Jump to content
Dogomania

amster

Members
  • Posts

    451
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by amster

  1. matrix w tym sęk, że ona musi sie nauczyć przebywac beze mnie dość długo.
  2. czy twierdzisz, ze moje pozostałe psy sa mało kontaktowe? bo ja tak nie uważam, a przy tym nie są tak narzucające się jak Liza. Po prostu ciekawi mnie, jak do tego podchodzą inni i jakie efekty wychowawcze uzyskują. Zaczynam nabierać taką bowiem teorię, że szczeniak, który ma bardziej ograniczony kontakt z właścicielem (nie mówię, że całkowity jego brak) jest w przyszłości bardziej samodzielny. Potrafi się zachować kiedy jest pozostawiony sam sobie. a z takim wyniunianym są, lub też bywają kłopoty. np. typu całodzienne wycie pod drzwiami kiedy nagle szczeniak zostaje sam w nowym domu. echhh, skomplikowana sprawa
  3. no właśnie, wszystkie te z B są takie miodaśne. a ja ich nie nosiłem na rękach itd. nie wiem skąd to się wzięło, mam nadzieję, że dobrze jednak robię z Sea. Ja bowiem nie chcę, żeby była rozpieszczona, ale żeby była układna. Jeżeli więc zastosuje taki sam cykl jak przy B może to się uda. tylko mi trochę jej jednak szkoda, kiedy ją muszę zostawić na noc w kojcu. nasz kontakt teraz jest bardzo ograniczony niestety.
  4. ja wiem, czego oczekuję od swoich psów, tylko droga jaką to osiągnąłem w przypadku Amsterdama, Awy nie jest do końca przeze mnie akceptowana. Niby nic złego sobie wzajemnie nie robiliśmy, ale ja bym chciał mieć większy kontakt ze szczeniakiem, to jednak się w przyszłości mści, a przynajmniej tak właśnie było z Lizą. Gdzieś już pisałem, że tak ją kocham, jak jej nienawidzę. I to dokładnie oddaje moje relacje do niej. Liza jest urocza, kochana, ale ona nie jest rozpieszczona, tylko rozwydrzona. I nie chciałbym żeby Sea taka właśnie była. Jeżeli zaś chodzi o wypowiedź Gochy, to ja nie narzekam i tez z moimi psami mogę zrobić wszystko, oprócz Lizy... tej, która jako dziecię była rozpieszczana. Powiedz mi Rotti, jak to było z Borysem, czy był naprzykrzającym się rozwydrzonym gówniarzem? Czy może jednak posłusznym i układnym psem, miłym i grzecznym (oczywiście w granicach szczenięcego rozsądku).
  5. Każdy z hodowców ma swoje metody wychowawcze, które w jakimś tam stopniu wpływają na późniejszą psychikę zwierzęcia. Od kiedy mam w domu Sea, nie ukrywam, iż mam problem moralny w temacie jak ją wychowywać. Pierwsze trzy dni sunia przebywała w domu. Po tym okresie, kiedy trafiła na dwór zaczęła piszczeć i skamleć, drapać i gryźć drzwi, tak bardzo chciała się dostać do domu. Mam już w domu sukę, która zachowuje się w ten sposób i nie ukrywam nie leży mi to osobiście. Niechciałbym żeby Sea była również takim natrętem. Pozostałe moje psiaki w tym temacie takie nie są. Jednocześnie skręca mnie w żołądku, kiedy zostawiam małą w kojcu. Wolałbym mieć ją w domu. Nie ukrywam, iż obawiam się, że jeżeli zacznę ją rozpieszczać, to w przyszłości będzie się zachowywała nieznośnie. Jak Wy, doświadczeni hodowcy traktujecie swoje szczeniaki, te które pozostają w domu, a także te, które mają z tego domu odejść. Nosicie je na rękach, czy trzymacie na dystans?
  6. Droga Ariko, z przykrością muszę stwierdzić, że ja nie uczę swoich psów nieciagnięcia na smyczach. Kiedy więc wychodzimy z nimi na spacer w mieście (co obecnie już chyba od lat kilku nie miało miejsca) wówczas ciągną jak oszalałe. Ale to wszystko jest kwestią przyzwyczajenia. Chodzenia przy nodze jako takiego też ich nie uczę. A wogóle chodzenia na smyczy to uczą się raczej same. Po kilku próbach, kiedy zajarzą, że po krótkim odcinku na "jakimś sznurku" można sobie pobuszować po łąkach, wytarzać się w świerzej krowiej kupce, wykąpać się w jakimś bagienku, to same ostatecznie przestają robić trudności. W sumie jednak kiedy jest potrzeba (wystawa) wszystko idzie jak należy, nie ciągnie, jest spokojne i nie stwarza problemów.
  7. oj ciągnęły ciągnęły i mówiąc szczerze ciągną do tej pory.
  8. To samo właśnie ja przeżywam. I tak masz szczęście, że Twoi szefowie są wyrozumiali. Jakbym ja się powołał kiedykolwiek na psa, to bym chyba wyleciał z pracy. One nie mogą istnieć w moim zawodowym życiu. I wierz mi, to jest koszmar. Ukrywać radość, bo się coś urodziło, smutek, bo coś odeszło.
  9. nie będę już nic mówił. cztery ściany, co z tego, że zielone i ten monitor i klawiatura. Ot cała moja Wiosna. ehhh życie...
  10. kolejne oznaki wiosny. całe podwórko miałem dziś rano przeorane... przez dżdżownice.
  11. szczerze, to ja też tak za bardzo w tym wypadku na czarne nie liczę. może dopiero za rok. ale... wszystko się może zdarzyć.
  12. u mnie się jeż znalazł. właściwie tylko skórka przyodziana igiełkami. ciekawe co stało się z jego wnętrzem???? a po łąkach kilka razy już Łąka ganiała ze zwłokami kury. mam powody przypuszczać, że samodzielnie upolowanej u sąsiadki. ale to nam sie udało ograniczyć.
  13. to teraz ja dorzucę parę swoich gó...nek. bo ja juz jestem po wiosennych porządkach i u mnie teraz co dziennie jakieś dziesięć kupek zbieram do wiaderka i urzyźniam łąki. Robota nie trwa nawet pięć minut. na podwórku jest czysto, a łączka będzie nawieziona. Aczkolwiek jeszcze tydzień temu nie miałem podwórka. Znaczy się podwórko było usłane ró...gó...ami. Co ciekawe ścieżka wiodąca od bramy do domu jest zawsze bezpieczna i spokojnie można nią dostać się do domu nie wnosząc na butach niespodzianek. A co do chlapania się w błotku, to: a jakże. kiedy Warta zstępuje do koryta po zimie pozostają na łąkach oczka błotno-wodne. Ulubione miejsce taplania się moich psów. Co do zaś taplania sie w bardziej śmierdzących miejscach, to krowie placki wiodą prym. A jest ci ich u nas dostatek. Zaraz jak się tylko wprowadziłem na to miejsce, to Amsterdam się przefarbował w takim jednym na zielono. No i mieliśmy zielonego borzoja :) (tak szczerze, to nadal był zgodny ze wzorcem)
  14. ależ Bagi, ja nigdy go nie porzuciłem. Niestety tak mi sie nieszczęśliwie złożyło. Gdyby w zeszłym roku Sama dostała cieczkę przed jego zejściem, co powinno nastąpić zgodnie z jej planem cieczkowym, po podwórku biegały by mi jego dzieci z moim własnym przydomkiem. Ale Sama spóźniła się z tą swoją cieczką o 2 tygodnie. Ja to nazywam pechem. jak wiesz Tim był sprowadzony specjalnie dla Markizy i te dwa zwierzęta u mnie sie nigdy nie rozmnożyły. Żeby teraz to naprawić muszę pokryć jego synami. Szczęście, że obydwa jego krycia dały bardzo ładne i wartościowe zwierzęta. Za rok Liza i Wiaterek.
  15. no tak, zapomniałem, że lepsza na samepoczucie sztuczna wiosna, niż prawdziwa zima. więc trochę teraz pogodniej: a u mnie wyobraźcie sobie już narcyzy pąki puszczajo, koźlęta się rodzo (to już wiecie), ptaszyny śpiewajo na pobudkę o 6 rano. wiosno czuć w powietrzu palonymi liśmi i trawami co to siem przez zime nagromadzili na ogródkach. wprawdzie motyli ci jeszcze nie widać, ale muchi już latajo. no, a żurawie ta jo już widział dawno temu, ale nic nie pisoł coby nie zapeszać. no szkoda tylko, że słoneczko dyć nam skąpi, ale jak mówio w eremefie już w środe ma i w nasze zachodnie rubieże zawitać. tak wiec dobrej myśli trza być i wypatrywać naszej wiosenki i powoli wywlekać z szaf lżejsze odzienie.
  16. eeee tam, bazie już w lutym były. przebiśniegi juz u nas od tygodni, właściwie już przekwitają. motyle... jakiś wariat czy co? a może to mutant jądrowy jakiś był. bo u nas chociaz ciepło, to nadal buro, szaro, jakoś tak bezpłciowo. jedyne co, to, że narcyzy na łące już mają pąki, więc lada moment zakwitną. a tak poza tym to zima dla mnie nadal trwa.
  17. ona: i on: przy czym jego zdjęcie jest kiedy miał 9 miesięcy, a teraz to juz facet. wprawdzie oba są białem, ale genetycznie każde znich ma w sobie sporo czarnego, więc... może coś wyjdzie.
  18. rzeczywiście, kozy są wścibskie, wszystkożerne, ciekawskie, ale i niesłychanie inteligentne. ja tam swoje bardzo lubię, kozie mleko również, a już szczególnie lubią je moje psy. wiecie jak fantastycznie wygląda spacer z borzojami, kiedy za nami podąża po łąkach stadko kózek. nasze kozy nie są rasowe, o czym już chyba wspomniałem, ale są niezwykle (jak dla nas) urodziwe. faktem jest jednak, że są wszystkożerne, więc wszelkiej maści kwiatki są w niebezpieczeństwie. mamy jednak nadzieję, że ograniczą się do korzystania z przeznaczonego dla nich pastwiska. już teraz coraz chętniej na nie wychodzą, chociaż trawy tam jeszcze jak na lekarstwo, najgorsze, że ciągle włażą na pastwisko sąsiadki, która wciąż nam je przegania. musimy więc się od niej jakoś odgrodzić.
  19. mamy jeszcze czas na podjęcie decyzji, do przeglądu hodowlanego :):)
  20. nie ma sprawy, masz od tej pory zakaz wstępu do Włostowa. A szkoda, może jakiś coursing w tym roku też będzie..., albo jaka charcia majówka...
  21. musiałaś więc poznać przynajmniej kilkoro z nas. ja asystowałem na ringu, a wśród wystawców byli między innymi charciara, sagittarius i bubu, więcej chyba nikogo z dogomaniaków nie było, ale pewnie w przyszłości uda się to nadrobić.
  22. Chrupka nic nie stoi na przeszkodzie :) jak dobrze pójdzie to jeszcze w marcu będziemy mieli u nas krycie. może być trudno o czarne, ale... genetyka jest bardzo niezbadaną nauką więc wszystko się może zdarzyć.
  23. no jasne, że bilans :):) a tak serio, to kozy w Polsce hodowane są dośc bezpańsko. jest wprawdzie Związek Hodowców Owiec i Kóz, ale nastawiony głównie na użytkowość. Nasze maleństwa są bezrasowe, więc trudno tu mówić o jakichkolwiek rodowodach, ale... Czemu nie miałyby być na przykład: bilans ZENON (CAPEK z Zielonej Góry & BIAŁA z Zielonej Góry) bilans ZENOBIA (CAPEK z Zielonej Góry & BIAŁA z Zielonej Góry) a już w najbliższych dniach powinny urodzić się kolejne, tym razem po Bezie, więc powinny być kolorowe. Mamy nadzieję, że Koza i Czarna też urodzą jeszcze tej wiosny, więc nasze stadko osiągnie dość znaczne rozmiary.
  24. Co do imienia, to mamy w pomyśle Zenon i Zenobia (bo ich jest dwie), no ale ja bym wolał żeby też były na A, no a potem tak po kolei. Poza tym niestety los koziołka jest niepewny, więc już wogóle nie wiem co z tym fantem zrobić. No chyba, że ktoś się zdecyduje go od nas zabrać. Wówczas imię trzeba nadać. A czemu owe afrykańskie były takie upiorne? Bo my się nosimy z zamiarem posiadania też afrykańskich, alpejskich francuskich i może kaszmirskich (ale to dość odległe marzenia). Całe stado afrykańskich mieszka zaledwie 9 km od nas, mają tam ich chyba kilkadziesiąt, długo i krótkowłosych. Wyglądają przesympatycznie.
×
×
  • Create New...