Jump to content
Dogomania

amster

Members
  • Posts

    451
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by amster

  1. niestety, ale dla Was Marcinie bez sensu. chociaz można się chyba wiele nauczyć podglądając pracę na ringu i wogóle organizację tej całej tak przeciez wielkiej imprezy. bo ta według mnie była niezła. Co do mojej rasy, to ja jestem cały w skowronkach. Oba psy (CC i Res.CC) oparte są na moich ulubionych Falconcragach. Do tego jeszcze suka z Res.CC to chyba jedna z baaardzo nielicznych jeszcze wystawianych z tym właśnie przydomkiem (o ile nie ostatnia). Moim zdaniem to było najlepsze zwierzę w całej stawce i jej należał się BOB. ruszała się bosko, a może nawet lepiej. Puppy BOB trafiło w ręce tej samej hodowli z której wyszły zwycięskie psy, aczkolwiek wyhodowany on został na czymś zupełnie innym. Mam nadzieję, że nasza mała Sea urodzona również tam, pójdzie w ślady swoich Falconcragowskich przodków, a ma na to już teraz zadatki. :wink:
  2. strasznie dużo się działo przez minioną noc, odpowiadam więc hurtowo, a, że dogomania chodzi u mnie dość wolno, więc zanim przebrnąłem przez wszystkie fragmenty, to zapomniałem co miałem po kolei odpowiadać. więc: Tilia Marzyć to każdemu wolno, jedyne co nas nic nie kosztuje. No i często marzenia przy dużej dozie szczęścia i samozaparcia udaje nam (przynajmniej mi) się zrealizować. Sterylizacja byłaby według mnie najgorszym co mogłabyś zrobić mając takie właśnie marzenia. To niestety proces nieodwracalny. A jeżeli już teraz myślisz o szczeniakach, to ten jeden drobny zabieg pozbawiłby Cię tej szansy na długo. Lepiej więc przemęcz się przy kolejnych cieczkach, wyczekaj na odpowiedni moment i dawaj do tego Killbournea. Ja czekałem na swoje pierwsze szczeniaki baardzo długo. i w sumie dwa najlepsze psy jakie u siebie posiadałem nigdy u mnie nie pozostawiły maluchów. Rotti Borys był Bafi ita a ja osobiście jestem za kryciami naturalnymi. to tez dla mnie w jakiś sposób świadczy o wartości reproduktora. oczywiście inna sprawa kiedy reproduktor daleko, albo co gorsza za morzem. wtedy może nie być innej możliwości. bubu ja też mam zgłoszone zwierzaki do Berlina, ale czas pokaże czy uda nam się tam dostać. wydarzenia ostatnich dni kierują nas w inne strony, szczęście, że wyjazd ten będzie sponsorowany, może więc zostanie małe co nieco na Katowice i Berlin. sagittarius i ja witam ciesząc się niezmiernie, że coraz większe grono charciomaniaków ulokowało się w jednym miejscu w sieci i to tak szacowne grono. wielu z nas jeszcze pewnie pozostaje w utajnieniu lub wręcz bez dostępu do tego przybytku cywilizacji. a szkoda. dla niektórych to czasem jedyna możliwość pogadania sobie z charciarzami bez wyjazdów na wystawy Marcin-H szczerze mowiąc takich dwudniowych imprez w Niemczech nie ma zbyt wiele. najbliższe nam to Langerwisch i Grossedlitz, gdzie oba dni to wystawy. Ale praktycznie każda taka jednodniowa wystawa drugiego dnia jest połączona z coursingiem lub wyścigami. A miejsc bliskich naszej granicy jest w sumie sporo. Ja w zeszłym roku odwiedziłem ichnie dwa kluby, w: Zschepplinie (coursing) i Greppinie (wyścigi). W pobliżu Lipska jest też Wiesenburg i coś tam chyba jeszcze. Dlatego tez nigdy chyba nie wyniosę się z tych okolic w głąb Polski, tutaj po godzinie jazdy drogami lokalnymi trafiam na autostradę i właściwie cała Europa stoi dla mnie otworem. zboczeńcy ja ich jakoś nigdy nie spotykam... imiona ja niestety (dla nowych właścicieli) lubuję się w imionach dość skomplikowanych. O ile pierwszy miot był bardzo prosty w znaczeniach, o tyle ten na B już znacznie mniej i wiele osób różnie sobie tłumaczyło to co autor miał na myśli. A przy ich tworzeniu posłużyłem się takim małym, kieszonkowym słowniczkiem idiomów angielskich. Wiele z tych imion ma dla mnie osobiście znaczenie symboliczne, mam takie jedno uszykowane na C. Będzie dla samca. I uważam, że jest to ostatnie z praw jakie ma hodowca do swoich szczeniąt, czyli wybranie mu takiego imienia (rodowodowego) jakie mu najbardziej pasuje i w sercu zagra. Niestety nie mam praktycznie możliwości wołac na maluchy tak jak sobie tego będą życzyć nowi właściciele, bo przecież na tych czeka się całymi miesiącami. Jedynie Porscha i Boy są wołane tak jak angielka i irlandczyk sobie zażyczyli. na tym kończę swój wywód
  3. niczego nie będę uchylał, mogę tylko powiedzieć, że już jest mleko. tymczasem żegnam drogie Panie i spadam doglądać swoje stadko.
  4. zzieleniałem to ze złości, a tak na prawde to nie ja jestem na tych zdjęciach:) zgadnijcie kto? Avalanche - Ava Bordeaux - Bordo Edmontonie - Edi Finchleyu - Fincz Balladierze - Bad Kensingtonie - Ken (hehe, tylko mu Barbi dać) w sumie, to przecież Wasz, nowych właścicieli wybór. Najgorsze, dla mnie jednak było to, że ja tyle pracy wkładałem, żeby one choć trochę w tym stadzie się nauczyły reagować na jakieś imiona, bo przecież skąd miałem wiedzieć do kogo trafią i jak kto je będzie nazywał. No i cała ta praca poszła na marne. Ale co tam, mam już wymyślone rodowodowe na C. teraz tylko je trza przekształcić na zwykłe. i wszystko od początku.
  5. z mojego ostatniego miotu przyjęło się jedno: bilans BARE TRUTH od samego poczatku nie mogłem dla niej nic wymyśleć do wołania, w końcu stanęło na Krówce. Bo ona taka łaciata. No i ta Krówka pojechała do Słowenii. Początkowo nowi właściciele chcieli wykorzystac imię rodowodowe i wołać ją: BARTRUDA, ale to im sie zbytnio z Gertrudą kojarzyło. ostatecznie więc została Krowka, a, że z niej kawał kobity to wszystko pasuje. Nota bene Krówka zaliczyła już III-BIS Puppy a w ten weekend debiutuje w klasie młodzieży. Ciekawie jak się tej Krówce powiedzie. no i nie mogę się nie oprzeć, żeby nie powiedzieć, że wszelkie ślady na niebie i ziemi (a przede wszystkim w wymionach niektórych moich zwierząt) wskazują, że wkrótce nasze stadko się może powiększyć. ale to tak przy okazji.
  6. no dobra, Borys jeszcze ujdzie w tłoku. Ale żeby tak Tania na Porschę, Bady na Boy, Blondi na Luci. Mi się tam moje bardziej podobały. no, ale już nie są moje, więc niestety muszę cierpieć za te imiona.
  7. zapomniałem o mojej staruszce Łące, która rodowodowe ma: ŁUBINOWA ŁĄKA Polot. No i w domu jest Łąka, a kiedy daje dyla na spacerze, to ja stoję wśród łąk i drę się na nią "Łąka wracaj". musi to wyglądać ciut idiotycznie, ale tu i tak nie ma ludzi, więc spoko. do tego Łąka reaguje na Ruda, a ostatnimi czasy mawiamy do niej Babciu. Ona tez miała swoje epitety, ale ostatnio już wyszły z użycia więc nawet nie pamiętam jak na nią się darłem.
  8. eee tam, ja nie miałem większych problemów. wszystkie praktrycznie są wołane tak jak mają z rodowodów: MUŚLINOWA MARKIZA Polot - Markiza, Marycha, Mańka (czasem trochę inaczej: Franca, Potworze, Zołzo, innych nie przytoczę, ale zawsze dobrze wiedziała do kogo się grzmi) Maarinsky IRISH GUINNESS - przyjechał do mnie jak miał 10 miesięcy i już wówczas był Tim, no i tak zostało do końca SAMA SŁODYCZ Polot - Sama (epitety rzucane w złości jak wyżej) LIZA z Kruszelnickiego Dworu - Liza a czasem też Głupia, Idiotko, Kretynko bilans AMSTERDAM - Amster no i Misiu, Palancie, Gnoju bilans AWANGARDA - Awa w przypływie czułości Awuniu bilans BED OF ROSES - Rosi jak dotychczas nie zasłużyła sobie na drugie imię, ani trzecie, ani też na czwarte. ale nabywcy moich szczeniąt nie rozumieją moich dobrych intencji (patrz Rotti i nazywają swoje psy po swojemu. dla przykładu Borys, Lady, Luci, Bianca, Boy, czy też Porscha (tego ostatniego to już wogóle nie rozumiem, ale to irlandczyk wymyślał, więc mu wybaczam))
  9. ależ dziękuję Marcinie. bardzo ładne, choć nie w moim typie... :):) zarówno psy jak i owa człeczyna.
  10. charciara ja to nazywam, że poczuły wiatr w nozdrzach rzeczywiście uwielbiają wietrzną pogodę, stają sobie z wyciągniętymi szyjami i jakby łapały ten wiatr. wygląda to fantastycznie. no i szaleją wówczas znacznie bardziej.
  11. zgadzam się w całej rozciągłości. dodam jeszcze, że wogóle spacer na smyczy z chartem, to dla niego nie spacer. to przechadzka co najwyżej.
  12. Rotti co tym razem... czyżby to nie był mój pierwszy? no i niby co mi siem mykło? bo nie kojarzem ja żem bardzo grzeczny chłopeic jest, co zresztą widać na załączonym obrazku...
  13. Wirka ja żadnej spychologi nie stosuję. odczepi siem :)
  14. Bagi ja tego nie powiedziałem. to Wirka stwierdziła. Rotti niestety nie udało się naprawić, bo i za bardzo nie bylo co naprawiać.
  15. wirka ale wogóle dziwna jakaś ta parka. taki stary i taka młoda. a pozory sprawiali zupełnie odwrotne.
  16. wirka wybacz im, czego można wymagać od takiego małego dziecięcia jak bagi i od takiego kudłacza jak Marcin-H. co oni mogą wiedzieć o deerach.
  17. moja nie jest już nigdzie do kupienia, mam i tak super okazję, że mam ją wypożyczoną prawie na rok. ale skanowanie tego idzie straasznie wolno. dochodzimy do 100 strony, a to dopiero lata 60-te.
  18. aaa, bo tak dzisiaj własnie skanuję angielską księgę championów tych syberyjczyków. dopiero 70 strona a przed nami jeszcze co najmniej 300. i juz mi się flaki przewracają. stąd to dziadostwo :):)
  19. no ta i ja też nie wiem. moje dzięki komuś (może temu Najwyższemu) nie kaleczą się i z reguły cieszą się dobrym zdrowiem. może mają grubszą skórę, bo to takie syberyjskie dziadostwo...
  20. nasze się wogóle nie zaczepiają tymi paluchami i jak do tej pory nie było z tym problemów. również rozcięte łapy należą raczej do rzadkości, a już takie żeby to szyć... jeszcze się nie zdarzyło. nie wiem od czego to zależy, bo przecież kupę lat mieszkałem w mieście, a i teraz czasem na spacer do miasta się wybiorę. czyżby na zachodnich rubieżach mniej było porozbijanych butelek na ulicach??
  21. a my się wycwaniliśmy i przenieślismy łóżko na wyższy poziom (czyt. położone pomiędzy dwoma szafami wys. 1,20 m). psy już nam teraz nie wchodzą do łóżka, bo dla nich to za wysoko. pierwszego dnia przeżyły niezły szook. ale taki pomysł się chyba dla włoszczyzny nie sprawdzi, dla vipów też chyba nie, bo to skoczne dziadostwo. ale nie powiem, kiedy jestem zmuszony w łóżku spać sam, to bym chętnie jakiegoś cielaczka sobie tam przygarnął.
  22. mi to bardziej jakieś szczurki przypomina. Gdybym nie wiedział, że to włoszczyzna pomyślałbym, że to jaka chińszczyzna, a może wietnamszczyzna :):)
  23. charciara pewnie, że się nie gniewam. jak by mi tylko lepiej ta dogomania i cała sieć chodziły wrzuciłbym tez parę swoich fotek, ale niestety. zachciało mi się mieszkać na peryferiach.
  24. moje robią coope (bardzo mi się ten zapis podoba) często w krzakach, tak jakby chciały ukryć tę krępującą czynność. Oczywiście wówczas część zostaje im na portkach.
  25. a u mnie brudno, zimno, ppochmurno, śnieg spadł i się topi. ogólnie jest beznadziejnie. i jeszcze perspektywa całego miesiąca do wiosny mnie osłabia.
×
×
  • Create New...