Jump to content
Dogomania

maartaa_89

Members
  • Posts

    396
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by maartaa_89

  1. [quote name='razed_in_black']ja po prostu znając cavaliery nie wyobrażam sobie żeby biegały przy rowerze :P no nie i koniec ;) ktoś kto ma małe pojęcie na ich temat, niech sobie myśli i mówi co chce ;) z resztą każdy właściciel zrobi ze swoim psem co zechce ;)[/QUOTE] to samo mówią hodowcy buldogów, większość hodowców bulterierów itd ;) Jestem ciekawa ile z osób, które tak kategorycznie się wypowiadają w tej kwestii próbowała ze swoimi psami robić coś więcej niż przechadzać się na 3-kilometrowe spacery. Oczywiście cavalier to nie wyżeł czy inna rasa uchodząca za aktywną, ale 30 minut truchtu czy 10 km spacer nie powinny dla takich psów stanowić problemu, pod warunkiem że odbywają się w dobrych warunkach pogodowych (czyli nie upał i duchota) i w odpowiednim tempie (czyli nie 20 km na rowerze w godzinę, ale np. w 2,5 godziny). Jestem w stanie zrozumieć, że mops albo buldog angielski nie nadają się nawet do krótkich wycieczek rowerowych (bo to rasy kalekie w moim odczuciu), ale cavalier? Przecież on wcale nie ma takiej krótkiej kufy, rasa kiedyś polowała, dlaczego hodowcy (generalizując) idą w kierunku wyhodowania kolejnej psiej kaleki?
  2. [quote name='razed_in_black']to bez sensu jeździć na rowerze :P żeby mały pies mógł spokojnie kłusować to trzeba by było jechać w tempie marszu :D[/QUOTE] Jeśli to ma być trasa ok 20 km to myślę, że cavalier w dobrej kondycji spokojnie ją przebiegnie, najwyżej sie zrobi te kilka przerw po drodze, zwolni żeby dostosować tempo do psa i będzie OK :) choc najlepiej by było zainstalować koszyk i niech część drogi pies sobie sam biegnie, a resztę niech jedzie na rowerze. swoją drogą to ja na przykład zasuwam ze średnią prędkością 25 km/h, więc chyba żadna rasa by się nie sprawdziła ;) czasami biorę moje psy ze sobą i wtedy średnia prędkość wynosi 12 km/h przy czym co jakieś 15-20 minut mocno zwalniam, żeby wszystkie przeszły się normalnie co by trochę odsapnąć. Robią ze mną trasy do 30 km i dają radę, a bulterierka ponoć nie powinna jak to twierdzą niektórzy hodowcy.
  3. [quote name='razed_in_black']Tylko boksery mają znacznie dłuższe nogi więc chyba lepiej im się biega niż psom z krótkimi nóżkami. W tym samym czasie kiedy duży pies kłusuje przy rowerze, mały musi galopować, więc siłą rzeczy szybciej się męczy. Nie porównujmy psów z hodowli Czeskich do Polskich, bo naszym niestety daleko do Czechom ;)[/quote] Przecież wiadomo, że prędkość jazdy na rowerze trzeba będzie dostosować do psa ;) Z tymi Czechami rzuciłam, bo przecież można stamtąd wziąć psa skoro tam cavaliery są w lepszym typie (jeśli chodzi o zdrowie/sport) niż w Polsce :)
  4. [quote name='razed_in_black']Jestem właścicielką cavaliera i obracam się w tym towarzystwie i zawsze będę zdania, że cavalier nie nadaje się do biegania. To jest typowy pies na kanapę, owszem znajdą się osobniki które lubią biegać, ale nie do przesady. Szybko się męczą ze względu na krótką kufę, poza tym trzeba wziąć pod uwagę to że niestety większość cavików z wiekiem będzie cierpiało na jakieś sercowe schorzenia, nawet jeżeli rodzice byli zdrowi. Mój pies uwielbia biegać, ganiać za piłką, ale niestety po 15 minutach ma już dość, 3 km spokojnego spacerku i pies ledwo wraca do domu... . [B]Ty$ka[/B] u mnie jest cała masa cavalierów i żaden nie biegał przy rowerze, nigdy też nie widziałam takiej sytuacji :) a badania rodziców nie dają 100 % pewności że pies będzie zdrowy ;) poza tym tak jak pisałam wyżej cavaliery z wiekiem w większości przypadków będą miały problemy z sercem, nawet głupią arytmią która występuje dosyć często, a jest dosyć uciążliwa...[/QUOTE] mnie zastanawia dlaczego np. bokser może biegac przy rowerze, a cavalier ktory kufe ma podobnej wielkosci niby nie moze? jestem laikiem, ale może mi ktoś to wytłumaczyć? jakiś czas temu ktoś tu wrzucał linki do hodowli w Czechach, w której cavaliery prowadzą bardzo aktywny tryb życia i psy normalnie zasuwały przy rowerach, brały udział w joggingu itd Moja znajoma biega ze swoimi bulwami po 5 km dziennie codziennie i psy bez problemu dają radę, więc moim zdaniem to bardziej kwestia wyćwiczenia, wyrobienia kondycji itd. To nie jest normalne żeby pies po 15 minutach aportowania padał na pysk, a po 3 km spaceru ledwo wracał do domu...
  5. Skoro i tak jest na podwórku to co za problem postawić kojec i zamykać ją tam na noc i na czas wizyty gości?
  6. Piękne psiska! I świetne miejsca spacerowe, aż chce się człowiek przeprowadzić :)
  7. Piękny pies :)
  8. [quote name='kesencja']Czytając opinie na internecie wnioskuję, że weimar jest lepszy dla mnie, ale nie wiem, jakie te psy są w praktyce, dlatego przed wyborem jakimkolwiek po pierwsze chce poznać zdanie właścicieli danej rasy + poznać rasę w "realu". Z tego co wyczytałam, to weimary są: większe od węgierskich, pies-cień, są silnie związane z człowiekiem, no i są czasem nieprzewidywalne (w pozytywnym sensie); to tak między innymi. Poza tym, podobają mi się bardziej wizualnie.[/QUOTE] Ja znam same popieprzone wemiary, ale nie znam ich wiele, więc pewnie nie wszystkie są takie tragiczne :cool1: te co znam strasznie atakują inne psy (moja suka została raz w życiu pogryziona- właśnie przez 2 weimary), natomiast do ludzi odnoszą się bardzo przyjaźnie. Na pewno jest to rasa wymagająca dużej ilości ruchu, podobnie jak węgier.
  9. [quote name='LALUNA']Kiedy to jest Twój kierunek pojmowania a że bzdurny no cóż to Twój kierunek. Każda rasa powstała w jakimś celu. Pitbull akurat do walk. Skoro wyżeł będzie szczęśliwy w tym co robi zgodnie z przeznaczeniem to pitbull tez powinien się gdzieś spełnić. No niestety , czasy się zmieniły i mało który pies jest użytkowany zgodnie z przeznaczeniem. Znam wyzły biegające w agility, łapiące frisbee, biegające w zaprzegach. I potrafią się angazowac w to co robią. Powiedz mi czy ten pies wygląda na nieszczęśliwego? [URL]http://www.youtube.com/watch?v=BtjpxxwDftA[/URL] A wracając do Twoich wyżłów . Powiedz czy tak samo wygląda nauka u myśliwego? Czy to co robisz nie jest tylko namiastką tego do czego były one stworzone i co robiły? Czy naprawdę wykonują tę pracę z mysliwymi?[/QUOTE] Ja wyżła nie mam, ale podważanie słów osoby, która wyżły miała i ma jest po prostu kompletnie bezsensowne i jakieś takie....pozbawione jakiejkolwiek pokory? Jak myślisz dlaczego tak wiele właścicieli wyżłów ma z nimi problemy? Dlaczego wyżły im spieprzają na spacerach, gonią dziką zwierzynę, ciągną na smyczy czy duszą kury sąsiada? Dlaczego mój sąsiad, który ze swoim wyżłem biega po torze agility (i to w zawodach, a nie na podwórkowym agility) i rzuca mu frisbee jednocześnie nie może sobie z nim poradzić na spacerach, bo pies wpada w stan "mam cię w dupie i co mi zrobisz?"? A_niusia wyraźnie napisała co jej zdaniem jest zazwyczaj głównym powodem niedogadywania się psa (a konkretnie-wyżła) z właścicielem i oczywiście musi pójść pojazd, bo "co ona wie, ja tu wrzucę filmik z jutuba bo wiem lepiej, co z tego ze wyzla nigdy nie mialam a znam je tylko ze spacerow albo internetowych filmikow".
  10. Z całym szacunkiem marmara_19 ale trochę pokory ;) jeśli ktoś ma 3 wyżły w domu i czynnie interesuje się rasą to niby dlaczego nie ma sie wypowiadać i "pozjadał wszystkie rozumy"? Dla mnie to takie czepianie się dla samego czepiania. A_niusia po prostu napisała, co jej zdaniem jest najprawdopodobniej przyczyną takiego a nie innego zachowania psa (a do takich wniosku dochodzi obserwując to jakie problemy mają ludzie z psami tych ras), a Ty od razu urządzasz sobie jakieś personalne wycieczki pod jej adresem. Po co?
  11. [quote name='Rinuś']No dokładnie o to chodzi, jasny sygnał/przekaz a nie tarmoszenie się z psem :) dlatego musi to być zdecydowany sygnał, a nie szarpanko na taśmowej obróżce.[/QUOTE] Tak, właśnie to mam na myśli. Najgorsze co można zrobić to szarpać się z psem czy próbować go karcić, gdy ten już wpadnie w taki amok, że nic do niego nie dociera. No i dużo ludzi zapomina o tym, żeby tłumić własne emocje, dużo osób wstydzi się zachowania swojego psa i często nieświadomie "mści się" na nim przez resztę spaceru. Trzeba się nauczyć, że psa się karci i idzie dalej, zapominając o tym co się przed chwilą wydarzyło :)
  12. [quote name='Majkowska']ale czy PP przewracając i tyrpiąc Patem przy innych psach nie pokazuje mu tego o czym piszecie?[/QUOTE] Ja jestem przeciwniczką wywalania psa na glebę, tarmoszenia się z nim w celu wymuszenia "poddania się", szarpania nim na smyczy itd. Uważam, że o wiele lepiej działa ciasno zapięta za uszami obroża, łańcuszek czy kolczatka i jedno/dwa ostre szarpnięcia z morderczym, ale opanowanym tonem głosu. Nie wiem jak PP to wszystko robi i czy nie ma w tym przypadkiem większej histerii niż rzeczywistej nagany. Tu trzeba mieć stalowe nerwy, zareagować błyskawicznie, błyskawicznie przestać, gdy pies ustąpi i przejść nad tym do porządku dziennego bez dalszego roztrząsania całej sytuacji. Oczywiście wszystko łatwo się pisze przez internet, my tego psa nie widzimy, nie widzimy reakcji PP i ciężko stwierdzić co jest źle, ale ja po prostu nie wierzę, że Pat to jakiś niesamowicie skomplikowany psi przypadek, do którego nic nie trafia- za dużo problemowych psów widziałam. Bardzo możliwe, że PP się spina sama w sobie (znam to, bo przy jednym z moich porąbanych psów też się strasznie denerwowałam mimo, że starałam się być spokojna), co pies świetnie wyczuwa i czasami -tak jak piszesz- niepotrzebnie ingeruje zamiast odpuścić i pozwolić psom na pokazanie co któremu nie pasuje.
  13. [quote name='Pani Profesor']Majkowska, uwierz, że na co dzień to jest koszmar, kiedy nie można przejść obok, a te witanie to również loteria z resztą duuuużo razy uznawałam, że panikuję, niech się sobie przywita - czy napnę tą smycz czy nie - i tak się rzuci, tyle że przy skróconej minimalizuję ryzyko zrobienia krzywdy drugiemu psu... ...opowiem Wam wczorajszy dzień :roll: bo mam już wrażenie, że to jakiś pierd*lony Monty Python... pojechałam z Patem do znajomych, gdzie miała być Neska - koleżanka wie, że Pat jest uciążliwy i agresywny, ale zapewniła że spoko, niech przyjedzie, będą sami ludzie no i Neska, którą kocha. jedziemy, pukamy..otwiera nam shar-pei :roll: szwagra kolegi... matko jedyna, Patryk piana na mordzie (przypomnę, że wczoraj się pienił cały dzień, miał potworny nastrój i syndrom tykającej bomby, ledwo się wyluzował, a tu shar-peika...), ta suka to samo, bo jest typowym shar-peiem który nie ma zamiaru odpuścić. w kagańcu zrobiliśmy próbę zapoznania w ogrodzie - nic z tego, suka z zębami jeszcze gorzej niż Patryk, w efekcie szwagier musiał jechać do domu ją odwieźć... oczywiście się WŚCIEKŁAM, że nikt mnie nie poinformował że planują psiarski spęd w większej ilości.. nawet Neska nie załagodziła sytuacji, Patryk nie przejmuje nastroju od innego psa niestety. szwagier pojechał z tą suką w cholerę, wrócił bez niej, gadaliśmy o psach... nie lubię tego człowieka ogólnie :cool3: bo jest zarozumiały i zbyt pewny siebie, ale to nieważne - w każdym razie paplał mi o milanowaniu (jest zakochany w zaklinaczu) i że jego suka tylko dzięki tym metodom może funkcjonować w społeczeństwie, bo ma trochę nasrane w głowie. ja oczywiście zła i wściekła, Patryk został wymęczony przez wszystkich znajdujących się imprezowiczów ;) i został idolem publiczności, ganiał, nosił piłkę, robił sztuczki, co się nażarł z grilla, to jego :diabloti: kiedy już napięcie opadło, Patryk znowu wrócił do formy i radośnie sobie skakał z Neską, rozległo się pukanie do drzwi... i weszli znajomi z półroczną labradorką:placz::placz::placz: ja już autentycznie byłam u kresu wytrzymałości, pojechać do domu nie pojadę,bo byłam uzależniona od koleżanki-kierowcy, Pat oczywiście z ryjcem, najmniejszych szans na zapoznanie nie było... próbowaliśmy WSZYSTKIEGO, włącznie z "puść, niech się ustawią" - skończyło się tak że labka uciekała ze skowytem przerażona a Patryk ją gonił i darł ryja, tak się ustawiły :roll: (miał chopo, 100% zabezpieczony, zapięty ciasno, ryzyko żadne). trwało to z godzinę, w końcu uznałam, że przywiążę Patryka do płotu,bo nie idzie wytrzymać, ludzie się denerwują na te wrzaski i darcie ryja, tak więc piesek skończył uwiązany u płotu z kagańcem na mordzie, a obok bawiła się w najlepsze labka z Neską.. myślałam że może mu przejdzie po jakimś czasie (tak jak np. gnojenie Waldka mu się znudziło), ale bez szans - labka co jakiś czas podlatywała z nadzieją na zapoznanie i dostawała atakiem od Patryka - ZERO szans na zawieszenie broni. ...i nagle do akcji wkroczył szwagier kolegi - ten zarozumiały, od shar-peiki :cool3: uznałam, że pal licho, mam już Patryka w dupie, gorzej nie będzie i dziś już nic mnie bardziej nie zdołuje... odpiął go od tego płotu, puścił... Pat z automatu poleciał gnoić sukę, a co zrobił ten gość? ZMILANOWAŁ GO :cool3:, samą postawą i szybkim krokiem sprawił, że Patryk się wywalił na plecy...pokazał brzuch... zrobił dokładnie to, co przy szkoleniowcu. i uwaga - wierzcie, albo nie - nie zapięliśmy go już ani razu do tego płotu... a ten szwagier nawet go nie dotknął... dźgnął tylko raz w żebra, jak Patryk się odgryzał za sterczenie nad nim, ale to wszystko - mój kochany pieseczek skapitulował i ignorował labradorkę, a później - uwaga - NAWET SIĘ Z NIĄ POGONIŁ! biegał w zasadzie z Neską, a szczylka albo ignorował, albo ewentualnie warknięciem odpędzał kiedy mała na niego właziła, bronił swojej przestrzeni osobistej, ale odpieprzył się i przestał ją gnoić i na nią polować... popełniliśmy tylko jeden błąd, kiedy zdjęłam kaganiec żeby mogły się pobawić szarpakiem, bo mała ładnie ciągnęła i było w porządku, tylko że ta zabawa nakręciła Patryka za mocno no i niestety się rzucił, ale ten znajomy znowu wkroczył do akcji, Pat się znowu wyłożył ulegle i wszystko wróciło do normy... miał chopo już do końca imprezy na wszelki wypadek, a małą tylko pogonił kiedy natarczywie podchodziła, to nie była agresja, to było 'upomnienie starszego wujka'... ciotki, co Wy na to? ten gość bez ogródek mówi, że leje swoją shar-peikę kiedy cwaniakuje, ma małe dziecko (roczną córeczkę) i shar-peika RAZ na nią warknęła.. mówi że dostała w łeb i więcej nie spróbowała. ten pies jest naprawdę twardzielem, to dominująca i bezkompromisowa sucz i znajomy mówi, że nie zaryzykuje klikania i titania, skoro ma roczne dziecko a sucz próbuje przejąć władzę kiedy tylko się jej odpuści. ja, niestety, miałam naoczny dowód po raz kolejny, że te 'gnojenie' (podkreślam, że kolega Patryka NIE DOTKNĄŁ) dało efekt, postawił mu granicę, ochrzanił dobitnie i to tak, że Patryk WIEDZIAŁ za co dostał zjebkę... wychodzi na to, że jestem nieudolna i mój całkowity brak respektu u psa się nie zmieni. moje spojrzenie tylko coś daje kiedy Patryk żebra, kiedy włazi na fotel po cichaczu, kiedy jest złapany na gorącym uczynku na czymś oczywistym - z psami NIE MA opcji, że go uspokoję, mogę sobie podejść, nawet go szarpać - NIC, zero efektu. tutaj mi obcy facet - z doświadczeniem z oglądania telewizji :roll: - ustawił Patryka w sekundę tak, że można było go puścić... szczeniaka nikt mu nie kazał kochać, miał się po prostu odwalić, no i się odwalił.. nie potrafię z własnego psa spuścić ciśnienia, a robi to przypadkowa osoba kierując się instynktem (i programem milana :roll:) nie mam już sił powoli na niego :-( dziś rano wyszłam na spacer z twardym nastawieniem, że się nie pierdzielę, jak wyskoczy, to go gnoję doszczętnie, pal licho co pomyślą ludzie wokół, no i się skończyło tak, że pierwszy zakręt, mijamy staffika, atak darcia ryja i szarpania na smyczy takiego, że nie mogłam nic zrobić... przez te sytuacje mamy teraz dwa tygodnie darcia mordy, dopóki mu nie przejdzie nakręcenie....................[/QUOTE] Weź poprawkę na to, że Ty z Patem jesteś na codzień. Nie wiesz czy ten facet by sobie tak świetnie radził, gdyby miał Patryka 24 godziny na dobę przez 7 dni w tygodniu. To, że szkoleniowiec i ten facet sobie poradzili moim zdaniem bardziej wynika ze zdezorientowania Twojego psa i tego, że nie zna tych ludzi, więc nie wie jeszcze na ile może sobie pozwolić. Z kolei co do tego znajomego od share peia- pierwsze co rzuciło mi się w oczy to to, że gdyby facet rzeczywiście tak sobie świetnie radził to nie musiałby suki do domu odwozić ;) więc podejdź z mocnym dystansem do tego co mówił i robił. Z tego co piszesz wynika, że Pat doskonale wie, że ma Cię na każde kiwnięcie królewskiej łapy i pewnie wynika to z błędów popełnionych zaraz po wzięciu go ze schroniska. Najprawdopodobniej inaczej zachowywałby się, gdyby od razu miał wprowadzone określone zasady i wojskową musztrę ;) ale nie ma co gdybać, trzeba zacisnąć zęby i przede wszystkim popracować nad sobą, a dopiero potem nad psem. Dla pocieszenia dodam, że moja zołza co mnie chapnęła w rękę i dostała po mordzie urąbała ostatnio szkoleniowca, który chciał ją usadzić na miejscu, żeby nie łapała spiny na jego psa :roll: na mnie już z zębami w ogóle nie wyskakuje, na moje psy też nie, ale mamy problem z innymi spotykanymi na spacerach, więc postanowiłam zatrudnić kogoś z większą wiedzą od mojej. Facet chciał wobec niej zastosować coś w rodzaju Millana, bo kujnął ją w bok i kazał siąść, suka siadła i go złapała za rękę :roll: gość mnie zdemotywował kompletnie, bo powiedział, że mam psa, który przekierowuje agresję i żebym mocno się zastanowiła czy to dobry pomysł trzymać taką bestię w domu, w którym za kilka miesięcy pojawi się dziecko :roll:
  14. [quote name='Poker']Wspaniałe i pocieszające wiadomości potwierdzające fakt,że pies trafił do niewłaściwego domu. Następnym razem będzie już tylko dobrze.[/QUOTE] nie chcę być niemiła czy coś, ale nie chwalmy dnia przed zachodem słońca ;) pies jest w nowym miejscu....5 dni? czy więcej? okres aklimatyzacji średnio wynosi 2 tygodnie, u niektórych czasami nawet dłużej.
  15. [url]http://yodogcast.tumblr.com/post/55504306960/the-damage-of-the-dog-whisperer-a-scientific-critique[/url] Ciekawy artykuł o Cesarze i jego metodach ;) po angielsku (niestety)
  16. [quote name='randap']jako ze mieszkam w okolicy grojca miejscu gdzie 80% terenu zajmuja sady a wiec duza ilosc drzew, co bardzo sprzyja wyrzucaniu psów. Od poczatku tygodnia obserwuje pojawianie sie bezdomnych ale zadbanych psów z doswiadczenia wiem ze to psy wyrzucane przez warszawiaków i radomiaków bo te miasta sa blisko. Wszyscy moi sasiedzi maja chociaz jednego psa ktory sie przybłakał, np. sasiad przez miedze ma od srody mlodego rotka. a wiec jesli jeszcze raz uslysze ze to ludzie ze wsi maltretuja psy to szlak mnie trafi... wiem ze to moze temat bez sensu ale musialem sie jakos wyrzyc , bo to sie powtarza co roku od kiedy pamietam i zawsze mnie to strasznie irytuje[/QUOTE] Niestety, ale nie wszyscy dorośli do posiadania jakiegokolwiek zwierzęcia. Tak było zawsze.
  17. [quote name='letaa']Dziekuje, staram sie dbac o chlopaka :) Odnosnie praktycznosci fryzury to Mustang dlugie wlosy na lapach ma od zawsze i nie wyobrazam sobie ich sciac, mimo, ze wlosa to on ma dosc sporo. Jak lapy sie ubrudza to czy sa krotsze czy dluzsze to i tak psiak nadaje sie do mycia, no chyba ze wytniemy lapy yoreczkowi do zera, ale to juz jest dla mnie oszpecenie i nigdy bym swoich psow tak nie sciela. W ruchu za to te wlosy wygladaja dla mnie cudnie i ladnie komponuja sie z caloscia. Pozdrawiam[/QUOTE] Bardzo ładny ten twój piesek :) mi się podobają owłosione zadbane yorki. W ogóle zadbane rasy długowłose są piękne :)
  18. [quote name='Maron86']Moi rodzice mieli masę psów przed jedną specyficzną suką ze schroniska (zanim trafił do nas Szaman, zanim zaczęliśmy z DT). Z winy mamy która twierdziła że to stara suka (miała mieć 2lata, ale oszukali nas i się okazało że ma 8lat...), schorowana i nie można jej szkolić i męczyć bo 'starego psa już się niczego nie nauczy' :roll:... Suka doszła do momentu że była super nieobliczalna, atakowała nawet domowników, pies bomba, ja się jej bałam (miałam 18lat) bo mnie najbardziej atakowała, a że miała legowisko przy moich drzwiach to był to dla mnie koszmar. 6-lat z nami była, a przez 5-lat to był istny koszmar, pomimo że rodzice prędzej szkolili psy (we własnym zakresie), psy były normalne, znali się na psach... jedna nieprzemyślana decyzja, brak mimo wszystko wiedzy. Tamta suka... Nadia była niestabilna emocjonalnie, lękliwa, potrafiła do znajomych moich/rodziny podchodzić i się łasić, a w momencie gdy ktoś przestawał ją głaskać - atakowała. Miała również takie trzaski że podchodziła łasząc się, a jak ktoś wyciągał rękę - atakowała. Ataki to nie były typu straszak, kłapanie zębami, tylko realne ataki z wbijaniem zębów w skórę i szarpanie.... W domu ujadała jak szalona na każdy dzwonek, domofon, a że młodsza suka (teraz moja najstarsza) byłą szczeniakiem i z nią żyła razem to uczyła się od starszej idiotycznego szczekania :roll:. Chodzi mi o to że czasem jest tak że pomimo naszej wiedzy to coś na nas wpływa iż danego psa traktujemy trochę inaczej niż poprzedniego czy też tego na DT. Pomimo wiedzy popełniamy błędy które rzutują na dalsze egzystowanie z psem. Teraz np matka już nie bagatelizuje 'dziwnych' zachowań psów, nie pobłaża gdy pies warknie na domownika, gdy sępi przy stole, czy gdy między sobą robią jakieś burdy. Oczywiście refleks ma jaki ma i często jest tak że ja szybciej reaguję, ale mimo wszystko Nadia była dla niej tak dużą nauczką że z pewnością tych samych błędów nie popełni. Co do Wendy wydaje mi się że ona faktycznie nie chce kontaktów z ludźmi i psami, są takie osobniki i nie ma co ich zmuszać bo może dojść do nieszczęścia gdy się zabroni psu CS'ować (warczenie, buczenie, pokazywanie zębów). Wydaje mi się również że albo sunia ma wyłączny posłuch do właścicielki, albo chłopak nie widzi sygnałów. Myślę że sunia jest w takim wieku (ponad 4-lata utrwalania takich zachowań), że opiekun już nawet nie widzi gdzie błędy popełnia i co można naprawić. Jeśli działa ignorowanie suni, to niech zwyczajnie nikt obcy nie wchodzi z nią w kontakt (nawet gdy się doprasza) i zobaczyć jak to działa. Jeśli jednak te ataki nie były tak ostre i z czasem się nasilają i faktycznie stają nieobliczalne, może warto sunię przebadać? Może to jakiś stan chorobowy i ból wywołuje ataki?[/QUOTE] Nie zazdroszczę sytuacji z tą opisaną przez Ciebie suczką... Zapytam się jej czy badali sukę, mówiła mi tylko o sprawdzeniu uszu, bo to dość delikatny obszar ciała dla Wendy i myśleli, że może choruje skoro tak wrzaskliwie reaguje jak ją ktoś (poza kuzynką) za nie mocniej złapie. Wendy reaguje podobnie do tej opisanej przez Ciebie suki, z tym że nie gryzie tylko kłapie zębami, warczy itd. Jednego dnia potrafi przychodzić, wtulać się w gościa, pozwalać na mizianie po czym gdy ta osoba wyjdzie i wróci np. po godzinie to Wendy podobno znowu odstawia cyrk, później się uspokaja, znowu podchodzi i domaga się uwagi przy czym jak ta osoba ją dotknie to nagle jednak jej się to nie podoba i kłapie zębami... To jest raczej mała suczka, chyba koło 10 kg ma, więc ludzie raczej się jej nie boją, ale mimo wszystko jest to dla właścicieli dość problemowy pies....do tego stopnia, że kuzynka drugiego szczeniaka ze schronu już chyba nigdy nie weźmie :D
  19. [quote name='Brezyl']Ile czasu minęło od jej steryzlizacji ? Czy miał zrobione wyniki pod kątem tarczycy ?[/QUOTE] Suczka nie jest sterylizowana z tego co mi wiadomo, ale jeszcze się podpytam. Wiem, że jeden behawiorysta odradził sterylizację, gdyż jego zdaniem może pogłębić lękowo-agresywne zachowania wobec psów.
  20. Kurcze, sama chetnie bym sie do nich przejechala ale mieszkaja na drugim koncu Polski wiec odpada :( nie wydaje mi sie zeby za bardzo się nad Wendy rozczulała, bo to nie jej pierwszy pies, wcześniej wychowywala sie w zapsionym domu, potem na studiach przygarnęła jakiegoś psiego staruszka-dobermana, miała na tymczasie kilka szczeniąt, a jak przyszło co do czego to jej własny ją przerósł...no nic, powiem jej żeby szukała kolejnego specjalisty, ale z tego co mówi to w jej rejonie jest ich niewiele no i 2 najbardziej polecanych poległo jednak. Mi sie wydaje, że ona chce z Wendy zrobić psiego przyjaciela całego świata, a to chyba nie będzie wykonalne w przypadku tej suczki. Z tego co mi pisze wynika, że suka potrafi ignorować gości dopoki oni ignorują ją (w kontaktach z innymi psami podobnie). Problem zaczyna się przy bezpośrednim kontakcie, który zainicjowali ludzie (tu można zrozumieć psią niechęć) lub sam pies (tu mniej zrozumienia). No i z tego co mówi, suczka musi być cały czas obserwowana, żeby w porę wygaszać emocje. Jej chłopak tego nie robi, więc ataki na ogół zdarzają się wtedy, gdy nie ma przy tym mojej kuzynki, więc ciężko jej ocenić co nie podpasowało psu. Chłopak mówi, że pies jest nieobliczalny i rzuca się nagle bez ostrzeżenia. Kazałam jej go uświadomić, że to rzucenie się bez gryzienia, pokazywanie zębów, warczenie właśnie jest ostrzeżeniem ;)
  21. [quote name='Maron86']Również wydaje mi się że tylko wizyta jakiegoś dobrego szkoleniowca/behawiorysty w domu i oglądnięcie problemu na żywo może coś pomóc. Ja bym osobiście zaczęła (oczywiście pod okiem specjalisty) od odczulania w domu, później jakiś plac szkoleniowy, a na koniec 'życie miejskie'. Przyznam szczerze że wydaje mi się iż długa droga przed nimi i masa samozaparcia... Osobiście uważam że największym błędem było wzięcie wylęknionej suki w wieku 7m-c bez doświadczenie i wiedzy jak postępować z takim psem, myślę że ktoś bardzo źle im poradził twierdząc że skoro to młody pies to sobie wychowają. Z doświadczenia wiem że psi podrostek ma już swoje przejścia i nawyki, a niektóre niestety bardzo ciężko wyplenić, a zaniedbane z czasem się kumulują :( . Mam teraz na DT niespełna roczną suczkę, do adopcji wyłącznie do doświadczonych i cierpliwych ludzi, inaczej grozi katastrofą.[/QUOTE] No właśnie kuzynka mówiła, że raz że wolontariusze polecali, dwa- była z nią na spacerze i suczka zachowywała się w porządku. Bawiła się z innymi psami, zaczepiała ludzi, była przyjaźnie nastawiona. A po tygodniu u niej zaczęła na spacerach atakować inne psy i oszczekiwać ludzi...
  22. Widzę, że zjadło częśc mojej wiadomości- coś mi się dzisiaj z dogomanią dzieje. W każdym bądź razie końcówka brzmi tak: Na spacerach nie mamy już problemów. Nie szczeka na inne psy, nie rzuca się do nich, ale nie lubi się witać z takimi, które chcą ją obwąchać zamiast dać się obwąchać. Wendy bawi się tylko ze szczeniakami, pod warunkiem że są naprawdę młode (do 7 miesięcy) i mniejsze od niej. Inne psy ignoruje, gdy jest zaczepiana potrafi głośno szczeknąć, kłapnąć zębami i od razu odbiega od takiego psa. Nie lubi się bawić, może chodzić na wspólne spacery, ale zawsze na początku ustawia towarzyszy ostro dając im do zrozumienia, że nie życzy sobie jakiegokolwiek kontaktu. Ignoruje spcaerowiczów, chyba że namolnie nas zaczepiają. Na widok dzieci odwraca głowę w drugą stronę i udaje, że ich nie widzi (wiele razy ją karciłam szarpnięciem smyczą za rzucanie się na nie oraz odwracałam jej uwagę zabawkami i smakołykami). Dzieci na swoim terenie toleruje tylko wtedy, gdy może wejść do swojego legowiska-budy i żadne się do niej nie zbliża. Było u nich dwóch bardzo polecanych w ich rejonie behawiorystów. Jeden pomógł ze spacerami, drugi został wezwany jak nie dawały rezultatu rady pierwszego co do gości. Obaj radzili skarmiać psa, dać gościom smakołyki, żeby dali psu i równocześnie stanowczo tępić wszelkie negatywne zachowania typu szczekanie, warczenie bez powodu itd. głośnym FE i odsyłaniem Wendy na miejsce. Suczka bez problemu kładzie się w jakiejś odległości, zostaje na legowisku i nie zaczepia itd. ale problem pojawia się, gdy np. podejdzie do gościa wykazując bardzo przyjazne nastawienie (łasi się, wkłada łeb pod rękę, wywraca brzuchem), gość da jej smakołyk czy pomizia ją tak jak jej się nie spodoba, a ona w tym momencie pokazuje zęby, odskakuje i zaczyna ujadać. Przy czym większośc ludzi może ją miziać po brzuchu czy pod pyskiem, ale sa też osoby na które reaguje wtedy agresywnie. Niepokoi ich też kompletny brak pamięci do osób, które poznała. Jeśli wyjdą po gości na dwor i wejdą razem z nimi do mieszkania to Wendy w ogóle nie szczeka, czasami burknie pod nosem, ale ogólnie zachowuje się zupełnie inaczej niż, gdy otwierają drzwi i wpuszczają kogoś prosto z klatki. Dalej jednak ma tendencje do przymilania się i nagłego wyskakiwania z zębami. Przestała kompletnie tolerować zwłaszcza jedną z koleżanek mojej kuzynki, którą znała odkąd została wzięta ze schroniska i którą bardzo lubiła przez pierwsze pół roku. Koleżanka bywa u kuzynki średnio 3 razy w tygodniu i pies dalej za każdym razem ujada, gdy ta wejdzie do mieszkania + zdarza jej się wykazywać agresję na dotyk, spojrzenie czy podanie żarcia. Z kolei rodziców mojej kuzynki widuje zaledwie 3 razy w roku i zawsze ich pamięta i się cieszy.
  23. Wrzucam tutaj tekst, jaki dostałam od trochę dalszej rodziny (daleka kuzynka, lat 25). Mają problem ze swoim psem i prosili mnie o radę, a ja szczerze mówiąc nie wiem co jej doradzić. Wendy ma obecnie ok. 5 lat. Wzięłam ją ze schroniska jak miała ok. 7 miesięcy. Wolontariusze mi ją polecili, mówili że to młody piesek więc go sobie wychowam jak chcę. Od samego początku były z nią spore problemy, bo była bardzo lękliwa. Oszczekiwała na spacerach praktycznie wszystkich ludzi i inne psy. Rzucała się podczas przywitania na smyczy, gdy jakiś pies jej nie podpasował. Nigdy nie pozwalała się obwąchiwać, za to sama zawsze usilnie próbowała dopchać się nosem do innego psa. Gdy miała możliwość przywitania się z innym psem bez smyczy to dużo zależało od jego wielkości. Większe atakowała z podkulonym ogonem, pokazywała zęby, warczała i głosno szczekała, mniejsze na ogół szybko akceptowała. Nie lubiła się bawić z innymi czworonogami. Na początku bardzo lubiła dzieci i gości, przeszło jej po jakichś 6 miesiacach pobytu u nas mimo, że nikt z gości nigdy jej nie straszył, dzieci nie męczyły. Najpierw zaczęło się od oszczekiwania osób, których wcześniej nie poznała, potem przeszło na szczekanie na osoby które widywała po kilkadziesiąt razy w trakcie roku. Była karcona za szczekanie i odsyłana na legowisko, gdzie szybko się wyciszała. Nie pozwalała się jednak nikomu dotknąć, choć zawołana przychodziła, machała luźno ogonem, podtykała głowę pod rękę, podrzucała ją pyskiem, a tak robi zawsze jak się domaga od mnie pieszczot. Gdy ktoś zaczynał ją głaskać (niekoniecznie po głowie) najpierw było wszystko w porządku po czym nagle odskakiwała i groźnie warczała, pokazywała zęby, szczekała. Nie pomagało dawanie jej smakołyków przez gości itd. Jak są goście to najlepiej jest jak ją po prostu kompletnie ignorują. Zupełnie nie toleruje głaskania jej po głowie przez większośc osób, choć niektórym na to pozwala. Ja i reszta rodziny możemy z nią robić wszystko, choć najbardziej ufa mi. Zdarza jej się ostro piskliwie szczeknąć, gdy np. mój chłopak mocniej zlapie ją za uszy czy ich okolicę (ma zdrowe- sprawdzałam u weterynarza). Gdy zrobię to ja to suczka kompletnie nie reaguje. Ja nie mam problemu z przekonaniem jej do gości, ale znam po prostu świetnie jej reakcje, widzę kiedy ktoś powinien przestać ją głaskać, widzę kiedy się ona denerwuje i może wybuchnąć. Problem się pojawia, gdy nie ma mnie w mieszkaniu, a do mojego chłopaka wpadną znajomi albo rodzina. Co najlepsze są to osoby, z którymi Wendy miala kontakt od małego i które bardzo lubiła. Nie mam pojęcia dlaczego nagle jej to przeszło. Mój chłopak mówi, że pies jest nieobliczalny, ostatnio rzuciła się na jego mamę, gdy ta chciała jej dać kawałek jabłka. A jeszcze chwilę wcześniej była ponoć mocno rozluźniona, kimała sobie na dywanie, pozwalała się nawet delikatnie głaskać pod pyskiem. Jak raz przyszedł jego brat z dwójką dzieci to musiał zamknąc Wendy w innym pokoju, bo wpadła w kompletny szał jak je zobaczyła. Siedziała w nim zamknięta blisko 2 godziny i przez większość czasu szczekała pod drzwiami. Nikogo jeszcze nie ugryzła, zdarzyło jej się złapać za kostkę jak ktoś nagle wstał do łazienki itp., ale od razu dostawała ode mnie słowny opieprz i kazałam jej wtedy iść na legowisko. Bardzo pilnuję, żeby nie miała kontaktu z dziećmi. Potrafi wytrzymać przy nich, gdy mam ją na smyczy i koryguję wszelkie złe zachowanie, ale wyraźnie dzieci ją irytują mimo że nawet jej nie zaczepiają. Zje smakołyki od nich tylko jak rzucą je na ziemie, z ręki nie weźmie tylko pokaże zęby i zacznie warczeć. Jest też wyjątkowo czuła na wszystkie ludzkie gesty, potrafi wystartować ze szczekaniem i wyszczerzonymi zębami jak ktoś za długo na nią patrzy albo nagle się zaśmieje, machnie ręką w trakcie rozmowy, głośniej coś powie itd.
  24. [quote name='HopajSiupaj']staram się ją uspokoić, ściągam smycz a w krytycznej sytuacji biorę na ręce. na spacerach po prostu sobie chodzimy ona atakuje jak widzi innego psa a jak sukę to już w ogóle. lubi tylko jednego psa, boxera bardzo spokojny ganiają się razem i ratlerka sąsiada. wychodzimy bardzo rzadko, na około pół godziny czasami dłużej jak np na boisku gram w kosza[/QUOTE] No to widać już sporo błędów, które są popełniane, ale może od początku: 1.Jak starasz się ją uspokoić? 2. Ściąganie smyczy- pierwszy błąd- bardzo możliwe, że już nauczyłaś(eś?) agresji smyczowej. Smyczy nigdy się nie ściąga, należy nauczyć psa chodzenia na luźnej, a jeśli pies się spina to warto dać mu krótką korektę i następnie od razu dać jakieś polecenie do wykonania (typu-równaj),za które, jeśli je wykona, powinien być pochwalony. Oczywiście najpierw trzeba psa nauczyć co dana komenda oznacza! Do tego warto odwracać uwagę psa od innych czworonogów, pokazywać mu, że to człowiek jest najważniejszy. 3. Jeśli pies nie ma zagwarantowanej odpowiedniej uwagi ze strony właściciela (wspólna zabawa, nauka sztuczek itp.) to bardzo możliwe, że sam sobie zorganizuje zajęcie, np. w postaci wszczynania burd i atakowania innych psów. Są zwierzaki, którym wystarczy bieganie luzem bez większego zaangażowania ze strony właściciela i są też takie, którym trzeba na spacerze zajmować praktycznie każdą minutę czasu- na aportowanie piłki, wydawanie komend w różnych miejscach i sytuacjach itd. 4. Czy możesz z psem wychodzić częściej/na dłuższy czas? Przy czym lepszy jest jeden 2 godzinny spacery niż trzy po 15 minut. Pies musi wychodzić poza działkę, bo świruje z braku socjalizacji i możliwości zapoznania się ze światem zewnętrznym. Jasne- są psy, które całe życie spędzają na podwórku i potrafią się zachować, gdy weźmie się je za posesję, ale większość potrzebuje regularnej stymulacji umysłowej w postaci spacerów, możliwości powąchania sobie różnych zapachów, poznania innych psów, ludzi itd.
×
×
  • Create New...