-
Posts
692 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by Marmasza
-
Tobi, cieszę się z poparcia. Ja również znam osoby, które mając rodowodowe AST odrzucają TD. Mimo iż były jej zwolennikami. Ale doszły do wniosku, że coś "tu nie gra". TD wcale nie pomagała im we współżyciu z psem! Na szczęście obecnie opierając się na "normalnym" podejściu do zachowań psa uzyskuję znacznie lepsze efekty... Natomiast dla zwolenników TD mam takie stwierdzenie: To nie pies przyjmuje rolę przewodnika (dominuje) ale człowiek okazuje psu swoją uległość i podporządkowanie. Natomiast pies tylko to wykorzystuje. Nie ma psów dominantów, są tylko osobniki (inne psy lub ludzie), którzy ich w tej roli stawiają. To bardzo łatwe mieć psa agresywnego lub "dominującego" - nic prostszego!
-
Mag, nie ma zamiaru dyskutować na temat wychowania AST. Poradziłem Bullterierce aby oddała suke, gdyż moim zdanie nie radzi sobie z nią! Natomiast zwracam uwagę, że pani Fennel w swojej książce nie pisze o AST (ona ich nie hoduje) ale o psach ogółem i podaje ogólne zasady. Zasady z którymi w wielu punktach się zgadzam, natomiast osobiście odrzucam teorię dominacji (zwłaszcza opartą na obserwacjach zachowań wilków), uważam, że ta teoria przebrzmiała właściwie wśród behawiorystów zajmujących się psami czyni więcej złego w układach pies-człowiek niż dobrego. Natomiast jeśli chodzi o bulle w ogóle - uważam, że psy te są niebezpieczne i nikt nie jest w stanie zmienić mojego zdania. Może kiedyś po wytężonej pracy hodowców to się zmieni, ale na razie nic na to nie wskazuje. A swoją drogą jak to się stało, że psy wychodowane do walk psów i tym samym całkowicie uległe i łagodne w stosunku do człowieka tak się zmieniły? Czy hodowla tych psów w celach wystawowych ma sens?
-
Cally - pies ciągnie, gdyż chce być szybko tam gdzie ciekawiej, szuka miejsca do załatwienia się, przeciwstawia się oporowi smyczy, wreszcie stało to (ciągnienie) się jego nawykiem... Pies musi się nauczyć chodzenia na smyczy i ta umiejętność nie ma nic wspólnego z hierarchią. Wyobraź sobie, że u wilków samiec-alfa rzadko jest na czele stada. Podyktowane jest to czystą ekonomią polowania - zimą szlak w śniegu przecierają młode wilki - najbardziej doświadczone trzymają się z tyłu - muszą mieć siłę na właściwe polowanie. Nice_girl podała przykład suki, która ciągnie w drodze do lasu. Dodam, że moja sunia też straszliwie ciągnie gdy szuka miejsca na siusiu! Później spokojnie idzie obok mnie. To samo dotyczy przechodzenia przez drzwi - ja gdy otwieram drzwi do wewnątrz przepuszczam sukę przodem i wychodzę zamykając drzwi za sobą. Tak jest wygodniej i bezpieczniej (gdybym wyszedł pierwszym, to zamykające się drzwi mogłyby uderzyć sukę). To samo dotyczy autobusu czy tramwaju - wpuszczam psa i wsiadam. Tak jest bezpieczniej! Dodam na koniec - to nie dominacja czy hierarchia ale nastawienie psa na człowieka i chęć współpracy decydują o tym jakiego będziemy mieli towarzysza. Jeśli szczeniak przez pierwsze 10-12 tygodni życia przebywa głównie z rodzeństwem i suką a kontakty z człowiekiem ma sporadyczne, to będzie nastawiony na psy a nie człowieka - taki pies to potencjalne kłopoty wychowawcze. Ja w pełni świadomie wziąłem Maszę od hodowczyni, gdy skończyła 6 tygodni. Od tego czasu żyje z ludźmi mając okazjonalne kontakty z psami. Jej światem jest świat ludzi, psy stanowią tylko towarzystwo do zabawy (ale i konkurencję do zabawek, pieszczot itd.). Nie nazywajmy psa, który nie ma chęci współpracy z człowiekiem lub nie został mu wpojony ludzki towarzysz życia dominantem! Mag - weź AST lub rotka od suki w szóstym tygodniu życia. Od tego momentu bądź z nim cały czas, zabieraj go wszędzie ze sobą, ucz go (nagradzając) właściwych zachowań a zobaczysz czy będzie dominantem!
-
Mag - wg Fishera czy Fennel rasa psa nie ma znaczenia! Po drugie, ja nie podważam istnienie hierarchii w stadzie psów. Twierdzę tylko, że nie można układów pies-pies przenosić bezpośrednio na układ pies-człowiek, a tym bardziej przenosić zachowań stadnych wilków na psy - to nie ta bajka! Z drugiej strony problemem jest chęć (lub jej brak) współpracy psa z człowiekiem a nie jego stosunek do nas jako członka stada. A jeśli chodzi o analogię, to proszę porównaj układ pies-suka z układem przewodnik(mężczyzna)-suka lub odwrotnie. Na koniec dodam, że jeden z badaczy (etologów-behawiorystów) powiedział, że 3/4 wiadomości na temat zachowań psów w popularnych książkach (a do takich zaliczyć należy dziełka Fishera czy Fennel) jest nieprawidłowo interpretowanych.
-
Jeśli chodzi o dominację, to należy zwrócić uwagę na dwa aspekty: 1. Psy to nie wilki! Mimo wielu podobieństw istnieją różnice. Wilki nie zawsze rozumieją psi język ciała. Poza tym dlaczego porównujemy psy z wilkami a nie szakalami czy kojotami. Czyż nie dlatego, że szakale i kojoty nie tworzą stad, tylko małe grupy rodzinne? 2. Czy pies postrzega człowieka jako pełnowartościowego członka stada? Śmiem w to wątpić. Zachowanie psa w stosunku do człowieka jest inne niż w stosunku do innego psa (nawet żyjącego pod jednym dachem). A swoją drogą jak łatwo właściciele psów tłumaczą swoje błędy wychowawcze. Fakt, że milszym jest usłyszeć "ten pies jest dominantem" niż "ten pies jest źle wychowany", ale moje zdanie jest proste: pies prawidłowo wychowany, nauczony, że człowiek nie jest konkurentem tylko dostarczycielem przyjemności nie będzie sprawiał problemów. I tylko tyle.
-
Moja psica ma prawie trzy lata i nigdy nie miałem żadnych problemów wychowawczych. Żadnego powarkiwania czy "stawiania się". Owszem zdarza się, że Masza po jakimś poleceniu (np. odesłaniu na posłanie) chwilę "zastanawia się", ale namysł nie trwa dłużej niż 5 sekund. Natomiast mam pewne uwagi do tzw. teorii dominacji. Teoria ta zakłada pewną hierarchię w stadzie psio-ludzki, a według mnie hierarchia powstaje w przypadku konkurencji do jakichś zasobów (jedzenie, miejsce do spania, rozmnażania itp). Psy mogą również konkurować o względy człowieka (pieszczoty czy zabawa). Ja wychodzę z założenia, że nie konkuruję z moją suką (bo nie mam o co!), a i ona nauczona jest, że nie ma z kim w domu konkurować. Otrzymuje od nas wszystko czego potrzebuje - ma własną miskę (z której ludzie nie jedzą!) i własne posłanie. Od początku ma jasno określone co jej wolno a czego nie. I konsekwentnie nie ma możliwości "robienia" rzeczy zakazanych. Nie wolno jej wchodzić na fotele czy kanapy i nigdy nie miała możliwości spróbowania "rzeczy zakazanych". I co ciekawe, teraz nawet nie próbuje - mimo, że mogłaby! Suka jest nauczona, że współpraca z człowiekiem się jej opłaca - ona wykonuje polecenia a my (ludzie) nagradzamy ją za to. Im bardziej nam zależy na posłuszeństwie tym bardziej nagradzamy (nagroda jest atrakcyjna). I jeszcze jedno - nagroda jest niespodzianką - czasem jest to "dobre słowo", czasem pieszczota a czasem smakołyk czy zabawa. Większości zachowań była nauczona w trakcie zabawy. Jeśli nie wykonała prawidłowo polecenia, to nigdy nie była karana czy zmuszana do poprawnego zachowania, tylko nagradzana za "próbowanie". W ten sposób Masza ma utrwalone, że szkolenie jest przyjemną zabawą! I na koniec rada dla Bullterierki: jeśli zdecydowałaś się na zatrzymanie suni, to odbuduj jej zaufanie do Ciebie. Musisz ją nauczyć, że wszystko co najlepsze pochodzi od Ciebie i że jesteś dostarczycielką przyjemności! Zmień swój stosunek do suki. Pamiętaj, że "gracie w jednej drużynie" i że ona nie jest Twoją konkurentką! Zapomnij o dominacji, a w zamian określ do czego dążysz, jaka ma być Twoja sunia i ucz ją właśnie tego. Naprowadzaj na właściwe zachowania i nagradzaj je. Rób (nagradzanie) to tak często jak to tylko możliwe. A efekty szybko przerosną Twoje oczekiwania.
-
Cally, pani Fennel może pisać co się jej podoba. Swoje wnioski wysunęła na podstawie obserwacji kilku (co najwyżej kilkunastu) psów. Ludzie, którzy zawodowo zajmują się badaniem zachowania psów są odmiennego zdania. Pies nie traktuje człowieka jak członka stada, ale jak "istotę z innej planety", jesteśmy dla niego "gatunkowo obcy" i on doskonale o tym wie. A, że stosuje w stosunku do nas "psi język"? A jaki ma stosować skoro jest psem? Gdyby traktował nas "po psiemu" to, np. większość właścicieli suk miałaby obszarpane uszy :) To co pani Fennel nazywa oznakami dominacji inna pani, o nazwisku Rugaas nazywa sygnałami uspokojenia (caming signals) i są powszechnie stosowane przez psy w komunikacji z innymi. Psa nie można zdominować jeżeli z własnej woli nie okaże podporządkowania. Natomiast można przy pomocy prostej mowy ciała przekazać mu informacje o naszych pokojowych zamiarach i wpłynąć na jego uspokojenie (np. jednym z takich sygnałów jest odwrócenie się bokiem do psa, odwrócenie głowy, szybkie oblizywanie się czy ziewanie - jest ich dużo więcej).
-
Pierwsza rada (bardzo poważna): czy chcesz trzymać tę sunię, czy bardzo Ci na niej zależy? Jeśli masz wątpliwości, to pozbyj się jej! Oddaj zanim będzie za późno. Napisałaś kilkakrotnie o karceniu i karaniu, o "przyśpieszaniu" wykonania poleceń klapsem - to świadczy o Twoim podejściu do szkolenia i wychowania psa, jeśli nie masz zamiaru zmienić swojego nastawienia, to pozbyj się psa. I nie chodzi tu o hierarchię, czy pozycję Twoją czy psa. Nie wierzę w coś takiego jak stado psio-ludzkie. To mity! Natomiast ważnym jest aby pies współpracował z człowiekiem, widział korzyść w tej współpracy i aby czerpał z niej przyjemność. Wtedy nie ma problemów z zachowaniem się psa, gdyż nie działa on przeciw sobie! Karanie psa za "złe zachowania" jest półśrodkiem, który prędzej czy później prowadzi do konfliktu. Pies traci zaufanie do przewodnika, czuje się zagrożonym i zaczyna się bronić! Jeśli nie nauczył się prawidłowego zachowania (a agresja rodzi tylko agresję), jeśli nie jest nauczony, że takie (poprawne) zachowanie mu się opłaca, to będzie stwarzał problemy. Twoja bullterierka na razie warczy, ale jeśli nie zmienisz swojego stosunku do psa, to prędzej czy później ugryzie! I dlatego raczej ją oddaj.
-
I jeszcze jedno - czasem w przypadku zachowań agresywnych u psa mamy do wyboru dwa rozwiązania: 1. Managment - pies wychodzi w kagańcu i na smyczy. Unikamy wszelkich sytuacji mogących wywołać agresję (omijamy z daleka wszelkie psy, niektórych ludzi). 2. Pozbycie się psa - oddanie go. Alternatywą może być praca (terapia), ale należy wziąć pod uwagę ryzyko. Jesli w domu są małe dzieci, a pies ma skłonności do agresji, to czy warto ryzykować. Zwłaszcza, że w razie niepowodzenia terapii (i wypadku pogryzienia) następnym posunięciem właściciela będzie uśpienie psa! To są przypadki skrajne, ale często zaczyna się niewinnie - dorastający pies zaczyna warczeć przy misce (kości), właściciel go karci i spirala się nakręca. W pewnym momencie pies nie wytrzymuje i tragedia... Podam pewien przykład: Pewne małżeństwo wzieło ze schroniska psa. Okazało się, że tenże pies nie toleruje przytulania i obejmowania. Pani poszła z nim na szkolenie i od instruktorki usłyszała radę: "nie lubi jak go się obejmuje, to nie obejmować!". Pies ukończył szkolenie, nie sprawiał innych kłopotów, ale właścicielka nie mogła się pogodzić z tym, że jej pies nie lubi pieszczot. I zaczęła we własnym zakresie go do tego przyzwyczajać! Kobieta mimo ostrzeżeń nadal "oswajała" psa z pieszczotami. Po jakimś czasie instruktorka spotkała właściciela psa i spytała jak ich pupil. Dowiedziała się, że został uśpiony, gdyż pokaleczył jego żonę. Kobieta objęła psa i została ugryziona w twarz! Pies ją wielokrotnie ostrzegał - odsuwał się, sztywniał, warczał, ale za te zachowania był karcony! Bo przecież nie może warczeć na właściciela. Oczywiście moim zdaniem to nie dotyczy Lideczqi i jej suni. To powarkiwanie (mruczenie) jest wyrazem dyskomfortu i niezadowolenia psa z takiego traktowania (przepychanie). Z tym łatwo sobie poradzić. Wystarczy unikać takich sytuacji (np. odwołując psa stojącego czy leżącego w przejściu). Z drugiej strony można go nauczyć tolerancji na dotyk (popychanie) stosując przepychanki w zabawie. Np. bawiąc się piłką (na sznurku) prowokujemy psa do ciągnięcia i jednocześnie napieramy ciałem na psa. Inną zabawę (którą ja stosuję z moją Maszą) są zapasy z psem. Taka zabawa uczy psa jak daleko może się posunąć w kontakcie z człowiekiem. W zabawie pies wiele zniesie - łapanie za szyję, łapy, przytrzymywanie czy przepychanie. Nie będzie na to zwracał uwagi.
-
Od unikania sytuacji konfliktowych trzeba zacząć. Zachowania agresywne łatwo stają się nawykiem - zwłaszcza te mające podłoże w lęku czy poszukiwaniu statusu (pozycji w stadzie). Aczkolwiek to drugie raczej nazywam poszukiwaniem porządku (pies woli żyć w uporządkowanym świecie, takim w którym może przewidzieć sytuacje. Generalnie nie lubi nieprzyjemnych rozczarowań). Poza unikaniem sytuacji konfliktowych ważnym jest odwrażliwianie psa, budowanie zaufania do domowników i (co szczególnie podkreślam) spełnianie psich potrzeb (nie chodzi tylko o pielęgnację i zabawę, ale również o poczucie bezpieczeństwa, możliwość odpoczynku, itd.). Pies potrzebuje dużo serca i wygodnego miejsca do spania! Unikanie sytuacji konfliktowych jest o tyle ważne, że: 1. Pies nie ma okazji do okazywania agresji. Zachowania agresywne nie utrwalają się. 2. Pies ma możliwość uczenia się (na spokojnie) zachowań poprawnych. Nagradzanie takich zachowań powoduje ich utrwalenie. 3. Przewodnik nie jest zmuszany do awersji wobec psa. Jego autorytet wzrasta. Osobnik agresywny nie jest akceptowany jako przywódca stada (to wersja dla zwolenników teorii dominacji). Inaczej mówiąc - ponieważ agresja rodzi agresję, więc unikamy w ten sposób eskalacji konfliktów. I na koniec: nie można budować związku z psem opartego na wzajemnym zaufaniu i współpracy w warunkach napięcia. PS. Jestem mężczyzną!
-
Jeśli chodzi o kradzieże, to mam tylko jedną radę - uniemożliwić jej to. Mamy zbliżony problem z naszą Maszą (2,5 letnia bokserka), z tym, że ona znalezione rzeczy (czytaj pozostawione na wierzchu czapki, rękawiczki) składa na swoim posłaniu. Na pretensje rodziny odpowiadam: chować i jeszcze raz chować. Natomiast jeśli już coś weźmie, to najlepiej byłoby zabrać jej to bez względnych ceregieli. U nas każdy może odebrać Maszy wszystko, dzieci biorą swoje rzeczy (właśnie te nieszczęsne czapki, kapcie i rękawiczki) bez wahania. Wystarczy, że powiedzą "oddaj". Zresztą Masza nie broni niczego przed ludźmi. Tobie natomiast doradzam unikanie konfliktów. Otóż nawet jesli jesteś zwolennikiem dominacji (czy jak kto woli hierarchi stadnej), to powinnaś przyjąć, że psy "dominanty", które dążą do podporządkowania sobie człowieka zdarzają się niezwykle rzadko. Natomiast pies, który powarkuje, broni swojego stanu posiadania nie jest dominantem. Takie psy (a częściej suki) nie są pewne swojej pozycji. I podobnie jak dzieci (a częściej nastolatki) próbują na ile mogą sobie pozwolić. Niestety ta forma agresji ma często podłoże lękowe. Dlatego nie warto z nim walczyć - awersja ze strony człowieka tylko utwierdzi psa w "słuszności jego postawy" (broni kości, bo boi się, że człowiek mu ją zabierze; skarcony i pozbawiony kości będzie tylko utwierdzony w konieczności obrony). Może aby oduczyć suni kradziezy zacznij uczyć ją aportować i przynosić na polecenie wskazane przedmioty. Wtedy nagradzaj wykonanie polecenia a "własną inicjatywę" ignoruj odbierając "aport" bez słowa. Sunia szybko powinna się nauczyć, że opłaca się aportować na polecenie a jako stwór z natury leniwy, nie będzie się wysilać ponad miarę (zwłaszcza że to nie będzie jej się opłacało). Niestety masz goldena - aportowanie ma w genach :)
-
Natomiast jeśli chodzi o powtarzanie komend: bez sensu jest mówienie kilkakrotnie tej samej komendy np. siad, siad, siad... , chyba, że chcemy aby wykonywała "siad, siad, siad" :) Tak samo jak nie ma sensu wydawanie komendy, gdy wiemy, że jej nie wykona (np. jeśli bawi się w najlepsze z innym psem, a my wiemy, że nie reaguje bezwarunkowo na zawołanie, to nie wołajmy jej tylko albo pójźmy po psa albo poczekajmy aż zwróci na nas uwagę. Można również w takim przypadku oddalić się (jeśli warunki na to pozwalają) i z odległości zawołać sunię (ale raz) i spokojnie iść dalej. Ona zauważy nasze oddalenie i najprawdopodobniej przybiegnie - wtedy pochwała i nagroda. Natomiast w trakcie nauki (lub później) po wydaniu komendy czekamy chwilę (są psy, które myślą dość długo :)) i jeśli pies nie wykonał, to: a) może jeszcze się nie nauczył znaczenia tej komendy (w takim razie test z extra smakołykiem), b) jest coś co go rozprasza, albo jest atrakcyjniejsze od spodziewanej nagrody - wtedy należy odczekać chwilę (przynajmniej 10 s) i po zwróceniu uwagi na siebie (gwizdem, wesołym zawołaniem, piszczącą piłeczką) ponowić komendę. Zazwyczaj skutkuje! I oczywiście extra nagroda - extra, gdyż pies ma się przekonać, że warto było posłuchać panią/pana. Jeśli się rozczaruje, to następnym razem wybierze to co jego zdaniem jest atrakcyjniejsze!
-
To jeszcze jedno: nie ucz jej, że pani/pan może coś odebrać, tylko oddawania! Najprościej uczy się tego poprzez wymianę - coś za coś. Tzn. jeśli widzicie, że coś ma w pysku, to najlepiej podejść do niej i zaproponować zamianę tego co trzyma na coś lepszego (smakołyk, zabawka). Można np. uczyć w ten sposób, że rzucamy jej jedną zabawkę i jak weźmie, to pokazujemy następną. Na początku może być tak, że zostawi tamtą i przybiegnie po tę. Ale to i tak będzie postęp. Z czasem suka będzie chętnie oddawała gdyż doświadczenie podpowie jej, że to się opłaca. Tylko ostrzegam, że skutkiem ubocznym będzie przynoszenie różnych "znalezisk" z chęcią sprawdzenia "a może będzie opłacalna wymiana". Cały czas musi Wam przyświecać jeden cel - wszystko co najlepsze dla psa pochodzi od Was! I druga "misja" - Wy jesteście najatrakcyjniejsi na całym świecie. Mam znajomych, którzy ucząc tego stosowali na spacerach taktykę "mama z dzieckiem na wakacjach" - wychodzili z całą kolekcją różnych zabawek (piłki na sznurku, piszczące piłeczki, gryzaki, smakołyki) - pies nigdy nie wiedział co pani/pan wymyśli i cały czas czekał na nową niespodziankę (nie muszę dodawać, że nie spotykało go rozczarowanie). W ten sposób nie zauważał innych psów, rowerzystów, itd.
-
Doma, przypadki, o których piszesz są niezwykle rzadkie. I zazwyczaj dotyczą suk, które przed sterylizacją okazują agresywne zachowania. U suk w odróżnieniu od psów sterylizacja nie zmniejsza agresji. W przypadku Lideczqi podejrzewam nieco inny problem. Sunia wydoroślała i zaczyna nabierać pewnych nawyków (można to określić jako znajdowanie swojego miejsca w stadzie - ale w dużym przybliżeniu). Jednym z objawów jest pewna "nietykalność" - suka nie lubi być "przestawianą". Dlatego zaleciłbym unikania sytuacji konfliktowych i zaprzestania "przepychania" psa (podejrzewam, że robisz to fizycznie, następując na nią ciałem). W zamian polecam nauczenie suki zajmowania właściwej pozycji - gdy suka stoi Ci na drodze powiedz jej co ma zrobić (np. usiąść, odejść na miejsce czy coś w tym rodzaju) i nagradzaj ją za to. Poza tym warto zastosować starą metodę "coś za coś". W tym celu należy przygotować dwie listy: I. Co pies potrzebuje (czego chce, co lubi) np. 1. Wyjście na spacer 2. Miska z jedzeniem 3. Uwaga właściciela 4. Zabawa piłką 5. Bieganie w parku 6. Przywitanie się z gośćmi 7. Wejście na łóżko właściciela itd (ta lista jest ustalana indywidualnie dla każdego psa) II. Czego oczekujemy od psa: 1. Siad na polecenie 2. Przebywanie na swoim posłaniu 3. Chodzenie przy nodze 4. Przychodzenie na zawołanie itd. I zaczynamy zabawę: chcesz "tego", to daj mi "to". Chodzi przy tym aby pies musiał się starać. Dla inteligentnego psa prosty "siad" szybko staje się nudnym, zaczyna robić to niedbale i "na odczepnego" - nasz autorytet spada! Oczywiście nasze wymagania muszą być dostosowane do możliwości psa, nie możemy oczekiwać, że zrobi coś czego nie umie (nie nauczył się znaczenia polecenia) albo czegoś co przekracza jego możliwości fizyczne (np. skok przez zbyt wysoką przeszkodę) - pies się zniechęci i odmówi współpracy. Najprostszym testem na znajomość polecenia jest super smakołyk w naszym ręku - jeżeli pies widząc możliwość zdobycia extra nagrody szybko i dokładnie wykona polecenie (z błyskiem z oku), to znaczy, że jest gotów "negocjować" warunki współpracy. Reszta należy do nas. I jeszcze jedno - podczas nauki oczywiście naprowadzamy psa na właściwe zachowania (i nagradzamy wszelkie próby wykonania polecenia), później z tym kończymy, spokojnym głosem wydajemy polecenie i czekamy chwilę. Jeśli pies nie wykona, to dajemy mu kolejną szansę - po tym "znika szansa na nagrodę". (stawiamy miskę z żarciem i mówimy do psa "waruj". Jeśli pies nie wykona polecenia, to bierzemy miskę i czekamy chwilę. Jeśli znowu nic, to stawiamy miskę poza zasięgiem psa i odchodzimy na jakieś 2 minuty. Po tym czasie powtarzamy operację. Jeśli druga próba się nie powiedzie, to żarcie ląduje poza zasięgiem psa na 5 minut. Jeśli znowu nic, to "nici" z tego posiłku!). Musimy być konsekwentni w przekonaniu psa, że wszystko na czym mu zależy pochodzi od nas. I że może to otrzymać współpracując z nami.
-
I jeszcze jedno Madziara: moja poprzednia suka Aza gdy dostawała kość brała ją na swoje posłanie. I warczała na każdego (!) kto (jej zdaniem) wyrażał zainteresowanie kością. Jak sobie wyobrażasz zastosowanie "Twojej metody". Dodam, że suka atakowała "na serio", gryzła do krwi. Komenda siad i oddaj byłaby zignorowana - suka umiała tylko przychodzić na zawołanie i trzymać się blisko właściciela. Nie była zainteresowana smakołykami czy zabawą, karcenie do pewnego momentu ignorowała, później ostrzegała warknięciem. Znajomy instruktor, dał mi tylko jedną radę - "przychodzi na zawołanie, trzyma się blisko na spacerze i nie atakuje psów i ludzi. To się ciesz i daj jej spokój!" Więc cóż: mówię "oddaj", suka warczy a ja ją gazetą - dalszy ciąg jest prosty - suka rzuca się na mnie i mam poważne problemy. Nawet jeśli wyjdę tylko trochę poszarpany, to ile czasu zabierze mi odbudowa zaufania suki! Miesiąc, dwa czy rok? To nie jest warte. I niczego nie wnosi do układu pies-człowiek. Naprawdę nie rozumiem ludzi, którzy próbują czy mogą psu odebrać kość, którą sami mu dali. To bezsensu. A na koniec uwaga (cytat z Fishera): "jeśli uważasz, że możesz odebrać swojemu psu kość, to proszę nie daj mu jeść przez tydzień. Następnie daj kość i spróbuj mu ją odebrać." Powodzenia na polu dominacji.
-
Madziara napisałaś: Ja tylko w ten sposób rozumiem Twoją wypowiedź "zabierasz" a nie nakłaniasz do oddania - to wyraźna różnica. Proszę abyś pisała wyraźnie o co Ci chodzi, albo nie miała pretensji o nie zrozumienie. Poza tym proszę, abyś odróżniła podstawowe instynkty zwierzęcia (i nie tylko) takie jak macierzyński, popęd płciowy czy zaspokojenia głodu od zachowań społecznych. Te drugie są uwarunkowane warunkami życia, a pies od kilkunastu tysięcy lat żyje w symbiozie z człowiekiem i do tego się dostosował. Poza tym hodowla zrobiła swoje. To nie jest oswojone zwierzę tylko udomowione. Ponadto nie zaprzeczam, że psy żyjące razem ustalają między sobą pewną hierarchię, ale nie jest ona (stosunki i zależności pomiędzy osobnikami) tożsama z hierarchią w wilczej watasze. Stosunki społeczne u wilków mają na celu przetrwanie stada i opiekę nad potomstwem. U psów tę rolę przejął człowiek. Moja suka bez problemów oddaje kość (czy cokolwiek innego) wszystkim członkom naszej rodziny. Ale robi to, ponieważ wie, że ludzie nie jadają kości. Doświadczenie nauczyło ją, że kość i tak w końcu trafia do niej z powrotem. Zresztą, jeśli dałem psu kość (ale ja dałem a nie sobie wziął), to nie po to abym mu ją zabrać! Poza tym suka jest nauczona, że kości są deserem do zabawy (jedzenia) na posłaniu i że nie wszędzie są mile widziane. Również jeśli chodzi o miskę (jedzenie) psa, to my ludzie dajemy psu jeść, ale jeśli pies dostanie zgodę na jedzenie, to nikt mu już nie przeszkadza. Podane żarcie należy do psa. Bycie przewodnikiem to przede wszystkim odpowiedzialność. Odpowiedzialność za bezpieczeństwo psa oraz za spełnienie jego potrzeb. Pies, który otrzymuje od właściciela wszystkiego czego potrzebuje nie będzie miał potrzeby zdobywania i bronienia czegokolwiek. Ponadto jeśli pies nauczy się zapracować na spełnienie swoich potrzeb, to chętnie będzie z nami współpracował, gdyż to będzie w jego interesie. Pozwalając na życie psa zgodnie z jego naturą i odpowiednio nim sterując można bezproblemowo "uzyskać" posłusznego i oddanego przyjaciela. Tylko tyle i aż tyle. A wracając do Twojej metody dominowania psa: wiele lat temu dostałem pod opiekę sukę ONa, która była bardzo agresywna. Suka miała 6 lat i słabo zsocjalizowana, nie szkolona. Jedną z jej cech było pilnowanie żarcia. Nigdy nie przyszło mi na myśl, aby spróbować odebrać jej kość, przynajmniej do czasu gdy nie zdobyłem jej zaufania. Później mogłem z nią zrobić wszystko, suka wiedziała, że z mojej strony spotykają ją głównie przyjemności (na które co prawda musi zapracować, ale ma prawo z nich zrezygnować). Niczego nie robiłem na siłę - "oswojenie" jej zajęło mi około pół roku, ale po tym czasie miałem całkowicie posłusznego psa. I te doświadczenia pozwalają mi udzielić jednej rady każdemu właścicielowi psa ze skłonnością do agresji - unikać sytuacji konfliktowych. Jeśli pies broni zabawki, to zabrać zabawkę (schować, tak aby pies nie miał do niej dostępu). Jeśli jest problem z leżeniem na kanapie, to zamknąć pokój, tak aby pies nie miał dostępu do kanapy. Jeśli broni miski, to zlikwidować miskę i karmić psa z ręki (lub sypiąc mu żarcie na podłogę). W każdym razie pierwszą rzeczą w takich przypadkach jest ustalenie i usunięcie przyczyny agresji. Dopiero później można stopniowo wprowadzać odwrażliwianie psa. I jeszcze jedno - szkolenie, zwłaszcza grupowe nie jest dla psów z problemami. Znam instruktorów, którzy nie przyjmują na szkolenie grupowe psów agresywnych czy tchórzliwych. Oczywiście podejmują się pracy z takim psem, ale w toku zajęć indywidualnych. Dopiero po skończonej terapii taki pies może dołączyć do grupy szkoleniowej. Jak widać z wątku - problem agresji u tego szczeniaka został rozwiązany. Obeszło się bez ustalania hierarchi, gdyż uwierz mi - przewodnictwo stada, jest ostatnią rzeczą, o której "marzy" nasz pupil. Zresztą to pojęcie jest jemu obce - jego pozycja w stadzie (ale podkreślam psów) jest odzwierciedleniem stosunku pozostałych osobników do niego. To przez pryzmat jak inne psy się odnoszą do danego osobnika można określić jego pozycję, a nie przez jego zachowanie.
-
Czy suka w domu zachowuje się agresywnie (broni miski, zabawek), czy warczy na Ciebie gdy jesteś w pobliżu męża? Jeśli nie, to nie macie problemu - suka dochodzi do siebie po przeżyciach. Dbajcie o jej zaufanie i poczucie bezpieczeństwa a szybko wróci do normy. Warto zachęcać ją do zabawy i niech trochę popracuje (przypomnienie umiejętności, które nabyła na szkoleniu jej nie zaszkodzi).
-
Proponuję jeszcze raz, z uwagą przeczytać początek postu Lideczqi Pierwszy wstrząs dla suni - sterylizacja (zabieg pod narkozą, leczenie). Po drugie wyjazd w obce miejsce, gdzie na każdym kroku spotykała się z agresywnymi zachowaniami psów. Zmiana trybu życia - brak spacerów, konieczność rywalizacji o zasoby (gdyby Ruslam się jej podporządkował, to nie warczałby - warczenie świadczy, że hierarchia pomiędzy psami nie została ustalona, Ruslam raczej unikał konfrontacji niż się podporządkował) - to wszystko spowodowało, że dotychczasowy porządek świata został zaburzony - suka nie potrafiła się odnaleźć. Zestresowana zaczęła reagować instynktownie broniąc swojego stanu posiadania (zdobyczy, miski, miejsca, itp.). Można nazwać to dominacją, czy jak się komu podoba. Natomiast istotne jest jedno - suka musi być stamtąd zabrana! Jej zachowania przynoszą (w jej rozumieniu) korzyść i mogą stać się nawykiem! Dlatego wymagana jest jak najszybsza terapia polegająca na wyciszeniu psa, odbudowaniu zaufania do ludzi (w końcu to oni wpakowali sukę w tę sytuację) i socjalizację. Podstawą jest poczucie bezpieczeństwa u suki - w tych warunkach go nie uzyska.
-
Ale tutaj już się stało, to co się stało! Ta suka nie została przygotowana na taką sytuację, nie potrafi sobie z nią poradzić i na dodatek nie jest tak wyszkolona, aby automatycznie reagować na polecenia. Pies w sytuacjach mocno stresowych reaguje albo automatycznie (uwarunkowanymi odruchami) albo zgodnie ze swoim temperamentem (i instynktem). Jak napisała Flaire - nie wyszkolony pies albo ucieknie albo zacznie się bronić (przy czym ucieczka może być czynna albo bierna (znieruchomienie)) również obrona może polegać na aktywnym ataku, albo właśnie na apatii z zachowaniami agresywnymi w przypadku naruszenia strefy bezpieczeństwa. Trudno w takiej sytuacji prowadzić odwrażliwianie psa czy szkolenie. Pies atakuje znanych mu ludzi i może stanowić zagrożenie dla dziecka. Dlatego rada jest jedna - zabrać stamtąd psa i dopiero później wzmóc socjalizację, która umożliwi suce radzenie sobie w podobnych sytuacjach. W przeciwnym przypadku jej stan psychiczny będzie się pogarszał i grozi naprawdę tragedią. Ta suka może przestać kontrolować swoje reakcje! Pomijam fakt, że zbyt długie przebywanie w stresogennym otoczeniu może wymagać później długotrwałej terapii (gdyż suka nabierze nawyku zachowań agresywnych).
-
Z tego co opisujesz suka przeżywa ciężki stres. Znajduje się w obcym, wrogim środowisku (wokól szczekające i warczące psy). Prawdopodobnie brakuje jej wsparcia ze strony opiekunów. Moja rada jest tylko jedna - jak najszybciej należy ją stamtąd zabrać. Dominacja nie ma tu nic do rzeczy - suka jest zestresowana i nie potrafi sobie poradzić z sytuacją, w której się znalazła.
-
Madziara, gratuluję pomysłu z nauką "oddaj". Pies warczy (ostrzega) i co? Gazetą go, a jak odda (zwyczajnie poczuje się zaatakowany i zacznie się bronić - rękawice mogą nie pomóc)? Na szczęście w opisywanym przypadku mamy do czynienia z 5-cio miesięcznym szczeniakiem, to wielkiej krzywdy nie zrobi, ale czy myślisz, co on poczuje? Psiak nauczył się konkurować o żarcie (bo takie warunki miał u "hodowcy" - szczeniaki konkurowały o wszystko!) i czuje się zagrożony. A ty zamiast nauczyć, go że człowiek DAJE JEŚĆ a NIE ZABIERA proponujesz nadal utrzymać go w błędnym przekonaniu, że ktoś może mu to zabrać. I na dokładkę wymagasz, aby nauczył się pokornie oddawać. Gratulacje!!! I jeszcze raz o błędnie rozumianej dominacji: 1. Przywódca podejmuje jakieś działanie, a pozostali członkowie przyłączają się do niego, gdyż TAK SIĘ IM OPŁACA a nie dlatego, że ktoś im każe! 2. Przywódca zapewnia bezpieczeństwo i jedzenie! Raz dane żarcie nie może być odebrane! 3. Członkowie stada uznają autorytet przywódcy i dobrowolnie się jemu podporządkowują! Przywódca nie może ich do niczego zmusić, członkowie stada mają możliwość opuszczenia go! I na koniec uwaga: pies ma niesamowite wprost możliwości adaptacyjne. Tylko to umożliwia mu dostosowanie się (i przeżycie) do różnych warunków - podstawową cechą jest natomiast ULEGŁOŚĆ wobec człowieka. Podstawą szkolenia i wychowania psa jest: 1. Konsekwencja, jeśli na coś psu nie pozwalamy, to ZAWSZE! 2. Łagodność w postępowaniu - pies musi ufać przewodnikowi i mieć przekonanie, że z ręki przewodnika nie spotka go nic złego. Ma czuć się bezpiecznie. 3. Nagradzanie za każde zachowanie zgodne z naszymi oczekiwaniami. Pies uczy się, że "za to płacą" i będzie to powtarzał. Najlepsze efekty daje nagradzanie zmienne - czyli nagradzamy często ale różnorodnie (raz pochwała a raz smakołyk), czasem warto w ogóle nie nagrodzić. 4. Pozwalać psu na próbowanie różnych zachowań - pozwólmy mu robić błędy i bądźmy wyrozumiali. 5. Jeśli chcemy, aby pies w jakiejś sytuacji zachowywał się w określony sposób, to nauczmy go tego. Nie karzmy psa za to, że nie wie jak ma się zachować. 6. Jesteśmy z psem w "jednej drużynie", on nie jest naszym przeciwnikiem. Psu nie zależy na władzy tylko na bardzo konkretnych sprawach - chce mieć pełny brzuch, ciepło, czuć się bezpieczenie, bawić się, itd. Pamiętajmy o jego potrzebach i zapewnijmy ich spełnienie.
-
Po zastanowieniu potwierdzam swoją poprzednią ocenę: zrzutka (5 pkt karnych) i kontynuacja biegu. Sądzę, że znaczenie ma ruch psa. Jeśli jest w "skoku" pomiędzy podporami i uderzy w podporę (tyczkę) i przewróci ją (zrzuci tyczkę), to mamy zrzutkę. Natomiast w pozostałych przypadkach będziemy mieli odmowę i... właśnie co dalej: pies zamiast skoczyć uderzył poprzeczką i ją zrzucił - co się dzieje? Jeśli odmowa, to jak poprawić?
-
to ja na początek :) Wydaje mi się, że w wariancie II mamy odmowę i przewodnik musi powtórzyć kombinację - zaczyna od A. W wariancie pierwszym - zrzutka - 5 pkt karnych i kontynuacja biegu. Wariant III - sądzę, że również zrzutka i kontynuacja, ale mam wątpliwości.
-
Ciapek - sam sobie odpowiedziałeś jeśli chodzi o atrakcyjność. Pies pracuje (współpracuje z człowiekiem) za coś - robi tylko to co mu się opłaca - albo w celu zdobycia nagrody (czegoś co jest dla niego przyjemne) albo w celu uniknięcia przykrości. Natomiast objawy, które wymieniasz wskazują, że pies nie ufa jeszcze Tobie. Twoje dziecko nie zmusza psa do niczego, nie nakazuje mu czegokolwiek tylko nagradza za jakieś zachowanie. Pies przyjął te zasady - odbiera dziecko jako dostarczyciela przyjemności i z radością pracuje dla nagrody. Weź przykład z dziecka - zbuduj pomiędzy psem a sobą więź - zacznij psa nagradzać za pewne zachowania, ale nie zmuszaj go do nich. Jeśli zaś chodzi o osobę, która szkoli psa - pies będzie chętnie pracował dla wszystkich, którzy będą mu "płacili".
-
Dominacja dominacją... Fisher Fisherem... a ja dam Ci jedną radę: przekonaj swojego psa, że jesteś największą atrakcją na świecie.