Jump to content
Dogomania

Majkowska

Members
  • Posts

    4292
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    2

Everything posted by Majkowska

  1. A na pasku przegladarki masz jakąś kartę pt ustawienia czy dodatki? Bo może wystarczy tam k;linąć i zaznaczyć obsługę javascrpit czy bbcode i już będzie - pamiętam że tak robiłam. Wysyłam Pw z pewnym zapytaniem ;)
  2. A na pasku przegladarki masz jakąś kartę pt ustawienia czy dodatki? Bo może wystarczy tam k;linąć i zaznaczyć obsługę javascrpit czy bbcode i już będzie - pamiętam że tak robiłam. Wysyłam Pw z pewnym zapytaniem ;)
  3. jak macie ten pasek nad pisanym postem, w samym rogu jest kwadracik - ni to wtyczka ni kontakcik. Jeśli nacisniecie ten kwadracik to włącza się lub wyłącza ten cały bbcode. Nie rozumiem jak to do końca funkcjonuje, ale mają firefoxa jesli to wyłączę to posty mam niekodowane - czyli bez emot, bez obrazków, bez pasków itd, a spacja lub nowy wiersz jest zastepowany tym nbsp, i tez bardzo czesto mam "error gateway 502 " ( z tym że mam coś takiego jak retry live version i wracam do tego tym przyciskiem). Myślę że problem tkwi w tym kwadraciku, bo tez jakiś czas się z tym zmagałam.
  4. eria - ta obroża na tym sznaucerze wygląda jak wisienka na torcie, idealnie pasuje, a i piesio przepiękny :loveu: A czy ktoś jest w stanie doradzić mi jakieś dobre sleedy dla pointera? Mamy jedne ale się jakosik naciągnęły i ścinają mu dupę już zbyt w dół, a chciałabym zimą troszeńkę go do sanek dziecku poprzypinać i mieć przyjemne na dogtrekkingi.
  5. Nie wybieram się. Nie mam z czym, chyba definitywnie zakańczam naszą karierę wystawową ( a w każdym razie wątpię że pobawię się w uprawnienia itd), choć hodowczyni ciągnie mnie do Mediolanu itd, ale już mi się nie chce jeździć szczególnie w sytuacji obecnej. Ewentualnie towarzysko, ale z kolei nie mam z kim zostawić małej... Mam fotki, a raczej będę mieć, póki co jednak sam tekst bez zdjęc,cobym potem nie zapomniała. Poranek spędzilismy w polach. Było lepiej, bo Wald w polu naprawdę zachowywał się super. Pierwszy moment to była ekstaza i euforia, ale jak już się rozgonił to nawet pracował fajnie, zrobił kilka stójek, siadał ładnie po zerwaniu bażanta, nic nie pogonił i chętnie szukał, dziś to była taka praca praca, nie tylko gonienie dla wybiegania. Z tego jestem zadowolona, choć mgła pierońska i ziąb, co Waldkowi nie przeszkadzało wskoczyć do rzeki - już zawracałyśmy na kolejne pole gdy usłyszałam plusk, a potem serię uderzeń o taflę... Poleciałam pieronem w kierunki rzeki i zobaczyłam pionowo stojący w wodzie łeb, który kilka razy się zanurzył znikając całkowicie.Ta sierota wlazła do wody i nie mógł się wydostać bo brzeg oberwany, a woda dość rwąca, mało brakło a by się utopił, już przyklękała żeby się położyć i go dosięgnąć, ale z odsieczą i zimną krwią wkroczyła hodowczyni i jakoś tego cymbała wyciągnęłyśmy. W tym momencie poczułam że go chyba jednak przestanę kochać, bo w aucie też narobił dziadostwa - zdenerwował sie jak cholera, rozstrząsł, a potem dysząc usłował przeforsować kratkę i przedostać się z bagażnika do mnie. W efekcie drogę przebył na stojąco, zaparty łapami o bagażnik i z łbem na moim ramieniu. Czyżbym siadła sobie za daleko? Opowiedziałam o wszystkim hodowczyni, o tym co wyprawia i jak się zachowuje, więc padły podejrzenia że może jest coś nie tak w naszym domu, może jakiś zapach czy jakaś substancja się unosi (typu azbestowe ściany i chemia która przytruwa psa itd), nie wiem nie myslałam o tym. Drugie przemyślenie to takie żeby psa czymś zająć dodatkowym. Pomyślałam że może bym się faktycznie zapisała na jakieś szkolenie , czy nawet na coś typu agi - choć on nie ćwiczy z jakimś specjalnym zaangażowaniem, ale to by było zajęcie na mózg nad którym by ktoś czuwał. I więcej pola - postaram sobie ustawić tak listopad w pracy żebym miała te połówki dni i rano żeby się dało podjechać na przebieżkę, mam nadieje że technicznie wyjdzie, bo tylko to go w pełni relaksuje, bo niestety 3 h na wybiegu czy gonienie po lotnisku z psami, nie. Z innej beczki : Całkiem niedawno stwierdziłam że z jakichś dziwnych przyczyn ruszają nam sie panele i diabli wiedzą czemu ale podniosły sie do góry i przeskakują. Odkryłam przyczynę gdy odsłoniłam kotarę - za klatką psa (na szynie od krat) nasze dziecko zrobiło sobie basenik i regularnie tam dolewa płynów przesiadując jak ten aniołek za firankami... :loveu:
  6. To jest wyłączenie kodów html bodajże lub jakiegos bbcode czy cuś. A może faktycznie masz jakąś wtyczkę niezainstalowaną i stąd nie wyświetla Ci emotek i pasków? Fajnie by było zapytać o to moda, ale...chyba to niemożliwe...
  7. Skąd? Zabrze? Jakie tu modyfikacje na wątku, cięzko się rozeznać, ukrywasz się pod nowymi nazwami :D
  8. Ja miałam tak na poprzednim osiedlu i łączkach - jak tylko była niepogoda to się złazili ludzie z agresywnymi psami, których normalnie by się nie dało puścić, ale liczyli że nikt nie wyjdzie w taką aurę i puszczali pieski. A ja z Waldkiem też korzystałam z takiej pogody i miałam szczęscie szczególnie wpadać na jedną staruszkę z rottkiem - widok babci ślizgającej się na błocie i fruwającej za rotem który jest gotowy rozszarpać wszystko co się pojawi w jego zasięgu, ściska gardło. A kagańca oczywiście piesek nie miał nigdy,mało tego, o ile dobrze pamiętam to jeszcze był na flexi...
  9. Dzieki za odpowiedź - ale te szelki to nie są zwykłe guardy, prawda? Bo widzę własnie że jakieś dłuższe. Mi też blokowało dośc długo , nawet swojego czasu miałam problem z googlami bo mi blokowało jako niezaufana witryna, z tego co czytałam w instrukcjach to trzeba zwyczajnie dodać stronę do witryn zaufanych bodajże. Wtedy nie powinno blokować :)
  10. Szkoleniowiec zrobił coś co miało pomóc - zamiast uciekania przed weścikiem psy się miały "ustawić", nikt chyba nie wiedział że Wald będzie się potem stawiał do kazdego psa... i fakt faktem teraz z westem spokój, nie boję się go, bo to on sie boi Walda, Wald jest na niego cięty jak cholera i wystarczy że spojrzy a tamtego już nie ma - szczególnie jak wracam ze spaceru a on stoi pod naszymi drzwiami i burczy (uroki mieszkania na parterze). Co do całej smyczy ruffwear to mam spostrzeżenie takie - na wycieczki cud miód orzeszki, ale w miasto już nie. Po pierwsze pies lata jak chce , ciężko nim sterować bo amortyzator się wyciąga, źle się prowadzi w ręce, pas sam w sobie się zaciska przy mocno ciągnącym psie, a i wyszła w praniu jeszcze jedna rzecz : mając ostrzejszego psa nietolerującego innych w razie wypadku się jest w czarnej d...ziurze. Przerobiłam kilkakrotnie z podbiegaczami, na te pyskujące Wald nie reagował, więc spoko, ale nie zmienia to faktu że gdyby psy do siebie buchnęły to nie da się w tym momencie szybko odczepić od siebie psa. Z takim Amorem bym miała przechlapane. Wieczornie byliśmy na lotnisku, Wald znów zaskoczył mnie czymś dziwnym. Teoretycznie posłuszny, ale gnał tak że bałam się że ...zwieje. Wpadł w amok i zaczął okładać teren, więc spodziewałam się czegoś złego i modliłam się w duchu żeby nie wleciał w jakiegoś zająca i nie pognał za nim w mgłę, ale zwierzątka nie było. Poczułam że znów mam szczeniaka, nieogarniętego, ale szaleńczo nastawionego na współpracę - aż żałowałam że nie wzięłam piłki, bo mógłby się wkręcić w to, tak tylko pobiegał, poćwiczyliśmy leżące ostatnio przywołanie w rozproszeniu, pokopał, a potem jak już teoretycznie było fajnie to najpierw rozpędził się do faceta z kijkami (był we mgle, więc komunikat w głowie był szybki : rusza się - biegnij do tego i za chwilę rozczarowanie bo to tylko facet), a potem hen w oddali wypatrzył cos białego i nie podziałało nic. Popędził w ekscytacji. Załamałam się i modliłam się żeby to był tylko jakiś latający biały worek, a nie zwierzę. Worek okazał się być psem, a nawet dwoma, z którymi Wald zaczął się bawić. I biegały tak sobie jak nagle stało się coś czego nie dopatrzyłam w ciemności i mgle - podejrzewam że duży owczarkowaty pies skoczył na Waldka od tyłu, może nawet w zabawie chwycił go zębami. Nic groźnego. Na to Wald wydał z siebie przeraźliwy skowyt (czyżby mu baba tym rowerem wczoraj coś zrobiła? przecież to mutant, bawił się z molosami i bulowatymi na ostro i nigdy nic) i ... zaczął uciekać w panice. Dopiero jak oddalił się kawałek to opamiętał się że go wołam i przyszedł błagając o litość. Psy próbowały bawić się z nim raz jeszcze, ale on uciekał za każdym razem z piskiem, potem jeszcze starszy pan chciał go za wszelką cenę przytulić więc już zupełnie się wyalienował i ... poszedł siedzieć w krzakach. Usiadł tam niczym dziki zalękniony kundel i dygotając obserwował czy czasem go nie napadają. Myślałam że mu przejdzie, ale nie przeszło, wymacałam go ale nie zapiszczał już ani razu, po czym zapięłam na smycz i poszlismy do domu. Po drodze jeszcze wpadliśmy na jednego wesołego pieska, którego Wald obszedł łukiem... Na smyczy nie pociągnął mnie ani razu, szedł przytulony do mojej nogi i nawet nie odszedł się wysikać... :shake:
  11. Witajcie, zakładam nowy topic, bo nic sensownego na ten kształt nie znalazłam, a jedyny temat pod który mogłabym się podpiąć jest zablokowany. Gdybym nie dopatrzyła czegoś to mnie proszę skierować odpowiednio. Otóż chciałam zasięgnąć informacji na temat charczenia buldożków francuskich - w którym momencie jest to normą a w którym już trzeba się o psiaka martwić. W rodzinie mam bulwę, przy której zostałam poproszona o pomoc, psiak należy do ciotki TŻ i wszystko fajnie, bo zaprzyjaźniłyśmy go z moim pointerem i ciocia liczy na wspólne spacery itd, tyle że jest jedno wielkie ALE : pies CHARCZY. Rozumiem że krótkopyszczne charczą i tak mają, ale on charczy kosmicznie i przeraża mnie to - krótko powiem : boję się że po którymś spacerku ze mną wykituje i trochę z przerażeniem myślę o połączeniu go z pieskiem nie do zajechania - moim pointerem. Bulwa jest już "starszy", ma jakieś 6 lat i charczał od zawsze. Widziałam trochę buldożków i słyszałam ale on pobija rekordy - idzie spacerkiem w chłodny dzień i ryczy jak kosiarka, pieni się, po lekkim ruchu dyszy jakby miał zaraz paść na zawał, wymiotuje pianą i sprawia wrażenie wykończonego tym charczeniem mimo że jest żywiołowym psem i jak najbardziej chętnym i spragnionym ruchu... Ciotka wszystko konsultowała z weterynarzem,że niby taka cecha rasy, ma zalecenia żeby go karmić malymi porcjami karmy i nie przemęczać, ale odnoszę wrażenie że z nim nie jest do końca ok, to piesek z pseudo,więc dopuszczam dużą możliwość jakiejś wady. Rzucałam okiem na rózne artykuły o rasie i wiem że mają przeróżne zwężenia przełyku, przegrody nosowej itd itd i operuje się to lub leczy farmakologicznie (ktoś coś może napisać o tym?), ale czuję się zielono w tym. Czy ktoś może napisać jak z takim pieskiem nalezy się ruszać i bawić i czy obawiać się tego charczenia czy traktować to normalnie, pozwalac mu szaleć ile chce, rzucać piłeczkę itd? I jeśli należy coś przebadać lub można zmienić coś tak żeby pieskowi żyło się lepiej to też poproszę, bo jestem zielona - tu też chcę się dowiedzieć czy lepiej psiakowi sprawić grubą i sztywną obrożę czy może szelki. Chętnie wysłucham wszelkich porad.
  12. poduważyłam na poprzedniej str foto pieska w szelkach antyuciekaniowych - faktycznie pies nie jest w stanie się z nich wysunąć za żadne skarby nawet jeśli się szarpie jak dziki??
  13. Dziś siedzimy wszyscy w domu, patrzymy na Warchlinę co on to ma nagromadzone w klatce, a on śpi na bucie...dla odmiany jeden tżtowski drugi mój, tego tżta wytarmosił wkładkę, na moim tylko spał... Całość już opisałam szkoleniowcowi, zobaczymy co mi odpowie... Z konfrontacją chodzi o westa konkretnie bo to od niego się zaczęło. Jak się wprowadziliśmy to przesiadywał nam pod balkonem i rzucał się na Waldka, wreszcie Wald wkurzył się i zaczęły się jatki przez szybę, nawet jeśli go odesłałam na miejsce to tamten stał i darł ryjec, a wychodzi przeważnie sam i bez smyczy... Potem spotkaliśmy się i kilka razy się rzucił na Waldka, Wald nie odpowiedział, ja babkę prosiłam żeby pilnowała żeby pies nie podchodził nam pod okno itd, a następnie na spacerze ze szkoleniowcem nastąpiła ta konfrontacja - spotkaliśmy go i szkoleniowiec pozwolił im się "zmierzyć" , to był bardzo groźny pokaz zakończony tylko dzikim rykiem, sztywną sierścią, spiną i choć się nie chwyciły to widać w ich oczach było mord i to że mają niewyrównany rachunek. Ja bym ominęła, ale szkoleniowiec ciągle usiłuje mi tłumaczyć że zbyt się spinam, nie wiem, może, ale po cholerę mam robić spinę, jak mój pies umie odpuścić i odejśc, a tamten zostaje z pianą na pysku. Niestety ta konfrontacja dała Waldkowi nową możliwość i od tego dnia zaczął do psów podchodzić sztywny, tak jakby nauczył się że taki kontakt jest konieczny. I nie tylko samców, ale i szczeniąt i suk... Powoli mu to mija, ale odnoszę wrażenie że już nigdy nie będzie tak że pójdę z nim wśród psy i zagadam się nie patrząc na psa - teraz wiem że z jego winy jest możliwość bójki i niestety kilka takich zaaranżował, po czym z ogonem pod sobą zwiał za mnie... O tej chemicznej myślałam, ale jak się rozejrzałam w temacie to wyszło że jednak lepiej kastrować zwyczajnie, bo to ostatni moment, tyle że boję się nadal, bo to nieodwracalne, a teraz wszyscy rzucają nagle negatywami o kastracji że normalne dobrze prowadzone psy zaczynają mieć lęki itd, a Wald do twardych nie należy... Wczoraj akurat biegałam na normalnej smyczy i obroży, bo to było przy okazji spaceru, taka o przebieżka, ale jak idę na prawdziwy jogging to owszem , mam smycz z ruffweara z amortyzatorem i zapięciem w pasie i szelki (z odblaskiem). Ale jakkolwiek bym biegała to myślę że rowerzysta nie ma prawa wjeżdzać we mnie od tyłu, co śmieszniejsze, tż mi opowiadał że wczoraj też w niego facet na rowerze huknął i napyskował na niego mimo że gość zjechał ze ścieżki rowerowej na chodnik, a dzisiaj jakiś typ nam na tym samym chodniku by potrącił Kinię, gdybym nie zaczęła wrzeszczeć " uwagaaaa!!" to by ją rąbnął... Ten chodnik to jest zgroza, a szkoda, bo fajny, odgrodzony od jezdni z dużym pasem trawnika, można by było tam spędzić z psem fajnie czas, ale póki jeżdzą z 15 stron to się nie da. A w tym tygodniu wprowadza się obok nas Franklin. I to będzie dopiero wyzwanie, bo jego pan nie będzie w stanie chyba zejść z drugiego piętra, więc musimy z tż się poświęcić i im tam pomóc... Nie ukrywam że coraz częsciej myślę czy by nie zatrudnić jakiegoś petsittera żeby śmignął z nimi na jakiś fajny spacer, niestety tż Warchliny nie umie wybiegać, przestał go puszczać i przestał ogarniać jego i dziecko... Jakby to powiedzieć - jestem z tym sama :)
  14. ciemno to pół biedy, najgorsza ta mgła. We mnie z tej okazji dzisiaj baba wjechała rowerem...więc też czekam na śnieg, bo przynajmiej nie będzie to cholerstwo jeździć...
  15. I wreszcie wolne ... czekałam na to cały tydzień, a tu sru i niedzieli nie ma. Zimno u nas pierońsko, mimo wszystko się wybrałam na spacer popołudniu i powiem jedno - odczuwam że jestem w krytycznym momencie mojego życia, choć pocieszam się że już niebawem młoda będzie kapowała wszystko i jak tylko kupię jej pierwsze gumiaczki to bedziemy popylać w pole z pieskiem. Gorzej że teraz jest teraz i nasz dzisiejszy spacer wyglądał szaleńczo - piszczący Wald w jednej ręce , a w drugiej wyrywająca się elfina, która dwa razy wywaliła się raz w kupę, a raz na chodnik... I co warto wspomnieć - dziś po raz pierwszy zostałam skrytykowana za sprzątanie po piesku, gdy weszłam z dzieckiem na trawnik, przydeptałam smyczkę i w asyście dwóch dzikusów zebrałam co moje. Zszokowało to pewną starszą panią, taką z cyklu " proszę nie deptać chodnika bo tam chodzą mrówki", która wyjechała do mnie z jakimś śmiesznie stonowanym "no wie paaaani cooooooo....?!" a jak się odwróciłam unosząc brwi to wygarnęła coś o narażaniu dziecka na bakterie, więc grzecznie odparłam że większą bakterię robią ludzie którzy nie sprzątają i wywalają na trawniki żarcie dla ptaków, i to ją skutecznie uciszyło... A wieczorem poszliśmy z Warchliną sam na sam i kiedy wyzwalalismy dobrą energię biegając, Warchlem nagle coś szarpnęło. Okazało się że właśnie nasza smyczka znalazła się jakimś cudem pod kołem wyjeżdzającej mi zza pleców rowerzystki :roll: . Wald zaskowytał i już przestraszyłam się że cos mu sie połamało, bo baba huknęła w nas solidnie. Na to paniusia nawet z roweru nie zsiadła, wyplątała się ze smyczy z moją pomocą i lekkim głosem oznajmiła mi że mnie nie zauwazyła. Nosz k.... :madgo: dopiero co jakiś tydzień temu dwóch rowerzystów na moich oczach wzięło pomiędzy siebie znienacka staruszkę i potrącili ją dwustronnie, a baba wjeżdza mi w smycz , niewiadomo jakim cudem, bo pies biegnie raczej poboczem i oznajmia że mnie nie zauważyła ( a raczej psa, bo mnie chciała chyba ominąć i stąd wjechała mi w psa)choć świecę i ja i pies...Wyjechałam dość nieprzyzwoicie, bo paniusia nie miała ani pół lampki czy odblasku, zwyczajnie wyłoniła się z ciemności i mgieł zza nas, na co uslyszałam, że .... nie trzeba pchać się z psem między rowery. Nikt mnie nie drażni bardziej niż rowerzyści... :madgo: :madgo: Niechże śnieg już spadnie , przestanie to się walać po chodnikach... aaa, edit : Zapomniałam napisać, byli u nas dzisiaj znajomi i też zauważyli że Wald się zmienił i jest nie do odklejenia. Facet kumpeli ubrany w czarny eleganki strój nie bardzo miał ochotę tulić Wartkuni i odtrącał go stanowczo, a Wald rypał się mu na kolana i padał mu do stóp z miną " no przytul mnie błagaaaam!".I zauważyli też zapach, który mnie po przeprowadzce przesladuje, mimo że kapałam psa, prałam obroże smycze zabawki i legowiska... Tak poza tym to zachowywał się bardzo dobrze, w kazdym razie nie miał żadnych spin jak przy przy szkoleniowcu, ogólnie nie wiem co wtedy się stało, bo nigdy do nikogo się tak nie zachował jak wtedy...
  16. Moi dziadkowe (tzn moi rodzice, a dziadkowie małej) są właśnie bardzo prozdrowotni - czekolada nie, mcdonaldy nie, ekojabłuszka, ekomarchewki,mięsko ze wsi itd, a do tego TV zastępują książeczkami i duuuużo spacerują, wycieczki po górach, obserwacje przyrody , kultura i nauka, kredki, zbieranie liści, szukanie motylków itd :) Tyle że nie ogarniają innych kwestii, ale coś za coś, wolę takich niż babcię z Twojego przykładu ,a tak robiła moja teściowa - wpychała małą przed ryczący tv z ociekającymi krwią strzelającymi do siebie facetami i uznawała to za świetne spędzanie czasu (bo wspólnie przecież), na spacerku z nia nigdy nie była, nigdy nie dała jej kredek i kartki czy chociażby nie czytała z nią książek tak jak robią to "moi dziadkowie". Hmm pewnie macie rację i większe doświadczenie, ale patrząc na moją Kinię jak chociażby dziarsko rządzi na placyku zabaw to bym nie była taka pewna że bez ustalenia jej reguł się tak łatwo dostosuje :D A muszę ją pochwalić że dzisiaj mieliśmy jakąś substancję płynną w nocniku. Tyle że do końca nie wiem czy to było nasikane czy nalała tam herbatki - bo tak też robi, a potem wstaje i czeka na oklaski niezorientowanych w niczym rodziców :Dh
  17. Czyli znowu byliście w Krk i nic nie powiedziałaś... :lmaa:
  18. O, mój temat zapalny :D Nie tylko łipeci świat to ma - sama ostatnio się zszokowałam jak dużo pointerów jest sfotoszopowanych na zdjęciach pokazowych, tu klatka dociągnięta do łokcia, fafle do ziemi, nos do góry itd. I jedziesz do krycia a tu zonk, bo to nie ten samiec co chciałaś kryć.... :D
  19. Liczyłam że pocieszycie , a wy znów dołujecie rzeczywistością ... dzodzo, zazdroszczę, to faktycznie wielki komfort, choć ja np nie liczę się z moją pracą aż tak bardzo, choć przeważnie stawiam się w niej bez protestu bo jestem niezastąpiona, ale jak coś się dzieje małej to dzwonię że nie przyjdę i już, niech mi umowę rozwiążą, moje dziecko jest dla mnie ważniejsze, szczególnie że przez tą pieprzoną pracę staję się dla niej obca :( A kasy wcale nie przybywa i to święta racja... Żlobek nas ominął, ale powiem szczerze że panicznie boję się przedszkola. Przecież mała jest nieznośna teraz, spać nie, jeść po swojemu, wszystko dotknąć, złapać, rzucić, wrzaski, krzyki, wieczorem ją uśpić to horror... Obawiam się że gdyby teraz ją dać do żłobka to panie mogłby ją wychować.... I szczerze powiedziawszy to też mi się zdawało że będę tęsknić jak cholera za małą, ale teraz praca jest dla mnie oddechem, odpoczynkiem od niej, gdyby nie fakt że przytłacza mnie swoją czasowością to by było zupełnie ok... A jak przetrzymujecie dzieciaczki na nocnikach? moja za cholerę nie wysiedzi...
  20. ja też. I nie wiem czemu, dawniej nie bałam się niczego, a teraz masakra, psychoza :D Może wtedy miałam zwyczajnie lepszego psa obrońcę obok ;)
  21. kupi sobie kota ;) ( i może i nie byłoby głupie bonic tak nie działa na "wzięcie się za siebie" jak konieczność zajęcia się zwierzątkiem). A właściwie to nigdy nic nie wiadomo, może czyta już, z dogomanią bywa różnie i "ściśle tajne" lubi wypływać, ja przykładowo dowiedziałam się od mojego taty że on w wolnych chwilach czyta " to durnowate forum" i wie wszystko , nawet to czego nie powinien wiedzieć :D
  22. Musisz umówić się z ciocią Majkowską na sesję. Prosę bardzo, jak Pat taki zsocjalizowany niechaj się pokaże cioci co ma niewychowanego pointerita - zapraszamy w niedzielę na wybieg/park/lotnisko ;)
  23. Wow. U nas kupa jest robiona ...pod kaloryferem. Idzie sobie do swojego pokoiku, włazi w kącik, zakrywa się firanką i robi kupkę, oczywiście w pampersa. Potem sygnalizuje szarpiąc się za spodenki że coś tam ma i jej przeszkadza. Pocieszam się że to już jakiś postęp. Choć powiem szczerze że ostatnio jestem podłamana tym wszystkim, bo wszystkie jej postępy obserwują głównie dziadkowie. Odkąd wróciłam do pracy to rąbię po 11h dziennie, więc rano ją ubieram i wysyłam do dziadków, a jak wrócę to młoda już śpi... Dołujące , takie piękne wspólne chwile miałyśmy na macierzyńskim :(
  24. Bardzo klimatyczne fotki , takie z cyklu "mgła o poranku " :P Dobrze się czyta że nie tylko mojemu psiantkowi na mózg siada, cóż, zima idzie, psy chcą podgrzać jakoś atmosferę ;)
  25. Najlepszy jest Pan Krówka! Usmiałam się :D
×
×
  • Create New...