Jump to content
Dogomania

maartaa_89

Members
  • Posts

    396
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by maartaa_89

  1. [quote name='Majkowska']Popieram. Zresztą tak jak pisałam - jeśli tylko jest możliwość popracowania z psem to czemu by mu nie dać szansy tylko od razu oddawać lub usypiać? /Kurcze no to jest pies którego prowadziliście przez 7 lat, jesteście za niego odpowiedzialni... Skoro na szkoleniu mu dobrze szło to wygląda na to że nie jest to pies przesycony złem do granic mordu tylko pies który nie dostał regulaminu i szuka swojej drogi. To od was zależy jak mu tą drogę wskażecie. Ja bym nie poddawała się tak szybko tylko spróbowała z psem popracować. I nie kosztem dziecka - bo znów padną przypuszczenia że proponuję puścić ich razem niech się socjalizują - ale pracą, prawdziwą żmudną i stanowczą pracą. Może to że się zachowuje do dziecka tak a nie inaczej to właśnie reakcja na to że na początku został przed dzieckiem poniżony , spadł na sam dół hierarchi i zabroniliście mu się do dziecka zbliżać? Często własnie słyszę że ktoś komuś doradził żeby izolować psa - to najgorsza opcja, pies zawsze będzie próbował uszczknąć tego co się przed nim chowa... Tak jak napisałam wcześniej - wprowadzając dziecko do domu najlepiej zrobić to na pełnym spokoju i prostej zasadzie " dziecko jest w naszej rodzinie i jest członkiem naszego stada a nie wrogiem w rywalizacji o względy". Mnie nawet radzono oddać mojego psa na przechowanie aż dziecko nie podrośnie, ale tego sobie nie wyobrażam - potem co?pies wkracza do domu a tam niespodzianka...w dodatku obcy ktoś, kogo trzeba wypędzić czym prędzej. A w jakim wieku jest Twoje dziecko? I czy obecna niemożliwość chodzenia z psem jest tymczasowa czy to jakieś stałe zalecenia? Jeśli popracujecie nad nim i wpoicie mu zasady to powinien się stać lepszym kompanem, szkolenie może sprawić że będzie na smyczy zachowywać się przyzwoicie, a porada behawiorysty może sprawić że pieszmieni się o 180stopni. Musi tylko wiedzieć czego od niego chcecie. Ja bym go tak szybko nie skreślała.[/QUOTE] jakie popracujecie? to pies tesciowej,autorka nie ma nic do gadania jakiekolwiek zasady, wychowywanie, resocjalizacja maja sens wtedy gdy uczestniczy w tym [B]cała [/B]rodzina. W tym przypadku tak nie będzie,mogę się założyć. Zostały popełnione błedy i próba ratowania sytuacji kosztem swoich nerwów i zdrowia dziecka jest moim zdaniem kompletnie oderwana od realiów codziennego życia. Ja bym szukała psu nowego domu, niekoniecznie schronisko-puscic ogloszenia, skontaktowac sie z jakaś fundacją zajmującą się psimi adopcjami
  2. [quote name='toyota']A skąd jesteś, może ktoś będzie w stanie podać namiary na jakiegoś DOBREGO behawiorystę w okolicy ? W schroniskach psy siedzą po kilka w boksie, dochodzi do zagryzień i pogryzień, to naprawdę nie jest rozwiązanie pozbywać się psa z którym żyliście 7 lat, bo urodziło się dziecko. Poza tym ten pies jest mało adopcyjny ze względu na wiek i ma szanse zgnić w schronisku albo go ktoś weźmie na łańcuch lub zostanie poddany eutanazji. Ponadto schronisko w moim mieście nie przyjmuje psów od prywatnych właścicieli, nie wiem czy nie jest tak wszędzie. U nas to regulują przepisy Urzędu Miasta. Miasto nie płaci za pobyt w schronisku za psy, które mają właścicieli. Mój pies owczarek podhalański bardzo nie lubił dzieci i też cała rodzina mi doradzała, aby go gdzieś oddać, bo reagował agresywnie, a stał się jednak najlepszym przyjacielem mojej córeczki. I nigdy nie został nawet uderzony, szarpany i nie chodził na kolczatce. Czy Wy w tej chwili mieszkacie w bloku czy w domu z własnym podwórkiem ? Poza tym, to nie wina psa, że jest taki jaki jest. Sami do tego doprowadziliście. Wszystkie te poprzednie próby naprawienia psa były o kant dupy rozbić. Psa się nie łamie i nie wymaga od niego, żeby oddawał cześć władcy i cesarzowi w osobie dziecka. Co za bzdury ! Niestety jest wielu szkoleniowców -idiotów :(. Uważam, że już sama kastracja sprawiłaby, że ten pies byłby spokojniejszy.[/QUOTE] super,tylko twoja sytuacja była zupełnie inna nad tym psem nikt nie panuje i nikt nie ma zamiaru nad nim panowac po co ryzykować zdrowiem czy życiem dziecka?
  3. [quote name='Maron86'] PS> Marta, osobiście uważam owczarki za łatwą rasę szybko się uczącą i to dość schematycznie, do tego uwielbiają pracę z właścicielem - wymieszanie z charakterkiem molosowym daje 'taki' efekt przy braku jasnych zasad.[/QUOTE] Bo się mega szybko uczą. Pytanie czy to jest wada czy zaleta.... niektórzy ludzie nie zdają sobie sprawy z tego,że bardziej do ich trybu życia pasowałby niezależny pies któremu nie jest do szczęścia potrzebna codzienna dawka pracy psychicznej i który pracuje np. pilnując terenu. Biorą się tacy za rasy wychwalane w internecie i telewizji. Mało kto chce mało inteligentnego psa z ktorym trzeba dluzej popracować żeby podawał łapę czy siadał na komendę bez analizowania czy aby na pewno to jest konieczne,owczarek z jego łatwością uczenia się ma przechlapane. Im nie wystarczy powtórzenie dziennie kilku komend i kilka spacerków w teren żeby sobie po krzakach polatały. I to główny problem większości właścicieli owczarków(niemieckich). Gdyby to były łatwe psy to by nie chodziło po ulicach tyle niezrównoważonych psów w typie ON. Inny minus owczarków (tak, wiem- to cecha osobnicza ale moim zdaniem owczarki i teriery mają do tego największe predyspozycje) to częste problemy z nakręcaniem się. Jak ktoś nie nauczy psa wyciszania się, nie pracuje z nim psychicznie,nie zapewnia fizycznego przetyrania to prosi się o kłopoty. Jeszcze małe dziecko w domu które gaworzy, płacze, wydaje różne dźwięki- i sfrustrowany owczarkowaty pies dostanie fizia.
  4. [quote name='mała dzika kura'] Aha, a po porodzie zrobiliśmy tak jak nam doradzano, tzn. pies dostał do zrozumienia że do domu przybył następca tronu, młody cesarz, władca świata i należy mu się cześć. Czyli przyjrzyj się, ale nie wolno szaleć i dotykać dziecka. I taką cześć przez dłuższy czas okazywał, tzn. uczestniczył w życiu, ale podchodził ostrożnie, wąchał z daleka, nie wciskał pyska gdzie nie trzeba. A potem zasadniczo dziecko ignorował, czasem obwąchał, czasem się przyjrzał, czasem był pogłaskany.[/QUOTE] Źle zrobiliście w takim razie słuchając tych rad. Fajny pies, wygląda jak owczarek zmieszany z bokserem :) jeśli ma w sobie owczarka to nic dziwnego że sobie z nim nie radzicie, ten pies wymaga dużej ilości zajęcia :) bokser to też pies mocno aktywny. Obie rasy wymagające silnej ręki, masy konsekwentności, jasnych reguł. Znajdźcie mu lepiej dobry dom
  5. Sąd też może umorzyc postepowanie :p zapewne stad wynikalo pytanie
  6. Jasne, tylko potem bez płaczu jak pies komuś nawieje i trafi do schroniska w którym zostanie uśpiony praktycznie z marszu. Zbiorowa eutanazja psów nie rokujących na adopcję to też utopia. Zawsze znajdzie się kilka(dziesiąt) przypadków eutanazji psów, które albo mają właściciela tylko dały nogę albo rokują adopcyjnie tylko co niektórzy wolą się pobawić w panów życia i śmierci więc humanitarnie odbiorą psom życie kierując się jakimś dziwnie pojętym dobrem
  7. Masakra :shake: biedne te psiska, nie wiadomo co gorsze; nasze stloczone po kilka(nascie) w duzym boksie czy kazdy w osobnym ale malutkim
  8. Ja byłam w ciężkim szoku jak ostatnio w jednym z bardziej ekskluzywnych sklepów z psimi akcesoriami w Londynie zobaczyłam klatki-akwaria ze szczeniętami. Pieski w wieku na oko 5-6 tygodni (cocker spaniele), leżały równiutko, były jakieś otępiałe i kompletnie nie ogarniały co się z nimi dzieje. Jestem przekonana że były czymś faszerowane bo nie znam zdrowego szczeniaka który w ten sposób się zachowuje. Cena oczywiście jak za rodowodowego cockera u nas w kraju :p Jeśli tak cudowny jest ten zachód to dziękuję Bogu że mieszkam w zacofanej Polsce :diabloti:
  9. Mam koleżankę w Stanach,działa jako wolontariuszka. Działała też jako wolontariuszka u nas w Polsce i sama mówi, że nie widzi praktycznie żadnej różnicy poza tym, że u nas dużo ludzi walczy o każdego psa, a tam po prostu ktoś wydaje werdykt-do gazu: -bo pies zareagował agresywnie jak go łapali- co z tego że jest zestresowany, że błąka się od dłuższego czasu i nie wiadomo co sie z nim dzialo -bo rzuca się na wolontariuszy- nikogo nie obchodzi że pies jest maksymalnie wystraszony, że potrzebuje czasu zeby przywyknac do nowego miejsca w ktorym jest masa psow, jest zmakniety w malej klatce i nie wie w ogole co sie dzieje -bo nie ma nikogo chętnego przez jakiś tam czas (chyba 3 tyg.) -bo jest chory i koszty leczenia są za wysokie- co z tego, że jest jakaś osoba sklonna pomoc akurat temu psu; to nie ma znaczenia,skoro ma kase to niech pomaga innym a nie temu choremu Wcale nie jest tam tak, że mają mniej psów bo świadomość jest większa- po prostu usypia sie co leci. Może dlatego obrazki z tamtych schronisk wyglądaja calkiem niezle. Ale tak jak pisze ulvhedinn- na AP tego nie zobaczycie
  10. Tak to całkiem normalne
  11. [quote name='asiak_kasia']My mieszkamy w dawnym zaborze pruskim i tu w mojej wsi konketnie była siedziba jednego hrabiego von coś tam. Krążą ploty, że on miał "konszachty z diabłem", takie pogłoski i historyjki ciekawostki. A na terenie na którym my mieszkamy były jego stajnie. Podobno o zadne stworzenie (w tym swoje dzieci) nie dbał tak dobrze jak o konie. Nawet gdzieś tam się dogrzebałam, ze jakimś zoofilem był. :diabloti: Jego żona popełniła samobojstwo po tym jak on zakatował swojego syna za spoufalanie się z wioskową dziewoją. No i wiem, ze długo długo tu nie było zabudowa mieszkalnych, dopiero jakis czas temu, ze stajni zrobiono chatę, przysposobiono do mieszkania itd. Aczkolwiek nikt tu na dłużej nie mieszkał. My tez po 6 latach zmieniamy miejsce zamieszkania ;) JA wiem , że to w dużej mierze są takie bajeczki i wiejskie legendy, poza tym niemiec to wiadomo samo zło itd. Ale fajnie się tego słuchało i ifajnie się to opowiada przy ognisku :cool3:[/QUOTE] Świetna historia :loveu: super, zamiast pracować za biurkiem mogłam zostać jakimś ghost-hunterem :cool1: to by mi sprawiało taką radość.. :)
  12. Ja uwielbiam odkrywać historię różnych dziwnych miejsc, masz może jakieś info co wcześniej się tam działo u was? Zwykłe chata rolników czy może coś bardziej hardkorowego? :) U nas to ja odkryłam że przejściowo w latach 1967-70 było SB, może kogoś zatłukli? :-? Wcześniej (na początku XX wieku) z kolei na pewno mieszkała tam rodzina w której nagle w ciągu zaledwie 2 lat zmarło blisko 6 osób. 3 dzieci zmarły, jakaś starsza kobieta też (nie wiem kim ona była dla pozostałych członków rodziny), a dwie osoby popełniły najprawdopodobniej samobójstwo z tego co zrozumiałam z tych zapisków. Później cisza, ale chyba nikt tam nie mieszkał bo chata należała to jakiegoś krewnego tych co poumierali który mieszkał w Niemczech, potem przeskoczyła na kogoś z jego bliskich i ten ktoś ją sprzedał. No a potem sprowadziło się tam SB. Po 1970 roku nic ciekawego się nie działo, co chwilę ktoś kupował, sprzedawał, jakiś facet urządził raz biuro ale splajtował, no a potem szef to odkupił i odrestaurował :)
  13. [quote name='asiak_kasia']śmiejscie się śmiejcie, ale ja tam serio wierze, że mieliśmy gości-(albo może to efekt halucynacji po kefirze?:evil_lol:) Brak schodów na strych, i ewidentnie słyszałam i ja i Bartek jak ktoś właził po drewnianych schodach na stryszek :shake: Psy i konie tez różne dziwne akcje odwalały, ogólnie wiem, że to stara chata, ponad 100letnia (kiedyś stajnia z resztą) i ciekawe historyjki krążą o tym terenie :diabloti: Żaba marynowana w ogórach i tak lepsza niz mysz utopiona w sałacie :evil_lol:[/QUOTE] U mnie w robocie jest duch :diabloti: pracuję w budynku w ktorym wcześniej SB miało swoją siedzibę przez kilka lat. Śmiechy śmiechami ale jak kiedyś jako jedyna z zespołu zostałam do godziny 22 bo miałam dokończyć projekt to myślałam że się tak zesram ze strachu jak mi nagle nad głową otworzyło się okno i zgasło światło :evil_lol: innym razem nagle coś łupnęło nade mną, w takim pokoju-strychu na drugim piętrze (my jesteśmy na pierwszym) i był odgłos jakby ktoś przebiegł szybko z jednego końca tego pokoju na drugi. Koleżanka z pracy też miała podobną sytuację, została po godzinach i słyszała jak ktoś chodzi po tym strychu. Innym razem dwóch kolegów miało akcję z kimś biegającym po parterze. Zeszli na dół bo myśleli że któraś z nas wróciła bo czegoś zapomniała a tam drzwi zamknięte na klucz, palące się swiatło (które teoretycznie było zgaszone bo pamiętam że jak wychodziłam to gasiłam) i NIKOGO nie ma. Z naszych historii się śmiali ale wtedy im do śmiechu nie było, stwierdzili że mamy rację i coś jest nie halo z tym budynkiem :) Nikt z nas już nie zostaje po godzinach :evil_lol:
  14. [quote name='BlackSheWolf']Hejka :) wiem, że to kolejny i podobny temat do innych. Ale chciałam założyć osobny, co by dobrze zrozumieć sytuację. Mój brat od 7 dni ma w domu (bloku) mieszańca chihuahua. Ma już 4 miesiące a z tego co wiem nie był w dobrych rękach wcześniej, nigdy w życiu nie wychodził na jakikolwiek spacer... I teraz jest problem, strasznie się wszystkiego boi. Sama pracowałam w schronisku przez 4 lata i pracowałam z wieloma strachliwymi psami, ale on jest taki mały, przerażony wszystkim. Metody zabawka, zajęcie go czymś na dworku po prostu nie działa, ciągle chodzi na jedne tereny aby poczuł się pewnie, ale nawet i to nic nie daje. Reaguje strachem, podkula ogon, ciągnie do domu, a o przekroczeniu samemu progu to nawet nie ma mowy. Wyjście gdy jest ciemno ? to niemożliwe. A gdzie tu mówić o nauce czystości jak się psiak nie może "wyluzować" na dworku. Liczę na jakieś Wasze rady, bo nie mam pomysłu co robić dalej :roll:[/QUOTE] Standardowe postępowanie polecane w takich przypadkach: 1. Nie niuniać do psa, nie pokazywać mu jak mu się współczuje, żadnego gadania do niego typu "ojejciu, jak sie boisz, no nie bój się, no piesek, no maluszku, niuniuś, przestań, no co ty" :cool1: piesek widząc taki wybuch ze strony właściciela wbrew ludzkiemu przekonaniu nie nabierze pewności siebie tylko uzna że rzeczywiście coś się dzieje bo jego własciciel zachowuje się dziwnie/chwali go za takie zachowanie. 2.Zabierać psa ze sobą wszędzie gdzie to możliwe. Na rękach, w transporterze, na smyczy. Jesli brat wychodzi gdzieś gdzie może wejść z psem to niech koniecznie go ze soba zabiera. Do sklepu, restauracji, nawet samochodem na stację benzynową. Idzie do znajomych? To super, niech zabierze pieska ze sobą. Czy na rękach czy na smyczy czy w transporterze- nie ma znaczenia, ważne żeby piesek widział jak najwięcej otoczenia. Jeśli póki co strach jest tak paniczny że do pieska nic kompletnie nie dociera, niczym się nie interesuje i jedyne czego pragnie to z obłędem w oczach wrócić natychmiast do domu to póki co niech brat wynosi go na rękach. Kilkanaście razy dziennie niech tak się przejdzie po najbliższym otoczeniu, potem niech stopniowo stawia pieska na jego własnych łapkach w różnych spokojnych miejscach. 3. Skarmiać psa na spacerach czyli żadnego jedzenia w domu- wszystko dostaje na zewnatrz. Macie problem z przejściem za próg- karmcie go właśnie przy drzwiach wyjściowych. Po kilku dniach stawiajcie miskę tylko na progu, potem jak już bez stresu będzie jadł z progu wystawcie miskę za drzwi. Wystraszy sie czegoś solidnie na spacerze? Na przykład koparki? Odejść z nim na odległość z której jest w stanie się na nią patrzeć bez prób ucieczki i dawać mu jedzenie (np. drobno pokrojoną parówkę ;)), potem zmniejszyć odległość o kilka metrów i znowu to samo. Wypracować sobie plan że póki co staracie się do strasznych przedmiotów podchodzić tak na np. 20 metrów i dopiero za jakiś czas (w zależności od postępów) skrócić tą odległość. Koniecznie nie pozwalajcie psu po prostu się odwracać i uciekać w stronę domu, a juz nie daj boże z nim tam nie idźcie! To by była dla niego nagroda i zauważyłby że nie ma w was oparcia bo zwiewacie razem z nim- a to znak że miał rację i coś rzeczywiście bylo straszne ;) 4. Niech brat buduje sobie silną więź z psem. Wspólne zabawy, ćwiczenie komend, szkolenie. Niech traktuje go nie jak małego szczeniaczka małej rasy tylko nie wiem...podrośniętego już doga niemieckiego :cool1: niech nie lituje sie nad maluszkiem bo on taki mały i słodki.W przypadku doga zachowywałby się zupełnie inaczej bo tej masy pies gdy się wystraszy po prostu da w długą wlokąc własciciela za sobą, Chihuahua takiej siły nie ma, co nie oznacza że nie należy go traktować jak prawdziwego psa. 5. Nie oczekujcie efektów od razu. 7 dni to na prawdę mało, okres adaptacyjny wynosi średnio 2-3 tygodnie. Socjalizacja lękliwego szczeniaka nie jest łatwa, ale wykonalna. Nastawcie się jednak na ciężką pracę, jeśli większe efekty zobaczycie po miesiącu to i tak będzie sukces.
  15. [quote name='olafnieweglowski']według mnie każdy pies wywodzący się z groźnej rasy, nie koniecznie z rodowodem powinien mieć kaganiec. Jak mnie wnerwiają takie osoby które prowadzą np amstafa i w ręku trzymają kaganiec, eh bezmyślnść[/QUOTE] Mnie bardziej wnerwiają własciciele owczarków niemieckich którzy wychodzą z założenia że mają drugiego Szarika na drugim końcu smyczy a kagańca nawet nie posiadają w domu a co dopiero w ręce na spacerze
  16. [quote name='katasza1']A nie doczytalam z tymi dziecmi. to tez zalezy jakie dziecko. No bostony moga byc dosc dominujace, ale bez przesady. Lubia ludzi, dzieci, nie sa delikatne. Jakas spokojna suczka bylaby ok. A york?[/QUOTE] Rozmawiałam z nią dzisiaj i boston na pewno nie. York też odpada. [quote name='evel']A coś z biszonów?[/QUOTE] A jak one z dziećmi? Którego konkretnie biszona masz na myśli? Słuchajcie, a może gryfonik? Co sądzicie? Znacie może jakiegoś i wiecie o nich coś więcej? Ma też płaski pyszczek ale może trochę lepiej znosi upały i jest mniej chorowity od buldoga, bostona czy cavaliera? [url]http://psy-pies.com/artykul/gryfonik-brukselski,360.html[/url] tutaj dość zachęcający opis jest :)
  17. [quote name='Noelle']sznaucer miniaturowy? moja znajoma ma malutką siostrę i dwa miniaturowe sznaucery, świetnie się dogadują.[/QUOTE] Dzięki, podrzucę :) chociaż jak mialabym sie przyczepic to sznaucery są nieufne, a przynajmniej takie powinny być :) a ona szuka psa przyjacielskiego, bez grama nieufności wpisanej w rasę
  18. Nie, pudel na pewno nie. Ja znam kilka (w tym kilka rasowych z rodowodem) i żaden nie jest dobrym kompanem dla dzieci nie mówiąc już o problemach w relacjach z innymi psami. Jasne- wszystko kwestia socjalizacji ale szukamy psa uchodzącego za dobrego kompana dla dzieci a nie psa którego można z dziećmi zsocjalizować. Wszystkie pudle które znam są przewrażliwione na swoim punkcie :)
  19. [quote name='katasza1']To moze boston? Tylko poszukac jakiegos z dluzsza kufa. albo cos zupelnie malego - toy rosyjski? Papilon?[/QUOTE] Tylko jak one się dogadują z dziećmi? Toy rosyjski i papillon wyglądaja dość krucho, żeby potem nie było hecy że na skutek dziecięcej niefrasobliwości jakiś zostanie poturbowany/nabawi się urazu do dzieci. Bostony są chyba dość dominujące?
  20. [quote name='Noelle']Cavalier w porządku, a może buldożek?[/QUOTE] No niby w porządku cavalier ale mamy wątpliwości co do jego zdrowia. Bo wszędzie się trąbi że rasa krótkowieczna :roll: a jak z buldogami i ich zdrowiem? ta dziewczyna (moja daleka kuzynka tak swoją drogą :)) boi się że pies w okresie letnim będzie wymiękał patrząc na to jakie mamy ostatnio lata....a ona sporo latem podróżuje- taka praca, pies ma jej towarzyszyć i obawia się że wykituje jak będzie upał
  21. Poszukiwana rasa do towarzystwa ;) ma być psem osoby dość zapracowanej, która często jest prawie cały dzień poza domem ale może psa zabrac ze sobą. Waga lekka, pies łatwy do zabrania w podróż bo włascicielka czesto jeździ pociagami, lata samolotami i korzysta z komunikacji miejskiej. Koniecznie rasa uchodząca za dobrego towarzysza dla dzieci bo w rodzinie tej osoby sporo jest dzieci i wiadomo- socjal socjalem, ale są rasy które nie mają odpowiedniej cierpliwości do dzieciecych wrzasków. Pies przyjacielski, dobrze nastawiony do obcych ludzi i psów. Brak skłonności do dominacji, brak nieufności. Dziennie miałby ok 2 godzin ruchu (luźne bieganie bez smyczy). Najlepiej rasa w miarę zdrowa. Ja sugerowałam cavaliera, co sądzicie? Wiecie jak u nich ze zdrowiem? No i jak z sierścią? Można jakoś mocno go przyciąć czy w inny sposób skrócić mu kłaczory?
  22. [quote name='Pani Profesor']to był skrót myślowy, przecież nie chodziło mi o to, że wołam psa i kiedy przyjdzie - to karcę, bo to debilizm w czystej formie. więcej pies nie wróci. miałam na myśli to, że niektórzy idą po psa albo go gonią, zapinają na smycz i "kara, od teraz nie biegasz,skoro na chrupka nie przyszedłeś". i to na moim też testowałam - nie zdało egzaminu NIGDY. musiało to po prostu trochę potrwać, zanim nauczyłam go 'odgłosów jedzenia', czyli słów, które mu się nieodłącznie kojarzą z żarciem - teraz przychodzi, bo ma pewność, że coś dla niego mam.[/QUOTE] ale nie piszesz o awersji tylko o zupełnie czymś innym ;) ja jestem zwolenniczką mieszania metod pozytywnych i awersyjnych czy też mówiąc prościej- uważam że najważniejszy jest zdrowy rozsądek. Poprawnie użyta kolczatka to świetne narzędzie w przypadku psów u których stosowanie kolców jest konieczne. Bo nie zapominajmy że korekty można też psu dawać na zwykłej obroży, szelkach czy łańcuszku ;) Niemniej gdy jedno zachowanie skarcimy natychmiast powinniśmy pokazać psu zachowanie zastępcze i bardzo wylewnie chwalić każdą mile widzianą reakcję.
  23. a ja mam pytanie z innej beczki- mocno kłaczy twoj spaniello? :razz:
  24. [quote name='Amber'] Plis roczniku 2012, co ty możesz wiedzieć o forum? (zaraz się zacznie, że nie mam racji i argumentów, mój rocznik jest zbędny, albo fałszywy :lol:) Od kiedy tu siedzę słyszę, że dogo schodzi na psy, kilka razy się wymieniały całe ekipy, ba, nawet moderatorskie, sporo osób odeszło, sporo przyszło... Kiedyś można było oberwać za inne rzeczy niż teraz, a teraz by się za coś oberwało w przeszłości. To jest akurat zupełnie normalne, więc nie ma się co podniecać ;)[/QUOTE] kobieto, ja tu na tym forum jestem od blisko 10 lat tyle, że zdecydowaną większość czasu w roli podczytującego, więc z czym do ludzi, proszę cię :evil_lol:
  25. no to to swoją drogą :)
×
×
  • Create New...