-
Posts
3222 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
2
Everything posted by Berek
-
"Miałam trzyletniego psa, wzięłam 6-7 miesięczną suke, która go rozruszała i ożywiła, czasem widać że on ma serdecznie dość ale chyba już nie umiałyby żyć bez siebie " I znów.:shake: Jest znacząca różnica między zwierzęciem trzyletnim a dziewięcioletnim, nawet jeśli ów dziewięciolatek to dziarski staruszek. Śliweczko - ja Cię nie odwodzę od Twojej decyzji, tylko pokazuję Ci że są też pewne zagrożenia, a nie same plusy. Możesz to przyjąć do wiadomości, a możesz nie - to tylko Twoja decyzja. BTW z każdym miesiącem będzie Twojemu psu trudniej; jeśli masz zamiar kupić szczeniaka w przyszlym roku, to pamiętaj, że Twoj piesek nie młodnieje... :cool1: "Chyba pies nie bylby zazdrosny o suczke?" Byłby - niby czemu mialby nie być?
-
"W dobie supermarketów, setek masarni itp. nie trudno zdobyć jedzenie dla naszych schroniskowych milusińskich. " I tu problemik pewien... W tej chwili prawo jest tak skonstruowane, że darczyńca musi... zaplacić podatek VAT od wartości przekazanego towaru. Możesz się domyślić, jak to wpłynęło na dobroczynność i przekazywanie darow rzeczowych na rzecz potrzebujących...
-
Aniu, zwroć uwagę, że sytuacja ktorą opisujesz jest zupelnie inna od tej, o jakiej mówi Śliweczka. AST przyszła do domu gdzie był już pies - yorek. Po jego śmierci do domu trafił inny, młody yorek. A suka AST była wtedy stosunkowo młoda - sprostuj o ile się mylę, według moich obliczeń mogla mieć ok 3 lat góra...? Jest ZASADNICZA różnica w sprawianiu psa - towarzysza trzyletniemu zwierzęciu ktore od początku mieszkało z drugim psem, a dziewięcioletniemu "jedynakowi". Szczerze mowiąc, im dlużej tkwię w psim świecie, tym bardziej zaczynam rozumieć że postawa "marzenia ponad wszystko" często polega na nieświadomym krzywdzeniu zwierzęcia. I tylko dlatego piszę te posty do Śliweczki - żeby jednak przemyślała sprawę, żeby nie podchodziła do tego z przesadnym hurraoptymizmem p.t. jest świetnie i na pewno będzie calkie różowo - warto znać wszystkie za i przeciw. :lol: Generalnie jeśli podejmować decyzję o wzięciu drugiego psa do psiego samotnika - to lepiej decydować się na to kiedy ten pierwszy jest jeszcze młody i sprawny.
-
Śliweczko, tego oczekujesz, a jeśłi tak się nie zdarzy? Co wtedy zrobisz? To, co opisuje Chanelle, to wyjątek a nie reguła, zapewniam cię.
-
"A może po prostu są psy, które mają tyle temperamentu, że niezależnie od zapewnienia im ruchu i pracy zachowują się jak niewyżyte. I może są to typowe i pożądane zachowania dla danej rasy. I może połączenie temperamentu ze sposobem noszenia ogona predystynuje te rasy do urazów tej części ciała." Znaczy się trzeba by ciąć ogony ON-om z użytkowych linii i maliniakom. :lol: :lol: :lol: BTW powtarzam, Mars przedstawia nam duszoszczypatielną historię pewnego weimara - znam osobiście dwa niekopiowane weimary ktorym się nic z ogonami nie dzieje, więc co - albo one noszą ogony "wadliwie" dlatego, że im się one nie uszkadzają (hm, takie rozumowanie wygląda co nieco absurdalnie... :evil_lol: ) albo tamten konkretny weimar ma problem z ogonem - albo z osobowością - albo ze swoją panią (tyż możliwe)...
-
"I uważam ze cala ta energia obronców uszu i ogonków moglaby z wiekszym pożytkiem byc wykorzystana tam gdzie faktycznie zwierzątkom wyrzadza się krzywdę" Ta ta ta ta ta... a ile dzieci na świecie głoduje, a ilu starców w domach starców czuje się samotnymi... Jak to było...? "I znów ta sama ballada..." :lol:
-
"Przeca wiem, ale na dogo kastracja jest panaceum na wszelkie dolegliwości, więc jakoś tak naturalnie mi się nasunęła w tym przypadku" ;) Wiem, wiem i trochę nad tym ubolewam :mad: ale cóż, też się staram zawsze dopytywać o za i przeciw... BTW ciężar gatunkowy decyzji o ingerencji w psi organizm w przypadku pozbawienia możliwości posiadania potomstwa (względy hmmmm, nazwijmy to etyczne, albo po prostu praktyczne) lub ucięcia zwierzęciu ogona czy uszu (tylko estetyczne jeśli jest to wykonywane u szczeniąt - ktoś po prostu woli psy bez ogona lub ze stojącymi uszami bo siędo takiego wyglądu przyzwyczaił) są jednak nieporownywalne. "No dobra, pies pracujący, wybiegany, obcięcie jajek może efektu nie przynieść (zresztą u suk niewykonalne), a cierpi z powodu długiego ogona. Masz jakąś radę?" Najpierw dowiedzieć się o okoliczności - to dość jasne. Czemu on tak histeryzuje, miota się po tym mieszkaniu czy jak... Jeśli się okaże że pani szatan sportingu i codziennie pies szaleje parę godzin w polu (a nie wegetuje w mieszkaniu "od konkursu do konkursu" kiedy właścicielka organizuje sobie dość czasu na zajęcia z psem), wraca do domu i w sekundę potem odpada mu kawałek ogona, za każdym razem w innych okolicznościach, po zetknięciu z innym meblem / ścianą, to faktycznie trzeba rozważyć amputację, to chyba oczywiste - ale nie stanowi to argumentu na rzecz kopiowania ogonów wszystkim przedstawicielom tej rasy - bowiem to po prostu bardzo szczególny przypadek i tyle.
-
"A może warto spytać o temperament? Mars, zamiast ogona można wyciąć jajka. Pies sflaczeje, zapasie się i nie będzie go roznosić." Żeby było jasne, Tuatha Dea, ja to w ogóle nie lubię tych pomysłów z kastracją i sterylizacją "z rozdzielnika" - to o czym piszę rozważając OBIEKTYWNIE sam ten temat to przypadek szczególny, na przykład taki że ktoś posiada mieszane stado w domu i samce walczą o suki - być może (choć nie wierzę że jest taka pewność na 100%) kastracja tych panow zapobiegłaby walkom między nimi. Lub zmniejszyła ich częstotliwość. O ile oczywiście nie są to nader cenne reproduktory ma się rozumieć. Co do sflaczenia i zmiana w temperamencie, zapytaj się Agnieszki, jak to z tym jest, co? Możesz się nieco zdziwić. :evil_lol: Wiele psów pracujących, na przykład w grupach SAR w Stanach czy Kanadzie to kastraty i jakoś, jakby to rzec, pod względem temperamentu moglyby im nasze użytki wyczyścić SARescuowe buciki.... :lol: BTW wracając do tematu, rozważanie poszczególnych przypadków nie ma za bardzo sensu, bo znowu wracamy do opcji "pewien pies tak sobie połamał łapę że ją musiano amputować, więc obetnijmy wszystkim psom łapy to nie będą sobie miały czego łamać" a to już czysta demagogia.
-
Śliweczko, jest róznica między dorosłym dwu-, trzyletnim psem a psem dorosłwym 9-cio letnim - to już, niestety, co tu kryć, staruszek. Psy to zwierzęta stadne i generalnie dobrze czują się w gromadzie - ale tu mamy szczególny przypade: psa ktory przez całe życie był sam, a pod koniec tego życia dostaje (wątpliwy) prezent w postaci szczeniaczka. :razz: Czy się przystosuje? Pewnie tak... ale jakość życia (chodzi mi o psychikę) nie bedzie taka, jak kiedyś. Wszystko zależy od Ciebie i od tego, jak duże "parcie" masz na szczeniaka - jak bardzo już nie możesz się doczekać pieska - i czy byłabyś w stanie odłożyć decyzję czy nie, po prostu. Co do poświęcania czy nie poświęcania czasu, nie ma tak dobrze, jak sobie obiecujemy zanim nowy pies zjawi się w domu (mowię to z własnego doświadczenia, zapewniam Cię) - masz opcje zajęcia się szczeniakiem (wychowanie, socjalizacja) kosztem staruszka lub lekkie zaniedbanie szczeniaczka w imię tego żeby starszy pies nie cierpiał za bardzo.:evil_lol:
-
Śliweczko, psy są zwierzętami stadnymi i uczą się od siebie dość łatwo, zwłaszcza jeśli coś jest dla nich naturalne (alarmowanie że w granice ich terenu zbliżył się intruz). Zastanów się jednak, czy nie fundujesz swojemu starszemu psu na stare lata zbyt wiele stresu. Psy w tym wieku, choćby nie wiem jak przyjazne i na pozór "lubiące" inne psy bardzo cięzko przeżywają pojawienie się w domu wesołego rozkosznego szczeniaka nad ktorym kazdy piszczy z zachwytu i ktoremu wszyscy poświęcają dużo czasu (a przecież inaczej się nie da). Po rozmowie z kilkoma wetami i szkoleniowcami (bardzo mnie interesował ten temat swego czasu) muszę Ci powiedzieć że jednogłośna opinia była taka, że taka decyzja oznacza skrócenie życia staremu psu. Stres - jak podejrzewam - osłabia uklad immunologiczny i... psisko szybko zwija się z tego świata, nagle dopada go nowotwór, choroba serca czy inne świństwo. Inna sytuacja jest kiedy do stada psów w róznym wieku przychodzi następny piesek, szczeniak czy dorosły - ale zupelnie odrębna gdy taką sytuację fundujemy psiemu jedynakowi. I to już w dośc podeszłym wieku. :cool3: A już fatalnym pomysłem byłoby przeprowadzenie go w inne miejsce, nawet do znanych mu członkow rodziny. On po prostu nie jest już na tyle elastyczny, żeby to miało po nim "spłynąć". :-(
-
"moze jeszcze jeden przyklad ktorego nikt nie poruszyl tj. szkolenia pieskow do walk o tym madralinskie moze nawet nie wiedza ale to jest i funkcjonuje." yyy... ale to chyba w innym topiku by trza o tym gadać? :-o Tak ogólniej biorąc - co ty tu o jakichś psach kiedy na świecie dzieci mrą z głodu... i tak dalej, i tak dalej, bla, bla, bla.... Typowe sięganie prawą ręką do lewego ucha dookoła glowy kiedy brak argumentów... :evil_lol:
-
"Co niektorzy pieknie dowcipkuja zeby tak jeszcze co innego potrafili?" Taaak, tak... stare jak świat dogomaniowe pomysły na argumenty ad personam (na ogół nietrafione zresztą, he he) zamiast merytorycznej rozmowy. No, ale w międzyczasie się wyjaśniło - istnieje tajemna wiedza zastrzeżona dla wybrańców, nie dla mas. :lol: :evil_lol: Pilnie strzeżona a ten, kto sprobuje się nią podzielić z innymi na ogólnodostępnym forum, zapewne zginie w mękach siedmiokroć przeklęty. :lol: :cool3:
-
Najlepiej uszy, Ayshe, najlepiej uszy... :lol: :lol: :lol: :lol:
-
Przypomina mi się skecz Bogdana Smolenia: "Tyyy, a gdybyśmy mieli taki drugi czołg jak ten 102 "Rudy", tobyśmy sobie sami tę wojnę wygrali!" :lol: :evil_lol: :lol: :lol: :lol: :lol: :evil_lol: :lol:
-
Biedne te twoje psy, Laluna... :lol: Biedne w ogóle wszystkie psy ktore mają co robić w życiu... :cool3: :lol: :evil_lol:
-
"Padlo tu juz na tym watku zdanie cytuje: odpowiedni ludzie na odpowiednim miejscu" Na owczarku opisywane jest przytulisko ktore prowadzą ludzie (kilkoro) z ogormnym sercem dla zwierząt, energiczni i walczący o poprawienie ich losu - ale jednak przytulisko nie wygląda jak te wymuskane zachodnie, przepełnienie mają, a w takich warunkach choćby się latało 24 godziny na dobę z grabiami, miotłą i ścierami to wygląda to jednak niechlujnie... :razz: O ludziach tych nie da się powiedzieć że utkwili w marazmie albo im się nie chce, schron w małej miejscowości toteż jakoś tych masowych adopcji nie ma - nadal wydaje mi się że wobec tego pan Harłacz musi mieć jakąś "cudowną receptę" na TAKI sukces. I dopytuję się - jak to się robi? :lol:
-
"kto mowi-ze agresywnemu psu jest lepiej po kastracji?" Przeważająca większość WETERYNARZY. Dla mnie to nie jest oczywiste - powiedzmy jednak, że lżej jest właścicielom z psem nie myślącym bezustannie o suczkach w rui; w pewnych przypadkach kastracja faktycznie może pomóc (np. stado kilku samców lub mieszane...) w osiągnięciu stanu względnego spokoju w domu. Pewnie, że to dla ludzkiej wygody, ale powiedzmy że chyba jednak inny ciężar gatunkowy takiej decyzji (osobiście zresztą nie zawsze pochwalam i widzę przeciwskazania, zwłaszcza dla kastracji "z rozdzielnika") niż tylko taki, że jakiś piesek się nam PODOBA bez ogona i ze stojącymi uszami. MARS, gdzieś mi umknął ten fragment z foxami szczeniakami, chyba muszę się na priv przenieść bowiem żarówa alarmowa mi świeci, czyżby wreszcie dobre szorściuchy w tym kraju, opowiesz mi o temperamentcie tych ogoniastych potworasów, dobrze? Bo o to mi głównie chodzi, o temperament... eksterier zostawiam z boku. Acz ogoniastość ma swoje znaczenie nawet calkiem "oficjalne" ale o tym potem. :lol:
-
To ja może wrócę? Tj. do tematu.... Wiecie co jest przykre? Rymenka oburzyła się strasznie, bowiem jedynym fachowcem, z jakim się zetknęła, był pan ktory nie widzial nic zlego w poleceniu kolców na ośmiomiesięcznego ON-ka (co akurat mogłoby, powiedzmy, mieć jakieś tam uzasadnienie - nie widzimy psa i nie znamy sytuacji :cool3: - ale podejrzewam że nie było wynikiem dogłebnej analizy sytuacji przez szkoleniowca, tylko stylu szkolenia "Sułkowice, lata 60-te":evil_lol: ). Człowiek idzie do fachowca, dostaje rady, nie wie czemu miałby im nie ufać... W całym kraju jest pewnie 90% tak prowadzonych szkoleń... :shake: Pewna pani pokazała mi kiedyś filmik z chodzeniem przy nodze swojego psa - pies ciągnięty w górę na maksymalnie naciągniętej smyczy, bezustanne powtarzanie "równaj, równaj" zupełnie nieadekwatne do zachowania psa - BTW zwierz nie miał wyjścia bowiem ledwo łapami ziemi sięgał - na mój lament pani przeżyła pewnien wstrząs, bowiem... dokładnie tak, przez GODZINĘ ćwiczono na szkoleniu na jakie się udała - w kółeczku kilkunastu psów... :p Inna szkoła nie była dla pani dostępna, udała się do trenera i... otrzymała taki efekt że pies wpadał w kompletny stupor jak tylko zaczynał orientować się że będą go szkolić. :angryy: Obserwacja pewnego klubu szkolącego psy w jednym z psich sportów dala mi do myślenia, zwłaszcza reakcje właścicieli z ktorych może 10% po prostu wyszło w trakcie zajęć, czując, że coś jest nie tak - reszta jak te posłuszne łowieczki dalej przewlekała te swoje psy na smyczach w rozmaite miejsca, brrrr.... :-( Jak ci biedni właściciele mają weryfikować to, co się na zajęciach dzieje? :cool1: Potem mamy sytuację że dziewczyna usłyszawszy rozmaite herezje typu nagradzaj parówką, piłką, nie szarp na starcie, zacznij od pokazania psu o co chodzi - tylko się wścieka, bowiem ruina pewnego systemu wartości, podważenie zaufania do fachowca ktory ją czegoś tam nauczył na ogół nie odbywa się bezboleśnie.
-
"W tym samym stylu mogę zapytać - a ile kobiet w starszym wieku dostaje raka piersi? Może należy kobietom zawczasu usuwać piersi? Zwłaszcza tym z grupy ryzyka?' Oj, Mars, Mars- to zupelnie jak obicnać psom ogony bo może im się zdarzy kiedyś w życiu że je uszkodzą. Identycznie to samo rozumowanie - ale przecież Ty jesteś zwolennikiem kiopiowania... niechcący Ci takie śmieszne wyszło... :lol:
-
Sądzę że to okoliczność znacąco sprzyjająca dobrej (o tyle, o ile to możliwe) sytuacji w schronisku - ale w sytuację o wieeeele powyżej "polskiej przeciętnej" przy spelnieniu tylko tego jednego warunku nie za bardzo wierzę. :shake:
-
"Wogole mnie dobiles, myslisz ze jeszcze nie czas aby chociaz jedno schronisko bylo w Polsce, w ktorym naprawdę nie zabija sie zwierząt i nie ma przepelnienia i jest czysto?" To Twoja nadinterpretacja, naprawdę. Ja caly czas drążę w poszukiwaniu - "recepty na sukces". Warto, żeby pewne procedury poznały załogi jak największej liczby schronisk, a nawet malych przytulisk prywatnych; przecież takie "know how" od kogoś kto radzi sobie tak rewelacyjnie w naszych bardzo fatalnych warunkach - bo że takie są, nikt nie wątpi - jest na wagę złota... :oops: Na razie trudno mi za "pomysł na sukces" uznać stwierdzenie że ludziska wiedzą że schronisko X, Y, Z istnieje i jeżdżą masowo adoptować stamtąd zwierzęta... :crazyeye: :shake:
-
"Schronisko sie rozbudowuje to raz" Ile miejsc jest tam teraz, ktoś wie...? I ile psów tam teraz przebywa? "Czyli wg. Twojej opini o 99.9% schronisk nic nie mozna powiedziec, tu, na dogo, jak wlasciwie w nich jest, jak sa prowadzone" Dziwna prawidłowość - kiedy ktoś z Dogomaniakow idzie w końcu do jakiegoś konkretnego schroniska X czy Y, to wybucha afera - bo bieda, bo psy sa usypiane, bo woda im zamarza w miskach, bo przepełnienie i gryzą się w boksach, bo błoto, bo fatalne żarcie itd. Oczywiscie to wszystko prawda; tyle, że nadal mnie bardzo ciekawi jakim cudem w kraju naszym można nie mieć takiego obrazu przytuliska, prowadząc tego typu placówkę. Rozumiem dobór kadr (BTW ile osób pracuje w Bialogardzie?), rozumiem otwarcie na dobrostan zwierząt itd - ale zalew psow bezdomnych jest taki, że nadal nie rozumiem, jakim cudem utrzymuje się stan "jeden piesek w jednym boksie" albo "kilka łagodnych pieskow w jednym boksie" i czysta wygrabiona trawka. Tzn. taki stan jest dość powszechny w schroniskach w USA (gdzie potężny procent psow wędruje bardzo szybko do komor gazowych po prostu - i pozostały mniejszy procent ślicznie wygląda w przestronnych i czystych boksach, fakt) czy w UK (usypianie nadliczbowych ziwerząt w sporej liczbie takich placówek). Chyba, że faktycznie prowadzący Bialogard stawia stanowcze weto choćby przy jednym nadliczbowym psie: mamy komplet, nie przyjmujemy! - i to rozumiem (choć podziwiam że się gminę udaje do tego przekonać, na ogół urzednicy wierzą w gumowe ściany schroniska ktore przecież "wszystkie psy przyjmie"). Tylko jak wobec tego dzieje się z hurtowo przywożonymi psami z rozmaitych pseudoprzytulisk, co i rusz spektakularna akcja o ktorej slyszymy jak to psy po potwornych przeżyciach w przytulisku A czy B trafiły do tego psiego nieba i... ... ... faktycznie dalej cisza. A czy wolontariusze, ktorzy pilotowali sprawę takiego pseudoschroniska, po przekazaniu swoich podopiecznych do Bialogardu nie mogliby pilotowac ich losu dalej? Po prsotu napisać, dokąd trafiły poszczególne psy - Pusio, Misia, Reksik? Bo na razie psy tam pojechały, alleluja, teraz będzie im już super.... i... The End?
-
Ponawiam pytanie - skąd jesteś? Bo chyba ktoś powienien zerknąć na Was i to w domu... BTW ręczne wyrzucanie psa z łózka to świetny pomysł na rozbudzenie w nim rozmaitych fatalnych pomysłów, niestety. W ogóle pomysł na przepychanki, na walkę z nim w dość już skrajnych sytuacjach nie jest rozsądny. :shake: Co byś zrobiła gdyby zwierzę w czasie zwalania z tapczanu zaatakowałoby Cię na poważnie? A przeciez taką walką, takim przepychaniem możesz spokojnie do tego doprowadzić... Żeby było jasne - absolutnie nie wierzę w jakiekolwiek kontakty z jakimkolwiek psem bez żadnej przemocy - ale jest mądra przemoc i glupia przemoc. :evil_lol:
-
"A na zawodach prawie same maliniaki i ON i pojedyncze okazy erdel, bokser." He, a te erdle ktore wystepują pokazują piekne, niecięte precelki :lol: . Ahley, dobrze że wpadłaś na to jak obejść problem. A czy po strzyżeniu myjesz ucho od wewnątrz? Pewna stara doświadczona fryzjerka pokazała mi kiedyś jak "oporządzić" sznaucera po strzyżeniu - spłukanie całego ciała dośc mocnym strumieniem wody i przetarcie uszu calkiem fajnie niweluje problemy z ewentualnym swędzeniem i... chęć otrzepywania się. Proste, a działa - pewnie panowie strzyżeni na rekruta mogliby nam tu zalamentować jak swędzą resztki wlosów po takim cięciu maszynką. :lol:
-
Nowicjuszko, a z jakiego jesteś miasta....? Może znajdziemy kogoś, jakiegoś trenera, godnego polecenia...?