Jump to content
Dogomania

Berek

Members
  • Posts

    3222
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    2

Everything posted by Berek

  1. "I przeżyłam spory szok,kiedy okazało się,że pies porozbijał sobie końcówki uszu uderzając jednym o drugie! Popękane końcówki goiły się długo i ciężko,a vet,a potem i fryzjer powiedzieli,że to się często zdarza.I niestety mieli rację,bo sytuacja ta się powtarzała." Ashley, po prostu rozważ zmianę fryzjera... :-( Mam sznaucery od 1980 r nieprzerwanie - tego typu przypadku zdarzaly się u.... suki z cietymi uszami. I minęły jak ręką odjął - po zmianie osoby strzygącej. :lol: Nie ma możliwości żeby zdrowe i normalne ucho "popękało od trzepania" - za to kiedy jest nacięte złą maszynką lub podcięte nożczkami przy nieuważnym wyrownaniu wlosa, to krwawi... niejednokrotnie są to mikrouszkodzenia ktore zaczynają krwawić nie od razu, tylko po jakimś czasie od wyjścia od fryzjera. Sprytni fryzjerzy wmawiają klientom że to kwestia "pekających" uszu - bo nie chca mieć nieprzyjemności po prostu.... Moja obecna sznaucerka, staruszka już ma w tej chwili z kolei nowotworowe zmiany na koniuszku (ciętego) ogona. To u psow ciętych zdarza się często w starszym wieku, niestety. Wpływu na cięcie ogona niestety nie miałam. Za to uszami powiewa, i właśnie mojemu (w średnim wieku, ale na szczęście nie "betoniastemu") weterynarzowi wyrazam niniejszym wdzięczność że w czasie gdy to w ogóle nie było w zwyczaju, a przeciwnie, cięto niemal każdego sznaucera - namowił mnie na pozostawienie psa w stanie naturalnym. ;) Przynajmniej z tego końca.... :evil_lol:
  2. Jeśli chodzi o psie parki, to mam podobne zdanie, jak Zofia Mrzewińska i Puli. To, że wszyscy zwyczajowo spuszczają w jakimś miejscu psy - to nie znaczy, że hulaj dusza, piekła nie ma - te psy powinny być pod 100% kontrolą właściciela. A to oznacza że nie powinny gnać - nawet w przyjaznych zamiarach - do wszystkiego, co się rusza. :angryy: BTW rozczulająca jest wiara że dorosłe osobniki tego gatunku, a zwłaszcza samce, "lubią się ze sobą bawić". Ludzie zajęci nawijaniem i plotkowaniem w ogóle nie zwracają uwagi na to, co się dzieje w takiej stworzonej ad hoc grupie zwierzaków - a dzieje się bardzo różnie. Łatwiej jednak z góry założyć że pieski się bawią rewelacyjnie - przy okazji uczestniczyć w grupie towarzyskiej i mieć miłe poczucie przynależności do takowej - i jeszcze pies "się wybiega" bez wysiłku nawet najmniejszego włożonego w to przez właściciela. A tak w ogóle psy mające kłopot z posłuszeństwem uczą się perfekcyjnie, że tylko takie ganianki są atrakcyjne - a nie kontakt z przewodnikiem, współpraca z nim. Potem taki puszczający swojego psiaka do innych psow "niech się pobawią" właściciel żali się że jego pies kiedy ma rozproszenie - nie przyjdzie za ludwoe Chiny na wołanie... Najśmieszniejsze że nie dostrzega pewnego ciągu skutkowo-przyczynowego, ha. :evil_lol: Widać coś jednak pod powierzchnią samozadowolenia w nich tkwi, skoro wybitnie takie osoby drażni ktoś kto nie daj Boże gdzieś w kąciku szkoli swojego psa zamiast "pozwolić mu na nieskrępowany rozwój osobowości", czytaj - niech se gania a potem może go jakoś odłowimy jak się zmęczy. :cool3: Co do yorkow, owszem, czasem (acz nie jest to regułą) zdarzają się wśród ich włascicieli osoby delikatnie mówiąc - nie nadające się na właściciela żadnego psa, może pluszowego - popatrzcie na topik "YORK DAY" chociażby i na zachwyty nad przebranymi w polarowe kombinezony, kapelusze i okularki psiakami trzymanymi w gorącym centrum handlowym - i głebokie przekonanie że to jest wlaśnie TA forma spędzania czasu jaką yorki lubią najbardziej... :mad: Ale to jest patologia, a nie norma, jednak. Niestety, rasa ta obdarzona jest mikrym wzrostem, znaczną szybkością reakcji i cienkimi kośćmi, a przy tym nie są to jakowiś mocarze psychiczni... I to może powodować fobiczne reakcje całkiem na ogół "normalnych" właścicieli. Pamiętam, jak kilkumiesięczną yorczkę (ważącą niecaly kilogram) mojej mamy ktorą wyprowadzałam tłukł kagańcem dorodny ON - suczka dostała szoku, a właściciel psa, ewidentnie siedzacy na rozmaitych psich forach internetowych a więc "wykształcony" dobrotliwie pouczał mnie, ze źle robię odławiajac przerażonegu yorka bowiem "nie będzie miał okazji do socjalizacji" :angryy: a jego pies wszak "jest przyjazny". Jak Pan Bóg kogoś chce pokarać to mu rozum odbiera, słowem.... :cool1:
  3. A ja bez podtekstów żadnych chcę się zwyczajnie dowiedzieć jak u licha się robi takie wzorcowe schronisko w naszych przaśnych warunkach. Takie, w ktorym nie dokonuje się eutanazji, ktore znajduje się w niewielkiej miejscowości a mimo to ma gigantyczny wskaźnik adopcji - i w ktorym nigdy nie ma przepełnienia, jest dokładnie tyle psów na ile było zbudowane. :lol:
  4. "Jak poglądy mogą się zmieniać w zależności od sytuacji..." Jak sobie przypomnę jak cierpiał mój pies po złamaniu łapy... :-( Chłopaki, dziewczyny - ma ktore piłę łańcuchową? Trzeba zaradzić także i takiemu cierpieniu...! :diabloti:
  5. "rzucacie sie jak wszy po grzebieniach i czepiacie sie coraz mniej znaczacych szczegolow-niestety jestescie zalosne i zal mi was" Podoba mi się ten styl argumentacji. Taki... rzeczowy. :evil_lol: Od razu przychylnie usposabia rozmówcę, zwłaszcza co do merytorycznej zawartości takiego postu. "Tylko uważaj przy nim na yorki, bo może mieć problemy z komunikacją " Wierzę w tego psa... :lol: BTW najmłodsza generacja moich Cosiów została w stanie naturalnym - i z ulgą konstatuję że nie tylko nie przeszkadza, ale zdecydowanie pomaga w życiu. Tylko się raz przełamać a potem człek się zastanawia co u licha widział "pięknego" w poobcinanym psie. :lol:
  6. No widzisz, Ravik, jak to jest - jak brakuje argumentów i się człek jedynie zapienia, to zawsze pozostaje czepianie się ortografii albo młodego wieku rozmówcy... A jak dzielny młody rozmowca broni się przed pozamerytorycznymi ekhem - no nie argumentami przecież - to i tak warto mu dołożyć, słowem, tak źle i tak niedobrze. Trudno rzec: ucz się - bo tego nie należy raczej się uczyć. :razz: :lol:
  7. "a ta suczka na rękach p. Miros odchowuje właśnie szczenieta w slicznym jasnym ,przestronnym, białym pokoiku pełnym pucharów... " Z cała pewnością puchary znacząco wpływają na socjalizację szczeniąt. :lol: Aż dziw że nasi hodowcy na to jeszcze nie wpadli - a raczej pewnie wpadli, sądząc po charakterze i temperamencie niektórych sprzedawanych szczeniąt. :-(
  8. Hej, i co, nikt nie wie jak sobie poradzić z ciężką sytuacją...? Kurczę, a mnie się zdawało że jak jest taki przykład w naszym kraju to można spróbować kopiować taki wzorzec... :-( Tyle że konkretów na razie nie mamy.
  9. Tuaha... "A to ciekawe... a wiesz w jaki sposób tą ustawę naruszył? A raczej nie tą, a inną? I dlaczego mógł przez to trafić pod sąd? Bo na pewno nie z powodu zastosowanej metody. Poszukaj, warto poszerzać wiedzę." Naruszył ustawę ktora w ogóle w UK zabrania kopiowania dla względów estetycznych - ale miał dodatkową jazdę z powodu SZCZEGÓLNEGO OKRUCIEŃSTWA. Pozdrowienia dla Beltanka. :lol:
  10. "wiele psow ktore mialy kopiowane ogony za pomoca metody gumkowej." Całkiem niedawno na Animal Plannet był program o działalności RSPCA. Między innymi o odebraniu "hodowcy" miotu pieskow ktorym usilował on w ten sposób usunąć ogony. Facet trafił pod sąd z ustawy o ochronie zwierząt - a weterynarz RSPCA długo rozwodził się nad cierpieniem, jakiemu podlegają psy tak potraktowane, jak wygląda taki proces, o bólu martwiejącego ogona, itd. Slowem - w Wielkiej Brytanii proces gumkowania jest bolesny i podpada pod kryminał, w Polsce - to taki ot zabieg kosmetyczny i nikomu krzywda się nie dzieje... :razz: :diabloti: "...wiecie jak potwornie mecza sie swinie rasy np-hampshire ,ktore waza po kilkaset kilo a chcialyby sie wytarzac w blocie?a karmienie kurczat sterydami -zeby zyly przed ubojem 4 miesiace zamiast rok-osiagnawszy odpowiednia wage.....a uboj zwierzat ciezarnych w rzezniach.......-na to tez nie ma przepisow-czemu sie za to nie wezmiecie?" Zieeew, zieeew, zieeew... ależ to już było... i to tyle razy... Czemu w ogóle istnieje to forum miłośników psów, skoro Człowiek jest dużo bardziej interesującym stworzeniem... I czemuż istnieje dział Psy w Potrzebie - wszak tyle biednych dzieci cierpi na swiecie...
  11. Lilu, nie rozważaj kupna kantarka, pliiizzzz.... Wbrew pozorom i temu, co głoszą niektórzy trenerzy, to bardzo silnie działające narzędzie. Niczego przy jego pomocy nie da się też psa nauczyć - ono jedynie mechanicznie wykręca glowę psa tak, że ten nie ciągnie. :-( Lepiej jednak popracować na zwykłej parcianej obróżce na parę zlotych - i ze smakołykami... Wklejam fragment tekstu o psim sprzęcie (calość znajduje się tu: [URL]http://klub8fci.pl/readarticle.php?article_id=22[/URL] ) [B]"Kantar[/B] (halti, halter, Gentle Leader - to różne nazwy tego samego urządzenia) Jest to sprzęt bardzo podobny do kantara końskiego. Zakłada się go na głowę psa w przypadkach, gdy właściciel żadnym sposobem nie daje sobie rady z jego ciągnięciem na smyczy. U psów ciągnących jak oszalałe bywa bardzo skuteczny; większość zwierząt jednak bardzo go nie lubi, o czym daje znać oznakami częstokroć nie zauważanymi przez właścicieli - choćby ciągłym ocieraniem głowy o stojące obok osoby, współpobratymców, ściany. Jest to jednak jakieś wyjście z sytuacji, gdy ktoś fizycznie nie daje sobie rady z siłą psa (np. jest starszym człowiekiem obarczonym dużym, energicznym psem). Ma silne działanie: mechanicznie wykręca głowę psa. Dla wielu osób kantar to rozwiązanie problemu ciągnącego na smyczy psa. Przypominamy że sprzęt ten nie oducza zwierzęcia ciągnięcia. Dla tych, którzy się na te słowa obruszą, proponujemy mały sprawdzian: przejście na obrożę, zwykłą skórzaną lub łańcuszkową. Po paru dniach pies który na halterze (kantarze) chodził w miarę grzecznie, będzie znów ciągnął jak szatan. - Po co w ogóle zdejmować kantar? - powie ktoś. No cóż, zdecydowanie nie jesteśmy zwolennikami znęcania się nad zwierzętami, toteż pomysł prowadzenia psa przez całe jego życie na tak silnie działającym narzędziu budzi nasz najwyższy sprzeciw. Prawidłowa praca z psem jest na halterze niemożliwa. Wbrew teorii mówiącej iż podczas używania tego narzędzia można uczyć psa ładnego chodzenia przy nodze, karmiąc go smakołykami za nieciągnięcie, podstawowe znaczenie ma tu silny nieprzyjemny bodziec mechaniczny; przykrość, której smakołyki (bodźce przyjemne) nie równoważą. Przykrość, której doznaje pies, pozostaje niejako poza kontrolą przewodnika; trudno psa odstresować po doznanej nieprzyjemności kiedy do końca nie wiadomo, kiedy i w jakim stopniu pies jej doznał. W podobny sposób działa też rodzaj szelek, przez rodzimych producentów zwany relaksami. Są to szorki, w których części przechodzące pod pachami psa są zrobione z cienkich, zaciskających się przy szarpnięciu sznurków. Sprzęt ten jest łatwo przez psy akceptowany i rzeczywiście ogranicza ich tendencje do wleczenia właściciela. Relaksy można polecić dla psów, które ciągną na smyczy, ale nie są agresywne. Podobnie jak kantar, nie jest to sprzęt na którym można z psem pracować."
  12. "Chciałam się zapytać AnkiS, jakie zaobserwowała objawy przed całym zjawiskiem. Przestudiowałam cały post i nie znalazłam fragmentu o tym jak to wszystko się zaczęło. " Z całym szacunkiem, ale z opisu sprawy wynika bardzo jasno że niestety własciciele nieumiejętnym postepowaniem "wykonali sobie" tego psa... :-( To taka mieszanina, niestety, dobrych intencji z wiedzą "o szkoleniu" z rozmaitych for internetowych ;) plus rozmaite dziwne rady trenera (przegiął z tą izolacją... albo przewodnik psa nie do końca zrozumiał? :oops: ) i oto przepis na mieszankę wybuchową... W sumie lepiej radzą sobie ludzie ktorzy nie mają dostępu do litaratury i internetu, dziwne ale tak jest - bowiem przedziwnych i nieraz głupich rad i teorii wzajemnie się wykluczających jest mnóstwo i biedne ludziska kończą z totalnym mętlikiem w głowie... A jak próbują to wszystko stosować to pies kończy z mętlikiem w głowie. :eviltong: Faktycznie byłoby dobrze znaleźć psu dom, może ktoś kto szuka psa do sportu na przykład....? Jeśli właściciele jednak zdecydują się o psiaka zawalczyć, to Karin Ahrens byłaby najlepsza!
  13. Hm, to naprawdę bardzo ciekawe jest - szczerze mówiąc oprocz tego że uważam że nastawienie pracowników schronisk tak do zwierząt, jak i do odwiedzających placówkę ma bardzo duże znaczenie, to sądzę również że niespecjalnie wplywa na liczbę adopcji. Za to na pewno dla samych zwierzaków się liczy, czy np. zbierają kopniaki czy głaski... :lol: Chyba, że chodzi o taki obraz, że każdy kto tylko nogę w schronisku postawi wychodzi stamtąd ze zwierzęciem, bez zadawania mu kłopotliwych pytań itd. :cool1: , choćby to był ogolony na łyso mlodzian w bluzie z kapturem pokazujący przez kraty na dorodnego pitbulla :cool3: - ale chyba na litość boską nie o takie "przyjazne nastawienie" chodzi i mam nadzieję że w omawianym tu schronisku tak nie jest. ;) Ale jakim cudem aż tyle osób w ogóle zjawia się po psy żeby stale udawało się utrzymywać "rozsądną" liczbę zwierząt w placówce...? JAK SIĘ TO ROBI ? Chyba że faktycznie mamy do czynienia z konsekwentnym ograniczeniem - jeśli ilość psów w schronisku osiąga "X", to już żaden pies nie ma prawa tam trafić... To w sumie brzmi rozsądnie tylko nie wiem jak się to ma do współpracy np. z płacącą zdaje się co nieco na utrzymanie placówki gminą - czy nie ma nacisków żeby jednak przymować wszystkie psy jakie tam trafią...?
  14. "Jeśli chodzi o radzenie sobie z nadmiarem zwierząt, to w przypadku pana Harłacza sposobem były sprawne adopcje. " Fantastycznie ciekawe - i napełniajace optymizmem, naturalnie! Jak on to robi?!
  15. No właśnie, też mi to chodziło po głowie - i te pytania bynajmniej nie ze zlośliwości czy cuś, co zlego to nie ja, naprawdę, ale jak czytam sprawozdania z tego naprawdę idealnego schronu, to cały czas się zastanawiam, jak u licha w Polsce coś takiego jest możliwe - bo na Zachodzie to ja wiem jak się takie schroniska prowadzi, po prostu usypiając zwierzaki dośc masowo tak, żeby ciągle "na stanie" było dokladnie tyle, na ile schron jest obliczony. :-( A tu eutanazji nie ma, boksy nie przepełnione, czystość i rzeczywiście bardzo to przyjemne dla oka... Wygląda na to, że pan Harłacz jest mistrzem w pozyskiwaniu funduszy, i tak trzymać! :lol: Chyba że kwestia jest w tak niesamowitej liczbie adopcji, ale jak u licha się to osiąga - czytając Dogo widzę, jak zwierzaki reklamowane szaleńczo przez wolontariuszy wszędzie, dosłownie wszędzie - tkwią na PwP po kilka miesięcy a nawet lat - to strasznie trudne wyadoptować jedno, dwa zwierzęta, więc jakim cudem tam udaje się znaleźć dobre i odpowiedzialne domy tylu zwierzakom? Czy jednak rzecz w konsekwencji - przyjmujemy tyle-a-tyle psów i kotów, więcej nie, choćby się waliło - paliło i choćby ktoś nam groził zarąbaniem psiska na naszych oczach, nie ustępujemy? :cool1: :lol:
  16. O.K., linia jaką prowadzisz daje białe znaczenia - pytanie tylko, co się dzieje z maścią w wieku późniejszym...? Jeśli jest wzorcowa stal i złoto, to... w ogóle nie ma o czym dyskutować. :lol: BTW oddalamy się od tematu, mianowicie od biewerów. Śmiem wątpić czy wszystkie psiaczki przedstawiane jako biewery CZYLI 100% yorki tylko z pewną mutacją genetyczną objawiającą się taką, a nie inną maścią, na pewno mają w sobie te 100% yorka, ale cóż, postęp nauki jest na tyle duży, że w sumie nie powinno być problemów z takimi, na przykład, badaniami genetycznymi (sprawa, ktora nie była taka oczywista kiedy były walki o uznanie bialych sznaucerów miniaturowych chociażby). :lol: ;)
  17. "widać że ktoś tu Yorasków nie hoduje :evil_lol: " Nie hoduje, ale hodował... :razz: "w takim razie wytłumacz mi jaki kolor ma szczeniaczek na tych łapkach" Zdjęcie nie jest zbyt wyraźne - łapeczki wyglądają na nim na... gołoskórne rózowiutkie. :lol: A o białych znaczeniach jakoś nie słychać tak we wzorcu, jak i - nagminnie w kazdym razie - w praktyce hodowlanej... Chyba że mówimy o pieskach ktore w przyszłości będą miały NIEPRAWIDŁOWĄ srebrzystą barwę ( jak na przykład silky). Takich yorkow jest bardzo dużo w tej chwili - podobnie jak niewybarwionychn zupełnie czarnych - i w sumie sukcesem jest jeśli yorek wybarwi się na piękny, stalowo- złoty kolor, całkiem wzorcowy. :lol:
  18. "Madzia zacznijmy od tego że biewery nie są kundelkami :shake: to są yorki u których kolor biały nie wybarwił się na stalowy bądź złoty tylko pozostał taki jak w chwili narodzi" Nie rozumiem... yorki rodzą się czarne... :razz: Chyba cała sprawa bardziej zresztą polega na tym, czy hodowca biewerów potrafi udowodnić cały tok swojej pracy hodowlanej - i fakt, czy rzeczywiście jest to mutacja kolorystyczna, czy też jednak nie "pomógł" pieskom dolewając krew innych ras... BTW dlatego FCI dłuugo nie uznawało bialych sznaucerów mini, że hodowczyni najbardziej walcząca o uznanie tej, jak mówiła, odmiany - intensywnie dolewała krwi westa, co było tajemnicą poliszynela. :evil_lol: Jednak w końcu uznali, a odmiana trzyma się w miarę stabilnie (o konsekwencjach charakterologicznych tej lekko wątpliwej etycznie działalności się nie wypowiem bo większość hodowców i tak ma w głębokim poważaniu temperament i charakter zwierząt ktore wyhodowali, wyjątek stanowią zrzeszeni w swoim własnym związku hodowcy pracujących malinois sprzedawanych wyłacznie do policji, wojska, dla bogatych szejków naftowych i do sportów typu mondio :evil_lol: :lol: - a to czy yorkom, czy biewerom nie grozi...).
  19. Berek

    Polowanie

    "Hej .. no raczej husky nieda sie oduczyc polowan .. te psy maja bardzo silny instykt łowiecki.." Popatrz, popatrz... a ja znam kilka huskies ktorych tego oduczono... ;)
  20. Słuchajcie, a tak już bez hurraoptymizmu, ktory, jak się nieraz okazało na Dogomanii, bywa złudny.. . - czy jest możliwość sprawdzania co jakiś czas tego domu i tego, co się z psem dalej dzieje...?
  21. Hm, tam jest duzo bardzo ciekawych tematów... i wcale nie trzeba mieć owczarka żeby tam sobie pobyć. ;) Za wiedzę trzeba płacić? Cóz, a czemu nie... to chyba dośc normalne ... a 10 zł na rok nie wydaje się wygórowaną sumą. :lol:
  22. Dlaczego uważasz że dorosły samiec miałby lubić "bawić się" z psami? :-o :cool3: Ja rozumiem że ludzie (większość właścicieli) w to święcie wierzy, że to jest TO co uwielbiają ich psy - ale wystarczy przyjrzeć się interakcjom w takiej ad hoc stworzonej grupce żeby zauważyć rozmaite rzeczy niefajne. A właścicielom świetnie się w to wierzy, bo: - mogą zbić się w grupkę i gadać, plotkować, mając miłe poczucie przynależności do grupy :lol: - uważają że ich piesek się może wyszaleć bez żadnej pracy z ich strony co jest oczywiście bardzo wygodne.
  23. To ja mam pytanie... "I ćwiczę z nim do upadłego. I mamy gigantyczne postępy. " & "Pół mojej wypłaty oddaję bez mrugnięcia okiem na porady u fachowców. Nie jednego, kilku naraz" - i NIKT nie powiedział Ci, że pies powinien być na linie? Że musisz mieć nad nim bezwzględną kontrolę bo każda sytuacja w ktorej on wyłamuje i jednak kogoś oszczeka jest dla niego na tyle sytuacją samonagradzającą, że masz potem długie tygodnie ćwiczeń "w plecy"? Żaden fachowiec Ci tego nie powiedział? :-o
  24. No właśnie, na zdjęciach Northona z ćwiczeń brakowało mi... widoku przypiętej psu liny. Bo tak, to jest odwoływanie się do dobrej woli psa: może poslucha, może nie obszczeka... a jesli nie posłucha i obszczeka? To nie masz żadnych narzedzi panowania nad nim... :shake: Każde wyłamanie psa (pani mowi siad, nie rusz, ale ja myślę że jednak obszczekam, co mi może zrobić, nic, ha - ha...) przedłuża Twoją pracę o kilka tygodni - czy warto...? ;) .
  25. Marz, ale masz 100% pewności że pies jest bity...? Pytam, bo na moją znajomą sąsiedzi "nasłali" policję - czemu - jej suka ON miała w zwyczaju glośno piszczeć z ekscytacji, zbiegając na spacer po schodach - brzydki nawyk, ale znajoma nie radziła sobie z uciszeniem psa... w każdym razie sąsiedzi uznali że "na pewno" znęca się ona nad psem skoro on tak strasznie piszczy... ;)
×
×
  • Create New...