-
Posts
914 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by kudlataja
-
[quote name='ala123']Właściwie nie wiemy o niej nic,oprócz tego co widać na zdjęciach. Szukamy jakiegoś lokum dla niej,najlepiej stałego,ale dt też byłby wyjściem. Nie jest wysterylizowana,ale zamierzamy to zrobić w każdej chwili.Waży do 8kg (na oko kudlatej,która robiła jej te zdjęcia).[/QUOTE] Tak na moje oko suczka do 8kg, może nawet mniej. Bardzo fajna, ruchliwa, wesoła, skora do zabawy. Trzeba by ja było koniecznie przetestować na kontakty z innymi zwierzakami. Przez to swoje smutne życie zbyt wiele ich nie miała. Niestety ludzie, którzy ja zabrali ostatnio, ci niby to "zwierzolubni" chcą oddać suczkę w trybie natychmiastowym! Nie potrafią podać racjonalnego powodu, prawdopodobnie nie chcą jej z powodu wieku, tak przypuszczam, bo wspominali coś o tym, że wezmą jednak szczeniaka... Tymczasem sunia nie może wrócić na tę działke!! Pilnie szukamy dt, lub ds ja zrobiłam jej ogłoszenia na Warszawę, musze tylko poprawić, bo myślałam wtedy jeszcze że to piesek, tak twierdził właściciel..niestety poza ty domem, który okazał się porażką, nie ma zainteresowania psinką:(
-
Suczka ma trochę dłuższą sierść, podobnie jak starszy szczeniak. Młodszy szczeniak jest trochę inny..na pierwszym zamieszczonym zdjęciu jest prawdopodobnie martwy szczeniak..zdjęcie zrobiłam gdy trafiłam tam po raz pierwszy.. U psiaków niewielkie postępy. Chodzą wspólnie po wybiegu i mają do niego swobodny dostęp, kojce nie są zamykane. Początkowo obawiałyśmy się,że będą próbowały uciec, podkopywać się pod ogrodzeniem itp. ale nic takiego się nie dzieje, na szczęście. Także o jedzenie nie rywalizują.
-
Nie widzę innej możliwości, musi się udać! Gdy uganiałam się za Miszą po polach, desperacko próbując go przechytrzyć i złapać patrząc jak jest w coraz gorszym stanienie, nie wierzyłam, już w pewnym momencie, że ta historia może skończyć się szczęśliwie. Za każdym razem gdy do niego jechałam, oczekiwałam najgorszego..a teraz jest bezpieczny, zdarzył się cud, praca się opłaciła. Więc trzeba działać dalej, te psiaki chcą żyć z człowiekiem, tylko trzeba im pokazać drogę. A dziękować mam za co, bo wiesz przecież, że ja nie lubię pracować z komputerem (a przecież to konieczne) i wymiękam, gdy trzeba coś zamieścić, opisać, założyć wątek, doceniam taką pracę! Dobrej nocy. dziękuję wszystkim co się tu zjawili.
-
[quote name='AgaG']te psiaki są całkiem dzikie tak? niegdy nie miały kontaktu z człowiekiem?[/QUOTE] [COLOR=#222222][FONT=Verdana]Witam,jestem. W końcu mam internet, po ostatnich burzach byłam odcięta.[/FONT][/COLOR] [COLOR=#222222][FONT=Verdana]Psiaki żyły w stodole we wsi o rzadkiej zabudowie. Nie wiem jakie kontakty z człowiekiem miały..jeśli już to pewnie nienajlepsze. Z rozmów z okolicznymi mieszkańcami wynika, że tylko suczka podchodziła do zabudowań, na podwórka i żebrała o jedzenie. Nikt natomiast nie miał kontaktu z jej potomstwem, które nie oddalało się ze stodoły, zbytnio. Tak przynajmniej twierdzą tamtejsi ludzie.[/FONT][/COLOR] [COLOR=#222222][FONT=Verdana]W tym momencie psy to takie dzikusy..młodszy szczeniak przy każdym dotyku nieruchomieje, zaczyna ciężko oddychać, wciska nos w kąt i czeka co będzie dalej.. Natomiast ze starszym psem nie ma dotykowego kontaktu, panicznie boi się bliskości człowieka, od razu chowa się w budzie, w jej najdalszym zakamarku i powarkuje tylko ostrzegawczo.Gdy jestem oddalona wychodzi z budy i szczeka, daje o sobie znać jeśli się nim nie interesuję, tak jakby zaczepia...i przede wszystkim ma panicznie przestraszony wzrok. Gdy oddalam się od wybiegu i kojców oba psy zachowują się radośnie i swobodnie,bawią się, nie walczą o jedzenie, przechadzają się. To pewien postęp, gdyż wcześniej szczeniak musiał być wynoszony na wybieg,a starszy pies w ogóle nie opuszczał kojca. Myślę, że jest dla nich nadzieja na życie z człowiekiem, tylko takim, który będzie świadomy ich przeszłości i problemów..[/FONT][/COLOR] [COLOR=#222222][FONT=Verdana]Zrobiłam dla tych psiaków co mogłam i przy zaangażowaniu wielu osób udało się je umieścić w bezpiecznym miejscu, w ostatniej chwili. Po tym wszystkim poczułam się bardzo bezradna, bo poza karmieniem ich i wypuszczeniem na wybieg nie umiem, nie mam pomysłu jak zapewnić im dalsze lepsze/normalne życie.. [/FONT][/COLOR] [COLOR=#222222][FONT=Verdana]Skontaktowałam się wczoraj ze specjalistką od zachowań psów i zgodziła się przyjechać w przyszłym tygodniu. Może będę miała po tym spotkaniu bardziej konkretne i sensowne informacje o psiakach.[/FONT][/COLOR] [B][COLOR=#222222][FONT=Verdana] Pomoc finansowa jak najbardziej jest potrzebna, jeśli ktoś czuje się na siłach wesprzeć je w ten sposób..prześlę konto na pw. [/FONT][/COLOR][/B] [COLOR=#222222][FONT=Verdana]W tym momencie najważniejsze są pomysły, co dalej, jak te psiaki przywrócić do życia, jak dać im nowe życie, po prostu?[/FONT][/COLOR] [COLOR=#222222][FONT=Verdana][B]Gdy będą już plany na przyszłość, to pieniążki bardzo się przydadzą dla ich realizacji.[/B][/FONT][/COLOR] [COLOR=#222222][FONT=Verdana]Na koniec, bo już bardzo się rozpisałam, powiem tylko że psiaki mają imiona, starszy to Michał (chociaż ja myślę o nim - Misza), a młodszy to Karolek.[/FONT][/COLOR] [COLOR=#222222][FONT=Verdana][B]Dziękuję Aniu, za ten wątek, bardzo dziękuję, KOCHANA jesteś!!![/B][/FONT][/COLOR]:loveu:
-
Hej..o tego psiaka chodzi, z okolic Wielączy Kolonii? [IMG]http://i57.tinypic.com/14niex4.jpg[/IMG] Ja tego obserwuję go od jakiegoś czasu. Niestety ucieka jak mnie zobaczy. Ufa tylko dziewczynce, która go karmi kanapkami. Trudno go namierzyć, szukałam długo zanim udało się zrobić takie byle jakie zdjęcie, jednak nie jestem pewna, czy o tym psie mowa...to starszy pies, łagodny, łapie kury z głodu. Nie mam pojęcia jak mu pomóc..może jakoś wspólnymi siłami. P.S To prawda, Sczebrzeszyn piękny i wyjątkowy i okolice wspaniałe, tylko podejście do zwierząt jakieś takie niewłaściwe, okrutne, prostackie...każdego dnia się z tym ścieramy tutaj. [quote name='DORA1020']W Bodaczowie biega bezdomny czarny ON-ek.Zagryza ludziom kury,czeka go smutny los jesli ktos mu nie pomoze:( Osoba,ktorej zagryzl kury zglosila problem gminie,to pani z gminy powiedzila,zeby zabral sobie tego psa. Kiedy on powiedzial,ze ma juz dwa i nie moze wziac trzeciego,to pani powiedziala,ze nie wie co z tym "problemem" robic. I co Wy na to? On prosil,zeby zabrac psiaka do schroniska.Nie wie kogo prosic o pomoc,skoro gmina ma w nosie los bezdomnego psa. Ja tez nie wiem. Ten watek jest dowodem na to ile zrobilam dla bezdomniakow ze Szczebrzeszyna i okolic,ale niestety trace sily i nie wiem kto sie tym wszystkim zajmie.[/QUOTE]
-
Spotkałam Dino na kąpieli u wetow. Ma się naprawdę dobrze, pomijając problemy skórne oczywiście..dt bardzo fajny.
-
[quote name='DORA1020']Kazio to mlody kocurek,ma ok.8m-cy. To prosze zrob mu ---na Lubelskie. To nieduzy psiak,taki jak widac na zdjeciu,boi sie ludzi,jak z gory plotu zagladam do niego to warczy. Zostawiam mu jedzenie i wode. Przed deszczem chowa sie pod steropian,ktory tam lezy Nie bede go lapac,bo nie mam go gdzie umiescic[/QUOTE] Kazio jest świetny! spotkałam go lecznicy, gdy odbierałam moja suczkę po sterylce. Bezkompromisowo domaga się pieszczot i przytula do każdego i wszystkiego co się nawinie, nie można go nie kochać. szczeniak z działek do złapania koniecznie, każdy kolejny dzień przedłuża jego alienacje. Tylko tak jak napisała Dora gdzie go umieścić.. łapanie to nie problem, zazwyczaj, trzeba jeszcze mieć pomysł co dalej...
-
[quote name='kudlataja']Tak w końcu już wszystkie trzy są bezpieczne..złapałyśmy ostatniego wczoraj, dorosłego/chorego okazało się że ma babeszjozę i problemy neurologiczne i do tego straszny dzikus..nie wiem jak to będzie, nie zna człowieka, nie daje podejść do siebie. Dziś miał dostać drugą porcję leków i nie udało się go dowieźć do lecznicy, pozostało przemycanie tabletek. Szczeniak też dziki, bardzo!. Teraz szukam dla nich transportu do Opola, szukam i nie mogę znaleźć:( może znalazłoby się tam miejsce dla jeszcze jednego szczeniaczka, tego z Szczebrzeszyna, którego odkryła Dora. Myślę, że w łapak uda się go złapać. P.S Sunia po sterylce, na szczęście nie było ciąży i dochodzi już do siebie.[/QUOTE] [IMG]http://i58.tinypic.com/120kopl.jpg[/IMG] "Dorosły szczeniak" złapany, udało się, niestety dziki i przestraszony, nie zna człowieka. Trzeba szukać dla niego pomocy, wymaga intensywnej terapii behawioralnej, umiejętnego kontaktu z człowiekiem, poświęconego czasu i profesjonalnej opieki..Złapany z babeszjozą i w trakcie leczenia. Na razie nawet nie chce wyjść na wybieg, tylko siedzi w kojcu, szczeka warczy, chowa się za budę.. Nie mam pomysłu i doświadczenia, a tak bardzo chciałabym mu pomóc. Młodszy dzikusek szuka domu i także potrzebuje wiele cierpliwości i serca..ratowałam je a teraz nie wiem co dalej. Perspektywa dt w Opolu przepadła. Szukam dla nich pomocy!
-
Dziękuję bardzo i rozumiem..potrzeby są ogromne i wiecznie tych pieniędzy brakuje. Oczywiście nadal będę wpłacała swoją deklarację i w miarę możliwości jeszcze coś więcej. Oto Sonia na swoim pierwszym dłuższym spacerze nad zalewem w Nieliszu. Była bardzo zafascynowana pluskającą wodą, przez długi czas nie chciała odejść od brzegu. Biedna poza tą swoją stodołą, w której koczowała i cierpiała nie widziała niczego, a tu nagle świat dziwny i ciekawy się przed nią otworzył. Kochana Sunieczka. Jeszcze raz dziękuję i pozdrawiam. Świetna akcja! P.S I jeszcze brzuszek co ładnie się goi, tylko trochę swędzi i trzeba głaskać i drapać:).m.
-
KATOWICE LIGOTA - HURRAAAAA!!! Marta złapana!!! :)
kudlataja replied to Sabina02's topic in Już w nowym domu
Zaglądam do Marty i nie widzę dobrych wieści..ja wczoraj złapałam swojego dzikusa po dwóch miesiącach prób w końcu się udało przy pomocy sedalinu, jednak nie obyło się też bez interwencji "fachowca", niestety inaczej się nie dało. psiak złapany w ostatniej chwili z babeszjozą.. Nie wiem co poradzić, współczuję, trzymam kciuki i czekam na wspomniany cud. -
[quote name='Ingrid44']Biedne psiaczki.:( :( :( Dobrze ze sa juz bezpieczne .[/QUOTE] Tak w końcu już wszystkie trzy są bezpieczne..złapałyśmy ostatniego wczoraj, dorosłego/chorego okazało się że ma babeszjozę i problemy neurologiczne i do tego straszny dzikus..nie wiem jak to będzie, nie zna człowieka, nie daje podejść do siebie. Dziś miał dostać drugą porcję leków i nie udało się go dowieźć do lecznicy, pozostało przemycanie tabletek. Szczeniak też dziki, bardzo!. Teraz szukam dla nich transportu do Opola, szukam i nie mogę znaleźć:( może znalazłoby się tam miejsce dla jeszcze jednego szczeniaczka, tego z Szczebrzeszyna, którego odkryła Dora. Myślę, że w łapak uda się go złapać. P.S Sunia po sterylce, na szczęście nie było ciąży i dochodzi już do siebie.
-
[quote name='ostatniaszansa']Teraz będę robiła przelewy dla Dory1020 i Dreag . Handzia sunia musi być zdrowa aby ja sterylizować. Oczywiście, ze ciachamy. Kudlataja sprawdzę stan kont ( i stare i nowe) odpowiem wieczorem w czwartek. Ewa[/QUOTE] Ja wpłacam od stycznia, wiem, że to niezbyt długo, ale bardzo proszę. Sunia już po sterylce, spieszyłam się, bo miała "dziwny" brzuch, na szczęście nie było ciąży, tylko problem z krzepliwością krwi, ale sunia ma dobre wyniki , więc nie wiadomo co to było, może taka jej uroda, dochodzi do siebie. Byłyśmy na małym spacerze, ale z nadmiaru obowiązków zapomniałam aparatu, jutro będę miała zdjęcia. Sunia do soboty będzie jeszcze w lecznicy. Koszt sterylki to 170 zł i bez was sobie nie poradzę, już i tak cała pensja na zwierzaki idzie. czekam na decyzję, pozdrawiam. P.S Złapałyśmy ostatniego synka suni -dorosłego, chorego szczeniaka, po dwóch miesiącach starań i jeżdżenia,straszny dzikus, nie można do niego podejść..trudny przypadek, nie zna ludzi..
-
Witam, zrobilam przelew za maj i czerwiec i chciałbym zgłosić suczkę do sterylki jeśli mogę, sprawa jest pilna, sunia prawdopodobnie jest w ciąży!! , bardzo proszę, nadal będę wpłacała oczywiście moja deklaracje na akcje. oto link do historii suni, dzis wstawiłam na watek szczebrzeszyniakow http://www.dogomania.pl/forum/threads/191040-Bezdomne-ze-Szczebrzeszyna-BRAK-SPONSORÓW-DLUGI?p=22114522#post22114522 i zdjęcia suczki post 5516
-
Witam i Zamieszczam zdjęcie i historie suni i jej szczeniaków uratowany szczeniak [IMG]http://i60.tinypic.com/2564mjt.jpg[/IMG] szczeniak stracony [IMG]http://i61.tinypic.com/sg4xmc.jpg[/IMG] dorosly szczeniak [IMG]http://i58.tinypic.com/2qcnjip.jpg[/IMG] i sunia [IMG]http://i59.tinypic.com/2w7pj13.jpg[/IMG] Jakiś czas temu zabrałam zwierzaki z opuszczonej stodoły w okolicy Szczebrzeszyna , a konkretnie z Deszkowic. Dowiedziałam się o nich zupełnie przypadkiem, pomimo że od roku pracuję nieopodal miejsca, w którym rozgrywał ich się dramat. Sytuacja jaką zastałam na miejscu,które mi wskazano z informacją, że „jest tam problem z psami”,przerosła moje najgorsze oczekiwania. Okazało się,że zamiast dwóch psów, suczki i jej dorosłego szczeniaka znajdują się tam jeszcze trzy szczenięta w różnym wieku i o ile sunia jest bardzo łagodna to pozostałe pieski kompletnie dzikie i płochliwe. Przez jakiś czas jeździłam do tej gromadki z jedzeniem i wodą,a w międzyczasie szukałam pomocy, wydawało się że zwierzakom nic nie grozi, niestety któregoś dnia zastałam sunię siedzącą nad martwym szczenięciem i wiedziałam że nie mogę dłużej czekać,również drugie młodsze szczenię gdzieś przepadło. Wtedy zdecydowałam o zabraniu pozostałych zwierząt jak najszybciej, tym bardziej że okazało się, ze dorosły szczeniak ma problemy z tylnymi nogami i choruje...Bez zastanowienia i pomysłu co począć z psiakami podjęłam próbę ich złapania. Bez problemu udało się to z suczką, która nawet sama wskoczyła do samochodu, trochę trudniej było z młodszym szczeniakiem, jednak jego także złapałyśmy z koleżanką. Z pomocą przyszła niezawodna Funia,która użyczyła nieodpłatnie psiakom miejsce na swojej działce i tam też znajdują się do dzisiaj. Weterynarz wyciągnął szczeniakowi około 100 kleszczy, które miał dosłownie wszędzie,sunia także była w opłakanym stanie... Jak już napisałam udało mi się złapać 2 psy z trzech które przeżyły w tej stodole. Niestety dorosły i chory szczeniak nadal pozostaje w tamtym miejscu i nie daje się złapać w żaden sposób, pomimo podejmowanych wielu, rozpaczliwych prób..Oczywiście nie zamierzam się poddać i będę próbowała nadal Z późniejszych rozmów z okolicznymi mieszkańcami dowiedziałam się, ze dramat zwierząt trwał od ponad 3 lat, rodziły się i umierały z głodu, szczenięta zamarzały zimą, ginęły pod kołami albo były trute, walczyły o jedzenie między sobą! I nikt nie reagował, nikogo to nie obchodziło!!! W tym tygodniu chciałabym, wysterylizować suczkę, gdyż obawiam się że może być w ciąży...zgłaszam ją na akcję sterylkową, może się uda...
-
Zaglądam, a u Dino nadal pustki..:( dziś go odwiedzę w lecznicy.
-
Witam, chciałam tylko poinformować, że wpłaciłam zaległą deklarację za marzec i bieżącą za kwiecień, na konto w Alior bank, poprzednio wpłacałam na jakieś inne konto, mam nadzieję że teraz to już to właściwe, pozdrawiam:)
-
To bardzo dużo, a na wątku Dino pustki:( Mam trochę rzeczy na bazarek...
-
Zapraszam z całego serca na wątek Dino, to taki wspaniały psiak!!!
-
Bardzo pusto, co mogę zrobić???:(
-
Witam wszystkich i bardzo proszę o wsparcie i pomoc dla Dino!!! DINO,którego dotyczy ten wątek poznałam/spotkałam niedawno, zupełnie przypadkiem w lecznicy weterynaryjnej w Zamościu, gdzie przebywa od grudnia 2013r. Mocno poruszyła mnie jego historia, a przede wszystkim ciągle mam w głowie te smutne,ufne i łagodne oczy...Dlatego postanowiłam jakoś pomóc i zaangażować się w los tego psiaka, czego wyrazem jest ten wątek. Sytuacja Dino jest niełatwa, został znaleziony pod zamojskim szpitalem w fatalnym stanie. W pomoc szybko zaangażowały się dziewczyny Handzia, Funia i Ala123, które tak relacjonowały mi całe wydarzenie: Ala123: "Wczoraj z płaczem zadzwoniła znajoma, że pod naszym papieskim szpitalem błąka się pies, podbiega do wszystkich ludzi, którzy go z odrazą przeganiają...:( Koleżanka w siódmym miesiącu zagrożonej ciąży,która właśnie opuszczała szpital!!!)Błagała ludzi o pomoc w umieszczeniu psa w samochodzie,ale nikt nie reagował na prośby,nie zważając na jej stan... Sama więc jakoś zgarnęła psa do samochodu i zawiozła do weta.. Weci mówią, że psa z tak zaawansowaną nużycą jeszcze nie widzieli. Pies ma chipa,został jakiś czas temu wyadoptowany z naszego schroniska....Okazuje się, że właścicielem jest stary, schorowany człowiek, któremu pies uciekł...Nie mam pojęcia czy to prawda czy nie, chcę pomóc temu psu, bo byłemu właścicielowi już go nie oddamy. Najbardziej potrzebujemy dt, który mógłby zapewnić mu opiekę i leczenie.Postaramy się zebrać jakieś fundusze na ten cel. Piesek wg mnie i wetów jest w typie wyżła. Ma bardzo łagodny charakter, wszystkim zabiegom poddaje się bez najmniejszego sprzeciwu. Na zdjęciu wygląda na większego, w rzeczywistości jest mniejszy, waży 18 kg( w dniu przyjęcia do lecznicy ważył 16kg)." Dino w dniu przyjęcia do lecznicy: Dino w styczniu: Handzia: Dostałam na maila opinię wetów z gabinetu w którym przebywa Dino: "Pieszo stał przyjęty do gabinetu we wtorek 10.12.2013, z objawami silnego świądu obejmującego prawie całą powierzchnię ciała zwierzęcia z wyjątkiem grzbietu, obecne plackowate wyłysienia, liczne uszkodzenia skóry, rumień, ropne zapalenie mieszków włosowych oraz zaskórniki, stwierdzono wtórne zakażenie bakteryjne skóry powstałe wskutek jej uszkodzenia spowodowanego silnym świądem, w pobranych zeskrobinach znaleziono liczne nużeńce - Demodex canis oraz ich jaja, w preparacie odciskowym znaleziono liczne ziarniniaki. W chwili przyjęcia stwierdzono średni stopień odwodnienia oraz znaczne wychudzenie Oprócz zmian skórnych badanie kliniczne wykazało następujące nieprawidłowości: - podwyższona ciepłota ciała - powiększenie węzłów chłonnych podkolanowych oraz żuchwowych - w kale obecność członów tasiemca - zapalenie ucha zewnętrznego zapalenie spojówek Podjęto leczenie w celu wyeliminowania w/w pasożytów oraz poprawy stanu ogólnego" Od tamtej pory, czyli już trzeci miesiąc Dino znajduje się pod opieką weterynarzy, stan jego zdrowia uległ poprawie na tyle, że mógłby i powinien opuścić już lecznicę. Handzia napisała kilka dni temu: Byłyśmy wczoraj u Dino w lecznicy. Weci mówią, żeby jak najszybciej szukać mu domu. Psiak bardzo przywiązał się do nich. Ciężko przeżył przeprowadzkę (zmianę lokalizacji gabinetu). Ale już jest dobrze. Pięknie porósł sierścią, tylko na tylnej części ciała widać jeszcze gołe placki... Dino jest prze kochany,bardzo lgnie do ludzi, przytula się wręcz i ciągle podaje łapę Niestety Dino nadal wymaga opieki,specjalnych kąpieli i podawania leków, co wiąże się z ponoszeniem kolejnych kosztów i mocno utrudnia jego adopcję. Nie mamy pojęcia co dalej robić w jego sprawie i gdzie szukać dla niego miejsca. Jak wiadomo w naszych okolicach nie dysponujemy żadnym konkretnym tymczasem... Najgorsze jest to,że im dłużej Dino przebywa w lecznicy tym bardziej będzie przeżywał ewentualną zmianę miejsca. Dino jest wspaniałym psem i bardzo potrzebuje prawdziwego domu, miłości i opieki, tylko nie mamy pojęcia jak mu to wszystko zapewnić :(Dlatego wszelkie pomysły i sugestie są mile widziane... Gdyby natomiast ktoś chciał wesprzeć pieska prosimy o wpłaty na konto: Stowarzyszenie Help Animals 85 9589 0003 0007 20232000 0010 Adres: ul. Sienkiewicza 10A 55-320 Malczyce z dopiskiem: DINO IBAN PL 85 9589 00030007 2023 2000 0010 SWIFT: POLUPLPR Mam nadzieję, że ten wątek otworzy nowe możliwości dla kochanego Dina, który: „Oczka ma smutne,bo swoje w życiu przeszedł,chociaż nie było ono jeszcze długie(weci dają mu ok. 3lat).I pewnie jeszcze cierpi. Ale pomimo tego wszystkiego jest bardzo pogodnym psiaczkiem,kochanym i mądrym.Uwielbia towarzystwo ludzi,biega radośnie po lecznicy, wpychając głowę pod każdą rękę,która się nawinie,aby go głaskała i dotykała.” Myślę, że dziewczyny, które więcej wiedzą o historii Dino wkrótce dołączą i wspólnie uda nam się popchnąć do szczęśliwego finału sprawę tego nieszczęśliwego psiaka. Jutro mam wolne od pracy i pojadę do lecznicy po nowe wieści.
-
KATOWICE LIGOTA - HURRAAAAA!!! Marta złapana!!! :)
kudlataja replied to Sabina02's topic in Już w nowym domu
[quote name='DORA1020']To nie kudlata zlapala sunie z Bodaczowa,tylko opiekun psiakow na tymczasie. Magdzie sie nie udalo jej zlapac niestety trwalo to bardzo dlugo zanim zostala zlapana jesli macie lapak,to trzeba sunie zlapac w lapak,widze,ze nie jest duza,wiec pewnie by sie udalo ale chyba nie macie lapaka,wiec moze ktos bedzie mogl pozyczyc i tam gdzie sunia przychodzi na jedzenie trzeba ten lapak nastawic dobrze by bylo ja tam karmic,w jednym miejscu ja karmilam wlasnie takiego psiaka 2 miesiace zanim dal sie poglaskac i zabrac a czy schronisko by nie pomoglo,w jaki sposob zabieraja psiaki z ulicy? przeciez te porzucone psiaki to przewaznie uciekaja,boja sie,a schronisko musi im pomoc jesli sunia bedzie przychodzila w jedno miejsce na jedzenie to napewno uda sie jej pomoc a napewno bedzie przychodzila jak bedzie wiedziala,ze zawsze tam jest jedzenie[/QUOTE] Witam, rzeczywiście to opiekun z tymczasu złapał w końcu sunię z Bodaczowa. Niestety przez ponad pół roku nie udało mi się jej złapać w żaden sposób. niemalże odchodziłam od zmysłów, sunia nie chciała zjeść karmy z sedalinem, z łapaka wyjadała jedzenie, ale udawało jej się jakimś sposobem czmychnąć za każdym razem przed zamknięciem się klatki. łapak był taki raczej koci. suczka była coraz bardziej nieufna i płochliwa przez te próby i musieliśmy na jakiś czas zaprzestać łapania, w końcu po długim czasie udało się, jakimś cudem po prostu, suczka była zmarznięta i apatyczna, myśleliśmy, że jest chora i po prostu dała się złapać bez klatki i leków. Te słowa niewiele pomogą w łapaniu Marty. Mogę jedynie podzielić się tym co wywnioskowałam z całego tego uganiania się za sunią. Łapak to zazwyczaj dobry pomysł, szczególnie sprawdzał się w łapaniu kotów, niestety pies, nawet mały może rzeczywiście okazać się za duży na te wszystkie kocie łapaki i nawet jeśli wejdzie do środka to po prostu udaje mu się uciec, bo łapak jest za krótki. Łapak jest też skuteczny przy pierwszej próbie łapania, jeśli sunia przestraszy się go za pierwszym razem to później nikłe szanse, że do niego wejdzie. Myślę, że w tej sytuacji dobrze byłoby poprosić schronisko, z którego Marta została wyadoptowana. Zdarzyło mi się kilkakrotnie, ze w beznadziejnej sytuacji w ostateczności prosiłam pracownika zamojskiego schroniska o pomoc w łapaniu psa i czasem się to udawało..Schroniska mają sprzęt i metody i wydaje mi się nawet po adopcji nie powinni odmówić złapania sunieczki. Życzę powodzenia i mocno trzymam kciuki. Gdybym mieszkała w okolicy zaangażowałabym się w łapanie Marty. Niestety tak nie jest i mogę jedynie wesprzeć wszystkich w to zaangażowanych dobrym słowem i jeśli jeszcze przyjdzie mi do głowy jakaś forma pomocy od razu napiszę. Pozdrawiam,m. P.S W mojej okolicy pojawiła się kolejna sunia do złapania, właściwie to biedna poniewiera się już kilka miesięcy, ale ja dopiero się o niej dowiedziłam i jak na razie nie udało się jej zlokalizować. Na szczęście udało się wam zlokalizować Martę,a to już pierwszy krok do sukcesu. -
KATOWICE LIGOTA - HURRAAAAA!!! Marta złapana!!! :)
kudlataja replied to Sabina02's topic in Już w nowym domu
Witam, rzeczywiście to opiekun z tymczasu złapał w końcu sunię z Bodaczowa. Niestety przez ponad pół roku nie udało mi się jej złapać w żaden sposób. niemalże odchodziłam od zmysłów, sunia nie chciała zjeść karmy z sedalinem, z łapaka wyjadała jedzenie, ale udawało jej się jakimś sposobem czmychnąć za każdym razem przed zamknięciem się klatki. łapak był taki raczej koci. suczka była coraz bardziej nieufna i płochliwa przez te próby i musieliśmy na jakiś czas zaprzestać łapania, w końcu po długim czasie udało się, jakimś cudem po prostu, suczka była zmarznięta i apatyczna, myśleliśmy, że jest chora i po prostu dała się złapać bez klatki i leków. Te słowa niewiele pomogą w łapaniu Marty. Mogę jedynie podzielić się tym co wywnioskowałam z całego tego uganiania się za sunią. Łapak to zazwyczaj dobry pomysł, szczególnie sprawdzał się w łapaniu kotów, niestety pies, nawet mały może rzeczywiście okazać się za duży na te wszystkie kocie łapaki i nawet jeśli wejdzie do środka to po prostu udaje mu się uciec, bo łapak jest za krótki. Łapak jest też skuteczny przy pierwszej próbie łapania, jeśli sunia przestraszy się go za pierwszym razem to później nikłe szanse, że do niego wejdzie. Myślę, że w tej sytuacji dobrze byłoby poprosić schronisko, z którego Marta została wyadoptowana. Zdarzyło mi się kilkakrotnie, ze w beznadziejnej sytuacji w ostateczności prosiłam pracownika zamojskiego schroniska o pomoc w łapaniu psa i czasem się to udawało..Schroniska mają sprzęt i metody i wydaje mi się nawet po adopcji nie powinni odmówić złapania sunieczki. Życzę powodzenia i mocno trzymam kciuki. Gdybym mieszkała w okolicy zaangażowałabym się w łapanie Marty. Niestety tak nie jest i mogę jedynie wesprzeć wszystkich w to zaangażowanych dobrym słowem i jeśli jeszcze przyjdzie mi do głowy jakaś forma pomocy od razu napiszę. Pozdrawiam,m. P.S W mojej okolicy pojawiła się kolejna sunia do złapania, właściwie to biedna poniewiera się już kilka miesięcy, ale ja dopiero się o niej dowiedziałam i jak na razie nie udało się jej zlokalizować. Na szczęście udało się wam zlokalizować Martę,a to już pierwszy krok do sukcesu.