.
  10. O rany, takich rzeczy nie wolno robić. Pies jeszcze nie zna zasad panujących w domu, potraktował małą jako "łup", a Ty mu ten łup zabrałaś. Tak samo zareagowałby zapewne na próbę zabrania miski czy zabawki, ale tu niestety - z Twojej winy - padło na dziecko. W takiej sytuacji nie można zabierać dziecka, tylko trzeba odciągnąć psa, np. jakąś inną "zabawką" (bo on potraktował dziecko jako zabawkę, która najpierw została mu dana, a potem odebrana) i dopiero jak zostawi dziecko i odejdzie można wziąć dziecko na ręce. Nie separuj małej od psa, bo będzie miała uraz. Masz trudny orzech do zgryzienia, bo tu się szykuje jednocześnie wychowanie dziecka w kontakcie z psem i wychowanie psa w kontakcie z dzieckiem. Ale jeśli tylko będziesz postępować rozsądnie, pies nie będzie jej gryzł. Renato, koniecznie poczytaj książki o psychologii psów!
  11. Faktycznie podobne bardzo. Nie dziwię się, że na tym zdjęciu wzięłaś Emila za Diunę. Ale jednak nie identyczne. Bo ten Emil ze zdjęcia i Emil teraz, to jak 2 różne psy. Ale może jest między nimi jakieś pokrewieństwo? Bo rzeczywiście podobieństwo jest niesamowite. Może to ta sama "hodowla"?
  12. Siedzę, siedzę, ale ta strona mi się nie otwiera. :(
  13. Mnie z tego wszystkiego, co napisałaś, wychodzi, że pies ma jakiś uraz, jeśli chodzi o dzieci. Może jakieś dziecko zrobiło mu krzywdę? Bo skoro generalnie milutki, to raczej nie wygląda mi to na próbę dominacji. A co do tego, że nigdy nie można psa przy dziecku zostawić bez nadzoru, to święta prawda. Pies jest tylko psem i tam, gdzie dorosły sobie poradzi, dziecko może bardzo ucierpieć. Zarówno pies, jak i dziecko są czasami nieprzewidywalne.
  14. No proszę, a ja myślałam, że mam takiego niepowtarzalnego psa. :D On teraz wygląda już trochę inaczej, to zdjęcie było robione pół roku temu, zaraz po tym, jak trafił do schroniska. Teraz Emil jest większy, masywniejszy, sierść ma ciemniejszą (taką bardziej złotorudą niż beżową). No i uszy stula w ten sposób tylko wtedy, gdy się czegoś boi, co na szczęście zdarza się coraz rzadziej. Kształt uszu ma jak ON, ale klapnięte jak u doga. Chyba muszę mu jakąś sesję zdjęciową zorganizować. :D
  15. Tę samą fotkę w większym formacie można obejrzeć tu: http://www.psianiol.org.pl/niedood/niedood.htm A co to za pies, którego Ci mój Emil przypomina?
  16. No właśnie, LAZY, nie chciałam się wtrącać, ale jednak muszę. Skoro Twój narzeczony już teraz nie kryje, że psiny nie lubi, że uważa psy za darmozjady itp., to potem może być tylko gorzej. Faza zakochania, namiętności kiedyś mija i to co na początku było drobną wadą, która wydawała się możliwa do wykorzenienia, urasta potem do rangi dramatu. Teraz sama utrzymujesz psa, potem to będą Wasze wspólne pieniądze. Bedzie Ci wypominał każdy grosz. A jak będziesz musiała zostawić sunię pod jego opieką (a prędzej czy później to się zdarzy, choćby wtedy, gdy urodzisz dziecko), to może się okazać, że "uciekła", "przejechał ją samochód", "miała wypadek i trzeba było ją uśpić" lub tym podobne. Ludzie, którzy się pobierają, muszą mieć bardzo podobny system wartości, inaczej to nie ma sensu. Ten związek w moim przekonaniu i tak się rozleci, pytanie tylko, czy nastąpi to zanim suni stanie się krzywda, czy dopiero potem... a to zależy od Ciebie.
  17. PIKO, ja jeszcze na razie bez uprawnień - za miesiąc egzamin radcowski, a jak zdam, to uprawnienia we wrześniu. Ale biorąc pod uwagę tempo działania naszych sądów, nie powinno być problemu. :D Zresztą mam nadzieję, że nie będzie takiej potrzeby. Aleksandro, coś mi się obiło o uszy, że Wawer ma jakieś bardziej restrykcyjne przepisy. Z kolei Ursynów chyba jako jedyna dzielnica wprowadzał mikrochipy. Więc tam też przepisy mogą być inne. Rady dzielnic też mogą wydawać uchwały, więc najlepiej dowiedz się w Urzędzie Dzielnicy. A jakby co, to zapraszam na Powiśle. Tu jak widzą, że pies łagodny i posłuszny, to nawet jak jest bez smyczy i bez kagańca, tylko uwagę zwracają. Nie słyszałam, żeby komukolwiek mandat wlepili, takie rzeczy by się wśród psiarzy rozniosły.
  18. Jeśli chodzi o dzielnice, których nie obejmowała Gmina Warszawa Centrum, to nie wiem, ale - jak już pisałam w innym wątku - ja dzwoniłam w tej sprawie do Rady Miasta Stołecznego Warszawy i pani poinformowała mnie, że nadal obowiązuje ta uchwała. A w ogóle funkcjonariusze Straży Miejskiej pojęcia o przepisach nie mają. Wczoraj jakiś kretyn najnormalniej w świecie wyrzucił mnie z Emilem z parku (poszczuł mnie ASTem, wprawdzie na smyczy, ale bez kagańca - podszedł z nim do mnie i mojego psa na odległość ok. 10 cm). Za rogiem był patrol Straży Miejskiej. Kiedy się poskarżyłam, że kretyn mnie wyrzucił z publicznego parku, usłyszałam "skoro oba psy były na smyczy i bez kagańca, to miały równe szanse". Psy może tak (mój Emil chociaż cielę, w obronie pani chciał stanąć, a masę ma większą - oczywiście zasłoniłam go sobą, bo już jedno szyte ucho mi wystarczy), ale ja na pewno nie miałam równych szans ani z tym facetem ani z jego psem. RĘCĘ OPADAJĄ!
  19. Aleksandro, przeklejam Ci odpowiedni fragment nadal obowiązującej w Warszawie uchwały Rady Gminy Warszawa Centrum: Uchwała Nr 1035/LXVII/98 Rady Gminy Warszawa-Centrum z dnia 18 czerwca 1998 r. w sprawie wprowadzenia szczegółowych zasad utrzymania czystości i porządku na terenie Gminy Warszawa-Centrum Na podstawie art. 4 ustawy z dnia 13 września 1996 r. o utrzymaniu czystości i porządku w gminach (Dz. U. Nr 132, poz. 622 z późn. zm.) oraz po uzyskaniu opinii Państwowego Wojewódzkiego Inspektora Sanitarnego Rada Gminy Warszawa-Centrum uchwala, co następuje: ... IV. Obowiązki właścicieli zwierząt domowych § 26 Utrzymujący zwierzęta domowe zobowiązany jest do dołożenia należytych starań, by nie były one uciążliwe dla otoczenia. Sposób utrzymywania zwierzęcia musi gwarantować pełne zabezpieczenie przed zagrożeniem z jego strony. § 27 Zabrania się wyprowadzania psów i innych zwierząt domowych na tereny placów zabaw dla dzieci. § 28 1. W miejscach publicznych zwierzęta, które ze swej natury mogą być agresywne, muszą być prowadzone na smyczy i w kagańcu. Jeśli ze względu na rodzaj zwierzęcia nie jest to możliwe, musi być ono zabezpieczone w taki sposób, aby nie zagrażało otoczeniu. 2. Zwierzęta duże lub mogące wzbudzać uzasadnione zagrożenie dla otoczenia mogą być wyprowadzane wyłącznie przez osoby dorosłe. Zwierzęta te muszą być prowadzone w sposób zapewniający sprawowanie nad nimi kontroli. § 29 Właściciele zwierząt domowych są zobowiązani do bezzwłocznego usuwania odchodów tych zwierząt z terenu nieruchomości wspólnej (windy, klatki schodowe, itp.) oraz z terenów przeznaczonych do publicznego użytku jak: ulice, place, drogi, parkingi, zieleńce. § 30 Zwierzę przebywające na terenie ogólnodostępnym musi posiadać identyfikator umożliwiający ustalenie jego właściciela, w przeciwnym przypadku może ono zostać uznane za bezdomne. Wtedy jeszcze nie było rozporządzenia o rasach agresywnych, ale obecnie ten § 28 pkt 1 interpretuje się tak, ze to chodzi o rasy uznane za agresywne. Jak już pisałam wyżej, radzę nauczyć się tych przepisów na pamięć.
  20. Można, można :) Można zaskarżyć uchwałę do NSA. Można również, tak jak proponowałam wyżej, nie przyjąć mandatu i odwołać się do sądu grodzkiego z powołaniem się na ustawę o ochronie zwierząt (ale nie na światową deklarację, bo deklaracja jest tylko deklaracją niestety). Jeśli sąd tę argumentację uwzględni, uniewinni obwinionego ze względu na sprzeczność uchwały z ustawą o ochronie zwierząt czyli aktem wyższego rzędu. Ale to będzie działać tylko w tej konkretnej sprawie i na nic się nie przyda innym, bo jak policja albo straż miejska będą im chcieli wlepić mandat, to nie będą się mogli powołać na orzeczenie w cudzej sprawie. Jeżeli zaś orzeczenie sądu będzie dla nas niekorzystne i wyczerpiemy wszelkie środki zaskarżenia, to zostaje jeszcze skarga konstytucyjna do Trybunału Konstytucyjnego. Tylko zanim te wszystkie kroki zrealizujemy, nasz pies już dawno zakończy życie.
  21. Jak pierwszy raz po przygarnięciu Emila wzięłam się za odkurzanie, to chodził za mną krok w krok i przyglądał się zdziwiony, czemu pani prowadzi na smyczy takie warczące coś zamiast swojego kochanego pieska, który nie warczy ani nie szczeka. Ale bardzo szybko się przyzwyczaił i teraz grzecznie leży na swoim posłaniu, gdy odkurzam. A gdy widzi, że już kończę, czyli zbliżam się do drzwi wejściowych, podchodzi do mnie i trąca mnie pyskiem, żebym przypadkiem nie zapomniała odkurzyć jego posłania. :D Bo on jest niesamowitym czyściochem. Na czas odkurzania jego posłania przenosi się do pokoju, a gdy skończę, układa się z powrotem wygodnie na materacyku i mruczy z zadowolenia. Takiego to mam nietypowego psa. Ale jego samego jeszcze odkurzać nie próbowałam.
  22. Dzięki i wzajemnie! :)
  23. No właśnie! A mój "groźny" pies nie dość, że do ludzi się łasi i dzieciakom daje się dowolnie tarmosić, to nawet do psów jest przyjazny. Jak go ostatnio pogryzł "kolega" (wypuszczony przez jakichś pacanów samopas i bez kagańca) tak, że uszko trzeba było szyć, to moje ciele nie tylko, że się nie "odgryzło", ale nawet zębów nie pokazało. I dalej się do psów pcha, nic go ta przygoda nie nauczyła.
  24. LAZY na kaganiec nic Ci nie jestem w stanie poradzić. Jeśli jest przepis o kagańcu, to tylko od dobrej woli funkcjonariuszy zależy, czy wlepią Ci mandat czy nie. Ja mam ten sam problem z moim psem, też nie nawykł do kagańca, bo nie ma takiej potrzeby, ale jak komuś odbije, żeby w Warszawie ten nakaz wprowadzić, to będzie kłopot. Ze względu na perspektywę przyszłych podróży miejską komunikacją i pociągiem (gdzie mieszaniec ON z dogiem bez kagańca "nie przejdzie") zakupiłam lekki skórzany kaganiec i próbuję go przyzwyczajać w domu po 5 minut dziennie, ale pies jest tak nieszczęśliwy, że serce się kraje. Pozostaje tylko liczyć na to, że jednak większość funkcjonariuszy widząc psa na smyczy i właściciela z kagańcem w ręku nie będzie się czepiać, ale jednak warto psinę chodzenia w kagańcu nauczyć, bo jak na wybiegu spuścisz ze smyczy bez kagańca, to przy tak restrykcyjnych przepisach możesz mieć problem. Jeśli chodzi o mojego psa, to dopóki nie nauczy się chodzić w kagańcu, mam jeszcze jeden pomysł na ewentualnych nadgorliwych funkcjonariuszy. Założyć mu ten kaganiec - wtedy funkcjonariusz naocznie się przekona, że mój pies próbując ściągnąć kaganiec jest znacznie bardziej niebezpieczny dla otoczenia niż bez kagańca. :D Ale nie wiem, jak byłoby w tej sytuacji z Twoją sunią.
  25. Przeczytałam większość z zamieszczonych na forum Prawo uchwał rad miejskich i W ŻADNEJ nie znalazłam absolutnego zakazu spuszczania psów ze smyczy. Tam, gdzie w ogóle jakikolwiek zakaz jest, mówi się o tym, że pies może być spuszczany ze smyczy jeśli jest w kagańcu albo że może być spuszczany w miejscach mało uczęszczanych, albo może być spuszczany, jeśli właściciel zachowuje nad nim kontrolę. Więc przede wszystkim radziłabym nauczyć się na pamięć odpowiedniego przepisu obowiązującego w Waszym mieście - wtedy w razie czego sporna może być tylko kwestia interpretacji, co to jest zachowanie kontroli i czy miejsce jest mało uczęszczane. Zwracam uwagę, że przeciętny strażnik miejski czy policjant przepisów na pamięć nie zna, wie tylko, że dzwonią, ale nie wie, w którym kościele. Więc jak wystrzelicie z konkretnym paragrafem z podaniem numeru, to powinien dać spokój (przynajmniej ja tak mam w Warszawie). Na puszczanie psów ze smyczy na ulicy lekarstwa nie mam, ale temu to i ja jestem przeciwna, bo nawet najlepiej wyszkolonemu psu może coś odbić i wyleci na jezdnię prosto pod samochód.
×
×
  • Create New...