-
Posts
392 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by N&N
-
[B]Beatrx[/B], nie rozpatrując problemu od strony prawa i odpowiedzialności.... :razz: W realu wygląda to tak, że mały podbiegający obcy dziamgacz nie jest DLA MNIE zbyt uciążliwy. Nie boję się go. Nie rozpatruję takiego wydarzenia w kwestii "wstrętny, agresywny pies popsuł mi spacer". Nie rozpamiętuję, że Pikuś chciał mi zjeść sunię. Podbiegł, podziamał, ogoniłam i luz. Gorzej sprawa ma się z większym, niedopilnowanym psem. Takiego sama nie odgonię (nie mając gazu, kołka czy co tam jeszcze :shake:). [I]Mam wrażenie, że od dłuższego czasu to nie jest konstruktywna rozmowa.[/I]
-
Z mojej strony to DZIAŁA. Mój pies jest spokojny i bardzo posłuszny. Odwoływalny. Tylko dlaczego to nie działa z DRUGIEJ strony?
-
No tak. Wyjątkowym "chamstwem" z mojej strony jest chęć spokojnego spaceru :diabloti:. Bez drżenia o bezpieczeństwo moje czy psa. :roll:
-
Może pani o tym nie wiedziała, bo miała dużego psa? Może chciała być miła? Nie wiem, odnajdź ją i zapytaj, jak tak cię to nurtuje. :cool3:
-
[B]evel[/B], :crazyeye: Ty się dobrze czujesz? Gdzie napisałam, że cieszy mnie mandat dla owczarka? Zrobiłam uśmiechniętą minkę? :shake: Niby dlaczego miałby mnie cieszyć mandat wystawiony kobiecie, która próbowała mnie ostrzec!? Ona mi tylko radziła nie puszczać psa luzem, bo Policja się czepia. :shake: Jej pies był spokojny, nieagresywny. Kobieta miła. O co ci w ogóle chodzi? Trollujesz?
-
[B]evel[/B], jak próbujesz wykorzystywać ironię, to doczytaj proszę. :lol: Pisałam, że za biegającego luzem owczarka właścicielka dostała [U]mandat.[/U] Nie spisali ją i pouczyli, tylko dostała mandat. Pies nie był agresywny. Za biegającego luzem, nieagresywnego małego psa mandatru nie dają (dużo znajomych ma małe psy i nikogo jeszcze nie pouczali, nikogo nie spisali). Oj oj, jakie to straszne i niesprawiedliwe :roll: [B]LadyS, o co Ci chodzi[/B]? O cavisiu na pewno nie pisała[B] evel[/B]. :roll: Za to inne dziewczyny sypią jak z rękawa, wręcz na zawołanie przykłady o krwiorżerczych, małych bestiach :diabloti: Tiaaa :lol:
-
[quote name='asiunia']Dla mnie absolutnie brak różnicy...I jeden i drugi jeżeli ma życzenie dostać gazem-dostanie. A właściciel i cziłki i ONa będą mieć niewątpliwą przyjemność poznania funkcjonariuszy z najbliższego komisariatu. Pies to pies.[/QUOTE] :lol: "Zagazowałabyś" chiłkę? :lol: Doprawdy reakcja "adekwatna" do zagrożenia. "Gratuluję" podejścia. Na pewno nie ma innej metody obrony :roll: Co do funkcjonariuszy: w moim mieście niezbyt zwracają uwagę na biegające luzem "pypcie". Za to dużym zainteresują się i owszem. Rozmawiałam z właścicielką ONka która dostała mandat za pieska (luzem był, a jest obowiązek smyczowania). I pomimo, że przepisy są takie same, to jednak funkcjonariusze mają coś takiego jak "zdrowy rozsądek". :cool3: [B]Diora[/B], nie generalizuj. Nigdzie nie napisałam, że wszyscy właściciele malizn są tacy sami :roll: Widzę, że wg. Ciebie duży pies może sobie zagryźć małego, żeby sobie nerwów nie psuć i żeby szkody na psychice nie doświadczyć? :lol: Ciekawe.....
-
Na razie wszystkie knypcie dawały się bez trudu odgonić. :-) Profilaktycznie biorę małą na ręce. Nie trafiłam jeszcze na tak zdeterminowanego osobnika, który dorywałby ją mimo wszystko. "On nic nie zrobi" słyszałam tylko od właścicielki dużego. :razz: Właściciele małych najczęściej nie zawracają sobie głowy takimi duperelami jak tłumaczenia.:diabloti: Serio.
-
Atakować niby nie ma prawa żaden, co nie zmienia faktu, że atakują. I o ile atak przykładowego "Pimpusia" może mnie co najwyżej rozśmieszyć (przegonię i zapomnę), to atak dużego naprawdę przeraża.
-
No niestety, ja wiem, że to MOJE zdanie. Widuję to co jakiś czas na spacerach. Właściciel wielkiego psa ma mnie gdzieś i puszcza swojego psa wolno (na zasadzie, że przecież jego pieseczkowi nic się nie stanie). I o ile małego agresywnego knypka jestem w stanie odgonić, to już dużego nie. Dzięki temu bywa, że muszę iść naokoło, rozglądać się, uważać, a czasem nosić mojego małego (dobrze wychowanego!) psa na rękach. Nie właściciel dużego. On nie ma problemu. Czekaj czekaj, i to być "kultura" właściciela wielkopsa? To ja "dziękuję" za takie coś. :shake: Poważnie, nie ma dla Was różnicy, czy szarżuje Was chiłka czy ONek?
-
O rany, [B]gops[/B], przywracasz mi wiarę w ludzi. :-) [B]Ajeczka[/B], jak się czuje twój psiak? Dostał antybiotyk i coś przeciwbólowego? Pytanie do tych którzy mnie nie zrozumieli. GDZIE ja piszę, że [U]mały może radośnie dziabać[/U], a duży nie może bo duży? :roll: Piszę, że żaden nie może, ale dużego ze względu na ewentualny rozmiar szkód trzeba bardziej pilnować. Już jaśniej nie potrafię. Edit: Dziabiący caviś?:hmmmm: To jakiś ewenement. Kilka cavisiów w swoim życiu widziałam. To rzadka rasa. I na dodatek łagodna. Nasza zaprzyjaźniona cavisia rozwala się do góry brzuszkiem do każdego napotkanego piesa i ludzia. Jest słodziutka. :-)
-
Możecie się nie zgadzać. Wasze prawo. Jednak jak już mam wybierać, to wolę być zaatakowana przez 5cio kilowca, niż przez 50 kilowca. Mały kajtek co najwyżej mnie dziabnie. Duży może mnie zagryźć. :shake: Nie widzicie różnicy? Małego dziamgacza łatwo odgonić. Dużego psa niekoniecznie. Nie wiem dlaczego nie możemy się dogadać. Czuję się jakbym pisała do ściany. Wybieracie jedno zdanie wyrwane z kontekstu, a nie odnosicie się do całości. Bez sensu taka rozmowa.
-
[B]zaba14[/B], jak być powinno, a jak jest to każdy wie. ;-) Mam małego psa. Jest łagodny. Lubi inne psy. Chętnie się z nimi bawi (chociaż ostatnio jakby mniej, wita się i wraca do Pańci, z resztą to nieważne). Nie atakuje niczego. Rowerzystów, dzieci, psów, "dziwnie" wyglądających staruszków. Baaa, nie broni się jak jest obiektem ataku wielkopsa (pewnie wie, że nie ma najmniejszych szans). Bywa, że muszę go brać na ręce. W sytuacji ataku olbrzyma niestety jestem bezradna. Przerażona i bezradna. No niestety, ale większy pies oznacza większą odpowiedzialność.
-
Oczywiście, że mały psiak nie powinien atakować Twojego. Tylko, że masz o tyle komfortową sytuację, że zawsze możesz stanąć pomiędzy psami i odgonić dziamgacza (one są mocne tylko w szczekaniu). Tak szczerze - to jaka jest realna szansa, że maluch zabije Ci suczkę? A jaką szansę na przeżycie ma moja 4ro kilowa suczka jak wystartuje do niej 40 kilowy wqrzony DONek? Bo ja nie widzę możliwości obrony. Właśnie taka jest różnica pomiędzy naszymi psami. Wyobrażasz sobie, że 70 kilowy mastif chce zeżreć Ci suczkę, a właściciel idzie sobie powoli "bo on nic nie zrobi, chce się tylko pobawić". A co tam, że wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują na atak. Co z tego, że twój pies nie ma szans. :-( Chodzi o to, żeby nie dopuścić do sytuacji, kiedy na reakcję będzie za późno. :-(
-
Nie mam problemu z małymi podbiegaczami. Biorę sunię na ręce i luzik. Gorzej jak podbiegnie 50kilowy pies. Wtedy jestem bezradna. I o to właśnie mi chodzi. :shake: Duże, agresywne i luzem.
-
[quote name='evel']Czy ja wiem? Mój pies z reguły nie przepada za swoim gatunkiem i nie uważam, że jest durny, ma coś z głową, albo coś z nim "nieteges". Po prostu większość spotykanych przez nas psów zupełnie nie umie się zachować, nie czai CSów, sygnałów grożących ani żadnych innych. Owszem, zdarzają się psy normalne, ale to naprawdę rzadkość, czego bardzo żałuję, bo w sumie chciałabym, żeby moja suka miała więcej pozytywnych kontaktów z innymi psami. Natomiast jeśli mój pies ma być napadany przez większe, gryziony, skubany, tratowany, obskakiwany, obśliniany i smarowany innymi wydzielinami (seksualnie sfrustrowane "maltańczyki" - bleee) to ja już chyba wolę, żeby ona się nie pchała do innych psów wcale. Więc w sumie można ją określić jako "aspołeczną", ale jakoś mi to nie przeszkadza specjalnie. Nie muszę mieć psa, który kocha cały świat, ważne, żeby się jako tako zachowywał. (...) Nie wiem też, jak mój pies ma być normalny, skoro jego przestrzeń osobista jest co i rusz brutalnie naruszana przez jakiegoś chamowatego psa, ku uciesze właściciela - ostatnio byłam na spacerze z koleżanką i jej szczeniakiem, nasze luzem, ale niezainteresowane niczym, bo sobie aportowały, nagle wpadła w nas suka beagle'a, przebiegła po szczeniaku, usmarowała nam jasne spodnie, obskakując nas z każdej strony, została pogoniona z warkotem przez moją sukę. Właściciel stał nieopodal z durnym uśmieszkiem. No, bawią się pieski, nie...?[/QUOTE] [B]evel[/B], twoja suka jest ze schroniska. Prawdopodobnie po przejściach. Wziełaś ją dorosłą. Trudno oczekiwać, żeby miała wyłącznie dobre wspomnienia i kochała każdego napotkanego psa. :roll: Piszesz, że inne psy nie czają jej CSów. Może po prostu te jej csy są niewystarczające? Nieprzekonujące dla innego psa o silnej osobowości? I dlatego je zlewają. Wydaje mi się, że nie zrozumiałaś, o co chodzi. Mówimy o tym, że duże, aspołeczne psy nie powinny biegać luzem. Np. jeśli Ty masz "aspołeczną", agresywną sukę, to nie puszczaj jej luzem jak w okolicy są inne psy. Nie dopuść, żeby je atakowała. Twoja suka aspołeczna może sobie być do upojenia. Jej sprawa. Ale niech będzie na smyczy, w kagańcu czy pod twoją całkowitą kontrolą. Tak, żeby nie była zagrożeniem dla piesków, które nie dadzą rady się obronić. Nosz, nie da się porównać biegającego luzem yorka atakującego ONka do odwrotnej sytuacji. York co najwyżej ONkowi przetnie skórę (o ile odważy się go złapać). ONek zagryzie Yorka jednym kłapnięciem szczęk. Naprawdę nie widzisz różnicy? Równouprawnienie to może być wtedy, jak agresor i ofiara będą tej samej masy i wielkości.
-
[B]Gezowa,[/B] akurat w mieście małych psów pod dostatkiem. O socjalizację naprawdę nie trudno (nie trzeba zaraz kupować prywatnego yorka). Właściwie, to trzeba się nieźle natrudzić, żeby wychować aspołeczne futro. I sorki, ale nie o borzojach mówimy (trudno takiego spotkać). Mówimy o dużych, niewychowanych psach. A propo chartów. Moja sunia swego czasu często bawiła się z mocno wyrośniętą whipetką. Charcica nie traktowała jej jak króliczka. To była świetna subtelna delikatna suczka.
-
Dlaczego duży pies miałby wziąć małego (np. yorka) za ......... mysz? :crazyeye: Bo szybko się porusza? Bez przesady. Z daleka mógłby go wziąć np. za szczenię (bo to małe), ale za mysz? :shake: No chyba, że faktycznie z dużym psem coś nie "teges". :razz: :cool1:
-
A ten maluszek to nie piesek w typie DC?
-
Rodowody stowarzyszeń powstałych po 01.2012?
N&N replied to ann1gorszapolowa's topic in Stowarzyszenia
Tascha, znaleźć hodowcę tak oddanego psom i tak profesjonalnego jak Ty, to jak wygrać milion w totka. Oby było więcej takich ludzi w ZK. :-) -
Rodowody stowarzyszeń powstałych po 01.2012?
N&N replied to ann1gorszapolowa's topic in Stowarzyszenia
[quote name='Tascha'] Ja mam psy przebadane-chociaz w moich rasach takich wymogów w Polsce nie ma. I co z tego? Kogo to interesuje? Naprawde znikomy procent osób kupujacych ode mnie maluchy ,zwraca uwage,ze rodzice zostali przebadani i sa zdrowi. Mam psy i suczki z importu, z najlepszych linii i hodowli z zagranicy, wybierane uwaznie, z linii i utytulowanych i badanych. Jezdże duzo po wystawach, sporo za granice. I co z tego? to tez mało kogo interesuje,ze moje psy sa bardzo utytulowane, ze linie sa interesujace,ze cos wnosza do hodowli a nie sa tylko nastepna sztuka. 90 % kupujacych interesuje...cena... jeszcze teraz te "legalne -pseudo" doszły to juz i rece i wszystko wogóle opada...[/QUOTE] Ejjjj, Tascha! Jak to kupującego nic nie interesuje? Interesuje i to bardzo. Np. ja nie kupiłabym pieska po nie zbadanych rodzicach (niezależnie czy jest taki wymóg narzucony przez ZK czy nie). Z kilku hodowli zrezygnowałam, bo pomimo, że mieli piękne psy, to nie badali ich. Uważam, że prawdziwy hodowca dba przede wszystkim o zdrowie i charakter swoich psów. Piękno stawia na drugim planie. Mnie do hodowcy przekonują nie tytuły rodziców, ale badania psów i ich zrównoważony temperament. Wystawy są sprawą drugorzędną (trwają kilka dni, a jednak z psem spędza się całe życie). Nie muszę mieć championa, ale dobrze by było mieć zdrowego i stabilnego psychicznie psa (a jako wybitna szczęściara mam wszystko w jednym :lol: :eviltong:). -
Jako dzieciak (10-12 lat) nie sprzątałam po psie. Ale to za głębokiej komuny było. Czasy inne. I podejście ludzi inne. Teraz sprzątam. Piesek robi, Pańcia sprząta.:evil_lol: Nie wyobrażam sobie NIE sprzątać. :shake: Mój pies, mój kupal. Szczęśliwie suczka robi rano, więc problemu "odkrywcy" nie mam. Za to jak idę sprzątać, to slalom mam gwarantowany. A i tak czasem nie zauważę i wdepnę. Psów jest dużo. Często duże. Załatwiają się na w miarę ograniczonej przestrzeni (miejski trawnik). To nie daje rady się rozłożyć. Nie zdąży. Każdy pies to min. 365 kup rocznie. Pomnóżcie to sobie przez liczbę piesków. Wielkości pozostałości od "kabanosków" do niemal "martadeli". :diabloti: "Słodziusio" co? Dzieci często przynoszą mi rozpaciane "coś" na podeszwie. Latem, jak wpadnie do sandałka to koszmar. Nie przekonują mnie argumenty niesprzątających. Ekologiczne? Jak eko, to niech niesprzątający pozwoli pieskowi załatwiać się w mieszkaniu. Będzie miał to eko wyłącznie dla siebie.:diabloti: Rany, to nie tylko bakterie, ale często i pasożyty. Miejmy choć trochę szacunku dla innych korzystających z trawników. Dzieci nie będą pamiętać o ciągłym patrzeniu pod nogi. Sprzątających można policzyć na palcach jednej ręki, choć to powoli się zmienia (na plus). Myślę, że dobrą pomocą naukową byłyby mandaty. Tak po 250 zł/kupkę dziennie pozwoliłoby szybciej opanować trudną sztukę sprzątania. I wtedy nie byłoby 20 lat nauki, tylko dni...:evil_lol:
-
Byłam w mięsnym. Porażka. Okrawki wołowe dla psów to ....... łój :shake: Może i jest tam jakaś chrząstka, ale nie zauważyłam. Wzięłam indyka i kości cielęce. Ech....
-
Pysia, użarł Cię pies? Jak się czujesz? Przegryzł Ci się przez ubranie? Jesteś ranna? Rany! Co za chamstwo!:angryy: Pierwsze co bym zrobiła to tel na Policję. Nie odpuściłabym babie. Takiej to można przemówić do wyobraźni wyłącznie finansowo.
-
[B]Zmierzchnica[/B], tego to już zupełnie nie rozumiem. Ja wolałabym iść stroną z trawką. A jeszcze jakby za płotem szczekały 4 sporawe psy to już tym bardziej. Zwykła złośliwość z jej strony. Macie konflikt z tą panią? Dobra, uskuteczniam :painting: ;-) Pozdrawiam :-)