-
Posts
3222 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
2
Everything posted by Berek
-
No nie, skonam... :lol: :lol: :lol: :lol: :lol: Ba, a może jest potrzebne pozwolenie z gminy? Zaczynam się niepokoić. Bo to na przykład kilka yorków dziala na zasadzie stada piranii - i co, to nie są niebezpieczne psy??? :evil_lol:
-
Owczarnia, popatrz, jak to się można pomylić... :lol: W niczym, kompletnie, mnie nie przekonałaś - i niczego mi nie udowodniłaś... :lol: Po prostu z pewnych tematów i z pewnymi dyskutantami się wycofuję kiedy się to wszystko przeistacza w bicie piany i tyle. Ten topik też nie jest, zdaje się, o kastracji / sterylizacji i jej skutkach. ;) Szczerze mowiąc męczy mnie tylko pewna nieprzyjemna zasada, a mianowicie, zakładanie z góry że nasze poglądy są właściwe i postępowe, a współdyskutanci ktorzy mają inne zdanie - to ciemnogród i ciemnota... bo to na pewno nie pomaga rozmawiać na pewnej wspólnej płaszczyźnie (i budzi najgorsze instynkty, przyznaję :lol: ). Są tematy zapalne - jak sterylizacja, karmienie karmami przemysłowymi, użycie obroży elektrycznych itd - w ktorych zanadto dochodzą do głosu emocje -a, w sumie, pewnie niepotrzebnie. Jak to mówią - każdy krzywdzi swoje zwierzątka na własny rachunek. :lol: Osobiście mam do sprawy taki stosunek - chcesz, kastruj, nie chcesz, nie kastruj. Byleby mi nikt ideologicznie postępowy nie nakazywał robić czegoś odgórnie, to będzie dobrze. :lol: Na swoim przykładzie mogę powiedzieć że da się trzymać stado psów obu płci w stanie nie tkniętym chirurgicznie, że tak powiem. I tyle. ;) Jak ktoś mnie pyta - to mu odpowiadam, że się da. Podobnie jak wielu moich znajomych od sportu i pracy trzyma psy obu płci razem (czasem w domu, czasem w kojcach) i też jakoś im to się udaje. Nikogo natomiast na to nie "nawracam". Często ludzie uznają że nie dadzą rady - i przecież to ich osobista decyzja... Znam też takich ktorzy uznali że to ich przerasta - i co, i dobrze, sprobowali, stwierdzili jak jest to u nich - O.K. :lol:
-
... a może nie stereotypy, tylko, po prostu, ktoś ma takie poglądy, ktoś - inne... :lol:
-
Dwa dorosłe samce w domu to raczej przepis na walki psów. :evil_lol: Mnie to jakoś tam nie przeraża, zresztą kiedy wkraczam, to chłopcy podejmują rozejm i rozchodzą się - ale jak kilka razy doszło do starcia z powodu spóźnionej ludzkiej interwencji, to, że tak powiem, no, krew sikała na ściany, nie powiem. :cool1: I to całkiem dosłownie. Suczki są zdecydowanie delikatniejsze psychicznie (to nie znaczy, że nie szaleją, czy że nie są wesołe) - ale wśród samców częściej wyłowisz psiaka wystarczająco twardego psychcznie. Dziewczyny częściej bywają przylepkami, są submisywne... Co do łączenia płci, mam w domu dwa samce i trzy dziewczyny, owszem w okresie cieczek jest po prostu... z lekka nerwowo (pilnowanie zamykanych drzwi i większa skłonność panów do bójek) ale od wielu lat udaje mi się upilnować towarzystwa bez wiekszego wysiłku. Tyle, że trochę męczące. :lol:
-
"co a stwierdzenie - psy nie sa od tego aby warczeć i szczekac? do czego w ogóle SŁUŻĄ psy" Do rzucania się na inne psy??? :crazyeye: Z tego topiku trochę pośrednio to wynika. Reaguję, w przewrotny sposób, na wypowiedź forumowiczki o dobrym serduszku ktora wprost pisze: "Pusia też sie rzuca na pieski - czasem dużo większe od siebie, ale przecież ludzie ! jak można za to bić czy wręcz lać pieska ???? przecież on poniekąd od tego jest żeby warczeć i szczekać." Niestety, psy już dawno nie żyją w środowisku "naturalnym" - tj. w tej chwili dla nich "naturalna" jest cywilizacja, ktora niestety nie pozwala im zachowywać się w pełni "naturalnie" (zresztą, część zachowań agresywnych zdecydowanie wynika, jest generowana przez "nienaturalne" środowisko... :cool1: ). Zakładanie że pies ma prawo rzucać się na inne psy, obszczekiwać przechodniów, godzinami szczekać w mieszkaniu itd - to wbijanie gola do własnej bramki. Owocuje ogólną niechęcią spoleczeństwa do psów niestety.... :shake: Oczywiście to taki temat obok głównego topiku :razz: ;) ale jakże interesujący. Swoją drogą, ciekawe, jak bardzo okropnie zachwuje się włascicielka wściekłej jamniczki, tj. co to znaczy że "strasznie" ją bije? Bo to, że uderzenie, zwłaszcza od góry, pobudzonego na agresywnie psa jest dość głupie to nie podlega dyskusji, ale... zastanawiam się, jak to tak naprawdę wygląda, bo chyba psem nie rzucają o ścianę, nie kopią i nie łamią mu odnóży... więc co niby należałoby pokazać slynnemu TOZ-owi - trzepnięcie smyczą? :cool1:
-
WIem że to "niepolitycznie".... ale pozwolę sobie przekopiować z innego topiku moją wypowiedź - ot, właśnie podobna dyskusja się toczy od paru dni.... Na początek zaś dodam że pies doskonale wie, że nie ma do czynienia z przedstawicielem własnego gatunku. Lepiej swoje komunikowanie z psem ustawić na systemie, hm, "protez" służacych do tego, żeby sygnały obu stron były dla obu stron jasne i czytelne - a my NIGDY nie będziemy działać jak ... psy, tylko nam się wydaje, że to robimy. Więc po co? To my mamy większy i lepiej wyposażony mózg, to naszym zadaniem jest nauczenie psa systemu komunikacji jaki jest dla nas dostępny, a nie "zniżanie się" - i to beznadziejnie nieudane - do poziomu zwierzaków... Co do łapania za kark, to... wklejam: "Wspomniany juz Lou Castle wymyślił, że chyba najgorszą rolę odegrali - i to juz w latach siedemdziesiatych! ... Mnisi z New Skete, publikując pierwsze wydanie swojej książki ktora, na fali modnego zbliżenia do natury i gadania do psów w ich języku niestety zawierała opisy jak to mamunia łapie szczeniaczka... itd - i że w zwiazku z tym to taka "naturalna" metoda karcenia.:angryy: Sądzę że niestety jeden autor zerżnął od drugiego, a drugi od trzeciego i... tak to poszło. Ja tam znam co najmniej pięc zachowań okreslanych przez "Alpha Rolling", od łapania za skorę na karku i potrząsania, poprzez przyciskanie do ziemi, łapania za rozmaite odnóżki i organy i przewalania po ziemi itd. Jest to jednak generalnie działanie zmierzające (w zamyśle radzącego i stosującego) do pokazania psu "ty mały niegodziwy omego, ja jestem alfa, jestem jak rodzic i ja tu rzadzę"). Oczywiście że jest to nieszczęsne spłycenie obserwacji zachowań psow i psowatych a przy tym wiąże się niestety z niedostatkami warsztatowymi: po pierwsze, nikt z szanownych fanów tej metody nie zauwazył jakoś, na jak szybkim etapie życia psa w ogole kończą się manipulacje mamuni (czy innych krewnych) wykonywane w podobny (bo nie tożsamy) sposób. Psy starsze zdecydowanie robią sobie "booo" w inny sposób. :lol: Po drugie, ludzie w ogóle nie potrafią czytać swoich psow, co kończy się tak, że pies dawno juz odjechal na orbitę p.t. zaraz mnie zabiją, musze się bronić, chcę przeżyć - i dalej psa za ten kark ciągają, albo nawet dalej okazują mu agresję werbalną czy psychiczną - nie widząc, że juz dawno minął czas na zdecydowane odwrocenie sytuacji i wprowadzenie psa w zdecydowanie lepszy nastrój. Po trzecie, wszelkie dzialanie typu ciąganie za kark albo co gorsze - przyciskanie do ziemi włacza u psa naturalny mechanizm, tzw, opposition reflex - co powoduje, po pierwsze, większy opór (a to wlaściciel interpretuje naturalnie że pies się "stawia" więc... rolluje nieszczęsne zwierzątko dalej :cool1: ), po drugie, starannie uczy psa braku zaufania do ludzkich rąk, po trzecie, prowadzi albo do wybuchu paniki, albo (co jeszcze gorsze) do autycznego znieruchomienia. I o ile z psem panikującym można jeszcze wiele zrobić żeby go trochę wyprowadzić z nieciekawego stanu, to z psem doprowadzanym systematycznie do stanu zamknięcia się w sobie jest ogromnie trudno pracować, bardzo trudno go potem otworzyć na współpracę z ludźmi. Cóz, de gustibus, są ludzie ktorzy naprawdę się cieszą że mają autyki zapadnięte w sobie (bowiem często są to w sumie plastiki mało kłopotliwe... byle nie chcieć od nich za dużo). BTW bodziec negatywny powinien być jak najkrótszy, dostosowany do wrażliwości konkretnego zwierzęcia i w większości przypadków po nim musi nastąpić natychmiastowe "rozprężenie " psa. Jak się to ma do "wytrząsania się" nad psem i stosowania dłużej trwającej przemocy fizycznej i (wyjątkowo źle przez psy znoszonej) psychicznej - hm...:shake: P.S. Oczywiście nie neguję iż pies jest zwierzęciem stadnym, hierarchicznym ze swej natury. Neguję jedynie naprawdę prostackie "metody" (o ile można to-to w ogóle tak nazwać) ktore pewni ludzie usilują propagować wierząc szczerze, iż robią to właśnie na bazie owej "stadności"."
-
" gdy nie było reakcji (rzadko, tylko przy ogromnym szale zabawy), szczerzyłam się, zdarzyło się też pary razy ugryżć/poszarpać berbecia za karczek - aby zrozumiał, że to co robi BOLI. Robiłam to, co robiły starsze psy w kontaktach ze szczeniakiem. " Błąd.... To nie jest dobry pomysł... :shake:
-
Hania, uwierz mi, to raczej hodowcy sobie wyobrażają, że nabywcy zaczną tłuc kasę na suczkach.... Znam naprawdę dużo ludzi, dla ktorych kryterium płci jest znaczące. I nie chodzi o rozmnażanie w przyszłości. Pomijam już sytuacje w ktorych zwierzątko nie będzie jedynym w domu - i wówczas jest dość oczywiste, że musisz się decydować na konkretną płeć (np. ja do moich dwóch zapalczywych samców nie mogę, po prostu nie mogę dokooptować trzeciego... tylko suka wchodzi w grę:lol: ) , ale akurat u yorkow dymorfizm w dziedzinie psychiki jest dość wyraźnie zaznaczony, naprawdę charaktery suk i samców się wyraźnie różnią - i często ludzie po prsotu chcą mieć albo "A', albo "B" - i nie jest im wszystko jedno.
-
Hm, jednak zaryzykuję stwierdzenie że psy NIE SĄ od tego, żeby warczeć ani szczekać. Inna rzecz, że skoro sytuacja konfliktu się powtarza, to ta pani, ehem, że tak niepolitycznie powiem.... źle bije. :evil_lol: :evil_lol: :evil_lol: :evil_lol: :evil_lol:
-
"eh, ten pies ma bardzo schematyczne rozumowanie... staralam sie urozmaicac cwiczenia, ale pies sam sobie wyrobil jakis dziwny schemat. " Hm, to nie pies ma dziwne rozumowanie, tylko nauczyciel bardzo, ale to bardzo niejasno tłumaczy... :evil_lol:
-
Niestety, ale nie zgadzam sięz tak lekkim traktowaniem kwarantanny. BTW będąca tu na Dogomanii Zosia Mrzewińska, znany trener i autorka książek - poradników swoją sukę rasy ( uwaga! ) malinois! wynosiła po prostu na "spacerki socjalizacyjne" w plecaku. Pies kontakt z otoczeniem miał, a jednocześnie minimalizowała ryzyko zakażenia. Co innego ograniczone stykanie się z tymi jakże ładnie tu określonymi "syfami", a co innego wstawianie psa w sam środek naprawdę bardzo niebezpiecznego (w momencie gdy nie ma on odporności) środowiska. Czemu nie poczekać aż się ta odporność w nim wytworzy.... po co ryzykować? :razz: Co do nauki czystości, jeśli uczy się tego prawidłowo, to nie ma najmniejszego problemu w przestawieniu psa na sikanie tylko na dworze po minięciu kwarantanny. Problemy z psami na tym polu to tylko wynik niewłaściwego uczenia ich czystości. P.S. 1 Znam co najmniej cztery przypadki zachorowania na nosówkę (fifty - fifty, tj. dwa psy padły) w wyniku niezachowania ostrożności podczas kwarantanny; za każdym razem były to super rasowe psy z tzw. dobrych hodowli. Wina właścicieli, niestety... trochę lekkomyślnych i przez to zaplacili bardzo wysoką cenę. P.S.2 Nie tak łatwo zwichrować psią psychikę. Coraz bardziej przekonuję się, że socjalizacja, choć na pewno potrzebna i pomocna w późniejszym wychowaniu psiaka, to tylko śladowy procent w stosunku do tego, co pies niesie w genach.
-
"Dlaczego więc suczka pet nadal jest droższa od pieska peta? Skoro to pety i nie mogą być rozmnażane, to powinny chyba mieć cenę jednakową? " A na to pytanie to najstarsi górale Ci nie odpowiedzą... :lol: :lol: Właśnie z tym - powiem szczerze - próbuję walczyć: z tego typu absurdami. Bo to jest, dokładnie, kolejny gol wbijany przez hodowców do swojej bramki....
-
"Ja bym chciała się dowiedzieć od osob, ktore stosują tą metode, jakie są niepodważalne plusy OE? Tzn. takie, ktorych nie zastapi sie przez gwizdek, dlawik czy cokolwiek innego z "tradycyjnych metod" " Ayshe już większość wymieniła. Ja dodam duuuuży zasięg działania, tj. możliwość kontroli na odległość (w lepszych modelach do 2 kilometrów). ;) I jeszcze stosunkowo mało "stresujące" działanie; porownując do starych metod nie opartych na HiTechu, to pewnie można by się zastanawiać nad łańcuszkiem-rzutką i jego pobrzękiwaniem w razie gdy pies jest kawałek od nas a my mu chcemy przypomnieć "halo, halo... w twoim dobrze pojetym interesie jest jednak mnie posłuchać i... nie jeść tego g...* / nie ruszać w pogoń za tym biednym kotkiem / nie zjadać tego rolkarza / nie zeżreć tego pinczerka ktory przechodzi nieopodal" (niepotrzebne skreślić) - i tu trzeba powiedzieć że dla pewnych psów dźwięk łańcucha jest znacznie bardziej dołujący i dominujący, wręcz żyć od tego przestają - podczas gdy na impulsy z obroży reagują prawidłowo, tj. zupełnie nie panicznie. :cool1: O szarpaniu za linkę, zacisku, halterze itd nie wspomnę, bo to czysto mechaniczne dzialanie ktore ma sporą wadę - dużo "wypadków przy pracy" typu przypadkowe nadepnięcie na linę i ścięcie psa, zbyt mocne szarpnięcie, zaciskanie kantara tak gdzieś na psich oczach itd. :shake: Słowem - trudno znaleźć coś precyzyjniejszego niż o.e. A to - paradoksalnie - pozwala na znacznie rzadsze (bo całkiem celowe i precyzyjnie przez psa kojarzone) użycie awersji, niż w przypadku innych metod. Gwizdek - to wszak kompletnie inna para kaloszy, to tylko umowny dźwięk na ktory uwarunkowujemy psa, rownie dobrze można go nauczyć żeby wracał na hasło "kartofel" :lol: - to nie ta sama kategoria pojęć przecież...
-
Aga, żebyż to wszystko było takie proste... :-( Niestety, także sami hodowcy wrzucają sobie kamyczki do ogródka i jakże często "strzelają sobie gole" przez brak elastyczności i zbytnie zadowolenie z siebie... Nie do końca rozumiem, czemu przeciętny nabywca szczeniaka ktory decyduje się na psa z rodowodem musi zrobić co najmniej doktorat z... poszukiwań hodowlanych. ;) A niestety do tego się to sprowadza - bo jak źle trafisz, to na ogół kończy się to źle dla nabywcy, niemal nigdy - dla hodowcy. A skoro tak, to nie należy do końca się dziwowac, że ludzi boli wydanie tych 2000 zł "w ciemno". Jak ma byćw ciemno, to lepiej stracić 1000 zł, a nie 2000 zł - tak rozumują... Z przykrością musze powiedzieć, że także na Dogo sa polecane jako "super" hodowle z ktorych - na przykład - nigdy nie polecam nikomu kupować szczeniaków (mając z nimi potem sporo do czynienia i usiłując wyprowadzić je z zaawansowanej kennelozy, chociażby; co z tego że psy zjawiskowo piękne się w takiej hodowli zdarzają, skoro nie nadają się do życia? :-( :shake: ). Oczywiście to nie reguła i - walcząc o poprawę losu psów w Polsce - należy jak najbardziej namawiać ludzi do zakupu psiaków z hodowli które są choć najmniej, ale jednak poddane jakimś rygorom. Niemniej niekoniecznie musi być tak, że ludzie urabiają złą opinię psom z rodowodem tylko dlatego, że naiwni byli albo leniwi, albo nieświadomi, kupując kiedyś psa. :p
-
"Myślę, że u Ciebie wygrywa kwestia ilości - w końcu jeden mały piesek na pewno nie zrobi ała, ale już kilka... Wiesz, pewności nie ma i niejeden zrezygnuje" Hm, myślisz, że ludziom się kojarzy to na zasadzie stada piranii...? ;) Może... Co do miejsca pracy, to fakt, tu już ludziska bardziej chyba wchodzą w tryb "jestem w ogrodzie zoologicznym i zabawianie ze strony zwierzęcia mi się należy". :shake: Na warszawskim Nowym Świecie jest księgarnia, w ktorej mieszka wielki, pręgowany kot. Kot uwielbia miejsce na wystawie, za szybą, wśród książek. Widać "coś" jest na rzeczy - bowiem pojawiła się na szybie duża kartka treści następującej: PROSZĘ NIE PUKAĆ W SZYBĘ, NIE BUDZIĆ KOTKA. :lol:
-
Nie, no ja rozumiem że są sytuacje i sytuacje. ;) Ale - tak poza wszystkim - chodzę codziennie z kilkoma yorkami na spacery. Chodze z nimi bez smyczy, tak, że w sumie są - zdaje się- łatwiejszym obiektem "ataku" :eviltong: ze strony pipczących przechodniów. I nie wiem - czy to w moim miejscu zamieszkania już się opatrzyliśmy, czy jak... (chyba nie, bowiem jeżdżę z nimi w rozmaite miejsca) - w kazdym razie takie prawdziwe ataki z wyciaganiem rąk i łapaniem na górę zdarzają się dość rzadko. Owszem, piski, owszem, próby przywabiania - tak. Ale skoro psy olewają takiego nadającego na wysokim tonie przechodnia, to jakoś mu... hmmm... nie napiszę że libido :lol: ... nastrój mu siada. :lol: Możę rzecz właśnie w tym, że psy nie są na smyczach, więc po prostu omijają takich piszczków na spokojnie....? A jeśli mam któregoś przy sobie, np. na rękach, to po prostu uciekam. :cool1: Pomijam zdarzenia kiedy uznaję że ktoś po prostu może moje psy pogłaskać - a i tak się zdarza, nie chcę trzymać "dziczków" kompletnych toteż takie wystapienia traktuję czasem jako niezły trening socjalizacyjny.
-
"Jasne, ze mozna zalozyc psu obroze elektryczną, walnąć go kilka razy prądem i psiak przestanie uciekac, szczekac i włazić gdzie nam sie nie podoba." Z całym szacunkiem, ale te słowa świadczą o kompletnej nieznajomosci tematu. :shake: Oczywiście że pisać można wszystko - i emocje włączać (wyłaczając jednocześnie wiedzę) ale... to, że nie wiemy nic o jakimś przedmiocie, chyba nie powinno skłaniac nas do - na przykład - postulowania jego nieużywania "bo tak". :lol:
-
Talagia, intencje szlachetne, ale (powiedzmy sobie szczerze ;) ) za dużego pojęcia o użyciu tego sprzętu to Ty nie masz. A najgorsze, co można robić, to mieszać emocje do merytorycznej dyskusji. O obrożach elektrycznych trochę pogawędek na Dogomanii było, wystarczy wrzucić w wyszukiwarkę. Jeśli chodzi o umieszczenie tego w dziale "prawo" przez forumowiczkę to, zgaduję, że są wątpliwości odnośnie legalności używania i rozpowszechniania takich obroży? Są jak najbardziej legalne.
-
Eeee, wracając do tematu p.t. głaskanie przez obce osoby na spacerze - zastanawiam się, czy nie należałoby rozgraniczyć dwóch spraw. Pierwszej - pragnienia żeby nasz yoreczek nie pędził do każdej przechodzącej osoby (i receptą na to jest nauczenie psa bezwzględnego przywołania - a także wpojenie mu przekonania, że właściciel jest the best: najatrakcyjniejszy, najlepszy, najciekawszy... :lol: ) Druga sprawa to z kolei trochę dla mnie dziwna niechęć części osób do tego, żeby ktokolwiek dotykał ich psa. :razz: Aż tak fobiczne reakcje to spotykam raczej tylko u przewodnikow psów niezrównowazonych, niepodporządkowanych, agresywnych ;) - i u części yorkarzy.(I u pudlarzy - tu powodem jest lęk o fryzurę. I z bólem stwierdzam że w rezultacie na wystawach spotykam już nie 10%, a 95% pudli autycznych, niemal nie potrafiących nawiązać normalnego kontaktu z obcymi. Parę pokoleń hodowania w takim "mentalnym odosobnieniu" i... rezultaty niepokojące). Szczerze mówiac cięzko jest mi się pogodzić z faktem, że ludzi dumą napawa fakt że ich pies (yorek, czy jakikolwiek inny!) gryzie wyciągającą się rękę. Na Zachodzie psy zdają egzamin - tzw. Canine Good Citizen Dog - ktory ma udowodnić, że nadają się do życia w społeczeństwie, że nie reagują w jakikolwiek sposób agresywnie na bliski niejednokrotnie kontakt z obcymi. Zdanie tego egzaminu to powod do dumy. I chyba do tego zmierza cywilizacja, zwłaszcza miejska... :cool1: Na psy gryzące, wykazujące agresję stopniowo przestaje być miejsce. Rasy małe pewnie dłużej uchronią się przed sankcjami (bo ugryzienie yorka, pinczerka czy chihuahu'y bywa traktowane raczej z rozbawieniem, nie - z przerażeniem czy złością) - ale już w Wielkiej Brytanii zdaje się miała miejsce sprawa z podciągnięciem yorkowego ukąszenia pod Dangerous Dog Act (co rowna się niemal zawsze wyrokowi śmierci na psa). :shake: Generalnie zawsze fakt ze pies usiłuje ugryźć powinien być dla właściciela niepokojący: albo świadczy o tym że pies jest lękliwy, albo że ma problemy psychiczne innej natury. No i zawsze świadczy też o jednym - że jest niepodporządkowany, a najczęściej - że nie ma pełnego zaufania do właściciela, skoro usiłuje "bronić się" na własną rękę. :-(
-
"Klikerem wskazujesz psu precyzyjnie, za co jest nagroda. Szczególnie ważne to jest przy kształtowaniu, kiedy nagradzasz za poszczególne cząstki zachowań. " Reasumując: jeśli szkolący d...a ;) i nie ma dobrego timingu, to i tak nie utrafi i nie zaznaczy precyzyjnie zachowania. Jeśli szkolacy ma dobry timing, to już czy zaznaczy klikerem, czy będzie pracował z piłką na sznurku i rozbujaniem popędów, czy jakkolwiek inaczej - będzie miał dobre rezultaty. :lol:
-
Ja też nie rozumiem - przecież to sama prawda??? :crazyeye: Coś takiego jak "yorki miniaturki" nie istnieje - tzn. fizycznie skarlałe pieski są i chodzą po ulicach.... :razz: ale nie są to psiaki eksterierowo zgodne z wzorcem. I na dodatek na ogół modę na miniaturyzację przyplacają rozmaitymi przypadłościami zdrowotnymi. Niestety ludzie lubią skrajności... a to żywym istotom nie wychodzi na zdrowie. :-(
-
Nnikka, no to wciagam Cię na Złotą Listę. :lol: Duzo już zaszłości z mojej strony, przypominam o Nagrodzie Za Niemęczenie Yorków W Ringu (tę baaaardzo niebezpieczną.... kalorycznie :lol: ), cały czas ona "wisi" nad Tobą i mam nadzieje że wkrotce będę w stanie wywiązać się choć z części zobowiązań. ;)
-
[B]"Kiedy warczy na mnie czteromiesieczny szczeniak, jako roczny pies bedzie mnie gryzl. " [/B] [B]E tam. :evil_lol: :angryy: [/B]
-
MałySkrzat - ano bajki, bajki, wszak to rozważania o "stanie idealnym". :lol: Z wyjątkiem tej uwagi o psach użytkowych (akurat maliniakach) tyle, że to też w Polsce nie było. :lol: NNikka - nigdzie nie piszę że wszyscy hodowcy. Jeśli już, to procentowo jest więcej tego typu zachowań w hodowlach dużych, sławnych i uznanych (niestety!). Skoro Ty zachowujesz się zupełnie, ale to zupełnie inaczej - to nie rozumiem czemuż miałabyś się czuć urażona moim postem? :crazyeye: BTW zauważ że już tutaj, w ferworze gorącej dysusji pojawiło się - ehem - kukułcze jajko :lol: : "Pieska bez rodowodu można kupić od 800 zł a suczke od 1000zł" No i widzisz, może jednak moje nawoływanie o rozsądek, umiar i pokorę ma sens - bo jeśli tego umiaru i pokory nie będzie, to potem nie ma co się dziwić że ludziska - ot, przeciętni ludzieńkowie marzący o yorku... - wybierają opcję dokladnie tę: "kukułcze jajko" ;) . Powtarzam - nie dotyczy to Ciebie, jak widać, są na tym świecie i rozsądni, i umiarkowani, i wręcz pokorni hodowcy - i to bardzo cieszy. Tak trzymać. :lol: ;) P.S. A jaka jest u Ciebie cena przeciętnego yorka? Nie peta, ale też nie rokującego rewelacyjnie? Takiego średniaczka...?
-
"Piszesz "wiekszość hodowców" aby nie przeszadzasz? Możesz powiedzieć ze na te setki psów z hodowli większość jest poza wzorcem?" O.K., to jeszcze od innej strony. Otóż wydaje się, że istnieją w Polsce hodowle, w ktorych rodzą się same super-wystawowe psy (lub - ewentualnie - czasem zdarzy się piesek z powazną rozwojową wadą, niejednokrotnie utrudniającą życie i wtedy po cichutku wędruje gdzieś jako "pecik" :lol: ). Natomiast sądząc po cenach i wypowiedziach tychże hodowców, to jakimś cudem udaje im się osiągnąć poziom niesamowity. Same championy - nic przeciętnego. :evil_lol: :evil_lol: :evil_lol: :angryy: Bo jak inaczej interpretować KOMPLETNY brak zróżnicowania cen - ba, kiedy nabywcy zdarzy się że z takiego "cennego wystawowego pieska" wyrośnie mu pecik, to jakoś hodowca do niczego się nie poczuwa. Owszem, takie niezbyt udane pieski są, na szczęście, kochane, nikt nie chce ich "wymieniać na lepszy model" - po prostu nie są wystawiane - ale w zwiazku z tym hodowca: 1. szczyci się że nie zdarzają mu się "afery" z zakupami szczeniaków (a całkiem po prostu nabywcy wzruszają ramionami, stawiają na sprawie krzyżyk, cieszą się swoim pieskiem i co najwyżej w gronie znajomych złorzeczą że wydali naprawdę dużą sumę troszkę "niepotrzebnie", bo tak naprawde chyba tylko dla zaspokojenia ambicji.... hodowcy) 2. ogłasza że ma same wystawowe superszczenięta - bo nieudane peciki raczej nie "rozsławiają" jego hodowli na wystawach, tylko idą w Polskę i tam sobie żyją spokojnie jako towarzysze domu i rodziny. :cool1: "Po za tym ja o cenie 3000 zł za szczeniaka ze swojej hodowli jakoś nie myślałem nawet" Chwali Ci się, chwali - zresztą, jak sądzę, jeśli będziesz miał szczeniaka zapowiadającego się na zwycięzcę świata, to nie będzie to chyba niemoralne jeśli wymyślisz i taką cenę, i większą. Zgaduję też że jeśli z przyszłego zwycięscy świata wyrośnie przecudowne jasnosrebrzyste stworzenie o wadze 6 kg i krzywym grzbiecie albo rachityczny miniatureczek całkiem czarny bez szans na wybarwienie, to spokojnie oddasz zapłaconą przez nabywcę nadwyżkę, pozostając przy przyzwoitej cenie za przeciętnego psa z rodowodem. Jeszcze raz mogę powtorzyć - chwali Ci się to - oby takich ludzi jak najwięcej. :lol: Bo tylko oni uratują kynologię - i powstrzymają zalew rynku tanimi pisz-pan-rasowcami.