-
Posts
692 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by Marmasza
-
I tutaj jest wytłumaczenie zachowania suki. Kolega się z nią bawi a rzadkie spotkania silnie wzmacniają zachowanie (skakanie i radość). Gdybyście spotykali się często, to spowszedniało by to suce i jej radość byłaby mniejsza. Jeśli takie zachowanie suki nie odpowiada Ci, to możesz ją nauczyć żeby np. na powitanie grzecznie siedziała.
-
Ostatnim miejscem na "leczenie" psa ze skłonności do zachowań agresywnych jest plac szkoleniowy (i szkolenie grupowe w zakresie PT) i to z kilku powodów. Najważniejsze z nich to: 1. Pies z takimi problemami łatwo się pobudza w obecności innych psów. A praca z pobudzonym psem mija się z sensem. Pies nie reaguje na polecenia przewodnika, niepotrzebnie się stresuje, ma złe skojarzenia z placem. 2. Pobudzony pies źle wpływa na inne - jeden taki szarpiący się i szczekający psiak skutecznie utrudnia życie całej grupie. Dobrzy instruktorzy w takiej sytuacji oddzielają takiego psa od grupy - pracuje w pewnym oddaleniu, ale instruktor się nie rozdwoi - może albo pracować z grupą albo indywidualnie. Dobrym rozwiązaniem mogą być indywidualne zajęcia - ale są dużo droższe. Poza tym temu psu prawdopodobnie nie potrzeba szkolenia ale terapii. To trochę tak jakby zaproponować "zajęcia z musztry" dla dziecka, które ma problemy z nadpobudliwością (albo choremu na nerwicę). Dziwię się, że najczęstszymi radami w podobnych przypadkach jest "idź na szkolenie" - szkolenie jest dla psów zrównoważonych (może nieposłusznych ale bez problemów z psychiką) - jak sama nazwa wskazuje ich celem jest nauczenie psa pewnych (najczęściej ściśle określonych) zachowań i przygotowanie do egzaminu (czy to PT czy inne). Nie ma nic wspólnego z terapią, a ten pies potrzebuje terapii...
-
Proszę zwrócić uwagę na silny samonagradzający (dla psa) rezultat takiego zachowania (kradzież jedzenia). Pies instynktownie szuka żarcia - próbuje je zdobyć i czasem mu się udaje. Nagroda pojawia się sporadycznie i tym samym ma silne działanie wzmacniające. Już tak jest, że nieregularnie pojawiająca się silna nagroda bardzo wzmacnia zachowanie psa (czasem wystarczy jedna próba zakończona zdobyciem ekstra nagrody aby pies ponawiał zachowanie). Karanie odniesie niewielki skutek. Pies szybko nauczy się unikać kary (a motywację ma!) i każda udana próba tylko utwierdzi go w przekonaniu, że warto ryzykować! Proponuję jeszcze jedną metodę "oduczenia" psa kradzieży: Uczymy go siedzenia w określonym miejscu podczas przygotowywania jedzenia przez nas (lub innych domowników) - na przykład przy drzwiach kuchni. I nagradzamy to grzeczne siedzenie. Przy czym nagradzamy smakowity kąskiem z tego co jest przygotowywane. I robią to różne osoby. Pies uczy się, że opłaca mu się czekać grzecznie! Owszem skutkiem ubocznym jest pies "asystujący" kucharzowi (kucharce), ale w efekcie otzrymujemy psa, który będzie siedział w kuchni i "pilnował" kawał schabu na blacie czy stole. U mnie to działa! Masza otrzymuje (czasem) smaczne kąski za grzeczne siedzenie w kuchni. I gdy na blacie szafki stygnie jej żarcie, to suka siedzi i "pilnuje". Od czasu do czasu cichym skomleniem "przypomina o swoim istnieniu" i nic ponadto. Wie, że nagroda "przyjdzie" jak będzie siedzieć i o to chodzi...
-
Ja dodam tylko, że "zdobywanie" pozywienia u psów jest instynktowne. Jest w zasięgu, pachnie, to bierze i nie myśli o konsekwencjach. Flaire ma rację - jeśli nie dopuścimy aby pies "nauczył się" wskakiwać łapami na stół czy blat szafek, to jest szansa, że nie sięgnie tam jedzenia. Dla mnie jedynym rozwiązaniem, gdy pies już kradnie jedzenie jest NIE ZOSTAWIANIE JEDZENIA W ZASIĘGU PSA. Czyli zamykamy drzwi do kuchni; Czyli nie zostawiamy niczego na stole czy blacie szafek; Czyli nie zostawiamy psa bez opieki w pobliżu jedzenia. Owszem można by spróbować z ukaraniem za kradzież. Ale musi to być natychmiastowe nieuchronnei niestety bardzo nieprzyjemne dla psa. Być może specjalnie spreparowane "pożywienie" np. z kawałkiem ostrej przyprawy w środku. Być może małe łapki na myszy ustawione na stole (mogą nieźle wystraszyć psa a i przyszczypnąć łapę). Ale obawiam się, że to tylko zmobilizuje go do większej pomysłowości w omijaniu przeszkód. Dlatego polecam - nie dajemy okazji do kradzieży. Z czasem może to zachowanie zaniknie (brak nagrody - brak motywacji - brak chęci do działania).
-
Napisz jeszcze jak to zrobić :) Bo rady Fishera mnie nie przekonują (te o łóżku, jedzeniu i drzwiach). Szczególnie ta o drzwiach: "Przy wychodzeniu z domu każdą próbę przepchnięcia się przed właściciela należy ukrócić lekkim stuknięciem drzwiami w psi nos - to szybko nauczy go właściwego zachowania." (Okiem psa - wydanie I str. 34). Znam inne równie skuteczne sposoby na nauczenie psa, że ma przepuścić nas w drzwiach - nie muszę go stukać w nos :) Inną (na tej samej stronie) jest: "Przepędzamy psa z naszej drogi, kiedy utrudnia nam poruszanie się po domu." Ciekawe jak jeśli bez użycia siły... I co ma to wspólnego ze stosunkami w wilczym stadzie? Wyobrażam sobie sytuację, gdy alfa wstaje i rusza, a wszystkie wilki zrywają się i odskakują na boki :) Nic z tego, alfa wstaje i delikatnie omijając śpiące osobniki przechodzi... A jeśli chodzi o radę z drzwiami - na szczęście dla wilczych nosów w lesie nie ma drzwi...
-
Jeśli suka na treningach agility jest ożywiona i zainteresowana zajęciami, to tutaj szukałbym odpowiedzi... I wydaje mi się, że problem jest w Tobie (a raczej w Twoim zaangażowaniu w zajęciach psa). Tajga pewnie jest psem, który szybko nudzi się wyszukiwaniem sobie rozrywek a inne psy jej nie bawią. To taki typ "nudzi mi się, zajmij się mną"... Proponuję abyś zrobiła (dla siebie) zestawienie "co robię na treningu agility" i "co robię na spacerze z psem". A potem zastanów się nad różnicami w Twoim zachowaniu... Powodzenia!
-
U mnie karmienie psa jest rytuałem (nawet jeśli do michy trafia sucha karma): generalnie micha jest pusta, gdy nadchodzi pora karmienia (albo suka okazuje, że jest głodna) mówię do niej "chcesz jeść" i biorę miskę. Napełniam ją (jeśli trwa to dłużej, to Masza grzecznie siedzi obok) i staję z miską w ręku. Suka ma w tym czasie siedzieć (i siedzi, bo wie, że dopiero wtedy micha znajdzie się w jej zasięgu) - jeśli za wcześnie wstanie to zabieram michę (trzymam miskę i bez słowa czekam aż usiadzie). Stawiam michę na podłodze, mówię "proszę" i odchodzę. Kilkanaście minut później (jak suka skończy jeść) sprzątam resztki (jeśli nie zje, to i tak zabieram michę). Do następnego karmienia mich jest pusta! Jedynym wyjątkiem jest poranne karmienie jak idę do pracy. Suka po porannym spacerze idzie jeszcze spać a ja sypię jej trochę suchej karmy do miski i wychodzę do pracy. Ona zjada to później jak zostaje sama w domu. Ale nie sądzę, żeby myślała o karmie spadającej z nieba. Poza tym sporą dawkę żarcia (tak mniej więcej 1/4 dziennej racji) dostaje w formie nagród. To nie mało a pochodzi z mojej ręki. Z drugiej strony - u nas nie ma "nic za darmo" - na wszystko suka musi zasłużyć (ale ta uwaga jest u Fishera w "Okiem psa"). Bawimy się piłką, to przynosi mi piłkę, ma ją oddać i grzecznie usiąść. Dopiero wtedy będzie ponowny rzut. Bawimy się w przeciąganie, to na komendę "puść" ma puścić kółko. Dalszy ciąg zabawy po grzecznym np. warowaniu. Każda okazja jest dobra do ćwiczenia podstawowych umiejętności psa. Nawet zabawa z innymi psami jest nagrodą za np. grzeczne wysiedzenie przez 20 sekund (dopiero wtedy spuszczam ją ze smyczy). Generalnie nasza współpraca opiera się na zasadzie: "poprawne zachowanie = nagroda", ja stwarzam suce okazję do zdobycia nagrody (którą jest wszystko co sprawia jej przyjemność) a ona jeśli chce z niej skorzystać, to musi "zapracować".
-
Owszem jest to możliwym przy zastosowaniu wzmocnienia dodatniego (nagradzanie właściwego zachowania). Problem tylko w znalezieniu właściwej motywacji (nagrody). To pies decyduje co jest "tą właściwą". Dla mojej suki są takie dwie rzeczy: piszcząca piłeczka oraz ciasteczka wątrobiane. Problem z uciekającymi psami (nie przychodzącymi na zawołanie) jest dwojakiego rodzaju: 1. Przywołanie oznacza dla psa koniec przyjemności (nagroda jest mało atrakcyjna) - w ten sposób nieświadomie wygaszamy przychodzenie na zawołanie - pies się ociąga i niechętnie do nas przychodzi. 2. Sami nieświadomie zepsuliśmy komendę. Czasem zbyt wcześnie przechodzimy na wyższy poziom wymagań. Pies wykonuje komendę na placu szkoleniowym lub pustym polu i nagle stosujemy ją w sytuacji, gdy rozproszenia są duże (zabawa z innymi psami, wywęszył coś ciekawego) i pozwoliliśmy aby jej nie wykonał - to wystarczy aby bodziec (komenda) został osłabiony. Taka komenda z czasem staje się psu obojętna. Ja osobiście stosuję komendę "do mnie" tylko wtedy gdy mam pewność, że zostanie wykonana (tak manipuluję sytuacją aby pies nie miał innej możliwości). Gdy mam wątpliwości, to albo nie spuszczam psa ze smyczy, albo nie wołam go, tylko czekam na okazję... żeby mnie posłuchał. Wymaga to ogromnej cierpliwości, ale się opłaca - Masza słysząc "do mnie" pędzi na złamanie karku - i zawsze jest sowicie nagradzana (najczęściej szaloną zabawą piłeczką na sznurku). Jak widzicie z reguły na spacerze mam przy sobie przynajmniej dwie zabawki dla psa (piszcząca piłeczka, która jest "ostatnią deską ratunku", oraz piłka na sznurku). Często ponadto mam smakołyki, którymi nagradzam spokojne ćwiczenia (typu chodzenie na luźnej smyczy, siad i waruj, zostań). Pies na spacerze jest ze mną (a nie obok). To ja stanowię główną atrakcję dla psa. To ja się z nim bawię, mam coś dobrego. I pies nigdy nie wie co go spotka (piłka, smakołyk, pochwała słowna) - to jest niespodzianka. A psy uwielbiają przyjemne niespodzianki :)
-
Ja niestety nie napiszę jak się zachowuje pies-dominant - sam jestem tego ciekaw. Natomiast jeśli chodzi o pierwszą część wypowiedzi - to owszem można spokojnie psa wychowywać bez fisherowych zaleceń. Ale dodam - to właściciel określa "ramy" w jakich porusza się pies - czyli co mu wolno a czego nie. Kluczem do wychowania psa są dwa pojęcia: 1. Kontrola zasobów. 2. Poddawanie zachowań kontroli bodźców. Pierwsze oznacza, że wszystko czego pies potrzebuje "do szczęścia" pochodzi od przewodnika (jedzenie, zabawa, itp). Drugie jest pojęciem psychologicznym i oznacza "posłuszeństwo"- i nie chodzi tutaj o samo wyuczenie się danych zachowań przez psa, ale o zagwarantowanie ich wykonania w chwili podania sygnału (bodźca). Stosując odpowiedni trening oraz właściwą motywację na pewno dojdzie się do właściwych wyników. Tylko należy uważać na jedno - nie należy porównywać naszego psa z innymi, ale z nim samym sprzed jakiegoś czasu - tylko wtedy widać postępy jakie robi.
-
Oczywiście, że sie tego nauczyła. Wydaje mi się, że piszemy o tym samym, tylko ty przypisujesz psu typowo ludzkie myślenie. A że pies będzie robił dokładnie to co JEMU się opłaca to oczywiste - polecam książkę Johna Fishera "Dlaczego mój pies...?". A dlaczego sądzisz, że przypisuję psu ludzkie rozumowanie? Napisałem: Doświadczenie psu podpowiada, że w tej sytuacji OPŁACAŁO MU SIĘ (bo człowiek nagrodził a więc wzmocnił) TAKIE ZACHOWANIE. I z tego powodu a nie z jakichkolwiek innych POWTARZA to zachowanie. I jeśli człowiek znowu nagrodzi (wzmocni), to pies tym bardziej będzie powtarzał. Proponujesz mi Fishera a ja zaproponuję Ci lekturę trochę poważniejszych dzieł jak Skinnera (psycholog, którego prace dały początek behawioryzmowi - to właśnie on podał definicję warunkowania instrumentalnego), prof. Sadowskiego "Biologiczne mechanizmy zachowania się ludzi i zwierząt" (gdzie jest bardzo dużo informacji jak uczą się zwierzęta). Z łatwiejszej lektury polecam niedawno wydaną w Polsce książeczkę Karen Pryor "Najpierw wytresuj kurczaka", w której w przystępny sposób przedstawia warunkowanie instrumentalne i podaje sposoby jak można pozytywnie wpłynąć na zmianę zachowań u zwierząt.
-
I jeszcze jedno: A dlaczego nie powiesz, że sunia robi to, czego się nauczyła :) Nauczyła, że takie zachowania się jej opłacają. Doświadczenie podpowiada, że to zachowanie przyniesie korzyść i właśnie to korzystne dla niej zachowanie oferuje. Obie strony odnoszą korzyść - i pies i człowiek. Pies WSPÓŁPRACUJE ze mną, gdyż odnosi z tego KORZYŚCI.
-
A dlaczego nie: po prostu nauczyć właściwego zachowania w określonych sytuacjach?
-
Paula_13, proszę wytłumacz mi jak rozpoznać psa, który dominuje nad właścicielem. Bo ja naprawdę tego nie mogę zrozumieć.... Jeżeli czytać Twoje uwagi, to mam strasznie dominującą sukę gdyż: 1. Jak tylko ma możliwość to ładuje się do łóżka. Ale... mój synek może wtedy traktować ją jak poduszkę. Suka cierpliwie znosi wszystko :) 2. Suka dostaje żarcie po naszych posiłkach. Podczas gdy my jemy siedzi w pobliżu i czeka czy aby coś dobrego jej się nie dostanie (a dostaje się, gdyż dzieciom coś od czasu do czasu spada z talerza na podłogę). 3. Ulubiona zabawa suki to szarpanie sznurka lub gmowego kółka. Robi to z całym zaangażowaniem i często ciągnie z całej siły. Ale na komendę "puść" natychmiast puszcza i siedząc czeka na dalszą zabawę. 4. Rzucanie piłki - suka stara się rzuconą piłkę złapać w powietrzu. Później jest radosna "runda honorowa". Jeśli ktoś próbuje jej wtedy odebrać piłkę, to szybko i zwinnie się odsuwa. Ale na polecenie "przynieś" grzecznie podchodzi i podaje piłkę. I na koniec - bestia jest straszliwie rozpieszczona i doskonale wie kiedy na ile może sobie pozwolić. I doskonale to wykorzystuje. A jak każdy boksio potrafi szybko "rozbroić" człowieka... Ale nie mamy żadnych z nią kłopotów, jest posłusznym grzecznym psem. I bardzo łagodna w stosunku do ludzi. To nie jest kwestia domiancji czy hierarchii. To kwestia wychowania czyli nauczenia psa jak ma się zachowywać w konkretnych sytuacjach i niedopuszczenia do zachowań, które nam nie odpowiadają. I wszystko to można osiągnąć spokojną cierpliwą pracą z psem odpowiednio go stymulując i nagradzając.
-
Agnes - gdyby Twoja sunia miała uraz, to bałaby się większości dużych psów. Poza tym z Twojego opisu wynikało, że problemem są dwa psy (niestety źle zsocjalizowane). Malawaszka - a jak się zachowuje sunia na spacerze z Twoją Mamą. Czy również boi się psów? A jeśli tak, to czy to Mamie nie przeszkadza? Zaproponuj Jej wspólny spacer z psicą i wyjasnij o co chodzi. Ale proszę nie próbuj mówić o dominacji itd. - Mama tego nie zrozumie i się zniechęci. Już lepiej powiedz, że psy podobnie jak małe dzieci reagują bardzo emocjonalnie (jak raz je coś przestraszy, to potem boją się wszystkiego, co im się z tym kojarzy). I podobnie jak małe dzieci trzeba je spokojnie przyzwyczajać do różnych systuacji i spotkań z różnymi istotami. Niestety psu nie możemy opowiedzieć co go spotka lub wytłumaczyć co się stało. Możemy tylko sterować jego zachowaniem i emocjami. Ale najczęściej to wystarczy.
-
Jak widzi psa i się spina (zaczyna się niepokoić), to zabierz ją dalej od psa, ale nie dawaj smakołyka - chyba, że chcesz nagrodzić "spięcie"... Zaczynasz barowanie (podawanie smakołyków) jak Luna jest spokojna (to kwestia odległości od psa - może potrzebuje 100 metrów - musisz to sama określić). Czyli jeszcze raz: 1. Luna zaczyna się niepokoić na widok psa - jest zbyt blisko! - odchodzicie (jeśli pies jest luzem i widzisz właściciela głośno wołaj aby zabrał psa - możesz skłamać, że Twoja jest w trakcie leczenie - to działa :)) 2. Luna spokojnie obserwuje psa (to znaczy, że jest wystarczająco daleko) - wtedy zaczynasz barować (możesz stosować sygnał słowny np. "zobacz piesek"). Przerywasz jak pies zniknie. Istotą barowania jest mechanizm polegający na pojawianiu się przyjemności (smakołyki) wraz z obiektem, do którego przyzwyczajamy psa i znikaniem tej przyjemności jak znika obiekt. Pies ma skojarzyć - "jak jest TO, to fajnie - Pani mi daje coś dobrego" - później na skutek zwykłego warunkowania TO będzie oznaczało przyjemność. I na koniec uwaga: każde spotkanie z psem podczas, którego Luna spanikuje cofa Cię mocno - może się zdarzyć, że będziesz musiała zacząć od początku. I dlatego najlepiej ćwicz w miejscu gdzie psy są pod kontrolą (może w pobliżu ośrodka szkoleniowego, może na jakimś skwerze gdzie psy są tylko na smyczy). Ale pamiętaj o zmianie miejsc - to, że w jednym nie reaguje na psy wcale nie oznacza, że nie zareaguje ucieczką w innym.
-
Właściwie to mamy dwa różne problemy. 1. W przypadku Agnes zachowanie suki jest jak najbardziej normalne. Spotyka się z psem "popychaczem" (który nie chce się z nią bawić ale traktuje ją jak przedmiot swojej zabawy) i stara się uniknąć kontaktu. To nie Ty masz problem ale właściciele tych psów, które opisujesz. Chyba, że oczekujesz, że suka się odgryzie, ale na to ja Ci nie dam rady. Może z czasem jak nabędzie pewności siebie, to sobie poradzi w takich przypadkach. Na razie polecam unikanie takich psów - zmień godzinę lub miejsce spaceru. Nawiasem mówiąc gdyby taki pies zaczepiłby moją Maszę, to byłaby niezła jazda (czasami zdarza nam się takie spotkanie). Oczywiście szybko zabieram psicę, ale... to ona wychodzi na agresywną (bo przecież "piesek chciał się tylko pobawić", a że kawał chama z tego pieska to właściciel nie zauważa) 2.Malawaszka ma zupełnie inną sytuację. Jej Luna miała niemiłe doświadczenia i pozostał jej uraz do psów. W tym przypadku zalecam z jednej strony socjalizację (najlepsze są równoległe spacery z jakimś spokojnym psem - tzn. idziecie razem, ale psy mają szansę być w pewnej odległości od siebie. Są one lepsze niż wspólne przebywanie na jakimś terenie. Ponadto tzw. barowanie psów - czyli smakołyki na widok obcego psa (albo zabawa, ale uwaga - obcy pies może się natychmiast znaleźć przy Was). Przy barowaniu zaczynasz podawać suce smakołyki jak pies jest daleko (tak szybko jak tylko dasz radę) i przerywasz, gdy pies zniknie. Stopniowo zmniejszasz dystans. Ale nastaw się, że jednorazowo dasz jej kilkanaście smakołyków. Najlepsze są malutkie (wielkości rodzynka) kawałki czegoś co suka bardzo lubi.
-
Ciąża urojona pojawia się mniej więcej dwa miesiące po cieczce (wbrew nazwie jest to okres, gdy suka rodziłaby gdyby była w ciąży). I rzeczywiście w tym okresie (przy objawach ciąży urojonej) należy sukę pozbawić zabawek, przejść na dietę i zapewnić sporą dawkę ruchu... W opisywanym przypadku zachowanie suki raczej bym tłumaczył zaburzoną równowagą hormonalną. I praktycznie nic na to nie poradzisz. Sam borykam się z tym problemem - moja suka ma wyraźne okresy kiedy chętnie bawi się z innymi psami i kiedy staje się okropną zołzą. Wygląda to mniej więcej tak: Około miesiąc przed cieczką zaczyna zwiększać się jej agresywność. Trwa to do konca cieczki (tak, właśnie tak - podczas cieczki większość psów zdecydowanie goni od siebie - tylko czasem jakiś jej się podoba i wtedy trzeba dobrze ją pilnować :)). Później trochę łagodnieje i po 1,5 miesiąca znowu zaczyna być wredną - zaczyna się ciąża urojona. I wraz z końcem ciąży urojonej zaczyna łagodnieć. I jest milutka do czasu, gdy zbliża się następna cieczka. Jeśli nie możesz się pogodzić z takim zachowaniem suki i nie planujesz miotów, to ją wysterylizuj.
-
No niestety boksie tak mają :) Ale nie poddawaj się i przygotuj na sporo pracy... Po pierwsze pracuje nad przywołaniem psa, musisz mieć możliwość odwołania go od człowieka, inaczej może spotkać Cię sporo przykrości (w końcu nie każdy lubi jak na niego skacze spory pies, do tego niestety psiak może komuś zniszczyć ubranie). Po drugie zaopatrz się w smakołyki (ale musi to być coś co naprawdę Twój pies lubi - skakanie na ludzi sprawia mu przyjemność i musisz to przebić). W czasie spaceru, gdy widzisz obcą osobę zaczynasz nagradzać psa za to, że spokojnie idzie. Na początek zaczynasz gdy obcy jest daleko - to ważne, gdyż pies musi być spokojny. Nie czekaj aż zacznie okazywać zainteresowanie - wtedy jest za późno! Pakujesz w niego smakołyki (jeden za drugim) aż do momentu gdy człowiek się oddali. Wtedy przerywasz! Możesz również bawić się z psem (najlepiej piłeczką na sznurku) - widzisz człowieka, wyciągasz piłeczkę i bawisz się z psem - człowiek się oddala - piłeczka znika... W tym ćwiceniu chodzi o to, aby pies nauczył się ignorowania obcych (a trudno interesować się obcym gdy coś smacznego wpada do pycha lub w najlepsze się bawi) i co jest równie ważne, żeby przekonał się, że najlepsza na spacerze jesteś TY (i to TY musisz go o tym przekonać!). To TY musisz dostarczać mu najlepszej rozrywki (żeby jej nie szukał u obcych ludzi czy innych psów). Powodzenia....
-
Po pierwsze - nie bardzo rozumiem po co ewentualna komenda. U mnie jest ostrzegawcze "EeeEee!", co oznacza "nie podoba mi się, to co robisz!". Dźwięk pozostał od czasu, gdy Masza była malutkim szczeniakiem. Jak brała do gryzienia zakazane przedmioty, to wypowiadałem "EeeEee" i zabierałem jej przedmiot. I już tak pozostało... Co do drugiej części - może zastanów się, co psica mogłaby zrobić na widok "paskudztwa" (np. spojrzenie na Ciebie, podejście do Ciebie, itp). I naucz ją tego. Bierzesz sunię na smycz i spacerujesz po okolicy, gdzie coś takiego jest. Gdy sunia zauważa zakazany przedmiot stajesz i czekasz aż spojrzy na Ciebie (zazwyczaj psy w końcu spoglądają na właściciela, gdy ten stoi nieruchomo). Wtedy radosna pochwała i nagroda (na początek bardzo atrakcyjna). I powtarzamy ćwiczenie (tzn. odchodzisz i zbliżasz się z innej strony). Później reagujesz znieruchomieniem gdy widzisz, że sunia zainteresowała się paskudztwem (cały czas jest na smyczy, więc nie ma szansy na podejście). Za spojrzenie na Ciebie pochwała i nagroda. Oczywiście możesz nie poprzestać na spojrzeniach i nagradzać krok w Twoją stronę (później dwa, trzy itd.). Gdy sunia podejdzie do Ciebie - szał radości i extra nagroda. Z czasem problem paskudztw powinien minąć.
-
Jeśli masz dobrze uwarunkowany dźwięk, to nie musisz rzucać - wystarczy jak potrząśniesz. Dla psa sam dźwięk będzie kojarzył się z negatywnymi odczuciami i zaprzestanie niepożądanego zachowania. Tylko pamiętaj - to działa jak dźwięk jest dobrze uwarunkowany. Odległość psa od Ciebie nie ma znaczenia - byle by słyszał dźwięk dysku (puszki). Największy problem polega na uwarunkowaniu skojarzenia. Ale to tak samo jak z uwarunkowaniem komendy (np. siad). Czasem wystarczy kilka "ćwiczeń" (gdy rozczarowanie psa jest duże) a czasem nawet kilkaset powtórzeń nie zadziała (bo zabierasz coś na czym psu zbytnio nie zależy). Tajemnicą sukcesu jest trafienie w preferencje psa (np. pies ma obsesję piłeczek - wtedy dźwięk + zabranie piłeczki). Zwróć uwagę, że niektórzy w ten sposób "zniechęcają" psa do przychodzenia na zawołanie (wtedy komenda "do mnie" będzie właśnie takim zniechęcającym bodźcem) - jeśli pies bawi się z innymi psami (jest to dla niego przyjemne) i właściciel zawoła psa i bez słowa weźmie na smycz i odejdzie, to komenda "pozbawi" psa tej przyjemności. Po kilku powtórzeniach pies "głuchnie" na tę komendę - nie przychodzi na zawołanie, ale przerywa zabawę i okazuje niepokój - to jest właśnie takie uwarunkowanie - "do mnie" oznacza "koniec przyjemności". Oczywiście, jeśli pies będzie mógł powrócić do zabawy, to szybko zniknie "zniechęcający" efekt komendy "do mnie". I dlatego zaprostestowałem na propozycję aby nagradzać psa za niepodjęcie smakołyka. To my zabieramy "przyjemność" - TU i TERAZ. Smakołyk znika i koniec. Mam nadzieję, że wyjaśniam dość jasno. Oczywiście można skojarzyć dźwięk z czymś nieprzyjemnym dla psa Ale uważam, że to nieetyczne wobec psa (dla uwarunkowania musimy go karać - czy tak często na to zasługuje). Pamiętajmy, że pies musiałby skojarzyć dźwięk z karą (a nie karę ze swoim zachowaniem). Wtedy niestety dla uwarunkowania musimy karać psa "za nic".
-
Musisz "zerwać" skojarzenie - "dzwonek"="gość w domu". Oddzielnym tematem jest stosunek psa do gości. Proponuję najpierw nauczyć psa, że dzwonek nic nie oznacza. Czyli umawiasz się z sąsiadem (albo dziećmi z sąsiedztwa), że dzwoni do Waszych drzwi (może być tak, że ktoś z domowników wychodzi i dzwoni, ale bystry pies może skojarzyć puste dzwonki z zachowaniem (wychodzenie) domowników. W każdym razie pies musi się nauczyć, że dzwonek nie zawsze oznacza wizytę. Następnie nagradzasz (na początku nagroda musi być ekstra - coś co pies bardzo lubi) każdą sekundę bez szczekania. Tutaj decyduje Twój refleks. Pies przestaje szczekać - nagroda, szczeka - nagroda znika. Ważnym jest aby nagrody "za milczenie" były podawane w tempie karabinu maszynowego (przynajmniej 1 na sekundę). Pies milczy a ty "ładujesz" w niego smakołyki (najlepiej smakołyki). Możesz się też z nim bawić - jak nie przerwie zabawy, to wchodzisz na "wyższy poziom szaleństwa" - jak zaszczeka to ignorujesz psa (przerywasz zabawę). Później, gdy nie będzie szczekał - proponuję zachowanie zastępcze (takie, które uniemożliwi szczekanie na gości). Dobrym pomysłem jest np. siad z zabawką w pychu. Pies siedzi (a więc nie skacze na gości) i nie szczeka (trudno szczekać z pełnym pychem). Warunkujesz to zachowanie na dźwięk dzwonka. Czyli uczysz psa (nagradzasz) brania zabawki w pycho i siadania. Następnie wydłużasz czas w siadzie. Gdy pies potrafi wysiedzieć odpowiednio długo (około 3 minut), to wprowadzasz dźwięk dzwonka jako "wyzwalacz zachowania" (to proste: najpierw uczysz na komendę np. "idą goscie", później na dźwięk dzwonka wydajesz tę komendę ( i tylko na dźwięk dzwonka) i po pewnym czasie pies zacznie siadać na sam dźwięk dzwonka). I problem rozwiązany.
-
Nie, Nie, Nie! Tu nie chodzi o naukę "niepodejmowania smakołyku". PIES MA ODCZUĆ ROZCZAROWANIE (w naszym ludzkim rozumieniu) i tak ma pozostać. Chodzi o utrwalenie skojarzenia "dźwięk dysku" = "odebrana przyjemność". Brzęczysz dyskiem, zabierasz smakołyk i nic więcej. Pies Cię nie obchodzi! Okrutne, ale tylko w ten sposób zadziała. Tak samo jak warunkowanie skojarzenia pochwały słownej "dobry piesek" z przyjemnością: mówisz "dobry piesek" i dajesz smakołyk (albo zabawkę, albo pieścisz psa - to zależy od tego co sprawia mu największą przyjemność). I nic ponadto. Niczego nie wymagasz! Po kilku (kilkunastu) powtórzeniach słowa "dobry piesek" będą psu kojarzyły się z przyjemnością i tym samym pochwała słowna będzie nagrodą. Pawłow się kłania! Odruch warunkowy! Moi Państwo...
-
Tak naprawdę to dysk Fishera działa na zasadzie wygaszenia ujemnego. W książkach Fishera wydanych w Polsce nie ma o tym informacji, ale dokładną zasadę działania dysku Fisher tłumaczy na swoich kasetach video. I nie ma tutaj znaczenia czy to będzie dysk opisany przez Fishera, łańcuszek czy też słowo (u mnie jest to "EeeEee!"). Chodzi o wytworzenie u psa skojarzenia - dźwięk z odebraniem przyjemności (ale nie karą!). Można to zrobić w następujący sposób: a) jeśli pies jest łasy na smakołyki: 1. Kładziemy przed psem smakołyk i czekamy. 2. Jak pies chce wziąć, to dzwonimy dyskiem i zabieramy smakołyk. Wszystko to odbywa się bez słowa ani żadnego gestu z naszej strony. Dzwonimy (brzęczymy czy mówimy "Fe!") i odchodzimy. Powtarzamy opisane czynności w różnych miejscach i czasie - aż pies reaguje na dźwięk (przerywając czynność, którą wykonywał w momencie usłyszenia tego dźwięku). Jeśli pies nie jest łasy na smakołyki, to możemy używać zabawki. Wtedy tak samo: bawimy się z psem i nagle używamy dysku i przerywamy zabawę - odwracamy się i odchodzimy. Cała tajemnica tkwi w skojarzeniu dźwięku dysku z "odebraniem przyjemności" (ale bardzo ważne - pies musi odczuć, że zabrano mu coś przyjemnego!). Wtedy ten dźwięk staje się dla niego "pozytywną karą". Według teorii warunkowania instrumentalnego są dwie metody wygaszenia (doprowadzenie do niepowtarzania) zachowań: 1. Dodanie do zachowania czegoś nieprzyjemnego dla psa - potocznie zwane karą. 2. Zabranie wraz z zachowaniem czegoś przyjemnego dla psa - czyli inaczej "obrzydzenie" czynności. Fisher generalnie unika kar (dodawanie nieprzyjemnego) - nigdy ich nie zaleca. Szkoda, że w polskim tłumaczeniu "Okiem psa" nie wspomniano na jakiej zasadzie działają dyski. Ja osobiście ich nie stosuję, acz moja słowna dezaprobata (właśnie to "EeeEee!") ma taką samą wymowę i została w podobny sposób uwarunkowana - jak szczeniak robi coś co mi nie odpowiada, to mówię "EeeEee!" i przerywam jego czynność (a tym samym odbieram przyjemność, gdyż szczeniak najczęściej robi to co lubi :))
-
No cóż stare rady rodem z Fishera, a Fisher roluje wszystkich... kolejność jedzenia, przechodzenia przez psy, miejsce do leżenia - to wszystko placedo - nie zaszkodzi a że niewiele pomaga... Tak samo jak słynne krążki Fishera - kto wie dlaczego działają i jak je "uruchomić"? Problem jest w nawykach psa, nabrało "bydlę" złych nawyków, nauczyło się jak wymusić na domownikach aby skakali wokól niego jak chce i trzymali się z daleka jak tego chce :) Należy przekonać go, że powinien inaczej - a jak - nauczyć grzeczności... Pilnuje miski z żarciem - a czy pustej też? Jeśli pilnuje pustej, to mu zabrać michę! Niech żre z podłogi - tej nie będzie pilnował, bo nie jest w stanie kontrolować całej powierzchni mieszkania. A jeśli pustej michy nie pilnuje, to dawać mu żarcie malutkimi porcjami - tak na jeden gryz. Zje i musi poczekać na następną porcję. Jak grzecznie czeka to dostanie :) Szybko się nauczy, że tylko grzecznością może coś wskórać. I to samo ze wszystkim... Obowiązuje stara (sprzed 70 lat) zasada Skinnera: 1. Jak piesek zachowuje się tak jak tego chcemy - to nagródźmy go za to (ale pamiętajmy, że o tym co jest nagrodą decyduje pies!) - nagradzany będzie powtarzał to zachowanie. 2. Jak robi coś czego nie chcemy - pozbawmy go przyjemności z tego. Pies sam z siebie nie robi niczego co jest dla niego niekorzystne. I tutaj jest rola krążków Fishera - ale dlaczego - kto z Was wie?
-
Czy możesz napisać jaki był skład (wiek i płeć poszczególnych osobników) tego stada.