-
Posts
3222 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
2
Everything posted by Berek
-
Wiesz, to przecież róznie wygląda w przypadków różnych osób... A z mężem pogadaj - ale naprawdę na spokojnie - raczej trzeba tu jechać racjonalnie, a nie na emocjach. Czy dzieci boją się suczki?
-
A może jakaś mała demonstracja yorkow sportowych - pod nazwą, powiedzmy, ANTY-YORK DAY przed centrum gdzie się to badziewie odbywa? I hasła: "Wolimy taplać się w błotku niż tkwić na marmurach w środku" albo "Szczęśliwy yorek, to biegający yorek" albo nawet kontrowersyjne "RUN FAST, BITE HARD". :lol:
-
A to już kwestia bardziej "ludzka", czyli stosunków w domu - a nie psia. :-( Czy możesz porozmawiać z mężem o tej sprawie na spokojnie? Wytłumaczyć mu, że czujesz się związana emocjonalnie z suńką i wobec tego nie powinien podejmować tak poważnych decyzji w pojedynkę i kategorycznie - bowiem robiąc tak, po prostu, zwyczajnie, Cię krzywdzi? Inna sprawa, że jednorazowa wizyta trenera nie wystarcza - trzeba jeszcze chcieć pracowac z psem. Czasami dużo samozaparcia do tego potrzeba. Ale mówi się, że chcieć - to móc... ;) Fachowiec powinien przedstawić Wam, na przyklad, jak ogólnie ocenia suczkę, jakie daje jej szanse akurat w Waszej rodzinie itd.
-
Karo, ale sami sobie z tym raczej nie poradzicie. :-( To za poważny problem. Rozważcie zaproszenie do domu dobrego trenera (celowo piszę trenera, a nie behawiorysty). Jeśli lubiecie tego psa, to zróbcie chociaż tyle - z uśpieniem zawsze się zdąży.
-
" i tak jej w życiu nie zamkne w klatce bo to znęcanie sie" Pewnie. Lepiej psa oddać. :p
-
Puli, co innego uczenie psa - własnego, którego mamy od szczeniaka - spokojnego zostawania. Czasem udaje się też bez użycia HiTechu :evil_lol: odzwyczajenie od tego psa dorosłego - ale to zależy od psa. Nie bardzo można wypowiadać się tu kategorycznie. Po prostu czasami ludzie dostają psa ktory ma bardzo, bardzo silnie utrwalony nawyk ktoremu nie zarzadzą mądre sposoby "wybieganie przed" "stopniowe przyzwyczajanie" itd. Czasami jest też taka sytuacja, że pies jest powodem dzikich sąsiedzki awantur - i nie ma czasu na powolne ćwiczenia typu "dziś zostawiamy pieska samego na dwie minuty, jutro na pięć" itd. Wtedy pomocna jest technika, co tu kryć.:cool3: [B]"[/B]Nie wolno zostawiac psa samego w antyszczekowej obroży elektrycznej. " Mówimy o antibarkerze, tak? Nie o obrozy elektrycznej z pomocniczą funkcją antibark? To tego nie rozumiem - cały witz polega na tym że w antibarkerze oczywiście jak najbardziej zostawiasz psa samego. :-o
-
Ja tam w ogóle nie przepadam za szkoleniami grupowymi. ;) Czasem to po prostu mus - nie ma innego wyjścia... ale... Z tego co piszesz, takie spotkania mogą być dla Twojej yorczynki poważnym problemem emocjonalnym. Okropnie trudno mądrzyć się kategorycznie przez Net - wycofaj się, nie wycofaj... Ale suczka ma problem z dużymi psami. Szkolenie, nauka, zawsze powinno rozpoczynać sie w maksymalnie sprzyjających warunkach. A tu nie dość, że będzie dużo dla pieska nowego (nowe komendy, nauka...) to jeszcze dodatkowo będzie musiala cały czas walczyć ze swoimi lękami. Jeśli te psy sa młode, to w końcu nie unikniecie sytuacji w ktorej rozszalały radosny dog przegalopuje po Twoim yorku. Wątpię, czy to jej pomoże przestać bać się większych psów. ;) Dużo zależy od prowadzącego szkolenie. Znam naprawdę mało "grupówek" na ktorych dobrze się dzieje. Moze to Twoje takie będzie? Nie wiadomo.
-
Hej, jeśli suczka jest z tych cięższych ;) - to trudno, musisz wyczajać moment kiedy już myśli o sikaniu ale jeszcze nie zaczęła - odwracać jej uwagę czymś bardzo ciekawym (na przykład parowką w ręce... :lol: ) i gnać na dwór. Dobrze, że nie mamy mrozu... ;) Skoro klatka się nie uda, to sprobuj stworzyć niby-klatkę - czyli otoczyć jej posłanko sprzętami tak, żeby mogła się tam wygodnie połozyć, obrocić i... tylko tyle. Tzn. nie zostawiaj jej połowy pokoju, bo wtedy będzie złazić z posłanka i lać obok. Niestety w nocy należałoby obowiązkowo zostawić ją w tej "zeribie". No i lepiej przed "dniem X" przez parę dni przyzwyczajać ją do tego, że będzie miała ograniczaną przestrzeń - wkładać ją do tej zagródki, chwalić ją, dać jej tam coś pysznego... Chodzi o to żeby się psina nie stresowała tą - nową dla niej - sytuacją; ma się nauczyć czystości, a nie schizować dodatkowo.
-
Romas, ten bodziec ma być tylko po to, żeby psu przerwać czynność; nie traktuje się go w żadnym wypadku jako "kary". Dlatego klaśnięcie czy okrzyk na ogół wystarczają. Rozumiem że ciągniesz mnie za język żeby to doprecyzować. ;) BTW piesek powinien być cały czas pod obserwacją (niestety - bo to koszmarnie uciązliwe... dlatego klatka stanowi chwilkę wytchnienia dla obu stron). Na sznureczku jakoś dość łatwo wyczaić ten moment "tuż przed" - i na ogół można zdążyć porwać piesa na ręce (suczka jest chyba tej wielkości że właścicielka da radę?) albo machając parówką wypaść z nim z domu i popędzić na trawnik przed blokiem. ;)
-
"Co do agresji do dzieciaków to zwyczajnie zakładam jej wtedy kaganiec na 15 minut po tym czasie zdejmuję i obserwuję suke. Zaczyna pomagać taka kara. Nie wiem czy dobrze robię " NIedobrze - to nie jest "kara" tylko nie wiadomo co. Jezli pies jest w kagańcu żeby nie mógł dzieci ugryźć - to O.K. Natomiast nigdy, na całym bożym swiecie nie było (nie ma i nie będzie) psa ktory mógłby skojarzyć, że piętnastominutowe noszenie kagańca to "kara za gryzienie". :shake: "Zostało sikanie w domu , tu już ręce rozkładam i nie wiem co robic Dokładnie co dwie godziny wychodzimy z psem i uważnie obserwuję psa czy daje jakieś znaki że chce wyjsc. Nie pokazuje wcale ze jej się chce tylko kuca i robi. Przypuszczam ze zalatwianie potrzeb na dworzu kojarzy jej się ze stresem. Potrafi przerwać sikanie tylko dlatego ze 20 metrów dalej idzie obcy człowiek. Zupełnie nie wiem jak sobie z tym poradzic" Zwierzątko nigdy nie nauczyło się zachowywania czystości w domu. Na "znaki" nie masz co czekać - suka NIE WIE że powinna okazywać że chce wyjść, więc jak mogłaby Wam to pokazywać???? Po co??? Czeka Cię tzw. potworny weekend - ale warto. W pewną sobotę i niedzielę... albo w kilka dni podczas ktorych jesteś w domu, tj. nie wychodzisz na dłużej - przykuwasz sukę do siebie na smyczy albo - jeśli się tym już naprawdę zmęczysz - zamykasz ją do klatki (no tak - przyda się Wam oczywiście najpierw przyzwyczajenie jej do klatki i nauczenie jej że to fajne miejsce gdzie się jada smakołyki i ewentualnie nawet sypia). W każdym razie pies ma być non-stop pod kontrolą. Musisz mu uniemożliwić powtorzenie nawyku. Słowem, stwarzasz jej warunki takie, że może się wysikać tylko na dworze. Podczas tych trudnych dni chodzisz z nią faktycznie co dwie godziny na spacer i strasznie chwalisz i nagradzasz za sik na trawie. Po powrocie do domu pies albo pozostaje przyczepiony do Ciebie na smyczce, albo wędruje do klatki (chodzi o ciasną przestrzeń taką, w ktorej się mieści jedynie jej posłanko - psy bardzo, ale to bardzo nie lubiąsikać pod siebie, toteż raczej masz pewność że w klatce suka nie narobi).
-
"To sa fajne psy i chca sie bawic albo tylko przywitac, czesc nas po prostu mija. Do Czariego tez podbiegaly i bylo ok. Uwazam, ze to moja suka zle sie zachowuje reagujac warczeniem i kalpaniem zebami na te psy. " Jsszczurka, zostawiając jeszcze na razie kwestie piłeczkowe, piszesz cos, co mnie bardzo zaniepokoiło. Z doświadczenia szkoleniowego wiem, że tak naprawdę najtrudniej jest właścicielom zaakceptować fakt, ze ich pies boi sie - jest lekliwy - w konkretnych sytuacjach - i często nie dają psu wsparcia w tych sytuacjach, alebo udzielają mu wsparcia niewystarczającego. Bardziej działają z lekką podświadomą irytacją: no coś ty głupi, czego się boisz.... itd. Niestety, wprowadzają siebie i psa w kompletnie błędne koło - pies nie ma wsparcia, nie jest więc w stanie "przepracować" sobie pewnych sytuacji w ten sposób, żeby powoli przestać reagować fobicznie - więc prezentuje agresję bowiem tylko tak radzi sobie jakoś i ze światem, i z sobą samym. Moje proste pytanie - zostaw na razie kwestię tego, czy podbiegający pies jest Twoim ulubionym zaprzyjaźnionym labkiem czy dożkiem, powiedz, ile razy pomogłaś swojej suczce przez przyjęcie tzw. pozycji bezpiecznej i wspólne obserwowanie podchodzącego psa? :cool3: Jak się zachowywałaś, od samego początku kiedy suńka była z Toba, w takich sytuacjach? Na razie rzuć w kąt książki o CS-ach i tym, czy suka reaguje na nie prawidłowo, czy nieprawidłowo (oto skutki zbytniego ładowania się teorią, wrrr:evil_lol: ). Zastanów się, jak do licha wyglądały Wasze pierwsze spacery, jak się obie zachowywałyście gdy podchodził (niech będzie - przyjazny) pies?
-
"Teraz ide z Abra na szkolenie i raczej nie dam sie namowic na szkolenie na zabawke. Po prostu boje sie, ze stanie sie to co z Kenzo" Jeśli pies nie ma silnych popędów, to nigdy nie będziesz miała aż tak dużej ochoty do zabawy piłką. Możesz psiaka trochę rozbudzić, podobnie jak możesz trochę wyciszyć łowieckiego pasj - ale żeby pies BEZ popędu łowieckiego i ogólnie "owcowaty" zwariował totalnie na punkcie piłki - na to nie ma szans. :evil_lol: BTW opisujesz Kenza ktory niekoniecznie został "zwichrowany" na punkcie aportu. Raczej został totalnie źle wychowany i niechcący wdrożony do takich zachowań. On czci tę piłkę bo zabawy z nią to najwyraźniej jedyne momenty w czasie ktorych może wejść w naprawdę bliską interakcję psychiczną z właścicielem. Gdyby w szkoleniu (o ile było - ogólnie mówiąc - jakiekolwiek szkolenie) pokazano psu, że fajną rzeczą jest współpraca z przewodnikiem, to, że się robi coś razem - to piłka zostałaby przez psa zdegradowana do dość normalnego poziomu super-zabawki i nagrody. :-(
-
Hej, nie rozumiem jednego - czy psy nie mogą być karmione w osobnych pomieszczeniach? Nie dasz rady nic wygospodarować? Nawet - choćby - mogłabyś jedną michę umieszczaćw łazience.
-
Ja tam - dopóki jest kwarantanna - nigdy nie zawracam sobie głowy uczeniem załatwiania się w jedno miejsce, trudno, warunki polowe to warunki polowe. :roll: Natychmiast po zakończeniu kwarantanny uczę załatwiać się na dworze, żadnego sikania w domu - i po problemie. :lol:
-
NIe ma.... :cool3: Taki już los właścicieli miniatur, że cierpią na bole pleców, o ile próbują czegokolwiek swoje psy nauczyć. Zaczynaj od krotkich sesji; może kończ rzutem zabawki (piłka na sznurku?) - żeby wprowadzić rózne sposoby nagradzania.
-
Ja nie Wind ale podpowiem - zanim sięgniesz po hormony, to sprobuj trochę przaśnych i ekologicznych metod... :lol: Mniej jeść (znacząco mniej) Mniej pić (nie drastycznie, ale ograniczyć żłopanie wody) Dużo mentalnego zajęcia (nauka, ćwiczenia, nowe sztuki) Gigantyczna porcja ruchu (tym się masz yorku zająć, a nie produkcją mleka i memłaniem się w sobie...!) Nie niuniać nad suczką, być oschłym, nie pieścić, nie rozczulać się. Ostatni punkt jest najtrudniejszy.... Generalnie - zabierasz yoreczkę na obóz dla komandosów. Żołnierze! Ma być (k....) spokój! Jesteście mięczaki i maminsynki ale ja z was zrobię elitarną jednostkę GROM! Rozumiesz, te klimaty. :evil_lol:
-
Agoosia, zlituj się nad moimi siwymi włosami które sobie właśnie wyrywam. :lol: :evil_lol: Spokojnie. Nie widzę psa, ale jakoś nie udało mi się dotąd spotkać yorka - dominanta więc jakoś nie do końca wierzę w Twoją ocenę sytuacji ;) (daruj). Opis wskazuje raczej na suczkę znerwicowaną i zdezorientowaną. Piszesz: "jak opanowac psiego dominanta mi chyba trafila sie suczka alfa bo nie lubi pieszczot zadko sie do mnie wtuli" Mnie to wygląda na typowy dla miniatur lęk przed ludzkimi rękami. Niestety, wiele osób pogłębia psom ten problem przez wymuszanie kontaktu. Niby obiecujemy sobie być cierpliwi i obchodzić się jak z jajkiem, ale przychodzi pierwszy moment próby (naszej cierpliwości, na przykład) i... buch, całe opanowanie wali sięw gruzy i albo przemocą łapiemy psiaka na ręce, albo probujemy wręcz za nim gonić. Pamiętaj - wszelki ruch odbywa się OD psa. Pies musi bardzo wyraźnie okazać że CHCE kontaktu z Tobą. Jesli się waha, odsuwaj się, uciekaj. Zawsze staraj się kucać kiedy piesek zdecyduje się do Ciebie podejść i ustawiaj się do niego bokiem (nie "piętrz się" nad nim). Ile razy musisz wziąć pieska na ręce - uprzedzaj go o tym jakimś jednym hasłem (hop! siup! do góry! - cokolwiek wybierzesz, będzie dobrze, byleby zawsze to samo). Noś w kieszeni smakołyki (NIE suchą karmę, lepiej już poświęć kieszeń na paróweczkę cielęcą) i rób dwadzieścia razy dziennie takie ćwiczenie: wołasz suczkę, odsuwając się od niej i namawiając do kontaktu z Tobą, a nie zmuszając do niego - dajesz odgryźć kawałeczek parówki, mówisz że jest absolutnie kochanym psem i... odchodzisz. Nic więcej. Niech yoreczka ma ochotę podążać za Tobą, a nie jest tak że Ty gonisz yoreczkę. Pamiętaj też, że chęć "tulenia się" jest u yorków nieduża. Owszem, lubią - o ile MAJĄ ZAUFANIE do właściciela - położyć się przy nim kiedy na przykład odbywa poobiednią drzemkę :lol: ... ale jeśli chciałaś psa - przylepę ktory będzie jeździł po Tobie i ciągle się do Ciebie przyklejał, to trzeba było jednak zdecydować się na przykład na radosnego i nieskomplikowanego labradorka, mastifa albo chasepeake bay retrievera. :razz: Na zaufanie yorka trzeba sobie zapracować, i to dość ciężką pracą. Yorki nie lubią gwałtownych ruchów, nerwowości, podniesionego głosu, zbytniego zamieszania. Lubią - konsekwencję, spokój w ruchach, jasno określone granice, zabawy w przeciąganie... "uwielbia sie klocic jak powiem nie to biega po calym domu zaczepia i nie daje sie dotknąc" Jak wyżej - plus, przypominam, że pies czasem usiłuje rozwiązać sytuację stresującą w ruchu... :cool1: "rodzice mi krzyczą na psa i tu juz sie konczy wychowanie" To fatalnie. Musisz pracować sto razy więcej (nad sobą, nie nad psem) żeby miał w Waszym domu kogokolwiek komu zaufa. Na razie uważa że wszyscy jesteście nieobliczalni, po prostu. :p "final taki ze pies przestal mnie sie sluchac a ostatnio wyczowam ze mnie sprawdza i pokazuje ze ona tu dominuje." Jak to się przejawia? Bo NIC z tego, co opisujesz, na takie problemy nie wskazuje... raczej na to że nie umiesz powiedzieć do psa niczego, co byłby w stanie zrozumieć. "nie chce miec zabawki pies musi miec charakter ale ulozyc go tez trzeba" Zgadzam się - ale i zapewniam że ludziska wolą oskarżać psa o trudny charakter, złą wolę, złośliwość, dominację, niegrzeczność i co tam jeszcze, zamiast najpierw przyjąć że nie umieją się z nim dogadać i że on dlatego robi rozne niefajne rzeczy, że kompletnie nie rozumie czego od niego chcą, źle się czuje w rodzinie i nie zna ustalonych zasad (o ile takowe są). Pewnie to brzmi bardzo nieprzyjemnie, ale to jest 95% przypadków, statystyka bywa brutalna dosyć, powinnaś najpierw założyć ze tak jest, zanim przejdziesz do temperowania charakteru swojej yorczynki-superdominantki. :evil_lol: :evil_lol: :cool3:
-
Ba, nie wygląda na to, żeby facet psa sprzedał itd - za duże kłopoty by go czekały, miał chyba tego świadomość... Więc albo pies faktycznie nie żyje (ale przyczyna śmierci musi być baaardzo nieprzyjemna :shake: :-( i zapewne nie była to śmierć naturalna) - albo uciekł. Bez ciała właściciele nic nie zdziałają. Muszą jakoś od faceta uzyskać informację o miejscu pochówku. BTW nasze prawo traktuje zwierzę jak rzecz (niestety) - więc zwłoki psa też wszak należą do jego właścicieli, a nie do czlowieka ktoremu czasowo powierzono zwierzątko... Należałoby zmusić gościa do wydania ciała - nieprzyjemne, ale jedyna droga. Albo musi przyznać, że .... ciała niet. Wtedy będzie musiał powiedzieć, czemu ciałą niet - a bo pies uciekł, zaginął, ukradziony itd. :cool1: COŚ zezna w każdym razie.
-
"To,że sprzedaje psy po 1500 zł swiadczy tylko dobrze o niej, bo nikt kogo nie stac na utrzymanie psa nie kupi od niej szczeniaka . .. Kobieta mysli przyszłosciowo ." :crazyeye: :crazyeye: :crazyeye: :crazyeye: A istotnie, przyszłościowo. Pozostaje mi tylko podsumować, że frajerów, jak widac, nie brakuje. Za taką kwotę naprawdę można kupić yorka z zupełnie niezłym pochodzeniem, z domowej hodowli, wychuchanego.
-
"W każdym bądź razie, od dziś wziełam sie ostro za niego ;-) Pilnuje, żeby nie żarł tego, czego nie powinien. Jak gryzie za mocno po rękach, to zatykam mu pyszczek. " Wydaje mi się, że zanadto przejmujesz się zachowaniem - naprawdę małego i "brykanckiego" - szczeniaka. Nie wpadaj w panikę, a tym bardziej niekoniecznie musisz wierzyć w to, że oto rozwija Ci się straszliwy dominant itd. Z tego, co Ci się czasem wyrywa ;) wynika, że Twój system wychowawczy nie jest najlepszy. Zamiast koncentrowac się na tym, co pies robi "źle" (pamiętaj - dla niego zło czy dobro nie istnieje, on wybiera zawsze zachowanie najkorzystniejsze dla siebie w tym momencie) - zawsze proponuj mu coś innego co mógłby robić "zamiast". 1. Jeśli piesek obgryza pod Twoją nieobecność kable i demoluje rzeczy ktore mogą być dla niego niebezpieczne - to albo usuń je z jego zasięgu, albo ogranicz mu przestrzeń tak, aby nie mógł ich dosięgnąć. 2. Jeśli robi to kiedy jesteś przy nim - to szybko zaproponuj mu zabawę we wspólne szarpanie sznurkiem, piłką na sznureczku, rolką od papieru toaletowego, starą skarpetką. :lol: Rzecz nie w "wypasionych", drogich zabawkach, tylko w tym, że przez chwilę jesteście ze sobą razem i tylko dla siebie. Lepiej poświęcić psu mało czasu, ale intensywnie i tak, żeby czerpał z tego jak największą przyjemność - niż być z nim cały dzień, zajmując się jednocześnie milionem innych rzeczy - i tylko karcąc go za "nie takie" zachowanie. 3. Każdy szczeniak wchodzi w etap kiedy wbija z całej siły szpilkowe zęby w dłoń właściciela. To normalne i nie świadczy o jakimś poważnym problemie. Żeby psa nauczyć szacunku do ludzkich rąk, nie musisz wydawać okrzyków i łapać go za twarz. :diabloti: Przeciwnie - lepiej niby niechcący przycisnąć psi fafelek do psiego ząbka... albo - kiedy piesek wbije się głęboko w nasz palec, niby niechcący ukłuć go paznokciem w podniebienie, nie przerywając miłego przemawiania do niego... Piesek uczy się, że zbytnie zaciskanie zębów na ludzkim palcu jest nieprzyjemne - ale że wlasciciel zawsze jest miły i sympatyczny, a to, co się dzieje, dzieje się niejako "przy okazji". :razz: Najgorsza rzecz jaką robi wielu właścicieli to okazywanie psu niezadowolenia przy okazji szczenięcego podgryzania. Pies ma się nauczyć że człowieka się nie kaleczy - ale można to osiągnąć w ten sposób, żeby pies "sam" na to wpadł, nie tracąc zaufania do przewodnika.
-
Przewrażliwienie części internautów jest porażające.:crazyeye: Zmieszać z błotem... och, po prostu zgroza - nie wiadomo, śmiać się czy płakać... :-o :lol: Chyba jednak wybieram opcję pierwszą. :lol: :lol: :evil_lol:
-
"chcieliśmy poprostu aby nasz pies był łagodny i w razie potrzeby zdolny do obrony ( wówczas pełno czubów się czepiało dzieci )" Hum, hum - eee, tego... szczęśliwe życie w krainie Walta Disneya ma swoje zalety. Nie przeczę. :lol: "Poza tym, mi nie chodziło o to co sądzisz na temat szkolenia stacjonarnego, tylko to co wyraziłeś na temat właścicieli nie znając sytacji." No więc - JAKA sytuacja może zmusić ludzi do pozbycia się z domu tak bardzo kochanego psa - członka rodziny? :cool1: Zakladam, że nie problemy wychowawcze / hierarchiczne z psem - bo tego nie rozwiąże za właścicieli żaden trener, a już na pewno nie na szkoleniu stacjonarnym... :crazyeye:
-
"Oddaliśmy go na szkolenie stacjonarne do znajomego policjanta, nie było mowy o żadnych niehumanitarnym postępowaniu z psem. " Skąd wiesz? :cool1: Siedzieliście z psem na okrągło u tego pana? ;) BTW ja tam nie potępiam - wyrażam jedynie wielkie zdumienie. Akurat tak się składa że siedzę w szkoleniu, znam naprawdę strasznie dużo szkoleniowców i znane mi się przypadki oddawania psow na stacjonarkę. Nie mówię że się nad nimi trenerzy znęcają bez sensu - ale nikt się z takim pieseczkiem nie obcyndala. Bo wynik ma być - więc trzeba szybko i na skróty. Kiedy ćwiczysz ze swoim psem w warunkach domowych, możesz spokojnie przyjąć że jeśli "waruj" nie wychodzi Ci teraz, to możesz popracować spokojnie dłużej, wyjdzie Wam za miesiąc. Treser ma psa na określony czas i robi go na szybko, żeby własciciel przy odbiorze zobaczył że pies "wszystko" umie, ten zestaw komend, ktory był uzgodniony przed oddaniem psa. To nie złośliwość, to znajomość tematu i zwykła, prosta logika... :angryy:
-
"Właściciele bardzo rozpaczają po Lesto i żałują ,że dali go na to szkolenie,ale niestety czasu nie da się cofnąć." Oddawanie psa na szkolenie stacjonarne to poroniony pomysł. Nawet pomijając tak drastyczne przypadki - to i tak na ogół sposób w jaki psy sa szkolone ma mało wspólnego z humanitaryzmem. NIe rozumiem tego - tak kochamy naszego pieska, jest członkiem naszej rodziny, ale bez mrugnięcia okiem przekazujemy go na miesiąc - dwa w obce ręce, do obcego otoczenia, nie mamy nad tym, co się z nim dzieje, żadnej kontroli... :crazyeye: I czemu? Bo wspólne szkolenie pod okiem trenera nie wchodzi w grę? :crazyeye: :mad: I jak niby ten pies ma potem działac - jak automkacik zaprogramowany na pilota który dostanie właściciel? Oczywiste jest, że wlasciciel, nie mając bladego pojęcia o dogadywaniu się z psem, i tak ma potem po takim szkoleniu problemy...
-
Wracając do tematu - czasami wystarczy po prostu powiedziec glośno: to nie jest w porządku, to świństwo... :oops: Na przykład w dziedzinie zdjęć panuje w Internecie totalna beztroska - ale coraz częściej internauci, gdy dowiadują się jak to NAPRAWDĘ jest z prawami autorskim do fotek, usuwają ze swoich stron nielegalnie wykorzystywane zdjęcia... Bardzo często takie podkradanie cudzych dzieł wynika po prostu z niewiedzy, a nie jest wynikiem złej woli. Co do książek (a tu już ciężej wierzyć że ludziska nie wiedzą, że kradną, skanując tekst i rozsyłając osobom trzecim) - to było już kilka przypadkow w ktorych konkretne wydawnictwo odkrywało ten proceder i wtedy okazywało się, że wcale nie panuje aż taki marazm i że nikt nie walczy z piractwem. :cool1: Paru rozbójnikow Ondraszków mocno podkuliło ogony po rozmowie z radcą prawnym tego czy innego wydawcy. W końcu to tylko zupełnym naiwniakom wydaje się że Net jest anonimowy - a akurat kradzież książek przynosi całkiem wymierne straty i w zwiazku z tym znajduje sięabsolutnie w kręgu zainteresowań policji chociażby. :mad: