-
Posts
13197 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
14
Everything posted by Figunia
-
[quote name='paula_t']W pierwszym poście chyba nie są odnotowane wpłaty na konto fundacji, prawda? Bo cuś mało tych pieniążków, ja też jakiegoś grosika wpłaciłam, a nie widzę tej wpłaty. Ile na ten moment jest zebranej kaski?[/QUOTE] Paulinko, ja przyznaję się jedynie do tych 45 zł. Nie mam pojęcia, kto ile wpłacił na Fundację...i w ogóle jak to działa, jakie są zasady rozliczania w takiej sytuacji...
-
Serek jest w porządku i super, jak wszystko inne...Dziekuję raz jeszcze, ale - naprawdę niepotrzebnie Kochana, robisz Sobie taki kłopot i wydatek...Jest mi głupio, bo wiem, jak ciężko pracujesz na każdy grosik...masz uczącego się dzieciaka i możesz liczyć tylko na Siebie...A ja mam stały emerycki dochód i niczego sobie nie odmawiam. Inna sprawa, że potrzeby mam takie mini mini... Oznajmiam wszem i wobec, że Lonia dostała od Cioci Ewy 25 złotych :multi::loveu: !!! W skarbonce Loni jest już 45 złociszy!!!! Dziękujemy serdecznie!!!:lol:
-
Tolcia, ogarnij się dzioucha ;)...czy to nie pora już do swego domku dyrdać :lol:????
-
Sniezka odeszla za TM..nawet niebo po niej płakało.
Figunia replied to giselle4's topic in Już w nowym domu
Niech już będzie statecznym koziołkiem, niech już nie szaleje...byle nigdy więcej taki atak... -
Zapytam, choć nie wiem czy mnie nie zbędą byle czym, byle kot opuścił schron... Do 19 lipca ma urlop dziewczyna z kociarni, z którą mam dość dobry kontakt, więc informacje byłyby pewniejsze, choć kotka miała być w innym pomieszczeniu (nie u niej), ale podeszłaby chyba do koleżanki i spytała, to zawsze inaczej...ale to jeszcze tydzień...
-
Bingo staruszek - pudel - zaćma, padaczka, chore serce. $ - POMOCY!
Figunia replied to leni356's topic in Już w nowym domu
Jestem u Bingo, poczytam... -
[quote name='ana666']ja na pewno pomogę w szukaniu lokum dla kotki, znam Panią która ma taki dom spokojnej starości, tylko u niej jest kilkanascie kotów i koło 20 psów i nie wiem czy kotka dobrze by sie czuła w takim tłoku...będe pytać ,moze sie coś znajdzie, z tego co czytam to macie info ze schronu to jakby mieli ja uśpisc to tez bedziecie wiedziec to wtedy jak nie bedzie wyjscia to bym rozmawiała z ta znajomą i bym pociagiem po kotke przyjechała do Wroclawia...[/QUOTE] Anetko...:buzi: Czy kotka czułaby się dobrze u tej Pani, na razie nie wie nikt... Ale przypuszczam, że zwierzaki mają tam raj, nie jest to w końcu schron, ani ulica... Czy ta Pani ogłasza Swoje zwierzaki do adopcji, czy raczej już ich nie wydaje? Bo może najpierw próbować znaleźć jej dom, jeśli już ich nie wydaje. W tej sytuacji postaram się pojechać do schronu jak najszybciej. Paulinko - nie mam konta na miau.pl i nigdy nie miałam...
-
Myślę, że rada AlfaLS jest warta uwagi. Ten lek dawała moja przyjaciółka swemu dobiegającemu 20 lat pieskowi i nie mogła się go nachwalić, bo postawił go na coraz bardziej słabnące nogi i wzmocnił. Przede wszystkim jest to lek roślinny a nie ta chemia, której tak się boję, bo choć na jedną sprawę pomaga, to na inne szkodzi. Oby pomógł. Bardzo współczuję tak Tobie, jak i Jemu. Jeszcze taka może dla wielu głupia, do wyśmiania rada - może niech nie czytają... Kiedy moja Figunia czuła się źle, cierpiała (miała np. kiedyś wielkiego ropnia przy odbycie, brała serie zastrzyków, kiedyś też ukąsiła ją osa, czy inny giez ) - kładłam jej swoje ręce (rękę) na główkę i trzymałam tak długo, ile mogłam. Zawsze widziałam, że przynosi jej to ulgę, czasem zasypiała...często siedziałam przy niej pół nocy...i wtedy była spokojna, było widać, że robi jej to dobrze... Tyle masz miłości i współczucia w Sobie, spróbuj potrzymaj swe dłonie na jego główce, na brzuszku, zobaczysz, co będzie się działo...może akurat...wszak są na świecie sprawy, o których filozofom (i nie tylko) się nie sniło...
-
Sniezka odeszla za TM..nawet niebo po niej płakało.
Figunia replied to giselle4's topic in Już w nowym domu
Koziołku kochany, nie strasz więcej Opiekunki (o Ciociach nie wspomnę), ciesz się wspaniałym życiem i nie choruj!!!! -
Dobrze prawisz Paulinko. Koteczki nie znam zupełnie...może być stworzeniem bezproblemowym, a może być tak, że życie pod jednym dachem będzie trudne...Co innego, gdybym wiedziała, że biorę ją np. na kilka tygodni, czy miesiąc , jest zupełnie inaczej gdy się wie, że już niebawem kotka pójdzie do siebie. Dziękuję za rady - tak własnie już robię, mówię o niej znajomym i proszę,by wieść o szukającej domu kotce nieśli dalej... Myślę też, że Irysek ma dobrą rękę do kotów, niejednemu zwierzakowi już pomogła, znajdując wspaniały dom i też zdjęcia robione Jej ręką będą miały magiczną moc...przyciągną dobrych ludzi... Oby tylko kocina wytrzymała w tym schronie, oby prawdą było, że jest zdrowa i może wychodzić już z klatek...na pewno lepiej jej tam teraz, niż na ulicy pod samochodem, czy jak siedziała całkiem przemoczona w krzakach na zimnie i deszczu...a potem głodna, chora...jak widać w tej chwili dominuje u mnie głos rozsądku...:oops::-(
-
Agnieszko, nie chcę broń Boże się wymądrzać, ale wciąż pamiętam rady dr Sumińskiej z Jej audycji radiowych w Radio TokFM. Ona była przeciwna karmieniu na siłę... Gdy ludzie dzwonili, prosząc o radę, bo pies odmawia jedzenia, mówiła, że żadne zwierzę nie zagłodzi się, że to instynkt mówi mu, by przez czas jakiś nie jadł, a przez to dał szansę organizmowi do walki z chorobą. Wiem kochana, że Fenuś jest wychudzony i to wydaje się być b, ryzykowne, ale chyba bym zaryzykowała i dała mu choc przez 1 dzień odpocząć od jedzenia. Przecież wyraźnie widać, że to nie chodzi o trafienie na odpowiedni przysmak, on po prostu niczego nie chce i nie może przełknąć. Coś mu jeść nie pozwala, tylko co to jest???? Jestem pewna, że gdyby nie to "coś" to i bułka ze zwykłym pasztetem albo i bez, byłaby dla niego rarytasem... Nawet jak przełknie tego łososia, czy inne delikatesy, ale zmuszony, na siłę, to na zdrowie mu to nie wyjdzie... To takie moje myśli, związane z tymi audycjami - a Pani dr Sumińska to mądry, doswiadczony, wspaniały weterynarz i człowiek. Wiem, że masz zaufanie do Swoich lekarek, ale - tak teraz pomyślałam - może mogłabyś spróbować dostać się do tej pani doktor - tylko Ona jest w Warszawie. Może choc zadzwonić po radę... Bo przecież jemu ewidentnie coś dolega, normalnie pies ma apetyt i je. Zwłaszcza taki zabrany ze schronu - one nie mają dna...jadłyby cały czas i wszystko, nawet śmieci na spacerze... Twoje lekarki po prostu mogły nie mieć jeszcze takiego przypadku i choc mają najlepsze intencje - nie pomogą mu. Mam nadzieję, że nie pogniewasz sie na mnie o ten wpis, ale ryzykuję to, bo już nie chcę pisać, że trzymam kciuki, skoro widzę i czuję, że psiak tak cierpi i wciąż nie ma poprawy. Choc kochany, zaopiekowany, leczony, jak mało który pies na świecie.
-
[B]Irysek -[/B] bardzoCię proszę o te zdjęcia...ja nie mam żadnego aparatu. Gdybyś znalazła czas na ten schron i chciała, bym też pojechała, to daj znać. I dziękuję za powiadomienie wolontariuszek z Miau. Trzeba dać koteczce szansę. [B]AgaG - [/B]Aguniu, kotka była u mnie kilka godzin, kiedy zabrałam ją chorą z ulicy. Z tego co pamiętam (a pamiętam tylko swój strach o nią, wydzwanianie do Irysek, szukanie info o kocim katarze) to kotka leżała przy moich nogach, Lonia była na tapczanie i w ogóle na siebie nie reagowały. Teraz przeczytałam swoje wpisy z tego dnia, to pisalam, że Lonia warczy - w ogóle tego nie pamiętam... Kotka nie mogła oddychać, wydawała taki furkot, krztusiła się, nie chciała (nie mogła...) jeść, pić i z pewnością obecność psa obok, była jej obojętna. Mnie wydawało się, że ona umrze męcząc się i nie znajdę dla niej pomocy (to była sobota, no i od kilku dni miałam Lońkę, która co chwilę sikała, wytrzymywała ledwo 2 godziny), słowem byłam nieźle spanikowana i by zwracać uwagę ,jak ona reaguje na psa, nie przyszło mi do głowy. Ale zapadła w sen charcząc z każdym oddechem. Potem wybiegłam z domu, bo przyjechała z kontenerkiem Iryskowa i mogłyśmy zawieźć ją do schronu, jak wróciłam, leżała wciśnięta w kąt przy tapczanie. Tyle mogę o niej powiedzieć, bo tyle miałam n nią kontaktu... Nie wiadomo zatem jak zachowuje się w stosunku do psów, bo wtedy była już jedną przynajmniej łapką po tej drugiej stronie... [B]Poker -[/B]za mój rozsądek to sama złamanego grosza bym nie dała...Nie wiem, co jeszcze wymyślę... Jak tylko przypomnę ją sobie, kiedy za drugim razem, kiedy jej szukałam, by dać jeść (nie wiedziałam jeszcze, że tak jest chora, albo też choroba dopiero się zaczynała) zobaczyłam idącego z daleka kota i zawołałam (było ciemno, a ja ślepawa, wiec nie byłam pewna, czy to ona), biegła do mnie pędem, z ogonem do góry, miaucząc głośno...jakby to był mój kot...stary znajomy chociaż, a nie kot, którego widzę drugi raz w życiu,.. Mam wrażenie, że to jest stworzenie o cudownym charakterze...mądre, kochane. Boli bardzo mnie to, że muszę być rozsądna ale czasem mam ochotę zrobić sobie i temu rozsądkowi wbrew... Co do Loni, to dziś już wypędziła mnie z łóżka wczesniej i nie jestem tym zachwycona, bo mało ostatnio śpię, więc i nie czuję się najlepiej...ale kruszyna jest przekochana i wszystko jej wybaczam... Jak patrzę na nią, zaraz macha ogonkiem...jak sie przytula, jeszcze takiej przytulanki nie miałam. Myślałam, że bedzie grzecznie leżeć i spać [B]obok[/B] mnie, niestety ona wtula się we mnie pod kołderką i mam dodatkowy piecyk, jakby było nie dość gorąco... Jest bardzo posłuszna, grzeczna, nie kłopotliwa... A co do planów - w czwartek ostatni raz miała zabieg nacierania skóry leczniczym roztworem i chyba w przyszłym tygodniu wybiorę się do weta, by ją zobaczyła i zobaczę, co zaproponują jak chodzi o te operacje, zabiegi.
-
Też zaglądam z pozdrowieniami i głaskami. Proszę sprawiedliwie rozdzielić (i obdzielić) :lol:
-
Sniezka odeszla za TM..nawet niebo po niej płakało.
Figunia replied to giselle4's topic in Już w nowym domu
Z niepokojem czekamy na (oby dobre) wieści. Oby to była tylko jakaś jednorazowa, niegroźna niedyspozycja... Biedna Malutka...trzymam mocno kciuki ! -
Ciocie, dziękuję że Jesteście ze mną. Każda rada oczywiście cenna, każde 3 grosze i więcej nawet...:lol: Z Lonią wychodziłam dziś tylko 5 razy!!! A pierwsze wyjście rano było, jak na emerytki przystało - o 9-tej... Anica - wspaniałego, udanego wypoczynku Tobie i Jasi - od nas...czyli Loni także :lol:
-
10-letni Skoczuś już nie Nieboraczek - teraz Rumburak :)
Figunia replied to Onaa's topic in Już w nowym domu
ja też :oops:, ale trochę ostatnio u mnie się dzieje... Tak pięknie byłoby przeczytać, że ten Maluch ma już dom, że choć schron już opuścił i jest w dt... -
Anetko kochana, to nie tak, że irysek nie pomaga. To przecież Ona zawiozła kotkę do schronu, przywiozła dla niej kontenerek i teraz też obiecuje pomoc. Nie czuję się wykorzystywana w żaden sposób, zwłaszcza, że kotkę sama wypatrzyłam, czy też ona stanęła mi na drodze. Wiem, że mam Twoją sympatię (i wzajemnie!) i bardzo to cenię, ale "iryskowa" to fajna, konkretna, pomocna dziewczyna i nie chciałabym, żeby Jej było przykro. Już oferuje wszelką pomoc, a przecież nie musi... Twoja propozycja, by kotka jeszcze została w schronie jest warta przemyślenia, zwłaszcza po informacjach przekazanych przez panią doktor. Powiedziała, że kotka skończyła leczenie 7 dni temu, chodzi sobie po pokojach socjalnych i jest miłą, grzeczna kotką. Nie wiem tylko jak rozumieć fakt, że wcześniej pani z biura twierdziła, że kotka jest nadal w izolatce... Nie wiadomo, czy jest wysterylizowana, pokaże to ewentualna rujka lub ...kociaki... - słowa p. weterynarz. Gdyby tak było rzeczywiście, że koteczka ma w miarę dobrze, nie siedzi w zamknięciu, to może zrobić jej te zdjęcia i ogłaszać - bez brania do domu. Jednak jak pomyślę, że może i jest wypuszczana, ale na krótko, słowem wcale tak ładnie to nie wygląda, a wiadomo, że koty w schronisku cierpią bardziej niż psy, to mimo sporych obaw, wolałabym ją stamtąd zabrać. Powiem szczerze, że boję się tego, że kotka może okazać się trudną kotką (np. są kocie flejtuchy, które nie załatwiają się do kuwety, tylko w różne, przypadkowe miejsca) i tego już sobie nie wyobrażam... Już pomijam kwestię relacji między nią a Lonią... I byłabym skłonna zacisnąć zęby i wytrwać powiedzmy do miesiąca, ale na dłuższą metę tego nie widzę. Krępujące dla mnie jest pisać o swoich warunkach, ale są skromne i nawet konieczność większego, częstszego prania jest już dla mnie wyzwaniem... Bardzo chciałabym kotce pomóc, dać szansę na dobre życie, ale muszę liczyć się z tym, że domu szybko nie znajdzie. I co wtedy.. To wszystko to takie głośne myślenie, bo wciąż biję się z myślami, to już bym jechała i zabrała ją stamtąd na zasadzie "jakoś to będzie", to znowu widzę swoje realia i dochodzi do głosu ten przeklęty rozsądek...
-
Ciocie, to Wy Jesteście cudowne i dodajecie mi sił do działania i wiary, że się uda! Dziękuję!!! Dodzwoniłam sie do schroniska, pani w biurze potwierdziła, że kotka jest nadal w izolatce a czy jest wyleczona i inne info uzyskam od pani doktor, która ma do mnie zadzwonic po 12 (jak skończą się zabiegi). Spytałam o sterylkę, czy zrobią, lecz wg niej, kotka jest na taką operację za stara, teraz osłabiona chorobą i pobytem w schronie...ale decydujące słowo będzie miał oczywiście lekarz. Zaraz biegnę na zakupy (na mój cudowny warzywno-owocowy targ )a to jest kawałek, potem jeszcze wyjdę z Lonią i od 12-tej już będę czekać na telefon ze schronu. Jak tylko będę miała nowe wieści - w sumie chodzi o stan zdrowia kotki i czy można już ja zabrać) to napiszę, oczywiście o ile net mi pozwoli, bo już 2 razy mialam przerwy... Irysku - bardzo dziekuję!!!! Nabieram wiary, że to się uda i kotka również znajdzie dom. A jak sią to stanie, to głównie będzie to Twoja zasługa!!! Ja bez wsparcia i pomocy - nawet w postaci rad, jestem jak małe dziecko - przykre to, ale tak jest...
-
Zdjęcia kociaczka cudowne!!! Moje kociątko przeurocze i kochane. Te zdjęcia sprawiły, że choć na koniec dnia sie uśmiechnęłam... Pańcio mi się podoba... Pani na pewno też jest ok....Irysku, widzę, że naprawdę oddałaś to kocie dziecko w najlepsze ręce...Jaka to ulga i radość...Moje cudo puchate ma tak dobry domek...oj, aż się rozkleiłam... Irysku - co do koteczki, to jak jutro nie uda mi sie dodzwonić do schronu, to pojadę tam. Gdybym chciała ją zabrać (jesli powiedzą, że wyleczona) to czy mi ją wydadzą, skoro była oddawana na Twoje nazwisko??? Oczywiście będe musiala skombinowac kontenerek...czy, jesli będzie u mnie, to mogę liczyć na Twoją pomoc jak chodzi o fotki, ogłoszenia??? Czy mam domagać się sterylizacji???jeśli nie jest wysterylizowana? Kurcze, nic nie wiem, jak sie takie sprawy zalatwia...ale mam nadzieję, że nawet jeśli jutro jej nie zabiorę, to przez fakt, że ktoś się nią interesuje i planuje adopcję, nie spotka jej nic złego...