-
Posts
692 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by Marmasza
-
o szkoleniu i komendach myśli zaplątane (długie)
Marmasza replied to szaraduszka's topic in Sporty obrończe
O ile wyobrażam sobie szkolenie sportowe (IPO) labka (choć sukcesów w tej dziedzinie trudno oczekiwać), to nie widzę labka w roli obrońcy czy stróża. Acz zdarzają się osobniki dość agresywne, ale należy tę cechę u przedstawicieli tej rasy traktować jako poważną wadę a nie zaletę. Z drugiej strony nie pasuje mi zestawienie przewodnik-pies, o którym piszesz. I dziwię się, że opisywana pani zgodziła się na takie ćwiczenia. I na koniec - psy szkolone do IPO (sportowo) są zainteresowane rękawem a nie pozorantem (najczęściej żyją w doskonałej zgodzie ze szkolącym je pozorantem). Co więcej tak szkolone psy w razie realnego zagrożenia mogą się nie sprawdzić (poza odstraszeniem przeciwnika) - wystarczy, że napastnik rzuci psu jakikolwiek przedmiot (czapka, szalik, kurtka). -
o szkoleniu i komendach myśli zaplątane (długie)
Marmasza replied to szaraduszka's topic in Sporty obrończe
1. Przywołanie jest jedną z trudniejszych nauk dla psa. I musi być ćwiczone przez cały czas. Nie znam nikogo, kto mógłby "dać głowę", że jego pies na 100% przydzie na zawołanie w każdej sytuacji. 2. Komenda słowna zależy od przewodnika. Ja na przykład używam "siad" aby pies usiadł, a "szukaj" jak chcę żeby węszył na śladzie. Ale to tylko hasło, które ma u psa "uruchomić" określone zachowanie. Zresztą często na to samo zachowanie mam kilka określeń, które mają różną "siłę przekonywania". 3. Szkolenie obronne (sportowe) nie ma nic wspólnego z rozbudzaniem agresji u psa. Co więcej pies, który zachowuje się agresywnie powinien być usunięty z takiego szkolenia. Pies powinien z zapałem "atakować" rękaw tak samo jak z "zapałem" atakuje szmatkę trzymaną przez jego właściciela. Dodam, że labki doskonale nadają się do tego sportu. Są wystarczająco duże, silne, doskonale aportują i mają dobry węch. -
Tak naprawdę jest to kwestia więzi emocjonalnej z psem z jednej strony oraz konsekwencji w wychowaniu. Pies, u którego dopuści się powstanie złych nawyków (np. pozwoli na swobodne bieganie w odległości 20-30 metrów od właściciela) nawet po ukończeniu szkolenia PT będzie miał skłonności do "wycieczek". Właściciele, którzy chodzą na spacery z psem i zajmują się nim nie mają problemów. Natomiast ci, którzy puszczają psy "aby sobie pobiegały" najczęściej te problemy mają. I jeszcze jedno: jeśli dla psa zapięcie na smycz oznacza koniec spaceru i powrót do domu, to szybko się nauczy (pies) jak przedłużyć przyjemną część spaceru (czytaj jak nie przychodzić na zawołanie). W ten sposób każdy szybko osłabi nawet najlepiej "wyszkolone" przywołanie...
-
Problem w tym, że kolczatka jest i łatwiej dostępna i tańsza, a niewłaściwie użyta czyni tyle samo (przynajmniej) szkody co o.e. Dla mnie w ogóle metody siłowe (a do takich zaliczę i szkolenie kolczatką i przy użyciu o.e.) mogą mieć zastosowanie tylko w ograniczonej liczbie przypadków a i to dla oduczenia psa od pewnych zachowań, a nie do nauczania. O.e. przynajmniej jeśli chodzi o cenę ogranicza krąg potencjalnych użytkowników. Mało kto decyduje się na wydanie przynajmniej kilkuset złotych na sprzęt szkoleniowy dla psa. Z tego co wiem są to przede wszystkim ludzie związani zawodowo ze szkoleniem psów oraz niestety część "sportowców".
-
Masz rację Ewo, szkolenie w zakresie posłuszeństwa w niewielkim stopniu wpłynie na opisane przez Ciebie zachowanie psa. Niestety ONy mają skłonność do "darcia mordy" z byle powodu. Możesz przede wszystkim położyć nacisk na przyzwyczajanie psa do obecności ludzi - dużo spacerów po ruchliwych ulicach z pracą (proste ćwiczenie, które pies zna - równaj, siad, waruj i dużo nagród). Możesz również barować psa (czyli nagradzamy grzeczne psie zachowanie ale tylko w obecności (jak się zbliża) człowieka, gdy człowiek oddala się przerywasz nagradzanie (niezależnie od tego co robi pies). A przede wszystkim nie karć go za to zachowanie - to nic nie da, a może zwiększyć intensywność szczekania. Ignoruj (oczywiście w granicach zdrowego rozsądku) obszczekiwanie obcych. Możesz ewentualnie zaopatrzyć się w kaganiec i nie będziesz miała kłopotów. Jeśli zaś chodzi o torby "reklamówki", to spróbuj bawić się taką z psem - niech ma okazję złapać ją i rozszarpać. Możesz również włożyć do takiej torby kość dla psa (ale niech to widzi) i niech sam sobie tę kość wyjmie z torby. Ale kontroluj taką zabawę aby pies nie zjadł torby! Natomiast jeśli chodzi o dzieci - moje doświadczenia mówią, że pies, który nie wychował się z dziećmi (to znaczy nie miał z nimi do czynienia jako szczeniak) raczej nie polubi ich. Może tolerować dzieci, będzie grzecznie znosił ich "pieszczoty" ale nie będzie bawił się z dziećmi. ON raczej będzie pilnował dzieci i "zaganiał do stada". Jeśli zależy Ci aby pies spokojnie znosił obecność dzieci, to zacznij z nim pracować w pobliżu dziecięcych placów zabaw - na początku w sporej odległości, którą później możesz zmniejszać...
-
[quote name='asher']jesli o cos pytam, to raczej o ogolniki, np. czy w ogole mozliwa jest u psa "agresja lowcza" wobec przedstawiciela tego samego gatunku. [/quote] Agresja łowcza - nawiasem mówiąc często te zachowania nie są postrzegane jako agresywne ale wręcz jako element zachowań związanych ze zdobywaniem pokarmu - jest wyzwalana przez określony bodziec zwany kluczowym. Najczęściej takim bodźcem jest szybko poruszający się mały obiekt! To co pies postrzega jako potencjalny łup a co nie będzie nigdy jego ofiarą jest ustalane w okresie wpajania zwanym również okresem socjalizacji czyli pomiędzy 5 a 16 tygodniem życia szczeniaka. Jeśli w tym czasie szczeniak nie zetknie się z małymi psami, to może się zdarzyć, że zapoluje na takowe jako dorosły, jeśli ich zachowanie będzie "bodźcem kluczowym". Poza tym psy przejawiają zachowania łowcze w zabawie. Pamiętać należy, że zabawa psa nie zawsze jest "z" innym psem, czasem pies bawi się innym psem (tzn. drugi pies jest "zabawką" a nie "towarzyszem zabawy"). Zwróć uwagę na "zabijanie", które psy często stosują podczas zabawy np. piłką czy pluszową zabawką (charakterystyczne potrząsanie pyskiem po złapaniu zabawki). Ale ten temat bardziej pasuje do działu "behawioryzm" niż "szkolenie". Jeśli masz ochotę na kontynuację, to załóż nowy wątek w behawioryzmie a ja się dołączę do dyskusji...
-
Od pewnego czasu śledzę ten wątek i mam kilka uwag: 1. O ile mogę sobie wyobrazić użycie obroży impulsowej (zdecydowanie wolę tę nazwę niż o.e.) w przypadku wygaszania niepożądanych zachowań, to nie polecę jej do wzmacniania uczonych zachowań. Uważam, że każdego psa da się nauczyć bez używania wzmocnień negatywnych. 2. W przypadku wygaszania zachowań zastosowanie obroży impulsowej wymaga dużej wiedzy i doświadczenia. Zwłaszcza, że jej przydatność wydaje mi się wątpliwa w przypadku zachowań, których podłoże leży w emocjach psa. Pies pod wpływem emocji nie odczuje słabego bodźca, a na silny może zareagować w sposób nieprzewidywalny. 3. Odnośnie zachowań agresywnych - mają one wiele przyczyn ale generalnie możemy mówić o agresji emocjonalnej i nie emocjonalnej (opartej na popędzie łowczym). Tę agresję (nie emocjonalną) można "zwalczać" stosując wygaszenie dodatnie a więc i stosując obrożę impulsową. Natomiast byłbym bardzo ostrożny w przypadku agresji emocjonalnej - bodziec negatywny może wzmóc intensywność zachowania zamiast je powstrzymać. Podsumowując - jeśli chcemy u psa wygasić na przykład gonienie kotów, to o.e. może nam w tym pomóc. Natomiast jeśli chcemy powstrzymać psa przed atakiem na inne psy (mającym podłoże w strachu), to o.e. nam w tym nie pomoże - a skutek może być wręcz odwrotny - pies mając negatywne doświadczenia będzie atakował wcześniej i z większą zajadłością. Natomiast jeśli chodzi o uwagę Twa1001 na temat wygaszania agresji i zastosowania warunkowania pozytywnego (rozumiem, że chodzi o wzmacnienie pozytywne zachowań zastępczych), to ja mam zupełnie odmienną wiedzę - według wielu specjalistów zachowań agresywnych o podłożu emocjonalnym nie da się wygasić stosująć metody negatywne (korekty i kary) - chodzi tu o prostą zasadę psychologiczną - "agresja rodzi agresję". Jedyną metodą jest właśnie wzmacnianie zachowań pożądanych i nie dopuszczanie do zachowań agresywnych (ale poprzez managment czyli zapobieganie). Nawiasem mówiąc skłonność do zachowań agresywnych jest nie tylko dziedziczna ale wręcz "nieuleczalna". Można w znacznym stopniu ją zredukować, ale wyeliminować całkowicie się nie uda.
-
Możesz spróbować pewnej procedury nauczenia psa grzecznego oczekiwania na powrót domowników. Ale od razu dodam, że jest to długotrwała metoda wymagająca niestety dużej cierpliwości i nakładu pracy. 1. Musisz określić przez jaki czas pies wutrzymuje w spokoju (np. trzy minuty). Dzielisz ten czas na połowę - od tego zaczynasz (w moim przykładzie połowa to półtorej minuty). 2. Włączasz radio (od tej pory będzie to sygnał dla psa, że Pani szybko wróci) i wychodzisz z domu. Gdy musisz wyjść z domu i pies zostaje sam, to nie włączaj radia - w ten sposób powstanie u niego skojarzenie - grające radio oznacza szybki powrót właścicielki. 3. Wracasz po tej wyznaczonej połowie czasu (czyli szybciej niż pies zacznie okazywać zaniepokojenie) i wylewnie nagradzasz psa za grzeczne czekanie (ale pamiętaj, że to on decyduje czy został nagrodzony!). 4. Następnie zwiększasz czas swojej nieobecności o połowę i powtarzasz kroki 2 i 3. 5. Jeśli podczas Twojej nieobecności zacznie szczekać, wyć itp, to znowu skraczasz czas swojej nieobecności o połowę. Tak aby wrócić w czasie gdy jest jeszcze spokojny. Ponadto w miarę możliwości do czasu gdy nie nauczy się grzecznie czekać, to postaraj się znaleźć kogoś, kto będzie mu towarzyszył (albo zabieraj psa ze sobą).
-
Nie wiem czy to normalne, ale moja suka też tak robi :) Przyjmij, że ten "typ" tak ma i nie przejmuj się tym
-
Nie wiem czy to normalne, ale moja suka też tak robi :) Przyjmij, że ten "typ" tak ma i nie przejmuj się tym...
-
Skoro Tobie przeszkadza szczekanie, to zacznij pracować nad "milczeniem". Po pierwsze polecam nauczenie psa zachowania zastępczego typu "patrz na mnie" - chodzi o możliwość odwrócenia uwagi od obiektu, na który szczeka. Możliwości jest sporo - może być podchodzenie do Twojej dłoni (acz może być trudność natury technicznej :)). Ale możesz go nauczyć takiego zachowania. Później pracujesz nad "nie szczekaniem". Tutaj polecam ekstra nagrody (coś co Twój pies bardzo lubi). Nagradzasz ciszę gdy w pobliżu jest obcy pies lub odwracasz jego uwagę (właśnie do tego służy polecenie "patrz na mnie"). I raczej nie przejmował bym się powodami (przyjmij, że "ten typ tak ma") ale naucz go jak ma się zachowywać. Pomocne może też być noszenie zabawki (trudno szczekać jak ma się pełne pycho).
-
Jak najbardziej... I co więcej zadowolenie psa z uniknięcia nieprzyjemnego doznania będzie większe niż z nietrafionej nagrody. Jednak byłbym ostrożny w używaniu słów o przyjaźni. Stoję na stanowisku, że jestem opiekunem i przewodnikiem psa. Stawiam na jego chęć współpracy z człowiekiem i siłę warunkowania instrumentalnego (sprawczego). Odrzucam przy tym wszelkie ideologizowanie relacji pies-człowiek. Uważam, że szkolenie psa (i innych zwierząt) opiera się na pewnych prawach tak samo jak konstruowanie maszyn opiera się na prawach fizyki. To czego nauczę psa zależy od moich potrzeb i predyspozycji psa i niczego więcej. Jak to uzyskam zależy od moich umiejętności, możliwości fizycznych i predyspozycji psychicznych. Metodę szkolenia dobieram "do przewodnika" - techniki "do psa" i tyle...
-
W jakim wieku jest Twój piesek? Bo wygląda mi, że w ten sposób okazuje swój niepokój żeby nie powiedzieć lęki...
-
Nie dziwi mnie to :) Wiele osób szkoli pozytywnie, a głównym nieporozumieniem i "łatką" przypisaną klikerowcom jest "bezstresowe wychowanie" psów. To nieprawda (acz zdarzają się i takie przypadki, ale również są osoby, które wręcz znęcają się nad psem pod przykrywką "musi znać swoje miejsce"). Owszem podczas sesji szkoleniowej pozwalam psu na prawie wszystko, ale jest to sytuacja, którą mam pod całkwowitą kontrolą. Pozornie pies ma pełną swobodę działania ale tak naprawdę w pełni nim manipuluję. Może się zdarzyć, że ktoś sobie z tym nie radzi. Ale winnym jest zły dobór nagród - jeśli pies jest zainteresowany zdobyciem nagrody, to będzie z nami współpracował :)
-
W znacznym stopniu masz rację. Ale zastanów się na motywami działania psa - szukanie w krzakach jest spowodowane popędem ciekawości a ponadto dochodzą dotychczasowe doświadczenia psa. Jeśli znajdzie coś ciekawego, to jego zachowanie ulegnie wzmocnieniu (i to tym silniejszemu im rzadziej uda mu się takie "ciekawostki" znaleźć). Taki pies puszczony ze smyczy zacznie od razu poszukiwania. To zachowanie (wyszukiwanie) jest naturalnym dla psa. Owszem jeśli NIGDY nie dopuscimy do tego aby pies myszkował po krzakach, to może się nie ujawnić (nie było wzmocnione). I sądzę, że to miałaś na myśli. Ale czasem wystarczy jeden bodziec (tzw. bodziec kluczowy) - np. zapach - aby pies "poszedł" w krzaki - zadziała instynkt i... "wyszukiwanie" stanie się elementem "repertuaru" zachowań psa.
-
Niestety z tym stwierdzeniem nie mogę się zgodzić. Środowisko działa na psa przez cały czas i niezależnie od nas "poddawany" jest on zarówno wzmocnieniom jak i wygaszeniom. Praktycznie nie ma zachowań obojętnych u psa (działa pod wpływem popędów) - dąży do czegoś lub czegoś unika - tak jest skonstruowany. Jeśli nie pozwalasz mu (trzymając go na smyczy) na zżeranie świństw, to poddajesz go wygaszeniu ujemnemu (pozbawiasz przyjemności jaką z tego czerpie). Jeśli go nie upilnujesz i coś zeżre, to zostanie poddany wzmocnieniu dodatniemu (i to tym silniejszemu im rzadziej mu się to uda). Gdybyś zastosowała odpowiednio silne wygaszenie dodatnie, to pewnie udałoby Ci się zlikwidować problem - ale decyzja należy do Ciebie! Niestety czasem jest to konieczne - moja poprzednia suka też miała taki zwyczaj i pewnego dnia się po prostu zatruła. Mocno odchorowała zjedzenie czegoś zzieleniałego i ten wypadek skutecznie ją oduczył zbierania i zjadania takich "przysmaków". Obecną mocno przestraszyłem, gdy jako szczeniak pierwszy raz próbowała coś podjąć z trawnika (ostro na nią krzyknąłem i zamachałem rękami) - to wystarczyło aby odskoczyła. Nie miała okazji spróbować, więc nie zbiera i nie zjada. Ale cały czas ją obserwuję i interweniuję, gdy czymś się za bardzo interesuje (np. węszy w jakimś miejscu) - wtedy wystarczy moje ostrzegawcze "Eee!" aby suka sobie odpuściła. Mimo iż szkolę pozytywnie w niektórych przypadkach nie zawacham się i ukarzę psa, aby przerwać i wygasić jakieś zachowanie. Zwłaszcza jeśli zagrozi zdrowiu lub życiu psa (albo kogoś w jego otoczeniu). Kara nie musi sprawiać psu bólu - wystarczy, że będzie to nieprzyjemne i nagłe (np. hałas, oblanie zimną wodą, itp.).
-
Czyli naprowadzasz psa na pozycje (warowanie) a następnie używasz bodźca, który ma wyzwolić zachowanie oraz wzmocnienie dodatnie (smakołyk). Po pewnej ilości powtórzeń następuje skojarzenie bodźca ze wzmacnianym zachowaniem. Pies zaczyna "rozumieć" polecenie. U mnie wygląda to nieco inaczej (i na pozór trwa dłużej): 1. Zaczynam również od naprowadzenia psa na pozycję "waruj" (tak jest łatwiej mimo iż można to również wychwycić - np. wykorzystać okazję, gdy pies sam się położy np. podczas zabawy). Wykorzystuję do tego smakołyk lub zabawkę (zależnie od tego co bardziej interesuje psa). 2. W momencie gdy pies dotknie brzuchem podłoża klikam i nagradzam zachowanie (podaję smakołyk lub rzucam zabawkę). Moim celem jest aby pies zmienił pozycję. Na tym etapie nie ma żadnej komendy ani innego sygnału. Powtarzam czynności 1. i 2. kilkakrotnie (3-5 razy) i konczę naprowadzanie. Teraz pozostawiam inicjatywę psu - gdy czegoś chce ode mnie (nadal mam smakołyki i zabawkę, wykorzystuję również momenty karmienia) oczekuję, że pies zawaruje (położy się) - za każdym razem następuje klik i nagroda. Zazwyczaj po krótkim czasie mam psa, który waruje na tyle często abym mógł przejść do następnego etapu - kontroli bodźców. 3. Na początku wprowadzam sygnał optyczny (ruch ręką) i zaczynam klikać i nagradzać tylko te zachowanie, które następują po sygnale (wzmacniam zachowanie i kojarzę je z bodźcem) a ignoruję te, które następują bez sygnału (wygaszenie ujemne - brak nagrody). Gdy uzyskam zadowalający mnie efekt (stosunek warowania na sygnał do liczby prób - na przykład 8 poprawnie wykonanych "warowań" na 10 prób) wycofuję kliker - już więcej nie będę klikał warowania. 4. Od tego czasu następuje "szlifowanie" zachowania - stosując zmienny schemat nagradzania zaczynam pracować nad przyśpieszeniem zachowania oraz (ale nie równocześnie) nad wydłużeniem czasu w pozycji. Wprowadzam również rozproszenia. Zmienny schemat nagradzania polega na różnicowaniu nagród (mniej i bardziej atrakcyjne) oraz nie nagradzaniu niektórych wykonań. Chodzi o to aby pies zawsze oczekiwał nagrody ale niekoniecznie ją uzyskał. To podnosi (o ile w jego odczuciu "warto się starać") motywację do pracy.
-
Obecnie najczęściej w szkoleniu tradycyjnym stosuje się obie formy wzmocnienia (czasem naprzemiennie). Ale to nie zmienia kwalifikacji i wyróżnika metod szkoleniowych. A swoją drogą czasem warto się zastanowić podczas szkolenia "co i jak wzmacniamy"... Pies nie ucieknie - to efekt udomowienia i hodowli "na uległość". Kot nie podda się takiemu szkoleniu, również inne zwierzęta (oswojone ale nie udomowione) nie poddadzą się takim metodom - będą próbowały uciec a jesli będzie to niemożliwym, to zaczną się bronić! Te zwierzęta nie mają genetycznie uwarunkowanej uległości i zdecydowanie opierają się wszelkim próbom "ograniczenia ich swobody". Według niektórych etologów właśnie uległość wobec człowieka (poddawanie się wzmocnieniu ujemnemu) odróżnia zwierzę udomowione od pozostałych (takie są psy, konie, krowy). Powtarzam po raz ostatni - wzmocnienie ujemne nie oznacza sprawiania psu bólu czy nieprzyjemności. Tutaj chodzi o zależność zachowanie-skutek. A może ktoś wyjaśni w tych kategoriach (zachowanie, bodziec wzmacniający, efekt zachowania) przykład stosowanej przez siebie techniki nauczania czegoś np. warowania. Flaire, Zachraniarka, Pati - podejmujecie się?
-
Jeśli chodzi o szkolenie to odnoszę wrażenie, że pisząc o metodach mamy na myśli różne pojęcia. Dla mnie metoda oznacza właśnie rodzaj zastosowanego wzmocnienia. Natomiast to co podaje np. Zachraniarka to jest technika szkolenia - jak coś wykonać! I owszem tutaj jest do wyboru cała masa róznych sposobów "jak psa nauczyć ....". Natomiast jeśli chodzi o wątek zachowania psa w obecności suki z cieczką: spotkałem jakiś czas temu człowieka, którego pies (samiec ONa) miał fantastyczne "warowanie" - po komendzie "leżał" w ułamku sekundy! Na moje pytanie jak pies został tego nauczony, pan powiedział, że pies jest reproduktorem i uczył go warowania przy sukach... (na początku pies był na smyczy) - wzmocnieniem było... dopuszczenie do suki. Pies ten miał zwyczaj (co dla tego człowieka było szczególnie ważne) warować na widok suki z cieczką (i leżał dopóki nie usłyszał "idź").
-
Widzę, że "wsadziłem kij w mrowisko". Więc kilka wyjaśnień: 1. Mówiłem o szkoleniu a dokładniej o "uczeniu się przez psa jakiegoś zachowania". Dla mnie celem szkolenia jest spowodowanie aby pies na polecenie oferował konkretne zachowanie. I zawsze to samo zachowanie na te polecenie. Żeby to spowodować muszę to zachowanie wzmocnić. Bez wzmocnienia pies nie będzie powtarzał zachowania (tak samo jak każde inne zwierzę i człowiek). O wzmacnianiu pisałem i nie będę się powtarzał. Dodam tylko, że pies powtarza zachowania, które przyniosły mu korzyść (ale to jest jego i tylko jego subiektywne odczucie) - albo w wyniku zachowania osiągnął coś na czym mu zależy albo spowodował, że "zniknęło" coś co mu nie odpowiada. Tutaj nie ma mowy o nagrodach i karach - te pojęcia są umowne i jak napisałem odbierane subiektywnie. Zdarza się, że coś co nam wydaje się nagrodą dla innego wcale nie będzie! Czy nigdy nie zdarzyło Wam się odczuć rozczarowania z prezentu (a przecież darujący chciał Was nagrodzić!). I tu jest pierwsza pułapka dla początkujących szkoleniowców klikerowych - często smakołyk nie jest nagrodą dla psa, gdyż psu nie zależy na nim. Pracuje bez zaangażowania i efekty są mizerne... 2. Naprawdę nie wiem skąd się wzięło stwierdzenie, że pracując pozytywnie nie stosuje się zakazów. Owszem podczas szkolenia (uczenia się psa jakiegoś zachowania) nie stosuję zakazów i nakazów. Pies sam inicjuje zachowanie (przynajmniej tak mu się wydaje :)) a ja nagradzam te, które mi odpowiadają. Stosując kliker i wychwytywanie oraz kształtowanie szybko naprowadzam psa na "właściwą drogę". Od tego momentu pies wie o co mi chodzi i chcąc zdobyć nagrodę będzie powtarzał odpowiednie zachowanie. To naprawdę proste. Ale w życiu codziennym moja suka doskonale wie co znaczy "NIE". Jeśli jej zachowanie zagraża jej lub otoczeniu (i nie tylko o bezpieczeństwo tutaj chodzi) to takie zachowanie natychmiast przerwę. W takich przypadkach mamy do czynienia z tzw. wygaszaniem, którego celem jest spowodowanie aby pies NIE POWTARZAŁ (a najlepiej w ogóle nie oferował) jakiegoś zachowania. I znowu jak poprzednio (przy wzmocnieniu) mamy wygaszenie dodatnie (zwane karą) oraz ujemne. Ogólnie można powiedzieć, że wygaszenie dodatnie jest wtedy, gdy pies swoim zachowaniem powoduje nieprzyjemne dla niego skutki, a ujemne, gdy na skutek zachowania traci coś na czym mu zależy. Różnica jest zasadnicza (tak samo jak przy wzmacnianiu). Ale wygaszeń nie będę stosował podczas szkolenia! Głównym problemem jest nie odróżnianie nauczania zachowań od ich oduczania! To są dwie różne rzeczy! Jedno jest natomiast pewne przy wygaszaniu - pies owszem zaprzestanie tego zachowania, ale w zamian może zacząć stosować inne :) Wygaszenie nie uczy psa właściwego zachowania. I na koniec jedno - Karen Pryor w swojej książeczce o szkoleniu pozytywnym wyraźnie pisze o dopuszczaniu kar za niewłaściwe zachowanie. Ale celem kary jest zaniknięcie danego zachowania u psa (i tylko tyle) - znowu zawsze i wszędzie!. Natomiast wracając do szkolenia - są tylko dwa rodzaje wzmocnień i wszyscy psycholodzy zajmujący się teorią nauczania (u ludzi i zwierząt) się z tym zgadzają. Szkoląc psa stosujemy wzmocnienia czy tego chcemy czy też nie. Zresztą pies w ten sposób różnież uczy się sam (czy chcemy tego czy też nie) na codzień. Próbuje różnych rozwiązań i w zależności od efektu będzie je powtarzał lub nie. Czasem wystarczy mu jedna próba aby jej efekt zapamiętał na całe życie! Nigdy nie uwierzę, że łańcuszek zaciskowy stosowany podczas nauki chodzenia na smyczy NIE JEST wzmocnienie ujemnym. To wynika z celu w jakim jest stosowany - nauczenie się psa, że ma iść przy nodze przewodnika. Nacisk łańcuszka na szyję znika, gdy pies zajmie właściwą pozycję. I taki jest też cel korekty koczatką - pies ma zająć właściwą pozycję przy nodze przewodnika. Bo przecież nie chodzi tutaj aby "oduczyć" psa wychodzenia przed przewodnika (bo w innych sytuacjach takie zachowanie dopuszczamy a wręcz nagradzamy). To tyle i przepraszam za ten długi wywód.
-
Flaire: generalnie wyróżnikiem jest stosowanie (lub nie) tzw. ujemnego wzmocnienia (inaczej przymusu w szkoleniu). Przy czym ujemne wzmocnienie wcale nie musi być fizycznym przymusem czy korektą. Chodzi tutaj o działanie bodźca wzmacniającego zachowanie: 1. Wzmocnienie dodatnie (zwane nagrodą) - do zachowania psa dodajemy coś na czym psu zależy. 2. Wzmocnienie ujemne (zwane przymusem) - pies swoim zachowaniem "znosi" oddziaływanie czegoś co mu nie odpowiada. Należy przy tym wyraźnie odróżnić wzmocnienie ujemne od "kary" za niewłaściwe zachowanie: zadaniem kary jest przerwanie zachowania i powstrzymanie psa przed jego powtórzeniem. Natomiast zadaniem "wzmocnienia ujemnego" jest nakłonienie psa do jakiegoś zachowania i co więcej powtarzania tego zachowania w przyszłości (właśnie celem uniknięcia bodźca wzmacniającego). Jeśli ktoś stosuje wzmocnienie ujemne, to szkoli tradycyjnie. Jeśli nie stosuje (w żadnej sytuacji), to szkoli pozytywnie. Natomiast techniki szkolenia czy sposoby nauczania konkretnych zachowań mogą być bardzo różnorodne. Decyduje rodzaj zastosowanego wzmocnienia zachowania (jeden z dwóch - nie ma więcej!).
-
To może ja się wtrącę: Szkolenie tradycyjne opiera się na dwóch "krokach": 1. Uczymy psa (kojarzymy) polecenia z zachowaniem, najczęściej jest to naprowadzania lub modelowanie (fizyczne manipulowanie psem np. nauka siadania poprzez nacisk na zad). Tutaj najczęściej stosuje się nagradzanie za prawidłowe wykonanie polecenia. 2. Następnie wprowadzamy "egzekwowanie" wykonania polecenia. Generalnie stosuje się tutaj korekty, np. szarpnięcie obrożą podczas nauki chodzenia przy nodze. Celem tego kroku jest "nauczenie" psa, że zawsze ma wykonać polecenie. Owszem często stosuje się nagradzanie za wykonanie polecenia, ale ma to znaczenie drugorzędne. Szkolenie klikerowe w szczególności (a pozytywne ogólnie) ma inny porządek: 1. Nagradzamy psa za zachowanie, którego jest uczony. Stosujemy wychwytywanie, kształtowanie lub w ostateczności naprowadzanie. Pies na koniec tego etapu wie za co jest nagradzany. 2. Wprowadzamy komendę w momencie, gdy pies sam z własnej inicjatywy oferuje zachowanie. 3. Poddajemy zachowanie kontroli czyli nagradzamy tylko wykonanie na polecenie. I co najważniejsze: pies podczas szkolenia nie jest poddawany żadnej presji (poza brakiem nagrody). Zadaniem przewodnika jest takie motywowanie oraz "manipulacja" zachowaniem psa aby uzyskać zadowalający efekt. I nie stosowanie klikera (narzędzie) jest tutaj wyróżnikiem ale metoda szkolenia (obecność lub nie wzmocnień ujemnych). Można szkolić używając klikera w pierwszym kroku (nauka zachowania) a później "tradycyjnie" egzekwować wykonanie polecenia. Można również bez użycia klikera szkolić pozytywnie. Dla mnie wyróżnikiem jest umiejętność szkolenia bez użycia smyczy. Szkoleniowcy pozytywni mają taki nawyk a tradycyjni niestety nie...
-
Dźwięk "dysku" aby działał musi się psu z czymś kojarzyć. Bodziec obojętny nie będzie powodował żadnych reakcji (poza początkowym zaciekawieniem). Więc najpierw popracuj w domu nad "uwarunkowaniem" dźwięku. Np. dla psów, które były szkolone na łańcuszku (zwłaszcza z użyciem korekt) doskonałym "dyskiem" staje się sam łańcuszek. Brzęk łańcuszka kojarzy się takiemu psu z korektą i tyle.
-
Sądzę, że dobrze zrobiłaś. Dobrze ze względu na Twoje małe dziecko i dobrze ze względu na szczeniaka. Wydaje mi się, że "na odległość" stosunek dziecka do szczeniaka się poprawi (nie będzie w nim widział "konkurenta") a i szczeniak nabierze dystansu do dziecka (z czasem zaczną się bawić). Teraz musisz pogodzić się ze swoją decyzją - była najlepszą jaką mogłaś podjąć! A za jakiś czas (ale decyduje "dojrzałość socjalna" Twojego dziecka) będziesz mogła mieć psiaka w domu :)
-
Asse - najwyraźniej nie doszło :( Ale i tak stało się nieaktualne... Niestety po raz kolejny zalecałbym Ci pozbycie się szczeniaka i ewentualne nabycie psa za jakieś 3-4 lata jak Twoje dziecko podrośnie. Ale wobec Twojej decyzji proponuję zastosowanie pozytywnego wzmocnienia ... wobec dziecka. Nie wiem co Twój Mały lubi (np. czekolada, cukierki, ciastka) ale wybrałbym coś na czym mu zależy i zaczął ćwiczenie grzecznego zachowania wobec psa. Czyli: bierzesz nagrody dla dziecka i smakołyki dla szczeniaka. Sadzasz dziecko (ma być na początku obserwatorem a później może się włączyć do zabawy) i zaczynasz naukę z sunią. Nagradzasz sunię za wykonywane polecenia a synka za grzeczne siedzenie. Później dziecko może "ćwiczyć" z sunią a Ty nagradzasz go za miłe zachowanie. Polecam na koniec lekturę książeczki Karen Pryor "Najpierw wytresuj kurczaka", w której omówiona została teoria wzmocnienia pozytywnego oraz jej praktyczne wykorzystanie (zarówno w szkoleniu zwierząt jak i wychowaniu dzieci). PS. Zastanów się jeszcze raz nad oddaniem szczeniaka. Za kilka miesięcy (jeśli zachowanie dziecka się nie zmieni) sunia może zrobić krzywdę dziecku.