Jump to content
Dogomania

Marmasza

Members
  • Posts

    692
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Marmasza

  1. W takim razie ja podpowiem Ci, Asher, pewien sposób na "uaktywnienie" zabawki. Ale od razu dodam, że jest on obarczony ryzykiem, gdyż opiera się na uzależnieniu suki od zabawki. W skrócie polega on na fakcie, iż jeśli jakiś pożądany obiekt jest trudno dostępny, to pożądanie wzrasta. Tak samo jak w Waszym przypadku z kotami. Koty są intrygujące i niedostępne a tym samym mocno pożądane (czytaj: pobudzają silną chęć pościgu). I Ty musisz mieć coś co suka będzie jeszcze bardziej pożądać. Czyli kupujesz nową piszczącą zabawkę (im bardziej niezwykły dźwięk wydaje tym lepiej) i okazujesz ją suce. Ale nie dajesz tej zabawki do zabawy (a jeśli już to na chwilę). Kupujesz - pokazujesz (piszczysz) i chowasz. Po jakimś czasie powtórka - suka musi być zaitrygowana. Z czasem dajesz do powąchania, piszczysz i chowasz. Możesz również dać do pyska ale natychmiast odbierasz. Po pewnym czasie (czasem bardzo szybko) pies zaczyna wariować na dźwięk tej zabawki. I wtedy możesz jej używać do nagradzania - piszcząc i pozwalając chwilę pobawić się. Sądzę, że taka zabawka odwróci uwagę suki od kota - suka od czasu do czasu będzie miała dostęp do zabawki, a tym samym wzmocnione pożądanie zabawki. Problem w tym, że stały dostęp do zabawki (jak podany przez Ciebie przykład leżącej piłki) zmniejsza jej atrakcyjność. To samo dotyczy dzieci - zabawka na wystawie sklepowej jest bardziej atrakcyjna (bo niedostępna acz pożądana) niż te, które są w domu (stale dostępne). Ale kupiona i stale dostępna w domu szybko się dziecku znudzi...
  2. Do tego co napisała Romas dorzucę jeszcze jedną propozycję: uregulowanie chowu i obrotu psami. Na razie tego typu regulacje obowiązują tylko członków organizacji kynologicznych, ale nie łudźmi się - ta "sfera", to niewielki procent psów i ich właścicieli w Polsce. Dlatego sugeruję, aby prawne regulacje dotyczące chowu i obrotu psami obowiązywały wszystkich posiadaczy psów. Głównymi założeniami byłoby: 1. Każdy pies musiałby być zarejestrowany, obowiązek rejestracji dotyczyłby już szczeniąt i to właściciel miotu miałby dokonać rejestracji. 2. Powinien istnieć prawny zakaz obrotu szczeniąt młodszych niż ośmiotygodniowych. 3. Obrót psami odbywałby się wyłącznie na podstawie umów kupna-sprzedaży, darowizny albo adopcji (ze schroniska). Nowy właściciel miałby obowiązek rejestracji psa, która byłaby możliwa tylko na podstawie takiej umowy. Ale poprzedni musiałby "wyrejestrować psa". Wyrejestrowanie psa byłoby możliwym na podstawie umowy "zbycia" lub zaświadczenia od weterynarza o śmierci zwierzęcia. Również dowód zgłoszenia na policji kradzieży zwierzęcia (z postanowieniem o umorzeniu dochodzenia) byłby podstawą do wyrejestrowania psa. 4. Każdy pies w miejscu publicznym (czyli poza mieszkaniem, domem czy prywatnym terenem) musiałby przy obroży posiadać identyfikator, z którego można by uzyskać informację o właścicielu. Poza tym każdy pies musiałby być trwale oznakowany (tatuaż lub chip). Do tego: Podczas rejestracji szczeniąt właściciel miotu otrzymywałby książeczki zdrowia (szczepień) i identyfikatory. Wydawałby je nowemu właścicielowi. Za posiadanie psa bez identyfikatora, książeczki zdrowia groziłaby wysoka grzywna. W książeczce wpisane byłyby dane suki i psa (rodziców szczenięcia) (ewentualnie wpisy NN) oraz wynik ich testów psychicznych. Wszystkie psy podlegają obowiązkowym testom psychicznym organizowanym przez Powiatowego Lekarza Weterynarii (i to dwukrotnie - młode psy ponad półroczne (ale nie starsze niż rok) i po ukończeniu 2-go roku (ale przed ukończeniem 3-ch lat). Testy mają być nastawione na wychwycenie skłonności do zachowań agresywnych. Psy z takowymi podlegałyby obowiązkowej sterylizacji. Wynik testu wpisywany byłby do książeczki i to ten wynik a nie rasa decydowałby czy pies ma chodzić w kagańcu czy też nie.
  3. [quote name='asher'] Tylko, że w opisywanym przez mnie przypadku (nauka chodzenia przy nodze i rozproszenie w postaci przypadkowego kota) to, czy szarpnięcie kolcami jest negatywnym wzmocnieniem, czy P+ zależy tylko od punktu widzenia :wink: A właściwie jest chyba jednym i drugim...[/quote] Niby tak, ale "po efektach" można poznać "co zrobiliśmy". Jeśli pies ponawia zachowanie (w tym przypadku "lepiej" chodzi przy nodze), to wzmocniliśmy negatywnie "chodzenie przy nodze". A jeśli częstotliwość wyrywania się do kota spadła, acz "chodzenie przy nodze" nie poprawiło się, to skutecznie ukaraliśmy psa. Inaczej mówiąc, R- będzie wtedy, gdy w przyszłości pies na "widok kota" będzie szedł przy nodze. Natomiast P+ było wtedy, gdy w przyszłości pies nie będzie wyrywał się do kota (ale nie koniecznie będzie szedł przy nodze ale np. będzie stał i obserwował kota). Jeszcze raz powtórzę - o wzmocnieniu lub wygaszeniu możemy mówić po fakcie obserwując efekty czyli zmianę zachowania.
  4. [quote name='asher']Sabina jest u mnei od dwóch lat. Od dwóch lat postępowałam właśnie mniej więcej tak, jak opisujesz. Kompletnie bez efektu :-? NIC nie jest w stanie oderwać uwagi Sabiny od zwierza, tylko mocne szarpnięcie kolcami... :( Być może, gdybyśmy ćwiczyły regularnie, a nie sporadycznie byłoby lepiej, no ale nie mam niestety dostępu do sterowanego kota :niewiem:[/quote] Jest to jeden z przykładów jak trudnym jest właściwe zastosowanie kary. Gdyby Sabina szarpnięcie kolcami odbierała jako karę, to jej zachowanie zmieniłoby się. Ale tak nie jest, więc coś nie tak robisz. Sądzę, że może zbyt późno "podajesz" karę - jak pies jest już mocno pobudzony (a Ty wyczerpałaś mniej restrykcyjne sposoby). Kara jest skuteczna, gdy jak najwcześniej przerywa łańcuch zachowań prowadzący do tego niepożądanego (w tym przypadku - zauważanie kota, zwrócenie na niego uwagi, pościg). Czyli jak pies widzi kota, to od razu "Nie wolno!" i kara za zwrócenie uwagi na kota (o ile się decydujesz na karanie). Po kilku takich ćwiczeniach powinno wystarczyć samo "nie wolno!" (jako sygnał kary). I co bardzo ważne - nagradzamy każde zachowanie alternatywne (takie, którego oczekujemy) czyli nagradzamy psa jak np. idzie grzecznie przy nas. I na koniec - w środowisku klikerowym często słyszy się o tym, że klikerowcy nie stosują kar, że jest to niemoralne i sprzeczne z ideą metody szkolenia pozytywnego. Ale moim zdanie mylone są dwie różne sprawy - szkolenie pozytywne polega na dodatnim wzmacnianiu zachowań (czyli nagradzaniu) i jednocześnie wyklucza stosowanie negatywnego wzmocnienia (czyli przymusu w nauczaniu zachowań). Natomiast celem kary jest wyeliminowanie (a przynajmniej zmniejszenie częstotliwości) występowania niepożądanych zachowań (coś zupełnie odmiennego od uczenia!). Oczywiście stosowanie kar ma zalety i wady, ale właściwie dobrana i zastosowana procedura restrykcyjna (karanie) może natychmiastowo i całkowicie wyeliminować niewłaściwe zachowanie. Ale karanie jest trudnym dużo trudniejszym od nagradzania, przede wszystkim dlatego, że w tym przypadku wszelkie błędy w doborze kary i wyborze momentu jej zastosowania mogą spowodować poważne skutki ujemne (włącznie z wystąpieniem zachowań agresywnych u psa). Co wcale nie oznacza, że jestem zwolennikiem karania. Nie polecam tej metody ze względów na trudność w umiejętnym jej stosowaniu i ewentualnych ujemnych konsekwencji a nie ze względów ideologicznych. Zresztą w kwesti szkolenia psów jestem daleko od wszelkiej ideologii.
  5. [quote name='asher']Jednak niech tylko pojawi sie kot... Sabina błyskawicznie traci zainteresowanie najsmakowitszym choćby kąskiem i zaczyna ciągnąć jak szatan. Co twoim zdaniem powinnam wtedy zrobić??? (dodam, że sytuacja jest czysto hipotetyczna, ponieważ Sabina nie chodzi przy nodze, jak w zegarku :wink: )[/quote] Po pierwsze - wiedząc jak pies reaguje na widok kota, nie wydawałbym komendy na chodzenie przy nodze. Po drugie, w zależności od odległości i zachowania kota, albo bym odwrócił uwagę psa (np. zaproponował zabawę) i ominął kota dużym łukiem albo stanąłbym w miejscu i poczekał aż kot się oddali nagradzając psa za "dobre zachowanie". Po trzecie w przypadku, gdy kot jest zbyt blisko (albo jego zachowanie pobudza psa), to jak najszybciej przerwałbym "nakręcanie się" psa słownym skarceniem (u mnie jest najpierw ostrzegawcze "Nie wolno!", później ostre "Fe!") a jeśli pies nie zareaguje, to ukarałbym psa za niewłaściwe zachowanie szarpnięciem smyczą (jeśli się wyrywa w stronę kota) i szybko nagrodził każde zwrócenie uwagi na mnie (wystarczy słowna pochwała). W tym przypadku im szybciej się zareaguje tym lepszy efekt się uzyska. Oczywiście najlepszym rozwiązaniem jest nauka zachowania "przy kocie". Ale do tego potrzebny jest "sterowany" kot (tzn. taki, którego zachowanie można kontrolować). I ćwicząc z psem chodzenie przy nodze stopniowo wprowadzamy obecność kota. Ale np. ja takiej możliwości nie mam a koty, które spotykamy (bezpańskie, uliczne dachowce) są nieprzewidywalne i zdarzyło nam się przeżyć atak kota na ulicy (na szczęście była to tylko próba przestraszenia psa i obyło się bez podrapań, a i kot tylko oberwał łapą).
  6. [quote name='asher'] [quote name='anabelka']A czy po tradycyjnym szkoleniu wszystkie psy sa super ulozone???[/quote] Oczywiście, że nie. Ale przynajmniej nikt ze szkolących "nieklikerowo" nie pisze, że metoda, którą stosuje jest uniwersalna i niezawodna. [/quote] Tak się składa, ze obie metody są uniwersalne i niezawodne, acz pod warunkiem, że są poprawnie stosowane. Pies w trakcie szkolenie uczy się albo "zdobywać nagrodę" (to przy wzmacnianiu pozytywnym) albo "unikać przykrości" (to przy wzmacnianiu negatywnym) i żadnych czarów tutaj nie ma :lol: A jeśli metoda nie działa - no cóż? To albo nie trafiono ze wzmocnieniem (czyli "nagroda" nie była dla psa atrakcyjna albo "przykrość" okazała się nie tak dokuczliwa aby pies chciał się wysilić) albo pies nie wie o co chodzi (nie rozumie wymagań, które mu stawiamy) albo "w stanie" w jakim jest nie powinien ćwiczyć (np. jest chory). Ale to, że metoda nie działa jest [b]tylko i wyłącznie winą[/b] osoby szkolącej. Czyli nie "metoda nie działa" ale instruktor źle ją zastosował. Niestety tak się składa, że o fakcie czy "nagroda" jest nagrodą (albo "przykrość" dokuczliwa) świadczy efekt - jak pies ponawia zachowanie, to mamy "wzmocnienie", a jak nie ponawia, to znaczy, że [b]nasza[/b] "nagroda" czy "przykrość" nie robi na nim wrażenia.
  7. [quote name='Toller-Fox'][quote name='Marmasza'] Zresztą to samo dotyczy większości ćwiczeń z zakresu PT - w końcu prawie wszystkie należą do kategorii "pies ma zająć jakąś pozycję końcową" - nawet przy aporcie chodzi o to, aby pies usiadł przed przewodnikiem z aportem w pysku. Jak go tego nauczymy (siedzenia z aportem), to później sam będzie wiedział co ma zrobić aby otrzymać nagrodę za... siad z aportem w pysku...[/quote] I w momencie, kiedy powinien trzymać w pysku aport nadal, piesek radośnie wypuszcza bo czeka aż mu sie coś włoży do paszczy.... [/quote] Otrzymasz to zachowanie, które będziesz wzmacniać. Jak nagrodzisz psa za wyplucie aportu, to będzie wypluwał - jak za wyczekanie aż Pani/Pan weźmie aport, to będzie czekał... [quote name='Toller-Fox'] [quote name='Marmasza'] Kliker jest niezwykle pomocny przy nauce zachowań (tzn. gdy nie jesteśmy w stanie podać mu nagrody we właściwym momencie - np. przy nauce skakania przez przeszkodę). Kliker jest właśnie takim "pomostem" - sygnalizujemy psu w ten sposób, że robi to o co nam chodzi i że zaraz dostanie nagrodę. W podanym przykładzie (nauka skakania przez przeszkodę) właściwym momentem do nagrodzenia psa jest chwila, gdy jest nad przeszkodą. Dokładnie ten moment. I kliknięciem zaznaczamy "prawidłowe wykonanie" i sygnalizujemy psu, że zaraz dostanie nagrodę. Przy prawidłowej nauce (odpowiednio dobranej nagrodzie) pies będzie sam z własnej woli skakał i wracał do nas po nagrodę. Nic więcej nie musimy robić tylko klikać i nagradzać. I na tym polega szkolenie klikerowe![/quote] A niech mi ktoś pozwie, dlaczego tym pomostem nie może być po prostu pochwała? Ja mówię "pięknie", a piesek w nagrodę dostaje pysznostkę? Przeczytałam bardzo uważnie Wasze poprzednie posty. I w 100 % zgadzam sie z Flaire i Zachraniarką. Sama szkolę metodą tradycyjną - mutacja pozytywna :D Znaczy to mniej więcej w skrócie, brak bicia, katowania, prądu, kolczatki, itp. :D Piesek mój jak najbardziej reaguje na zakazy; wszystko jedno jak je zwał . :D [/quote] "Pomostem" może być dowolny sygnał, ale najlepiej "działa" charakterystyczny i jednakowy w każdych warunkach. Gwizdek czy kliker daje dźwięk "mechaniczny" - sam w sobie obojętny dla psa, ale można uwarunkować skojarzenie tego dźwięku z nagrodą. Natomiast nasz głos najczęściej niesie jakąś informację dla psa - ten słysząc nasz głos próbuje tę informację zrozumieć i to "rozumienie" rozprasza psa. To tak samo jak my, gdy ktoś do nas coś mówi - próbujemy jednocześnie czytać. Najczęściej albo nie słyszymy mówiącego, albo nie rozumiemy co czytamy. Pies nie "rozumie" naszej mowy wprost - słysząc słowa próbuje wyłapać znajome mu (takie, których znaczenie rozumie) oraz emocjonalnie odbiera nasz ton głosu (przyjemny-nieprzyjemny). To utrudnia szkolenie. I jeszcze coś - dla mnie metoda szkoleniowa (pozytywna - tradycyjna) musi być dobrana do przewodnika. Najlepsze efekty osiąga ten, kto podczas zajęć z psem zachowuje się naturalnie (w odczuciu psa oczywiście). I trudno nakłonić kogoś, kto będąc z natury osobą łagodną, aby polecenia wydawała "ostrym" tonem czy właściwie użyła łańcuszek czy kolczatkę. Ale każdego można nauczyć pracy ze wzmocnieniami pozytywnymi - tym bardziej, że samo szkolenie jest mechaniczne. Natomiast ja nie traktuję "szkolenia klikerowego" jak filozofię życia z psem. Jeśli jest to koniecznym, to zdecydowanie przerywam te zachowania, które są szkodliwe czy niebezpieczne dla innych ludzi czy zwierząt. I nie zawacham się przed użyciem w takich sytuacjach kary - wygaszenia pozytywnego. Jednak często widzę, że wiele osób nie potrafi odróżnić tych dwóch pojęć - wzmocnienia negatywnego (ktore służy do wymuszenia na psie jakiegoś zachowania) i wygaszenia pozytywnego (którego celem jest powstrzymanie psiego zachowania). A dokładniej - wzmocnienie negatywne ma na celu zmuszenie psa do powtarzania jakiegoś zachowania (robi coś gdyż w ten sposób unika negatywnych dla niego konsekwencji np. idzie przy nodze, gdyż w ten sposób unika szarpnięcia kolczatką) a wygaszenie pozytywne ma na celu zaniechanie przez psa jakiegoś zachowania ze względu na nieprzyjemne konsekwencje tegoż (np. nie goni kota, gdyż obawia się "działania" o.e.). Podczas nauki nowych zachowań stosuję wyłącznie wzmocnienia pozytywne - nigdy nie używam wzmocnień negatywnych.
  8. Może "uderzyć" do Romana Nowickiego - wiceprzewodniczącego Komisji ds. Bezpieczeństwa Publicznego ([url]http://bip.um.szczecin.pl/showpage?chapter=11264&soid=48397A7423B046A183A65F3B8E530ACD[/url]) - może on zrozumie problemy właścicieli psów.
  9. I to jest chyba jedyny punkt, w którym można coś wywalczyć. Ale obawiam się, że od razu pojawi się propozycja, aby bez kagańca mogły chodzić tylko psy ze zdanym egzaminem PT (co też o niczym nie świadczy). Można oczywiście powoływać się na fakt, iż właściciel znając swojego psa i zachowując się odpowiedzialnie potrafi ocenić kiedy kaganiec jest potrzebny a kiedy nie... Ale z tym jest niestety różnie. Na szczęście o ile się nie mylę to w sąsiednich gminach (Police, Dobra, Kołbaskowo) nie ma takiego zapisu (o kagańcu) - może więc chodzić na spacery tam - np. w okolice dawnej jednostki radzieckiej na Bezrzeczu - to już teren gminy Dobra i SM ze Szczecina nie ma nic do powiedzenia :) A swoją drogą - propozycja tej uchwały ma być omawiana na sesji 27 września - może by tak właściciele psów wzieli udział w dyskusji? Może uda się przekonać radnych, że jednak jazda na rowerze z psem na smyczy może nie stanowić dla nikogo zagrożenia i że psy mogą chodzić bez kagańca (oczywiście z zachowaniem zdrowego rozsądku). A karać owszem można i należy nieodpowiedzialnych właścicieli!
  10. [quote name='zielak']Kiedyś w Kurierze buł artykuł, w którym napisano, że administrator osiedla ma obowiązek do wyznaczania miejsca do wyprowadzania psa Poprosiłem wtedy aby pojawiały się mapki w gazecie z miejscami gdzie jakie osiedle ma takie miejsce no i czekam 2 lata. [/quote] A może tutaj poszukać rozwiązania... Na każdym osiedlu jest (przynajmniej w pobliżu) miejsce, gdzie ludzie chodzą na spacery z psem. I wybrać się do Rady Osiedla z propozycją utworzenia tam "psiego wybiegu". I drążyć temat na spotkaniach - w końcu nie jest nas (właścicieli psów) mało w mieście.
  11. [quote name='efra-husky']Marianna metoda kliekerowego szkolenia psa jest banalna. W skrócie polega ona na tym, że początkowo klikasz i dajesz nagrodę (1 klik=1 smakołyk) za każdy ruch psa (oczywiście taki jaki ty chcesz). Np. chcę żeby psiak nauczył się siadu; tak więc na początku bierzesz smakołyk do ręki i przesuwając rękę spod noska psa przenosisz nad głowę płynnym i wolnym ruchem. Gdy psiak usiądzie klikasz i dajesz smakołyk z ręki. Później wycofujesz smakołyk i końcem końców również klikanie. [/quote] Wbrew pozorom szkolenie klikerowe nie należy do łatwych. Owszem samo kliknięcie i podanie nagrody jest czysto mechaniczne, ale łatwiej jest szkolić tradycyjnie i to z kilku powodów: 1. Wzmocnienie ujemne (np. szarpnięcie) zawsze jest "pod ręką" a i prawie mamy pewność, że zadziała. Jak nie, to powtórzymy mocniejszym szarpnięciem. A z nagrodą nigdy nic nie wiadomo. Nie zawsze pies chce smakołyk - czasem naprawdę trudno trafić z nagrodą. 2. Przy bardziej skomplikowanych zachowaniach (np. aportowanie), trzeba dzielić je na mniejsze i ćwiczyć po kawałku. To też nie jest łatwym. 3. Kliker jest dodatkowym przedmiotem do obsłużenia. Czasem brakuje rąk. 4. Generalna zasada "klik = nagroda". A co jeśli przypadkowo klikniemy w niewłaściwym momencie? Też musimy nagrodzić i czasem trudno z tym się pogodzić. Że nie wspomnę o trudnej sztuce kształtowania. Uwierzcie, że nauczyć psa siadania czy warowania naprowadzaniem można spokojnie bez klikera. I to w ten sam sposób - pokazujemy smakołyk (piłeczkę, sznur czy cokolwiek innego) i wyciągniętą rekę przesuwamy nad głowę psa - jak usiądzie nagroda (smakołyk, zabawka). I po kilku powtórzeniach pies siada na widok wyciągniętej ręki. Zresztą to samo dotyczy większości ćwiczeń z zakresu PT - w końcu prawie wszystkie należą do kategorii "pies ma zająć jakąś pozycję końcową" - nawet przy aporcie chodzi o to, aby pies usiadł przed przewodnikiem z aportem w pysku. Jak go tego nauczymy (siedzenia z aportem), to później sam będzie wiedział co ma zrobić aby otrzymać nagrodę za... siad z aportem w pysku... Kliker jest niezwykle pomocny przy nauce zachowań (tzn. gdy nie jesteśmy w stanie podać mu nagrody we właściwym momencie - np. przy nauce skakania przez przeszkodę). Kliker jest właśnie takim "pomostem" - sygnalizujemy psu w ten sposób, że robi to o co nam chodzi i że zaraz dostanie nagrodę. W podanym przykładzie (nauka skakania przez przeszkodę) właściwym momentem do nagrodzenia psa jest chwila, gdy jest nad przeszkodą. Dokładnie ten moment. I kliknięciem zaznaczamy "prawidłowe wykonanie" i sygnalizujemy psu, że zaraz dostanie nagrodę. Przy prawidłowej nauce (odpowiednio dobranej nagrodzie) pies będzie sam z własnej woli skakał i wracał do nas po nagrodę. Nic więcej nie musimy robić tylko klikać i nagradzać. I na tym polega szkolenie klikerowe!
  12. [quote name='Aga&Bafi'] [quote name='Marmasza']Znam wiele miejsc, gdzie można spokojnie puścić psa luzem i nikt się nie przyczepi. [/quote] Może podasz lokalizację? Mysle ze takie info przyda sie szczecińskim psiarzom. 8) :wink: [/quote] Proszę bardzo: 1. Tereny w pobliżu Głębokiego (teren poligonu) - na lewo od drogi w kierunku na Wołczkowo. Tam jest naprawdę dużo miejsca :) 2. Na Pomorzanach tereny za wiaduktem na końcu Ruskiej. 3. W okolicach Twardowskiego - sam korzystam z placów po dawnych strzelnicach. 4. Wzdłuż nie używanych torów kolejowych (ale to tylko na spacer) od Santockiej do Tenisowej (to w pobliżu Ku Słońcu) - ale uwaga tu można natknąć się na lisa lub kozy. Ponadto przy dawnej stacyjce Szczecin-Pogodno i przy stacji Szczecin-Turzyn - nie ma tutaj za dużo miejsca, ale zawsze coś. I sądzę, że takich miejsc jest więcej - ja znam te, bo mieszkałem na Pomorzanach a teraz w pobliżu Turzyna. I co więcej jakoś nie widzę w Szczecinie miejsca na park bezsmyczowy. Może co najwyżej park pomiędzy Słowackiego a Niemierzyńską. I na koniec mojego udziału w dyskusji: zrozummy też Radnych i innych mieszkańców Szczecina - tych, którzy nie mają psów... W końcu ile psów w mieście jest zachipowanych (istnieje obowiązek a i chipowanie jest bezpłatne), ile szczepionych i ilu właścicieli płaci podatek od psów. Gdyby władze miasta oceniały liczbę psów na tej podstawie, to wyszłoby im, że jest ich około 2-3 tysięcy! Niestety jak już pisałem nasze psy są widziane przez pryzmat pogryzień oraz kup na chodnikach. Zanim zaczniemy coś wymagać, to proszę zacznijmy być w porządku wobec istniejących przepisów! Zachipujmy psiaka, zapłaćmy podatek, zaszczepmy go, prowadźmy na smyczy i sprzątajmy po nim. A potem możemy głośno domagać się praw dla naszego pupila! Mnie samego osobiście denerwuje (i zwracam uwagę ludziom), gdy wracając z porannego spaceru widzę jak ktoś beztrosko przygląda się jak jego psiak załatwia się na trawniczku komuś przed oknem. I nie mam dla takich usprawiedliwienia! PS. BM - jak chcesz działać według tej metody, to chętnie się przyłączę ale tylko wtedy, gdy sami zaczniemy piętnować nieodpowiedzialnych właścicieli, którzy "pracują" na złą opinię o psach (gryzą i srają na chodnikach).
  13. [quote name='dragonclub'] jak sobie wyobrazasz spotkanie nawet kilku psiakow o silnym instynkcie dominujacym(walka na 100%)[/quote] A jak sobie wyobrażasz takie spotkanie, jeśli te psy są puszczone luzem w parku, gdzie obok bawią się dzieci.... Nie o to w tym chodzi, oczywiście miejsc, gdzie można by (bezpiecznie dla psa!) wybiegać naszego pupila powinno być dużo więcej. Ponadto uważam, że wszelkie ograniczenia dotyczące wszystkich bez wyjątku psów są bez sensu - np. ja często zabieram swoją sukę do ogródkow-kawiarenek (chociażby jak dziecko chce zjeść loda podczas spaceru). Jeśli w takim miejscu nie mogę być z psem albo obsługa nie chce podać wody dla psa, to oni już na mnie nie zarobią. Co więcej (nie tylko w Szczecinie) nie mam z tym problemów. Ale z drugiej strony, jeśli pies nie umie się zachować w miejscu publicznym, to nie ma tam dla niego miejsca! Pamiętaj, że właściciel ponosi pełną odpowiedzialność za skutki zachowania psa! A na razie z tym jest niestety różnie - w podanym przez Ciebie przykładzie, to właściciele są odpowiedzialni za to aby nie doszło do walki. A jeśli tego nie potrafią, to ich psy [b]muszą być na smyczy i w kagańcu[/b].
  14. Prowdziłem korespondencję w tej sprawie z władzami Szczecina w 2003 roku, gdy ta uchwała miała wejść w życie. Argumentem urzędników była (i jest) statystyka - około 600 przypadków pogryzień rocznie. Są to przypadki zgłoszone i w większości dotyczą miejsc publicznych (parki, ulice). Natomiast ja również nie spotkałem się aby policja czy straż miejska "czepiała" się właścicieli psów. Jeśli pies jest na smyczy i idzie spokojnie przy właściecielu, to nikt nie karze mandatem za brak kagańca. Znam wiele miejsc, gdzie można spokojnie puścić psa luzem i nikt się nie przyczepi. Z doświadczenia wiem, że zarówno policjantów jak i straż miejską cechuje pewien zdrowy rozsądek, a poza tym zawsze można odmówić przyjęcia mandatu i dochodzić swoich racji w sądzie grodzkim. Z drugiej strony pamiętajmy, że wiele osób po prostu boi się psów. Może lepiej zorganizować się w miejscu zamieszkania i wspólnie z radą osiedli wygospodarować kawałek terenu na "psi wybieg". Ale pamiętajmy, że dla bezpieczeństwa naszych psów powinien on być ogrodzony! I nie puszcajmy luzem psów tam gdzie jest to niemile widziane (place zabaw dla dzieci, boiska czy alejki parkowe). Pokażmy mieszkańcom Szczecina i władzom miasta, że nasze psy mogą bezkonfliktowo żyć wśród ludzi, a dopiero później występujmy o prawa naszych pupili. Jak na razie psy są postrzegane przez pryzmat "kup na chodnikach" i pogryzień.
  15. Betty - nie bardzo rozumiem Twoje pierwsze pytanie. Czy masz na myśli naprowadzanie smakołykami i targetem? Jesli tak, to od razu odpowiadam, że smakołyki są nagrodą i nie powinny być używane do naprowadzania psa. Nagroda jest najbardziej skuteczna, gdy jest niespodzianką - pies nie powinien jej widzieć. Na kolejne pytania odpowiem od końca - ja nie używałbym targetu do nauki wysyłania do kwadratu. To zachowanie (a właściwie pozycję) najlepiej ukształtować - w końcu pies widzi kwadrat :) Natomiast jeśli chodzi o naukę wysyłania na odległość (a dokładniej naprzód, gdyż jeśli mamy określony cel, do którego pies ma podejść, to target jest zbędny) - ja uczę psa najpierw z małej odległości podchodzenia (dobiegania) do targetu. Każde dotknięcie nosem targetu jest zaznaczane kliknięciem (ale nagrodę podaję z ręki jak pies wróci do mnie). Później stopniowo zwiększam odległość a następnie ćwiczymy różne odległości. W tym czasie nie używam żadnych komend i sygnałów. Chodzi o wpojenie u psa odruchu biegnięcia i dotknięcia targetu (zabawa polega na tym, że pies biega do targetu, ja klikam i pies wraca do mnie po nagrodę - ja w czasie, gdy pies biegnie do targetu, mogę zmienić pozycję). Jak to mamy opanowane to wprowadzam sygnał ręką (wskazuję target) i nagradzam tylko wtedy, gdy wskazałem target (zachowanie bez sygnału pozostaje zignorowane). Następnie najtrudniejsze zadanie - stosuję sygnał ręką bez targetu (pies na początku i tak pójdzie naprzód i zacznie "szukać" targetu). Problem w tym aby kliknąć zanim pies się zestresuje brakiem targetu. Później klikam różne "odległości". I na koniec komenda np. "naprzód" ze wskazaniem kierunku ręką. Gdy wprowadzam komendę, to przestaję klikać.
  16. Uczenie targetowania ma dwa cele: 1. Jest pożytecznym ćwiczeniem, które ułatwia naukę nowej techniki szkolenia. Pożytecznym gdyż i pies i przewodnik uczą się metody na "czymś nowym", to nauka nie jest obarczona dotychczasowymi doświadczeniami i przebiega szybciej. 2. Targetowanie jest pożyteczne przy tzw. naprowadzaniu, które jest jedną z technik szkolenia klikerowego. Naprowadzanie polega na "prowadzeniu" psa na określoną pozycję. Ale bezkontakowo! I tutaj właśnie potrzebny jest "target". Przykładem może być naprowadzanie psa na właściwą pozycję przy nodze przewodnika po komendzie "do mnie". W trakcie nauki "prowadzimy" psa trzymając target przed jego nosem... Targetowanie również ułatwia naukę wielu innych komend, których celem jest "wysyłanie" psa do określonego miejsca, w którym początkowo umieszczamy target.
  17. [quote name='Azir'] Z tej książki raczej się nie dowiesz, co robić gdy Twój pies szczerzy kły na Twoje dziecko.[/quote] Ja znam tylko jedną książkę, z której można się tego dowiedzieć i jest ten temat poważnie i rzetelnie potraktowany: "The Canine Aggression Workbook" autorstwa James'a O'Heare, ale ta pozycja na pewno nie jest dla początkujących...
  18. Masz rację Azir - warto zakończyć rozważania. Ale na koniec zaproponuję, abyś zapoznała się "Napierw wytresuj kurczaka" i sama osądziła czy ta "biblia klikerowców" jest o szkoleniu klikerem.
  19. [quote name='Azir']A ja niestety spotkałam się kiedyś z sytuacją, kiedy rodzice byli wyselekcjonowani, szczeniak wybrany, przetestowany a jednak jego psychika okazała się jednak nie taka. Pisałam o tym wyżej, nie chcę się powtarzać.[/quote] Coś jednak musiało zawieść :cry: Albo selekcja rodziców (coś przeoczone lub hodowcy coś zataili) - niewłaściwy test lub niewłaściwie przeprowadzony - późniejsze wychowanie? [quote name='Azir']No dobra. Marmasza, zakładam, że do domu trafia szczeniak ''idealny" :wink: . I co, sądzisz że przy nieumiejętnym postępowaniu nie wyrośnie on na wariata? Bo jest taki idealny że ''sam umie rozwiązywać problemy''? Mimo tego, że jego pan n ieświadomie robi wszystko żeby idealny nie był?[/quote] No cóż - zepsuć charakter szczeniaka nie jest łatwo. Tzn. można oczywiście coś popsuć (np. stosunek do innych psów czy dzieci) ale... jest to dość łatwym do naprawienia. W każdym razie łatwiejsze niż np. odwrażliwianie lękliwego psiaka czy walka z wrodzoną skłonnością do zachowań agresywnych. [quote name='Azir']Następna sprawa: Jaką książkę polecacie dla początkującego dogomaniaka? Bardzo ciekawi mnie Wasze zdanie, bo skoro ta niedobra :-? ?...[/quote] Ja osobiście polecam książeczkę Karen Pryor "Najpierw wytresuj kurczaka", która jest o tym jak można wychowywać i szkolić zwierzęta i ludzi. Naprawdę warta polecenia, gdyż zamiast porad typu "jak nauczyć tego czy owego" autorka omawia ogólne zasady "manipulowaniem" zachowaniem (podając liczne przykłady) oraz daje sporo praktycznych uwag jak poradzić sobie z najczęściej spotykanymi nawykami. Nie banalnym jest fakt iż pisze prostym przystępnym językiem oraz "do ludzi" - wyraźnie daje do zrozumienia, że te metody każdy jest w stanie opanować. Do tego z czystym sumieniem mogę poradzić wspominaną przeze mnie "Pies-człowiek". Tym bardziej, że jest ona napisana z pozycji zwykłego posiadacza psa (nie hodowcy i nie szkoleniowca) a ponadto poświęcona głównie komunikacji z psem. Ale obawiam się, że obydwie pozycje nie tylko są mało popularne ale również trudno dostępne :(
  20. [quote name='Azir'] Rety, Marmasza, powiedz, gdzie można zakupić takiego rodzinnego psa? :) Teoria teorią a praktyka niestety pokazuje co innego. Sam pisałeś, że najważniejszy jest wybór odpowiedniego szczeniaka. Niestety, uważam, że jest to niezwykle trudne zadanie, nawet dla bardzo doświadczonego psiarza. [/quote] Skąd? Z dobrego domu i po "dobrych" rodzicach :) A tak na poważnie... Kilka dni temu wpadła mi w ręce książeczka "Pies i człowiek" autorstwa Michaela Fleischera. Ogólnie mówiąc jest ona poświęcona komunikacji pomiędzy psami a ludźmi (i odwrotnie). Ale autor poświęca cały rozdział problemowi wyboru odpowiedniego psa (szczeniaka) podając nie tylko przykład pewnego testu na charakter szczeniaka ale również... rodzaj scenariusza rozmowy z hodowcą. Podając przy tym na co należy zwrócić uwagę podczas wizyty u hodowcy. Jednym z zaskakujących dla mnie elementów jest uwaga, iż w przypadku gdy hodowca nie chce nas przyjąć, nie pokazuje suki lub trzyma sukę na smyczy, to należy od razu się pożegnać i nie brać pod uwagę szczeniąt z tego domu (hodowli). Takich uwag jest o wiele więcej...
  21. [quote name='Azir'] Zresztą te pies bronił miski, tylko w takiej sytuacji ugryzł dziecko. Ja przede wszystkim nauczyłabym dziecko, aby nie przeszkadzało psu w jedzeniu. Ja mam dwa bardzo spokojne psy, ale naprawdę nie chciałabym aby w czasie gdy jedzą dziecko wkładało im ręce między miskę a pysk. Zgadzam się z Marmaszą, że pies do domu gdzie jest dziecko powinien być psem rodzinnym, ale to nie znaczy, że można takiemu wydłubać oko, czy ciągnąc za ogon.[/quote] Dwie sprawy: 1. Pies rodzinny, moim zdaniem, nawet w wieku sześciu miesięcy powinien umieć "rozwiązywać" sytuacje konfliktowe bez używania przemocy. To jedno, a drugie to fakt iż powinien zdawać sobie sprawę (cokolwiek to znaczy z punktu widzenia psa) iż dziecko nie stanowi dla niego tak naprawdę zagrożenia. Zawsze może odejść od dziecka. Ale to tylko moje zdanie i w praktyce uczę psa takiego zachowania. 2. Pilnowanie miski (o czymś podobnym pisał M@d w innym topiku). Co ciekawe do konfliktu (ataku) nie dochodzi podczas jedzenia, ale podczas oczekiwania na podanie miski. Miska stoi na stole a pies czeka - nie wiadomo jak długo. Z tego wynika, że pies nie umie grzecznie oczekiwać na podanie jedzenia. Ja w takiej sytuacji zalecam metodę "zapracowania na michę" - przygotowując Maszy jedzenie nie zwracam na nią uwagi do czasu gdy zbytnio nie "plącze się pod nogami". W takim przypadku zdecydowanie odsyłam ją "na miejsce". Po przygotowaniu wydaję psu jakąś komendę (siad, waruj) i po wykonaniu komendy stawiam miskę, ale nie zwalniam psa z pozycji. Po czym odwracam się od miski i psa i przez chwilę zajmuję czymś innym (3-5 sekund) - w tym czasie Masza patrzy na mnie (co prawda czasem zezuje na miskę). Dopiero jak wyraźnie wskażę jej miskę i powiem "proszę", to psica idzie i zaczyna jeść. Jest to taki nasz domowy rytuał. I uwaga - w czasie gdy Masza czeka inni domownicy swobodnie (czasem) krążą po kuchni. Ale jak pies je, to nikt mu nie przeszkadza. Może warto aby Ewella (czy każdy kto ma kłopoty z psem w tym zakresie) zastosował zbliżoną metodę. Ale nie według zasady - trzymam michę i czegoś wymagam od psa, ale wydaję psu komendę, stawiam miskę i później zezwalam psu jeść. Można przy okazji przekonać się "na co patrzy pies" - na przewodnika czy miskę?
  22. Nie zamierzałem komentować akurat tej pozycji (chodzi o książkę "Mądrzejsze niż myślisz") gdyż mam wobec poglądów autora mieszane uczucia. Ale Twa1001 ma w jednym niewątpliwie rację - nie jest to książeczka do przeczytania w jeden wieczór (acz objętość wskazuje na taką możliwość). Lektura bardzo wymagająca :D Ponadto zawierająca moim zdaniem wiele bardzo trafnych rad i zaleceń.
  23. Twa1001 - zapomniałeś dodać, że nie każdy pies nadaje się do roli stróża i obrońcy. Ponadto - co by się stało, gdyby Twoi goście jednak się "poruszyli"? Jesteś pewien, że pies niezależnie od tego co by się działo spokojnie czekał na Twoje nadejście. A gdyby ktoś "zapragnął" poderwać się gwałtownie i pobiec do Ciebie aby... przypomnieć, że on nie pija kawy tylko herbatę? I jeszcze: w TD nie odpowiada mi przede wszystkim opozycja psa wobec człowieka czyli pogląd jakoby pies miał "potrzebę" dominacji (inaczej: podporządkowania sobie) człowieka. Otóż moim zdaniem (i nie tylko) pies w naturalny sposób podporządkowuje się człowiekowi. W "naturalny" gdyż jest zwierzęciem udomowionym! A ta cecha (uległość wobec człowieka) jest podstawowym wyróżnikiem stopnia udomowienia. A więc pies ma naturalną cechę "podporządkowania się człowiekowi" ale... należy wspomnieć o dwóch warunkach "brzegowych": 1. Badania i obserwacje dowodzą, że szczenięta, które w okresie pomiędzy trzecim a siódmym tygodniem życia (chodzi o okres od 18 do 41 dnia życia) [b]nie miały[/b] wystarczającego kontaktu z ludźmi w późniejszym życiu mają problemy z nawiązaniem właściwej więzi emocjonalnej z człowiekiem. Stronią od ludzi i pozostają wobec nich nieufne. I praktycznie nie da się tego odwrócić (tzn. wszelkie działania wobec takich psów przynoszą jedynie połowiczne skutki). 2. Ponadto w okresie pomiędzy 9 a 12 tygodniem życia szczeniak kształtuje "swój model przywództwa". Może to być "człowiek-przewodnik" albo "pies-przewodnik" w zależności od tego, kto będzie wprowadzał szczeniaka "w świat". 3. Są ludzie, którzy nie znając i nie rozumiejąc psich potrzeb i psiego sposobu komunikacji, nieświadomie (bo gdyby robili to świadomie, to należałoby natychmiast zgłosić to do prokuratora jako "znęcanie się nad zwierzęciem") postępują tak aby "wyprowadzić psa z równowagi". Czyli ignorują psie potrzeby (bo ich nie znają), ignorują (z powodu nieznajomości) wczesne psie sygnały "ostrzegawcze" i co więcej "uczą" psa mnóstwa złych nawyków (zwłaszcza w okresie gdy jest szczeniakiem). Skutkiem tego są późniejsze zachowania psa, które ja określam "zdobywanie korzyści po najmniejszej linii oporu". Pies po prostu wymusza pewne zachowania człowieka gdyż to przynosi mu korzyść. Ale nie jest to kwestia "przywództwa" ale zwykłe "rozbójnictwo". I na koniec - ja wychodzę z założenia, że nie mam co się przejmować kwestią przywództwa w układzie pies-człowiek. Mój pies doskonale wie czy jestem dla niego "przewodnikiem" czy też nie. Jestem gdy on mnie za takowego uważa - w przeciwnym przypadku nie będę niezależnie od tego co będę robił :) A uzna mnie za "przewodnika" jeśli będę postępował logicznie (w jego przekonaniu) i konsekwentnie, będę zapewniał mu spełnienie jego potrzeb oraz zapewnię mu bezpieczeństwo (jak to pogodzić z obronną funkcją psa). W takich warunkach (które ja zapewniam) pies może "być psem", tzn. cieszyć się z każdej chwili jego psiego życia.
  24. Twa1001 - do Twego nie zgadzania się ze mną przywykłem - i nawet polubiłem, gdyż daje to rzadką możliwość ponownego przemyslenia i uporzadkowania pewnych poglądów. Zresztą my się "nie zgadzamy" programowo - Ty wyznajesz teorię dominacji w układzie pies-człowiek, ja neguję istnienie jej podstawowego "atrybutu" - próby (czy chęci) dominowania psa wobec człowieka. A teraz do rzeczy - dla mnie na miano "psa rodzinnego" zasługuje tylko pies bezpieczny dla otoczenia [b]zawsze i wszędzie[/b], a więc pies, który ma "zakodowane", że wobec człowieka nie używa się zębów. Koniec. Niestety psy szkolone na obronę użytkową (gdyż obrona sportowa wyklucza stosowanie zębów wobec człowieka - celem psa jest rękaw a nie ręka pozoranta) nie mają takich hamulców. Czyli może zdarzyć się sytuacja, w której pies zaatakuje. Owszem można się sprzeczać i podać przykład innych psów, które atakują a nie były szkolone, ale takie przykłady nie mają nic do rzeczy. Każdego psa można doprowadzić do stanu, w którym uzna atak (i kąsanie) za jedyne wyjście. Ale spokojny zrównoważony pies będzie przede wszystkim szukał możliwości "bezkolizyjnego" wycofania się z sytuacji konfliktowej. I dopiero wobec braku takiej "możliwości" może podjąć inne działania obronne. Pies szkolony na obronę zareaguje w takiej sytuacji automatycznie, tak jak był nauczony. Podam prosty przykład sytuacji, której byłem świadkiem - na wybiegu dla psów był człowiek z psem-owczarkiem niemieckim. Pies ten przeszedł szkolenie obronno-stróżujące (ale nie sportowe tylko użytkowe), nawiasem mówiąc zachowywał się spokojnie i widać było, że jest posłusznym, zrównoważonym psem. Jego przewodnik położył na ławce swoją torbę i odszedł z psem. W międzyczasie na tej samej ławce pewna kobieta położyła również swoją torebkę i również odeszła. Pan wrócił z psem i trzymając go na smyczy rozmawiał z inną osobą stojąc jakieś dwa-trzy metry od ławki. W pewnym momencie do ławki podeszła kobieta i chciała wziąć swoją torebkę. Pies zaatakował natychmiast, gdy kobieta wyciągnęła rękę w kierunku ławki. Szarpnięcie psa zaskoczyło przewodnika i pies zdołał doskoczyć i uderzyć kobietę (na szczęście był w kagańcu). Czy ktoś jest winny tej sytuacji? I druga sytuacja, której byłem świadkiem - spacerujący z psem w parku mężczyzna zasłabł. Usiadł na ławce i poprosił przechodzących obok ludzi o wezwanie pogotowia. Niestety przed przyjazdem pogotowia (a karetka była po kilku minutach) mężczyzna stracił przytomność. I pojawił się poważny problem, gdyż pies "zaczął bronić" swego pana. Nie pozwalał nikomu podejść i co więcej sam nie odbiegał od ławki. Na szczęście sytuację uratował inny "psiarz", który znalazł się w tym miejscu przypadkowo ze swoim psem i którego "obrońca" znał (z jego słów wynikało że pies był szkolony na obronę). Pies dał się odprowadzić na bok i lekarz mógł podjąć akcję ratunkową. Na szczęście mężczyznę udało się uratować... I z drugiej strony - pies może być (i niewątpliwie jest) towarzyszem zabaw dla dziecka. Ale jeśli chodzi o opiekę to nie zgodzę się z Tobą. To dziecko po osiągnięciu pewnego poziomu dojrzałości może opiekować się psem (do tego czasu oboje potrzebują opieki), ale pies nigdy nie będzie w stanie zaopiekować się dzieckiem. To przekracza jego możliwości zarówno psychiczne jak i fizyczne. Pies może owszem "chronić" dziecko, ale w tej roli jest najczęściej nieprzewidywalny i po prostu niebezpieczny. Tylko pies, który podporządkowuje się dziecku (a to znaczy, że dziecko kontroluje jego zachowanie) może bezpiecznie (dla otoczenia) towarzyszyć dziecku. Dla mnie opieka psa nad dzieckiem należy do najczęstszych mitów i legend rodzinnych (a i niestety medialnych). Mam dzieci i mam psa - wiem o czym piszę.
  25. [quote name='Azir']Witaj Ewella! Zachowanie psa jest niepokojące, więc musicie działać jak najszybciej. Często ludziom wydaje się, że pies nie powinien ugryźć dziecka. Że pies atakujący dziecko to zły pies, a jak zły to należy go oddać, wyrzucić, uśpić etc. Tu chciałam od razu powiedzieć, że uważam, że oczywiście pies nie powinien gryźć dzieci ani rzucać się na kogokolwiek, ale jeśli tak robi, to najczęściej jest to spowodowane przez błędy wychowawcze. [/quote] Pozwól Azir, że wyrażę nieco inne zdanie. Długo zastanawiałem się nad udziałem w dyskusji na ten temat, ale jednak zdecydowałem się zabrać głos. Otóż moim zdaniem [b]pies rodzinny[/b] (a wydaje mi się, że za takiego Ewella uważa swojego Medala) absolutnie nie powinien mieć skłonności do używania zębów wobec ludzi. Od razu dodam, że "pies rodzinny" oznacza dla mnie psa-towarzysza żyjącego wśród ludzi, bawiącego się z dziećmi. Takiego, którego można zabrać ze sobą na spacer z dzieckiem, odwiedzić znajomych, itp. Medal już nie jest szczeniakiem - stał się psim "podrostkiem", który powinien mieć wpojone (i [b]wrodzone[/b]) określone wzorce zachowań socjalnych. Pies w tym wieku nie powonien używać zębów wobec domowników (a i innych ludzi również). Pies, który ugryzł raz może to zrobić ponownie - on "nie widzi" w tym nic niestosownego i co gorsza nie ma naturalnych (wrodzonych) zahamowań pod tym względem. Ja poważnie zastanowiłbym się nad dalszym trzymaniem takiego psa. Oczywiście duże znaczenie ma wychowanie psa, ale decydują przede wszystkim wrodzone predyspozycje. Niestety wiele osób nie potrafi i nie chce wziąć tego pod uwagę przy wyborze szczeniaka. Co gorsza wciąż u nas w kraju pokutuje przeświadczenie, że pies ma być namiastką broni - ma obronić nas przed chuliganem, pilnować naszego majątku, itd. Pies - obrońca i stróż - taki stereotyp wciąż obowiązuje w naszym społeczeństwie. I takie psy są hodowane - psy mające skłonność do używania zębów. Psy spełniające funkcje obronno-stróżujące. A ja uważam, że pies ma być przede wszystkim towarzyszem człowieka. Wybierając szczeniaka do mojego domu zwracam przede wszystkim na jego "łagodność". Szczeniak, który broni się przed wzięciem na ręce (gryząc) albo który broni zabawki (nie chce jej oddać i próbuje gryźć) jest dyskwalifikowany jako pies rodzinny. Owszem może być doskonałym obrońcą i stróżem - ale w takim przypadku należy obcując z nim zachowań odpowiednie środki ostrożności - taki pies jest właśnie namiastką broni. Nikt rozsądny nie pozwoli dziecku bawić się nabitym (choć zabezpieczonym) pistoletem... Przepraszam za gorzki ton wypowiedzi, ale zbyt często właśnie dzieci są ofiarami naszego potocznego rozumienia "funkcji" psa. A winę ponoszą przede wszystkim ci, którzy dopuszczają do rozmnażanie takich właśnie (skłonnych do zachowań agresywnych) osobników i co gorsza nie raczą przekazać tej informacji potencjalnym nabywcom szczeniąt.
×
×
  • Create New...