-
Posts
2330 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by BeataG
-
[quote name='G.Lindenberg']Ale są różne sposoby oznaczania własności, bo dom rzadko się gubi właścicielowi... Prawo nie wymaga od właściciela psa czipowania ani tatuowania go ale nie wymaga też, żeby gmina czekała 3 lata, zanim psa odda nowemu właścicielowi. Nie wymaga też dawania ogłoszeń do prasy ogólnopolskiej. Mówi, że "nie ma możliwości ustalenia". I już. Każdy rozsądny człowiek rozumie, co to znaczy i nikt nie oczekuje nawet, że gmina będzie rozwieszać ogłoszenia. Prawda - to wszystko dotyczy gminy. Ale mnie chodzi o to, że skoro ustawa mówi o sterylizacji i nowych właścicielach nie precyzując terminu, to jednocześnie usuwa działanie terminów z KC nie tylko dla psów przejętych przez gminy tylko dla wszystkich bezdomnych. Bo nawet nie ma w niej ograniczenia, że to gmina ma stwierdzać bezdomność psa.[/quote] Nabycie i utratę prawa własności reguluje kodeks cywilny. Ustawa o ochronie zwierząt nie reguluje tych kwestii, więc do nabycia i utraty prawa własności psa odnoszą się przepisy kodeksu cywilnego. I jak sobie poczytacie przepisy kodeksu cywilnego dotyczące nabycia od nieuprawnionego, to zobaczycie, że mowa tam jest o tym, że nabywca nabywa własność (stąd w ustawie o ochronie zwierząt pojęcie "nowy właściciel") z tym zastrzeżeniem, że jeśli rzecz została zgubiona lub skradziona, to nabywa tę własność po 3 latach i to tylko wtedy, gdy był przez cały ten czas w dobrej wierze (czyli złodziej nie nabędzie własności nigdy, osoba kupująca od złodzieja po 3 latach, jeśli przez cały ten czas nie wie, że pies był skradziony, jeśli w międzyczasie się dowie, to też nie nabędzie własności nigdy). Mało tego, jeśli pies był skradziony i trafił do schroniska (np. uciekł złodziejom) i przed upływem 3 lat zostanie adoptowany, a w międzyczasie odnajdzie się właściciel i udowodni, że pies był skradziony i nie minęły jeszcze 3 lata od kradzieży, to adoptujący też nie nabędzie prawa własności, chociaż adoptował psa ze schroniska. Ustawa nie mówi nic o terminach, więc siłą rzeczy nie usuwa działania terminów z KC.
-
Kluczowe jest tu sformułowanie "nie ma możliwości ustalenia ich właściciela". Jest to domniemanie i jak każde domniemanie może zostać obalone - między innymi właśnie przez odnalezienie właściciela (a także np. tatuażu, chipa, zgłoszenia zaginięcia psa na policję, do SM, czy do danego schroniska). I jeśli np. okaże się, że właściciel szukał psa w danym schronisku i powiedziano mu, że takiego psa nie ma, a był, jeśli pies był oznakowany, a schronisko nie było uprzejme tego sprawdzić, to osoba prowadząca schronisko (gmina, fundacja itp.) odpowiada za niedołożenie należytej staranności. I w takiej sytuacji odpowiada również za szkodę spowodowaną np. kastracją. Osoby fizyczne nie mają takich uprawnień jak schroniska, czy fundacje działające na zlecenie gminy. Więc nie dotyczy ich również zapis "nie ma możliwości ustalenia ich właściciela". Nie można zakładać, że osoba uprawniona (gmina) by tego właściciela nie ustaliła. Więc pies z tego wątku nie był bezdomny. Właściciel znalazł się po niespełna 3 tygodniach, a pies został wykastrowany i wydany do adopcji przez osobę do tego nieuprawnioną po zaledwie tygodniu. Gdyby nie to, gdyby pies trafił do schroniska, być może właściciel znalazłby go jeszcze szybciej.
-
[quote name='ARKA']A czy sad tez policzy straty jesli suka miala by ropomacicze i uszkodzone przez to nerki, leczenie, operacja i dieta do konca zycia(skroconego)czy tez zmarlaby. Czy jakby miala nowotwor sutka? Biegly tez chyba to wykaze? A pies przerost prostaty, nowotwor?:shake:[/quote] Nie, to nie tak. Szkoda majątkowa obejmuje rzeczywiste straty (czyli byłe albo obecne) i utracone korzyści (czyli przyszłe, spodziewane). Nie bierze się pod uwagę hipotetycznych chorób. Jeśli osoba zlecająca kastrację wykaże, że kastracja była wykonana z przyczyn medycznych (np. pies był wnętrem, miał nowotwór jąder, czy inną chorobę uzasadniającą kastrację, np. padaczkę, bo wiadomo, że pobudzenie płciowe nasila ataki padaczkowe), to po prostu nie ma szkody i nie ma odpowiedzialności odszkodowawczej. Wtedy to osoba zlecająca kastrację ma roszczenie do właściciela o zwrot nakładów, bo były to nakłady konieczne. Nie uwzględnia się ani chorób, na które pies mógłby zachorować w wyniku kastracji, ale nie zachorował, ani chorób, na które mógłby zachorować, gdyby nie został wykastrowany, ale nie wiadomo, czy by na nie zachorował.
-
[quote name='ARKA']No to wiem, wiem ale....na jakiej podstawie sad mialby uznac, ze kastracja to szkoda:roll:[/quote] Sąd nie uzna, że kastracja to szkoda, tylko że szkoda majątkowa (bo tylko takiej można w przypadku psa dochodzić), jest spowodowana kastracją. A na jakiej podstawie to uzna? Na podstawie opinii biegłych przede wszystkim. Biegli ocenią, czy nietrzymanie moczu albo inne problemy zdrowotne są w tym konkretnym przypadku spowodowane kastracją. Biegli orzekną, ile szczeniaków mogłaby przeciętnie mieć dana suka, ile razy mógłby kryć dany pies i ile właściciel mógłby przeciętnie zarobić na szczeniakach/kryciach. W zależności, czy jest to pies rasowy (i jakiej rasy, bo różnice w cenach są spore, a także jakie miał lub mógłby mieć osiągnięcia, bo od tego też zależy cena szczeniaków/krycia), czy podobny do jakiejś rasy, czy kompletny mieszaniec.
-
[quote name='qeram']Ciekawy wątek i dużo wyjaśnia. A nowym właścicielom adoptowanych piesków pozostaje nadzieja że spraw o zwrot psa nie ma tak dużo. W każdym razie nie znalazłem na dogo sytuacji żeby ktoś musiał oddać zaadoptowanego psiaka poprzedniemu właścicielowi po prawie trzech latach. Rozumiem właścicieli zaginionych psów ale piszę ze swojego punktu widzenia. Nie wyobrażam sobie żebym musiał oddać Romka poprzedniemu właścicielowi. pewnie zrobił bym wszystko żeby został u mnie. Sądzę że nie jestem w tym odosobniony.[/quote] Ale tu jest mowa o prawie 3 tygodniach, a nie latach. I wiesz, na to jest "lekarstwo" - psów do adopcji jest naprawdę dużo, znacznie więcej niż chętnych na nie, więc "lekarstwem" na to, by nie musieć oddawać psa właścicielowi, jest adopcja takiego psa, co do którego jest pewność albo co najmniej duże prawdopodobieństwo, że właściciel się nie zgłosi. Są psy, których właściciel umarł, a rodzina ich nie chce, psy oddane do schroniska przez właściciela, przerzucone przez ogrodzenie do schroniska, znalezione przywiązane w lesie etc. A jeśli już decydujemy się na adopcję psa o niewiadomej przeszłości, znalezionego kilka dni/tygodni wcześniej, to bądźmy na tyle dobrzy, żeby jednak próbować odszukać właściciela. Tego psa naprawdę może ktoś szukać! :-(
-
[quote name='ARKA']Reproduktor czy suka hodowlana no moze ok( a jak udowodnie,ze ich potomstwo bylo z wadami?) a kundelek?[/quote] ARKA, nie ma tak, że całe potomstwo jest z wadami (na tyle poważnymi, że rzutuje to na cenę, bo psa bez wad nie ma, ideał jest tylko we wzorcu). Poza tym szczeniaki z wadami też się sprzedaje (i to niestety nawet niekoniecznie za mniejsze pieniądze :roll:), szczeniaki po kundelku też można sprzedać, nie ma zakazu rozmnażania i sprzedawania kundelków.
-
[quote name='ARKA']A na jakiej podstawie uznajesz kastracje "[B]za szkode"[/B], ustalmy to.[/quote] Nie uznaję samej kastracji za szkodę. :evil_lol: Mówię o SZKODZIE (majątkowej) POWSTAŁEJ W WYNIKU KASTRACJI. Szkoda = rzeczywista strata + utracone korzyści. Jeśli suka w wyniku kastracji nie trzyma moczu, to jest to szkoda (trzeba ją leczyć, a to kosztuje), jeśli w wyniku kastracji powstaną problemy ze stawami, to jest to szkoda (jak wyżej), jeśli ktoś chciał psa/sukę rozmnożyć i wziąć pieniądze za krycie/szczeniaki, a w wyniku kastracji siłą rzeczy nie może, to jest to szkoda.
-
[quote name='ARKA']No tez bez przesady.:roll: [/quote] Nie rozumiemy się. Oczywiście, że właściciel musi udowodnić szkodę, ale jeśli to zrobi, to za szkodę odpowiada ten, kto jest za nią odpowiedzialny. Jeśli szkoda jest spowodowana kastracją, to odpowiada za nią ten, kto tę kastrację zlecił, czyli w przypadku umowy adopcyjnej z warunkiem kastracji osoba, która taki wymóg postawiła.
-
[quote name='M&M']prawo nie powinno wspomagac tych, ktorzy spuszczaja psa, zeby biegal wolno po okolicy i wrocil kiedy zechce. jest to grozne dla otoczenia i dla niego samego. (taki wolno biegajacy pies zaatakowal mojego kundla, co skonczylo sie cierpieniem, zszywaniem poszarpanej skory, masa pieniedzy wydana na weta, i obecna, niepohamowana agresja mojego psa do wszystkich samcow.) uwazam ze jest to koronny argument przeciwko 'wlascicielce'. przypomne tez, ze od zaginiecia psa minal prawie miesiac (11.03), a nie tydzien. normalny wlasciciel szuka psa OD RAZU.tym bardziej ze jest to osoba, jak zrozumialam, mieszkajaca w poblizu. ogloszenia byly rozklejone takze w jej okolicy, emis nie wywiozla psa 300 km od miejsca znalezienia.[/quote] [QUOTE]Po tygodniu pobytu częściowo u mnie w domu, częściowo w hotelu pies został wykastrowany i wyadoptowany do nowego domu po podpisaniu umowy adopcyjnej.[/QUOTE] To miałam na myśli, mówiąc o tygodniu. A policja zastukała do autorki tego wątku po 18 dniach (29.03.). I jeszcze raz pytam - skąd wiesz, że właścicielka psa nie szukała? I jak go miała znaleźć, skoro pies był najpierw u autorki wątku, potem w hotelu, a potem został wyadoptowany? Czy właścicielka miała pukać do każdego mieszkania w promieniu kilkudziesięciu kilometrów z pytaniem, czy nie ma tam jej psa? :cool3: A Twoje doświadczenia z jednym psem, to trochę mało. Mojego psa też kiedyś pogryzł latający sobie luzem po osiedlu pies, skończyło się szyciem ucha (pod pełną narkozą). A jednak nie mam takich zapędów, żeby zabraniać spuszczania psów ze smyczy. Sprawę zgłosiłam na policję, pies przestał być puszczany bez opieki, więc pewnie właściciela namierzyli i ukarali. Jeszcze raz powtarzam - odpowiedzialność za wykroczenie ma się nijak do prawa własności. Jeśli spowodujesz stłuczkę czy nawet wypadek, to zostajesz ukarana grzywną, ale nie zabierają Ci samochodu, prawda? :cool3:
-
[quote name='ARKA']:roll: no bez przesady, jakie? Sporadyczne przypadki nie trzymania moczu przez suki, innych nie znam.[/quote] [QUOTE]On the positive side, neutering male dogs • eliminates the small risk (probably <1%) of dying from testicular cancer • reduces the risk of non-cancerous prostate disorders • reduces the risk of perianal fistulas • may possibly reduce the risk of diabetes (data inconclusive) On the negative side, neutering male dogs • if done before maturity, increases the risk of osteosarcoma (bone cancer) by a factor of 3.8; this is a common cancer in medium/large and larger breeds with a poor prognosis. • increases the risk of cardiac hemangiosarcoma by a factor of 1.6; this is a common cancer and major cause of death in some breeds • triples the risk of hypothyroidism • increases the risk of geriatric cognitive impairment • triples the risk of obesity, a common health problem in dogs with it the many associated health problems associated with obesity • quadruples the small risk (<0.6%) of prostate cancer • doubles the small risk (<1%) of urinary tract cancers • increases the risk of orthopedic disorders • increases the risk of adverse reactions to vaccinations On the positive side, spaying female dogs • if done before 2.5 years of age, greatly reduces the risk of mammary tumors, the most common malignant tumors in female dogs • nearly eliminates the risk of pyometra, which otherwise would affect about 23% of intact female dogs; pyometra kills about 1% of intact female dogs • reduces the risk of perianal fistulas • removes the very small risk (0.5%) from uterine, cervical, and ovarian tumors On the negative side, spaying female dogs • if done before maturity, increases the risk of osteosarcoma by a factor of 3.1; this is a common cancer in larger breeds with a poor prognosis • increases the risk of splenic hemangiosarcoma by a factor of 2.2 and cardiac hemangiosarcoma by a factor of >5; this is a common cancer and major cause of death in some breeds • triples the risk of hypothyroidism • increases the risk of obesity by a factor of 1.6-2, a common health problem in dogs with many associated health problems • causes urinary “spay incontinence” in 4-20% of female dogs • increases the risk of persistent or recurring urinary tract infections by a factor of 3-4 • increases the risk of recessed vulva, vaginal dermatitis, and vaginitis, especially for female dogs spayed before puberty • doubles the small risk (<1%) of urinary tract tumors • increases the risk of orthopedic disorders • increases the risk of adverse reactions to vaccinations[/QUOTE] Źródło: [url]http://www.woodhavenlabs.com/documents/earlyspayneuter.pdf[/url]
-
I jeszcze jedno - nie można mówić, że prawo wspomaga nieodpowiedzialnych właścicieli, którzy psa skrzywdzili czy wyrzucili. Bo taki właściciel po prostu nie będzie próbował psa odnaleźć i odzyskać. Prawo wspomaga tych, którym pies wskutek różnych okoliczności zaginął lub został ukradziony. Daje im STOSOWNY CZAS na jego odnalezienie. Bo tydzień to jest za przeproszeniem g...
-
[quote name='M&M']co za bzdura. prawo, ktore wspomaga nieodpowiedzialnych wlascicieli - a nawet takich, ktorzy psa skrzywdzili i swiadomie wyrzucili - ale jak to udowodnisz? moze "niechcacy" wyskoczyl z samochodu? ten watek przybral postac krytyki osob, ktore poswiecaja swoj czas i energie, by ratowac zwierzeta. jesli wlascicielka przez tydzien nie pofatygowala sie, by poszukac swojego psa, to znaczy ze nie powinna go posiadac. co wiecej, jesli niewykastrowanemu samcowi pozwala latac samemu - "a on po jakims czasie wraca" (sama tak powiedziala), to nie tylko naraza na szkody osoby chodzace w tej okolicy z psami na smyczy (przy ewentualnym spieciu dwoch psow nikt nie panuje nad tym luzno latajacym, rownie dobrze moze on zaatakowac innego), ale moze przyczynic sie do 'dzikiego' rozrodu. zaniedbanie i nieodpowiedzialnosc pierwotnej 'wlascicielki' oraz potencjalne szkody zwiazane z jej postepowaniem wobec psa powoduja, ze zadne jej roszczenia nie powinny byc uwzgledniane, wlasnosc odebrana. logiczne, a przepisu nie ma. polskie prawo zniecheca do posiadania zwierzat czy ratowania ich. za to na mordercow i psycholi z bodzentyna jeszcze sie przepis zaden nie znalazl.[/quote] A skąd pewność, że nie szukała? Od wydawania wyroków jest sąd. A odpowiedzialność z tytułu wykroczenia za niedopilnowanie psa nie pozbawia właściciela prawa własności. Ostatnio zetknęłam się z historią psa ukradzionego z zamkniętego podwórka, który po półtora roku znalazł się błąkający się w odległości 300 km od miejsca kradzieży. Właścicielka akurat miała nogę w gipsie, szukać go fizycznie nie była w stanie, zgłosiła kradzież na policję. Co się z tym psem działo przez te półtora roku, nie wiadomo. Właścicielka została odnaleziona dzięki temu, że pies miał czytelny tatuaż i był zarejestrowany w ZKwP (a w chwili odnalezienia był w takim stanie, że wyglądał na zabiedzonego kundla).
-
[quote name='Urwis']To miało być treścią następnego mojego pytania :) czyli jeszcze dla pewności: Jeżeli ktoś adoptuje od wolontariusza z dogo w dobrej wierze zwierzaka i ma w umowie konieczność kastracji (bo inaczej zwierzaka nie dostanie) to w razie znalezienia właściciela i sprawy sądowej o utracone korzyści przed sądem odpowiada wolontariusz który wymusił kastrację umową, tak? Czy osoba adoptująca (bo mogła się nie zgadzać na warunki i nie brać psa?) Nie wiem czy są jakieś schroniska, które mają zapis o konieczności kastracji w umowach adopcyjnych ale jeżeli są takie,to pytanie analogiczne do powyższego[/quote] Jeżeli kastracja jest warunkiem adopcji, za szkodę z tego tytułu odpowiada ten, kto był inicjatorem takiego zapisu w umowie, czyli logiczne, że będzie to osoba oddająca do adopcji (adoptujący raczej nie postawi wymogu, że adoptuje psa, jeśli warunkiem tej adopcji będzie kastracja ;)). Jeśli oddającym psa do adopcji jest osoba fizyczna, to ta osoba, jeśli schronisko, to osoba prawna, która to schronisko prowadzi (fundacja, gmina, stowarzyszenie).
-
[quote name='qeram']Zgoda, ale nie wszyscy są tacy jak Ty. jakoś nie wyobrażam sobie właściciela Romulusa, którego zaadoptowałem przez dogo zeby mi zwrócił pieniądze które na niego wydałemja i inne osoby które się nim opiekowały.[URL]http://www.dogomania.pl/forum/showthread.php?t=66457[/URL][/quote] Geram, nie możemy zakładać, że właściciel każdego adoptowanego psa, nawet najbardziej zabiedzonego, poturbowanego etc. jest zbrodniarzem. Pies mógł zostać ukradziony i wyrzucony przez złodziei albo im uciec, mógł polecieć za suką i zostać pogryziony przez psy, mógł się długo błąkać, zanim ktoś go odłowił, zostać potrącony przez samochód etc. Naprawdę życie bywa bogatsze niż nasza wyobraźnia. A właściciel takiego psa, jak Twój, po prostu psa nie będzie szukał (i niestety pewnie wkrótce będzie miał następnego, którego będzie tak samo maltretował). Ja mówię o tym, że nie wolno wydawać wyroków w sytuacji, gdy nic nie wiemy o właścicielu ani o wcześniejszych losach psa, zanim trafił do adopcji. Tak jak pisałam wyżej, mój Emil prawdopodobnie został wyrzucony z samochodu - do tej pory (a jest już u mnie ponad 4 lata) wpada w panikę, gdy po dłuższej jeździe samochodem samochód nagle zatrzyma się w nieznanej okolicy i zostaną otwarte drzwi. Ale ja nie mogę być pewna, że to właściciel tak go potraktował, nawet nie mogę być do końca pewna, że faktycznie został wyrzucony z samochodu, bo może otwarcie drzwi samochodu jest po prostu ostatnią rzeczą, którą zapamiętał, zanim się zgubił (został znaleziony błąkający się w Aninie między szosą a torami kolejowymi).
-
[quote name='qeram']W związku z tym że takie mamy prawo jakie mamy, moja propozycja jest taka. Wszyscy którzy w jakikolwiek sposób przygarną psa, czy to ze schroniska, czy przez jakąś fundację itp... powinni zbierać rachunki za opiekę weterynaryjną, karmę, różne opłaty przez okres 3 lat. Jak znajdzie się właściciel po prostu przedstawić mu te rachunki i zażądać zwrotu kosztów utrzymania, który na pewno będzie przewyższał wartość każdego psa. Ostudzi to na pewno niejedną osobę żądającą zwrotu swojej własności.[/quote] Mnie by nie ostudziło... :shake: Przecież gdyby pies mi nie zaginął, to i tak bym te pieniądze na niego wydała. A odnalezienie mojego psa, gdyby mi zaginął (tfu, tfu, odpukać), byłoby dla mnie warte każdych pieniędzy.
-
W umowie adopcyjnej przy adopcji ze schroniska nie ma i nie może być nic na temat prawa własności. Jeśli takie sformułowanie znajdzie się w umowie adopcji od osoby fizycznej, to osoba ta odpowiada wobec adoptującego, gdy zgłosi się właściciel. Konstrukcja jest taka, że właściciel ma roszczenie o zwrot psa do osoby, u której pies przebywa, a o odszkodowanie z tytułu ewentualnych szkód do osoby, która za dane szkody odpowiada (czyli np. za kastrację odpowiada ten, kto ją zlecił), natomiast osoba adoptująca ma roszczenie odszkodowawcze do osoby, od której psa adoptowała, z tytułu rękojmi za wady prawne (jeśli w umowie było sformułowanie o przeniesieniu prawa własności). No i jeszcze na koniec, osoba adoptująca może dochodzić od właściciela zwrotu nakładów poniesionych na psa. Do momentu, gdy osoba ta była w dobrej wierze (miała usprawiedliwione przekonanie, że jest właścicielem) - nakładów koniecznych i użytecznych oraz tych nakładów zbytkownych, które podniosły wartość psa, od momentu, gdy była w złej wierze (czyli od momentu, gdy wiedziała lub mogła wiedzieć, że nie jest właścicielem) - tylko nakładów koniecznych.
-
Tak, odszkodowanie, którego może domagać się właściciel obejmuje zarówno rzeczywiste straty, jak i utracone korzyści. Kastracja może pociągać za sobą różne skutki uboczne wymagające leczenia... Wykastrowana suka mogłaby mieć kilka miotów, wykastrowany pies mógłby kryć wiele razy, a jego właściciel brać wynagrodzenie za krycie... W przypadku psa rasowego można się domagać naprawdę sporych kwot (a przecież wiemy, że nie zawsze przy adopcji sprawdza się, czy jest tatuaż, czasem okazuje się to dopiero po dłuższym czasie), w przypadku rasopodobnych oczywiście te kwoty będą mniejsze, ale jednak też będą. W przypadku mieszańców niepodobnych do żadnej rasy też można się domagać utraconych korzyści, bo rozmnażanie kundli i czerpanie z tego zysków nie jest w tym kraju zabronione... Waljum, co do Twojego pytania - oczywiście, osoby adoptujące psa ze schroniska też muszą się z tym liczyć, że zgłosi się właściciel. Ja się z tym liczyłam i dopiero, gdy minęły 3 lata od dnia, gdy mój Emil trafił do schroniska, odetchnęłam, że pies jest już na pewno moją własnością. Mimo że sporo wskazywało na to, że pies został porzucony z zamiarem wyzbycia się własności (a konkretnie wyrzucony z samochodu). Czy powinno się o tym informować osoby adoptujące? Cóż - odpowiednie przepisy są zawarte w kodeksie cywilnym, dostępnym dla wszystkich, a nieznajomość prawa nie jest usprawiedliwieniem. Nieznajomość prawa szkodzi, wielokrotnie już o tym pisałam...
-
[quote name='Emiś']Wyobraź sobie, że mam psa :roll: . I chodzi w obroży ze swoim imieniem, adresem i nr. telefonu.[/quote] Czy mam rozumieć, że ta obroża jest przyszyta do jego skóry? :cool3: Nigdy nie spotkałaś się z sytuacją, że pies zgubił obrożę? Obroża może się rozpiąć, zsunąć z głowy, zerwać... [quote name='Emiś'] Ile wg. Ciebie powinnam mieć psa u siebie, zanim wyadoptowałabym go do innego domu? I jakoś na tym forum nie brakuje ludzi, którzy biorą psy z ulicy nie dla siebie, tylko szukają im innych domów. Rozumiem, że takie postępowanie jest przynajmniej godne potępienia?[/quote] Nie powinnaś go w ogóle brać. NIE JESTEŚ OSOBĄ UPRAWNIONĄ DO WYŁAPYWANIA PSÓW Z ULICY I WYDAWANIA ICH DO ADOPCJI. A to, że inni tak robią, nie jest żadnym usprawiedliwieniem. Ani dla Ciebie, ani dla nich.
-
Emiś, kiedy 4 lata temu rejestrowałam się na dogomanii moją uwagę przykuł wątek na PwP "Ukradziono nam Julkę razem z samochodem". Ten wątek nadal na dogomanii jest i cały czas jest wysoko. Bo właściciele cały czas szukają swojej suczki. 4 lata. Stracili już prawo własności, ale nie stracili nadziei. A Ty po tygodniu podjęłaś decyzję o kastracji i wyadoptowaniu CUDZEGO PSA, decyzję, której nie miałaś prawa podjąć! :angryy: Zastanów się nad tym... :-(
-
Emiś, sorry, czy Ty masz psa? Wyobraź sobie, że pies Ci ucieka za suczką, ktoś go przygarnia, po tygodniu kastruje i wydaje innej osobie. :angryy: Jeszcze byłabym w stanie zrozumieć, gdybyś przygarnęła tego psa dla siebie. Po co go w ogóle brałaś? Jak widziałaś, że pies się błąka, a nie miałaś warunków, żeby go przechować przynajmniej do czasu odnalezienia właściciela, to trzeba było zawiadomić Straż Miejską, a nie podejmować decyzje, do których absolutnie nie miałaś prawa.
-
Niestety nie możesz uzależnić wydania psa właścicielowi od zwrotu kosztów leczenia. Są to roszczenia niezależne od siebie. Właściciel może żądać zwrotu psa, Ty możesz żądać zwrotu kosztów leczenia już po wydaniu psa. Oczywiście, jeśli chcesz sobie psa zostawić, to możesz napomknąć, że chętnie go zatrzymasz, ale jeśli właściciel psa odbierze, to będziesz domagać się zwrotu kosztów leczenia. Jeśli w tej sytuacji właściciel nie będzie chciał psa odebrać, to może po prostu podarować Ci tego psa.
-
Tak samo, jak prawo własności każdej innej rzeczy - w drodze umowy darowizny, sprzedaży, zamiany, przez zasiedzenie, przez objęcie w posiadanie rzeczy niczyjej.
-
[quote name='AguśSosnowiec']Czy ja dobrze rozumiem, że w takim razie Emilia może zapomnieć o zwrocie kosztów za kastracje, a wrecz przeciwnie- bedzie musiala zaplacic jeszcze tej "wlascicielce" odszkodowanie?[/quote] Tak, będzie musiała zapłacić odszkodowanie, jeśli właścicielka będzie się tego odszkodowania domagać (bo może nie będzie). Co do zwrotu kosztów, właściciel jest obowiązany do zwrotu posiadaczowi nakładów koniecznych - kosztów utrzymania, pobytu psa w hotelu, kosztu zakupu obroży i smyczy, kosztów leczenia. Za kastrację byłby zobowiązany zwrócić tylko wtedy, gdyby ten zabieg został wykonany dla ratowania zdrowia lub życia. Po prostu osoba, która znalazła psa i która nie może mieć pewności, że pies został porzucony, nie ma prawa do podejmowania takich decyzji przed upływem terminów wskazanych w kodeksie cywilnym. Inaczej sprawa wygląda w przypadku schroniska, bo schronisku prawo daje inne uprawnienia niż znalazcy. Ale gdyby do schroniska trafił pies oznakowany w taki sposób, że możliwe byłoby ustalenie właściciela, a schronisko tego nie zrobiło, i gdyby ten pies został wykastrowany bez wskazań medycznych, to właściciel też miałby do schroniska roszczenie o odszkodowanie.
-
Płacenie czy niepłacenie podatku nie ma nic do prawa własności. Nota bene od tego roku podatku za posiadanie psa już nie ma. Gminy mogą wprowadzić opłatę (nie wszystkie to robią), ale to nie jest podatek. Własność można udowodnić na wiele różnych sposobów, prawo stwarza też wiele domniemań, gdyż własność jest najpełniejszym i najistotniejszym prawem rzeczowym. Nikt tu nie ma pretensji do autorki wątku, że znalazła psu nowy dom, można mieć pretensje jedynie o to, że zrobiła to za szybko. Jeśli nie miała warunków do przechowania tego psa i szukania właściciela (a to jest zawsze obowiązkiem znalazcy), to nie powinna go przygarniać, tylko wezwać straż miejską. A już absolutnie niedopuszczalne jest wykastrowanie psa w ciągu tygodnia od jego znalezienia, jeśli nie było do tego wskazań medycznych. Właściciel psa ma roszczenie o zwrot psa do osoby, która go adoptowała, oraz o odszkodowanie z powodu kastracji do znalazcy.