Jump to content
Dogomania

N&N

Members
  • Posts

    392
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by N&N

  1. [B]rozi[/B], naście lat temu miałam poschroniskowego ONka (bardzo w typie). I on NIGDY nie ruszał nic mniejszego. A już suczki czy szczenięta - to była świętość. Suka mogła go odgonić, odszedł i nigdy się nie odgryzał. Bronił się tylko w razie bezpośredniego ataku dużego samca (syt. miała miejsce raz, mijaliśmy domki i ktoś nie domknął bramy). Dawałam radę nad nim zapanować pomimo tego, że byłam w podstawówce. A i psów jakoś więcej luzem biegało. To były "inne czasy" ;-) :lol: Wyszkoliłam moje Słoneczko bez problemu. :loveu: Potem nie miałam psa. Hmmm, dla mnie logiczne było, że duży pies ma coś w rodzaju "kodeksu honorowego". Nie atakuje suk, ani szczeniąt. Niestety, myliłam się. Coraz częściej spotyka się psy agresywne do malizn. :shake: Nic dziwnego, ze Pańcia bierze na ręce. Jeden chaps olbrzyma i już po naszym małym szczęściu.
  2. Moją małą suczkę (niecałe 5 kg) zaatakował w parku DONek. Pędził bezgłośnie, ze zmarszczonym pyskiem, nastroszonymi uszami, ogonem w górze i irokezem na grzbiecie. Wystarczyłoby, żeby z takiego rozpędu chapsnął raz. 40 kg żywej wagi i 4,5 kg suczka. :shake: Nie byłoby co zbierać. A właścicielka szła sobie niespiesznie i tylko krzyknęła: "On nic nie zrobi". :angryy: :angryy: Nosz..... Dobrze, że moja akurat smyczy nie miała. Uciekła "zakosami" w stronę domu. Próbowałam złapać owczarka "w locie", ale był za silny. Chętnie pogadałabym sobie :mad:z właścicielką, ale moja uciekła na osiedle. Musiałam ją odnaleźć, zanim stałoby się nieszczęście (psy, samochody). Grrrr. To nie był pozorowany atak małego szczekacza, tylko akcja pt. "chcę to zabić". :angryy: Wystraszyłam się. Psinka także. Trzęsła się jeszcze pod klatką schodową. Myślę, że w takich chwilach jednak warto mieć gaz. Zdarzyło nam się też podbiegnięcie i oszczekanie przez "azjatę". Tylko, że to był atak pozorowany (tak sądzę ;-) :lol: ). Pies dał się odgonić krzykiem i torebką. Mnie nie zaatakował. Miał chrapkę na mojego psa. Sunię wzięłam na ręce. Nic się jej nie stało. Właściciel na moją prośbę (sam nie wpadł na to, że mogę się wystraszyć) z wielką łaską wziął swoją, a przy okazji stłukł ją smyczą po głowie. :shake: Pewnie dlatego suka tak łatwo dała się odgonić (była bita). Teraz to strach zwrócić komuś uwagę, bo może sfrustrowany zleje swojego "niegrzecznego" :shake: psa.
  3. [quote name='justysiek']byłam [U]z dzidziusiem ok, serce bije[/U], nawet dziś słyszałam. [U]10 tydz i 2 dni[/U] tak mi lekarz powiedział. [/QUOTE] Super!:multi: Świetne wieści!:multi:Rewelacja! Ach, jak bardzo się cieszę! :loveu: Będzie dobrze. Gratuluję Justynko.:bigcool:
  4. Aaaaa Ale pięknie! :-) Gratuluję! :multi: Wygraliście nawet z .......... yhym .......... czerwoną marynarką :-D ;-)
  5. Uff, już po pracy. Tak [B]Tascha[/B], dodałam żółtka i białka. Na tym właśnie polega obrzydliwość przepisu. Jaja są surowe. Trzeba je dobrze umyć. Lodów waniliowych już nie ma :-D ale dochodzą sobie w zamrażarce truskawkowe i czekoladowe. :-D Zobaczymy. Mam tylko zastrzeżenie co do konsystencji po 12 godz. Lody są za bardzo zmrożone. Może trzeba zainwestować w maszynkę do lodów?
  6. Cześć Wszystkim :-) Oj, działo się dzisiaj, działo. Muszę się z Wami podzielić wrażeniami. Wpisuję się i ja w wątek kulinarny. :-D Ponieważ przez dłuższy czas piekłam namiętnie (wszystko, ciasta, pieczenie, chleby :cool1:) mój starszawy, wysłużony piekarnik odmówił posłuszeństwa. Teraz grzeje na maksa i wszystko pali. Ok. Poddałam się i zarzuciłam hobby (a lubię sobie czasami dobrze podjeść :cool3:). No więc od kilku dni miałam.....zachciankę. Chodził, po prostu chodził za mną shake z McDonalda :oops: (tak, wiem, że to PRZEPYSZNY :razz: syf z tablicą Mendelejewa w środku). No więc chodziłam, chodziłam, aż wymyśliłam. Zrobię sobie domowego (czyt. zdrowego :multi: shakea). Tylko skąd by tu wziąć przepis? :hmmmm: Na dodatek dziecinnie prosty. Tak łatwy, żebym nawet ja nie dała rady go zepsuć ;-) Znalazłam, ale żeby go zrobić to najpierw trzeba mieć ....... lody! Bo shake to lód zmiksowany z mlekiem. Niech będzie. Postanowiłam spróbować. Tylko, że z drugiej strony kupne lody to nie jest to co Tygryski lubią najbardziej. :shake: Czyli poza shakeiem musiałam jeszcze ....... zrobić domowe lody. :mad: Trudno, jak trzeba to trzeba. Obkupiłam się na targu we wszystkie 3 niezbędne składniki i przystąpiłam do dzieła. :diabloti: Umyłam rączki i ..... zajęło mi to wszystko może z 10 min. (łącznie z zapakowaniem wynalazku do zamrażarki). Niestety, na produkt finalny czeka się długo (zwłaszcza jak zrobi się tego podwójnie :evil_lol:). Ale warto. Kochani, jak słowo daję warto było. Uwaga, dzielę się wrażeniami: Lód wyszedł cudownie przepyszny! za#$%#ty!(cenzura). Bajeczny. W życiu nie jadłam nic równie dobrego. Profanacją byłoby zmiksowanie go z mlekiem. Jejciu, jak ja się tym wynalazkiem zajadałam :oops:. REWELACJA! Polecam! To duuuużo lepsze niż kupne lody. Grycanki niech się schowają. Już never egen kupnych (za którymi swoją drogą niezbyt przepadałam). Ech.... Teraz tylko muszę na siebie bardzo uważać. To jednak kaloryczny przysmak, ale wart jest ryzyka. Oj wart. Polecam go z czystym sumieniem. Od teraz będę go robić, żeby mieć zawsze zapas w lodówce. Będę je podawać np. polane gorącą czekoladą czy syropem truskawkowym. Mniam. Każdy mój gość otrzyma do kawy kawałek loda. Od dziś jestem wielką fanką lodów. :-D Tylko jeszcze nie wykombinowałam sobie JAK zrobić, żeby lodów starczyło na dłużej? Okluczyć lodówkę? A może zrobić tyle, żeby nie dać rady tego przejeść? Hmmm, to jeszcze wymaga dopracowania. Obmyślenia strategii. Poza tym.....było pysznie. :-) P.S. Acha, zapomniałabym o najważniejszym :lol: Podaję przepis ściągnięty z neta. Potrzeba: -2 szklanki śmietanki 30% (nie kręcić noskiem, trudno, musi być ta trzydziestka). Ja kupiłam mlekowity. -2 jaja (wiejskie) -cukier waniliowy (małe opakowanie, chyba 16 gramów) -0,5 szklanki cukru zwykłego. Miksujemy ok 3 min. śmietankę. Oddzielamy białka od żółtek i dodajemy do nich po połowie cukru. Miksujemy ze 2 minutki białka na w miarę sztywną piankę. Potem miksujemy żółtka, też ze 2 minuty. Wlewamy białka i żółtka do śmietanki i całość mieszamy (ja miksnęłam). Przelewamy do plastikowego pojemnika z pokrywką i instalujemy z zamrażarce. To wszystko. Po kilku (ok. 5ciu godz) lód jest gotowy (przynajmniej na bokach pojemnika :-D ). W tym wszystkim najgorsze jest oczekiwanie na rezultat - dłuuuugo za długo (a nie wolno za często zaglądać do zamrażarki), a potem ..... to już tylko powstrzymywanie się przed podjadaniem, żeby starczyło i dla dzieci rodzonych. I pomimo, że przepis jest okropny (fuj), to lody wychodzą przepysznie. Spróbujcie same. Ja je polecam. :-)
  7. [B]Omry[/B], współczuję. Zrób sobie i TŻtowi gorącej czekolady. Co za historia. :-( A propo luzem biegających psów. Mi radosny, młody labrador, radośnie skoczył, wywalił i stratował dziecko, a na prośbę o zabranie właścicielka ........ się oburzyła :-o i nawrzeszczała, że to młody pies i tylko się bawi. :shake: I o co mi w ogóle chodzi? Pewnie jestem złym człowiekiem i nie lubię piesków. To nic, że "pieseczek" wywalił, wybrudził i masakrycznie wystraszył małą dziewczynkę (wtedy jeszcze nie mieliśmy psa i moja córeczka bardzo się bała, unikała wszelkich psiaków). Ciekawe [U]jak[/U] miała zacząć je lubić? :angryy:
  8. [B]filodendron[/B], tak było, jest i będzie. Co z tego, że ktoś zmądrzeje, jak na jego miejsce pojawi się dwóch następnych.
  9. No bo to jeszcze straszny młodzik. :-) Dorośnie. :-) Fajniusi strasznie. :-)
  10. :) Cześć. :) Z drugiej strony, to dobrze, że źle się czujesz ;-) (chodzi mi o wymioty). Objawy ciąży nie zawsze są przyjemne, ale za to świadczą o ciąży. Że dzidzia sobie rośnie i ma się dobrze (przynajmniej ja tak to sobie tłumaczyłam :-D ). 3maj się dzielnie. Jeszcze z miesiąc, a potem to już będzie tylko lepiej. :-)
  11. Ten syberian z Łęcznej to stara sprawa. Zobaczcie sami. Z przed 2 lat.
  12. Może to wstrząs mózgu? Zaburzenia równowagi, wymioty. Warto by go było pokazać lekarzowi.
  13. Czy mi się dobrze wydaje? Na fejsie Gryzoń wygląda już na wyższego od laba. :-) Piękny pycholek. :-) Taki misiaczek. :-)
  14. [quote name='panbazyl']...... wiedzialy co myśle o ich porannym wyskoku. Wiem kto był prowodyrem. Labki same by na to nie wpadły.[/QUOTE] :lol: :lol: Cwana bestyja :razz: :diabloti:
  15. Źle to się czyta mówisz? Szkoda. No, ale nie oszukujmy się. Joanną Chmielewską to ja nie jestem :-D Moja jest generalnie na BARFie. Przerobiliśmy już witaminki, suszone żwacze, rumentabsy itp. suplementy. Surowizna lekko zelżała też bywała. A suczka jak od małego miała upodobanie do smrodków (opcja full wypas), tak ma. :roll: Co nie zmienia faktu, że jest przekochana! Cudnie łagodna, przytulaśna, olewająca wszystkich na spacerach i wpatrzona w Pańcię. Zawsze chce być jak najbliżej człowieka, pakuje się na kolana, wtula. Jest słodziutka. :-) Co do smrodków. Miałam poschroniskowego, niemal zagłodzonego na śmierć ONka. Odkarmiony nie szukał smaczków na dworze. Nie suplementowałam go. Mimo to nie jadał koop i się nie tarzał. Po prostu tak miał. Czyżby kwestia rasy? Wydaje mi się, że moja "lubi te sprawy", bo ma bardzo silne instynkty myśliwskie. Czasem uda się je (na chwilkę) zamaskować dobrym wychowaniem, a czasem nie. Ja bym powiedziała, że "ten typ tak ma" (no bo skoro NIC nie działa). Ale może wypowiedzą się mądrzejsi ode mnie. W końcu laikiem jestem.
  16. Jeden mówi, że usg szkodzi, inny, że nie :roll: Co lekarz to opinia. Właśnie to mnie najbardziej dobija. Teraz, jak mam dzieci "po drugiej stronie brzuszka" ;-), to z byle chorobą mam dwie/trzy diagnozy (jak pójdę do kilku lekarzy). I co? Mam sobie wybrać tą, która mi pasuje? :shake: Jak mam zweryfikować, która jest trafna? Niestety, nie jestem lekarzem. Trzymaj się Justyś. Każdy tydzień to coraz większe szanse dla twojego maleństwa, że za ok. 7 m-cy będziesz je tulić w ramionach. :loveu:
  17. [quote name='Tascha']Oj tam- dzieci jak własne to nie uciekną -nastepnym razem sie załapia :D :D :D[/QUOTE] No właśnie dlatego, że własne (więc dobrze znają mamcię :diabloti:) jest duża szansa, że uciekną. :evil_lol: Żartuję. Na serek się załapały (było dużo i sama nie dałam rady). Młoda ładnie zjadła, Młody skarmił Wendy. Nikt nie narzekał :lol: Ech, tak chwaliłam psię i co? Wczoraj na spacerku skonsumowała dwie niezależne koopy. :shake: Pomimo ochrzanu. No dobra, przy drugiej była już dyskretniejsza i jak patrzyłam, to udawała, że nic nie żuje. Zakagańcuję ją, jak słowo daję. Niech mi jeszcze raz odwali taki numer. Będę bezlitosna. :fadein: Nie toleruję koopożerstwa, a potem np. lizania Pańci po twarzy.... Nie moje klimaty. :-D Już myślałam, że mam wyszkolonego psa, a tu takie coś....:mad:
  18. No ale mnie właśnie do 3 m-ca bolało. Właściwie pobolewało. To, że brzuszka nie widać, nie znaczy, że nie rośnie. ;-) Twarda jesteś. Ja do tej pory pewnie już dawno byłabym po usg. Kolejnym. Uwielbiam podglądać maluszka. Wiedzieć, że rośnie i wszystko u niego w porządku.
  19. [B]Karilka, [/B]a hodowla Isztar? Podoba mi się ich suczka. :-) Też rozglądaliśmy się w użytkach....yhymmm.....tak niezobowiązująco. ;-) :-)
  20. Justynko, cały czas Wam kibicuję i podczytuję. Z bóli brzucha pamiętam jakieś. Podobno to rozciągające się więzadła czy coś takiego... Jak nie boli obłędnie, to mam się nie martwić. Ale to było kiedyś. A Ty jak się czujesz? Nie kusi Cię wcześniejsze USG i "podglądnięcie" co słychać u maluszka? :-)
  21. Moja była "full wypas" tzn. zjadło się i to i owo :mad: i wytarzało w różnościach ...... (np. w zdechłym kocie :crazyeye:), ale teraz zaczyna jej to przechodzić. Młoda nie ma czasu na świństwa, bo jest tak wpatrzona w człowieka ...... tylko czeka na rozkazy. :cool3: Ha! Dopadłam kozi ser. :diabloti: Mamcia z Niemiec przywiozła. Niestety, nie wiem czy delikates doczeka do rana, a pasowałoby i dzieci poczęstować :oops: zwłaszcza, że to własne dzieci. :p
  22. Moja chodzi na flexi, bo to wygodne jest. A jak zblokuję guzik, to mam króciutką smyczkę. :-) Młoda wyczaja różnicę i na zablokowanej nie ciągnie, tylko idzie grzecznie przy nodze. "Nasze" (okoliczne) bulle chodzą krótko na smyczach, raczej są grzeczne i nie atakują. Jeden mocno wyrośnięty amstaf uwielbia moją, piszczy z zachwytu na jej widok i ma wyraźną chętkę na zacieśnianie kontaktów. Ach, tylko ta jego wielkość/masa..... Za to z bullterierem młoda bawi się świetnie. :-) Z agresorów to mamy latające bez smyczy, wyrośnięte "jorecki". :roll: Dziamie to to bez sensu i wgryza się we wszystko co się rusza. :shake:
  23. Rany, jak dobrze, że małemu nic się nie stało. Przynajmniej fizycznie. :shake: Bo uraz pewnie zostanie mu do końca życia. :-(
  24. [B]Amber[/B], a propo wystaw. Byłam na wystawie, gdzie duży samiec, (jakiś włochaty molos, nie pamiętam rasy :oops:), rzucił się na 10 miesięczną suczkę, mastifkę. Właścicielka agresora po dłuższej chwili z wielkim trudem odciągnęła psa (był ogromny). To było straszne, mimo, że siedziałam w pewnej odległości. I jeszcze ta od repa rozdarła japę na właścicielkę zaatakowanej suni, że po co podchodzi DO SAMCA od tyłu. :shake: Psa po tym wściekłym ataku nie zdyskwalifikowano. :angryy: P.S. To asystentka za wcześnie zaprosiła wystawczynię na ring. Większość samców była spokojna i opanowana.
×
×
  • Create New...